W potrzasku wspomnieńTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Oliwia

Jego słowa brzmią tak prawdziwie i wiem, że ma rację — muszę ufać. Gdyby jednak tylko o to chodziło. Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Nie mogę zbliżyć się do Mateo albo przynajmniej muszę osłabić nasze relacje. Sytuacja z policją pokazała, że mogę być kimkolwiek i nie wiem, czy to, co w sobie kryję, jemu się spodoba. W jego oczach dostrzegłam przerażenie, a nie chciałam, by odczuwał w związku ze mną tak negatywne emocje. Pytał, czy mogę zaufać mu ponownie. Czy mogę?

— To nie takie proste.

— Wiem, że walczysz ze sobą, ze swoimi demonami, ale nie możesz robić tego sama. Nie odpychaj mnie. Zaufaj mi — mówił.

— Nie o to chodzi, Mateo — powiedziałam, próbując się odsunąć.

— A o co? Powiedz mi — prosił.

— O mnie. O to, co do ciebie czuję, co czuję przy tobie, a nie powinnam — podsumowałam, a na widok jego miny zrozumiałam, że nie powinnam. Wyszłam, bo nie mogłam uwierzyć, że to zrobiłam. Nie to miałam powiedzieć, ale skoro tak naciskał… Miał się dowiedzieć, że to błąd, iż się do siebie zbliżyliśmy, bo nie wiem, co kryje się wewnątrz mnie. Dlaczego nie umiem mu powiedzieć wszystkiego, co czuję?

Po wyjściu z pokoju dotarło do mnie, jaka jestem słaba. Musiałam przytrzymać się ściany, by dotrzeć do kuchni. Skurcz brzucha w tym nie pomagał. Zatrzymałam się, a po chwili jego ręce już mnie obejmowały.

— Trzymam cię — powiedział z zadowoleniem.

Czułam, że muszę coś zjeść. Powinnam go odepchnąć, ale nie uszłabym za daleko. Posadził mnie na krześle, a ja pozwoliłam sobie na niego spojrzeć, choć na moment. Przygotował kanapki, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Byłam zmęczona, ale jeszcze bardziej głodna. Zjadłam wszystko, nie dzieląc się z nim. Zrobiło mi się głupio, ale pragnęłam tylko jednego — snu.

Złapał mnie znowu w talii, gdy chciałam sama dojść do pokoju.

— Jesteś na mnie skazana — stwierdził zadowolony.

— I to mnie martwi — odparłam, nie chcąc, by czuł się zobowiązany skakać wokół mnie.

— Zabolało — odparł i tak miało być. Im dalej będzie, tym lepiej. Mniej się rozczaruje.

Wiedziałam już, że trzymanie go na dystans będzie wyjątkowo trudne. W jego uścisku poczułam się nieswojo. Byłam spocona i brudna. Ziemia pod paznokciami i poranione nogi nie wyglądały dobrze.

— Muszę wziąć prysznic, przyniesiesz mi ubrania na zmianę?

— Nie ma sprawy, mogę nawet pomóc ci się umyć — dodał, odchodząc z uśmieszkiem na ustach.

Lubiłam te jego gierki słowne, ale wiedziałam, że nie mam do nich prawa. Gdy tylko weszłam do łazienki, zaczęłam z ulgą ściągać brudne ubrania.

— Mam tutaj…

Usłyszałam jego głos i zesztywniałam. Jezu, tylko nie to! — mówiłam do siebie w duchu. Nie teraz, nie tak. Dlaczego nie poczekałam, aż przyniesie ubrania? Jestem idiotką. Stoję w samych majtkach, na szczęście tyłem. Umarłabym na miejscu, gdyby zobaczył moją twarz. Poczułam, jak moje serce przyspiesza. Stałam tak chwilę, ale on nie wychodził. Czułam jego palący wzrok na plecach. Kręciło mi się od tego w głowie. Chwycił mnie, kolejny raz chroniąc przed upadkiem.

— Kręci mi się w głowie — wydusiłam, mając świadomość, że jestem naga.

— Spokojnie, przytrzymaj się mojej szyi, zaniosę cię do pokoju. Sen jest teraz bardziej wskazany. Wykąpiemy się później — powiedział i puścił do mnie oczko, na co moje ciało zareagowało nie tak, jak powinno. Rozeszło się po nim przyjemne ciepło. Czułam, jak jego naga klatka piersiowa przylega do mojego ciała i działało to na mnie zdecydowanie za mocno.

Położył mnie na łóżku i wtulił się we mnie, co było przyjemne. Powinnam z tym walczyć, powinnam go odepchnąć, ale nie potrafiłam. Bałam się zostać sama, więc się poddałam.

