Opętana

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Przekład: Michał Głuszak

Morgan Rice

Powieści Morgan Rice zajmują pierwsze miejsce na liście najlepiej sprzedających się książek w rankingu USA Today. Jest autorką bestselerowej serii fantasy KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKA, obejmującej siedemnaście części; bestselerowej serii WAMPIRZE DZIENNIKI, obejmującej jedenaście części (kolejne w przygotowaniu); bestselerowego cyklu TRYLOGIA O PRZETRWANIU, post-apokaliptycznego thrillera obejmującego dwie części (kolejna w przygotowaniu); oraz najnowszej serii fantasy KRÓLOWIE I CZARNOKSIĘŻNICY, składającej się z sześciu części. Powieści Morgan dostępne są w wersjach audio i drukowanej, w ponad dwudziestu pięciu językach.

Pisarka chętnie czyta wszelkie wiadomości od was. Zachęcamy zatem do kontaktu z nią za pośrednictwem strony www.morganricebooks.com, gdzie można dopisać swój adres do listy mailingowej, otrzymać bezpłatną książkę i darmowe materiały reklamowe, pobrać bezpłatną aplikację, otrzymać najnowsze, niedostępne gdzie indziej informacje, połączyć się poprzez Facebook i Twitter i po prostu pozostać w kontakcie.

Wybrane komentarze

Rywal ZMIERZCHU oraz PAMIĘTNIKÓW WAMPIRÓW. Nie będziesz mógł oprzeć się chęci czytania do ostatniej strony. Jeśli jesteś miłośnikiem przygody, romansu i wampirów to ta książka jest właśnie dla ciebie!

– Vampirebooksite.com (komentarz dotyczący Przemienionej)

Rice udaje się wciągnąć czytelnika w akcję już od pierwszych stron, wykorzystując genialną narrację wykraczającą daleko poza zwykłe opisy sytuacji… PRZEMIENIONA to dobrze napisana książka, którą bardzo szybko się czyta.

– Black Lagoon Reviews (komentarz dotyczący Przemienionej)

Idealna opowieść dla młodych czytelników. Morgan Rice zrobiła świetną robotę, budując niezwykły ciąg zdarzeń. Orzeźwiająca i niepowtarzalna. Skupia się wokół jednej dziewczyny, jednej niezwykłej dziewczyny! Wydarzenia zmieniają się w wyjątkowo szybkim tempie. Łatwo się czyta. Zalecany nadzór rodzicielski.

– The Romance Reviews (komentarz dotyczący Przemienionej)

Zawładnęła moją uwagą od samego początku i do końca to się nie zmieniło… To historia o zadziwiającej przygodzie, wartkiej i pełnej akcji od samego początku. Nie ma tu miejsca na nudę.

– Paranormal Romance Guild (komentarz dotyczący Przemienionej)

Kipi akcją, romansem, przygodą i suspensem. Sięgnij po nią i zakochaj się na nowo.

– vampirebooksite.com (komentarz dotyczący Przemienionej)

Wspaniała fabuła. To ten rodzaj książki, którą ciężko odłożyć w nocy. Zakończona tak nieoczekiwanym i spektakularnym akcentem, iż będziesz natychmiast chciał kupić drugą część, tylko po to, aby zobaczyć, co będzie dalej.

– The Dallas Examiner (komentarz dotyczący Kochany)

Morgan Rice udowadnia kolejny już raz, że jest szalenie utalentowaną autorką opowiadań… Jej książki podobają się szerokiemu gronu odbiorców łącznie z młodszymi fanami gatunku fantasy i opowieści o wampirach. Kończy się niespodziewanym akcentem, który pozostawia czytelnika w szoku.

