Pax RomanaTekst

Autor:Adrian Goldsworthy
Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

REPUBLIKA

Rzym był większy niż jakiekolwiek inne miasto-państwo, ale jego instytucje nie różniły się znacząco od wielu innych społeczności w Italii i świecie greckim. Tak samo kolonie latyńskie i sprzymierzone miasta, z których każde niezależnie prowadziło swe sprawy wewnętrzne, wybierając władze miejskie i rządząc się własnymi prawami. Nie pozwalano im na własną politykę zagraniczną, nieprzychylnym okiem patrzono też na związki między poszczególnymi sojusznikami. Każdy z nich był sprzymierzeńcem Rzymu, republika rzymska zaś stanowiła centrum wszystkiego, nie po prostu jeden silny element we wzajemnym przymierzu. Sprzymierzeńcy jednak nie płacili Rzymowi podatków ani też Rzymianie nie wtrącali się do ich codziennych spraw, a ich jedynym obowiązkiem było dostarczyć na żądanie kontyngenty wojsk. Żołnierze ci służyli w odrębnych jednostkach, podlegali jednak rzymskiemu dowództwu i obowiązywał ich regulamin rzymskiej armii, która nakładała surowe kary za naruszanie dyscypliny, ale także płaciła im żołd.

Przynajmniej połowa każdej rzymskiej armii polowej składała się z wojsk sprzymierzonych, a zazwyczaj udział ten był wyższy – dane Polibiusza wskazują, że Latynowie i inni sojusznicy stanowili niemal dwie trzecie całego stanu liczebnego. Przelewali oni krew w imię republiki, uczestniczyli też w podziale łupów. Tak więc, w miarę jak Rzym rozszerzał swe wpływy, wrogowie jednego pokolenia pomagali jako sojusznicy wygrywać wojny toczone przez następną generację. Niektórzy stawali się Rzymianami, wszyscy zaś cieszyli się większym bezpieczeństwem, które dawała przynależność do takiej potęgi wojskowej. W istocie bezpieczniej było być sprzymierzeńcem Rzymu niż jego wrogiem20.

Republika okazała się niezwykle stabilna w porównaniu z innymi miastami-państwami, gdzie wstrząsy polityczne zdarzały się często. Istniały poważne napięcia społeczne, ostatecznie jednak znajdowano rozwiązania wystarczające dla usatysfakcjonowania większości grup w społeczeństwie, rozszerzając elity poza pierwotny wąski krąg rodów patrycjuszowskich i ograniczając uprawnienia władz miejskich. Wyłonił się stąd system, którego istotę stanowiło uniemożliwienie jednostce czy grupie sięgnięcia trwale po najwyższą władzę. Całe życie polityczne toczyło się w samym Rzymie i obywatel musiał być na miejscu, by w nim uczestniczyć. Zasada ta obowiązywała nawet wtedy, gdy ciało obywatelskie się rozrastało, i jedynie mieszkańcy Rzymu i jego okolic oraz ci, którzy mieli środki, czas i chęć, by się tam udać, mogli głosować lub ubiegać się o urzędy.

Władzę wykonawczą państwa stanowili obieralni urzędnicy. Najważniejszymi z nich byli dwaj konsulowie, których kadencja trwała tylko dwanaście miesięcy i których nazwiskami określano lata. Do 153 r. p.n.e. rok nie tylko polityczny zaczynał się w marcu – miesiącu nazwanym od boga wojny Marsa. Konsulowie byli przede wszystkim dowódcami wojskowymi, wybierało ich zgromadzenie ludu rzymskiego zorganizowane zgodnie ze strukturą wczesnej armii. Z upływem czasu wprowadzano ograniczenia mające uniemożliwić ubieganie się o konsulat rok po roku i ostatecznie prawnie ustanowiono dziesięcioletni odstęp czasowy, a także minimalny wiek czterdziestu dwóch lat dla kandydatów na ten urząd. Jednak nieproporcjonalnie wielka liczba konsulów pochodziła ze stosunkowo małej grupy arystokratycznych rodów, zarówno z powodu zobowiązań wiążących z nimi wielu ważnych wyborców, jak i tendencji elektoratu do głosowania na znajome nazwiska. Dla człowieka z zewnątrz uzyskanie konsulatu było trudne – choć nigdy nie niemożliwe – ale mimo to zawzięcie rywalizowano o ten urząd. Przy tylko dwóch stanowiskach w roku konsulat był nagrodą, którą mogła się poszczycić jedynie niewielka część senatorów21.

