Kamienie na szaniecTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kamienie na szaniec
Kamienie na szaniec
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 49,90  39,92 
Kamienie na szaniec
Audio
Kamienie na szaniec
Audiobook
Czyta Jerzy Zelnik
23 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Aleksander Kamiński

Kamienie na szaniec


Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA

Kamienie na szaniec

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Zajrzyj na strony:

***

Katechizm Szarych Szeregów

BARBARA WACHOWICZ „Pięknie umierać i pięknie żyć”

***

Wstęp

SŁONECZNE DNI

W BURZY I WE MGLE

W SŁUŻBIE MAŁEGO SABOTAŻU

DYWERSJA

POD ARSENAŁEM

CELESTYNÓW

WIELKA GRA

Uwagi

Bibliografia

Karta redakcyjna

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia


JAN BYTNAR (6 maja 1921 – 30 marca 1943) – RUDY. Harcmistrz, harcerz Rzeczypospolitej, podporucznik Armii Krajowej. Dowódca Hufca „Sad” – Południe Grup Szturmowych Szarych Szeregów, aresztowany 23 marca 1943 roku, katowany w alei Szucha, odbity 26 marca w sławnej akcji pod Arsenałem.

Odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Virtuti Militari.


MACIEJ ALEKSY DAWIDOWSKI (3 listopada 1920 – 30 marca 1943) – ALEK. Harcerz Orli, podharcmistrz. Sierżant podchorąży Armii Krajowej. Bohater warszawskiej „wojny pomników”, honorowy pseudonim „Kopernicki”. Dowódca sekcji „Granaty” w akcji pod Arsenałem, śmiertelnie ranny, umiera jednego dnia z Rudym. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.


TADEUSZ ZAWADZKI (24 stycznia 1921 – 20 sierpnia 1943) – ZOŚKA. Harcerz Orli, harcmistrz, podporucznik Armii Krajowej, dowódca Grup Szturmowych Chorągwi Warszawskiej, mózg i serce akcji pod Arsenałem, autor pamiętnika, który stanie się podstawowym źródłem Kamieni na szaniec. Poległ w ataku na niemiecką strażnicę graniczną. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i dwukrotnie Krzyżem Walecznych.

Katechizm Szarych Szeregów

Jestem żołnierzem Polski walczącej z barbarzyńskim najeźdźcą.

Życiem moim: Polska cierpiąca i walcząca. Wiarą moją: Polska zwycięska i tryumfująca.

Żołnierska moja służba spełnia się przez bezwzględny opór wobec poczynań wroga.

Przy spełnianiu służby okazywać będę męską twardość i niezłomną wierność Sprawie.

Całym życiem okazuję najeźdźcy swą wrogość. Rodakom niosę braterską pomoc, przyjaźń i serce.

Młodość swą uratuję wbrew zakusom wroga, chcącego ją wyjałowić i zmarnować.

W tym celu ducha swego kształtować będę na narzędzie Wielkiej i Dobrej Sprawy Ojczystej, będę prawy, dobry i silny.

Umysł swój będę kształcił i ćwiczył, by myśl polska bogaciła się i rozwijała, bym w przyszłości zawodową swą pracą jak najlepiej służył dobru Ojczyzny.

Walczyć będę nieugięcie o swą dzielność fizyczną, by Naród mój uratował się od cherlactwa, a godzina Przełomu zastała mnie silnym i mężnym.

Bogiem zbrojny prawom powyższym zaprzysięgam wierność i ich apostolstwo wśród wszystkich młodych Polaków.

Komentarz do Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego Szarych Szeregów:

Mam stać na straży honoru Polski. Obca mi jest wszelka podłość i krętactwo. Nie ugnę się wobec przemocy. Nie sprowadzi mnie z drogi ani groźba, ani żądza sławy, ani zysk...

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

BARBARA WACHOWICZ

„Pięknie umierać i pięknie żyć”

Trzeba nam teraz umierać,

by Polska umiała znów żyć...

(z wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego poległego w Powstaniu Warszawskim żołnierza batalionu „Zośka” kompanii „Rudy” plutonu „Alek”)


Zośka, Rudy, Alek, Andrzej Morro – to postacie, które przez całe moje życie będą wskazywać mi drogę; Ich krótkie, lecz jakże piękne życiorysy – to dla mnie wzór postępowania, a wypracowane przez Nich wartości, począwszy od codziennej pracowitości, sumienności i pogodnego uśmiechu, do braterstwa, bohaterstwa czy przede wszystkim gorącego umiłowania Ojczyzny, stały się moimi ideałami. To dzięki Nim poczułam się dumna, że jestem Polką, Ich rodaczką, że Matką nam – ta sama ziemia, Polska.