– The Romance Reviews (komentarz dotyczący Kochany)
Książki Morgan Rice

KORON I CHWAŁA

NIEWOLNIK, WOJOWNIK, KRÓLOWA (CZĘŚĆ 1)

KRÓLOWIE I CZARNOKSIĘŻNICY

POWRÓT SMOKÓW (Część 1)

POWRÓT WALECZNYCH (Część 2)

POTĘGA HONORU (Część 3)

KUŹNIA MĘSTWA (Część 4)

KRÓLESTWO CIENI (Część 5)

NOC ŚMIAŁKÓW (Część 6)

KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKA

WYPRAWA BOHATERÓW (Część 1)

MARSZ WŁADCÓW (Część 2)

LOS SMOKÓW (Część 3)

ZEW HONORU (Część 4)

BLASK CHWAŁY (Część 5)

SZARŻA WALECZNYCH (Część 6)

RYTUAŁ MIECZY (Część 7)

OFIARA BRONI (Część 8)

NIEBO ZAKLĘĆ (Część 9)

MORZE TARCZ (Część 10)

ŻELAZNE RZĄDY (Część 11)

KRAINA OGNIA (Część 12)

RZĄDY KRÓLOWYCH (Część 13)

PRZYSIĘGA BRACI (Część 14)

SEN ŚMIERTELNIKÓW (Część 15)

POTYCZKA RYCERZY (Część 16)

ŚMIERTELNA BITWA (Część 17)

TRYLOGIA O PRZETRWANIU

ARENA JEDEN: ŁOWCY NIEWOLNIKÓW (Część 1)

ARENA DWA (Część 2)

WAMPIRZE DZIENNIKI

PRZEMIENIONA (Część 1)

KOCHANY (Część 2)

ZDRADZONA (Część 3)

PRZEZNACZONA (Część 4)

POŻĄDANA (Część 5)

ZARĘCZONA (Część 6)

ZAŚLUBIONA (Część 7)

ODNALEZIONA (Część 8)

WSKRZESZONA (Część 9)

UPRAGNIONA (Część 10)

NAZNACZONA (Część 11)

OPĘTANA (Część 12)

Posłuchaj cyklu Wampirze Dzienniki w formacie audio!

Copyright © 2016 Morgan Rice

Wszelkie prawa zastrzeżone. Poza wyjątkami dopuszczonymi na mocy amerykańskiej ustawy o prawie autorskim z 1976 roku, żadna część tej publikacji nie może być powielana, rozpowszechniana, ani przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób, ani przechowywana w bazie danych lub systemie wyszukiwania informacji bez wcześniejszej zgody autora.

Niniejsza publikacja elektroniczna została dopuszczona do wykorzystania wyłącznie na użytek własny. Nie podlega odsprzedaży ani nie może stanowić przedmiotu darowizny, w którym to przypadku należy zakupić osobny egzemplarz dla każdej kolejnej osoby. Jeśli publikacja została zakupiona na użytek osoby trzeciej, należy zwrócić ją i zakupić własną kopię. Dziękujemy za okazanie szacunku dla ciężkiej pracy autorki publikacji.

Niniejsza praca jest dziełem fikcji. Wszelkie nazwy, postaci, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki. Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Ilustracja na obwolucie Copyright Subbotina Anna, na licencji Shutterstock.com

– Tak oto, całując, umieram.

--William Shakespeare
Romeo i Julia


ROZDZIAŁ PIERWSZY

Scarlet Paine słyszała pełne cierpienia krzyki Sage’a z dachu starego zamku Boldt. Rozbrzmiewały echem w zimnej, listopadowej nocy, niczym nóż przeszywający jej serce. Nie mogła znieść myśli o Sage’u torturowanym przez swój własny lud, ponieważ nie chciał zabić jej, by żyć kolejne dwa tysiące lat. Scarlet nie marzyła nigdy, że ktoś pokocha ją tak niesamowicie, tak całkowicie, że będzie gotowy za nią umrzeć. A jednak, oto była tutaj, gotowa zrobić to samo dla niego.

Kuzyn Sage’a, Lore, zwabił ją na Zamek Boldt. Dwutysięczny okres życia Nieśmiertelnych miał dobiec końca wraz z księżycowym nowiem i Lore rozpaczliwie pragnął odebrać jej życie – postąpić w jedyny możliwy sposób, by zachować ich własne. Scarlet, jako ostatni wampir na Ziemi, musiała zostać poświęcona. I choć wiedziała, że to pułapka, musiała tu przybyć. Wiedziała, że jej życie zakończy się tej nocy, mimo to warto było zrobić to za szansę ocalenia Sage’a.