Nie wiem, jak długo spałam, ale w pokoju było jasno. Zdecydowanie można było już wstawać, jednak okazało się to dość trudne. Przy pierwszym ruchu poczułam coś przy mojej pupie. Boże, tylko nie to, to nie może się dziać! — Powtarzałam, próbując jednocześnie zapanować nad oddechem. Czułam jego wzwód. Byłam w samych majtkach, a jego ręka obejmowała moje ciało. Dłonią dotykał mojej piersi. Nie możemy tego robić! Jak możemy tak leżeć obok siebie, on w bokserkach, a ja w samych majtkach! I jak mam go odepchnąć?! Sama sobie utrudniam sprawę takimi decyzjami. Mogłam go wczoraj wyrzucić. Nie możemy być tak blisko. Nie wiem, kim jestem.

— Śpisz? — spytałam z nadzieją, że i tak się wymknę.

— Hmm — odparł jakby przez sen, ale wiedziałam, że mam przechlapane. Nie wyjdę niezauważona.

— Czuję twój… — nie mogłam wydusić tego słowa.

— Wyobraź sobie, że ja też go czuję — odparł zadowolony z ­siebie.

Jezu, czemu on tak utrudnia? Po co mu to? Czułam pulsowanie jego członka, a nie mogłam się ruszyć, bo gdybym chciała wyskoczyć z łóżka, musiałabym stanąć przed nim w samych majtkach. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Moje podniecenie rosło, a ja nie wiedziałam, jak mam przekonać swoją głupią głowę, że to pomyłka. Wiedziałam, że muszę wstać. Muszę, bo nie dzieje się dobrze. Pomyślałam i tak zrobiłam, a on w tym momencie przytrzymał kołdrę, co spowodowało, że stanęłam przed nim prawie naga. Patrzyłam na niego, zasłaniając rękoma piersi. Mierzył moje ciało centymetr po centymetrze. Uciekłabym stąd, ale musiałam się ubrać. Stałam jednak jak skamieniała. Gdy myślałam, że gorzej być już nie może, rozległo się pukanie do drzwi i nagle do pokoju weszła Monika.

— Przepraszam, Oliwio, chcia… — spojrzała na mnie i na uśmiechniętego Mateo, który puścił kołdrę, widząc moje zażenowanie, dzięki czemu mogłam się zakryć. Wcale nie będę mu za to wdzięczna, zabiję go, jak tylko ona wyjdzie. Gdy tylko się okryłam, mój wzrok padł na Mateo, który leżał na łóżku z rękoma pod głową i pełnym wzwodem. Po prostu super. Czułam, jak palę się ze wstydu.

— No, siostra, ale masz wejście — odparł bez skrępowania, jakby go to bawiło. Spiorunowałam go wzrokiem.

Monika z zakłopotaniem na twarzy zniknęła za drzwiami, pokazując kciukiem, że czeka na zewnątrz. Nie wierzyłam, że to się zdarzyło. Wszystko działo się tak szybko, a on był na tym łóżku tak cholernie seksowny. Jednak nie to sobie obiecałam. Nie tędy droga. Rzuciłam w niego poduszką, by poczuł, że ma się stąd zmywać, a nie głupkowato uśmiechać.

— Za co?

— Z czego się śmiejesz? Ona pomyśli, że my… no wiesz, że w nocy… — kurczę, jąkałam się, nie mogąc tego z siebie wydusić. Nie mieliśmy przecież po piętnaście lat, więc czemu to takie trudne?

— Kotku, widziałem cię prawie nagą już wczoraj i tuliłem do swojej piersi, więc nie wstydź się mnie. Poza tym sama wstałaś. Trzeba było zostać w łóżku — odparł jak gdyby nigdy nic i poklepał dłonią miejsce obok siebie. Mnie jednak nie było do śmiechu. Sytuacja była trudna. Moje próby odpychania go legły w gruzach.

— Proszę cię, wyjdź — powiedziałam, licząc, że nie będzie już tego utrudniał.

Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, ale o dziwo wstał i zniknął za drzwiami.

Opadłam na łóżko, wypuściłam powietrze z płuc i nagle, jakbym oszalała, zaczęłam się śmiać. Sytuacja z jednej strony była tak bardzo nie na miejscu, a z drugiej cholernie ekscytująca. Jego ciało przy moim i moja reakcja. To było nawet więcej niż miłe. Dotknęłam swoich policzków i czułam, że się czerwienię. Jak mam to wszystko ze sobą pogodzić? Jak być tutaj i jednocześnie unikać go, skoro moje ciało wcale tego nie chciało? Jak to zrobić, czy to w ogóle możliwe… Nie mogłam na to pozwolić. Nie mogłam być na tyle słaba, by ulec jak nastolatka. Nie miałam prawa do tych uczuć, nie po tym, co widziałam w obrazach. Przecież nie jestem egoistką, nie mogę nią być. Muszę stawić temu czoło, odepchnąć go. Z takim przekonaniem wyszłam z pokoju.