Pisząc o Nich, chciałabym unikać wzniosłych słów (choć nie umiem), bo przecież przy swojej wielkości byli Oni tacy skromni i tacy zwyczajni. I ci zwykli młodzi ludzie potrafili trwale wyryć swe imiona na kartach historii pokoleń – w pamięci Ich rówieśników, moich rówieśników i wierzę, że i tych, którzy nadejdą...

Agnieszka Bryś, studentka polonistyki, Poznań, 1982[1]


Mam 18 lat i mieszkam w bardzo niewielkim miasteczku u podnóża Gór Świętokrzyskich. Uwielbiam historię, a dziś tylu młodych gubi drogę, język narodowy, tożsamość...

Kiedy czytamy Kamienie na szaniec i „Zośkę” i „Parasol” w gronie przyjaciół myślących tak jak ja – w naszych sercach ożywa przeszłość, ale nie rozpaczamy, że nie dane nam było stać w szeregu walczących o Polskę... My dziś ją tworzymy – by była WIELKA, MĄDRA, DOBRA i SPRAWIEDLIWA – taka, o jaką Oni walczyli. Każdy ma swoją służbę.

Barbara Majewska, Ostrowiec Świętokrzyski, 1992


Podziwiamy tych, którzy podczas okupacji „reprezentowali Polskę” i walczyli o „jej ideał godny szacunku”, jak by powiedział Aleksander Kamiński. Są dla nas wzorem, legendą, mitem. Ale i my, młodzi, dziś staramy się być małymi bohaterami w zwyczajnym, szarym życiu. Chcemy być ludźmi honoru, by Polska mogła na nas liczyć!

Joanna Szafraniec, Liceum im. Baczyńskiego, Kraków, 1994

„Jasny promień w morzu okrucieństwa”

„...moja młodość przebiegała w latach strząsania przez Polskę 120-letniej niewoli. I poszukiwania przez Polskę nowej, odrodzonej osobowości narodowej. Chłonąłem historię, przeżywałem historię. (...) Wyłaniało się coraz wyraźniej zamiłowanie szczególne: odkrywanie »typu idealnego« dawnej Polski i modelu zalet narodu polskiego, stanowiącego nasz pozytywny wkład do kultury Europy (...), cech Polski zasługującej na szacunek, Polski potrzebnej światu. (...) Pragnąłem przekazywać chłopcom i dziewczętom, młodzieży i dorosłym swój ideał Polski godnej szacunku. (...) To właśnie był fundamentalny motyw mojej aktywności wychowawczej od momentu, w którym objąłem zastęp harcerski...”.

Te słowa zapisał autor Kamieni na szaniec u schyłku swego dnia. Wierną harcerską służbę, od stycznia roku 1918, pełnił lat sześćdziesiąt.

Aleksander Kamiński, przez harcerzy i tych, którzy mieli szczęście Go znać i cieszyć się Jego przyjaźnią, zwany Kamykiem.

Był prawie rówieśnikiem XX wieku. Urodził się 28 stycznia 1903 roku w Warszawie. Matka, Petronela Kaźmierczak (od jej panieńskiego nazwiska wybierze jeden ze swych pseudonimów), była chłopką spod Łęczycy. Ojciec, Jan, był farmaceutą. Podlasiakiem rodem z wioski Nur.

 

„Dzieciństwo i lata młodzieńcze spędziłem na Ukrainie – pisze Kamyk w autobiografii – od 12. roku życia zarabiałem na siebie i pomoc dla matki-wdowy”. Ojca utracił, mając 8 lat.

Ukraiński okres burzy, nędzy, nadziei, ciężkiej pracy, walki o harcerstwo, konspiracji – to narodziny Kamykowej dzielności.

Pożoga, która szła przez nasz kraj, nie wszystko spopieliła. Oto zachowało się w całości archiwum Aleksandra Kamińskiego, obejmujące czas od 1915 roku po kres życia – rok 1978. Teczek 28. Dokumenty. Listy. Pamiętniki. Wykłady. Wycinki. Fotografie.

Lutą zimą 1921 roku przedziera się przez mroźny i groźny step do wymarzonej Polski. W niepublikowanym dotychczas pamiętniku z roku 1921/22 – wybuch radości: „Pierwsza wiosna na kochanej ziemi polskiej. (...) W ciągu miesiąca uformuję zapuszczone stare drużyny, a potem spróbuję stworzyć polskie ognisko harcerskie. I będę ostatnim kpem, jeśli mi się nie uda!”.

