Bliźniaczka

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1 1

2  2

3  3

4  4

5  5

6  6

7  7

8  8

9  9

10  10

11  11

12  12

13  13

14  14

15  15

16  16

17  17

18  18

19  19

20  20

21  21

22  22

23  23

24  24

25  25

26  26

27  27

28  28

29  29

30  30

31  31

32  32

33  33

34  34

35  35

36  36

37  37

38  38

39  39

40  40

41  41

42  42

43  43

44  41

45  45

46  46

47  47

48  48

49  49

50  Podziękowania

Tytuł oryginału: The Twin

Przekład: Andrzej Goździkowski

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Anna Strożek

Korekta: Katarzyna Nawrocka, Maria Zalasa

Projekt okładki: Regina Flath

Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Norbert Młyńczak

Text copyright © 2020 by Natasha Preston

This translation published by arrangement with

Random House Children’s Books, a division of Penguin Random House LLC.

Copyright for the Polish edition and translation

© JK Wydawnictwo sp. z o.o. sp. k., 2020

Cover art © 2020 by Marie Carr/Arcangel Images

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-8225-015-2

Wydanie I, Łódź 2020

JK Wydawnictwo Sp. z o.o. sp. k., ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź

tel. 42 676 49 69

www.wydawnictwofeeria.pl

Wersję elektroniczną wykonano w systemie Zecer firmy Elibri

Dla Jona i Rosy

Dziękuję za wszystko

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

1

W drodze powrotnej tata gnał na złamanie karku. Samochód mknął, niemal przekraczając dozwoloną prędkość, a ja ze strachu wbijałam pomalowane żółtym lakierem paznokcie w sztywną skórę tapicerki. Było jasne, że ojciec chce jak najszybciej znaleźć się w domu. Ja jednak wolałabym, żeby trochę zwolnił. W pewnym momencie wziął tak ostry zakręt, że żołądek aż podszedł mi do gardła. Wstrzymałam oddech i zacisnęłam powieki, spodziewając się najgorszego.

Z nerwami w strzępach poszukałam wzrokiem lusterka wstecznego. Już po chwili z ulgą stwierdziłam, że ojciec prowadzi ze wzrokiem wbitym w szosę, choć niepokojące mogło być jego zacięte spojrzenie. Ojciec był świetnym kierowcą i ufałam mu, kiedy siadał za kierownicą. Po prostu nie przepadałam za tak szybką jazdą.

Czarny mercedes, którym jechaliśmy, wyglądał jak prosto z salonu. Mieliśmy go już od roku, ale nadal lśnił nowością. Dlatego bardzo dziwne wydało mi się, że ojciec gna nim po pylistych wiejskich drogach.

Powtarzałam sobie, że nasze życie zmieni się teraz diametralnie. Ojciec chyba nie mógł się doczekać, aż zacznie wszystko od nowa.

We mnie jednak coś się burzyło. Wolałabym, żebyśmy zwolnili i jeszcze przez chwilę rozkoszowali się cudowną lekkością życia, jakie wiedliśmy dotąd. Wcale nie spieszyło mi się do tego nowego, które miało rozpocząć się za pięć minut. Jasne, w tym, które się kończyło, nie wszystko było różowe, ale i tak chciałam je zatrzymać.

W naszym dotychczasowym życiu mama wciąż żyła.

Przyszła wiosna, jej ulubiona pora roku. Nasze miasto rozświetliły wielobarwne kwiaty. W miejscach pokrytych dotąd jednostajną zielenią pojawiły się kwiaty we wszystkich kolorach tęczy. Ja też zawsze przepadałam za wiosną, gdy na niebie wreszcie świeciło słońce, robiło się ciepło i można było zdjąć płaszcz.

Na wiosnę zawsze czułam się lepiej. Ale teraz moje samopoczucie niewiele różniło się od tego, jakie zazwyczaj towarzyszyło mi zimą. Mimo że pogoda była olśniewająca, wcale nie czułam się lepiej. Jasne, nie musiałam już nosić mojego kretyńskiego płaszcza, ale prawdę mówiąc, nie robiło mi to żadnej różnicy.