— Cześć — powiedziałam do Moniki, siedzącej przy stole z Mateo. Siedział tyłem do mnie, za co byłam mu wdzięczna. Musiałam ochłonąć.

— Cześć, kochana. Chodź, obejrzę twoją rękę, a ty, Mateo, rusz się i zrób śniadanie. Umieramy z głodu, prawda? — Puściła do mnie oko i pogoniła brata do kuchni. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością, ale wiedziałam, że muszę wyjaśnić to, co się przed chwilą stało.

— Moniko, to nie tak… my… — Im więcej chciałam powiedzieć, tym gorzej mi to wychodziło.

— Oliwio, nie oceniam cię. Znam mojego brata i wiem, że jak się na coś uprze, to nie odpuści, a widzę, jak na ciebie patrzy, i szczerze przyznam, że się mu nie dziwię — przerwała mi słowami, które wcale nie ułatwiły mi zadania. Spojrzałam na Mateo i nagle wypaliłam:

— Nie chcę go zranić.

— Nie zranisz go, wiem to. Pozwól mu zadbać o ciebie. Zasługujesz na to, a on jest twardym facetem i trudno mu zrobić krzywdę — powiedziała, a ja siedziałam tak, patrząc, jak odwija bandaż z ręki, oczyszcza ranę i zawija z powrotem. Czy tak jest, czy zasługuję na to? Tak bardzo chciałabym w to wierzyć. Jednak te obrazy… Moje rozmyślania przerwało pojawienie się Mateo z talerzami. To, co przygotował, wyglądało apetycznie: tosty z dżemem, jajecznica, owoce.

— Jakie macie plany na dzisiaj? — spytała nagle Monika.

— Hmm… ja miałem już jakieś plany rano, ale ktoś brutalnie przerwał mi ich realizację — skwitował Mateo, udając złość na siostrę.

Zastanawiałam się, czy już spłonęłam, czy jeszcze się palę po jego słowach. Jak on może tak sobie żartować.

— Wiesz, czasami lepiej, jak plany zostają planami — powiedziałam.

Monika parsknęła śmiechem. Mateo spojrzał na mnie tym palącym wzrokiem, a jego brew się uniosła.

— Ja zawsze realizuję swoje plany — odparł, przyglądając mi się uważniej.

— To dobrze, mam nadzieję, że nie ujmujesz mnie w nich. Będę czuła się bezpieczniej — odparłam z lekkim uśmieszkiem.

 

— I tu cię zasmucę, kotku, jesteś ich głównym punktem — odparł i wstał od stołu, zostawiając mnie z tym zdaniem. Jezu, jak on mnie wkurzał.

Gdy tylko zniknął w kuchni, zabrałam się do jedzenia. Trudno byłoby na to odpowiedzieć. Cieszyłam się, że Monika nie ciągnie tematu. Lubiłam ją i czułam się przy niej swobodnie. Zresztą tak samo było w przypadku wszystkich osób, które przewijały się przez ten dom. Czułam się tutaj bezpiecznie mimo tego, co stało się dwa dni temu. Wiem, czemu to zrobił, jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuł. Słowa, które wtedy wypowiedziałam, i to po tym, jak mi pomógł, musiały go zaboleć. I miały. Chciałam go odepchnąć i prawie się udało.

Po śniadaniu nie miałam ochoty wrócić do pokoju. Wręcz przeciwnie, chciałam przydać się do czegoś, zobaczyć coś więcej, poznać pracę w stajni. Chciałam pomóc, zamiast siedzieć i czekać. Mateo zniknął, tłumacząc, że mam odpocząć, a on idzie pracować. Ja tymczasem włożyłam tenisówki zamiast sandałów, które dostałam od jego siostry, i ruszyłam w kierunku stajni.

Mateo

Dzisiejszy poranek był bardzo przyjemny. Samo obserwowanie jej reakcji na moje ciało i rosnące podniecenie było szalenie ekscytujące. Miałem wrażenie, że wcale jej to nie przeszkadza, zakrywała swoimi dłońmi piersi, które okazywały dokładnie to, z czym próbowała walczyć. Odwzajemniała to uczucie, ale robiła wszystko, by odsunąć to od siebie. Jednak z mizernym skutkiem. Niełatwo przekonać ciało, że jest inaczej, sam dobrze o tym wiedziałem, bo jej obecność wpływała na mnie bardzo mocno, czasami aż boleśnie. Do wczoraj byłem pełen obaw o to, co jest między nami. Gdy powiedziała, że nie może pozwolić, bym jej pomagał, ze względu na uczucia wobec mnie, w pierwszej chwili byłem zszokowany. Ale ta odpowiedź jednocześnie dała mi nadzieję, że idziemy w dobrym kierunku.

