Nie ufaj nikomuTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nie ufaj nikomu
Nie ufaj nikomu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,90  56,72 
Nie ufaj nikomu
Audio
Nie ufaj nikomu
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

2

Pięć lat wcześniej

Josie

Czy miewacie wrażenie, że gdzieś nie pasujecie? Jak element układanki, który ktoś próbuje wcisnąć w nieodpowiednie miejsce? Cóż, ja czuję się tak każdego dnia. Wszyscy myślą, że jestem imprezowiczką, że spędzam więcej czasu na piciu szotów niż na nauce. I wiecie co? Mają rację.

To cud, że w ogóle przebrnęłam przez pierwsze trzy miesiące studiów, ale myślę, że zaszłam tak daleko, żeby zrobić jej na złość. Bo ona ani przez chwilę nie wierzyła, że mi się uda. A jednak jestem tutaj, gdzie jestem, Liv.

Chociaż bywają dni takie jak ten, gdy po prostu mam ochotę rzucić to wszystko.

Kawiarnia opustoszała, więc właściwie zostałam sama na zmianie, chociaż Pierre siedzi na zapleczu, w razie gdybym potrzebowała pomocy. Duszę się w tym miejscu, ale trzeba jakoś płacić czynsz, toteż muszę to przetrwać. Nie jestem jedną z tych szczęściar, które mogą liczyć na wsparcie rodziców. Nie, ja należę do innego rodzaju dziewczyn. Takich, które wiecznie pakują się w kłopoty. Takich, na które ludzie patrzą i nie mogą uwierzyć, że zaszły tak daleko. Ale ja upajam się ich zdumieniem. To ono mnie napędza, stanowi dla mnie bodziec, by radzić sobie w życiu jeszcze lepiej. Nie skończę tak jak ona.

Jestem tak pogrążona w myślach, że nie zauważam kobiety w średnim wieku, która podeszła do lady i teraz gapi się na mnie z dłońmi wspartymi na biodrach i grymasem zniecierpliwienia na twarzy. Nosi designerską torebkę w zgięciu łokcia i chwieje się na szpilkach, które są dla niej za wysokie. Potrząsa głową, naburmuszona.

Pieprzyć ją, jestem tylko człowiekiem. Gdyby mnie znała, zrozumiałaby, dlaczego czasami mam problemy z koncentracją.

– Cappuccino z odtłuszczonym mlekiem – mówi bez powitania czy uśmiechu. Może jej cienkie, zaciśnięte wargi nie są zdolne do uśmiechania się. Może uśmiech sprawiłby, że twarz by jej pękła. Kobieta wyciąga z torebki równie designerską portmonetkę i przygląda mi się, mrużąc oczy. – Wolno ci to nosić, gdy obsługujesz klientów?

Mówi o małym diamentowym kolczyku w moim nosie. Ale przywykłam do tego. Przywykłam do ludzi, którzy myślą – a czasem nie tylko myślą – „Byłaby ładna, gdyby pozbyła się tego obrzydlistwa”.

Chociaż mam ochotę wrzasnąć, żeby poszła w cholerę, kupiła tę pieprzoną kawę gdzie indziej i zabrała ze sobą swoje poglądy, przywołuję na twarz mój najsłodszy uśmiech i odpowiadam przesadnie wytwornym tonem:

– Naturalnie. Czy mogę pani podać coś jeszcze? – Sztuczny grymas boleśnie napina mi mięśnie twarzy.

– Nie, to wszystko.

Kobieta odsuwa rękaw płaszcza – na jej grubym nadgarstku widnieje lśniący złoty zegarek, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój samochód – i potrząsa głową, gdy zauważa, która godzina. Robi to wszystko na pokaz, by zmusić mnie, żebym się pospieszyła, i właśnie z tego powodu udaję, że mam problem z ekspresem do kawy. Patrzę na nią i przepraszająco wzruszam ramionami, ale w myślach uśmiecham się z wyższością.

Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko zamożnym ludziom. Ale nie potrafię znieść tych, którzy patrzą na innych z góry.

Gdy kobieta w końcu wychodzi, po cichu modlę się, żeby już nigdy nie chciała tu wrócić, niezależnie od tego, jak rozpaczliwie będzie potrzebowała kofeiny, a potem znowu czyszczę ekspres, tylko po to by zająć czymś ręce. Tę zmianę uważam za najgorszą; jest późno, ludzie wracają z pracy do domów i prawdopodobnie nie spodziewają się nawet, że będziemy mieć otwarte. A jednak Pierre nalega, by kawiarnia była czynna do ósmej. Musi wiedzieć, że te ostatnie dwie godziny to martwy okres, ale to go nie zniechęca. Może dorabia na boku, zajmując się czymś innym. Nie zdziwiłoby mnie to. Wiecznie odbiera tajemnicze telefony i pilnuje, by nikt nie usłyszał, o czym rozmawia. Odrobinę podejrzane, moim zdaniem. A możecie mi wierzyć, już ja potrafię wyczuć szemraną sytuację.

