Reguła 5 sekundTekst

Autor:Mel Robbins
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Tytuł wydania oryginalnego:

The 5 second rule: Transform your life, work and confidence

with everyday courage


Copyright © 2017 by Mel Robbins

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Wydanie polskie:

90-644 Łódź, ul. Żeligowskiego 35/37

tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

www.galaktyka.com.pl


ISBN:

Wydanie drukiem: 978-83-7579-677-3

ePub: 978-83-7579-707-7

Mobi: 978-83-7579-708-4


Redakcja: Bogumiła Widła

Korekta: Monika Ulatowska

Redaktor prowadzący: Marek Janiak

Projekt okładki: Studio Kozak

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl


Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

www.galaktyka.com.pl

info@galaktyka.com.pl, sekretariat@galaktyka.com.pl


Choć autorzy i wydawca dołożyli wszelkich starań, aby zawarte w tej książce informacje były rzetelne i kompletne, nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności za mogące pojawić się błędy, nieścisłości, przeoczenia lub niezgodności.

Autorzy i wydawca nie mieli też zamiaru nikogo obrazić ani przedstawić w złym świetle miejsc i organizacji.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani w częściach, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.

PRAWDZIWA HISTORIA
REGUŁY 5 SEKUND

CZYM jest, DLACZEGO działa i JAK ludzie z całego świata używają jej do zmieniania życia w zaledwie pięć sekund.

 Opisane w tej książce wydarzenia rzeczywiście miały miejsce.

 Żadne personalia nie zostały zmienione.

 Wszystkie zamieszczone wpisy z mediów społecznościowych są prawdziwe.

Nie mogę się doczekać, by podzielić się z tobą tą książką i zobaczyć, jak uwalniasz swoją prawdziwą siłę.

5… 4… 3… 2… 1… START!

Ściskam,

Mel


SPIS TREŚCI

1 REGUŁA 5 SEKUND

1. Pięć sekund do zmiany życia

2. Jak odkryłam regułę 5 sekund

3. Czego możesz oczekiwać, jeśli będziesz się posługiwał regułą

4. Dlaczego reguła działa

2 POTĘGA ODWAGI

5. Codzienna odwaga

6. Na co czekasz?

7. Nigdy nie poczujesz się na siłach

8. Jak zacząć używać reguły

3 ODWAGA ZMIENIA ZACHOWANIE

Jak zostać najbardziej produktywną osobą, jaką znasz

9. Popraw stan zdrowia

10. Zwiększ produktywność

11. Przestań odkładać sprawy na potem

4 ODWAGA ZMIENIA NASTAWIENIE

Jak stać się najszczęśliwszym człowiekiem, jakiego znasz

12. Przestań się zamartwiać

13. Przestań się niepokoić

14. Pokonaj strach

5 ODWAGA ZMIENIA WSZYSTKO

Jak zostać najbardziej spełnioną osobą, jaką znasz

15. Umacnianie prawdziwej pewności siebie

16. Realizowanie pasji

17. Wzbogacanie relacji międzyludzkich

Twoja siła

CODZIENNA ODWAGA

Odwaga jest zdolnością do robienia rzeczy, które wydają się trudne, budzą lęk albo wątpliwości.

Nie jest zarezerwowana dla wybrańców.

Odwaga jest nam dana od urodzenia. Jest w każdym z nas. I tylko czeka, abyś ją odkrył.

Chwila odwagi może zmienić dzień. Jeden dzień może zmienić życie. A jedno życie może zmienić świat.

Oto prawdziwa siła odwagi: ujawnia prawdziwego ciebie. Wydobywa to, co w tobie najlepsze.

Odkryj swoją odwagę, a będziesz zdolny do osiągania i przeżywania wszystkiego, o czym zamarzysz.

Tak, możesz nawet zmieniać świat.


1
PIĘĆ SEKUND DO ZMIANY ŻYCIA

JEŚLI SZUKASZ TEJ JEDNEJ OSOBY,

KTÓRA ODMIENI CI ŻYCIE, SPÓJRZ W LUSTRO

Jesteś o krok od dowiedzenia się czegoś niezwykłego – wystarczy pięć sekund, aby zmienić życie. Brzmi jak pusty frazes, prawda? Ale nim nie jest. To nauka. Udowodnię ci to. Możesz zmienić życie decyzjami podejmowanymi w ciągu pięciu sekund. Tak naprawdę jest to jedyny sposób na zmianę.