Drużynowy III Drużyny imienia Tomasza Zana w Pruszkowie pod Warszawą uczy się historii ojczystej, idąc jej tropem. W Wilnie wędruje drogami promienistych preharcerzy, takich jak Zan, Mickiewiczowskich przyjaciół, których hasło: „Ojczyzna – nauka – cnota” zdobi do dziś lilijki harcerskie... Widząc polski patrol ułański, pochylający lance przed kaplicą Ostrobramskiej, zapisze ze wzruszeniem:

„Tyle pokoleń nie śmiało nawet myśleć o tem, a ja doczekałem...”. Euforię z odzyskania niepodległości przesłania rychło refleksja: „Ten komfort, te karety, jedwabie, liberie, salutowanie, auta...”. Czyż to „ONA – ta Biała, Ukochana, Najjaśniejsza Polska? (...) Marzyłem o Tobie wciąż. Byłaś mi Ideałem. Prawdą. Sprawiedliwością. A teraz???... Co Ci brak? Dlaczego synowie Twoi tak chamsko wyżerają się o władzę? (...)

Bo nie dość jest myśleć i chcieć o Polsce i dla Polski. Trzeba samemu reprezentować Polskę”.

To stanie się Jego udziałem.

Ukończywszy znamienicie studia historyczne i archeologiczne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego w roku 1928, porażony ciężką chorobą – gruźlicą, która doprowadzi do usunięcia nerki i unieruchomienia płuca, będzie „przez pół wieku w najtrudniejszych warunkach pracował z energią, jakiej by mógł mu pozazdrościć najmocniejszy organizm”. Tak oceni jego życie, wspaniale twórcze, profesor medycyny i jeden z harcerzy Kamyka.

Niezwykłą kartę w swym życiorysie zapisał Druh Kamiński podczas tragicznych lat okupacji niemieckiej. Stworzył Organizację Małego Sabotażu, która otrzymała nazwę „Wawer”, przypominającą pierwszą straszliwą masakrę – rozstrzelanie przez Niemców podczas świąt Bożego Narodzenia 1939 roku ponad stu niewinnych ludzi w dzielnicy Warszawy, Wawrze. Działania tej dowodzonej przez Kamyka organizacji to była totalna klęska propagandy okupantów, wielka wygrana „wojna warszawsko-niemiecka”. Jej czołowymi postaciami staną się bohaterowie Kamieni na szaniec.

Aleksander Kamiński jest redaktorem naczelnym największego pisma podziemnej Europy – „Biuletynu Informacyjnego”, które staje się prawdziwym wychowawcą Narodu. Analizując nasz charakter narodowy, Kamyk wylicza cechy pozytywne: umiłowanie wolności i niezależność ducha, wielkoduszność, męstwo, bohaterstwo, honor. Wśród cech negatywnych są: warcholstwo, „dzielenie się na coraz drobniejsze partie”, rozłamy, niedocenianie ludzi dobrze pracujących. Konkluzja (ponadczasowa!): „Łatwiej u nas o wielkie czyny w chwilach zapału niż o wytrwałość i codzienne bohaterstwo przy znoszeniu trudnych obowiązków. Łatwiej u nas umrzeć dla Ojczyzny, niż ofiarnie dla niej żyć”.

Pasją i troską Druha Aleksandra Kamińskiego przed wojną były drużyny harcerskie mniejszości narodowych – litewskie, białoruskie, rosyjskie i żydowskie. W latach 1931–1938 prowadził specjalny wydział im poświęcony w Głównej Kwaterze Harcerzy. W czasie okupacji współdziałał od początku w Radzie Pomocy Żydom o kryptonimie „Żegota” – jedynej organizacji w okupowanej Europie, której celem było ratowanie Żydów. Należy przypomnieć, że Polska była też jedynym krajem, gdzie za każdą formę pomocy Żydom groziła kara śmierci. To z inicjatywy Aleksandra Kamińskiego już na początku sierpnia roku 1942, gdy z Umschlagplatzu odjeżdżały pierwsze transporty do Treblinki, powstał wstrząsający dziennik – reportaż Likwidacja getta warszawskiego pióra Antoniego Szymanowskiego, młodego historyka współpracującego z „Biuletynem”. Był to na gorąco spisywany dziennik – wielkie oskarżenie świata, który milczał.

