Kronos 3/2019. Florenski

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Na podstawie owej symboliki organicznych snów powstaje ich patogenetyczne znaczenie, dzięki któremu sny mogą być stosowane w celu diagnostycznym, to znaczy jako środek do rozpoznania choroby odpowiednich organów. Taką metodę stosowano już w starożytności, a obecnie znów zaczęli ją stosować nie tylko psychopatologowie, ale i terapeuci, zwłaszcza ze szkoły włoskiej. Stwierdzono na przykład występowanie koszmarów sennych u cierpiących na choroby serca i płuc. „Sny chorych na serce zwykle są bardzo krótkie i kończą się koszmarnymi przebudzeniami; prawie zawsze znaczącą rolę odgrywa w nich śmierć w strasznych okolicznościach. Chorym na płuca śnią się duszności, ścisk, ucieczka, itp.”. Nie ma teraz możliwości aby wchodzić tutaj w szczegóły. Przedstawimy tylko jedno znamienne świadectwo znaczącego medycznego autorytetu: „bardzo wielu ludzi widzi we śnie rybę w momencie, gdy rozpoczyna się u nich choroba związana z rozstrojem układu trawiennego” – twierdzi M.M. Manaseina[16]. „Zmarły Sergiusz Piotrowicz Botkin[17] mówił mi, że zaobserwował podobną zależność również u siebie, oprócz tego miałam możliwość niejednokrotnego przekonania się na bardzo drogiej mi osobie, że jakakolwiek ryba we śnie przepowiada bliską chorobę w sferze żołądka lub jelit. Niektórzy autorzy piszący o snach próbowali objaśnić owe zbieżności tym, że odczucia choroby, poprzedzające właściwe zachorowanie, dochodzą do świadomości w czasie jej stanu bezczynności, i ponieważ powstają w oparciu o powierzchnię organów, które posiadają bardziej lub mniej podłużną formę, to w umyśle naszym powstaje przedstawienie ryby”[18].

V

Takie jest zjawisko symboliczne we śnie. Nie patrząc na wielość prac poświęconych snom, nadal nie ma wystarczającej ilości systematycznie zbudowanych badań pilotażowych sennej twórczości, nadal niewyjaśniona została historyczno-literacka geneza sennika – bez wątpienia ważnego źródła podczas analizowania snów – i na koniec, w dalszym ciągu nie powstał usystematyzowany zbiór różnych wersji sennika i senników różnych czasów oraz różnych krajów pod względem treści, zarówno symboli, jak i symbolizujących przedmiotów, zjawisk i stanów. Taka praca miałaby wielką wartość; niestety jest ona ponad siły jednej osoby, i jeśli o mnie chodzi, to póki co zbieram materiały[19].