Oto prawdziwa historia reguły 5 sekund: czym ona jest, dlaczego działa i jak przemieniła życie ludzi na całym świecie. Reguła jest łatwa do opanowania, a jej następstwa – ogromne. Stanowi sekret wszelkich zmian. Kiedy nauczysz się reguły, możesz zacząć jej od razu używać. Pomoże ci każdego dnia – w życiu, w pracy oraz w zabieraniu głosu z większą pewnością siebie i odwagą. Użyj jej raz, a zostanie z tobą i będzie na wyciąg­nięcie ręki, ilekroć będziesz jej potrzebował.

Regułę 5 sekund opracowałam w czasie, gdy w moim życiu wszystko się rozpadało. A mówiąc „wszystko”, naprawdę nie przesadzam: małżeństwo, finanse, kariera i poczucie własnej wartości – wszystko legło w gruzach. Moje problemy zdawały się tak wielkie, że samo wstanie z łóżka każdego ranka stanowiło przeszkodę nie do pokonania. Właśnie takie były początki reguły – wymyśliłam ją, aby pomóc sobie w przełamaniu nawyku używania przycisku „drzemka”.

Gdy siedem lat temu po raz pierwszy zastosowałam regułę, pomyślałam, że to głupie. Nie zdawałam sobie sprawy, iż wynalazłam skuteczną technikę metapoznawczą, która zmieni w moim życiu, pracy i postrzeganiu samej siebie absolutnie wszystko.

Niewiarygodne jest to, co mi się przydarzyło od czasu odkrycia reguły 5 sekund i potęgi decyzji podejmowanych w pięć sekund. Nie tylko się przebudziłam – moje życie uległo całkowitej przemianie. To jedno narzędzie wystarczyło, by zapanować nad sytuacją i poprawić wszystko – od pewności siebie do sytuacji finansowej, od małżeństwa do kariery zawodowej i od produktywności do rodzicielstwa. Przeszłam od czeków bez pokrycia do siedmiocyfrowych kwot na koncie bankowym i od konfliktów z mężem do świętowania 20 lat małżeństwa. Wyleczyłam się z lęków, założyłam i sprzedałam dwa małe przedsiębiorstwa, trafiłam do telewizji CNN i magazynu „Success”, dziś zaś jestem jedną z najbardziej rozchwytywanych prelegentek na świecie. Nigdy wcześniej nie byłam tak poukładana, szczęśliwa i wolna. Nie dokonałabym tego wszystkiego bez reguły.

Reguła 5 sekund zmieniła wszystko... choć nauczyła mnie tylko jednego: JAK się zmieniać.

Za sprawą reguły zastąpiłam skłonność do nadmiernego roztrząsania nawet najprostszych posunięć skłonnością do działania. Zaczęłam lepiej nad sobą panować, mocniej się angażować i być bardziej produktywna. Reguła nauczyła mnie, jak przestać wątpić i zacząć wierzyć w siebie, w swoje pomysły i umiejętności. Dała mi też wewnętrzną siłę, by stać się lepszym i szczęśliwszym człowiekiem – nie dla innych, ale dla siebie.

 

Reguła może dokonać tego samego u ciebie. Właśnie dlatego tak ekscytuje mnie możliwość opowiedzenia ci o niej. W kilku kolejnych rozdziałach przeczytasz o historii reguły, dowiesz się, czym jest i dlaczego działa, oraz poznasz frapujące fakty naukowe, które za nią stoją. Odkryjesz, jak podejmowane w ciągu pięciu sekund decyzje i akty codziennej odwagi mogą zmienić życie. Przeczytasz także o tym, jak wykorzystać regułę 5 sekund w połączeniu z najnowszymi, popartymi rzetelnymi badaniami metodami, aby stać się człowiekiem zdrowszym, szczęśliwszym i bardziej produktywnym oraz efektywnym w pracy. Dowiesz się też, jak za jej pomocą przestać się martwić, zapanować nad lękami, znaleźć sens życia i pokonać każdy strach.

A to nie wszystko. Poznasz dowody. Bezlik dowodów. Ta książka jest pełna komentarzy zaczerpniętych z mediów społecznościowych i opisów doświadczeń ludzi z całego świata, którzy wykorzystują regułę do robienia niezwykłych rzeczy. Owszem, reguła pomoże ci wstawać o wyznaczonej porze, ale jej prawdziwe działanie jest o wiele bardziej godne uwagi – reguła przebudzi w tobie wewnętrznego geniusza, lidera, gwiazdę rocka, sportowca, artystę i pioniera zmian.