Władysław Bartoszewski z Referatu Żydowskiego w Armii Krajowej podkreśla z naciskiem w swej pięknej pracy Ten jest z ojczyzny mojej, że porozumiewano się z gettem za pośrednictwem Aleksandra Kamińskiego, „znanego ze swej głęboko humanistycznej postawy i przyjaznych kontaktów z żydowskim podziemiem”. Israel Gutman, członek Żydowskiej Organizacji Bojowej i uczestnik powstania w getcie, przez wiele lat dyrektor Yad Vashem – Instytutu Pamięci Narodowej w Jerozolimie, redaktor naczelny Encyklopedii Holocaustu, pisze w swej książce o powstaniu w getcie, zatytułowanej Walka bez cienia nadziei: „Katolickim harcerzem, który utrzymywał bliskie więzi ze swymi żydowskimi przyjaciółmi, był Aleksander Kamiński, wybitny działacz polskiego podziemia, redaktor »Biuletynu Informacyjnego«, najważniejszego organu prasowego Armii Krajowej. Dzięki zaangażowaniu Kamińskiego »Biuletyn Informacyjny« poświęcał wiele miejsca cierpieniu i losowi Żydów, a następnie zorganizował stałe kontakty pomiędzy mieszkającymi po polskiej stronie przedstawicielami Żydowskiej Organizacji Bojowej, a dowództwem AK”.

29 kwietnia 1943 roku, czyli dokładnie w tym samym okresie, gdy miały powstać Kamienie, Aleksander Kamiński w wielkim artykule zatytułowanym Ostatni akt wielkiej tragedii pisze na łamach „Biuletynu”: „Ghetto walczy (...) Szczupłymi siłami słabo wyposażonymi w broń i amunicję, pozbawieni wody, oślepieni dymem i ogniem bronili żydowscy bojowcy ulic i domów. (...) Zwycięstwem ich będzie wreszcie śmierć z bronią w ręku, nadając męce Żydów w Polsce blask orężnej walki o prawo do życia”. Z inspiracji Druha Aleksandra Kamińskiego już w czasie walki w getcie harcerka Maria Kann zaczęła pisać swoją wstrząsającą relację Na oczach świata, poświęconą powstaniu w getcie. Kamiński wydrukował tę książkę błyskawicznie i przerzucono ją do Londynu. Ale świat milczał.

Kilkanaście lat po śmierci Aleksander Kamiński otrzymał dyplom honorowy „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. Na mojej wystawie „Kamyk na szańcu” leży pamiątka, którą uznał za swój „najwyższy order” – jest to okruch zwęglonego chleba z getta ofiarowany mu przez Żydów, których ocalił. W archiwum autora Kamieni na szaniec znajduje się list Luby Gawisar z Jerozolimy, datowany 8 października 1963 roku: „Tylko pamięć o Panu jest jak jasny promień wyrazu ludzkiego stosunku w tym morzu ciemnoty i okrucieństwa”.

„Pisałem z potrzeby serca”

„Ubóstwiam pracę!” – wołał w ślad za twórcą harcerstwa polskiego – Andrzejem Małkowskim, któremu poświęci pierwszą biografię. Metodę zuchową, stworzoną przez Kamyka, nazwą historycy harcerstwa „rewelacją w skali międzynarodowej”. Kochał dzieci i dzieci kochały Jego.

W dziesięciolecie śmierci Kamyka – o przedwiośniu roku 1988 – grupa uczniów z warszawskiej szkoły noszącej Jego imię postanowiła napisać doń listy! Tak jakby był wśród nas, mógł je przeczytać – i co najważniejsze – odpowiedzieć...


Drogi Druhu Kamyku, czy Pan znał swoich bohaterów? Czy Pan był w tym samym batalionie, co i oni? Chciałbym, żeby Pan kiedyś do nas przyszedł i opowiedział o nich i o sobie.

Marek Klimuszko, klasa VIII b

W archiwum Kamyka znajduje się odpowiedź na te pytania, cenne wyznanie autorskiej wiary. To zwięzłe konspekty, przygotowane na dwa wieczory autorskie w Łodzi, w listopadzie i grudniu roku 1958, gdy ukazała się po długim milczeniu książka „Zośka” i „Parasol”. Opowieść o niektórych ludziach i niektórych akcjach dwóch batalionów harcerskich – dalszy ciąg Kamieni na szaniec.

„Pisałem z potrzeby serca – nie z analiz rozumowych. Znałem cudowną młodzież, byłem wśród nich, gdy uderzył w nich grom. Zapragnąłem gorąco pokazać tę młodzież światu, utrwalić prawdę o tej młodzieży, przedłużyć jej społeczne życie poza śmierć. (...)

W obydwu książkach podkreślałem, że to relacje »o faktach prawdziwych i o ludziach prawdziwych«. (...) Dokonywałem wyboru. Na pewne fakty patrzyłem przez szkło powiększające: dzielność, prawość, opiekuńczość. (...)

Ale niczego NIE ZATAIŁEM!