Konsulowie dokładali wszelkich starań, by podczas swej kadencji okryć się chwałą, dawało im to bowiem osobisty prestiż i pozycję w społeczności, a także podnosiło reputację ich rodu w oczach wyborców. Największą sławę niosło pokonanie wrogów republiki, najlepiej nagrodzone triumfem, w którym zwycięski wódz i jego żołnierze defilowali przez centrum Rzymu. Zwycięzca jechał w rydwanie, ubrany w szaty Jowisza Najlepszego Największego, z twarzą pomalowaną na czerwono, na podobieństwo terakotowych posągów tego boga. W pewnym momencie tradycją stało się, że za jego plecami stał niewolnik szepczący przypomnienie, że jest tylko śmiertelnikiem. Dzień triumfu mijał szybko, ale sława czynu pozostawała, a zawieszony w portyku domu zwycięzcy wieniec laurowy już zawsze przypominał o niej odwiedzającym. Arystokratyczne rody korzystały z każdej okazji, by chwalić się sukcesami obecnego i wcześniejszych pokoleń. Pogrzeby były wydarzeniami publicznymi, podczas których wynajęci aktorzy nosili maski pośmiertne i urzędowe insygnia przodków zmarłego, których dokonania wyliczano obok jego własnych jako ukrytą obietnicę tego, co mogą zdziałać przyszłe pokolenia, jeśli zostaną obdarzone przez wyborców zaufaniem22.

Konsulowie posiadali imperium, czyli „władzę”, która obejmowała prawo do dowodzenia wojskami i wymierzania sprawiedliwości, ale wygasała wraz z końcem kadencji. Ogół obywateli zbierał się na oficjalnych zgromadzeniach, którym przewodniczył konsul albo inny urzędnik, by decydować o wojnie i pokoju, uchwalać ustawy lub przeprowadzać wybory. Inaczej niż w Atenach i innych demokracjach te zgromadzenia ludowe po prostu głosowały za lub przeciw przedstawianym im wnioskom i nie miały prawa dyskutować nad nimi ani też zgłaszać własnych propozycji. Takie dysputy toczyły się w senacie, stałej radzie liczącej mniej więcej trzystu członków, której zadaniem było doradzać konsulom. Senatorowie byli ludźmi dojrzałymi – jednym z ich określeń było patres, „ojcowie” – i zamożnymi. Nie byli wybierani, ale wciągani na listę przez cenzorów, dwóch urzędników, którzy co pięć lat przeprowadzali cenzus, spisując każdego obywatela i jego majątek.

Senat nadzorował wszystkie sprawy zagraniczne, jak również znaczną część kwestii wewnętrznych. Przyjmował przybywające do Rzymu poselstwa od władców, ludów lub państw. (W starożytnym świecie żadne państwo nie utrzymywało stałych ambasad nawet w najważniejszych ościennych krajach). Senat decydował, jakie będą główne zadania konsulów na dany rok, przydzielając im provinciae, czyli „prowincje”. W owych czasach prowincja nie oznaczała jednostki geograficznej, lecz zakres obowiązków, na przykład: wojnę z Samnitami. Senat decydował również, jakie zasoby będą mieli do dyspozycji konsulowie, ustalając, jak wielu żołnierzy zostanie powołanych w danym roku. Jego decyzje we wszystkich tych sprawach odzwierciedlały w równej mierze pragmatyczną ocenę dobra republiki – która nieuchronnie bywała często kwestią opinii – jak i wpływy jego wybitnych członków, zwłaszcza konsulów. Błędem jest wyobrażać sobie senat jako organ realizujący jasno wytyczoną i konsekwentną długofalową politykę, choć oczywiście zgadzano się co do pewnych ogólnych celów, zwłaszcza strzeżenia i powiększania potęgi Rzymu.