Iris, moja siostra bliźniaczka, siedziała na przednim fotelu. Przez całą drogę gapiła się przez okno i tylko od czasu do czasu zamieniała z ojcem parę słów. Ja nie potrafiłam się zdobyć nawet na to. Jechałam ukryta w kokonie milczenia. Milczałam nie dlatego, że wszystko było mi obojętne. Po prostu nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie umiałam ubrać w słowa tego, co się wydarzyło.

Wszystko, co przychodziło mi do głowy, wydawało się głupie i mało ważne. Nic nie było wystarczająco istotne, by zapełnić pustkę, jaką pozostawiła po sobie nasza mama.

Ciepłe wiosenne słońce przygrzewało za oknem, nie raziło jednak tak, żebym musiała mrużyć oczy. Było mi to na rękę, bo wcale nie chciałam zamykać oczu. Ilekroć to robiłam, wracała do mnie jej kredowobiała twarz. Kiedy ją widziałam po raz ostatni, była taka blada, że wydawała się niezupełnie realna. Jej policzki utraciły różowy kolor. Patrząc na nią, miałam wrażenie, jakbym spoglądała na porcelanową lalkę wielkości dorosłej kobiety.

Wizyta w zakładzie pogrzebowym, gdzie ją zobaczyłam, była błędem. Teraz już na zawsze miałam zachować w pamięci widok martwego ciała mamy.

Liczyłam, że gdy wrócę do szkoły, znów poczuję się normalnie. Skoncentruję się na pływaniu i nauce, a ból po stracie w końcu minie.

Taką przynajmniej miałam nadzieję.

Kiedy skręciliśmy w drogę dojazdową do domu, instynktownie podkurczyłam palce stóp w tenisówkach.

W gardle nagle mi zaschło i urosła w nim gula.

Tata zwolnił. Wtoczyliśmy się na podjazd i stanęliśmy pod domem. Można było odnieść wrażenie, że mieszkamy na pustkowiu, ale w okolicy stało jeszcze jakieś dziesięć domów, a od miasta dzieliło nas pięć minut jazdy. Zawsze było tu cicho i spokojnie. Uwielbiałam to, ale teraz miałam wrażenie, że dostanę tu bzika. W tej chwili łaknęłam zgiełku i rozrywek, najlepiej wielu naraz.

Iris wysiadła pierwsza. Jej lśniące, sięgające do pasa blond włosy zafalowały na ciepłym wietrzyku. Pomyślałam, że właśnie nadeszła przełomowa chwila – odtąd już zawsze będzie mieszkać ze mną i tatą pod jednym dachem.

Mama zginęła przed dwoma tygodniami – spadła z mostu podczas codziennego joggingu. Biegała za miastem, trasa wiodła nierównym, pagórkowatym terenem. Po deszczu ziemia zamieniła się w błoto. Krótki mostek, na którym doszło do tragedii, był wyposażony w bardzo niską balustradę, która miała spełniać chyba tylko funkcję dekoracyjną, ponieważ w żaden sposób nie chroniła przed wypadkiem. Mama poślizgnęła się i spadła. Most nie był zbyt wysoki, ale uderzyła się w głowę i zginęła na miejscu. Taką wersję przekazała nam policja.

 

Mama uprawiała jogging dla zachowania sił i zdrowia. Mówiła, że dzięki temu będzie mogła dłużej wspierać mnie oraz moją siostrę. Koniec końców właśnie to ją zgubiło.

Nadal nie potrafiłam emocjonalnie uporać się z jej śmiercią. Co prawda od sześciu lat, czyli od rozwodu rodziców, nie mieszkałam z nią, jednak świadomość, że odeszła już na zawsze, ciążyła mi teraz niczym ołów.

Miałam dziesięć lat, kiedy rodzice oznajmili nam, że się rozchodzą. Prawdę mówiąc, poczułam wtedy ulgę. Już od dawna się na to zanosiło, a ja miałam dość wysłuchiwania ich kłótni. Generalnie atmosfera w domu była lodowata – rodzice praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Paradowali z uśmiechami przyklejonymi do twarzy, sądząc chyba, że tego nie dostrzegam.