Po zapoznaniu się z regułą zapewne zaczniesz jej używać do realizacji wyznaczonych celów. Możesz zastosować regułę, aby przełamać się i iść na siłownię, tak jak robi Margaret, gdy „nie czuje się na siłach”.


Możesz też wykorzystać regułę do umocnienia swoich wpływów w pracy. Właśnie od tego zaczął posługiwanie się regułą Mal – od znalezienia odwagi do umówienia się na spotkanie z szefem i porozmawiania o celach zawodowych (czego obawia się tak wielu ludzi). Dzięki regule nie tylko mu się to udało, ale poszło znakomicie:


To kolejna wyjątkowa cecha reguły – choć ją stworzyłam, jej historia nie ogranicza się do mnie. W tej książce poznasz ludzi z całego świata, z najróżniejszych środowisk, którzy stosują regułę w sprawach dużych i małych, aby wziąć ster życia we własne ręce. Ich zróżnicowane doświadczenia pomogą ci dostrzec nieograniczone możliwości drzemiące w regule oraz wynikające z niej prawdziwe korzyści.

Możesz użyć reguły, aby stać się bardziej produktywnym. Zanim Laura poznała regułę 5 sekund, sporządzała niekończące się listy spraw do załatwienia, szukała wymówek i miała do siebie nieustanne pretensje. Teraz w jej życiu nie ma miejsca na wymówki – tylko na działanie. Laura zwiększyła miesięczne dochody o 4000 dolarów, dokończyła studia magisterskie i zaczęła wędrować po górach. Zamierza też przebiec maraton.


Możesz wykorzystać regułę do wyjścia poza strefę komfortu i do skuteczniejszego budowania sieci kontaktów. Ken zastosował regułę 5 sekund tego samego dnia, w którym o niej usłyszał, aby poznać wpływowych ludzi zgromadzonych na krajowej konferencji w Project Management Institute. Matthew użył jej, by bez zapowiedzi skontaktować się z przełożonymi wysokiego szczebla, a Alanowi na imprezie PGA Tour posłużyła do nawiązania kontaktu z „kilkunastoma osobami, których inaczej by nie poznał”.




Możesz też użyć reguły do obserwowania siebie i kontrolowania emocji. Jenna korzysta z reguły jako mama, aby „ćwiczyć cierpliwość, zamiast powarkiwać” na swoje dzieci. Stosuje ją też jako narzędzie biznesowe w ramach swojej nowej działalności polegającej na sprzedaży bezpośredniej. Dzięki regule przestała się zastanawiać nad tym, jak „onieśmielające” jest sprzedawanie, i zyskała odwagę, by po prostu zacząć to robić.


Szefowie pewnych najbardziej szanowanych na świecie firm używają reguły, aby pomóc swoim menedżerom wprowadzać zmiany, napędzać sprzedaż, motywować zespoły i wdrażać innowacje. Weźmy na przykład Crystal z USAA, której cały zespół sprzedaży stosuje regułę 5 sekund z wybornymi rezultatami – wskoczyli na „pierwsze miejsce w regionie”.


Reguła 5 sekund jest tak prosta do opanowania i tak skutecznie umacnia pewność siebie, że menedżerowie tacy jak Muz uczą jej swoje zespoły na całym świecie.


Zainspirują cię opowieści ludzi, którzy znajdują odwagę, by przestać główkować, a zacząć realizować pomysły. Mark po dekadach zastanawiania się nad założeniem ligi hokejowej non profit dla dzieciaków z ubogich dzielnic wykorzystał regułę, by wreszcie „przejść od pomysłu do przemysłu”. Nawiązał kontakty z olimpijczykami i byłymi graczami NHL z myślą o organizacji obozów, warsztatów i lig sportowych.


Reguła jest też potężnym sprzymierzeńcem w walce z nałogami i depresją. Bill dowiedział się o regule 5 sekund z wątku dyskusyjnego na Reddicie i oznaczało to dla niego: „Odpowiedni komunikat. Odpowiednie miejsce. Odpowiedni czas”. Zaczął używać „triku z odliczaniem”, aby rzucić alkohol, i zadziałało „fantastycznie!!”. Niedawno obchodził 40. urodziny zupełnie na trzeźwo.