Muszę tu spędzić jeszcze dwie nieznośne godziny, a w domu czeka na mnie praca pisemna, którą prawdopodobnie sknocę. Mam wrażenie, że każda upływająca minuta trwa rok, ale gdy się odwracam, uśmiecha się do mnie znajoma twarz.

Zach Hamilton, jeden z moich wykładowców.

Rozpoznaję go dopiero po chwili, bo nigdy bym się go tu nie spodziewała. Widuję go tylko na terenie kampusu.

– Cześć – mówi. – Josie, prawda?

Skąd on zna moje imię? Musi mieć z tysiąc studentów, a rok akademicki dopiero się zaczął.

– Tak, cześć. Hmm, co podać?

Zamawia espresso i wręcza mi nowiutki banknot pięciofuntowy. Gdy się odwracam, żeby przygotować napój, czuję na sobie jego wzrok.

– Właściwie to chciałem zamienić z tobą parę słów dziś po wykładzie, ale zniknęłaś, zanim zdążyłem cię złapać.

To nie brzmi dobrze. Zastanawiam się gorączkowo, co takiego przeskrobałam.

– Musiałam jeszcze wrócić do domu przed pracą. – Wręczam mu kawę. – O co chodzi?

Ale już wiem. Powie, że moja pierwsza praca pisemna była do niczego i nie mam szans na zaliczenie zajęć, więc równie dobrze mogę się od razu poddać.

– O nic złego. Może moglibyśmy pogadać teraz? Możesz sobie zrobić przerwę?

Tak naprawdę nie mam prawa do przerw o tej porze, ale wolno mi czasem wyjść na papierosa przed budynek. Na szczęście Pierre też pali, więc jest wobec mnie pobłażliwy. Mówię o tym Zachowi.

Odwraca się i wygląda przez okno.

– Okej, mogę wypić kawę na dworze. Jest zimno jak diabli, ale co mi tam.

Pierwsze, co robię, gdy wychodzę na zewnątrz, to zapalam papierosa, żeby ukoić nerwy. Tak wiele zależy od tego, czy ukończę studia.

– Powiesz mi wreszcie, o co chodzi? – pytam, zaciągając się głęboko i siadając naprzeciwko. Nie chcę, żeby dym leciał na niego, ale tak się dzieje, a Zach próbuje go dyskretnie odpędzić. – Przepraszam, nie palisz, prawda?

– Nie, już nie, ale paliłem w młodości.

Śmieję się, bo musi mieć najwyżej trzydzieści kilka lat.

– No tak, w młodości… Właśnie widzę, że teraz blisko ci już do emerytury. – Gdy tylko kończę mówić, zastanawiam się, co ja najlepszego wyprawiam.

To mój wykładowca, a nie ktoś, z kim można się przyjacielsko przekomarzać, ale jest już za późno, by cofnąć te słowa.

Na szczęście on chichocze.

– Jeszcze trochę mi zostało. W każdym razie chciałbym porozmawiać o twoim opowiadaniu. Właśnie skończyłem oceniać prace i cóż, szczerze mówiąc, twoja zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Gapię się na niego i zastanawiam, czy się nie przesłyszałam. A może źle go zrozumiałam. Czy właśnie powiedział, że moja praca mu się podoba? To niemożliwe. Musiał mnie pomylić z inną studentką.

Gdy nie odpowiadam, on kontynuuje:

– Skąd ci się to wzięło? To znaczy, jesteś taka młoda, a masz tak wnikliwe spostrzeżenia. Nie chcę zabrzmieć protekcjonalnie, ale gdybym nie wiedział, kto to napisał, byłbym gotów przysiąc, że autor jest znacznie starszy.

A więc naprawdę mu się podobało. Czuję ogromną ulgę, ale wciąż jestem w szoku. Nikt nigdy nie pochwalił mnie za coś, co zrobiłam czy stworzyłam. Jedyne komplementy, jakie otrzymywałam, pochodziły od mężczyzn, którzy próbowali się ze mną przespać.

– Hmm, dziękuję. Ja… ja po prostu piszę z serca.

Nie ma pojęcia, jak bardzo jest to prawdziwe. Byłam w stanie tchnąć życie w swoje opowiadanie, bo częściowo traktuje o niej. Obnażyłam duszę, przelewając słowa na papier, ale chyba było warto.

– I jestem starsza, niż myślisz – dodaję. – Ukończenie szkoły średniej zajęło mi trochę czasu, więc mam już dwadzieścia jeden lat.

W takim wieku jest większość studentów trzeciego roku.

Zach się uśmiecha.