Mój pogląd – na literaturę:

– musi zaspokajać pragnienie wartości »lepszego świata«

– musi »krzepić serca« i dawać satysfakcję moralną (literat wpatrzony we własny pępek – ryzykowne zjawisko!)

– ale nie wolno fałszować i zatajać faktów!

Czytelnik dokonuje wyboru...”.

Jak czytelnicy dokonywali i dokonują wyborów, mówią ich listy pisane przez wiele lat, do dnia dzisiejszego.


Kamienie na szaniec i opowieść „Zośka” i „Parasol” czytałam dwa razy: jako młoda dziewczyna i teraz jako matka wychowująca czterech synów.

Los, jaki spotkał pokolenie i środowisko przez Pana opisane, był specjalnie bolesny, ale cóż wiedzieć możemy o tym, jaki los czeka pokolenia następne? Pan pokazał pokolenie przygotowujące się z zapałem do pracy „pojutrze”, wierne swoim ideałom i swojemu pojęciu służby, które przeszedłszy czyściec na ziemi, końca wojny nie doczekało. Dzięki sugestywnej formie Pańskiego opowiadania ci chłopcy i dziewczęta naprawdę żyją na kartach Pana książek. Warunki wzrostu młodzieży są dziś co prawda pozornie zupełnie inne niż warunki, w których kształtowały się postawy harcerzy „Zośki” i „Parasola”. W postawach tych tkwią jednak wartości ponadczasowe, zawsze aktualne. (...)

Zaangażowawszy Rudego, Zośkę, Alka, Andrzeja Morro i innych do współpracy w trudnej pracy wychowawczej dnia dzisiejszego, traktuję Ich nie tylko jako wzór książkowy, ale i jako realnych orędowników, którym na pewno nie może być obojętna sprawa wychowania naszego młodego pokolenia.

Krystyna Górska-Gołaska, historyk,

Poznań, 26 marca 1972, rocznica akcji pod Arsenałem


Kochany Kamyku!

Wielki przyjacielu młodzieży!

Jestem dumna, że szkoła, do której uczęszczam, nosi Twoje imię. Książkę Kamienie na szaniec czytałam parę razy. Często otwieram ją na wybranej stronie, aby przypomnieć sobie życie bohaterów. Byli to przecież zwykli, a zarazem wielcy ludzie: Zośka, Alek, Rudy i wielu innych młodych Polaków czasu wojny.

Mój kolega uważa, że tylko dzięki takiej młodzieży Polska może być najwspanialszym krajem na świecie i że taka młodzież potrzebna jest dziś.

A ja myślę, że i dzisiaj, mimo iż nie ma wojny, są prawdziwi bohaterzy, ludzie, którzy potrafią służyć innym, i myślę, że gdyby wszystkie dzieci, młodzież i dorośli czytali Twoje książki, to na pewno świat stałby się lepszy. Chciałabym w przyszłości przekazywać następnemu pokoleniu to, czego nauczyłam się od Ciebie.

Z poważaniem wielkim – Agnieszka Grabowska,

klasa VIII a, w marcu 1988


Rocznica godziny W. Złożyłem różę i zapaliłem lampkę na wspólnej mogile Rudego i Alka. Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło. To Kamyk sprawił, że Oni żyją w nas.

Zbigniew Jegliński, klasa VII, Warszawa, 1989


Od lat pasjonuje mnie krąg bohaterów Kamieni na szaniec i Ich następców z „Zośki” i „Parasola”. Są mi tak bliscy...

Mogę bez końca czytać opowieść Kamyka, słuchać opowieści o tamtych latach...

Z ogromnym wzruszeniem zobaczyłam tarcze i kwiaty na Powązkach. Więc są jeszcze tacy, którzy pielęgnują kult Zośkowców i idą podobną drogą co Anoda, Aluś, Rudy i Zośka... Chciałabym tych ludzi poznać – Ich oraz sposób, w jaki radzą sobie dziś, wpajając w życie to, co tak proste i najtrudniejsze zarazem: służbę Polsce i miłość do Niej...

 

Dziś, gdy triumf święci kult pieniądza, walczmy, by nie zaginęła pamięć o tych, którzy odeszli na wieczną wartę.

Irena Kusz, studentka historii

Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, 1994

„Skąd popularność?” – pytał Kamyk w konspekcie z dnia 18 grudnia 1958 roku. I odpowiedział:

„Wątek przyjaźni na śmierć i życie – odwieczny. Wątek bohaterstwa w służbie wartościom – odwieczny. Czytelnik spragniony odwiecznie w sztuce piękna, dzielności, prawdy, sprawiedliwości”.