Reguła może nawet uratować ci życie. Mój kolega z pracy niedawno zwierzył mi się z bardzo wzruszającej historii związanej z regułą 5 sekund. Po rozstaniu z żoną wpadł w głęboką depresję. Było tak źle, że „myślał o samobójstwie”. W chwili największego przygnębienia użył reguły, aby „zdusić to w sobie i poprosić o pomoc”. Znalezienie odwagi do otrząśnięcia się z czarnych myśli, liczenie 5... 4... 3... 2... 1... i prośba o pomoc uratowały mu życie.


Stosując regułę przez ponad siedem lat i zbierając opinie od ludzi z całego świata, uświadomiłam sobie, że codziennie mierzymy się z trudnymi, budzącymi zwątpienie i strach chwilami. Życie wymaga odwagi. I właśnie to pozwoli ci odkryć moja reguła – odwagę do bycia jak najlepszym sobą. Jakim cudem jedno proste narzędzie może dawać tak zdumiewające możliwości?

Znakomite pytanie. Reguła 5 sekund działa tylko na jedno – na ciebie. Wielkość jest w tobie. Nawet w najgorszych chwilach. Reguła da ci jasność myślenia, by wsłuchać się w tę wielkość, i da odwagę, by ją wykorzystać.

Korzystając z reguły, odkryłam odwagę do robienia rzeczy, o których myślałam przez całe lata i zasłaniałam się wymówkami. Dopiero poprzez działanie odnalazłam w sobie siłę, by stać się kimś, kim zawsze chciałam być. A pewność, jaką przejawiam w telewizji, w internecie i na scenie, jest czymś, co nazywam „prawdziwą pewnością siebie”.

Umocniłam prawdziwą pewność siebie, ucząc się szanować swoje intuicyjne dążenia poprzez podejmowanie działań, które pozwalają je zrealizować. Słowa „szanować” użyłam nie bez kozery. Właśnie to bowiem robisz, stosując regułę. Szanujesz siebie. Walczysz o swoje idee. A ilekroć wykorzystasz regułę, będziesz o krok bliżej do spożytkowania swojego prawdziwego potencjału. Z osoby, która tylko rozważała różne pomysły, stałam się kimś, kto ma pewność, by się nimi dzielić, działać i dążyć do ich realizacji. Jeśli będziesz konsekwentnie używał reguły i okazywał intuicji szacunek poprzez działania, doświadczysz takiej samej przemiany.

Marlowe odkryła, jak łatwo jest się zmienić dzięki zastosowaniu reguły. Kilka dni po tym, jak o niej usłyszała, przestała się zastanawiać nad zapisaniem się na kursy i po prostu to zrobiła – było to coś, co „od dawna chciała zrobić, ale nieustannie znajdowała jakieś wymówki”.


Jak to ujęła Marlowe: „To niewiarygodne i zadziwiające, jak łatwe stają się pewne sprawy, gdy uświadomisz sobie zdolność do PRZEŁAMYWANIA SIĘ”.

Ma słuszność. Odkąd zaczniesz stosować regułę, by przestać tylko główkować, a zacząć działać, będziesz „pod wrażeniem”, jak łatwo jest w ciągu pięciu sekund podjąć decyzję zmieniającą wszystko.

W miarę, jak coraz częściej posługiwałam się regułą, uświadomiłam sobie, że codziennie podejmowałam drobne decyzje, które pętały mi ręce. W ciągu pięciu sekund postanawiałam, by siedzieć cicho, czekać, nie ryzykować. Kiedy miałam ochotę coś zrobić, w ciągu pięciu sekund mój umysł tłamsił tę chęć wątpliwościami, wymówkami, zmartwieniami albo strachem. To ja byłam problemem, ale w ciągu pięciu sekund mogłam się przełamać i stać się rozwiązaniem. Sekret zmiany przez cały czas miałam przed oczami – pięciosekundowe decyzje.

Znasz słynną przemowę Davida Fostera Wallace’a na wręczaniu dyplomów w Kenyon College w 2005 roku? Jeśli jej nie oglądałeś albo nie czytałeś, możesz znaleźć ją w serwisie YouTube. Naprawdę warto poświęcić na nią 20 minut.

Wallace podszedł do mikrofonu i zaczął wystąpienie od następującego żartu:

Płyną obok siebie dwie młode rybki i w pewnej chwili spotykają starszą rybę płynącą w przeciwnym kierunku, która zaczepia je i mówi: „Cześć dzieciaki, jak woda?”.