Nigdy nie rozmawiałam o tym z Iris, ale wydawało mi się, że separacja rodziców była dla niej wielkim szokiem. Siostra zareagowała krzykiem i płaczem, ja natomiast siedziałam spokojnie, po cichu zastanawiając się, w jaki sposób poinformować ich, że chcę zamieszkać z tatą. Oczywiście był to trudny wybór dla każdego z nas, ale nie dało się przed tym uciec. Z tatą zawsze byłam blisko związana, podobały nam się te same filmy, muzyka, mieliśmy identyczne hobby, nawet smakowało nam takie samo jedzenie. Zawsze mogłam na niego liczyć, kiedy potrzebowałam rady. Bez jego wskazówek zupełnie bym się pogubiła. Mama natomiast zawsze była wyluzowana, czasami aż za bardzo. Gdybym zdawała się na nią, niczego nigdy nie zrobiłabym na czas.

Stanęło na tym, że mama i Iris wyprowadzą się i zamieszkają w mieście. Od tamtej pory w wakacje kursowałam między dwoma domami. Niekiedy moich planów wakacyjnych i planów mojej siostry bliźniaczki nie dało się pogodzić i wtedy spędzałyśmy czas oddzielnie. Zdarzało się, że rodzice umawiali się na wymianę – Iris jechała do taty, a ja wprowadzałam się do mamy.

Nasi krewni, przyjaciele, a nawet sąsiedzi nie mogli tego zrozumieć. Bliźniaczek nie wolno przecież rozdzielać. Jasne, teoretycznie ja i Iris powinnyśmy porozumiewać się bez słów i odczuwać nawzajem swój ból. Ale my nigdy nie byłyśmy jak typowe bliźniaczki. Za bardzo się różniłyśmy.

Prawdę mówiąc, nie byłyśmy ze sobą bardzo zżyte. A teraz, kiedy Iris miała z nami zamieszkać, wydawało mi się, jakby wprowadzała się pod nasz dach nie moja bliźniaczka, ale daleka kuzynka.

Iris wciąż miała tu swój pokój. Podczas wakacji w zeszłym roku wspólnie z tatą zmieniła jego wystrój. Teraz jednak wiozła ze sobą mnóstwo rzeczy zabranych z domu mamy. Bagażnik w mercedesie był nimi wypakowany po brzegi.

Tata zgasił silnik, a ja patrzyłam, jak siostra podchodzi do drzwi wejściowych. Oczywiście nadal miała klucz do domu, teraz więc mogła sama otworzyć drzwi.

Tata poskrobał się po ciemnej szczecinie na brodzie. Rzadko widywałam u niego zarost, zwykle każdego ranka dokładnie się golił.

– Wszystko w porządku, Ivy? Przez całą drogę prawie się nie odzywałaś.

– Nic mi nie jest – odparłam niskim, lekko zachrypniętym głosem.

Oczywiście tak naprawdę miało to znaczyć coś dokładnie odwrotnego: „Nie, czuję się fatalnie”. W mgnieniu oka moje życie zmieniło się nie do poznania. Wystarczyły dwa tygodnie, by wywrócić je do góry nogami. A jak musiała się czuć Iris? W ostatnich latach przecież to ona była bardziej zżyta z mamą niż ja i tata. Straciła znacznie więcej ode mnie, jakie więc mam prawo, żeby rozpaczać?

– Możesz ze mną porozmawiać o tym, co się stało. Kiedy tylko chcesz.

– Wiem, tato. Dzięki.

Spojrzenie ojca spoczęło na domu.

– Chodźmy do środka – zaproponował.

Wzięłam głęboki oddech i utkwiłam wzrok w drzwiach wejściowych.