Legio, czyli „legion”, oznaczał pierwotnie „pospolite ruszenie” i odnosił się do całej armii utworzonej z ludu rzymskiego. Z czasem, w miarę jak liczba obywateli rosła, każdy konsul otrzymywał własny legion, a w III wieku p.n.e. normą stało się, że dowodził armią złożoną z dwóch legionów. Legion stał się najważniejszą jednostką armii. Jego liczebność bywała różna, co najmniej od czterech do ponad pięciu tysięcy ludzi, w zależności od opinii senatu na temat skali problemu wojskowego. Każdy legion normalnie wspierała też podobnej wielkości ala, czyli skrzydło sprzymierzeńców, nazwane tak, ponieważ dwa rzymskie legiony ustawiały się w centrum szyku z jednym ich oddziałem po każdej stronie.

Obywatele byli powoływani do służby w legionach na podstawie swego majątku zarejestrowanego podczas cenzusu, gdyż oczekiwano, że żołnierze sami zapewnią sobie ekwipunek. Najbogatsi, mogący pozwolić sobie na konia, tworzyli jazdę, natomiast trzon armii stanowił odpowiednik hoplitów, ciężkozbrojna piechota walcząca w zwartym szyku. Młodzi i ubodzy służyli jako lekkozbrojni. Służba wojskowa była obowiązkiem wobec republiki, a żołd wypłacany przez państwo był skromny, zapewniając żołnierzowi niewiele więcej niż podstawowe utrzymanie podczas kampanii.

Legionistami byli ludzie posiadający ziemię – głównie chłopi – których uważano za zainteresowanych sukcesem republiki, po rozwiązaniu armii wracali do swoich domów i normalnego życia. We wczesnych wiekach wojna była często jedynie krótkim, sezonowym zakłóceniem w rolniczym roku, toczona przeciwko podobnym wrogom i zwykle w czasie, kiedy obie strony mogły pozwolić sobie na opuszczenie gospodarstw. Wraz z ekspansją Rzymu wyprawy wojenne stawały się coraz dalsze i szerzej zakrojone, przez co służba w legionach znacznie się wydłużyła. W pewnym momencie wydano prawo stwierdzające, że od żadnego obywatela nie można wymagać służby przez więcej niż szesnaście lat lub szesnaście pojedynczych kampanii, jeśli w danym roku stoczono ich więcej niż jedną.

Rzymianie – oraz ich sojusznicy, którzy, jak się zdaje, werbowali kontyngenty w podobny sposób – bez oporów akceptowali to zobowiązanie wobec republiki. Pobór się sprawdzał, ponieważ rok w rok mężczyźni stawiali się przed urzędnikami, którym powierzono zadanie zebrania nowych legionów. Rzymianie wszystkich warstw najwyraźniej silnie utożsamiali się z państwem, tak więc rzymską armię w bardzo realnym sensie stanowił zbrojny lud rzymski, dowodzony przez wodzów, których sam wybrał23.

EKSPANSJA

Z początkiem III wieku p.n.e. republika kontrolowała już lwią część Półwyspu Apenińskiego na południe od Padu. W roku 282 p.n.e. zaniepokojone greckie miasto Tarentum zaatakowało eskadrę rzymskich okrętów, twierdząc, że ich obecność jest naruszeniem traktatu. Dwa lata później zapewniło sobie zbrojną pomoc Pyrrusa, króla Epiru. Pyrrus był słynnym wodzem, uważanym za wyjątkowo utalentowanego nawet w epoce, która widziała walki o władzę między następcami Aleksandra Wielkiego. Sprowadził ze sobą armię w macedońskim stylu, złożoną z doborowej konnicy, uzbrojonych we włócznie falangistów oraz słoni bojowych, ale choć pobił Rzymian w bitwie, nie przyjęli oni pokoju narzuconego przez wroga. Wojna ciągnęła się dalej, siły Pyrrusa stopniowo topniały – wyrażenie „pyrrusowe zwycięstwo” na określenie bitwy wygranej zbyt wysokim kosztem dla zwycięzcy pochodzi z czasów nowożytnych, ale dobrze oddaje istotę rzeczy – i w końcu król zrezygnował. Cała Italia należała odtąd do Rzymian lub ich sprzymierzeńców, z wyjątkiem galijskich i liguryjskich plemion na północy24.