Dwie młode rybki płyną jeszcze przez jakiś czas, aż wreszcie jedna z nich łypie na drugą i pyta: „Co to do diabła jest woda?”.

Na filmie słychać śmiech widowni, a potem Wallace wyjaśnia główny morał z historii o rybach: najbardziej oczywiste, najistotniejsze realia często są dokładnie tymi, które najtrudniej dostrzec i przedyskutować.

Dla mnie najtrudniejszą rzeczą do dostrzeżenia i przedyskutowania była sama istota zmiany. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego tak diabelnie trudno jest się przełamać do robienia rzeczy, o których wiedziałam, że powinnam je robić, aby rozwinąć karierę, wzbogacić relacje, być zdrowszą i lepiej żyć. Odkrycie reguły 5 sekund udzieliło mi odpowiedzi na wagę złota – zmiana sprowadza się do odwagi, której potrzebujesz, aby codziennie podejmować pięciosekundowe decyzje.

Jesteś o jedną decyzję od zupełnie innego życia

W tej książce napisałam o wszystkim, co już wiem na temat zmieniania się oraz potęgi codziennej odwagi. Spodoba ci się to, czego się nauczysz. A najlepsze czeka cię wtedy, gdy zaczniesz używać reguły i przekonasz się, jakie to daje efekty. Nie tylko ty się przebudzisz i uświadomisz sobie, jak bardzo sam wiązałeś sobie ręce. Przebudzisz też siłę, którą miałeś w sobie przez cały ten czas.

Podczas lektury przytoczonych na kartach tej książki opowieści możesz nawet sobie uświadomić, że używałeś reguły 5 sekund już wcześniej. Gwarantuję, że jeśli spojrzysz w przeszłość i zastanowisz się nad najważniejszymi chwilami, przekonasz się, iż życiowych wyborów dokonywałeś czysto instynktownie. W ciągu pięciu sekund podejmowałeś decyzje, które nazywam „płynącymi z serca”. Ignorowałeś strach i pozwalałeś odwadze oraz pewności siebie przemówić w twoim imieniu. Pięć sekund odwagi zmienia wszystko.

 

Spytaj Catherine. Kiedy w trakcie firmowego spotkania menedżerów poza biurem dowiedziała się o regule 5 sekund, uzmysłowiła sobie, że posłużyła się regułą przy podejmowaniu jednej z najważniejszych decyzji w życiu – po prostu wtedy nie zdawała sobie z tego sprawy. W 1990 roku jej siostra Tracy została zamordowana. Catherine wróciła do domu, by pomóc rodzinie. Właśnie wtedy „pięciosekundowa decyzja” zmieniła życie nie tylko jej, „ale też wielu innych ludzi”. Postanowiła wychować „dwoje dzieci siostry”, które po śmierci Tracy „zostały osierocone”.


Bardzo spodobało mi się to, że Catherine określiła swoją decyzję jako podjętą „bez namysłu” – bo kiedy działasz odważnie, mózg nie ma nic do powiedzenia. Najpierw odzywa się serce, a ty idziesz za jego głosem. Reguła powie ci, jak to zrobić.

Czy odkrycie drzemiącej w tobie siły będzie wymagało pewnego zaangażowania? Owszem. Ale tak jak Marlow kilka stron wcześniej, gdy to zrobisz, przekonasz się, że „to niewiarygodne i zadziwiające, jak łatwe stają się pewne sprawy”.

Praca nad ulepszeniem swojego życia jest prosta, dasz radę ją wykonać i jest to ten rodzaj pracy, który będziesz chciał wykonywać – nie ma bowiem nic ważniejszego.

To praca polegająca na uczeniu się miłości do samego siebie i ufania sobie wystarczająco mocno, by przestać czekać i zacząć czerpać z magii, okazji i radości, jakie oferują twoje relacje, życie i praca.

Nie mogę się doczekać, by się dowiedzieć, co się stanie, gdy zaczniesz stosować regułę 5 sekund. Ale nie wyprzedzajmy faktów. Zanim opowiem o fascynujących sposobach korzystania z reguły, zabiorę cię w podróż do roku 2009 i wyjaśnię, jak się to wszystko zaczęło.

ODWAGA

/rzeczownik/

 Zdolność do robienia rzeczy trudnych albo budzących lęk.

