Kot w stanie czystymTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tego samego autora polecamy:

KOLOR MAGII

*

BLASK FANTASTYCZNY

*

RÓWNOUMAGICZNIENIE

*

MORT

*

CZARODZICIELSTWO

*

ERYK

*

TRZY WIEDŹMY

*

PIRAMIDY

*

STRAŻ! STRAŻ!

*

RUCHOME OBRAZKI

*

NAUKA ŚWIATA DYSKU

I, II I III

*

KOSIARZ

*

WYPRAWA CZAROWNIC

*

POMNIEJSZE BÓSTWA

*

PANOWIE I DAMY

*

ZBROJNI

*

MUZYKA DUSZY

*

CIEKAWE CZASY

*

MASKARADA

*

OSTATNI BOHATER

*

ZADZIWIAJĄCY MAURYCY

I JEGO EDUKOWANE GRYZONIE

*

NA GLINIANYCH NOGACH

*

WIEDŹMIKOŁAJ

*

WOLNI CIUTLUDZIE

*

BOGOWIE, HONOR,

ANKH-MORPORK

*

OSTATNI KONTYNENT

*

CARPE JUGULUM

*

PIĄTY ELEFANT

*

PRAWDA

*

ZŁODZIEJ CZASU

*

ZIMISTRZ

*

STRAŻ NOCNA

*

POTWORNY REGIMENT

*

PIEKŁO POCZTOWE

*

ŁUPS!

*

ŚWIAT FINANSJERY

*

HUMOR I MĄDROŚĆ

ŚWIATA DYSKU

*

NIEWIDOCZNI AKADEMICY

*

W PÓŁNOC SIĘ ODZIEJĘ

*

NIUCH

Tytuł oryginału

THE UNADULTERATED CAT

Text copyright © Terry and Lyn Pratchett 1989

Cartoons © Gray Jolliffe 1989

First published by Victor Gollancz Ltd,

an imprint of the Orion Publishing Group, London

Redakcja

Łucja Grudzińska

Korekta

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-7839-990-2

Fantastyka

Warszawa 2011

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

DEDYKACJA

No dobrze, dobrze.

Trzeba to załatwić.

Mimo że książka ta

wyraźnie stwierdza,

że koty powinny mieć krótkie imiona,

które można wykrzykiwać

nocą do całej okolicy,

Kot w stanie czystym

dedykowany jest

Edypussowi.

Trudno znaleźć bardziej prawdziwego.



Kampania na rzecz Prawdziwych Kotów

Aż nazbyt wielu ludzi w tych czasach przyzwyczaja się do nudnych, masowo produkowanych kotów, które często wręcz ociekają zdrowiem i odżywczymi witaminami, jednak nie mogą się równać z dobrymi, starymi kotami, jakie bywały kiedyś. Kampania na rzecz Prawdziwych Kotów dąży do zmiany tej sytuacji, pomagając ludziom rozpoznawać koty Prawdziwe, kiedy je spotkają. Stąd ta książka.

Kampania na rzecz Prawdziwych Kotów jest przeciwna masowo wytwarzanym kotom z beczki.

No dobrze. Więc jak mamy rozpoznać kota Prawdziwego?

Proste. Natura wykonała za was sporą część pracy, dzięki czemu liczne koty Prawdziwe są rozpoznawalne natychmiast. Na przykład wszystkie koty z pyszczkami, które wyglądają, jakby ktoś wkręcił je w imadło, a potem wielokrotnie walił młotkiem owiniętym skarpetą, są Prawdziwymi kotami. Koty z uszami, które sprawiają wrażenie, jakby ktoś przyciął je nożycami o zębatych ostrzach, też są Prawdziwymi kotami. Prawie każdy nierodowodowy, niewysterylizowany kocur jest nie tylko Prawdziwy, ale w miarę bywania w waszym domu staje się Prawdziwszy i Prawdziwszy, aż w jego Prawdziwość nikt już nie może wątpić.

Puszyste koty niekoniecznie są niePrawdziwe, ale jeśli przed obiektywem, reklamując cokolwiek ze słowem „Miau” na dołączonym zdjęciu produktu, uparcie przybierają urażony wyraz pyszczka, to stanowczo każą powątpiewać w swoją Prawdziwość.


Aha. Czyli koty w reklamach nie są Prawdziwe?

Właściwie pojawienie się w reklamie nie czyni jeszcze kota niePrawdziwym. Nic przecież nie może na to poradzić, że ktoś wsadzi go w dziwaczną dywanikową piramidę, a potem zrobi zdjęcie, jak zirytowany wygląda przez otwór ze środka. Natomiast jego zachowanie nie jest obojętne.

