W potrzasku wspomnieńTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Oliwia

Patrzyłam, jak odjeżdża, i wiedziałam, że postąpiłam okrutnie. Jego oczy wyrażały ból i rozczarowanie. Nie mogłam jednak dłużej tego słuchać. Nie mogłam pozwolić, by zbliżał się do mnie. Nie mogłam odwzajemnić tego, wiedząc, że właśnie teraz na komisariacie ważą się moje losy. Nie wierzę w przypadki, nie wierzę, że wizja krwi i ostatnie obrazy, gdy klęczałam nad czyimś ciałem z zakrwawionymi rękoma, nic nie znaczą. Te migawki były bardziej wyraźne niż wcześniej. Najpierw powtórzyło się powalenie mnie na podłogę, ale tym razem mogłam już mówić. Mogłam wydobyć z siebie słowa, mimo że nie zadziałały, nie powstrzymały osoby, która przygniotła mnie do podłogi. Po tym wszystko się urwało i zobaczyłam jedynie krew na dłoniach. Wiem, że to były moje ręce. Pamiętam już więcej i jestem pewna, że za kilka godzin dowiem się, kim jestem. Jak złą osobą byłam, że nikt mnie nie szuka. Ta myśl strasznie boli. Czułam dotkliwą samotność, a teraz, gdy odepchnęłam Mateo, dopadła mnie straszliwa pustka. Zostałam całkiem sama. Powiedziałam, żeby zostawił mnie w spokoju, ale tak naprawdę chciałam, by mnie przytulił, pocałował i zabrał do swojego domu. Tam czułam się dobrze. Nie lubiłam wychodzić z pokoju, bo nie wiedziałam, czego się po sobie samej spodziewać. To miejsce stało się moim azylem. Tam czułam spokój. Bywały chwile, gdy czułam się dobrze i mogłam dać drugiej osobie to, co we mnie dobre. Ale nagle pojawiały się te pieprzone obrazy i jakby ktoś przywoływał mnie wtedy do porządku, mówiąc, że nie mam prawa do spokoju, radości, do poczucia bezpieczeństwa. Miałam wrażenie, że wariuję. W jednej chwili byłam otwarta, skłonna mu zaufać i odkrywać siebie, a zaraz potem chciałam uciekać. Jak miałam go w to wciągać? Kiedy mnie pocałował, byłam przerażona i jednocześnie szczęśliwa. Czy to nie jest popaprane? Tak jak moje życie. Jeden wielki chaos. Znałam Mateo tak krótko, ale czułam do niego to, czego nie powinnam. Przecież nie można czuć takiego przyciągania do kogoś zupełnie obcego. Niestety tak właśnie było. Nie bałam się, że mnie skrzywdzi, czułam, że jego ramiona osłonią mnie przed wszystkim, ale prawda nie jest taka prosta. Nie ochronią mnie przed samą sobą. Przed moimi wspomnieniami. Jeżeli byłam kimś złym, nie chciałam, byśmy zbliżyli się do siebie. Nie chciałam go zranić. Oboje jesteśmy dorośli i nie potrzeba mu takiego doświadczenia.

Szłam dalej, uświadamiając sobie po chwili, że nie znam okolicy. Było jednak bardzo pięknie, wręcz bajecznie — cicho, zielono i kwieciście. Śpiew ptaków i brzęczenie owadów docierały do mnie z każdej strony. Zmęczona plątaniną myśli położyłam się w trawie i upajałam tą chwilą. Nie chciałam myśleć, nie teraz. Tak bardzo pragnęłam zatopić się w tych dźwiękach i otaczającym mnie zapachu kwiatów. Myśli wracały jednak ciągle do Mateo. Nie mogłam zapomnieć wyrazu jego oczu i zranionego spojrzenia. Robił wszystko, bym czuła się tu jak najlepiej, i tak było, ale wytłumaczenie mu tego, co czuję, było trudne. Jakby nie dopuszczał do siebie myśli, że za chwilę zobaczy we mnie kogoś innego. Kogoś, kto może mu się nie spodobać. Nawet jeżeli nikogo nie skrzywdziłam, mogę być kimś, kogo nie chciałby wpuścić do domu. A przecież nie wymażę swojej przeszłości. Ona zawsze będzie częścią mnie i nawet jeśli zacznę wszystko od nowa, przeszłość mnie w końcu odnajdzie i będzie domagała się uwagi. Nie da o sobie zapomnieć. To wiedziałam na pewno.