Zatrzymałem konia i przekazałem pracownikowi, by zaprowadził go do boksu, a sam chciałem zająć się następnym, by wszystkie były przygotowane do jazdy. W moim kierunku biegł od stajni zaaferowany młody pracownik. Gdy stanął przede mną, potrzebował chwili, aby złapać oddech.

— Co się stało, chłopcze? — spytałem, zdejmując rękawice.

— Proszę spytać Michała, są przy wejściu do stajni. Proszę tam iść, szybko — wyjaśnił podenerwowany, więc ruszyłem we wskazane miejsce. Co tam się, do cholery, działo?

Wszedłem szybkim krokiem na teren stajni i na samym końcu dostrzegłem kilkoro pracowników powodujących zamieszanie. To było dziwne, bo przeważnie panował tutaj spokój i każdy w ciszy wykonywał swoje obowiązki. Podszedłem bliżej, szukając wzrokiem Mikołaja, ale nigdzie go nie było. W końcu zobaczyłem Oliwię. Klęczała na trawie oparta jedną ręką i ciężko oddychała. Przepchnąłem się przez pracowników i kazałem im wracać do pracy. Wziąłem ją na ręce i od razu wtuliła się we mnie. Nic nie mówiła, a oddech powoli się uspokajał. Co ona tutaj robiła? Miała być w domu, miała odpoczywać. Miałem tyle pytań, ale musiałem poczekać, zanim się czegoś dowiem. Wszedłem z nią do domu i posadziłem na łóżku.

— Oliwio, co się stało?

— Nic wielkiego — odpowiedziała wyraźnie zmieszana.

— Przecież nie mogłaś złapać tchu, a teraz mówisz mi, że to nic wielkiego. I ten… — czułem to już, gdy ją niosłem. — Ten zapach… — dodałem, a ona spojrzała na mnie takim wzrokiem, że myślałem, że ją uduszę.

— Chciałam pomóc, więc posprzątałam miejsce dla konia. Zrobiło mi się jakoś słabo i tyle. — Wyjaśniła, jakby właśnie opowiadała o spacerze po leśnej polanie.

— Po pierwsze, to miejsce dla konia to boks, a po drugie, co ci strzeliło do głowy?! Jesteś osłabiona, masz ranę na ręku, którą mogłaś zabrudzić, a po trzecie… — chciałem dokończyć, że umierałem z niepokoju, że coś jej się stało, ale to był chyba mój problem.

— Co po trzecie? Wiem, że to miejsce to boks, ale zapomniałam, a co do sprzątania to nic wielkiego się nie stało. Miałam chwilowe zawroty głowy i tyle — wstała z łóżka zaskakująco pewnie.

— Jak to nic się nie stało? — Podszedłem do niej do okna.

— Nie mogę tak siedzieć w domu, bo wtedy… zresztą nieważne — odparła, a jej mina nagle się zmieniła. Zbliżyłem się, czując, że znowu z czymś walczy. Znaleźliśmy się bardzo blisko siebie. Patrzyła na mnie intensywnie, więc przysunąłem się jeszcze bliżej. Jej oddech zdecydowanie przyspieszył. Czuła w tej chwili to samo co ja. Choć może nie do końca, bo mój nos zareagował na coś innego. Skrzywiła się, widząc moją minę. Chyba nie tego się spodziewała po naszej bliskości, ale nie miałem zamiaru ot tak zapomnieć o tym, co zrobiła. Nie akceptuję kłamstw w miejscu pracy, a musiała to zrobić, by ktokolwiek wpuścił ją do środka.

— Chyba powinnaś…

— Tak, wiem, idę wziąć prysznic, szefie — rzuciła na odchodnym. Usłyszałem trzaśnięcie drzwi od łazienki. Była wściekła. Dokładnie jak ja parę minut temu.