Gniazdo

„Dom jest ostoją i otuchą” – mówi Kamyk w rozdziale opowiadającym „słoneczne dni” dzieciństwa i młodości bohaterów Kamieni. W jakich wzrastali domach?

Rodzice Janka Bytnara – Rudego

Wśród zdjęć ofiarowanych mi przez Matkę Rudego jest portret kobiety o rysach twardo rzeźbionych i oczach czarnych, przenikliwie patrzących. Przygarnia do siebie, gestem opiekuńczym, serdecznym, dwoje wnuków. To babka Janka, Katarzyna z Chmurów Bytnarowa. Chłopka z ubogiej wsi na Rzeszowszczyźnie, która sama wychowała i wykształciła syna jedynaka, Stanisława. Harcerza, pedagoga, bohatera. Ojca Rudego. W zbiorach Wojskowego Instytutu Historycznego udało mi się odnaleźć spisany przezeń życiorys, który jest jak karta z powieści Stefana Żeromskiego.

Ojciec Rudego brnął ku wiedzy niby Andrzej Radek z Syzyfowych prac – drogą ubóstwa, głodu, wyrzeczeń, wielkiego hartu.

„...jako chłopiec przejęty już byłem duchem niepodległościowym, zawdzięczając to niektórym wychowawcom, którzy wpajali w młode serca patriotyzm, a pieśni z czasów powstań mocno wryły się w mą duszę...” – pisze Stanisław Bytnar. Matka „nadludzkim wysiłkiem, bo z pracy rąk tylko, umieściła mnie w seminarium nauczycielskim w Rzeszowie w r. 1912”.

Pierwsze lata harcerstwa. Pierwsze lata gotującego się do walki o wolność Związku Strzeleckiego. Do Rzeszowa przyjeżdża Andrzej Małkowski. W blasku pierwszych ognisk Staszek Bytnar – niezwykle uzdolniony muzycznie – wiedzie prym pieśnią: Hej! Strzelcy wraz! Nad nami orzeł biały... Na ćwiczenia strzeleckie przybywa Józef Piłsudski.

„Pamiętam, tak mnie urzekł swą postawą, że zaprzysiągłem mu życie...” – wyznaje Stanisław Bytnar. Ma siedemnaście lat, gdy w sierpniu 1914 roku wyrusza w bój jako żołnierz I Brygady Legionów Piłsudskiego w „kompanii rzeszowskiej”, dowodzonej przez harcerza Leopolda Lisa-Kulę, który stanie się legendarnym, najmłodszym pułkownikiem, bohaterem pieśni i książki... Kamienie na szaniec! Edycja pod takim tytułem, pióra Kazimierza Koźmińskiego, zawierająca sylwetki kilkunastu poległych, a niezwykłych młodych legionistów, ukazuje się w roku 1937. Janek Bytnar będzie miał wówczas lat szesnaście. Odnajdzie na jej kartach znane sobie z ojcowskich wspomnień przeżycia i twarze...

18 listopada 1914 roku na moczarach pod wsią Krzywopłoty legioniści stoczyli dramatyczny bój z Moskalami. Ciężko rannego, nieprzytomnego Staszka Bytnara wynoszą spod ostrzału z narażeniem życia koledzy...

Listopad 1918. Kraków. Wielkie tchnienie wolności... Na Pedagogium, powołanym do życia przez Henryka Rowida – jednego z najwybitniejszych nauczycieli polskich – pojawiają się pierwsi legioniści. Wśród nich, jeszcze wsparty o kuli, z dyskretną wstążeczką Virtuti Militari – czarnooki Staszek Bytnar.

Wśród nielicznych dziewcząt jest złotowłosa, drobniutka Zdzisława Rechulówna. Sama kruchość, delikatność, nieśmiałość, subtelny wdzięk. Nikt by się nie domyślił, że to siedemnastoletnie dziewczątko wygrało wielką i trudną walkę z ojcem o prawo do nauki. W gimnazjum, gdzie była jedyną kobietą, śpiewano na jej cześć: „W Mielcu chłopców roje – chciało toczyć boje – o Twój uśmiech, słowo...”.

Ten bój wygrał Staszek Bytnar. Na uroczystej mszy maturalnej w Katedrze Wawelskiej mocno spletli dłonie. – Tak pójdziemy razem przez życie! – powiedział.

W domu tej, której młodzież nadała piękny tytuł Matuli Polskich Harcerzy, w domu matki Janka Bytnara – Rudego – przez wiele harcerskich wieczorów słuchaliśmy wspomnień o tym szczęśliwym, wspólnym życiu.