Wcale nie miałam ochoty wchodzić do domu. Wiedziałam, że przekroczenie progu będzie równoznaczne z początkiem nowego rozdziału w moim życiu. A ja nie byłam jeszcze gotowa, żeby pożegnać się ze starym. Moja siostra bliźniaczka miała wprowadzić się do nas po śmierci naszej mamy – wiedziałam, że kiedy przekroczę próg domu, stanie się to faktem.

Oczywiście równocześnie zdawałam sobie sprawę, że to nonsens – zwlekanie z wejściem do domu niczego tak naprawdę nie zmieniało. No ale przynajmniej mogłam przed sobą udawać, że coś to da. Po prostu potrzebowałam więcej czasu.

– Ivy?

Tata przyglądał mi się uważnie w lusterku wstecznym.

– Mogę najpierw skoczyć do Tylera? Niedługo wrócę.

– Przecież dopiero co przyjechaliśmy… – zauważył tata, marszcząc czoło.

– Nie będę u niego długo. Po prostu potrzebuję tego. Będziesz mógł porozmawiać z Iris i sprawdzić, jak się czuje. Ona będzie teraz potrzebować, żebyś spędzał z nią więcej czasu. Takiego sam na sam, beze mnie.

Ojciec otworzył swoje drzwi.

– W porządku. Ale za godzinę masz być z powrotem.

Myśl, że zyskałam sześćdziesiąt minut wolności, była upajająca. Poza tym pewnie będę mogła wydłużyć je do siedemdziesięciu, zanim ojciec zacznie wołać mnie do domu.

– Dzięki, tato.

Wysiadłam z samochodu i trzasnęłam drzwiami. Obejrzałam się na dom.

Co takiego?

Włoski na rękach stanęły mi dęba: Iris obserwowała mnie z okna na piętrze.

Ale to nie było okno w jej pokoju.

Stała w moim.

2

Tyler mieszkał na tej samej ulicy co my. Potrzebowałam niespełna minuty, żeby stanąć pod jego drzwiami i zapukać.

Kiedy mnie zobaczył, wytrzeszczył ze zdziwienia swoje zielone oczy.

– Ivy – powiedział, a już po chwili zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. Zatonęłam w dotyku jego ramion. – Cześć, jak się masz? – spytał szeptem.

– Kiepsko – mruknęłam, wtulając twarz w jego T-shirt z nadrukiem Ramones.

– Wejdź.

Poczułam, jak rozluźnia uścisk. Kiedy weszłam do środka, jego dłoń odnalazła moją.

– Kiedy wróciłaś? – spytał.

– Przed paroma minutami. Jeszcze nawet nie zajrzałam do domu.

Idąc do swojego pokoju, Ty przyglądał mi się uważnie. Szedł przodem, ale praktycznie przy co drugim kroku wykręcał szyję, żeby na mnie zerknąć. Mimo że jego rodzice byli w pracy, drzwi do swojego pokoju zostawił otwarte. To zasada numer jeden. Jeśli ją kiedyś złamiemy, nigdy już nie będziemy mogli spędzać razem czasu bez przyzwoitki.

I to było najlepszą gwarancją, że będziemy jej zawsze przestrzegać.

W pokoju wypuściłam jego dłoń i rzuciłam się na łóżko. Poduszka, na której sypiał, była taka miękka. Pachniała nim. Jej dotyk i zapach podnosiły mnie na duchu. Właśnie tego teraz potrzebowałam.

Poczułam, jak łóżko ugina się, kiedy Ty usiadł obok. Przeczesał swoje półdługie kasztanowe włosy i spytał:

– Chcesz pogadać?

– Nie wiem, co powiedzieć – wyznałam, próbując zignorować tępy ból w sercu.

– Ivy, nie jestem twoim tatą ani siostrą. Przy mnie nie musisz udawać silnej. Po prostu powiedz, jak się czujesz.

Dotąd leżałam na boku. Teraz obróciłam się na plecy, żeby go widzieć.

– Zagubiona. I strasznie mi głupio, że jestem w rozsypce.

– Skarbie, umarła ci mama. Nie powinno być ci głupio, masz prawo się smucić.