Noc przeszył kolejny krzyk Sage’a. Scarlet nie mogła już dłużej słuchać jego pełnej cierpienia agonii. Ustawiła się w pozycji stojącej i zatrzepotała skrzydłami, by zawisnąć cal lub dwa nad spadzistym zamkowym dachem ze starych łupkowych dachówek. Potem, z mocno bijącym sercem, sfrunęła prze okno do środka.

Pomieszczenie miało przynajmniej sto stóp wysokości. Scarlet sfrunęła, pikując w cieniach sklepionego stropu i przysiadła na jednym ze starych, drewnianych dźwigarów. Poczuła falę gorąca docierającą do niej z dołu i zerknęła w tym kierunku. Salę wypełniał wzburzony, rozeźlony tłum Nieśmiertelnych. Musiało ich tu być przynajmniej tysiąc. Z dala wyglądali niczym rój owadów, niektórych chodzących tam i z powrotem, innych znowu zawieszonych w powietrzu kilka jardów nad ziemią. Byli jednak wystarczająco daleko pod nią, by nie dostrzec jej ukrytej w cieniu.

Scarlet przywarła do swej belki, czując, jak jej dłonie robią się śliskie od potu, czekając na okazję, przygotowując się psychicznie na skok w dół.

W oddali poniżej Nieśmiertelni utkwili wzrok w jedno miejsce: znajdowało się tam, w końcu pomieszczenia, niewielkie podwyższenie. Na nim stał niesamowicie wysoki mężczyzna, trzymający w dłoni długą laskę. Wydawało się, że dźga nią ogromny krzyż.

Scarlet przechyliła głowę zdezorientowana, kiedy nagle krzyż widocznie się poruszył. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że ktoś był do niego przykuty, ktoś, kto wykręcał się z bólu za każdym razem, kiedy mężczyzna dźgał go laską.

Serce jej zamarło, kiedy zrozumiała: to Sage.

Gniew przeszył każdą cząstkę jej istnienia. Mężczyzna, którego kochała, był zawieszony za ręce i nogi. Jego głowa zwisała z wycieńczenia na klatce piersiowej, a jego włosy przylegały do ciała od potu. Z jego torsu skapywała krew, tworząc kałużę u jego stóp. Scarlet chciała krzyknąć do niego, ale wiedziała, że musi zachowywać się po cichu, by nie ryzykować, że zauważy ją ryczący w dole tłum. Robiło jej się niedobrze, wiedząc, że jego cierpienie było wystawione na widok publiczny, że był w centrum ich nienawiści.

Obserwowała z przerażeniem, jak mężczyzna w długiej, szkarłatnej szacie, stojący na podwyższeniu, wymachuje laską z krzyżem na jednym z jej końców i wali nią o podest. Kamienne płyty wydały z siebie głośny odgłos, który rozległ się echem w przepastnej sali.

 

– Wyrzekniesz się jej? – wrzasnął mężczyzna. – Wydasz nam tę dziewczynę?

Mężczyzna wyglądał na prowodyra i Scarlet doszła do wniosku, że musi on być przywódcą Nieśmiertelnych. Przypomniała sobie, jak Sage opowiadał jej o człowieku, który przewodził jego rasie. Miał na imię Octal i z tego, co Sage jej powiedział, był on okrutnym tyranem.

– Odpowiedz! – krzyknął Octal.

Tłum zawtórował mu głośnymi gwizdami.

Z takiej odległości Scarlet nie mogła usłyszeć odpowiedzi Sage’a, ale wiedziała, że cokolwiek powiedział, nie to chciał usłyszeć Octal, ponieważ wychylił się do przodu i pchnął metalową laskę w ciało Sage’a. Sage wydał z siebie ścinający krew w żyłach okrzyk.

Scarlet nie potrafiła powstrzymywać się ani chwili dłużej. Zeskoczyła z belki, na której przyczaiła się i krzyknęła z całych sił.