 

W roku 264 p.n.e. Rzymianie interweniowali na Sycylii, po raz pierwszy wysyłając armię poza Italię. Była to prowokacja – rzucili wyzwanie Kartagińczykom na terytorium, które uważali za swoją strefę wpływów – która wkrótce doprowadziła do pierwszej wojny punickiej. (Kartagina była osadą założoną przez Fenicjan z dzisiejszego Libanu, stąd ich łacińska nazwa Poeni, Punijczycy). Kartagińczycy byli wielkim ludem kupców i żeglarzy, ale ich imperium opierało się w równej mierze na handlu, jak i na podbojach. Ich flota była sławna i potężna, podczas gdy Rzymianie mieli niewiele doświadczenia i wiedzy w dziedzinie walk morskich. Pomimo to zbudowali setki okrętów wojennych – projekt pierwszego, jak głosi fama, skopiowali z kartagińskiego statku, który osiadł na mieliźnie – i nauczyli się pokonywać wroga. Dwadzieścia trzy lata wojny okazały się przerażająco kosztowne dla obu stron, ale Rzymianie wytrwali i wygrali.

Zwycięstwo przyniosło im pierwszą prowincję w naszym rozumieniu tego słowa, obejmującą znaczną część Sycylii – reszta należała do sprzymierzonych społeczności. Kilka lat później Rzymianie cynicznie wykorzystali osłabienie Kartaginy i zajęli również Sardynię oraz Korsykę. By powetować sobie klęskę i upokorzenie, Kartagińczycy postanowili rozszerzyć swoją obecność na Półwyspie Iberyjskim. To właśnie ze swej tamtejszej bazy Hannibal rozpoczął inwazję na Italię w roku 218 p.n.e., zdecydowany przywrócić właściwą – w swoim rozumieniu – równowagę sił. W ciągu dwóch lat uśmiercił równo jedną trzecią senatorów i przeszło sto tysięcy żołnierzy rzymskich oraz sprzymierzonych. Niektórzy z sojuszników Rzymu przeszli na jego stronę, większość pozostała lojalna, a Rzymianie, zamiast zabiegać o pokój, wciąż werbowali nowe armie, przez cały czas ucząc się na swych porażkach. Zatrzymali Hannibala w Italii – opuścił ją dopiero w 203 r. p.n.e. – i przenieśli wojnę na inne tereny, ostatecznie wylądowali w Afryce i zagrozili samej Kartaginie. Hannibal został odwołany, by bronić ojczyzny, poniósł jednak swoją pierwszą prawdziwą klęskę pod Zamą (202 r. p.n.e.), co zmusiło Kartagińczyków do przyjęcia pokoju narzuconego im rok później25.