Wzruszyłam ramionami i potrząsnęłam głową. Przełknęłam szybko ślinę, żeby się nie rozbeczeć.

– Sama nie wiem. Wydaje mi się, że powinnam wziąć to na klatę. W końcu mam opinię bezdusznej, prawda?

– To, że nie wyjesz z rozpaczy, gdy rozpadnie się taki czy inny boysband, nie oznacza, że masz serce z kamienia i nie wolno ci opłakiwać śmierci mamy.

Oczywiście Ty nie potrafił wymienić nazwy żadnego liczącego się boysbandu. Uwielbiałam to w nim.

Zawsze to Iris była tą bardziej emocjonalną siostrą. Ja w większym stopniu kierowałam się rozsądkiem. Chyba że coś naprawdę poważnie namieszało mi w życiu. Ale nawet wtedy nie beczałam. W takich sytuacjach zaczynałam się po prostu stresować i dzielić włos na czworo.

– O ile wiem, Iris ani razu nie płakała. Ja za to ryczę bez przerwy, właściwie nie robię nic innego. Wygląda to tak, jak byśmy zamieniły się rolami.

Do domu mamy i Iris przyjechałam z tatą jedenaście dni wcześniej, w dniu śmierci mamy. Siostra zachowywała się jak cyborg. Wstawała rano, brała prysznic, ubierała się i jadła śniadanie. Sprzątała w pokoju i oglądała telewizję. Zachowywała się tak samo jak zwykle, jednak nie odzywała się ani słowem, tak jakby w ogóle nie dopuszczała do świadomości myśli, że jesteśmy z ojcem obok niej. Zaczęła się z nami komunikować dopiero dzisiaj rano.

– Każdy inaczej radzi sobie z żałobą po śmierci bliskiej osoby.

W zamyśleniu zapatrzyłam się w sufit. Każdy inaczej radzi sobie z przeróżnymi sprawami. Największym szokiem było dla mnie odkrycie, że i ja, i Iris reagujemy na śmierć mamy w zupełnie nietypowy dla siebie sposób. Z wyglądu jesteśmy do siebie podobne jak dwie krople wody, siostra ma tylko dłuższe o kilkanaście centymetrów włosy, ale tak naprawdę różnimy się jak ogień i woda. A teraz jeszcze się okazało, że wymieniamy się częściami osobowości. Super.

Westchnęłam ciężko i spojrzałam w zielone oczy Tylera.

– Nie wiem, jak jej pomóc. Stała się dla mnie obca.

– Możesz to zmienić. Wystarczy, że będziesz teraz przy niej. Procesu żałoby nie da się przyspieszyć. Trzeba go po prostu przeżyć.

Taka perspektywa wcale mi się nie podobała. Wolałam mieć kontrolę nad tym, co się wokół mnie dzieje. Kiedy na swojej drodze napotykałam problem, zawsze starałam się znaleźć rozwiązanie. Źle znosiłam, gdy w żaden sposób nie umiałam wpłynąć na sytuację.

– Nauczysz się tego. Zobaczysz – zaśmiał się chłopak.

Zamrugałam szybko, gdy do oczu napłynęły mi piekące łzy. Westchnęłam i powiedziałam:

– Moja mama umarła.

– Wiem. Przykro mi.

Weź się w garść, laska.

– W zeszłym miesiącu mama zaprosiła mnie do siebie na weekend.

– Ivy, nie rób tego.

– Odpowiedziałam, że nie znajdę dla niej czasu. W weekend wybierałam się na basen, żeby ćwiczyć przed zawodami pływackimi. Zawodami, w których i tak nie wzięłam udziału, no bo umarła.

– Ivy… – jęknął Tyler. – Po prostu miałaś inne plany. Przecież nieraz już się tak zdarzało.

– Jasne, tak na logikę to rozumiem – westchnęłam, próbując zignorować jakieś paskudne mdlące uczucie, które zalęgło mi się w brzuchu.

– Skarbie, tego, co się stało, nie dało się w żaden sposób przewidzieć.