– Jesteście pierwszym pocztem polskich nauczycieli – powiedział im Rowid, żegnając przy dyplomie. – Macie nieść, jak w Testamencie Słowackiego – prawdziwy „oświaty kaganiec”, być misjonarzami polskiej nauki, tradycji, historii... – Przypiął nam skrzydła – mówi Matula i błękit jej oczu jaśnieje, zapala się do tamtej chwili sprzed 70 lat!

Razem dźwigają biedne szkółczyny na Kielecczyźnie, gdzie nie ma tablic, książek, zeszytów. Poziom, jaki udało im się osiągnąć, zwraca uwagę Warszawy. Dostają szansę ukończenia Instytutu Pedagogiki Specjalnej. Stanisław Bytnar zostanie pierwszym kierownikiem Szkoły Specjalnej dla dzieci niepełnosprawnych, żona wygra konkurs na kierownictwo podobnej placówki. Danuta z Bytnarów, siostra Janka, zwana Duśką, wspomina, jak ojciec wracał do domu, otoczony chmarą dzieci, które nie chciały go opuścić... Kiedy urodził się syn o włosach nieomal białych (nie rudych!), nazwali go imieniem, o którym mówiła legionowa piosenka:

Rozkwitały pąki białych róż,

wróć, Jasieńku, z tej wojenki wróć!

Matula w swych opowieściach nigdy nie nazywała go Rudym. Był zawsze – Jaś, Janeczek. Drugie imię – Roman – otrzymał po jej bracie, który poległ w szeregach II Brygady Legionów.

Urodziła się córka – Danuta. Jaś był sobowtórem jasnowłosej matki, ona – ciemnookiego ojca. On był chucherko i słabeusz, chorował, ona rosła krzepka i pulchna. Matula, zapytana przez harcerzy, wyliczyła zalety Janka w wieku chłopięcym: pracowity, samodzielny, szczery, prawdomówny, koleżeński, pełen werwy i fantazji, chłonny, żądny wiedzy, wrażliwy, rycerski...

Ojciec, całując ciemne oczy córki, wzdychał konspiracyjnie: – Jak to dobrze mieć chociaż jedno zwykłe dziecko.

„...W domu panowała serdeczność, ciepło rodzinne, wielkie szczęście, którego dawcą i sprawcą był ojciec – prawie zmartwychwstały do życia – pisała mi Matula. – Każde moje zmartwienie umiał prędko likwidować słowami: – Cieszmy się życiem, zdrowiem, każdym dobrze przeżytym dniem, słońcem! – Ojciec miał wymarzone dzieci, one miały wymarzonego ojca”.

– To był naprawdę dom w słońcu – opowiadał mi przyjaciel Rudego i Duśki, harcerz, wybitny polonista Władysław Słodkowski. – Dom pogody, miłości, harmonii i zrozumienia. I dla wszystkich otwierał ramiona...

Cieszyliśmy się i my przez wiele lat tym domem – chociaż już bez ojca, który, aresztowany z Jankiem, zginął w Oświęcimiu.

Matula ogarniała swym sercem, opieką, troską, pomocą niezliczone harcerskie rzesze. Dom przy alei Niepodległości 159 tętnił życiem – nieraz przez dwa piętra siedziały tłumy w szarych mundurkach, czekając na spotkanie z Matką Rudego i Dusią... Wielkim przywilejem było wzięcie w dłonie zdjęcia przechowywanego w teczce z napisem „Relikwie”, z dedykacją złożoną na Wigilię Bożego Narodzenia 1942 roku: „Mamusi, żeby wiedziała, że syn jest i zawsze kocha”.

Była to Wigilia ostatnia.

Rodzice Tadeusza Zawadzkiego – Zośki

„Nigdzie nie czuł się tak dobrze jak w domu, z nikim nie przyjaźnił się tak serdecznie jak z matką”. Córka styczniowego powstańca, piękna panna Leona Siemieńska, o warkoczach sięgających rąbka sukni (to po niej Tadeusz odziedziczy urodę, błękit oczu, złocistość czupryny), zamiast jak szanujące się dziewczę z dobrego ziemiańskiego domu grywać na klawikordzie i haftować – organizowała tajne szkoły polskie pod zaborem rosyjskim i walczyła o nie w sławnym strajku roku 1905.

Starsza siostra Tadeusza – Anna Zawadzka, zwana Hanką, mówi dziś o Matce w słowach pełnych miłości, podziwu, szacunku:

– Była człowiekiem niezwykle wrażliwym i głęboko mądrym. Jej przyjaźń z synem rosła z jego dorastaniem. Była zawsze, gdy Jej potrzebowaliśmy, spokojna, opanowana, gotowa wysłuchać wszystkich naszych zwierzeń, pomóc we wszystkich troskach...