Na przykład: jeśli postawimy niePrawdziwego kota przed rzędem misek z kocią karmą, posłusznie wybierze tę, którą wyprodukował sponsor, nawet jeśli pozostałe nie są podlane olejem samochodowym. Prawdziwy kot za to skieruje się do tej najdroższej, wyrzuci ją na podłogę studia, zje z wyraźną przyjemnością, skosztuje niektórych innych, zaplącze się w nogi kamerzyście, a potem utknie za podium prezentera wiadomości. Tam zwymiotuje. A potem, kiedy jego właściciele kupią już kilka dużych puszek tej nieszczęsnej karmy, odmówi tknięcia jej po raz drugi.

Prawdziwe koty nigdy nie noszą kokard (chociaż czasami noszą muszki – patrz „Koty z kreskówek”).

Ani nie pojawiają się na kartkach świątecznych.

Ani nie gonią niczego, co ma w środku dzwoneczek.

Prawdziwe koty nie noszą obróż. Ale często się zdarza, że kot Prawdziwy nosi ubranka lalek i siedzi z wyrazem futrzastego debilizmu na pyszczku, podczas gdy mózgiem dokonują złożonej analizy radarowej bezpośredniego otoczenia. Po czym wykonuje nagle specjalny rodzaj skoku, który w jednym ruchu wyrywa go z kapturka, sukienki i wózka dla lalek. Prawdziwe koty nie zawsze są opanowane. Ani nie są całkiem neurotyczne. Są i takie, i takie, całkiem jak ludzie.

Prawdziwe koty jedzą tarty. I podroby. I masło. I wszystko inne, co zostanie na stole, jeśli tylko uznają, że im się uda. Prawdziwe koty słyszą otwieranie drzwi lodówki dwa pomieszczenia dalej.

Kwestia ta wywołała pewną dyskusję, ale twardogłowi członkowie KnrPK uważają, że Prawdziwe koty nie trafiają do kocich schronisk, kiedy ich właściciele wyjeżdżają, ale są karmione dzięki prostemu systemowi misek i sąsiadów. Utrzymuje się również, że Prawdziwe koty nigdzie nie wyruszają w eleganckich wiklinowych chatkach z cienkimi pręcikami od frontu. Zastanówmy się. Schizmy i debaty są życiem i krwią demokracji, ale chciałbym tu przypomnieć niektórym co bardziej entuzjastycznym członkom wielkie szkody, jakie Kampanii wyrządziła Dyskusja o Obroży Przeciwpchelnej (1985), Kłótnia o Prywatną Kuwetę (1986) i to, co zostało dość pogardliwie określone jako Awantura o Wielką Miskę z Wypisanym Imieniem (1987). Jak mówiłem wówczas, oczywiste jest, że idealny Prawdziwy kot zjada swoje posiłki z wyszczerbionego talerza z zaschniętymi na brzegach resztkami poprzedniego posiłku, albo – bardziej typowo – z podłogi obok, to jednak Prawdziwa kotowatość zależy od tego, czym się jest, a nie tego, co z tobą zrobią. Niektórzy z nas mogą czuć się zadowoleni, transportując swoje koty w kartonowych pudłach z nazwą płatków śniadaniowych na ściance, jednak Prawdziwe koty żywią wrodzoną nieufność do białych fartuchów i potrafią natychmiast odgadnąć, kiedy w perspektywie pojawia się weterynarz. Wystrzeliwują wtedy z najtwardszego nawet kartonu niczym pocisk balistyczny. Zwykle zdarza się to na zatłoczonej drodze albo w pełnej ludzi poczekalni.

Mimo wielu złych emocji, jakie pozostawiła wspomniana wyżej Awantura o Wielką Miskę z Wypisanym Imieniem, chcemy wyraźnie stwierdzić, że Prawdziwe koty jedzą z misek, na których wypisano słowo MRUCZUŚ. Jadłyby z nich, nawet gdyby wypisano tam ARSZENIK. Jedzą ze wszystkiego.

Prawdziwe koty łapią różne rzeczy.

Prawdziwe koty zjadają prawie w całości wszystko, co złapią.

Celem Prawdziwego kota jest przejść przez życie spokojnie, tak by ludzie jak najrzadziej się do niego wtrącali. Całkiem jak prawdziwi ludzie, jeśli się dobrze zastanowić.

Czy mogę być kotem rodowodowym i Prawdziwym kotem jednocześnie?

Oczywiście, że nie. Jesteś człowiekiem.

Znaczy, czy kot może być...