Cóż, wybaczanie samej sobie nigdy nie było moją mocną stroną. Innym, owszem, potrafiłam wybaczyć. Ale sobie już nie bardzo.

– Nigdy nie sprostasz oczekiwaniom, jakie sama sobie stawiasz. Zbyt wysoko wieszasz poprzeczkę. Nikt nie jest doskonały.

No dobra, tu musiałam mu przyznać rację. Faktycznie we wszystkim starałam się dążyć do perfekcji. Chciałam mieć najlepsze stopnie. Najszybciej pływać. Mieć krąg zaufanych przyjaciół, znajomości, które coś znaczą. Przy takim podejściu siłą rzeczy skazywałam się na rozczarowanie. Zdawałam sobie z tego sprawę. Chętnie bym to w sobie zmieniła, gdybym tylko wiedziała jak.

– Mam wrażenie, jakby Iris wpadła tylko z wizytą. Nie mieszkałyśmy razem od sześciu lat.

Tyler musnął palcami moje blond włosy.

– Z czasem przyzwyczaicie się do siebie, zaufaj mi.

Jasne, pewnie tak. Szkopuł w tym, że to w ogóle nie powinno być konieczne. Mama była zbyt młoda, by umierać. Iris i ja jesteśmy za młode, żeby żyć bez niej.

– Chcę, żeby wszystko było po staremu.

– Wolałabyś, żeby Iris nie wróciła? – spytał łagodnie.

– Nie, nie o to mi chodzi. Jasne, chcę, żebyśmy byli teraz wszyscy razem. Po prostu wolałabym, żeby nic nie zmusiło jej do przyjazdu, rozumiesz? Nasze życie zostało wywrócone do góry nogami, a ja nie czuję się na siłach, żeby się z tym mierzyć. Mama powinna być tu teraz z nami. Kto pomoże mi znaleźć kieckę na studniówkę? Plan był taki, że na rozdaniu świadectw maturalnych mama zacznie piszczeć z radości i narobi mi wstydu. Kto zaleje się łzami, kiedy przymierzę suknię ślubną albo urodzę dziecko? Tak wiele ją ominie. Nie mam pojęcia, jak dam sobie radę bez niej.

Oczywiście nadal miałam tatę. Ale równocześnie wiedziałam, że bez mamy te wszystkie przełomowe wydarzenia w moim życiu będą już czymś innym, niż byłyby z nią.

– Ivy – szepnął Tyler, gładząc mnie palcami po policzku. – Ona będzie przy tobie we wszystkich tych chwilach.

Jasne, wierzyłam mu. Ale przecież zarazem wiedziałam, że to kłamstwo. Nie będzie jej w taki sposób, w jaki chciałabym, aby była.

– Iris poszła do mojego pokoju – wypaliłam ni stąd, ni zowąd.

Za wszelką cenę musiałam zmienić temat, zanim znowu stracę nad sobą panowanie, które z takim trudem odzyskałam.

– No i?

– Przyglądała mi się przez okno, kiedy wysiadałam z samochodu i szłam do ciebie.

– Mówiłaś jej, dokąd się wybierasz?

– Nie.

– Może po prostu była ciekawa.

W zamyśleniu przygryzłam dolną wargę. Może faktycznie tak było, ale czego właściwie szukała w moim pokoju? Pokój Iris sąsiadował z moim, więc jeśli chciała popatrzyć na mnie przez okno, mogła to zrobić ze swojego.

 

– Hmm… – mruknęłam. Chyba nie bardzo wiedziałam, do czego zmierzam. Sama też zachodziłam do jej pokoju, w sumie to nic wielkiego. – Racja, może masz rację. Po prostu z jakiegoś powodu wydało mi się to dziwne.

Tyler położył się obok mnie na łóżku.

– Siostra chce być blisko ciebie, nie ma w tym nic dziwnego. W jej życiu też zaszła rewolucja. Z was dwóch to ona musiała się przeprowadzić i rozstać ze wszystkimi przyjaciółmi.

Skrzywiłam się na te słowa.

– Tak, wiem.