Politechnika Warszawska jest chyba jedną z nielicznych na świecie uczelni, gdzie sąsiadują tablice poświęcone ojcu i synowi. W hallu centralnym widnieje tablica poświęcona pamięci Tadeusza Zawadzkiego – Zośki. Przed wejściem do Audytorium imienia prof. Józefa Zawadzkiego czytamy:

„Rektor Politechniki 1936–39, Prezes Polskiego Towarzystwa Chemicznego, wybitny uczony i inżynier, pionier naukowego ujęcia technologii chemicznej. Organizator tajnego nauczania w latach 1939–44, inicjator i kierownik odbudowy Wydziału Chemicznego Politechniki Warszawskiej po drugiej wojnie światowej. Gorący patriota, wielki przyjaciel i doradca młodzieży”.

Ojciec Zośki działał w Radzie Wychowawczej Szarych Szeregów, a w konspiracji był już od 1939 roku. Ogromnie lubili się z Aleksandrem Kamińskim. – Ojciec po prostu promieniał na mój sygnał: – Kamyk przyjechał! – wspomina Hanka.

Obydwaj zostali jednego dnia – 23 października 1943 roku – uhonorowani odznaką wojennej Pomarańczarni z motywacjami: Kamykowi – „który nas pierwszy wprowadzał do Polski Podziemnej, za stałą opiekę nad nami i unieśmiertelnienie tych, co od nas odeszli”. Ojcu Zośki – „Panu Profesorowi za stałe zainteresowanie, pomoc, opiekę i przyjaźń we wszystkich naszych poczynaniach”.

„Rodzina profesorostwa Zawadzkich działała na wszystkich jak magnes – czytamy w książce znakomitej uczonej Alicji Dorabialskiej Jeszcze jedno życie. – Była to rodzina ludzi złączonych nie tylko więzami krwi, ale i głęboką, człowieczą przyjaźnią”.

Po śmierci żony, której łaskawy los nie pozwolił dożyć śmierci syna, profesor Józef Zawadzki powiedział: „Byłem szczęśliwy”.

Rodzice Alka Dawidowskiego

„Alek do matki przywiązany był bardzo silnie i starał się usunąć sprzed jej rąk każdy kłopot” – pisze Kamyk. Imię – Aleksy – syn otrzymał po ojcu. Już w listopadzie 1939 roku, gdy jako dyrektor Fabryki Karabinów kategorycznie odmówił współpracy z Niemcami, Aleksy Dawidowski zginął rozstrzelany. Matkę – Janinę – aresztowano w roku 1942. W zbiorach siostry Alka, Marii Dawidowskiej-Strzemboszowej, znajdują się listy przesyłane tajnymi drogami przez Matkę. Uwięziona na Pawiaku, przed wywiezieniem do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, który przeżyła, Janina Dawidowska pisała w marcu 1943 roku do ukochanych dzieci:

„...chcę pożegnać się z Wami i powiedzieć kilka słów o Ojcu. Niech pamięć Jego będzie święta dla Was, a Jego zasady Waszymi. Był wierny ideałom młodości do końca. Nieskazitelnie uczciwy i sprawiedliwy, bronił zawsze krzywdy ludzkiej i poświęcał własne zyski i korzyści interesom swoich podwładnych. Stójcie na straży Jego honoru i dobrego imienia. (...) Życzę Wam, byście mogli wywalczyć wolność Ojczyzny, pozostając sami wolnymi, by dane Wam było wychować nowe pokolenie ludzi silnych, uczciwych, sprawiedliwych...”.

Nie wiedząc o śmierci Alka, głęboko wierzyła do końca: „...przetrwamy, wrócimy, spotkamy się...”.

Pisali chłopcy w piśmie swej drużyny „Gniazdo”, gdy trwały jeszcze „słoneczne dni”:

„Matka, najwierniejszy przyjaciel – dobry duch... Gdy przyjdą chmurne chwile, otacza silnym ramieniem, czułą opieką, zagoi rany życia, da nowe siły i poprowadzi w trudu bezkrwawy bój... Szepnijcie cicho: – Mamusiu, Twój syn Cię kocha! – To jej wystarczy za wszystko”.

„Pomarańczowy styl”

Królewsko-Polskie Gimnazjum imienia Stefana Batorego – rówieśnik Polski niepodległej – rozpoczęło naukę już 1 września 1918 roku. W akcie erekcyjnym napisano: „...aby kształcąca się młodzież miała zawsze przed oczyma majestat Państwa Polskiego”. Do dziś przy ulicy Myśliwieckiej w Warszawie mieści się szkoła nosząca imię zwycięzcy spod Pskowa.