– PRZESTAŃ!

Kiedy runęła w dół ku tłumowi, Nieśmiertelni zwrócili wzrok w jej stronę w jednym, szybkim obrocie głowy. Scarlet zachwiała się i jej skrzydła odmówiły z przerażenia posłuszeństwa. Zaczęła opadać w dół lotem kolizyjnym w kierunku rozeźlonego zbiorowiska.

Z oddali usłyszała Sage’a wykrzykującego jej imię. Był to krzyk rozpaczliwie zakochanego człowieka, mężczyzny, którego serce zostało wydarte z ciała, którego ból na widok mknącej ku śmierci miłości jego życia jest o wiele większy, niż ten, którego właśnie zaznaje z powodu tortur.

Scarlet załopotała skrzydłami, lecz nadaremnie. Przerażenie, które odczuwała, przytłoczyło jej moce. Opadała coraz szybciej na rozsierdzony tłum. Wiedziała, że kiedy do nich dotrze, rozerwą ją na kawałki, ponieważ jej śmierć była jedynym sposobem na to, by przetrwali. Im bliżej była tłumu, tym głośniejsze były gwizdy i wrzaski.

Kiedy tak spadała, czas jakby zwolnił i oczyma wyobraźni zobaczyła twarze swych przyjaciół i rodziny – Marii, jej najlepszej przyjaciółki, Caitlin, jej mamy oraz swego psa Ruth. Nawet Vivian przemknęła przed jej oczyma, choć Scarlet jej nienawidziła.

Potem jej oczom ukazała się przepiękna twarz, która sprawiła, że Scarlet zrobiła gwałtowny wdech. Była to twarz Sage’a. W trakcie tego jej dziwacznego opadania w zwolnionym tempie, zdołała przechylić głowę i utkwić spojrzenie w oczach prawdziwego Sage’a. Choć był zlany potem i krwią, choć krzywił się z bólu, był nie mniej piękny niż ten idealny obraz, który przywołał jej na myśl umysł. Kiedy nawiązali wzrokowy kontakt, Scarlet poczuła przypływ miłości, który przeszył jej całe ciało. Choć wiedziała, że od śmierci dzielą ją zaledwie sekundy, nie obawiała się już jej, ponieważ wiedziała, że umrze kochana.

Zamknęła oczy i przygotowała się na uderzenie.

Ale zanim uderzyła o ziemię, Octal zrobił krok i utkwił swe przejrzyste oczy w opadającej sylwetce. Bez najmniejszego wysiłku i okazania jakichkolwiek emocji, uniósł się w powietrze i sięgnął po nią dłońmi. Poczuła jak zaciskają się wokół jej ramienia. Pociągnął ją na siebie, jakby wyszarpnął ją z powietrza. W jednej chwili, całe wrażenie pędu i opadania, jakie odczuwała, zastąpił kojący spokój, kiedy w kontrolowany sposób spłynęli na ziemię.

Scarlet otworzyła oczy, nie mogąc wręcz uwierzyć, że tak naprawdę nie jest martwa. Lecz choć obawa przed nagłą śmiercią opuściła jej ciało, wiedziała, że niebezpieczeństwo nie minęło. Octal mógł ocalić ją przed roztrzaskaniem o twarde płyty kościelnej posadzki, ale wiedziała, że nie uratował jej życia z powodu współczucia. Był katem. Nagle Scarlet zaświtało, że ocalił ją tylko po to, by zabić ją w mniej przyjemny sposób.

Zerknęła ponad ramieniem Octala na Sage’a.

– Scarlet! – krzyknął Sage.

Octal opuścił ją. Tłum runął przed siebie, lecz Octal podniósł rękę, by go powstrzymać. Tłum usłuchał. Scarlet nie wiedziała dlaczego, ale Octal ofiarował jej i Sage’owi ostatnią szansę bycia razem, ostatnią szansę, by się pożegnać.