Musiałam w końcu przysnąć. Gdy otworzyłam oczy, zmierzchało. Nie miałam przy sobie nawet zegarka. Poczułam dreszcze, nie wiem, czy bardziej ze strachu, czy z zimna. Ruszyłam w kierunku, z którego, jak mi się zdawało, przyjechaliśmy. Nie mogłam być daleko od domu. Po chwili przemknęło mi przez myśl, że lepiej było jednak pozostać w miejscu, w którym się rozstaliśmy. Nie wiedziałam, czy mam orientację w terenie, i nie chciałabym się tego dowiadywać w taki sposób. To nie jest śmieszne. Uniosłam głowę, jakbym mówiła do Boga. Może to w tej chwili mało istotne, ale zastanowiło mnie, czy wierzę w Boga, czy wierzyłam? Skoro do niego mówiłam, to chyba jednak tak. Jedna odhaczona pozycja na liście niewiadomych. O dziwo, sprawiło mi to ulgę. Moment zadumy nie trwał jednak wiecznie. Nagle zahaczyłam o korzeń i próbując złapać równowagę, chwyciłam i złamałam gałąź. Poczułam ból. Przycisnęłam miejsce, w którym czułam tępe pulsowanie. Obróciłam się na plecy i spojrzałam na zranioną rękę w świetle księżyca. Czy straciłam przytomność, czy czas tak szybko leci? Przed chwilą było jaśniej. Ogarniała mnie panika. Ręka mocno krwawiła.

Głowa bolała mnie coraz mocniej, obrazy migały pod powiekami, a ja starałam się skupić na rzeczywistości. Nie mogę poddać się wizjom, nie teraz! Mówiłam do siebie przez zaciś­nięte zęby, starając za wszelką cenę odepchnąć od siebie te obrazy. Nie byłam gotowa, nie teraz. Czułam jednak narastające pulsowanie w głowie. W jednej chwili patrzyłam na siebie, jakbym odbijała się w lustrze, a w następnej leżałam już na zimnej podłodze. Przenikał mnie chłód. Widziałam swoją przerażoną twarz i dłonie, i nagle zobaczyłam ją. Kobieta leżała przede mną, a ja klęczałam przy jej zakrwawionym ciele. Nie mogłam oddychać. Czułam gulę w gardle. Pojawił się ból, jakby ktoś rozrywał mi klatkę piersiową i serce, kawałek po kawałku. Piekło mnie w przełyku. Nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku. Zabiłam ją, zabiłam kogoś — powtarzałam, gdy obrazy zniknęły. To była prawda, ta, której się obawiałam. Zwymiotowałam. Bolał mnie każdy mięsień ciała oraz serce, którego zapewne nie powinnam czuć, bo osoba, która odbiera komuś życie, jest bez serca. Konwulsje nasiliły się, widok zakrwawionego ciała pozostał przed oczami. Niemożliwe, to niemożliwe. Musiałam stąd odejść. Musiałam uciekać. Nie mogę spojrzeć nikomu w oczy, nie potrafię. Skurcze brzucha nasiliły się. Ból przyćmił nawet uczucie strachu, samotności i pustki. Już wiedziałam, dlaczego byłam samotna i dlaczego nikt mnie nie szukał. Byłam morderczynią. Niemożliwe, Boże, dlaczego? To niemożliwe — wydusiłam, wstając i ruszając w przeciwnym kierunku, niż pierwotnie zamierzałam. Ogarnęło mnie uczucie rozgoryczenia. Jak wielkie będzie rozczarowanie Mateo, gdy dowie się prawdy. A może już ją zna? Może dzięki odciskom palców policja już to wie i mnie szukają? Na pewno tak było. Teraz dziękowałam Bogu, że tak się to potoczyło. Tak musiało być. Nie zniosłabym rozczarowania w oczach Mateo, gdyby dowiedział się prawdy.