Brała prysznic, a ja zastanawiałem się, co z nią zrobić. Nie chciała siedzieć w domu, a ja musiałem pracować. Nie sądziłem, że tak jej to przeszkadza, że posunie się do kłamstwa. Nie wiedziałem też, co wydarzyło się w stajni, czy miała jakieś nowe wizje? Nic nie mówiła, ale to, w jakim była stanie, świadczyło nie tylko o zmęczeniu. Widać, że nie za bardzo chciała o tym rozmawiać, ale też nie mogłem naciskać. Ma spotykać się z moją mamą, co mnie cieszy, bo ewidentnie musi zacząć to przepracowywać. Za godzinę mam naukę jazdy z bliźniaczkami i będę zajęty jeszcze przynajmniej do popołudnia. Potem szybki prysznic i spotkanie z mamą. Z pewnością nie wliczyłem w ten plan walki z Oliwią. Jednak sam nie wyobrażam sobie siedzenia w domu, i to latem. Niestety, w tym czasie mieliśmy najwięcej pracy. Zrobiłem kawę i usiadłem, czekając, aż wyjdzie. Mimo złości najchętniej wszedłbym razem z nią pod ten prysznic.

Siedziała tam zdecydowanie za długo. Coś było nie tak. Poszedłem w kierunku łazienki i drzwi jak na zawołanie otworzyły się, a ona zamarła, stając przede mną w samym ręczniku. No tak, wypadła z pokoju, nie biorąc rzeczy na przebranie.

— Mogłaś zawołać, podałbym ci, co chcesz.

— I wparowałbyś tak jak wczoraj, nie, dziękuję, sama sobie poradziłam — skwitowała. Była zła i ja też.

— Ubierz się, czekam w kuchni — tyle mogłem teraz powiedzieć. Byłem wściekły, że okłamała mojego pracownika. Byłem przerażony, że mogła sobie coś zrobić, i podekscytowany, że walczyła i nie zamknęła się w domu, rozpaczając nad tym, co dzieje się w jej życiu. Jednak wolałem porozmawiać o tym przy kawie.

Zrobiłem kolejną kawę, tym razem dla niej. Wyglądała na zmęczoną.

— Nie powinnam, prze… — Słowo „przepraszam” ani mnie, ani jej nie kojarzyło się zbyt dobrze.

— Wypij kawę i zobaczymy, co z tobą zrobić.

— Czyli nie jesteś zły? Znaczy mogę wrócić i…

— Nie, Oliwio, nie jestem zły, ale wściekły. Widzę jednak, że nie zatrzymam cię w domu, więc pójdziesz ze mną na lekcję nauki jazdy — powiedziałem ciut za ostro.

Usiadła i piła kawę z jedną nogą podkurczoną, opierając brodę na kolanie. Patrzyła w okno, a nie na mnie ani nie w podłogę, jak bywało wcześniej. Zmieniała się każdego dnia i podobało mi się to.

— Boję się ciemności — powiedziała nagle, nie odwracając wzroku.

— Czemu tak myślisz? — spytałem zdziwiony, bo przecież spała w ciemnym pokoju.

— Te zawroty głowy pojawiły się, jak miałam wejść do boksu — powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo, co było zabawne.

— Czemu więc weszłaś, zamiast się wycofać? — Zdziwiłem się.

— Z początku nie łączyłam tych faktów. Dopiero jak weszłam do tego drugiego, ciemniejszego, zaczęłam się dusić, jakby ktoś usiadł mi na klatce piersiowej i zacisnął gardło — wyjaśniła, chwytając się za szyję. Boże, z czym ona musi walczyć. Czy faktycznie musi przekraczać granicę, by dowiedzieć się, co się stało w przeszłości?

— Wiesz, że nie musisz tego robić na siłę. Pamięć wróci sama. Musisz poczekać.

— A jeżeli to potrwa kilka lat? — spytała nagle, a ja przyznam, że nie myślałem o tym w ten sposób. To jak życie na pół gwizdka, jakby w teatrze grać nie swoją rolę. Gdzieś w głowie zostaje pytanie, co było wcześniej. Nie wyobrażam sobie nie pamiętać rodziców, szkoły, pierwszych randek, pocałunków, pierwszego zapalonego papierosa, imprez, wycieczek z rodzicami, jak również śmierci ojca, Elizy i tego wszystkiego. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak wstaje się każdego ranka z taką świadomością.

— Tego boisz się najbardziej?

Spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

— Najbardziej boję się samej siebie, tego, czego o sobie nie wiem. — Rozumiałem, co ma na myśli. Pamiętam czas, gdy piłem, zażywałem narkotyki i zostałem skazany na dwa lata za pobicie. Byłem innym człowiekiem, ale właśnie te wspomnienia wpłynęły na to, kim jestem teraz. Każde doświadczenie kształtuje naszą osobowość i kreuje spojrzenie na świat.

Nie było na to dobrej odpowiedzi. Zapewnienie, że będzie dobrze, zabrzmiałoby jak żart z jej uczuć. Odstawiłem kawę, podszedłem do Oliwii i przytuliłem ją. Wtuliła się mocniej i wiedziałem, że to było dla niej ważne.