Aha. Interesujący problem. Logicznie rzecz biorąc, wiedza, jak miał na imię pradziadek, nie powinna stanowić przeszkody, by żyć pełnią życia, jednak niektórzy bardziej oddani sprawie członkowie Kampanii sądzą, że Prawdziwy kot powinien żywić niejakie wątpliwości nawet w kwestii własnej egzystencji – a co dopiero egzystencji swoich rodziców.

Uważamy, że to pogląd raczej ekstremalny. Prawdą jest, że w opinii wielu z nas Prawdziwy kot w pełnym tego słowa znaczeniu wygląda jak ocalały po paskudnym wypadku z maszynką do mięsa. Jeśli jednak ludzie zechcą oceniać Prawdziwość kota jedynie po wyglądzie i barwie futra, to muszą zrozumieć, że doprowadzą do stworzenia całkiem nowej, osobnej rasy („W tym roku Absolutnym Championem zostaje Węgielek, po ojcu Tenprzeklętyszarydrańodsąsiadówznowuwlazłdokarmnika i matce Nazywamy Ją Po Prostu Pusią z BedWellty”).

 

Chodzi o to, że koty różnią się od psów. Aby przekształcić szorstkich i twardych psich przodków w tych cuchnących, nadskakujących i zaślinionych kretynów1, jakich widzimy dzisiaj, niezbędny był pewien wysiłek hodowlany. W trakcie przemiany w to, czego społeczeństwo owych czasów we własnej opinii rzeczywiście potrzebowało – na przykład maszyn do prac ziemnych albo ozdób na rękawy – ich zasadnicza psiowość stopniowo ulegała rozcieńczeniu.

Zatem typowy Prawdziwy pies o wiele częściej okaże się kundlem, tyle że określenie to jest pewnie dzisiaj nielegalne. Natomiast koty są... no, kotami. Mniej więcej tej samej wielkości, w różnych kolorach, niektóre tłuste, inne wychudzone, ale zawsze w wyraźny sposób kocie. Ponieważ jedyne czynności, do których wykazywały jakąkolwiek skłonność, polegały na chwytaniu różnych rzeczy i spaniu, nikt nie zadawał sobie trudu, żeby majstrować przy nich i przerabiać na cokolwiek innego. Interesujące są jednak spekulacje, czym mogłyby się stać, gdyby historia potoczyła się inaczej (patrz „Koty, które utraciliśmy”). Koty były hodowane w celu wzmocnienia praktycznie jednej tylko cechy, czyli ogólnej kotowatości. Wszystkie są więc potencjalnie Prawdziwe. Prawdziwość to styl życia.


Co Kampania na rzecz Prawdziwych Kotów ma przeciwko psom?

Nic.

Nie, poważnie...

Naprawdę. Istnieją doskonale grzeczne, wytresowane, posłuszne psy, które nie szczekają jak zacięta płyta, nie brudzą na środku chodnika, nie obwąchują kroczy ani nie zachowują się jak ulubieńcy wszystkich w okolicy, bo im się wydaje, że są takie rozkoszne. I nie skamlą, nie kradną i nie płaszczą się w stylu, który zawstydziłby XIV-wiecznego zawodowego żebraka. Uznajemy ten fakt.

To dobrze.

Istnieją także wielkoduszni strażnicy miejscy, dziwki o złotych sercach oraz prawnicy, którzy nie wyjeżdżają na wakacje w samym środku waszej skomplikowanej sprawy z kupnem domu. Tyle że nie spotyka się ich zbyt często.


1 Po gorącej dyskusji Komitet chce wyraźnie zaznaczyć, że określenia tego nie należy rozumieć jako obejmujące kolejno: małe białe teriery z IQ 150, wierne kundelki, które mogą trochę cuchnąć, ale przecież je kochamy, oraz wielkie i kudłate, sapiące bernardyny, które pochłaniają dziennie więcej protein, niż niektórzy ludzie widują przez rok*, ale rozumieją każde nasze słowo, poważnie, i są jak członek rodziny.

* Komitet, który – mimo straszliwych nacisków – nie zdołał usunąć tego zdania, hahaha, prosił, by zmienić je na „mają zdrowy apetyt jak na psa w swoim wieku”. Określenie to odnosi się prawdopodobnie do sytuacji, gdy wielki pysk opada niczym łyżka koparki**, a potem pcha wielką jak zlew michę przez całą kuchnię.

** Komitet może sobie mówić, co chce, ale przewodniczący – który z pełną świadomością przyznaje, że nigdy nie doznał rozkoszy i radości posiadania psa, nie zamierza ich poznawać i całkowicie akceptuje fakt, że istnieją domy, w których psy i koty żyją w rodzinnej harmonii – widział, jak taki pies je.