Przepraszam cię, przepraszam wszystkich za zło, którego byłam przyczyną — szeptałam, zaciskając dłonie. Ogarnęła mnie złość na to, co pchnęło mnie do tego czynu. Złość na to, że nie umiałam się pohamować, że byłam taka słaba. Rozumiałam już, dlaczego w taki sposób chciałam odebrać sobie życie. Chciałam mieć pewność, że umrę. Zwymiotowałam ponownie. Czułam, że mój żołądek jest już pusty. Głowa pulsowała mocno, bolał mnie każdy skrawek ciała i niczego już nie widziałam. Wiedziałam jednak, że muszę uciekać i dokończyć dzieła. Dlaczego tam się pojawiłeś, Mateo, dlaczego wpuściłeś mnie do domu, dlaczego poczułam do ciebie to, co odbiera mi teraz siłę na myśl, że już cię nie zobaczę…

Znowu się potknęłam. Ból osłabł, bo wobec rozpaczy wszystko schodzi na drugi plan. Zabiłam kogoś i tylko to miało znaczenie.

Nie mogłam wstać. Zupełnie opadłam z sił i nie wiedziałam, co dalej. Chciałam iść, ale dokąd? Mogłabym tutaj umrzeć, a i tak nikt by tego nie zauważył. Czy tak nie byłoby lepiej? Czy można tak łatwo się wykrwawić? Czy wystarczy, że zamknę oczy i zasnę? Czy to było mi pisane? Obrazy przytłaczały mnie coraz bardziej, były intensywne. Ogarnął mnie przenikliwy chłód. Z zimna szczękałam zębami. Dlaczego nie mogłam sobie przypomnieć, co doprowadziło do tragedii? Jakiś skrawek mnie chciał wierzyć, że to nie ja, ale obrazy były jasne. Aż za bardzo.

— Oliwia! — Usłyszałam nagle czyjś głos. Po chwili dotarło do mnie, co się dzieje. Już mnie znaleźli, to policja. Boże, policja tutaj jest. Muszę być cicho, muszę, bo inaczej mnie znajdą. Nie teraz. Nie jestem gotowa iść do więzienia. Muszę leżeć. Muszę być cicho.

— Oliwio, odezwij się, to ja, Mateo, Oliwiaaaa! — Przeszedł mnie dreszcz na dźwięk tego głosu.

Znów poczułam gorycz w ustach i ból w piersi. Nie mogę mu spojrzeć w oczy. Boże, wiem, że mnie nienawidzisz, ale pomóż, by mnie nie znalazł. Obiecuję, że nikogo więcej nie skrzywdzę, byle tylko nie odkrył, gdzie jestem.

Nawoływania były coraz głośniejsze, a ja coraz mocniej drżałam. Zacisnęłam powieki w nadziei, że mnie nie odnajdzie. Nagle poczułam oddech, bardzo szybki, intensywny i dziwną miękkość. Szczekanie. Boże, to był pies, niemożliwe! Powtarzałam w duchu. Niemożliwe!

— Oliwio, przepraszam! Chryste, co ci się stało? — mówił Mateo, a ja już wiedziałam, że Bóg mnie tym ukarał. Miałam spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że jestem morderczynią. Znalazł mnie i usłyszy coś tak strasznego. Nie czułam już bólu, tylko dotyk jego dłoni na mojej twarzy i pocałunek. Odetchnęłam z trudem. — Jezu, oddychasz. Oddychaj, kochanie, oddychaj. Monika, daj ten koc i apteczkę. Daj folię, szybko! — Kochanie? Czy on powiedział to do mnie? Nie powinien tego mówić, to było jak cios w serce. Pojawiło się więcej głosów. Błoga cisza, która otaczała mnie jeszcze przed chwilą, zamieniła się w gwar. Nie mogłam tego słuchać, głowa mi pękała. Z minuty na minutę czułam nowy przypływ bólu. Doskwierała mi zraniona ręka, nogi i pękająca głowa, ale najsilniejszy ból odczuwałam w klatce piersiowej.

— Kochanie, już jestem, wszystko będzie dobrze. — Chwytałam się każdego jego słowa. Może zapamiętam je, gdy mnie zatrzymają.

— Oliwio, spójrz na mnie i odezwij się! To ja, Monika, otwórz oczy, proszę — mówiła kolejna bliska mi osoba. Choć powtarzałam sobie, że nie mogę płakać, bo nie mam prawa czuć czegokolwiek, na mojej twarzy pojawiły się łzy.