– Cóż, masz prawdziwy talent, Josie. Naprawdę czułem rozpacz tej postaci. Co zamierzasz robić po studiach? Wiem, że dopiero zaczęłaś, ale te lata szybko miną, wiesz? Powinnaś przemyśleć plany na przyszłość.

Ale ja nie czuję, żeby czas mijał szybko, właściwie to niemal stoi w miejscu i nie mogę się doczekać końca studiów. Potrzebuję konkretnych osiągnięć, by udowodnić, że naprawdę w niczym jej nie przypominam, że nie jestem samolubną, bezduszną kobietą, taką jak ona.

Nie chcę mówić Zachowi, że nie mam pojęcia, co zrobię po studiach, że już samo przebrnięcie przez pierwszy semestr wydaje mi się trudne. Ale nie jestem głupia i wiem, że muszę szybko podjąć decyzję. Konkurencja na rynku pracy jest ogromna, zbyt wiele osób będzie kończyć studia wraz ze mną. Osób znacznie lepszych niż ja.

Nagle przychodzi mi do głowy odpowiedź.

– Myślę, że pójdę do kolegium nauczycielskiego. Oczywiście angielski. Nauczanie w liceum. Prawda jest taka, że angielski to jedyny przedmiot, który kiedykolwiek mnie interesował. Jedyny, w którym byłam dobra.

Jego usta rozciągają się w uśmiechu.

– Jestem pewien, że byłaś dobra nie tylko w angielskim. Ale to świetnie, że chcesz uczyć. To trudne, ale naprawdę satysfakcjonujące zajęcie. Chociaż to oznacza dodatkowy rok nauki po ukończeniu studiów.

Tak, ale miejmy nadzieję, że do tego czasu będę sobie lepiej radzić. W końcu poczuję, że mogę coś osiągnąć. Owszem, ukończyłam liceum, ale na egzaminach końcowych ledwie zyskałam wystarczającą liczbę punktów i wylądowałam na liście rezerwowej. Musiałam czekać, aż zwolni się miejsce, żeby móc rozpocząć studia na University of West London. Bardzo chciałam studiować w Londynie, ale poszłabym gdziekolwiek, byleby tylko wydostać się z Brighton.

Raz jeszcze zaciągam się papierosem. Tym razem uważam, w którą stronę wydmuchuję dym, a potem spoglądam na życzliwą twarz Zacha.

– Mogę cię o coś zapytać?

– Oczywiście. – Unosi filiżankę z kawą i bierze łyk.

– Czy masz jakąś radę dotyczącą… ustalania priorytetów? Ciągle coś staje mi na drodze i czuję, że we wszystkim mam zaległości. To dziwne… tak bardzo zależy mi na tych studiach, a zachowuję się, jakby było wręcz przeciwnie. Wychodzę, gdy powinnam się uczyć, a potem robię wszystko na ostatnią chwilę.

 

Nie mówię mu, że kryje się za tym coś więcej. Że czuję potrzebę opuszczania domu i świadomości – wódka i dżin zazwyczaj w tym pomagają – żeby nie musieć o niczym myśleć. Następnego dnia nienawidzę siebie i uczę się, ile wlezie, żeby nadrobić. Wkrótce się wypalę… to wszystko w końcu się na mnie zemści.

– Hmm – zaczyna Zach. – To trudne. Pewnie nie powinienem ci tego mówić, ale gdy byłem na pierwszym roku studiów, nie traktowałem nauki zbyt poważnie. Przez większość czasu imprezowałem. Ale w końcu zakasałem rękawy. I wiesz co? Wszystko się ułoży. Jeśli potrafisz tworzyć prace takie jak ta, którą właśnie napisałaś dla mnie, nie masz się czym przejmować.

Jego słowa otulają mnie jak ciepły koc. Ten człowiek naprawdę we mnie wierzy. Problem w tym, że ja nie potrafię uwierzyć w siebie.

Nie wiem, co sprawia, że zwierzam mu się jeszcze bardziej. Może to dobroć, jaką mi okazuje, albo jego przekonanie o moich zdolnościach.

– Tak szczerze to czasami mam ochotę wszystko rzucić. – Gdy tylko to mówię, żałuję, że ujawniłam tak wiele.

Teraz pomyśli, że marnuje na mnie czas, że nie jestem warta jego uwagi czy porad.

Ale on kręci głową.

– Nie rób tego, Josie. Nigdy. Nie bądź osobą, która się poddaje.

– Masz rację. Nie mogę tego zmarnować. I prawdopodobnie powinnam przestać tak często wychodzić. Muszę się bardziej skupić na nauce.

Ale już wiem, jakie to będzie wyzwanie. Nie jest łatwo postępować wbrew własnej naturze.

– Cóż, z drugiej strony pamiętaj, żeby czasem dać sobie trochę luzu – radzi Zach. – Potrzebujesz równowagi. Ale wiesz co? Naprawdę wierzę, że możesz osiągnąć wszystko, co postanowisz. – Spogląda w ciemne niebo. – Nigdy się nie poddawaj.

