Pax RomanaTekst

Autor:Adrian Goldsworthy
Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

SOJUSZNICY I WROGOWIE

Cezar odniósł kolejne zwycięstwo – pierwszą księgę Wojny galijskiej zamyka lapidarnym stwierdzeniem, że w ciągu jednego lata zakończył dwie poważne kampanie wojenne. Trudno powiedzieć, czy od początku miał nadzieję sprowokować Ariowista do walki. Gdyby germański król okazał się skłonny zaakceptować żądania prokonsula i tym samym dowiódł swej uległości wobec Rzymu, już samo to byłoby ważnym i chwalebnym osiągnięciem. W sprzyjających warunkach uwieńczono by je uroczystością, podczas której Cezar zasiadałby na podwyższeniu, otoczony sztandarami i zwartymi szeregami legionistów w paradnych zbrojach, demonstrując majestat Rzymu i uzmysławiając Ariowistowi, co oznacza być przyjacielem Rzymian. Byłaby to chwila chwały – mimo że nieprzynosząca łupów – i w połączeniu z wcześniejszym pokonaniem Helwetów dodałaby blasku reputacji Cezara. Musimy pamiętać, że jego zwycięstwo nad Germanami nie było wcale przesądzone. Prowadzono wyrównaną walkę, a Cezar w owym czasie był wciąż dość niedoświadczonym dowódcą, nieznanym większości swych żołnierzy – dlatego też omal nie doszło do buntu w Wezoncjum. Gdy przybył do Galii, nikt nie mógł wiedzieć, że okaże się tak błyskotliwym i skutecznym wodzem, a co dopiero że jego armie zapuszczą się aż tak daleko. Niewykluczone, że on sam wciąż się zastanawiał, czy nie przenieść centrum swych działań z Galii z powrotem na granicę w Ilirii98.

Nie zrobił tego jednak, a schemat jego pierwszych interwencji w Galii powtarzał się raz po raz na przestrzeni następnych kilku lat. Zimą dotarły do niego raporty, że belgijskie plemiona wymieniają między sobą zakładników i „zmawiają się” przeciwko ludowi rzymskiemu. Najprawdopodobniej pojawienie się rzymskiej armii tak blisko ich terytorium – legiony zimowały wśród Sekwanów – zostało uznane przez Belgów za bezpośrednie zagrożenie. Z pewnością nie mogli tego ignorować i przywódcy jednego z plemion postanowili podejść do nowej sytuacji inaczej. Remowie wysłali poselstwo do Cezara i poddali się fides oraz władzy ludu rzymskiego, oferując jako gwarancję zakładników, a także praktyczną pomoc, w tym zboże dla wyżywienia jego żołnierzy. Dostarczyli mu też informacje na temat planów i sił innych belgijskich plemion99.

Cezar dołożył starań, by nie rozczarować Remów. Wysłał forsownym marszem wojska do obrony jednego z ich oppidów, zagrożonego przez wojowników innych plemion. Oblegając główne miasto innego plemienia, Suesjonów, skwapliwie przyjął ich kapitulację po wstawiennictwie Remów. Niedługo potem z podobną wspaniałomyślnością określił warunki pokoju dla Bellowaków, kiedy ich sprawę poparł Dywicjak z plemienia Eduów. Przywódcy i ludy, które życzliwie przyjęły Rzymian i okazały się lojalne i pomocne, ogromnie korzystali na obecności Cezara. Łaska wyświadczona na prośbę Eduów czy Remów czyniła odbiorców ich dłużnikami tak samo jak dłużnikami Cezara i Rzymu. Sama konieczność proszenia o pomoc wskazywała, że akceptują oni zwierzchność Rzymu. W ciągu następnych kilku lat Eduowie odzyskali prymat w środkowej Galii, wiążąc ze sobą długami wdzięczności wiele innych ludów. Pozycja Remów również wzrosła; ustępowali jedynie Eduom100.