Od widzeń sennych możemy zwrócić się w stronę widzeń innego rzędu, im pokrewnych. Takie są przede wszystkim przedwieczorne stany halucynacyjne – to sny na jawie. Bliskość widzeń sennych i przedwieczornych stanów została powszechnie uznana przez psychiatrów i psychopatologów na podstawie ich psychologicznego powstawania. Powszechnie uznana jest również zależność halucynacji od samo-postrzegania organizmu. Stąd naturalny wniosek, że symbolika halucynacyjnych obrazów jest taka sama jak i snów. Niestety psychiatrzy lekceważą analizy treści przedwieczornych stanów, dlatego zadowalają się, nawet w obszernych kursach, przypadkowym spisem wrzuconych do jednego wora obrazów, które wydają się halucynacyjne. „Złudzenia wzrokowe przejawiają się w formie nocnych »widzeń«, świecących figur, Boga, Chrystusa, Anioła, umarłych, kwiatów lub przerażających postaci: czartów, chińskich cieni, dzikich zwierząt itd.” – wylicza na przykład Emil Kraepelin[20] (Podręcznik psychiatrii dla lekarzy i studentów, 1910, s. 161)[21]. U innych znajdujemy podobne zestawienia, bez względu na różne psychiatryczne kierunki. Ta nieuważność względem treści „złudnych postrzeżeń” jest tym bardziej rażąca, że psychiatrzy spotykają czasami przypadki o dużej wyrazistości i bardzo wartościowe byłoby poznanie ich w szczegółach. Wspomniany już Kraepelin, mówiąc o „halucynacjach pozapolowych” według terminologii Bleulera (Bleuler, „Psychiatrische Wochenschrift”, 1903, s. 261; Kraepelin, s. 158), to znaczy takich, przy których wrażenia wzrokowe zachodzą „poza polem widzenia”, podaje niedbałe przykłady: „Chory widzi za swoimi plecami latającego ptaka lub zakrwawiony nóż. Przypominam sobie chorego, który mógł od tyłu zaglądać do swojego ciała”. Czy trzeba podkreślać, że w podobnych widzeniach mamy do czynienia ze zjawiskami o decydującym znaczeniu dla rozumienia procesów poznania? Oto dlaczego halucynacyjne widzenia opisywane przez samego chorego, który rozumie teoretyczną ich wagę, są tak bardzo interesującym dokumentem. Jeden z takich dokumentów, bezpośrednio odnoszący się do interesującej nas kwestii sennych projekcji organów, przedstawił lekarz W.H. Kandinski[22], który sam był chory psychicznie i w chorobie uważnie obserwował swoje stany. Kandinski opisuje siebie pod pseudonimem Dolinin. W czasie swego krótkiego drugiego rozstroju nerwowego, powstałego na skutek ogromnego przemęczenia umysłu, Dolinin zaczął śnić na jawie, że przeprowadza przewrót rządowy w Chinach w celu nadania temu państwu europejskiej konstytucji. W pierwsze pięć dni przeżywał pseudohalucynacyjno-halucynacyjny etap choroby. „Dolinin nie był oczywiście sam; istniała cała partia, w skład której wchodziło wielu światłych mandarynów oraz dowódców chińskiej armii i floty. Dolinin uważał siebie za tym bardziej godnego roli głównego kierownika przewrotu, że pozostawał on w duchowym kontakcie z narodem i mógł bezpośrednio znać potrzeby różnych klas społecznych. Wśród ludzi przechodzących ulicą pod oknami jego mieszkania Dolinin widział przedstawicieli różnych warstw społecznych; delegaci ci kolejno nawiązywali myślowy kontakt z umysłem Dolinina i tą drogą wyrażali swoje żądania polityczne. Te kontakty duchowe były pseudohalucynacjami słuchowymi, na ich tle wyraźnie wydzielały się prawdziwe halucynacje i iluzje słuchowe występujące początkowo pojedynczo: od czasu do czasu Dolinin od ludzi przechodzących ulicą słyszał (halucynacje) słowa i zdania odnoszące się do niego. Z drugiej strony Dolinin był duchowym ośrodkiem partii spiskowców, a mózg jego stanowił jak gdyby centralę telegraficzną. Chory w postaci pseudohalucynacji otrzymywał często wiadomości o przebiegu sprawy od swoich współtowarzyszy w Pekinie oraz w innych dużych miastach Chin i zgodnie z tym dawał dalsze rozkazy, telegrafując w myśli (bez słów) do różnych osób. Chodziło o to, by działać w sposób zdecydowany i ogłosić konstytucję, zanim jej przeciwnicy zdołają się opamiętać. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że myśli chorego stały się jawne również dla partii przeciwnej. Okazało się, że sąsiednie mieszkania zajęte są przez szpiegów, którzy zaczęli poznawać myśli Dolinina, biorąc je z jego głowy do swoich głów. Chory nie tylko czuł obecność szpiegów (gdy pewne myśli z ich głów przechodziły również do jego głowy), lecz także zaczął słyszeć ich głosy (poszczególne zdania, które wymieniali między sobą, repliki wypowiadane przez nich czasem na głos, w odpowiedzi na ujawniające się przed nimi myśli chorego; były to już oczywiście halucynacje słuchowe). Trzeba było przechytrzyć wrogów. Otóż chory wyobraził sobie pewną maszynę, coś w rodzaju skomplikowanego transformatora, przez szereg ogniw galwanicznych dającego możność działania różnorodnych, mniej lub więcej złożonych kombinacji tych układów. Od zewnątrz aparat ten (chory w myśli nazwał go »psychorozdzielnią«) wyobrażał sobie Dolinin w swym wewnętrznym widzeniu jako stół z dużym, kwadratowym blatem, na którym umieszczone były różne gniazdka, przełączniki itp. dla wielkiej ilości ogniw galwanicznych. Przy wkładaniu metalowych wtyczek w pewne otwory prąd był włączony, przy wyjmowaniu zaś wyłączony; wyjmowanie wtyczek w innych miejscach powodowało przechodzenie prądu dłuższą okólną drogą, którą z kolei można było wydłużyć lub rozwidlić, wkładając lub wyjmując odpowiednie wtyczki. Równolegle z tokiem swojej myśli (raczej fantazji, gdyż chory w tym czasie nie mógł już myśleć inaczej, aniżeli w formie żywo zmysłowej, obrazowej), całkowicie już niezależnej od kontroli woli, Dolinin w swoich wyobrażeniach wzrokowych operował obiema rękami na »rozdzielni«, sądząc, że dzięki odpowiedniemu doborowi kombinacji zatykania i odtykania otworów zamyka się odwrotną drogę myśli przeznaczonej dla »swoich«, przez co szpiedzy nie mają już do niej dostępu. Za pomocą podobnych chwytów zapobiegał on przekazywaniu do mózgów szpiegowskich depesz, otrzymywanych ze wszystkich stron od spiskowców. Przy takiej trudnej pracy, której wynik całkowicie zależał od natchnienia, nie obeszło się bez pewnych pomyłek”[23]. Dalej szczegółowo opisana jest droga rewolucyjnych zdarzeń oraz decydujący ich wynik dla konstytucjonalistów. Jakkolwiek jednak nie byłoby wartościowe owo opowiadanie, nie ma ono bezpośredniego odniesienia do naszych zadań.