Z utkwionymi w niej oczyma tysięcy gotujących się ze złości Nieśmiertelnych, pobiegła w stronę Sage’a. Oczy zaszły jej mgłą od łez, gdy zarzuciła mu ręce na ramiona i wtuliła twarz w jego szyję. Jego skóra płonęła, jakby toczyła go gorączka. Przytrzymała go tak mocno, jak tylko mogła, obawiając się, że to ostatni raz.

– Scarlet – wyszeptał Sage do jej ucha.

Odsunęła się i podniosła jego głowę. Miał podpuchnięte oczy i sińce pod nimi, a jego dolna warga była popękana i spuchnięta. Serce bolało ją, widząc go w takim stanie. Chciała go pocałować, zdjąć pocałunkiem cały ból, wyleczyć go, ale wiedziała, że nie ma czasu. Zamiast tego, odgarnęła kosmyk włosów z jego twarzy i złożyła delikatny pocałunek na jego czole, jedynym miejscu, które nie wyglądało na posiniaczone, czy obite.

– Jak mnie znalazłaś? – spytał.

– Przez Lore’a. Zostawił wiadomość, że tu jesteś.

Przez jego oczy przemknął strach.

– To pułapka. Zabiją cię.

– Wiem – wydyszała Scarlet. – Ale musiałam cię zobaczyć. Moje życie i tak jest zrujnowane.

Pomyślała o swoich rodzicach i ich wiecznych kłótniach, o obietnicy jej mamy, że pozbędzie się jej, o domu wywróconym przez Lore’a do góry nogami, o Vivian, która od samego początku jej nienawidziła, oraz o przyjaciółkach, które zdawały się zwrócić przeciw niej.

– Jesteś jedyną osobą, która pozostała mi w życiu – dodała. – Nie pamiętasz, że mówiłam, iż jeśli ty umrzesz, ja umrę razem z tobą?

Spróbowała uśmiechnąć się krzepiąco, lecz spojrzenie oczu Sage’a przepełniło ją na wskroś bólem.

Pokręcił głową.

– Chciałem, żebyś żyła, Scarlet – wydyszał, krzywiąc się z bólu zadanego przez laskę Octala. – Nie rozumiesz? Jedyną rzeczą, która dawała mi pocieszenie w torturze, była świadomość, że ty będziesz mogła cieszyć się życiem, kiedy moje się skończy. – Westchnął. – Teraz jednak oboje umrzemy.

Scarlet przytrzymała jego ciężką głowę w dłoniach.

– A co z tym, czego ja pragnę?

– Jesteś młoda – powiedział Sage z grymasem. – Nie wiesz, czego chcesz. Ja żyłem dwa tysiące lat i jedyną wartością, która się dla mnie liczy, jesteś ty. Nie chcę, żebyś dla mnie umarła!

– Czy Julia była za młoda? – odparła stanowczo Scarlet, przypomniawszy sobie ten magiczny wieczór, który spędzili razem, oglądając tragedię Shakepeare’a.

W tym momencie Scarlet poczuła napierający na nią od tyłu tłum i wiedziała, że Octal nie był w stanie powstrzymać go ani chwili dłużej.

– Poza tym – powiedziała, rzucając Sage’owi zaprawiony kroplą goryczy uśmiech – już i tak za późno, by zmienić decyzję.

– Nie – zaoponował Sage. – Proszę, Scarlet. Odleć. Masz jeszcze czas.

Scarlet odpowiedziała mu, składając mocny pocałunek na jego ustach.

– Nie boję się śmierci – odparła zdecydowanie. Potem objęła go w pasie i odwróciła się twarzą do morderczego tłumu. – Tak długo, jak jesteśmy razem.

ROZDZIAŁ DRUGI

Wojna wampirów.

Morze poniżej było czarne niczym noc. Caitlin słuchała odgłosu dudniącego silnika niewielkiego wojskowego samolotu, który mknął przez chmury, słysząc w głowie wciąż na nowo powtarzające się słowa. Nie potrafiła pojąć, jak do tego doszło, jak jej córka poszybowała w noc, nie pozostawiając jej ani Calebowi wyboru, jak tylko rozpaczliwie za nią gonić. Niepokój, który czuła w związku ze Scarlet pochłaniał ją w całości, sprawiając, że zaczęła ulegać panice.