W następstwie tego konfliktu na Półwyspie Iberyjskim utworzone zostały dwie nowe prowincje – Hiszpania Bliższa na wschodzie i Hiszpania Dalsza na zachodzie – a z biegiem czasu te początkowo nieduże regiony się powiększyły. W pierwszych dziesięcioleciach II wieku p.n.e. skoordynowany wysiłek złamał potęgę liguryjskich i galijskich plemion i rozszerzył rzymską kontrolę aż po Alpy. Podczas drugiej wojny punickiej Rzymianie znaleźli się też w stanie wojny z królestwem Macedonii. Była to jedna z trzech wielkich potęg, jakie wyłoniły się po rozpadzie imperium Aleksandra Wielkiego, obok ptolemejskiego królestwa z bazą w Egipcie oraz imperium Seleucydów z trzonem w Syrii. Były również mniejsze królestwa i związki miast-państw, składające się na szerzej pojęty świat grecki. Rzym zaatakował i pokonał króla Macedonii Filipa V w drugiej wojnie macedońskiej (200–196 p.n.e.), Seleucydę Antiocha III zaś w wojnie syryjskiej (192–189 p.n.e.). W tym czasie ptolemejski Egipt był najsłabszy z owej trójki, wewnętrznie podzielony i rządzony przez młodego nieudolnego króla, cieszył się jednak długoletnim sojuszem z Rzymem, ponieważ zaopatrywał republikę w zboże podczas wojen punickich. Gdy Ptolemeusze marnotrawili siły w wewnętrznych walkach o władzę, stawało się coraz bardziej jasne, że Rzymianie są dominującym partnerem w tym związku i jedynie rzymskie poparcie chroni królestwo przed rozszarpaniem przez innych26.

Owe konflikty we wschodniej części Morza Śródziemnego nie zakończyły się utworzeniem żadnych nowych prowincji i po każdym sukcesie rzymskie armie się wycofywały. Rzym utrzymywał wpływy w tym regionie przez sojusze i groźbę ponownego użycia siły. Wrażenie odradzania się potęgi Macedonii skłoniło Rzymian do wszczęcia trzeciej wojny macedońskiej przeciwko synowi Filipa V, Perseuszowi. Obalono go w 167 r. p.n.e., a jego państwo rozczłonkowano, ale i teraz nie przekształcono go w prowincję; nastąpiło to dopiero po kolejnym konflikcie, gdy w roku 149 p.n.e. pojawił się pretendent do tronu. W tym samym roku podejrzliwość wobec silnej gospodarczo, choć militarnie słabej Kartaginy kazała Rzymianom sprowokować trzecią wojnę punicką. W 146 r. p.n.e. Kartagina została unicestwiona jako państwo, miasto zrównane z ziemią, a ludność wysiedlona. W tym samym roku Korynt w Grecji doznał ciężkich, choć nie tak doszczętnych zniszczeń z rąk legionów.

Po włączeniu nowych prowincji, Afryki i Macedonii, ich liczba wzrosła do sześciu – Korsykę i Sardynię traktowano jako jeden przydział. Powoli zaczęła się wyłaniać koncepcja prowincji jako wyraźnie określonego terytorium, jednak (z wyjątkiem Hiszpanii Bliższej i Dalszej) żadne nie łączyły się ze sobą fizycznie. Rzymianie, jak się wydaje, nie myśleli o swoim imperium jako o spójnym tworze; każda prowincja z osobna powiązana była z centrum w Rzymie. Na tym etapie nie prowadzono praktycznie zasiedlania żadnej z prowincji przez kolonistów. (Galia Przedalpejska, część Italii na północ od Padu, była pod pewnymi względami postrzegana jako prowincja, ale traktowano ją w coraz większym stopniu jak resztę półwyspu i tutaj kolonizacja była intensywna). Obok prowincji istniały wielkie obszary, na których wpływy Rzymu zabezpieczali sprzymierzeni władcy i kraje27.

W późniejszych latach II wieku p.n.e. Rzymianie do listy stałych prowincji dodali Azję – zapisaną ludowi rzymskiemu w testamencie przez jej ostatniego króla i ostatecznie przyjętą – oraz Galię Zaalpejską (dzisiejszą Prowansję). Ten ostatni nabytek świadczy o rosnącym poczuciu strategicznej korzyści z łączenia prowincji, gdyż zapewniał on pomost lądowy do Hiszpanii. Jednak, podobnie jak we wcześniejszym okresie, zwycięska wojna nie pociągała za sobą automatycznie aneksji i bezpośrednich rządów, i takie obszary jak Numidia w Afryce Północnej, pokonana w 105 r. p.n.e., pozostawiono w rękach sprzymierzonych władców.