 Wychodzenie poza swoją strefę komfortu.

 Przedstawianie pomysłów, wyrażanie opinii i zajmowanie stanowiska bez względu na okoliczności.

 Postępowanie zgodne ze swoimi przekonaniami i wartościami.

 A w niektóre dni... coś, co pozwala wstać z łóżka.

2
JAK ODKRYŁAM REGUŁĘ 5 SEKUND

ODWAGĘ ZNAJDUJE SIĘ

W NAJMNIEJ SPODZIEWANYCH MIEJSCACH.

– J.R.R. TOLKIEN

Wszystko zaczęło się w 2009 roku. Miałam 41 lat, zmagałam się z poważnymi problemami finansowymi, zawodowymi i z kryzysem małżeńskim. Co rano po przebudzeniu ogarniał mnie lęk.

Czułeś się kiedyś podobnie? Nie ma nic gorszego. Dzwoni budzik, a ty po prostu nie masz ochoty wstać i zmierzyć się z nadchodzącym dniem. Albo nie śpisz w środku nocy, a w głowie huczy ci od problemów.

Właśnie tak było ze mną. Przez całe miesiące czułam się tak przytłoczona kłopotami, że ledwie udawało mi się wstać z łóżka. Gdy o 6.00 rano dzwonił budzik, leżałam i myślałam o tym, co czeka mnie tego dnia, potem o pożyczce pod zastaw domu, o debecie na koncie, o zmarnowanej karierze i o urazie, jaką żywiłam wobec męża... i naciskałam guzik „drzemka”. Nie raz, ale wiele razy z rzędu.

Na początku nie stanowiło to większego problemu, lecz jak to ze złymi nawykami bywa, z upływem czasu przerodziło się w znacznie poważniejszą sprawę, która rzutowała na cały mój dzień. Gdy wreszcie udawało mi się wstać, dzieciaki były już spóźnione na autobus, a ja miałam wrażenie, że zupełnie nie radzę sobie z życiem. Przez większość dni czułam się zmęczona, wiecznie spóźniona i przybita.

Nawet nie wiem, jak do tego wszystkiego doszło – pamiętam tylko, że miałam wrażenie nieustającej klęski. Kariera zawodowa legła w gruzach. Na przestrzeni 12 lat zmieniałam prace tyle razy, że mąciło mi się w głowie. Po ukończeniu prawa zostałam obrońcą publicznym w Legal Aid Criminal Defense Society w Nowym Jorku. Potem poznałam przyszłego męża, Chrisa – po ślubie przeprowadziliśmy się do Bostonu, aby umożliwić mu zdobycie tytułu MBA. W Bostonie tyrałam jak wół dla dużej kancelarii prawniczej i bez przerwy czułam się nieszczęśliwa.

Po przyjściu na świat córki wykorzystałam urlop macierzyński do poszukiwania nowej pracy i tak trafiłam do bostońskiego środowiska start-upów. W ciągu kolejnych lat pracowałam dla kilku firm technologicznych. Było fajnie i wiele się nauczyłam, ale nigdy nie odniosłam wrażenia, że praca w branży technologicznej jest dla mnie właściwym wyborem.

Zatrudniłam coacha, który miał mi pomóc określić, co dalej zrobić z życiem. Praca z coachem zachęciła mnie, by także zostać trenerką osobistą. Zaczęłam realizować znany wielu ludziom scenariusz: pracowałam na etacie, po powrocie do domu poświęcałam czas dzieciom, a wieczorami uczyłam się, aby zdobyć niezbędne papiery. Ostatecznie udało mi się założyć firmę coachingową. Uwielbiałam tę robotę i pewnie wykonywałabym ją nadal, gdyby nie odezwały się do mnie media.

Moja kariera w mediach zaczęła się zupełnym fartem: w magazynie „Inc.” ukazał się artykuł ze wzmianką na temat mojej firmy coachingowej, na którą natknął się pewien menedżer z CNBC i do mnie zadzwonił. Ten jeden telefon doprowadził do wielu spotkań. Po miesiącach prób podpisałam kontrakt (tak zwany development deal) z telewizją ABC i zaczęłam prowadzić program z telefonami od słuchaczy na antenie radia Sirius.