— Wiem, że cię boli, zaraz się tobą zajmiemy, będzie dobrze. — Słuchając jego głosu, myślałam tylko, że nie zasłużyłam na to, na jego troskę. Musiałam stąd odejść, jak najdalej od miejsca, gdzie okazano mi tyle uczuć, na które nie zasługuję. Odebrałam komuś życie, a teraz oni starają się mnie ratować. Tak nie można. Muszę cierpieć za to, co zrobiłam.

 

Otworzyłam oczy. Jego wzrok wyrażał złość i coś jeszcze, czego nie rozumiałam. Ale to było nieważne. Nie mogą mi pomagać.

— Powiedz, co cię boli — spytał, kładąc dłoń na moim policzku. Wtuliłam się w nią mimo silnego pragnienia ucieczki. Nie mogłam się ruszyć, a on ponownie mnie pocałował. Nie! Nie! Oliwia, uciekaj, nie możesz mu tego robić! Krzyczało we mnie wszystko, ale usta trwały w pocałunku.

— Ręka nie wygląda dobrze. Owinęłam ją i zabezpieczyłam, ale będę musiała przyjrzeć się jej w domu.

— A jak reszta? Oliwio, co cię boli, powiedz… — Dotykał mojego ciała, szukając złamań. Uniosłam dłoń i położyłam na klatce piersiowej. Tam mnie bolało.

— Klatka piersiowa? Oliwio, przewróciłaś się i uderzyłaś? — pytał. Powinnam odpowiedzieć, że kryje się tam coś, co zostało trwale uszkodzone, choć tak okrutne osoby przecież są bez serca.

— Dlaczego ona nic nie mówi?

— Zapewne jest w szoku, Mateo, jest w szoku. Nie ma złamań, podnieś ją i jedziemy do szpitala — powiedziała Monika, a ja momentalnie złapałam jej dłoń. Nie chciałam tam jechać, nie chciałam tego oskarżycielskiego wzroku. Nie chciałam też do domu. Niech mnie zostawią, nie chcę, by ktokolwiek się mną zajmował. Muszę powiedzieć im, kim jestem.

— Nie! — wydałam z siebie krzyk zamiast zdania, które ułożyło się w głowie. Chciałam powiedzieć dużo więcej.

— Oliwio, nie chcesz do szpitala? — spytała Monika. Gdy się nie odezwałam, dodała: — Dobrze, nie pojedziemy.

Nie pojedziemy i stąd też nie chcę się ruszać. Chciałam im powiedzieć, ale to zdanie również nie wyszło z moich ust. Ani żadne inne. Chciałam się wyrwać z jego ramion, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Poczułam ciepło jego ciała. Czy mogłabym poczuć to jeszcze choć przez chwilę? Boże, wiem, że czeka mnie kara, ale czy mogłabym w tym stanie pozostać jeszcze parę minut? Pytałam w myślach, czując jego ramiona.

— Ja poprowadzę — powiedział Mikołaj, a mój brzuch ścisnął się na dźwięk głosu kolejnej znanej mi osoby. Poczułam mdłości i złapałam się za brzuch. Ból przeszył moje ciało.

Nagle zauważyłam, że jest cieplej, dużo cieplej. Moje napięte mięśnie zareagowały na to rozluźnieniem. Dłoń Mateo głaskała mnie po policzku i choć nie miałam prawa tego robić, wtuliłam się w nią. Musiałam na niego spojrzeć, zapamiętać jego twarz. To egoizm, ale musiałam, to było silniejsze ode mnie. Patrzył na mnie i zaciskał mięśnie szczęki. Wie, musi wiedzieć! Zraniłam go i, Boże, strasznie tego żałuję. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to. Naprawdę. Zamknęłam oczy, żeby nie patrzeć dłużej w jego twarz. Nie mogłam się dziwić. Ja czułabym się oszukana, więc on czuje to samo. A to musi boleć.

Nagle jego ciało poruszyło się, a ja czułam ból wszędzie.

— Przepraszam, ale już jesteśmy w domu. Zaraz będziesz w łóżku, zajmę się tobą — powiedział jakby przez zaciśnięte zęby. Nie wiem, co gorsze, smutek w jego oczach czy złość w głosie. Nie chciałam tego i walczyłam, by go odepchnąć, ale był jak narkotyk. Upajałam się jego bliskością. — Położę cię, a Monika cię obejrzy. Będę obok. — Usłyszałam jego głos, a następnie poczułam miękki materac. Nie mogłam prosić o nic więcej. Nie miałam do tego prawa.