Poczuła silne, pierwotne wrażenie, jakby coś w niej samej przebudziło się do życia. Scarlet była gdzieś w pobliżu. Była tego pewna. Usiadła wyprostowana jak struna i chwyciła rękę Caleba.

– Wyczuwasz ją? – powiedział, lustrując wyraz jej twarzy.

Caitlin skinęła jedynie głową, zaciskając zęby, czując w sercu coraz większą potrzebę bycia razem z córką.

– Coś jej grozi, Calebie – powiedziała, wstrzymując łzy, którymi niemal się dławiła.

Caleb spojrzał przez okno i zacisnął szczęki. – Wkrótce będziemy przy niej. Obiecuję. Wszystko będzie w porządku.

Caitlin pragnęła rozpaczliwie mu wierzyć, lecz jednocześnie odnosiła się do tego sceptycznie. Scarlet przyfrunęła tu, do tego zamku pełnego bestialskich Nieśmiertelnych z własnej woli. Jako jej matka, Caitlin czuła, że nie ma wyboru i musi podążyć jej śladem. Jako wampirowi, Scarlet groziło z pewnością większe niebezpieczeństwo, niż zwykłej nastolatce.

Poczuła kolejne ukłucie tęsknoty. Tym razem jednak było gorsze niż dotąd. Nie był to jedynie ból spowodowany rozstaniem z córką, który czuła, było to coś znacznie gorszego.

Scarlet znajdowała się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

– Caleb – powiedziała pospiesznie Caitlin. – Ona jest tam na dole i ma kłopoty. Musimy lądować. I to teraz. Zaniepokojenie słyszane w jej głosie sprawiło, że wymówiła te słowa szeptem.

Caleb skinął głową i nachylił się w swoją stronę. Poniżej kotłowały się czarne fale.

– Nie mam gdzie wylądować – powiedział. Nie chcę wodować. To zbyt niebezpieczne.

Caitlin odparła bez wahania

– To będziemy musieli się katapultować.

Oczy Caleba otworzyły się szeroko

– Oszalałaś, Caitlin?

Lecz kiedy jeszcze mówił te słowa, Caitlin sięgała już po spadochron i zapinała go na sobie.

– Nie oszalałam – powiedziała. – Jestem tylko matką, której potrzebuje córka.

Ledwie te słowa wydobyły się z jej ust, kiedy poczuła kolejną bolesną tęsknotę za córką. Zdołała rozróżnić jakiś kształt w oddali i pomyślała, że to może jakiś budynek.

Wokół poleciały krople deszczu, rysując linie na szkle i odbijając jaskrawą księżycową poświatę. Caleb chwycił pewniej stery.

– Mam zwodować samolot – powiedział, bardziej w formie stwierdzenia, niż pytania.

Caitlin wpięła swój spadochron na miejsce. – Tak.

Podsunęła mu inny spadochron. Spojrzał nań z wyrazem niedowierzania na twarzy.

– Nie masz gdzie wylądować – dodała zdecydowanie Caitlin – Sam tak powiedziałeś.

– A jeśli się utopimy? – powiedział Caleb. – Jeśli fale są zbyt silne? Woda zbyt zimna? Jak pomożemy Scarlet, jeśli sami umrzemy?

– Musisz mi zaufać – powiedziała Caitlin.

Caleb wziął głęboki oddech.

– Jak bardzo jesteś pewna, że Scarlet jest blisko?

Caitlin zrównała wzrok z Calebem i poczuła kolejne przejmujące ukłucie tęsknoty.

– Jestem pewna.

Caleb wciągnął powietrze przez zaciśnięte zęby, po czym pokręcił głową.

– Nie wierzę, że to robię – powiedział.

Potem szybko oswobodził się z pasów fotela i wsunął na siebie spadochron. Kiedy był gotowy, obejrzał się na Caitlin.

– To nie będzie zabawne – powiedział. – I może nie skończyć się za dobrze.

Sięgnęła ręką i ścisnęła jego dłoń. – Wiem.