Obecność rzymskiej armii, a tym bardziej jej pochód w głąb regionu nie dały się zignorować, zwłaszcza że była ona liczna i dowodzona przez namiestnika tak energicznego i agresywnego jak Cezar. Choć tylko kilku innych prokonsulów w dziejach mogło pochwalić się porównywalnie długim dowództwem nad równie wielkimi siłami, jego postępowanie nie różniło się zasadniczo od działań innych namiestników, pełniących swą funkcję krócej i dysponujących mniejszymi zasobami. Rzymianie byli potężni i należało liczyć się z tym, że zechcą interweniować, zakłócając równowagę sił. Ich przyjaciołom – przynajmniej tym, którzy zachowywali się wystarczająco ulegle – mogło się udać wykorzystać ich siłę do własnych celów. W każdej prowincji Rzymianie spotykali się z przywódcami i społecznościami, które chciały ich wsparcia. Zdobywając zaufanie Cezara, Dywicjak odzyskał przodującą pozycję, którą stracił w rywalizacji ze swym bratem i innymi przywódcami. Eduowie odzyskali prestiż i wpływy wśród innych plemion dzięki temu, że uważano, iż potrafią uzyskać przysługi od Rzymian. Inne plemiona, takie jak Remowie, również odniosły korzyści, podobnie jak poszczególni nobile. Łaska Cezara wystarczała, by wynieść niektórych naczelników na pozycję plemiennych przywódców i królów101.

Błędem byłoby postrzegać ten proces wyłącznie przez pryzmat rzymskiej ekspansji i patrząc z perspektywy czasu, uznać powstanie imperium za nieuniknione. W roku 58 p.n.e. mało kto mógł się domyślać, że Galia na następne pięćset lat znajdzie się pod władzą Rzymu. Rzymska interwencja nie zawsze przekładała się na trwałą obecność wojskową zamiast zwykłego systemu sojuszy z niepodległymi ludami. Co znacznie ważniejsze, nie możemy zakładać, że przywódcy w Galii czy gdziekolwiek indziej kierowali się głównie uczuciami wobec Rzymu. Nobilowie rywalizowali o rangę i pozycję wśród swoich ludów na długo przed przybyciem Cezara. Arystokracja i instytucje państwowe stosunkowo niedawno zajęły miejsce królów, ale wciąż wielu marzyło o władzy królewskiej. Plemiona walczyły między sobą o prymat, o kontrolę nad cennymi zasobami albo po prostu dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa przez zastraszenie potencjalnych agresorów. Tego wszystkiego nie zapoczątkował Rzym, a już na pewno nie Cezar, choć rozwój handlu z rozwiniętymi gospodarkami świata śródziemnomorskiego mógł spotęgować rywalizację i wojny, zwiększając nagrody przypadające zwycięzcom.

Kiedy Cezar zdecydował się na interwencję przeciwko Helwetom, do owych istniejących już rywalizacji dołączył nowy gracz. Przywódcy i całe ludy mieli do wyboru sprzymierzyć się z nim lub stawić mu opór. Ignorować pojawienie się legionów było trudno, trzymanie się zaś na uboczu niosło ryzyko, że jakiś miejscowy rywal posłuży się rzymską potęgą dla własnych celów, zyskując ogromną przewagę. Ogólnie rzecz biorąc, znacznie bardziej niż stosunek do Rzymu liczyły się trwające rywalizacje i zadawnione urazy. Tak samo rzecz się miała z przybyciem Helwetów czy też Ariowista i jego Germanów – lepiej było, jeśli tylko to możliwe, dojść z nimi do porozumienia, zanim zrobią to rywale.

Mnóstwo ludzi wyszło dobrze na przymierzu z Cezarem i Rzymem. Związani z nimi już wcześniej, jak Dywicjak i ogólnie Eduowie, mogli to osiągnąć bez trudu – podobnie jak Sekwanowie po pokonaniu Ariowista. Związek między Remami i Rzymem był świeżej daty, gdyż mieszkali oni zbyt daleko od Galii Zaalpejskiej, by istniały jakieś wcześniejsze kontakty, lecz mimo to odnieśli kolosalne korzyści. Poza wspieraniem przychylnych Rzymowi przywódców i koniecznością zapewnienia na żądanie żołnierzy – zwykle jazdy – oraz zasobów nie doświadczali żadnej ingerencji w swe sprawy wewnętrzne.