Znowu miałam dreszcze, a ciało przeszył silny ból. Nie chciałam żadnych badań.

— Oliwio, muszę cię zbadać. Inaczej pojedziemy do szpitala. Nie mogę zostawić cię w takim stanie bez badania — wyjaśniła Monika, a ja wiedziałam, że ma rację. Wolę spędzić ostatnią noc w tym domu niż w szpitalu. Nie protestowałam, gdy zaczęła mnie obracać, szukając ran. Nie chciałam na nią patrzeć. Rozkleiłabym się od razu. Lubiłam ją bardzo. Co chwila czułam dłonie na ciele, co powodowało nieprzyjemny ucisk w żołądku i moje kulenie się, nad czym nie mogłam zapanować. Chciałam, by tutaj był Mateo, Mateo! Mateo! Mateo! — powtarzałam w duchu.

Mateo

Stałem przed jej pokojem, wściekły jak nigdy w życiu. Nie sądziłem, że kiedykolwiek złość zapanuje nade mną w takim stopniu jak dzisiaj. Zostawiłem ją jak szczeniak, obrażony na słowa przerażonej kobiety, zagubionej we własnych wspomnieniach. Kobiety, która była zmęczona myślami, wspomnieniami i zastanawianiem się, kim jest i jaka jest. Mówiła mi o tym, a i tak dałem się jej odepchnąć. Jak to możliwe? Nie wiem, o czym myślałem. Czy byłem na tyle głupi, że sądziłem, iż ona wróci do domu tak jak wtedy, gdy uciekła do swego pokoju?

— Co ty, kurwa, sobie myślałeś, kretynie?! — krzyczał na mnie Mikołaj, uderzając o ścianę, a ja czułem się kompletnie bezsilny. Nie wiem — tak miałem odpowiedzieć. Nie rozumiem, jak mogłem ją zostawić samą na tym pustkowiu. Pamiętam swoją wściekłość i strach, że mnie odepchnęła, i musiałem się wyładować. Pamiętam, jak wpadłem do domu i poszedłem do pokoju z workiem treningowym. Uderzałem w niego bez opamiętania, a potem zmęczony i obolały padłem na kanapę w salonie, analizując to, co się stało. Nie sądziłem, że minęło tyle czasu. Teraz jednak doszedłem do wniosku, że przynajmniej trzy godziny.

Opadłem na podłogę, chowając głowę w ramionach, zupełnie tak jak ona, gdy czuła się bezradna.

— Zwariowałeś! Myślałem, że to, co jest między wami, jest poważne, a ty zachowałeś się jak gówniarz! — dowalił mi przyjaciel, ale nie dziwiłem się.

— Odpieprz się ode mnie! Myślisz, że tego nie wiem?! — krzyknąłem.

— Kurwa, ona mogła tam umrzeć, pomyślałeś o tym? Widziałeś jej ciało? Mogła pójść gdziekolwiek, trafić na kogokolwiek. Straciła pamięć, jak mogłeś zostawić ją samą? Odsunąłem się, licząc, że się nią zajmiesz, a ty robisz coś takiego! — kontynuował wyraźnie wściekły na siebie za podjęcie tej decyzji.

— Daj mi już spokój! — Wstałem i poszedłem do kuchni, by nalać sobie whisky. Mikołaj niespodziewanie pojawił się za mną i poprosił, bym jemu też nalał. Usiedliśmy przy stole, patrząc w jednym kierunku, na pokój Oliwii. Wiedziałem, że nie mam prawa być teraz przy niej. Nie chciała ze mną rozmawiać ani na mnie patrzeć, choć były momenty, gdy czułem, że chce być blisko. Była chwila, że wtuliła się we mnie, za co byłem wdzięczny. Nie wiem, jak ją za to przeprosić, jak spojrzeć jej w oczy za to, co zrobiłem. Nie jestem taki, nigdy nie byłem. Nie zraniłbym żadnej kobiety, więc czemu akurat jej to zrobiłem?

— Zaufała mi, mówiła, że czuje się przy mnie bezpiecznie — powiedziałem do Mikołaja.

— A ty to spieprzyłeś, stary. — Wstał i zostawił mnie z tym samego.

Siedziałem przy stole, czekając na jakikolwiek znak od siostry, że mogę już tam wejść. W końcu drzwi się otworzyły.

— Co się dzieje? — spytałem.