Gaszę papierosa w popielniczce, która wymaga wyczyszczenia, i wstaję.

– Zajęłam ci już za dużo czasu – mówię. – Smacznej kawy.

Zach wyciąga dłoń na pożegnanie. Jest zaskakująco ciepła.

– Miło było z tobą porozmawiać, Josie Carpenter.

Gdy wracam do środka, ogarnia mnie nieznajome uczucie. Dam radę. Zach we mnie wierzy. Podobało mu się moje opowiadanie. Uda mi się.

Odwracam się w drzwiach, a on dalej na mnie patrzy.

***

Mieszkanie śmierdzi, jak zawsze, tanimi perfumami Alison i przesłodzoną wonią świeczek waniliowych, które porozstawiała po wszystkich kątach. Nigdy nie wspomniała o tym ani słowem, ale jestem pewna, że zrobiła to, by zatuszować zapach papierosów. Mimo że palę przewieszona przez parapet okna w swojej sypialni, dym jakimś cudem przenika do wszystkich pomieszczeń.

Alison i ja nie mogłybyśmy się bardziej od siebie różnić, a jednak musimy dzielić ze sobą tę klitkę i jesteśmy od siebie zależne, chociaż obie wiemy, że nie znosimy się nawzajem. Nie możemy nawet pogadać o studiach, jako że ja nie mam bladego pojęcia o ochronie środowiska, a ona nie wykazuje zainteresowania literaturą czy kreatywnym pisaniem.

Kobieta, która zaaranżowała ten wynajem, zapewniała, że znajdziemy wspólny język. Że chociaż Alison jest studentką trzeciego roku, a ja dopiero zaczynam pierwszy, jesteśmy w tym samym wieku, więc powinnyśmy się świetnie dogadywać. Jakby to miało wystarczyć. Lepiej dogadałam się z moim wykładowcą w ciągu paru minut niż z Alison, z którą mieszkam od miesięcy, a przecież on pożegnał się z dwudziestką już jakiś czas temu.

Podejrzewam, że obie z Alison oczekujemy, że ta druga w końcu poprosi władze uniwersyteckie o przeniesienie do innego lokum, ale z jakiegoś powodu żadna z nas dotąd tego nie zrobiła. Myślałam o tym, ale nie chcę kolejny raz zaczynać od nowa. Wytrzymam do wakacji, a potem, na drugim roku, zamieszkam z kimś innym.

W środku panuje mrok, rozpraszany tylko przez słaby pomarańczowy poblask ulicznych latarni, więc wiem, że nie ma jej w domu, ale nigdy nie mówimy sobie, dokąd się wybieramy.

Jak zawsze, gdy jestem tu sama, ruszam do pokoju Alison i chwytam za klamkę. Tylko po to, żeby sprawdzić. Oczywiście drzwi są zamknięte. Nie wiem, jak załatwiła sobie zamek do sypialni, skoro ja go nie mam. Myślę, że jej tata musiał go zainstalować.

Albo mi nie ufa, albo ma coś do ukrycia, chociaż trudno sobie wyobrazić, żeby pracowita Panna Mól Książkowy trzymała pod łóżkiem trupa. Śmieję się na tę myśl. Jest taka chuda i słabowita, że wątpię, by zdołała zrobić komukolwiek krzywdę. Ale z drugiej strony to na tych najbardziej niepozornych ludzi trzeba uważać. Alison wiecznie się na mnie gapi, a ja nie mam pojęcia dlaczego.

Burczy mi w brzuchu, więc ruszam do kuchni, żeby zrobić sobie coś do jedzenia. W mojej szafce nie ma niczego poza na wpół opróżnioną butelką keczupu. Nie mam nawet chleba, a najbliższy sklep spożywczy znajduje się pół godziny piechotą stąd, więc przetrząsam zapasy Alison. Kolejna różnica między nami: jej szafka zawsze jest pełna jedzenia, wszystko schludnie poukładane, z etykietkami skierowanymi frontem do patrzącego.

Biorę puszkę zupy pomidorowej i dwie kromki chleba; zdarzało mi się to już robić wcześniej, ale ona nigdy nic nie powiedziała, więc nie sądzę, by zauważyła. Albo boi się doprowadzić do konfrontacji. Owszem, mam wyrzuty sumienia, ale nie za duże – rodzice opłacają jej czynsz i przysyłają dodatkowe pieniądze na jedzenie, żeby nie musiała dorabiać podczas studiów.

Jem zupę i rozmyślam o rozmowie z Zachem Hamiltonem. Zachwycał się moim opowiadaniem. Odtwarzam w głowie jego słowa. Wypełniają mnie i czuję, jakbym unosiła się w powietrzu.