Jak zacząć

Wzięliśmy kota, ponieważ niespecjalnie lubiliśmy koty.

Nasz ogród był terytorium spornym pięciu miejscowych kocurów, a słyszeliśmy, że najlepszą metodą niedopuszczania innych kotów jest posiadanie własnego.

Chwila racjonalnej analizy natychmiast wykryje pewien błąd w tym rozumowaniu. Jednakże, jeśli ktoś ma predyspozycje do trzymania kotów, racjonalna analiza nie ma z tym nic wspólnego. Nigdy jeszcze nie spotkaliśmy człowieka, który by pamiętał, jak obudził się pewnego dnia i pomyślał: „Dziś rano pójdę po zakupy, kupię trochę brukselki, to takie niebieskie do spłuczki, folię aluminiową... aha, tak, kot też by się przydał”.

Koty mają sposoby, by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły. Poruszają się we własnym, osobistym rytmie czasu. Zachowują się tak, jakby ludzki świat był tym, w którym akurat przypadkiem się zatrzymały w drodze do czegoś, być może o wiele ciekawszego.

A właściwie, kiedy się zastanowić, to co my o nich wiemy? Skąd się wzięły? Ludzie mówią: „No, ewolucja, to przecież rozsądne”. Ale dlaczego? Spójrzmy na psy. Psy pochodzą od wilków – od razu widać. Niektóre z nich, choćby owczarki alzackie, to praktycznie wilki z obrożami, czekające na właściwy moment. Po nich jest całe mnóstwo mniejszych psów, coraz mniejszych, aż do rozmiaru tych dziwacznych maluchów o imionach z dużą liczbą Z, które piszczą i mieszczą się w kuflach. Chodzi o to, że widzimy tu ewolucję w działaniu, wszystkie etapy od kosmatych półwilków po łyse ujadające stworzenia, hodowane po to, by wchodziły do cesarskiego rękawa czy gdzie tam jeszcze.

Wiemy, że gdyby cywilizacja nagle się skończyła, gdyby wielkie rozklekotane machiny z Alfa Centauri zjechały nagle z nieba i porwały wszystkich ludzi, psy byłyby mniej więcej o dwa posiłki od przemiany w wilki.

Albo spójrzmy na siebie. Niektóre szczegóły są może trochę mgliste, ale my – sprytni, cywilizowani my, wiedzący wszystko o kredytach, teflonowych patelniach i Giuseppe Verdim – możemy spojrzeć przez swoje genetyczne ramię i zobaczyć cały szereg chwiejnych postaci sięgający aż do drobnych, skulonych sylwetek o owłosionych piersiach, niskich czołach i inteligencji publiczności teleturnieju. Koty są całkiem inne. Z jednej strony mamy te wielkie, płowe monstra, które ziewając, wylegują się pod gorącym słońcem na sawannie albo w wilgotnych, upalnych dżunglach, z drugiej maleństwa, które potrafią spać na kaloryferach i korzystać z kocich drzwiczek. I niewiele między nimi, prawda? Cały gatunek w zasadzie podzielony między 300 kg pasiastych mięśni, które potrafią powalić antylopę, a pięć kilogramów mruczenia. I nigdzie nie znajdziemy kota z Piltdown – brakującego ogniwa kociej ewolucji. Pewnie, istnieje kot dziki, ale wygląda całkiem jak przeciętny udomowiony i pręgowany zwierzak, który dostał cegłą po głowie i się z tego powodu rozzłościł. Nie, musimy się z tym pogodzić. Koty po prostu się pojawiły. W jednej chwili nie było niczego, w następnej już Egipcjanie oddawali im cześć, mumifikowali je i wznosili dla nich grobowce. Faraon nie będzie przecież babrał się z łopatą w smętnym zakątku ogrodu za szopą z narzędziami – nie wtedy, kiedy 20 000 ludzi i stosy belek akurat nie mają nic do roboty.


Naukowcy pracujący dla Kampanii na rzecz Prawdziwych Kotów uważają, że z powodu eksperymentów Schrödingera (zob.) cała kwestia, skąd właściwie wzięły się koty i w jaki sposób, jest obecnie zupełnie pozbawiona znaczenia. Wydaje się bowiem, że pewne koty bezproblemowo podróżują w czasie i przestrzeni, a zatem jedyne miejsce i czas, co do którego możemy być pewni, że stamtąd przybywają, to teraz.