— Ona cię woła, jest jakby w amoku, majaczy. Zbadałam ją i oprócz otarć i rany na ręku, którą opatrzyłam, nie ma nic więcej. Jest jednak coś, o czym musisz wiedzieć — powiedziała, a ja znieruchomiałem. Po chwili dodała: — Ona ma wielką bliznę na plecach.

— Jaką bliznę, od czego? — spytałem.

— Nie wiem, od czegoś ostrego — powiedziała, a ja musiałem przytrzymać się ściany.

Skąd ma tę bliznę? Kto jej to zrobił? Czy ona o niej wie? Przesunąłem siostrę, by wejść, ale zatrzymała mnie.

— Muszę tam wejść — wyjaśniłem stanowczo, bo pragnąłem ją przytulić. Poczułem, że jestem jeszcze większym draniem niż przed chwilą. Oliwia leżała skulona na łóżku i dygotała. Położyłem się ostrożnie obok i przysunąłem się do niej, obejmując swoimi ramionami.

— Jestem, Oliwio, jesteś bezpieczna. Już zawsze będziesz, obiecuję. — Chciałem, żeby mi uwierzyła i dała szansę. Zrobię wszystko, by jej wspomnienia i życie nie krzywdziły jej już więcej, a przynajmniej zrobię wszystko, by zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa.

Po chwili jej ciało się rozluźniło. Leżała w moich ramionach spokojnie i miarowo oddychała. Spała. Ja jednak nie mogłem zmrużyć oka. Przypomniałem sobie, jak Mikołaj wpadł i spytał, czy Oliwia śpi, budząc mnie przy tym. Poczułem, jakby ktoś wbił mi nóż w klatkę piersiową. Ciemno na zewnątrz, a ona poza domem, i to z mojego powodu. Tego nie da się opisać. Myślałem, że Mikołaj zabije mnie na miejscu. Gdyby nie to, że musieliśmy jej szukać, i to jak najszybciej, pewnie by to zrobił. Był wściekły. Kiedy nie udało się jej znaleźć tam, gdzie ją zostawiłem, pojawił się Xawier z psem. Szukaliśmy jej, a im dłużej to trwało, tym więcej czarnych scenariuszy miałem przed oczami. Przecież zostawiłem ją samą w pobliżu lasu, a miałem się nią opiekować. Mikołaj zadzwonił po Monikę, za co byłem mu wdzięczny, bo w tym amoku szukania nie mogłem o niczym innym myśleć, byleby tylko ją znaleźć i przeprosić za wszystko.

Kiedy ją znaleźliśmy, doznałem wstrząsu. Jej kruche ciało leżało na ziemi w stercie gałęzi. Wydawała się nierealna. Zacis­kała powieki dokładnie tak jak w momencie, gdy przestraszyła się ataku konia. Wtedy tylko się bała, ale teraz była przerażona. Nic nie mówiła, nie odpowiadała na moje pytania. Nie zapomnę tego widoku nigdy.

Teraz leżała obok mnie. Przytuliłem ją mocniej do siebie. Chciałem dać jej całe ciepło, jakie miałem. Nie mogła czuć chłodu, już nigdy. Na stopach miała grube skarpety. Leżałem przy niej kilka godzin, bałem się ruszyć. Spała, to było najważniejsze. Mógłbym tak leżeć, byleby tylko doszła do siebie i powiedziała, że mi wybacza. Wiedziałem jednak, że może tego nie zrobić. Znałem ją krótko, ale te chwile spędzone przy niej, jej zapach, smak ust, jej droczenie się, a także jej ból i strach oraz to, jak wtulała się w moje ramiona, dawały mi spełnienie. Przy niej czułem, że jestem we właściwym miejscu.

— Zrobię wszystko, byś mi wybaczyła — wyszeptałem i przysunąłem się jeszcze bliżej. Bałem się jednak momentu przebudzenia, gdy przypomni sobie, co się zdarzyło. Będę musiał się z tym zmierzyć.

Rankiem zaczęła się wiercić. Monika zajrzała do sypialni i prosiła, bym przyszedł. Nalegała. Odsunąłem się ostrożnie od Oliwii i wyszedłem, zostawiając lekko uchylone drzwi. Nie chciałem, by była sama, jak się obudzi.

— Co się dzieje? — spytałem zniecierpliwiony.

— Jak noc?