Jednak obok tych wszystkich, którzy zyskali na przyjaźni z nowo przybyłymi Rzymianami, byli też tacy, którzy na niej stracili. Niedawne uznanie Ariowista przez Rzym okazało się niewiele znaczące wobec dawniejszych powiązań z Eduami oraz obecnych ambicji Cezara. Gdyby Helweci nie opuścili swych siedzib, zmuszając prokonsula do reakcji, być może skupiłby się on bez reszty na Bałkanach i pozwolił, by w Galii nadal trwał dotychczasowy stan rzeczy. Dumnoryks liczył na to, że zyska dzięki poparciu Helwetów, gdy osiądą na nowych ziemiach. Tymczasem zostali pokonani, a on musiał patrzeć, jak jego brat ponownie obejmuje władzę w plemieniu. Dywicjak być może nie żył już w roku 54 p.n.e., kiedy jego młodszy brat zapewnił radę plemienną Eduów, że Cezar zamierza uczynić go ich królem. W rzeczywistości prokonsul wciąż odnosił się do niego podejrzliwie i postanowił włączyć go do grupy galijskich nobilów, którzy mieli towarzyszyć rzymskiej armii w planowanej na lato tegoż roku wyprawie do Brytanii. Dumnoryks próbował wymigać się od tego, a gdy mu się nie udało, zaczął rozgłaszać plotkę, że Rzymianie planują zgładzić tych ludzi, gdy tylko opuszczą Galię. Spotykając się potajemnie z innymi, nakłaniał ich do złożenia przysięgi, że będą działać wspólnie dla dobra Galii, co miało w domyśle oznaczać wyparcie Cezara i jego wojsk. Kilku z owych ludzi, chcąc dowieść swej lojalności, doniosło o tym prokonsulowi. Dumnoryks wymknął się z obozu, dopędzono go jednak i zabito, gdy próbował stawić opór ścigającym. Rozkazy Cezara mówiły wyraźnie, że mogą zrobić to, gdyby nie dało się sprowadzić go żywcem. Towarzysząca mu grupa Eduów wróciła do armii i w dalszym ciągu służyła u boku legionów102.

Mimo okoliczności, w jakich zginął, wydaje się, że Dumnoryks stał się jawnym wrogiem Rzymian dopiero na późnym etapie, kiedy przekonał się, że jego ambicje blokuje nieufność Cezara. Podobna sytuacja zdarzyła się nieco wcześniej w tym samym 54 roku p.n.e. wśród Trewerów, ludu słynnego ze znakomitej konnicy, który trzy lata wcześniej zabiegał o sojusz z Rzymianami. Teraz dwaj naczelnicy rywalizowali ze sobą o prymat i jeden z nich, Cyngetoryks, postanowił udać się do Cezara i przysiąc mu wierność. Drugi, jego teść Inducjomarus, zaczął gromadzić oddziały wojowników, chcąc zdobyć władzę nad plemieniem przez wojnę domową. Zmienił zdanie, dopiero gdy ciągły strumień nobilów kierujących się do Cezara wzbudził w nim wątpliwości, czy ma wystarczające poparcie, by wygrać taką walkę. W końcu sam również udał się do rzymskiego obozu, prowadząc, jak od niego żądano, dwustu zakładników, w tym swego syna oraz innych krewnych, i ślubował posłuszeństwo. W rozmowach z arystokracją plemienną Cezar przekonał ich, by stanęli po stronie Cyngetoryksa. Była to nagroda za lojalność, ale także pragmatyczna decyzja, że lepiej jest mieć na czele plemienia wiarygodnego – i zobowiązanego – człowieka103.

Inducjomarus poczuł się dotknięty wyniesieniem rywala i wynikającym stąd umniejszeniem własnego statusu i wpływów. Nie uważał przychylności okazanej przez Rzymian Cyngetoryksowi za koniec gry. Później w tym samym roku osadzony przez Cezara król plemienia Karnutów został zabity przez ambitnych nobilów po dwuletnim panowaniu. Senonowie również próbowali zgładzić władcę narzuconego im przez prokonsula, ten jednak zdołał zbiec do rzymskiego obozu. Inducjomarus wiedział, że nierozsądnie jest działać samotnie, gdyż żadne plemię w pojedynkę nie miało szans w starciu z armią Cezara, a do tego mógł być pewny jedynie drobnej części własnego ludu. Próbował nakłonić germańskich przywódców zza Renu, by wsparli go swymi wojownikami, ale bez powodzenia. Udało mu się jednak przekonać dwóch naczelników sąsiedniego galijskiego plemienia, Eburonów, do zaatakowania wojsk w sile półtora rzymskiego legionu, zimujących na ich terytorium. Unicestwienie przez zdradę tego garnizonu dało Inducjomarusowi wystarczającą popularność, by wygnać Cyngetoryksa i zdobyć przywództwo nad Trewerami. Sukces okazał się krótkotrwały, gdyż kiedy próbował zaatakować kolejny rzymski fort, został wytropiony i zabity w starannie przygotowanym wypadzie104.