Iris straciła tak wiele. Jeśli bycie blisko mnie mogło jej chociaż trochę pomóc, nie zamierzałam jej w tym przeszkadzać. Boże, ależ ze mnie idiotka. Siostra poszła do mojego pokoju, bo pewnie chciała być blisko mnie. A ja uciekłam.

Zostawiłam ją tam!

Serce mi zmartwiało na tę myśl.

– Muszę lecieć – oświadczyłam.

Dłoń Tylera, którą gładził mnie po brodzie, nagle zamarła.

– Już? – zdziwił się.

– Niby mam być w domu dopiero za godzinę, ale…

Zachowałam się jak zła siostra. Powinnam to jak najszybciej naprawić.

Tyler skinął głową, jakby czytał mi w myślach.

– Powinnaś być teraz w domu, razem z tatą i Iris.

– Dzięki za wyrozumiałość, Ty.

Cóż, nie zabawiłam u niego długo, ale i tak warto było wpaść z wizytą. Wstaliśmy z łóżka i zeszliśmy na dół. Po drodze mijaliśmy zawieszone na ścianie zdjęcia Tylera z dzieciństwa. Na ostatnim uwieczniono nas oboje. Staliśmy objęci i uśmiechaliśmy się do aparatu. Ta fotografia to pamiątka ze szkolnej imprezy bożonarodzeniowej.

Ty pomógł mi spojrzeć na to, co się teraz działo w moim życiu, z właściwej perspektywy. Ostatnio byłam zamknięta w bańce, w której wystarczało miejsca tylko dla mnie, taty, Iris i członków rodziny ze strony mamy. Było w niej zbyt ciasno, bym mogła złapać dystans.

Po drodze do drzwi wejściowych w zamyśleniu przygryzałam wargę. Byłam tak zafiksowana na własnych uczuciach, że w gruncie rzeczy nie próbowałam nawet zrozumieć, jak czuje się Iris. Może koniec końców zbliżymy się do siebie i będzie to jakiś pozytyw w całej tej tragedii.

– Dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować – powiedział Ty, otwierając drzwi.

Nachyliłam się i szybko go pocałowałam.

– Tak zrobię. Dzięki.

Po tych słowach odwróciłam się i pobiegłam chodnikiem do domu.

Biegłam ile sił w nogach. Przy każdym kroku, gdy stopa stykała się z chodnikiem, czułam pieczenie, które rozchodziło się po goleniach. Nie zwalniałam jednak. W pędzie mijałam domy sąsiadów. Otaczające je równo przystrzyżone żywopłoty i krzaki róż tylko migały mi po bokach.

Wreszcie dopadłam drzwi, niemal uderzając w nie barkiem. Powstrzymałam się i z pochyloną głową chwyciłam klamkę. Po forsownym biegu czułam palenie w płucach.

– Tato? Iris? – zawołałam, wchodząc do środka.

Z głębi mieszkania dobiegł głos ojca:

– Jestem w kuchni.

Skręciłam w lewo i po chwili ujrzałam tatę siedzącego samotnie przy stole.

– A gdzie Iris? – spytałam zdyszana.

– Na górze. Nie chciała ze mną gadać.

Ech, zachowałam się jak skończona egoistka, gdy zaraz po wyjściu z auta popędziłam do Tylera. Dopiero teraz wyraźnie to do mnie dotarło.

– Zobaczę, co u niej.

Tata skinął głową.

– A ja zrobię obiad. Na co masz ochotę?

Wzruszyłam tylko ramionami. Przez ostatnie jedenaście dni praktycznie obywałam się bez porządnego jedzenia. Zadowalaliśmy się tym, co akurat było pod ręką – robiliśmy kanapki albo zamawialiśmy coś z dowozem. Owszem, doskwierał mi głód, ale gdy jedzenie zjawiało się na stole, okazywało się, że prawie nic nie przechodzi mi przez usta.

– Obojętne – rzuciłam, ruszając na górę.