— Chodź, kobieto pracująca, która żadnej pracy się nie boi. Pora dowiedzieć się co nieco o tym miejscu. — Wziąłem ją za rękę i wyszliśmy z domu.

— Co będziemy robić? — spytała zadowolona.

Odwróciłem się, a ona wpadła na mnie. Przytrzymałem ją. Patrzyła na mnie chwilę, a potem nagle się odsunęła, wymierzając mi cios w brzuch.

— A to za co? Mógłbym posądzić cię o znęcanie. Najpierw poduszka, a teraz to.

— Nie mów, że cię to zabolało. Mikołaj mówi, że trenujecie boks, więc co ja taka słaba mogłabym zrobić takiemu mięśniakowi — odparła, łapiąc mnie za biceps.

— Ty mnie nic, ale ja tobie wiele. — Chwyciłem ją w tali i unios­łem, opierając na swoim ramieniu. Wierzgała, próbując się wyrwać. Jednak patrząc na buty i błoto wokół nas, nie wyobrażałem sobie przejścia choć kilku metrów.

— Puść mnie, Mateo! Cholera, puść w tej chwili, umiem chodzić!

— Nie klnij, tu są dzieci, nie wypada — odparłem, stawiając ją wyraźnie zszokowaną przed dwiema ubranymi na różowo dziewczynkami. Małe wyraźnie rozbawiła ta scena.

— Ja też tak chcę! — krzyknęła jedna.

— Ja jestem starsza o pięć minut, więc mam pierwszeństwo — odparła druga.

Oliwia spoglądała na mnie niby wściekła, ale jej kąciki ust drgały, jakby miała się uśmiechnąć.

— No dobra, ale tylko chwilę i wracamy do nauki, okej?

Chwyciłem obie naraz i przeszedłem się z nimi w kierunku przygotowanego konia. Piszczały tak, że niemal ogłuchłem. Postawiłem je i zobaczyłem rozbawioną Oliwię.

— No dobra, Natasza, śmigaj do tej miłej pani. Zajmę się najpierw twoją siostrą i zawołam cię za chwilę, jak przyprowadzą twojego konia. — Zerknąłem jeszcze, jak Oliwia wita się z małą. Już wyobrażam sobie zestaw pytań, które padną z ust ciekawskiej dziewczynki. Przynajmniej Oliwia czymś się zajmie.

Zająłem się jedną z bliźniaczek. Ćwiczenia z dziećmi były dla mnie tak oczywiste jak nic innego. Lubiłem ich towarzystwo. Były szczere do bólu, a to mi odpowiadało. Ich ciekawość świata i tego, co je otacza, i ta nieposkromiona energia. Ich towarzystwo dawało energię na całe godziny. Uczyły się szybko i nie zrażały pierwszymi niepowodzeniami. Choć trzeba było przyznać, że skupienie uwagi to już duży problem. Na początku próbowałem przekazać jak najwięcej podstaw teoretycznych, ale z czasem się nauczyłem, by podawać wyłącznie krótkie i jasne komunikaty.

Sądząc po minie Oliwii, bawiła się całkiem dobrze.

— Nataszo, już jest twój koń — poinformowałem dziewczynę, ale mała jak zaczarowana nie ruszyła się ani o milimetr. Zdziwiłem się, bo bardzo lubi jazdy konne. Co ją tak zainteresowało?

Przekazałem konia Mikołajowi, który również zdziwiony przyglądał się Nataszy. Znał ją, bo często pomagał mi przy nich obu.

Podszedłem do Oliwii i Nataszy.

— Nataszo, czekamy na ciebie, twój koń jest gotowy. — Najwyraźniej w czymś przeszkodziłem, bo obie podskoczyły i przytuliły się szybko, jakby znały się latami.

— Będziesz patrzyła, jak jeżdżę? — spytała mała.

— Tak, zostanę tutaj i poczekam, aż skończysz, a po wszystkim opowiesz, jak było, okej?

— Tak, tak, opowiem wszystko — odparła Natasza i pobiegła do Mikołaja.

Spojrzałem w oczy Oliwii i dostrzegłem łzy. Była wzruszona. Co takiego ta mała powiedziała, o czym rozmawiały?

— Wszystko okej? — spytałem, chcąc dotknąć jej policzka, ale znowu zrobiła unik. Nie mogłem za nią nadążyć. Nie chciałem jednak naciskać. Nasze przekomarzania i to, co czuję, mają niewiele wspólnego. Wiedziałem to dzięki słowom, które wypowiedziała przyciśnięta do muru. Zapewne nie zamierzała tego ujawniać, ale to świadczyło, jak usilnie ze sobą walczy. Z przeszłością i teraźniejszością. Z tym, czego chce, a co powinna.