— Okej, dwa razy się obudziła, ale nie była tego świadoma — streściłem zły, że oderwała mnie, by zapytać o coś takiego.

— Jest tutaj policja, muszą porozmawiać z Oliwią. Wiedzą, że byłeś z nią ostatnio przy zdejmowaniu odcisków palców, i chcą zamienić kilka słów.

— Wiedzą, kim jest? — Uniosła ramiona na znak, że nie wie.

Weszła do niej, a ja zaniepokojony skierowałem się do salonu, gdzie czekało na mnie dwóch sporej postury policjantów.

— Witam, jestem Mateusz Jabłoński. W czym mogę panom pomóc?

Policjanci przedstawili się, mówiąc od razu, że nie mają nic nowego. Odciski palców nic nie wskazały. Nie była notowana. Przesłali jej zdjęcie do fundacji zajmujących się osobami zaginionymi. Nie wiem dlaczego, ale mi ulżyło, i to nie tylko dlatego, że nie była notowana. Nie wiem, czy byłem gotowy usłyszeć, że wiedzą, kim jest, ale wiedziałem, że powinna to wiedzieć, byśmy zrozumieli, z jakimi demonami walczymy i od czego chciała uciec, chcąc popełnić samobójstwo.

Odprowadziłem policjantów i wróciłem do pokoju. Widok Oliwii na nogach bardzo mnie zdziwił. Podszedłem do niej i chwyciłem za ramiona, pytając, co robi, a ona wyrwała się, upadając przy tym na łóżko.

Stałem oniemiały. Nie robiła tego wcześniej. Patrzyłem to na nią, to na siostrę.

— Zostaw mnie, sama wyjdę — powiedziała i wstała, ale stanąłem przed nią.

— Powiedziałam jej, że rozmawiasz z policjantami i że zaraz do niej przyjdziesz, a ona wyskoczyła z łóżka jak oparzona — zrelacjonowała zdenerwowana Monika.

Patrzyłem na Oliwię, dalej tarasując przejście. Jeśli nie będzie innego sposobu, zatrzymam ją siłą. Nigdzie nie wyjdzie, obojętnie, co ma w głowie.

— Tak będzie lepiej. Błagam, nie utrudniajcie tego jeszcze bardziej, proszę — dodała, a jej ramiona opadły. Poddawała się, lecz nie wiedziałem dlaczego. Podszedłem bliżej, ale się odsunęła. Zabolało. Wiedziałem, że zasłużyłem, ale, cholera, czym innym jest wyobrażać sobie daną chwilę, a czym innym faktycznie ją przeżywać.

Przystanąłem i starałem się uspokoić oddech. Byłem zdenerwowany.

— Oliwio, zanim zdecydujesz się stąd wyjść, chciałem ci powiedzieć, że przyszła policja, by powiedzieć, że nic nie mają i że będą szukali dalej, starając się ci pomóc. Nie jesteś notowana, bo nic złego nie zrobiłaś, rozumiesz? — Po tych słowach nagle przestała się pakować. Znieruchomiała, analizując moje słowa. Nie sądziłem, że tak się tego boi. Że właśnie to ją przeraża. Zdecydowanie jej ulżyło. Dodałem więc powoli i już spokojniej: — Nikt cię stąd nie zabierze, póki sama nie będziesz tego chciała. Połóż się jeszcze, odpocznij. Będę w pobliżu, gdybyś chciała porozmawiać. — Nawet na mnie nie spojrzała. Najwyraźniej miała do mnie żal. Gdy wychodziłem, położyła się, a Monika okryła ją kocem. Bardzo chciałem zostać przy niej i pomóc jej uporać się z tym wszystkim. Poszedłem jednak do kuchni, gdzie czekał Mikołaj. Zrobiłem kawę i rozmawialiśmy o tym, co się stało, tym razem dość spokojnie. W końcu wyszedł, zostawiając mnie sam na sam z moimi myślami.

 

Mijały godziny. Nie mogłem siedzieć bezczynnie. Wszedłem do pokoju, by się upewnić, że jest okej, że niczego nie potrzebuje. Siostra siedziała na fotelu, a Oliwia wierciła się niespokojnie. Monika co chwila wstawała, by poprawić jej opatrunek na ręce.

— Nie może zasnąć, męczy się już dłuższy czas — powiedziała zmartwiona.