 

Jak się wydaje, raczej lokalne rywalizacje niż wrogość lub sympatia dla Cezara i Rzymu były siłą napędową walk o władzę w obrębie plemion. Decyzje podejmowano w oparciu o pragmatyczną ocenę osobistych korzyści i perspektyw sukcesu. Wobec zbliżania się legionów Senonowie zaczęli mobilizować swe siły, uświadomili sobie jednak, że nie są gotowi, tak więc wysłali do Cezara poselstwo z ofertą kapitulacji. Według znanego już schematu Eduowie wstawili się za nimi i ich prośba została spełniona. Remowie ujęli się za Karnutami, podobnie zapewniając im pokój w zamian za przekazanie zakładników. Trewerom, którym przewodził teraz krewny Inducjomarusa – przypuszczalnie jeden z tych, którzy nie zostali zakładnikami – wydano wojnę. Ponieśli w niej klęskę, a on sam zbiegł i schronił się wśród Germanów. Cezar ponownie osadził Cyngetoryksa na czele plemienia. Ziemie Eburonów zostały spustoszone, a pod koniec roku prokonsul zarządził egzekucję Akkona, głównego przywódcy przewrotów wśród Senonów i Karnutów. Zatłuczono go na śmierć w publicznej demonstracji rzymskiej sprawiedliwości105.

OPÓR WOBEC RZYMU

Zimą przełomu lat 53–52 p.n.e. nastroje wśród galijskiej arystokracji uległy zmianie. Ludzie, którzy z radością przyjęli przybycie Cezara i skorzystali na jego poparciu i ochronie, teraz uzmysłowili sobie, że nie będzie to krótka interwencja. Wyglądało na to, że Rzymianie przybyli do Galii na stałe i raczej nie wycofają się z powrotem do Galii Zaalpejskiej, nawet gdy dowództwo Cezara wygaśnie. Dumnoryks został zabity za odmowę podporządkowania się Cezarowi, a Akkon stracony, co świadczyło o tym, że Rzymianie są skłonni usunąć nawet najwybitniejszych naczelników, jeśli taka będzie ich wola. Żaden z tych ludzi nie walczył przeciwko Rzymowi, kiedy spotkała go kara. Ogólnie rzecz biorąc, zapanowała świadomość, że Galia została podbita, podobna do olśnienia, jakiego doznali Sekwanowie, zorientowawszy się, że ich sojusznik Ariowist został ich panem. Był to cios dla dumy, tym bardziej że Rzymianie – jak wcześniej germański watażka – powtarzali wciąż, że ich interwencje mają na celu jedynie ochronę sojuszników. Nawet Cezar uważał, że dla Galów, jak i dla wszystkich ludzi, naturalne jest walczyć o swoją wolność – co nie skłoniło go (ani jego współobywateli) do kwestionowania, czy powinien im ją odbierać.

Teraz, poniewczasie, nienawiść do rzymskich najeźdźców zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Pierwsze zorganizowane zebrania odbywały się potajemnie na terytorium Karnutów. Niewykluczone, że był w tym pewien element religijny, gdyż ziemie tego ludu stanowiły tradycyjne miejsce zgromadzeń druidów, a ich władza rozsądzania sporów wewnątrz- i międzyplemiennych została zawłaszczona przez Cezara. Jednak nawet wtedy, jak od samego początku, istotny pozostawał aspekt pragmatyczny. Cezar nie dopuścił do zaburzenia przez Helwetów równowagi sił w środkowej Galii, usunął Ariowista i powstrzymał inne napierające zza Renu grupy Germanów. Przywódcy plemion, które zyskały na poparciu Rzymian, zastanawiali się, czy związek ten będzie w dalszym ciągu tak korzystny. Ograniczał on władzę, jaką mógł osiągnąć ambitny przywódca, zwłaszcza poza własnym ludem. Od początku galijscy naczelnicy dorównywali Cezarowi cynizmem, wykorzystując go w takim samym stopniu, jak on wykorzystywał ich. Wielu z nich uznało teraz, że jego użyteczność przewyższają atrakcyjne perspektywy, jakie otworzyłoby wyparcie go z regionu106.