 

— Wszystko dobrze. Coś wpadło mi do oka, chyba ten piasek — odparła, przecierając oczy.

— Okej, lekcja trwa godzinę — wyjaśniłem i odszedłem nie­chętnie.

Dziewczynki były dość absorbujące, ale to dobrze. Chwytały wszystko w mig i stosowały się do poleceń. Co jakiś czas Natasza machała do Oliwii, na co ona reagowała równie entuzjastycznie.

Szybko złapały ze sobą kontakt.

— Będzie dobrą matką — stwierdził Mikołaj, uderzając mnie w ramię i sprowadzając na ziemię. Faktycznie pomyślałem o tym samym, ale również o czymś innym, lecz bliskim.

— Może już jest — wypowiedziałem to na głos i mój wzrok spotkał się z zakłopotanym spojrzeniem przyjaciela.

Zaczynałem rozumieć frustrację Oliwii. Ciekawe, czy pomyślała o tym samym.

Lekcja się skończyła, a małe pobiegły do Oliwii, co znów mnie zaskoczyło, bo zawsze mnie pierwszego atakowały, zadając pytania na temat koni. Tym razem ta kwestia nie była już taka ciekawa.

— Masz konkurencję — Mikołaj poklepał mnie po ramieniu i odszedł rozbawiony. Fakt, poczułem lekki ucisk w żołądku. Chyba zdecydowanie mam problem z odrzuceniem. Niełatwo zbliżam się do ludzi, nie ufam, ale jeśli już się na to zdecyduję i poczuję, że mogę to stracić, nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Straciłem już dwie bliskie mi osoby. Wystarczy.

Zobaczyłem rodziców bliźniaczek. Pokazałem, gdzie są ich dzieci, i patrzyłem, jak podchodzą do Oliwii i dziewczynek. Przywiązałem konie i dołączyłem akurat w momencie, gdy Oliwia miała się przedstawić. To była krępująca sytuacja, ale wybrnęła z niej zadziwiająco dobrze.

— Miło mi państwa poznać, mam na imię Oliwia.

— Prowadzi pani tutaj lekcje? — spytał ojciec dziewczynek, a ja stanąłem obok niej, łapiąc ją w talii, co nie umknęło uwadze mężczyzny mierzącego ją od stóp do głów. Nie spodobało mi się to.

— Witam — odparłem, trzymając ją mocno przy sobie, choć próbowała się odsunąć.

— Witam pana, właśnie byłem ciekawy, kim jest ta młoda dama, z którą tak rozmawiały moje dziewczynki — odparł, wpatrując się w nią natarczywie.

— Ona nie pamięta swojej przeszłości i nie wie, ile ma lat — odparła jak zwykle szczera do bólu Natasza. Wzrok wszystkich padł na Oliwię i jej zawstydzoną teraz twarz.

— Naprawdę? — spytała wyraźnie zszokowana matka dziewczynek.

— Tak, mamo, i nie wie, czy umie jeździć, ale mówiłyśmy jej, że ją nauczymy i że nie ma się czego bać, prawda, panie Mateuszu? — spytała Wiktoria, a ja czułem, jak dłonie Oliwii zaciskają się na mojej koszulce. Pora kończyć rozmowę. Podziękowałem za lekcję i mama dziewczynek chciała poprowadzić je już do samochodu, ale jeszcze obie przytuliły Oliwię na pożegnanie.

— Będzie pani na następnej jeździe? — spytała Natasza. Oliwia uniosła wzrok, jakby pytała o to mnie.

— Będzie z pewnością — odparłem szybko, a dziewczynki z wyraźnym zadowoleniem pobiegły do samochodu, przekrzykując się, jakie chcą lody i jakie są najsmaczniejsze.

— My będziemy uciekać. Miło było panią poznać — powiedziała matka dziewczynek, diametralnie zmieniając ton głosu, gdy spojrzała na męża, nadal wpatrującego się natarczywie w piersi Oliwii.

Pożegnałem się, nie spuszczając wzroku z tego typa. Bóg mi świadkiem, gdyby nie to, że przyjechał z dziećmi, a obok stała jego żona, zdjąłbym z jego twarzy ten uśmieszek. Skierował dłoń w stronę Oliwii, ale ona odsunęła się i ponownie ścisnęła moją koszulkę.

— Żona czeka — rzuciłem wściekły.

Poczekałem, aż odjadą, i objąłem ją, bo wiedziałem, co czuła. Wyraźnie się rozluźniła. Zachowanie tego obleśnego typa, i to na oczach żony i dzieci, zasmuciło ją i było dla niej trudne. Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem do domu.

— Dziewczynki cię polubiły — zagadałem, chcąc, by właśnie je zapamiętała z tego spotkania.