Nagle rozlega się sygnał przychodzącej wiadomości i sięgam po telefon, rozsmarowując na ekranie resztki masła. Wycieram je ręcznikiem papierowym, który leży na stole. Pewnie to ja go tam wcześniej zostawiłam. Nie jestem bałaganiarą, ale absurdalna schludność Alison doprowadza mnie do szału i prowokuje do buntu.

Wiadomość jest od Anthony’ego, studenta psychologii, którego poznałam w barze w zeszłym tygodniu. Czy do czegoś między nami doszło? Pamiętam czarne włosy, opaloną skórę, zarost na jego twarzy, jakby próbował udowodnić, że jest dorosłym mężczyzną. Pamiętam, jak pochylał się ku mnie, szeptał coś o tym, jaka jestem seksowna, ale z pewnością go odepchnęłam, tak jak zawsze to robię.

Odczytuję jego krótką wiadomość: „Chcesz się spiknąć dziś wieczorem?”.

Żadnego „Jak się masz?” ani „Mam nadzieję, że wszystko u ciebie okej”. Równie dobrze mógł zapytać prosto z mostu, czy się z nim prześpię.

„Sorry, jestem zajęta”. Wysyłam wiadomość i z uśmiechem wyobrażam sobie jego minę, gdy odkryje, że go spławiłam.

Odbieram kolejny esemes. Ta wiadomość bardziej mnie cieszy. Vanessa, którą poznałam zupełnym przypadkiem, pyta, czy mam ochotę na noc pełną tequili u niej w domu. Trudno się oprzeć tej propozycji. Vanessa jest zabawna i nie ocenia mnie ani nikogo innego. Nie nazwałabym jej przyjaciółką, ale z braku laku nawet takie powierzchowne znajomości są miłe.

Wciąż jem, gdy słyszę dźwięk klucza obracanego w zamku. Po chwili Alison staje w progu kuchni z przewieszoną przez ramię niedorzecznie wielką torbą, wypełnioną podręcznikami. Dziwię się, że daje radę udźwignąć taki ciężar.

– Cześć – mówi, zerkając na miskę z resztkami zupy.

Jej rude włosy, ułożone w nieskazitelne fale, połyskują w świetle. Stawia torbę na podłodze.

– Cześć. – Może i się nie lubimy, ale nie zaszkodzi traktować się uprzejmie, skoro mamy tu razem tkwić aż do lata.

– Dziwię się, że jesteś w domu – mówi w ten swój pasywno-agresywny sposób.

Dlaczego nie zapyta prosto z mostu: „Już prawie dziewiąta wieczorem, nie powinnaś być zalana w trupa?”.

Odsuwam miskę.

– Miałam ochotę na spokojny wieczór.

Nie odpowiada, ale otwiera swoją szafkę z jedzeniem i grzebie w niej, po czym odwraca się, żeby zerknąć na moją miskę. Modlę się, żeby tym razem coś powiedziała, doprowadziła do konfrontacji, żeby wybuchła między nami straszliwa kłótnia, która zmusi którąś z nas do poproszenia o natychmiastowe przeniesienie.

Ale ona tylko przekłada produkty, żeby zamaskować lukę po puszce z zupą.

Znowu zaczyna mi dokuczać poczucie winy. Może jutro odkupię jej tę zupę. Ostatecznie nie możemy nic poradzić na to, w jakiej rodzinie się wychowaliśmy. Niektórzy z nas dostają kiepskie karty, podczas gdy inni, jak Alison, mają idealnych, kochających rodziców. Tak czy inaczej ta dziewczyna może i jest dziwna, ale nigdy nic mi nie zrobiła – poza tym, że się na mnie gapi. A z tym mogę żyć; przeżyłam już znacznie gorsze rzeczy.

Ruszam do swojego pokoju, kładę się na łóżku i z zaskoczeniem odkrywam, że moje myśli znów wędrują do Zacha Hamiltona. Kilka minut później zrywam się i siadam przy biurku. Zanim włączę laptopa, piszę do Vanessy, żeby dać jej znać, że dzisiaj zostaję w domu.

Muszę się pouczyć.

3

Mia

Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że ściany zamykają się wokół, wysysając ze mnie oddech. Gapię się na młodą kobietę siedzącą naprzeciwko i w mgnieniu oka jej wyzywające spojrzenie zamienia się w pełne lęku, jakby ktoś użył przełącznika.

– Co? Co takiego powiedziałaś? – pytam.

Marszczy brwi.

– Co masz na myśli? Właśnie mówiłam ci, że muszę wydobyć od partnera klucz, żeby się uwolnić. Mówiłyśmy o tym, że jestem więźniem we własnym życiu. – Pochyla się do przodu. – Dobrze się czujesz, Mio?

Ogarnia mnie panika. Może tracę zmysły? Może to zespół stresu pourazowego czy coś podobnego? Nie byłoby to zaskoczeniem po tym, co się wydarzyło. To cud, że wytrwałam tak długo. Ale przecież ją słyszałam. To niemożliwe, żebym to sobie wyobraziła.