przełożyła Paulina Sury

Павел Флоренский, Сочиниеня в 4 томах, т. 3 (I), cодержаниe игумен Андроник (Трубачев), Москва 2000, s. 421–33.

Paweł Florenski

POWIĄZANIE BYCIA. WPŁYW PRZEŻYĆ DUCHOWYCH NA FIZJOLOGIĘ I ODWROTNIE – ZEWNĘTRZNYCH STANÓW CIAŁA NA DUSZĘ

Dla renesansowego światopoglądu charakterystyczny jest dualizm ducha i materii, duszy i ciała. Na przykład u Kartezjusza: materia – res extensa, a dusza – res cogitans. W renesansie duch jest pasywny, jak gdyby podgląda wszystko przez szczelinę, sam nie uczestniczy, tylko obserwuje, materia natomiast podlega mechanicznym prawom. Ów światopogląd – neokantowski – przeszedł obecnie do legendy; uznano, że nie ma ducha, który nie mógłby wpływać na materię – znamy ducha aktywnego, twórczego, organizacyjnego. Nie ma już samowystarczalnej materii i czystego, oddzielonego ducha.

Teoria wewnętrznego sekretu: każda tkanka, komórka itd. wpływa na wszystko inne, posiada swoje wewnętrzne działanie. Krew, wpływając do komórki, zostaje przepracowana i w pewien sposób naznaczona, po czym wędruje do wszystkich pozostałych części ciała. W ten sposób wszystko jest powiązane ze wszystkim, a nie tylko z najbliższymi elementami ciała: każda część ciała wpływa na wszystkie pozostałe, zmiana w jednym miejscu odbija się na wszystkim. Ciało jest czymś bardzo mocno spójnym. Poszczególne powiązane komórki są niezwykle ważne w życiu organizmu, tak jak psychiczna działalność w sposób szczególny wpływa na cały organizm, określa stan całego ciała, tak jak ciało określa kulturę[1].

 

Mówi się często: „tylko o tym pomyślałem”, zakładając, że myśl moja jest nieszkodliwa. Ale to malutkie poruszenie zdążyło już odbić się na całym organizmie osoby myślącej, a co za tym idzie, dało powód całemu organizmowi, aby zareagował na ten ruch i tym samym wszedł w wewnętrzne życie owych komórek[2]. Rzeka krwi, krążąca w organizmie, jest „wielce osobliwą cieczą”[3], tajemniczą, o nieskończenie złożonym składzie, a nie tak po prostu wymieszaną z byle czego.