Jak zdobyć kota

1. Ogłoszenia na poczcie


Tak. Proszę, proszę dzwonić, szybko, bo wszystkie są już duże, walczą ze sobą, a niektóre samce zaczynają zdradzać wyrafinowane zainteresowanie mamą. Nie dajcie się oszukać i nie myślcie, że musicie się zgłosić z pisemnym potwierdzeniem regularnego uczestniczenia w nabożeństwach i braku nałogów. „Dobre ręce” w tym przypadku oznacza każdego, kto nie przyjedzie furgonetką z napisem

J. Torquemada i Synowie, Kuśnierstwo.

Jeśli odpowiecie na ogłoszenie, przekonacie się, że został tylko jeden kociak.

Zawsze zostaje tylko jeden. Długo się zastanawiacie, co takiego sprawiło, że poprzednia czwórka odbiorców z niego zrezygnowała. W końcu to odkryjecie.

Mimo to ogłoszenia na poczcie to dobra metoda zdobycia typowego kota.

2. Ogłoszenia w eleganckich

kocich magazynach

Bardzo podobne do 1., tyle że słowo „uroczy” prawdopodobnie nie będzie użyte, a słowo „bezpłatnie” nie będzie użyte na pewno. Nie powinny być brane pod uwagę przez nikogo posiadającego normalne dochody.

Koty uzyskane w ten sposób są często bardzo dekoracyjne, ale jeśli tylko tego chcecie od kota, to wycieczka ze szpachelką na najbliższą przelotową arterię miejską powinna załatwić sprawę.

Koty rodowodowe dużo mówią – to takie określenie właścicieli na ciche piski – i mają skłonność do darcia zasłon. Jako pochodzące od starannie dobieranych rodziców, są też psychicznie niestabilne. Jeden z przyjaciół miał Kota Arcyzbrodniarza (zob.), który sądził, że jest rondelkiem. Ale że był bardzo kosztowny i miał lepsze pochodzenie niż królowa Wiktoria, myślał, że jest rondelkiem z klasą.

3. Kupienie domu na wsi

Pewny sposób zdobycia kota. Normalnie pojawia się w okresie pierwszego roku, z bezczelną miną na pyszczku, która sugeruje, że jest trochę zaskoczony, widząc was tutaj. Nie należy do poprzednich mieszkańców, żaden z sąsiadów go nie rozpoznaje, ale wyraźnie czuje się jak w domu. Dlaczego? To prawdopodobnie Kot Schrödingera (zob.).

4. Schronisko dla kotów

To kolejne popularne źródło, zwłaszcza tuż po Bożym Narodzeniu i po wakacjach, kiedy ich obroty rosną. Mimo że ledwie słyszalna przez telefon wśród pisków, udręczona młoda kobieta prawdopodobnie poświęci więcej trudu niż przeciętny Sprzedawca Kotów przez Ogłoszenie na Poczcie, by się upewnić, że nie nosicie w kieszeni noża do skórowania. Często nie jest wymagana żadna opłata, jedynie dobrowolny datek (składany pod groźbą pistoletu). Przedstawią wam rozmaite puszyste kociaki, ale właściwa okaże się roczna wysterylizowana samica, która z zatroskanym pyszczkiem kuli się w głębi klatki. Okaże wam wdzięczność, sikając w samochodzie przez całą drogę do domu.


5. Dziedziczenie

Ten kot zjawia się razem z zestawem miseczek, połową puszki najdroższej kociej karmy na rynku, koszykiem oraz małą wełnianą zabawką z dzwoneczkiem w środku. Dwa tygodnie spędza pod łóżkiem w pokoju gościnnym. Spróbujcie takiego wyciągnąć, a możecie się znaleźć w szpitalu ze skórą z pośladków przeszczepioną na ramię.

Kota nie zawsze dziedziczy się po kimś, kto umarł. Jeśli poprzedni właściciel nadal żyje, Prawdziwy kot pojawia się z listą tego, co lubi, a czego nie lubi. Można ją wyrzucić. To i tak tylko kaprysy.

Starajcie się unikać dziedziczenia kotów, chyba że w zestawie z pięciocyfrowym legatem, a przynajmniej szansą na taki.

6. Wspólna własność

Czy wiecie, gdzie wasz kot bywa, kiedy jest poza domem? Warto sprawdzić u bardziej oddalonych sąsiadów, czy nie mają kota tej samej wielkości i maści. To się zdarza. Znaliśmy kiedyś dwie rodziny, które przez lata wierzyły, że mają tego samego kota, a on tak wędrował od miski do miski. Coś w rodzaju menagerie ť trois.

Interesującym zjawiskiem przy pozyskiwaniu kotów jest to, że są zwykle albo praktycznie darmowe, albo bardzo kosztowne. To tak jakby przemysł motorowy nie produkował niczego pomiędzy motorowerem a porsche.