Caleb skinął głową i Caitlin dostrzegła strach na jego twarzy, a w jego oczach niepokój.

I wtedy uderzył dłonią w przycisk katapulty.

Naraz wokół nich zawirowało powietrze, Caitlin poczuła, jak jej włosy plączą się na lodowato zimnym wietrze, jak unosi się prosto w górę w takim tempie, że żołądek ściska się, jakby miał zostać w samolocie.

A potem runęli w dół.

ROZDZIAŁ TRZECI

Vivian poderwała się ze snu i uzmysłowiła sobie, że leży na szezlongu na podwórzu swego domu. Słońce dawno już zaszło i od powierzchni basenu odbijało się światło księżyca. Z okien jej rodzinnej posesji rozlewała się, po idealnie wypielęgnowanym trawniku, ciepła pomarańczowa poświata.

Usiadła wyprostowana i poczuła, jak ogarnia ją fala bólu. Wydawał się promieniować z każdej cząstki jej ciała, jakby wszystkie zakończenia jej nerwów płonęły. Zaschło jej w gardle, głowa pękała z bólu i odczuwała pulsowanie gałek ocznych jakby przeszywały je sztylety.

Chwyciła brzegi szezlongu, by utrzymać równowagę, kiedy zebrało się jej na nudności.

Co się ze mną dzieje?

Na powierzchnię jej świadomości zaczęły wypływać wspomnienia opadających na nią zębów, straszliwego bólu w szyi, odgłosu czyjegoś groteskowego oddechu w jej uchu, zapachu krwi wypełniającego jej nozdrza.

Kiedy przemknęły jej przez myśl przerażające wspomnienia, ścisnęła boki mebla jeszcze mocniej. Serce biło jak oszalałe i żołądek podszedł do gardła, kiedy przypomniała sobie naraz chwilę, kiedy Kyle przemienił ją w wampira. Szezlong pękł jej w rękach.

Podskoczyła wystraszona własną siłą. W tej samej chwili cały ból, który odczuwała natychmiast rozpłynął się w nicość. Poczuła się inaczej, niemal jakby zamieszkała w nowym ciele. W jej żyłach rozgorzała moc, której wcześniej nie było. Była silna i wysportowana jako cheerleaderka – jednakże to, co czuła teraz, było czymś więcej niż szczytem fizycznej kondycji. Przekraczało znaczenie słowa silna. Czuła się niezwyciężona.

 

I nie chodziło tu tylko o moc. W jej sercu narastało coś jeszcze. Złość. Gniew. Pragnienie zadawania bólu. Pragnienie zemsty.

Chciała, by Kyle cierpiał za to, co jej uczynił. Chciała, by odczuł taki sam ból, jaki jej zadał.

Właśnie ruszyła w stronę rezydencji z zamiarem poukładania sobie wszystkiego w głowie, znalezienia go, kiedy drzwi na patio otworzyły się z impetem. Stanęła jak wryta, kiedy jej mama, w różowych puszystych pantoflach z pomponami, jedwabnym szlafroku i okularami od Prady wyjrzała na zewnątrz. Co typowe, jej mama nosiła okulary nawet kiedy było ciemno. Miała włosy nawinięte na wałki, co było oznaką, iż szykowała się do wyjścia, prawdopodobnie na jedno z tych swoich głupich towarzyskich spotkań.

Na widok matki, nowo odkryty gniew Vivian zaczął wzbierać. Zacisnęła dłonie w pięści.

– Co ty tam jeszcze robisz? – krzyknęła matka wysokim, krytycznym tonem, który wyprowadzał Vivian z równowagi. – Masz przygotować się na przyjęcie u Sandersonów! − Zawahała się, kiedy Vivian zrobiła krok i wyszła na światło. – Dobry Boże, wyglądasz jak śmierć! Szybko do środka, żebym mogła ułożyć ci włosy.