Powstanie imperium miało doniosłe konsekwencje dla ustroju politycznego, gospodarki i społeczeństwa Rzymu, na pozór jednak w republice zmieniło się bardzo niewiele. Dwaj konsulowie nie mogli już sprostać wszystkim zadaniom, w związku z czym wzrosła rola pretorów, kolegium urzędników niższych rangą od konsulów. Tradycyjnie był tylko jeden pretor, który stale przebywał w Rzymie i pełnił obowiązki przede wszystkim sądownicze i administracyjne. Około 242 r. p.n.e. powołano drugiego pretora, a kilkanaście lat później powiększono kolegium o dalszych dwóch. Odzwierciedlało to nie tylko rosnącą aktywność sądów, ale także potrzebę zapewnienia zarządców dla Sycylii oraz Sardynii i Korsyki. Kolejnych dwóch pretorów dodano na początku II wieku p.n.e., tak że było teraz wystarczająco wielu urzędników, by zająć się dwiema hiszpańskimi prowincjami. Wśród innych widocznych zmian wymienić można zwiększenie liczby kwestorów, najniższych rangą urzędników, których główną funkcją stało się asystowanie namiestnikom prowincji w sprawach finansowych. Żołnierka często wiązała się teraz z długimi latami spędzanymi na mniej lub bardziej czynnej służbie garnizonowej w którejś z prowincji. Nie stworzono jednak rozbudowanego aparatu biurokratycznego do zarządzania imperium i w każdym regionie niemal wszystkie aspekty administracji pozostawiono w rękach miejscowych przywódców i społeczności.

Zmiany następowały pomimo to, a rola zwierzchnika imperium powodowała poważne napięcia w republice, wskutek czego w trakcie pierwszego stulecia p.n.e. zaczęła się ona rozkładać. W roku 91 p.n.e. znaczna liczba italskich sojuszników Rzymu podniosła bunt, oburzona z powodu ograniczonych praw, jakie posiadało wciąż wielu z nich, i często aroganckim zachowaniem rzymskich urzędników. W wojnie tej starły się armie jednakowo agresywne, zdyscyplinowane i dobrze wyekwipowane, a toczone na wielką skalę walki prowadziły do ciężkich strat po obu stronach. W roku 89 p.n.e. Rzymianie zwyciężyli, w równej mierze dzięki pospiesznym nadaniom pełnego obywatelstwa, jak i siłą. Wkrótce obywatelami rzymskimi stali się wszyscy wolni mieszkańcy ziem na południe od Padu. Rok później spór między rywalizującymi ze sobą senatorami przerodził się w wojnę domową, gdy jeden z konsulów poprowadził swoje legiony przeciwko samemu Rzymowi. Nie udało się już przywrócić państwu prawdziwej stabilności i wojny domowe następowały jedna po drugiej, dopóki Oktawian – przyszły cesarz August – nie wygrał ostatniej w roku 30 p.n.e. Lata te pełne były chaosu i przemocy politycznej, ale też był to okres gwałtownej ekspansji, w którym ludzie tacy jak Pompejusz Wielki i Juliusz Cezar podbijali olbrzymie połacie nowych ziem. Rzym przetrwał te dziesięciolecia kryzysu, a imperium wyszło z nich silniejsze i bogatsze.

II
WOJNA

[…] jest rzeczą nie do wiary, jak szybko po osiągnięciu wolności wzrosło państwo: tak wielka pojawiła się żądza sławy. Młodzież od razu, jak tylko była zdolna do noszenia broni, w obozie wśród trudu uczyła się praktyki wojennej; więcej radości znajdowali w ozdobnej broni i koniach bojowych niż w dziewczętach i ucztach. […] Najbardziej współzawodniczyli między sobą o sławę: każdy kwapił się bić nieprzyjaciela, wedrzeć się na blanki muru, każdy chciał być oglądany, gdy dokonywał takiego czynu; to uważali za bogactwo, za dobre imię, za wielkie szlachectwo.

Salustiusz, połowa I w. p.n.e.28