Odmiany kotów

Zapomnijcie o syjamskich błękitnych i persach. Prawdziwe Koty to najprawdopodobniej:

1. Koty Farmowe

Wymierająca rasa. Dawno, dawno temu każda porządna stodoła była schronieniem dla ich kwitnącej kazirodczej kolonii, której członkowie zostawiali między belami siana niewielkie gniazdka pełne miauczących kociąt. Wciąż można spotkać któregoś z nich i warto wziąć do siebie, jeśli to możliwe. Często wyglądają jak płaskogłowi szaleńcy, ale na ogół posiadają odrobinę rozsądku. Trudno je znaleźć na farmach, które wyglądają na zbudowane z aluminiowych odlewów, ale sporo ich jeszcze znajduje tu i tam środki do życia.

 

2. Czarne Koty z Białymi Łapkami

Musi to być osobna rasa. Większość Kotów z Punktów Pocztowych (zob.) to właśnie czarne z białymi łapkami. Zawsze wołają na nie „Mruczek”.

3. Koty Sąsiadów

Zwykle szare i często widywane w świeżo obsianym fragmencie ogrodu, z pełnym napięcia wyrazem na pyszczku. Zwykle nazywane są Aarghwynochastądtydraniu (zob. „Imiona kotów”).

4. Koty Paskudnopyszczkowe

Mają kły, zezowate oczy, tyle blizn, że można by na nich rozgrywać turnieje w kółko i krzyżyk, i uszy jak stare bilety autobusowe. Są nieodmiennie samcami. Koty Paskudnopyszczkowe nie rodzą się takie, ale są stwarzane, często kiedy próbują wytrzymać pojedynek spojrzeń, a niekiedy i zgwałcić nadjeżdżający samochód, a potem operuje je weterynarz, który po prostu zbiera razem wszystkie kawałki i dodaje szwy tam, gdzie zostało trochę miejsca. Większość Kotów Paskudnopyszczkowych jest czarna. Dziwne, ale prawdziwe.

5. Koty Tak Jakby Pręgowane z Odrobiną

Płowego, ale Czasem we Właściwym Świetle

Można by Przysiąc, że Mają Coś z Syjamskich

Podstawowy Prawdziwy kot. Kręgosłup kociej populacji wiejskiej.

6. Koty Fabryczne

Podobnie jak Koty Farmowe, obecnie spacerkiem odchodzą do historii. Niegdyś trzymano je, gdyż wykonywały użyteczną pracę. Obecnie często są przedmiotem tarć między kierownictwem, które chce je usunąć – ponieważ nie pasują do nowego, nowoczesnego wizerunku Zjednoczonych Holdingów (Holdings) SA – a pracownikami, którzy nie chcą. Zwykle ktoś – jakiś Nobby albo Facetzbufetu – szmugluje dla nich jedzenie. Niektóre Koty Fabryczne zyskują sporą sławę i kiedy odchodzą na emeryturę, ich zdjęcia ukazują się w zakładowej gazecie. Takie zdjęcie zawsze prezentuje Nobby’ego albo Facetazbufetu, jak trzymają zwisającego im z rąk czarno-białego kota, który wpatruje się w obiektyw z wyrazem spokojnego, złośliwego zadowolenia.

Na emeryturze mieszkają z Facetemzbufetu, ale czasem biegną truchtem do dawnej firmy i kręcą się po niej, gdy pracujące koty wykonują swoje zadania. Tłumaczą, jak przyjemnie im się teraz żyje, żałują, że nie odeszły wcześniej, oczywiście wy, chłopcy, nie macie pojęcia, co się działo, kiedy pan Morgan był tu dyrektorem, cóż to za barbarzyńca, wystarczyło, że zobaczył choćby ślad myszy, a normalnie dostawał szału, w tamtych czasach trzeba było tyrać bez przerwy...

...a potem truchtają z powrotem do domu i ucinają sobie drzemkę.

7. Koty Arcyzbrodniarzy

Zawsze puszyste i białe, w obrożach wysadzanych diamentami. Inne ich kwalifikacje obejmują umiejętność fotogenicznego ziewania przed kamerą i całkowitą obojętność wobec ludzi spadających przez podłogę do zbiornika z piraniami. Wszyscy przecież widzieliśmy Koty Arcyzbrodniarzy.

Jednakże nie mają życia aż tak łatwego, jak by się mogło wydawać. Przede wszystkim ludzie projektujący multimilionowe podziemne porty jachtowe i bazy pocisków balistycznych, w których mieszkają ci superprzestępcy, nigdy nie pomyślą, żeby dołączyć do wyposażenia kuwetę. Gdyby to zrobili, otaczałyby ją miny przeciwpiechotne oraz zakopane w piasku pomysłowe i nieprzyjemne pułapki.