— Są cudowne, takie rozgadane i szczere…

— Coś o tym wiem — odparłem. — Pamiętam, jak któregoś dnia przyszedłem do nich po czyszczeniu stajni, by dać znać, że zaraz będę gotowy, a one obie zacisnęły swoje małe noski i chórem powiedziały: „Fuuuuj”.

— Wychowywanie takiej dwójki musi być nie lada wyzwaniem, ale i radością — powiedziała, będąc wyraźnie w innym świecie. Wyciągnąłem chłodnik z lodówki i nalałem do misek. Usiadłem obok i próbowałem wyrwać ją z rozmyślań. Gdy o nie spytałem, odpowiedziała znanym mi już stwierdzeniem, że o niczym ważnym, choć wiedziała, że w to nie uwierzę. Nie chciałem, by dystans między nami się powiększał.

Przez moment jakby się zastanawiała, czy mi powiedzieć.

— Nie odpuścisz, prawda?

— Nie, jeżeli mi na czymś zależy, nie odpuszczam. — Patrzyła na mnie chwilę, aż w końcu wróciła do jedzenia.

— Ale się nie śmiej — odezwała się po krótkim czasie.

— Słowo harcerza — odparłem, na co się zakrztusiła.

— Byłeś harcerzem? — Zrobiła wielkie oczy.

— A co, nie wyglądam? Czuję się urażony.

— Chodzi o to, że te zasady, dyscyplina i w ogóle opanowanie…

— Czyli że nie jestem opanowany? — dopytywałem.

— No, nie zawsze ci się udaje — odparła, unosząc brew, jakby w rozbawieniu.

— Odezwała się oaza spokoju. A tak w ogóle to nie zmieniaj tematu. O czym myślałaś?

— Zastanawiałam się, czy umiem jeździć samochodem i…

— Nawet o tym nie myśl — odparłem, a ona z uśmiechem wróciła do jedzenia. Aż strach pomyśleć, co chodziło jej po głowie.

Zaniosła talerze do kuchni, a ja poszedłem za nią, patrząc, jak kręci pupą w tych za krótkich spodenkach.

— No fakt, opanować się jest czasami niemożliwe — stwierdziłem, nie spuszczając z niej wzroku. Zaczerwieniła się, co było słodkie. Widziałem ją już prawie nagą, a ona nadal się wstydzi. Zbliżyłem się do niej, mając ochotę ją pocałować i zatopić ręce w jej spodenkach. Cofnęła się do ściany, co jeszcze bardziej mnie podnieciło. Oparłem dłonie na ścianie nad jej głową, blokując wyjście. Oddychała szybko.

— Masz lekcje za…

Nie dokończyła, bo uciszyły ją moje usta. Intensywnie oddała pocałunek, co doprowadzało mnie do szaleństwa. Całowała obłędnie. Chwyciłem ją w talii jedną ręką i przyciągnąłem mocniej do siebie. Wydała jęk, który brzmiał cholernie seksownie. Złapała mnie za włosy i przyciągnęła do siebie, pogłębiając pocałunek. Pragnęła tego. Wsunąłem rękę pod jej bluzkę, na co się spięła, ale poddawała się pieszczocie. Jej usta, szyja, to chciałem czuć. Moje dłonie krążyły po jej plecach, brzuchu. Przywierała do mnie swoim ciałem. Wsunęła dłonie pod moją koszulkę i przycisnęła mnie do siebie. Jej paznokcie wbijały się w moją skórę. Mógłbym wziąć ją tutaj, teraz, ale nagle mnie odepchnęła.

— Nie, Mateo, przestań, nie możemy… Znaczy ja nie mogę… Boże, co my robimy! — krzyknęła i wybiegła z domu.

Stałem chwilę, próbując zrozumieć, co się stało. Przecież chciała tego, wyraźnie to czułem.

*

Jak na złość właśnie pojawiła się matka.

— Jesteś tak wcześnie? — spytałem, by uniknąć kolejnych morałów, jak należy obchodzić się z kobietami. To akurat wiedziałem, ale ta była wyjątkowo skomplikowana.

— Tak, dzisiaj porozmawiam z Oliwią szybciej, bo umówiłam się z neurologiem w jej sprawie na siedemnastą. Chyba że to jakiś problem? — spytała, patrząc na mnie i na drzwi, przez które właśnie wybiegła Oliwia.

— Nie, zaraz ją przyprowadzę. Usiądź i rozgość się — powiedziałem, czując wściekłość, że w taki sposób mnie całuje, a zaraz potem odpycha. To denerwujące.

— No nie wiem. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam, ona od ciebie ucieka. Może powinnam się zastanowić, czy nie lepiej przeprowadzić terapię z tobą, synu.