Iris musiała się czuć bardzo zagubiona. Nie wiedziałam, czy w ostatnim czasie kontaktowała się z przyjaciółmi. W każdym razie nie widziałam, żeby rozmawiała z kimś przez telefon. Na pewno potrzebowała teraz rozmowy z nimi, być może nawet bardziej niż ze mną czy tatą.

Związałam moje długie, lekko falowane włosy w kok i zapukałam do drzwi pokoju siostry.

– Iris, to ja. Mogę wejść?

– Jasne.

W sumie to spodziewałam się, że będzie miała coś przeciwko.

Otworzyłam drzwi i z łagodnym uśmiechem weszłam do środka. Iris siedziała na brzegu łóżka i chyba nic szczególnego nie robiła. Długie włosy spływały jej na ramiona, okrywając ją niczym peleryna.

– Wiem, że to durne pytanie w tych okolicznościach, ale… jak się czujesz? – spytałam.

Wzruszyła jednym ramieniem.

– Nie wydaje mi się, żeby dało się to opisać słowami – stwierdziła.

Oczy miała głęboko zapadnięte i podkrążone, przez co wydawało się, jakby przybyło jej lat. Domyślałam się, że kiepsko sypia. Tak samo zresztą jak ja.

Obie miałyśmy włosy koloru ciemny blond w tym samym odcieniu i takie same bladobłękitne oczy.

– Potrzebujesz czegoś? – spytałam niepewnie. W myślach dodałam: poza tym, co najbardziej oczywiste.

– Nie, niczego mi nie brakuje.

Zrobiłam dwa kroki w jej stronę i unosząc brew, spytałam:

– Serio?

Iris uniosła na mnie spojrzenie swoich jasnobłękitnych oczu. Identycznych jak moje.

– A ty dobrze się czujesz?

– Cóż, nie – przyznałam, wykręcając dłonie. – Możemy pogadać… jeśli chcesz.

Nigdy tak naprawdę ze sobą nie rozmawiałyśmy. Nie o tym, co rzeczywiście ważne. Głębokie tematy Iris poruszała tylko z przyjaciółmi. Ja zresztą też. W sumie to dość przygnębiające: jako siostry bliźniaczki mogłyśmy mieć niesamowicie bliską więź, ale nie udało nam się jej stworzyć. To jedyna rzecz, jakiej żałowałam, odkąd zamieszkałam sama z tatą, a Iris wyprowadziła się do mamy.

– Możemy pogadać? – powtórzyła zdziwionym tonem, przechylając głowę na bok.

– Wiem, że nie mamy tego w zwyczaju, ale możemy to zmienić. To znaczy… chciałabym to zmienić. W końcu jesteśmy bliźniaczkami.

– Dzieliłyśmy jedną macicę. Obchodzimy urodziny tego samego dnia. Mamy wspólne DNA. Ale ja nigdy nie miałam wrażenia, że jesteśmy bliźniaczkami. Nigdy ze sobą nie rozmawiałyśmy.

Auć, to zabolało. Kiedy byłyśmy małe, rozmawiałyśmy. Pamiętam, jak zakradałyśmy się w nocy do swoich pokoi jako pięciolatki. Zawsze mieszkałyśmy osobno, bo za bardzo się różniłyśmy. W wystroju jej pokoju dominował cukierkowy róż, mój pokój utrzymany był w kolorze lazurowym. No ale po zmroku te różnice traciły na znaczeniu. Robiłyśmy domek z koców i świecąc latarkami, opowiadałyśmy sobie różne wymyślane na poczekaniu bajki.

Powtarzały się w nich pewne stałe motywy – Iris miała poślubić brytyjskiego księcia i zostać królową. Mnie natomiast pisane było podróżować po świecie starym fordem mustangiem – takim samym, jakiego kiedyś miał nasz dziadek.

Z czasem, gdy rodzice zaczęli się od siebie oddalać, nasze niemądre dziecięce marzenia zmarły śmiercią naturalną, a żadne nowe nie zajęły ich miejsca.

– Iris, chcesz pogadać?

Siostra utkwiła we mnie ponure spojrzenie. Czułam, jakby przewiercała mnie nim na wylot.

– Chcę znacznie więcej.