Koty Arcyzbrodniarzy nigdy nie korzystają z kocich drzwiczek. Dlatego że wiedzą, co się dzieje z ludźmi, którzy przechodzą przez drzwi.

Koty Arcyzbrodniarzy nie są Prawdziwe. To całkiem oczywiste dla każdego, kto zechce przeanalizować fakty. W czasie najbliższych świąt, kiedy telewizja znów nam przypomni, że zbawca narodził się na Ziemi i nazywa się James Bond, przyjrzyjcie się uważnie scenografii. Przekonacie się, że brakuje:


a) martwych ptaków pod laserowym, szpiegowskim, rozsuwanym pulpitem;

b) śladów pazurków na panelu sterującym wyrzutni megapocisków;

c) porzuconych piszczących gumowych zabawek, leżących na podłodze w miejscach, gdzie ktoś może się o nie potknąć;

d) na wpół wyjedzonych puszek z gnijącą kocią karmą w zestawie kriogenicznym.

Jakoś trudno sobie wyobrazić, żeby przeciętny Arcyzbrodniarz był właścicielem Prawdziwego kota – choć niektórzy nasi członkowie przypominają, że wielu arcyzbrodniarzy nosi skórzane rękawiczki i często ma tylko jedno oko. Może więc w domu mają Prawdziwe koty i usiłują je głaskać po kolejnym pracowitym dniu terroryzowania całego świata dla okupu.

8. Koty z Kreskówek

Zwykle czarno-białe. Często mają zabawną wadę wymowy. Jeśli wasz kot umie czytać gazety, jest Kotem z Kreskówki. Jeśli zdobywa laskę dynamitu, po prostu sięgając poza ekran, jest Kotem z Kreskówki. Jeśli nosi muszkę, jest Kotem z Kreskówki. Jeśli, kiedy zaczyna biec, jego nogi przez kilka sekund śmiesznie wirują w powietrzu z dziwnym odgłosem „tyku-tyku-tyku”, jest Kotem z Kreskówki. Gdybyście wciąż nie byli pewni, sprawdźcie, czy sąsiedzi nie mają przypadkiem buldoga o imieniu Rzeźnik, który nosi obrożę z kolcami i zwykle widzi się go, jak drzemie przed budą. Jeśli mają, to już wiecie, jaki jest wasz kot.


9. Koty z Punktów Pocztowych

To podgatunek Kota Fabrycznego, zamieszkujący w sklepach prowadzących także punkty pocztowe, sprzedające znaczki itd. W teorii może być dowolnej maści, ale zwykle jest czarno-biały. Ważną cechą charakterystyczną tej odmiany jest umiejętność rozlewania się podczas snu niczym gumowy worek napełniony rtęcią. Stopniowo zanikają wskutek likwidacji sklepów będących ich środowiskiem naturalnym. A także wskutek działania przepisów zdrowotnych i higienicznych, które nie są pomyślane, by uwzględniać zwierzęta uznające spanie na stosie torebek z cukrem za swą życiową rolę. Jako dziecko bywałem w sklepie, gdzie Kot z Punktu Pocztowego sypiał w worku psiej karmy. Człowiek sięgał po psie chrupki, a wszędzie było pełno futra. Jakoś nikomu to nie przeszkadzało. (Co właściwie się stało z tymi psimi chrupkami? To były prawdziwe psie chrupki, nie te anemiczne namiastki, które dzisiaj kupuje się w pudełkach; były zielone, czerwone i czarne, i pojawiały się w rozmaitych ciekawych kształtach. Te czarne smakowały węglem drzewnym. Oto alegoria współczesności: nasi dziadowie mogli tęsknić do lamp naftowych i gazowych latarni, my tęsknimy do psich chrupek. Nawet nostalgia nie jest już tym, co kiedyś).

10. Koty Wędrowne

Oskar miau długą podróż – 3000 kilometrów

(albo coś w tym rodzaju) głosi nagłówek w lokalnej gazecie przynajmniej raz w roku. I to w każdej lokalnej gazecie. To stały temat, podobnie jak „Kłótnia o trasę drogi przelotowej” czy „Burza przed nadchodzącym badaniem wyników nauczania”.

