Jak sprzedał konia i przez las wracałTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Żył sobie w jednej wsi gospodarz ani zamożny, ani ubogi, taki w sam raz. Hodował konie i miał do nich dobrą rękę, jak powiadali. Zawsze o nie dbał i niczego im nie żałował, a jak im chciał szczególnie dogodzić, to gotował kartofle, ubijał je w garnku, dodawał otręby i ugniatał takie nieduże kulki, które zanosił koniom do stajni i tam je częstował, a konie bardzo te podarki lubiły. Był on człowiekiem pogodnego ducha i zwykł mawiać, że takie życie: nie za biedne, ani nie za bogate, jest najlepsze – bo jest właśnie „w sam raz”.

Przed domem jego rozciągał się kawałek ziemi nieurodzajny, na którym tylko jałowce rosły. Ale gospodarz lubił ten jałowy kawałek. Lubił siadać na progu w wolnej chwili i patrzeć jak jałowce stoją wyprostowane, niby żołnierze na warcie. Albo kiedy wiatr się zerwie i deszcz gwałtowny lunie, nachylają się do siebie i coś tam sobie gadają, nie wiadomo o czym. Patrząc na te postacie gospodarz czasem w myślach coś zagadywał do nich, jakby byli jego rodziną: jednego nazywał wujkiem, innego stryjaszkiem, a temu najbardziej pokrzywionemu nadał imię pradziadka.