Długie, blond włosy Vivian były kiedyś powodem jej dumy i radości – przedmiotem zazdrości jej szkolnych rówieśniczek i potężnym magnesem przyciągającym najlepszych chłopaków – lecz w tej chwili Vivian nie zależało na ich wyglądzie. Potrafiła jedynie myśleć o nowych doznaniach rykoszetujących w całym ciele, uporczywym głodzie dręczącym ją w żołądku i pragnieniu zadawania śmierci pulsującym w żyłach.

– No dalej! – warknęła matka, potrząsając wałkami na głowie. – Co tam tak stoisz?

Vivian poczuła jak kącik jej ust unosi się w uśmiechu. Zrobiła kolejny powolny krok w kierunku matki. Kiedy przemówiła, jej głos był lodowaty i pozbawiony emocji.

– Nie idę na przyjęcie u Sandersonów.

Matka spojrzała na nią gniewnie, pełnym nienawiści wzrokiem.

– Nie idziesz? – krzyknęła. – Nie ma takiej opcji, młoda damo. To jedno z najważniejszych wydarzeń w tegorocznym kalendarzu. Jeśli nie przyjdziesz, rozniosą się wszelkiego rodzaju plotki. Pospiesz się już. Mamy tylko godzinę do przyjazdu samochodu. I spójrz na swe paznokcie! Wyglądasz, jakbyś tarzała się w błocie!

Spojrzała z niedowierzaniem i z poczuciem wstydu.

Złość Vivian jedynie przybrała na sile. Pomyślała o tym, jak jej matka traktowała ją przez całe życie, zawsze przedkładając nade wszystko swe bezcenne towarzyskie uroczystości, dbając o Vivian o tyle tylko, o ile pasowała do idealnego obrazu rodziny, którym matka chciała raczyć świat i wszystkich dokoła. Nienawidziła tej kobiety, bardziej niż to można wyrazić.

– Nie idę na przyjęcie u Sandersonów – warknęła Vivian i podeszła jeszcze bliżej.

Uzmysłowiła sobie wówczas, że istnieje termin, który określa to, co akurat robiła: nękanie. To właśnie robiły zwierzęta stadne, które zbliżały się do swej ofiary. Po plecach przebiegł jej dreszcz zniecierpliwienia, kiedy sfrustrowana mina matki przeobraziła się w strach.

– Nie idę na przyjęcie u Sandersonów – powiedziała ponownie Vivian – ani do Jonsonów, Gilbertonów czy Smithów. Nigdy już nie pójdę na żadne przyjęcie.

Spojrzenie oczu matki miało w sobie coś, czego Vivian nigdy nie chciałaby zapomnieć.

– Co w ciebie wstąpiło? – powiedziała, tym razem z nerwowym drżeniem głosu.

Vivian podeszła bliżej. Oblizała usta i obróciła głowę, aż strzyknęło jej w szyi.

Jej matka cofnęła się o krok z przerażenia.

– Vivian – zaczęła.

Ale nie miała szansy dokończyć.

Vivian skoczyła z obnażonymi zębami i wyciągniętymi dłońmi. Chwyciła matkę, szarpnęła jej głowę do tyłu i zatopiła zęby w jej szyi. Okulary Prady upadły na ziemię i Vivian zdeptała je stopami.

Serce Vivian zabiło szybciej, kiedy poczuła, jak ostry, metaliczny smak krwi wypełnia jej usta. A kiedy jej matka osunęła się bezwładnie w jej ramionach, poczuła ogarniające ją poczucie triumfu.

Puściła matkę i pozwoliła, by jej wiotkie ciało opadło na ziemię w postaci powykręcanych kończyn i ciuchów ze znanych domów mody. Jej martwe oczy gapiły się ślepo na Vivian. Vivian spojrzała na nią i zlizała krew z ust.

– Żegnaj, matko – powiedziała.

Odwróciła się i pobiegła ciemnym ogrodem, pędząc coraz szybciej, aż w końcu uświadomiła sobie, że unosi się w nocnym powietrzu ponad nieskazitelną posiadłością swej rodziny, i dalej, w zimny, coraz zimniejszy mrok. Zamierzała odnaleźć człowieka, który jej to zrobił – i rozedrzeć go na strzępy.