Tak wiele pojawiło się zbliżonych historii, że badacze z Kampanii na rzecz Prawdziwych Kotów zajęli się... no, badaniem tej sprawy. Początkowo podejrzewano, że istnieje nieznana dotychczas odmiana Prawdziwego kota, być może boczna odnoga prawie całkiem już wymarłych Kotów Kolejowych. Przyjemnie byłoby wiedzieć, że istnieje dzisiaj Kot Lotniczy – a może jednak nie, bo choć to ładna teoria, trudno na 10 000 metrów pozbyć się myśli, że ulubione miejsce drzemki takiego kota znalazłoby się w samolocie, całkiem możliwe, że gdzieś między przewodami. A może istnieje Kot Ciężarówkowy, o jakim nie śnił nawet T.S. Eliot. Felis frehauf, stworzenie międzynarodowe, sypiający w szoferkach całego świata i żywiący się batonikami czekoladowymi?

Albo może to być kolejny dowód teorii Schrödingera, ponieważ z kwantowego punktu widzenia nie da się powiedzieć, że istnieje odległość, a więc cała ta pozorna przestrzeń między obiektami jest efektem losowych fluktuacji matrycy materii i nie powinna być traktowana poważnie.

Nikt nie podejrzewał szokującej prawdy, może dlatego że niewielu ludzi w tym kraju ma dostęp do więcej niż jednej gazety lokalnej. Jednak, na podstawie setek wycinków nadesłanych przez członków Kampanii, wreszcie udało się ją odkryć.

Wszystkie te koty są tym samym kotem. Nie tą samą odmianą – tym samym osobnikiem.

To niewielki czarno-biały samiec. Pomińmy rozmaitość imion, które mają znaczenie tylko dla ludzi – choć, co ciekawe, imię Oskar rzeczywiście pojawia się dość często. Staranna analiza dziesiątków zdjęć Wędrownego Kota, mrugającego w świetle lampy błyskowej, wykazała to jasno.

Jak się wydaje, w zeszłym roku pokonał co najmniej 24 000 kilometrów, większość w komorach silnikowych różnych samochodów, skąd dochodzi żałosne miauczenie, kiedy kierowca zatrzyma się na kawę.

Potwierdzenia nie uda się raczej uzyskać, dopóki Oskar nie zostanie wytropiony przez badaczy uzbrojonych w całą ciężarówkę sprzętu do bolesnych analiz. Jednak obecna, dość interesująca teoria sugeruje, że to, co wydaje się żałosnym miauczeniem, jest w rzeczywistości ciągiem wskazówek w rodzaju „tu w lewo, powiedziałem: w lewo, w lewo, tumanie, dobrze, teraz jedź prosto aż do terenów przemysłowych, a tam skręcisz na A370...”.


Oskar wyraźnie stara się gdzieś dotrzeć. Dąży do tego trochę metodą prób i błędów. Możliwe też, że nie docenił wielkości kraju i liczby krążących po nim pojazdów, ale się nie poddaje. Z pewnością – zgodnie z najlepszą tradycją wszystkich Prawdziwych kotów – robi cokolwiek, byle tylko nie wyjść i nie ruszyć na piechotę.

Warto wspomnieć, że według niektórych najnowszych wycinków prasowych Oskar pod maską samochodu urodził kociaki. Czyni to maleńki wyłom w części teorii – nic, czego nie mógłby załatać rozsądnej wysokości grant – ale prowadzi do interesującej myśli, że może jednak powstanie nowa rasa Kotów Wędrownych. I wszystkie będą dorastały w wierze, że dom to coś, do czego można się dostać, jedynie wpełzając do hałaśliwego blaszanego przedmiotu poruszającego się z prędkością 100 km/h.

Może w ten sposób zaczynały lemingi.

Jeden z badaczy w ramach swej pracy odkrył fascynującą anegdotę o św. Eryku, czwartowiecznym biskupie Smyrny, którego wielu uznaje za patrona wszystkich Prawdziwych kotów. Kiedy szedł, by wygłosić homilię, potknął się jakoby o kota i wykrzyknął: „Na wierę! Chciałbym, coby ten zwierz przebrzydły odeszedł i nie powracał nigdy!”.

Według źródeł mu współczesnych był to czarno-biały kocur.

11. Koty Zielone, Bioorganiczne, Wspólnoty Piasku w Kuwecie i Całej Ziemi

Ta odmiana istnieje przynajmniej od lat sześćdziesiątych. Pamiętacie może historie o kotach karmionych kukurydzą i awokado (nie, poważnie – miejscowy sklep zoologiczny sprzedaje wegetariańską karmę dla psów). Rzeczywiście, jeśli reszta mieszkańców domu wstąpiła na drogę ku wewnętrznej jedności i zjednoczeniu, puszka mielonych wnętrzności w lodówce raczej psuje cały ten holistyczny interes.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?