– Właśnie wspomniałaś o moim mężu, Alison.

Znowu marszczy brwi i potrząsa głową.

– Nieprawda. Mówiłam o moim partnerze. Nie znam twojego męża.

Dalej się na nią gapię, a szok odbiera mi mowę. Wiem, co słyszałam.

– Jak nazywa się twój partner?

– Aaron. Już mówiłam. Nie zapisałaś tego?

Nie sporządzam notatek w trakcie sesji, żeby nie onieśmielać pacjentów. Notuję wszystkie ważne szczegóły później, gdy jestem już sama.

– Nie, nie zapisałam. Ale powiedziałaś, że nazywa się Dominic. Takiego imienia się nie zapomina.

Znowu kręci głową i obejmuje się ramionami.

– Nie powiedziałam niczego takiego. Przerażasz mnie. Co z ciebie za terapeutka? Nie słuchałaś, a teraz zmyślasz.

Zastanawiam się, jak ją przekonać, ale zanim zdołam coś wymyślić, zrywa się z fotela i wypada z gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi. Zostaje po niej tylko woń kwiatowych perfum.

Przez okno widzę, jak przekracza jezdnię i rusza wzdłuż parku, jej ciemna postać kontrastuje z zielenią skąpaną w oślepiającym blasku słońca. Kusi mnie, żeby za nią pobiec, ale co miałabym jej powiedzieć? Co, jeśli to ona ma rację i wcale nie usłyszałam tego, co mi się wydaje? Ale jak to możliwe? Od śmierci Zacha minęło pięć lat. Dlaczego mój umysł miałby zacząć przeżywać to tak intensywnie właśnie teraz?

Mój oddech staje się płytki i czuję, że zaraz się uduszę. Siadam w fotelu, ale nie mogę zapanować nad drżeniem całego ciała.

Zerkam na zegar wiszący na ścianie i widzę, że jest zaledwie czternasta dwadzieścia, co oznacza, że Alison spędziła tu niecały kwadrans. Otwieram szufladę biurka, wyjmuję teczkę z danymi pacjentki i przeglądam formularz kontaktowy. Zawsze proszę o podanie numeru telefonu i adresu, ale już gdy wybieram cyfry, wiem, że nie usłyszę sygnału.

Mam rację, więc się rozłączam, zdezorientowana jeszcze bardziej niż wcześniej.

Rozpaczliwie potrzebuję świeżego powietrza. Biegnę do ogrodu na tyłach domu i mdleję na tarasie.

***

– Mamusiu? Mamusiu? Nic ci nie jest? – Mała rączka Frei potrząsa mną i powoli unoszę powieki.

Córka patrzy na mnie dużymi brązowymi oczami, a obok niej klęka Will i pomaga mi się podnieść.

– Co się stało? Wszystko w porządku? – pyta spokojnym głosem.

Nie traci zimnej krwi, mimo że musiał przeżyć szok, gdy wrócił i znalazł mnie nieprzytomną.

– Ja… chyba tak. Musiałam zemdleć. Nie pamiętam.

Ale pamiętam doskonale. Pamiętam wszystko. Alison Cummings. Pamiętam, jak powiedziała, że Zach nie popełnił samobójstwa, a potem, dwie sekundy później, się tego wyparła. Kręci mi się w głowie i czuję mdłości.

– Czy możesz przynieść mamusi trochę wody? – proszę córkę.

Will pomaga mi usiąść na jednym z krzeseł ogrodowych, a ja opadam na poduszkę.

– Która godzina? – pytam, obmacując kieszenie w poszukiwaniu komórki.

Ale nie wyczuwam tam nic poza chusteczkami. Musiałam zostawić ją w gabinecie.

– Prawie czwarta. Ostatecznie nie poszliśmy do kina. Freya zmieniła zdanie, więc wybraliśmy się do Creams. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Wiem, że starasz się ograniczać jej słodycze.

 

Kiwam głową i mu dziękuję. W tej chwili informacja, że Freya jadła lody, nie ma znaczenia; to najmniejsze z moich zmartwień.

Will rozgląda się po ogrodzie.

– Co tutaj robiłaś? – pyta. – Spotkałaś się z pacjentką?

– Tak, widziałam się z nią – mówię, a on marszczy brwi, jakby nie wierzył, jakby coś w mojej historii nie do końca się zgadzało.

Ale jak mogę mu wszystko opowiedzieć i nie wyjść na wariatkę cierpiącą na urojenia?

– I dobrze poszło? Co się potem wydarzyło? Naprawdę nie pamiętasz? – Wzdycha. – Martwię się o ciebie, Mio, i myślę, że powinnaś pójść do lekarza. Albo przynajmniej zadzwonić pod 1111 i przekonać się, co o tym sądzą.