— Zostanę z nią, wracaj do domu. Dziękuję za wszystko. — Usiadłem na fotelu i obserwowałem Oliwię. Nie mogła przestać się wiercić. Rzucała głową na boki, zaciskając przy tym powieki. Sen zdecydowanie ją męczył. Nie podobało mi się to. Gdy zdecydowałem się to przerwać, z jej gardła wydobył się krzyk.

— Nie zamykaj mnie! Tu jest ciemno, nie zamykaj, proszę! — Kurczowo zaciskała dłonie na kołdrze. Chwyciłem ją w ramiona i trzymałem mocno. Wyrywała się z całych sił. Nie miała jeszcze tak intensywnych snów. W końcu udało mi się ją uspokoić i zasnęła ponownie, ale na krótko. Powrócił ten sam sen, ta sama walka. Znowu krzyczała, że jest ciemno i chce wyjść.

— Oliwio, obudź się. Spójrz na mnie. To sen, to tylko sen — powtarzałem spanikowany. Otworzyła oczy, próbując zrozumieć, gdzie jest. Dopiero po dłuższej chwili objęła mnie i powiedziała półszeptem:

— Brzydzę się tego, brzydzę się siebie. Moich rąk, które coś zrobiły, a nie wiem, co dokładnie. Nie mogę uwierzyć, że mogłam zrobić komuś krzywdę. — Płakała, więc odsunąłem ją delikatnie od siebie, by na mnie popatrzyła.

— Opowiedz mi o tym, co widziałaś we śnie. Postaram się pomóc. — Bałem się ruszyć. Obserwowała mnie niepewnie, znowu walcząc z myślami. Była zrezygnowana. Wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać o kilku obrazach. Widziała siebie klęczącą nad jakąś dziewczyną, a jej ręce były całe we krwi. Widziała też, jak zamykają się drzwi, a ona zostaje sama w ciemnym pomieszczeniu. Czuła, że ktoś na niej leżał i nie chciał puścić, starała się uwolnić, ale nie mogła. Na te słowa moje pięści zacisnęły się i przez myśl przeszły różne scenariusze tych wydarzeń.

— To może coś znaczyć, ale nie musi, a już na pewno nie to, co myślisz. Nie możesz na tej podstawie twierdzić, że zrobiłaś coś złego. Każda z tych sytuacji mogła skończyć się na różne sposoby, nie mówiąc już o tym, że umysł czasami płata nam figle i gdy człowiek jest zmęczony, pojawiają się koszmary niemające nic wspólnego z realnym życiem — tłumaczyłem, ale nie była przekonana do moich słów.

— Jak to nie? Musi znaczyć wiele. Nikt mnie nie szuka, nikt za mną nie tęskni. Muszę być bardzo złą osobą, skoro tak jest. Te obrazy tylko to potwierdzają. Brzydzę się tego, ale nie pamiętam, co zrobiłam. Nie pamiętam, nie pamiętam! — Zaczęła ściskać dłońmi swoją głowę, jakby siłą chciała wydobyć z niej wspomnienia.

— Oliwio, spójrz na mnie! — krzyknąłem, nie mogąc patrzeć, jak się męczy. Znów spojrzała na mnie przytomnie. — A teraz mnie posłuchaj, okej? Pomogę ci poradzić sobie z tymi obrazami. Potrzebujemy czasu, a wspomnienia w końcu staną się bardziej wyraźne.

— Nie brzydzisz się mnie? — spytała z niedowierzaniem. Jak ona może dopuszczać do siebie taką myśl. To absurdalne.

— Nie, Oliwio. Nie oceniam cię i nigdy nie będę. Masz za mało puzzli, by ułożyć z nich obraz. Pomogę ci, ale musisz mi zaufać — patrzyłem, a jej mina się zmieniła. Posmutniała.

— Gdy zobaczyłam wczoraj tę kobietę, chciałam uciec od ciebie, od was — powiedziała nagle, nie patrząc już na mnie. Chwyciłem ją mocniej, jakby te słowa miały mi ją odebrać.

— Dlaczego? Przeze mnie?

— Nie, nic nie zrobiłeś… To wszystko jest… Nie mogę, Mateo — odpowiedziała i wyswobodziła się z moich ramion.

Wstała i zachwiała się lekko, ale gdy chciałem ją przytrzymać, odsunęła się. Nie chcę jej stracić. Jej zaufania. Nie mogę.