Głównym przywódcą wynikłego stąd powstania był Wercyngetoryks z plemienia Arwernów. Cezar wspomina, że jego ojciec był jednym z najważniejszych naczelników w całej Galii, i twierdzi, że syn wywołał bunt w plemieniu, by ogłosić się królem. Inne źródło mówi, że prokonsul okazał mu wiele przychylności i wsparcia. Z pewnością tak właśnie rzecz się miała w wypadku Kommiusza, innego z wybitnych galijskich wodzów tej kampanii. Cezar wykorzystywał go do wielu ważnych zadań, a potem okazał mu jeszcze większe zaufanie, czyniąc go królem Atrebatów i podporządkowując jego zwierzchnictwu sąsiednie plemiona107.

Eduowie początkowo nie angażowali się w wojnę z Rzymianami, bardziej zaabsorbowani zajadłym sporem o stanowisko głównego urzędnika (vergobret). Mimo toczącej się kampanii prokonsul osobiście udał się na miejsce, by rozstrzygnąć spór. Jego wysiłki na rzecz utrzymania Eduów w sojuszu z Rzymem spełzły na niczym, kiedy świeżo zatwierdzony wergobret postanowił przyłączyć się do buntu. Cezar twierdzi, że nowy wergobret otrzymał dary od Arwernów, które rozdzielił między wielu młodych nobilów, przypominając im o utraconej wolności. Być może irytowało go, że jego nominację musi zatwierdzić prokonsul – czym Cezar bez wątpienia spodziewał się zaskarbić sobie wdzięczność. Zwrócenie się przeciwko Rzymianom dowiodłoby jego niezależności. Ponadto większość plemion przyłączyła się już do przymierza przeciwko Rzymowi i wydawało się, że sytuacja Cezara nie wygląda dobrze. Gdyby legiony miały zostać rozgromione, lepiej było włączyć się do powstania wystarczająco wcześnie, by móc przypisywać sobie udział w zwycięstwie – zostać na placu jako główny sojusznik pokonanego Rzymu nie było pociągającą perspektywą108.

Eduowie zwrócili się przeciwko Cezarowi w szeregu impulsywnych akcji wśród zalewu fałszywych pogłosek. Niemal natychmiast wdali się z Wercyngetoryksem w spór o dowództwo nad kampanią, próbując wykorzystać to, że w imieniu prokonsula trzymali wielu zakładników, których mogli w związku z tym odesłać do domów. Nie dopięli jednak swego i tłumiąc urazę, współpracowali z nim przez resztę walk. Remowie – niedawni przyjaciele, nigdy nienazywani „braćmi” – pozostali lojalni wobec Rzymian, podobnie jak ich sojusznicy Lingonowie. Wszystkie pozostałe plemiona przyłączyły się do powstania, ale mimo to szczęście i zdolności Cezara oraz determinacja jego legionów zakończyły tę wojnę zwycięstwem Rzymian109.

Wercyngetoryks poddał się i był więziony, dopóki nie stracono go w opóźnionym triumfie Cezara w 46 r. p.n.e. Kommiusz walczył dalej, przeżył dwie próby zgładzenia go – jedną, kiedy zgodził się negocjować z Rzymianami – a w końcu zbiegł do Brytanii, oświadczając, że nie życzy sobie już nigdy oglądać Rzymian. Wiele plemion zostało surowo ukaranych przez sprzedanie w niewolę pojmanych wojowników i nałożenie ciężkich kar. Cezar okazał pobłażliwość wobec Arwernów i Eduów, uwalniając około dwudziestu tysięcy zdobytych na nich jeńców. Zażądano nowych zakładników, a prokonsul pozostał na zimę w Bibrakte, ogólnie jednak oba plemiona nadal cieszyły się uprzywilejowaną pozycją pod rzymskimi rządami. Przez krótki czas na ich terytorium lub w jego pobliżu stacjonowały legiony, by mieć je bacznie na oku. Dwa lata spędzono na operacjach pacyfikacyjnych i intensywnej dyplomacji:

Kiedy Cezar zimował w Belgii, miał ten jedynie zamiar, by utrzymać plemiona w przyjaźni i nie dawać żadnemu nadziei czy powodu do wojny. […] Przez zwracanie się zatem z szacunkiem do plemion, przez przyznawanie bardzo wysokich nagród dla naczelników plemiennych, przez nienakładanie nowych ciężarów wyczerpaną tylu nieszczęsnymi wojnami Galię łatwo jednoczył w pokoju przy korzystniejszych warunkach utrzymywania w posłuszeństwie.110

Choć po odjeździe Cezara w Galii przez dziesiątki lat dochodziło do buntów, nie miały one tej samej skali co wielkie powstanie z lat 53–52 p.n.e. i już nie wyglądało na to, że da się przepędzić Rzymian z prowincji. Wynikało to po części z obawy przed militarną potęgą Rzymu, ale też z tego, że warunki okazały się znośne dla Galów, a zwłaszcza dla arystokracji plemiennej. Nadal w bardzo niewielkim stopniu ingerowano w codzienne sprawy plemion. Jedynie sporadycznie karby nakładane na ambicje naczelników prowokowały ich do desperackiego sięgania po przemoc111.

Cezar opanował Galię w niespełna dziesięć lat. Wspominał o „uśmierzaniu” regionów daleko od granic rzymskiej prowincji i traktował jako akt wrogości wszelkie powitanie inne niż natychmiastowe poddanie się jego władzy. Szybkość tego podboju była owocem szczególnej sytuacji politycznej, która dała namiestnikowi tak długie dowództwo, oraz niespożytej energii i talentu Cezara. W innych częściach imperium sprawy często toczyły się wolniej, niekiedy na przestrzeni kilku pokoleń, ale same procesy były podobne. Regionalna i lokalna polityka była dynamiczna, pełna rywalizacji, często zażartych, a czasem jawnie brutalnych. Kiedy Rzymianie pojawiali się na scenie, dodawali po prostu do tej układanki kolejny element. W wielu wypadkach nie postrzegano go jako najważniejszy czynnik i tylko perspektywa czasu sprawia, że tak go traktujemy112.

Przywódcy i społeczności zewnętrznego świata starali się wykorzystać rzymską potęgę dla własnych celów. Czasami zabiegali o rzymską pomoc, jak Eduowie przeciwko Sekwanom, ponieważ ich sąsiedzi zyskiwali przewagę dzięki wsparciu jakiejś innej zewnętrznej siły. Analogicznie rzymska interwencja na rzecz jednej grupy skłaniała inne do szukania dla równowagi pomocy z zewnątrz. W większości wypadków sympatie lub antypatie wobec Rzymu – jak zresztą wobec innych mocarstw – były znacznie mniej istotne niż pragnienie doraźnych korzyści. Siłą napędową były lokalne ambicje i ten motyw będzie się stale przewijać w ciągu następnych wieków.

Cezar wykorzystywał rywalizację wewnątrz- i międzyplemienną, podobnie jak robili to inni namiestnicy w Galii i w całym imperium. Rzym nie zawsze decydował się na interwencję, a status przyjaciół nie gwarantował pomocy na żądanie. Cynizm i wyrachowanie były powszechne po obu stronach – co nie powinno nas zaskakiwać. Przywódcy powstania w Galii mieli nadzieję w razie wygranej zostać wielkimi i wpływowymi ludźmi. W większości plemion byli tacy, którym udało się na czas zmienić strony albo którzy pozostali lojalni. Słyszymy o pewnym naczelniku Arwernów, określonym jako „bardzo przyjazny dla narodu rzymskiego”, który w 51 r. p.n.e. wydał Rzymianom wodza buntowników. Niektóre z plemion ucierpiały mocno – materiał archeologiczny z terenów Belgii wskazuje, że zostały one spustoszone podczas kampanii Cezara. Nie była to jednak eksterminacja. Większość plemion istniała wciąż po ustaniu wojen i wiele z nich miało się dobrze. Dawni przyjaciele ludu rzymskiego prosperowali, a nowi pomnażali ich szeregi113.