Zadaje tak wiele pytań, że nie wiem, na które odpowiedzieć najpierw. Will chce dobrze, ale nie ma mowy, żebym pojechała do szpitala.

– Nie – protestuję. – Nie zamierzam siedzieć godzinami na szpitalnym oddziale ratunkowym tylko po to, żeby usłyszeć, że dostałam udaru cieplnego czy coś. Może przyjmowałam dziś za mało płynów. To musi być to. Serio, nic mi nie jest.

Fizycznie może i czuję się dobrze, ale co z moją psychiką? Tę myśl zachowuję dla siebie.

Ale Will nie odpuszcza; nie należy do ludzi, którzy dają się tak łatwo spławić.

– Zatem myślisz, że to udar? Za długo przebywałaś na słońcu? Odwodniłaś się?

Łapię go za rękę, częściowo po to, żeby udowodnić, jak gorąca i lepka jest moja.

– Tak, jestem pewna. Straszny dziś upał.

Will wykrzywia usta – nie jest przekonany – ale w końcu postanawia uwierzyć mi na słowo. Przynajmniej na razie.

– W porządku, Mio, ale jeśli nie pozwolisz się przebadać, nie zostawię cię dzisiaj samej. Powinienem tu być, na wypadek gdyby to się powtórzyło. – Unosi dłonie w obronnym geście. – Nie martw się, będę spał w pokoju gościnnym. Wiem, że nie chcesz, żeby Freya widziała nas w tym samym łóżku.

To, co mówi, ma sens; muszę myśleć o córce i nie mogę ryzykować, że znowu zemdleję. Jestem pewna, że moje omdlenie było następstwem szoku wywołanego przez słowa Alison Cummings – a w każdym razie przez słowa, które wydaje mi się, że wypowiedziała – ale nie będę ryzykować.

– Dzięki – uśmiecham się do Willa.

Jego twarz nie rozświetla się tak, jak się tego spodziewałam, i pozostaje na niej cień grymasu.

– Będę musiał szybko skoczyć do domu po kilka rzeczy. Mam jutro prezentację i potrzebuję swojego laptopa.

Freya wraca. Ostrożnie niesie szklankę w obu dłoniach. Nalała za dużo i woda wylewa się jej na sandały i na taras. Pospiesznie biorę od niej szklankę, zanim cała się obleje.

– Dziękuję, skarbie.

– Już dobrze się czujesz, mamusiu? Naprawdę się przestraszyłam.

Odstawiam szklankę na pobliski stolik, przyciągam córkę do siebie i przytulam ją mocno.

– Nic mi nie jest, nie masz się czym przejmować. Myślę, że od słońca trochę zakręciło mi się w głowie, to wszystko.

Mruży oczy i wiem, że w tej chwili decyduje, czy mi uwierzyć. Mimo że nie pamięta Zacha, wie, że został nam odebrany, i stanowi to dla niej źródło wielu lęków. Łamie mi to serce i często muszę ją zapewniać, że ja się nigdzie nie wybieram.

Ale jak mogę być tego pewna? Nie sądziłam, że Zach umrze tak młodo. Nikt z nas nie wie, co go czeka tuż za zakrętem.

Alison Cummings. Kim ona, do cholery, jest?

– Okej, mamusiu. – Freya odwzajemnia uścisk, a ja ścieram smużkę lodów z jej włosów.

– Hej, wiesz co? Will dziś u nas zanocuje, fajnie, nie?

Freya wyrywa się z moich ramion i krzyczy:

– Hurra! Czy możemy obejrzeć jakiś film, skoro żadnego dziś nie widzieliśmy?

Zerkam na Willa, ale on już kiwa głową. Mówi, że oczywiście, a mała pędzi po schodkach do ogrodu i gramoli się na trampolinę.

– Dzięki – szepczę. – Za wszystko.

Will całuje mnie w czoło.

– Nie ma sprawy. Pojadę teraz, żeby wrócić akurat na film.

Gdy wychodzi, szybko przygotowuję dla Frei paluszki rybne i pieczone łódeczki z batatów. To jeden z jej ulubionych posiłków – przynajmniej tyle mogę zrobić po tym, jak ją wystraszyłam. Will i ja zjemy coś później, gdy ona już pójdzie spać.

Próbuję się skupić, wsłuchiwać w każde słowo, jakie wypowiada Freya między kęsami jedzenia, ale nie mogę przestać myśleć o Alison Cummings. O Zachu. Muszę wiedzieć, kim ona jest i jaki mogłaby mieć powód, żeby powiedzieć mi coś takiego, a potem cofnąć te słowa. Im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że się nie pomyliłam. Nie przeżywam załamania, nie mam żadnego kryzysu, to po prostu do mnie niepodobne. W jakiś cudowny sposób udało mi się zachować wszystko pod kontrolą po śmierci Zacha – owszem, głównie ze względu na Freyę, ale urodzenie córeczki uruchomiło we mnie ogromne pokłady siły. Więc nie zamierzam zwątpić w siebie teraz.