Brzmi bosko, jednak wcale tak nie było. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że na kontraktach takich jak mój zarabia się marne grosze, a radio płaci jeszcze mniej. W rezultacie jako matka trojga dzieci kursowałam do Nowego Jorku i z powrotem, spałam kątem u przyjaciół, na boku prowadziłam zajęcia coachingowe z klientami, żeby jakoś związać koniec z końcem, uzależniłam się od znajomych i rodziny w kwestii opieki nad dziećmi i robiłam co w mojej mocy, by wszystko jakoś działało.

Po kilku latach prób przebijania się w show-biznesie dostałam swoją wielką szansę. Wybrano mnie do prowadzenia reality show dla telewizji FOX. Miałam wizję zostania gwiazdą małego ekranu i czarodziejskiego rozwiązania wszystkich naszych finansowych problemów. Cóż to była za piękna katastrofa. Po wyemitowaniu kilku odcinków programu zatytułowanego Someone’s Gotta Go (Ktoś musi odejść) sieć telewizyjna zdjęła audycję z anteny. Moja kariera w mediach zakończyła się w jednej chwili. Płacili tylko wtedy, gdy nagrywaliśmy. Nagle zostałam bez pracy, za to z dziesięciomiesięcznym kontraktem, który uniemożliwiał mi znalezienie innego zajęcia w mediach.

Jakoś w tamtym czasie Chris zdobył tytuł MBA i z najlepszym przyjacielem otworzył pizzerię na przedmieściach Bostonu. Początkowo wszystko układało się znakomicie. Pierwszy lokal okazał się strzałem w dziesiątkę, firma zdobyła wyróżnienie Best of Boston™ i kilka nagród regionalnych, a pizza była pyszna. Otworzyli więc drugi lokal i na fali zachęty ze strony dużej sieci sklepów spożywczych uruchomili działalność hurtową. Z zewnątrz wyglądało to na ogromny sukces biznesowy. Ale z rozliczeń wyłaniał się obraz kolosa na glinianych nogach. Przedsięwzięcie rozrosło się za szybko. Druga restauracja okazała się klapą, a hurt wymagał większych inwestycji, by miał szansę się rozwinąć. Sprawy błyskawicznie przybrały fatalny obrót.

Tak jak wielu właścicieli małych przedsiębiorstw włożyliśmy w restaurację życiowe oszczędności i oddaliśmy dom pod zastaw. Pieniądze topniały w oczach. Nie mieliśmy więcej środków, zaś kredyt pod zastaw domu wyczerpał się do cna. Mijały tygodnie, a Chris nie zarabiał ani grosza. Do drzwi zaczęli się dobijać komornicy.

Przy moim braku pracy i przynoszącej straty firmie Chrisa obciążenia finansowe szybko się nawarstwiły; chyba nie było dnia bez listów z kancelarii wierzycieli i niezapłaconych faktur. Z ponagleniami dzwoniono tak często, że odłączyliśmy telefon. Kiedy mój ojciec przysłał nam pieniądze na opłacenie hipoteki, poczułam mieszaninę wdzięczności oraz wstydu.

Na zewnątrz staraliśmy się zachować twarz, bo wielu przyjaciół i bliskich zainwestowało w nasz biznes restauracyjny, co tylko zwiększało presję. Chris i jego wspólnik tyrali bez ustanku, aby uratować przedsięwzięcie. Ja też starałam się przybrać maskę optymizmu, ale wewnątrz byłam przybita, zażenowana i wystraszona. Problemy finansowe rozbijały nasz związek. Ja obwiniałam restauracje, a mąż obwiniał mnie za próby robienia kariery w show-biznesie. Tak naprawdę oboje byliśmy winni.

Bez względu na to, jak złe wydaje się życie, zawsze można sobie je pogorszyć. Ja tak zrobiłam. Zaczęłam za dużo pić. O wiele za dużo. Zazdrościłam przyjaciółkom, które nie musiały pracować. Stałam się jędzowata i napastliwa. Skala naszych problemów utwierdzała mnie w przekonaniu, że nie jestem w stanie nic zrobić. Tymczasem przed ludźmi udawałam, że wszystko jest w porządku.

Z dzisiejszej perspektywy widzę, że po prostu łatwiej mi było się nad sobą użalać i obwiniać Chrisa oraz jego kulejące przedsięwzięcie, niż spojrzeć w lustro i się pozbierać. To, jak się wtedy czułam, najlepiej oddaje sformułowanie „jak w matni”. Wpadłam w matnię życia i podjętych decyzji. Wpadłam w matnię tarapatów finansowych. I w matnię przygnębiających zmagań z samą sobą.