Ona wypowiedziała te słowa.

„Twój mąż nie popełnił samobójstwa”.

I muszę wiedzieć dlaczego. Co jej się wydaje, że wie? I dlaczego się z tego wycofała?

Podczas gdy Freya się kąpie, włączam laptopa. Will może wrócić lada chwila, więc muszę działać szybko. Będę mogła dłużej poszperać w Google, gdy już wszyscy znajdziemy się w łóżkach, ale nie wytrzymam tak długo.

Wpisuję nazwisko Alison w pasek wyszukiwarki i natychmiast wyświetlają się wyniki. Większość to linki do profilów na Facebooku, chociaż jest też kilka innych stron, na których widnieje jej nazwisko. O ile to w ogóle jej prawdziwe nazwisko. Gdy sprawdzam te kobiety jedna po drugiej, żadna nie jest tą, którą poznałam dzisiaj.

Nie mam już profilu na Facebooku. Po śmierci Zacha skasowałam konto. Miałam dość obelg, którymi zasypywano mnie za to, co ponoć zrobił. Byłam zrozpaczona pełnymi jadu wiadomościami od obcych ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z naszym życiem. Już nigdy nie pojawię się w mediach społecznościowych, nigdy więcej nie stanę na linii ognia.

Może jednak łatwiej coś znaleźć, gdy ma się konto? Wiem, że Will jest na Facebooku, będę więc musiała jakoś skłonić go do zalogowania się, żebym mogła posprawdzać profile. Ale to nie będzie łatwe, jeśli nie powiem mu prawdy.

Na razie przeglądam te profile, które widzę, ale dziesięć minut poszukiwań nie przynosi efektów.

– Mamusiu, pomożesz mi umyć włosy? – woła Freya z łazienki.

Zamykam laptopa, ale zostawiam go przy łóżku. Nie pośpię dziś za dużo.

– Czy Will już przyszedł? – pyta Freya, gdy wchodzę do łazienki.

Patrzę na jej niezliczone zabawki do kąpieli i zastanawiam się, kiedy przestanie o nie prosić. Pod pewnymi względami czas mija tak szybko, a pod innymi zdecydowanie za wolno.

– Przyjdzie lada moment – mówię. – Gdy skończymy tutaj, możesz się przebrać w piżamę, a potem pójdziemy na dół i wybierzemy film.

Freya uśmiecha się do mnie promiennie spod korony z piany wieńczącej jej włosy.

– A mogę dostać gorącą czekoladę? Proszę, mamusiu.

– Jestem pewna, że wczoraj też ją piłaś. A dziś jadłaś już lody. Zgaduję, że zapewne duże? – Uśmiecha się zawadiacko, identycznie jak jej ojciec, a mój opór topnieje. – No dobrze, ale wiedz, że nie będzie tak codziennie.

– Obiecuję, że nie będę wciąż prosić.

Wiem, że dotrzyma słowa. To tylko jedna z wielu wspaniałych cech mojej córki.

Nie mija pół godziny, a już tłoczymy się wszyscy na sofie. Freya siedzi między mną a Willem i opiera głowę na moim ramieniu. To błoga, idealna chwila, w której byłabym gotowa uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, gdyby nie przytłaczający ciężar słów Alison Cummings.

Chociaż patrzę na ekran telewizora – Freya po raz dwudziesty wybrała Krainę lodu – nie dociera do mnie, co robią i mówią bohaterowie. Całe szczęście, że tyle razy widziałam ten film, bo wiem, że córka będzie chciała o nim podyskutować. Po prostu siedzę tam, odrętwiała, i odliczam minuty do końca wieczoru. Nie mogę się doczekać powrotu do laptopa.

***

Po filmie, gdy Freya już leży w łóżku, Will sugeruje, żebyśmy wypili po kieliszku wina. Chociaż pomysł jest kuszący – wino pomogłoby mi się odprężyć – rozpaczliwie pragnę wznowić poszukiwania.

– Naprawdę nie sądzę, że powinnam pić alkohol po tym, co się dziś wydarzyło. Nie chcę ryzykować – tłumaczę.

Przyznaje mi rację.

– Faktycznie, nie pomyślałem o tym. Nie masz nic przeciwko, że ja się napiję? Może przygotuję ci coś innego?

Mówię mu, jak bardzo jestem zmęczona, że to był długi dzień i muszę się przespać. Wciąż nie potrafię wymyślić pretekstu, pod którym mogłabym skorzystać z jego konta na Facebooku. Mógłby pomyśleć, że mu nie ufam, a poświęciłam całe dwa lata naszego związku na próby udowodnienia mu, że mimo doświadczeń z Zachem nie wpadam w paranoję na myśl o tym, co robi Will, gdy nie jest ze mną.