Wiedziałam, co powinnam albo mogłabym zrobić, aby trochę poprawić sytuację, ale nie potrafiłam się do tego zmusić. To były drobiazgi: punktual­ne wstawanie, bycie milszą dla Chrisa, poproszenie o pomoc przyjaciół, ograniczenie alkoholu i lepsze traktowanie samej siebie. Ale świadomość tego, co należy zrobić, nie wystarcza, by dokonać zmiany.

Myślałam o tym, by poćwiczyć, ale tego nie robiłam. Rozważałam telefon do przyjaciółki, żeby pogadać, ale nie dzwoniłam. Wiedziałam, że warto byłoby spróbować znaleźć pracę poza branżą medialną, lecz nie mogłam się zmotywować, by czegoś poszukać. Nie zdołałam wykrzesać z siebie siły na powrót do coachingu, bo sama czułam się jak nieudacznica.

Wiedziałam, co należy zrobić, ale nie umiałam uczynić pierwszego kroku. A właśnie to sprawia, że wszystko staje się tak trudne. Zmiana wymaga wykonywania rzeczy, które zdają się męczące i budzą strach. Zmiana wymaga odwagi i pewności siebie – a ja byłam wyzuta z jednego i z drugiego.

Za to przez mnóstwo czasu rozmyślałam. Myślenie zaś wszystko pogarszało. Im dłużej się zastanawiałam nad sytuacją, w której się znaleźliśmy, tym bardziej się bałam. Właśnie tak zachowuje się umysł, gdy skupiasz się na kłopotach – wyolbrzymia je. Im bardziej się martwiłam, tym większą czułam niepewność i trwogę. Im więcej główkowałam, tym bardziej byłam bezwolna.

Co wieczór wypijałam kilka drinków, aby uspokoić skołatane nerwy. Szłam spać pijana albo na rauszu, zamykałam oczy i marzyłam o innym życiu – takim, w którym nie musiałabym pracować, a wszystkie nasze problemy magicznie by zniknęły. A po przebudzeniu musiałam stawić czoło rzeczywistości: moje życie było koszmarem. Miałam 41 lat, byłam bezrobotna, w katastrofalnej sytuacji finansowej, zmagałam się z problemem alkoholowym i nie miałam za grosz wiary w to, że mężowi uda się rozwiązać nasze kłopoty.

Właśnie wtedy pojawił się odruch z przyciskiem „drzemka”. Naciskałam go... dwa, trzy albo cztery razy. Co rano. Włączenie tego przycisku było dla mnie jedyną chwilą w ciągu całego dnia, kiedy czułam, że nad czymś panuję. To był akt nieposłuszeństwa. Zupełnie jakbym w ten sposób mówiła:

Naprawdę?! A masz, życie! Pier*** się! Nie zamierzam teraz wstawać. Chcę jeszcze pospać. Dobranoc!

Gdy wreszcie udawało mi się zwlec z łóżka, Chris już wyszedł zajmować się lokalami, dzieci były na różnych etapach ubierania się, a po autobusie szkolnym zostało tylko wspomnienie. Stwierdzenie, że poranki przepełniał chaos, byłoby daleko idącym eufemizmem. To był dramat. Zawsze się spóźnialiśmy. Wybiegaliśmy przez próg, a ja zapominałam o drugim śniadaniu, tornistrach, torbach na wuef i pozwoleniach na wyjścia klasowe. Było mi wstyd za niezliczone wpadki. A ten wstyd nakręcał mnie jeszcze bardziej.

A teraz najważniejsze: wiedziałam, co powinnam zrobić, by dobrze zacząć dzień. Powinnam wstać o czasie, przygotować śniadanie i wsadzić dzieci do autobusu. A potem poszukać pracy. Przecież nie musiałam wspinać się na Mount Everest. A jednak fakt prostoty tych działań tylko pogarszał sprawę. Nie miałam żadnej racjonalnej wymówki, dlaczego tego wszystkiego nie robię.

Moja pewność siebie zjeżdżała po równi pochyłej. Jeśli nie potrafiłam nawet wstać o czasie, to jakim cudem miałam wykrzesać z siebie wiarę w rozwiązanie poważniejszych problemów finansowych i osobistych, z którymi mierzyliśmy się z Chrisem? Patrząc wstecz, widzę, że traciłam nadzieję.