Pierwsza próba badań naukowych w nowym kierunku: według Biblii krew jest tym samym co dusza – nefesz, „duch życia” => ruach chaim[4]. Dusza żyje w krwi; krew jest ciałem duchowego elementu, który ją ożywia. Metafizyczny skład krwi jest nieskończenie złożony. Dzięki temu formułuje się nowa idea o δύναμις – potencji, mocy skrytej pod tym, co zewnętrzne. Zmysłowo zjawiska mogą być do siebie bardzo podobne; jednocześnie mogą skrywać w sobie różne potencje. Zmysłowa tożsamość jeszcze nie wskazuje na tożsamość metafizyczną[5]. Krew czarno- i białoskórego człowieka jest taka sama, ale potencje każdej z nich są zdecydowanie różne (potomstwo). Krew dwóch różnych ludzi, przy całym swym zewnętrznym podobieństwie, jest bardzo różna; jedna może nawet rozcieńczyć drugą – różne geny. Z krwią związane jest dziedziczenie, dlatego powstają indywidualnie odmienne życia – duchowe i fizyczne. Dzieje się tak, gdy δύναμις przechodzi w energię, a skryte wcześniej siły rozwijają się.

Mając to wszystko na względzie, łatwiej możemy podejść do pytania o tajemnice. Substancja tajemnic jest zewnętrzna i nawet ze względu na zewnątrz-chemiczny skład nie różni się niczym od zwykłej substancji; istota jej jest jednak różna, pomimo iż zewnętrzny wygląd jest taki sam. Święte Dary z pozoru niczym nie różnią się od chleba i wina, ale w sensie metafizycznym i mistycznym są radykalnie różne; zewnętrzne podobieństwo jeszcze o niczym nie świadczy. Życie ciała zależy od życia wewnętrznego, stan ciała od duchowego stanu. Żaden stan ducha nie jest obojętny dla ciała.

Oto przykłady. Przerażona matka traci pokarm, ponieważ staje się zatruty i mógłby otruć niemowlę. Umiera ono w konwulsjach. Także od gniewu. Tak jak gruczoły mleczne, posiadające wewnętrzną sekrecję, zaczynają funkcjonować u wszystkich ludzi od ósmego miesiąca życia płodowego – zawsze, u mężczyzn również (I.F. Ogniew, nie ogłoszono drukiem)[6] – tak i my, gniewając się, trujemy nie tyle niemowlaka, ile samych siebie. Jeśli zewnętrzna wydzielina jest jadowita, to tym samym jadowite jest i wnętrze. U człowieka często się gniewającego, który zachowanie takie przekształcił w nawyk, następuje chroniczne samozatrucie organizmu – jego krew będzie zatruwana i bez napadów gniewu, a w następstwie zatrucia krwi cały organizm będzie zatruty; co za tym idzie, jego fizjologiczne reakcje będą nienaturalne, a psychologia – nienormalna – hormony we krwi[7]. Taki stan fizjologiczny organizmu będzie prowadzić człowieka do psychicznej nierównowagi; i odwrotnie, podczas walki z konkretną skłonnością samozatrucie będzie się zmniejszać – krew będzie się oczyszczać.

Drugi przykład. Fizjolog, profesor Pawłow, skrajny materialista i ordynus, przeprowadzał doświadczenia w celu wyjaśnienia warunków, w jakich wydobywa się sok żołądkowy. Okazało się, że sok wydzielany jest jeszcze przed jedzeniem, kiedy zobaczymy posiłek, a nawet gdy tylko o nim pomyślimy. Stworzył u psa sztuczną przetokę. Pokazując mu różne rodzaje pokarmu, zauważył, że stopień wydzielania soku był różny w zależności od tego, jak apetyczny był pokarm. Jak widać, psychika wpływa na trawienie; a tak jak sytość lub głód zależą od przyswojenia przez organizm posiłku, tak też organizm znajduje się w zależności od stanów psychicznych, dlatego jeden i ten sam posiłek jedną osobę nasyci, a drugą nie. Oto dlaczego człowiek o rozbudowanym życiu duchowym może zadowalać się czymkolwiek i posilać się byle czym. Osoba święta może żyć, spożywając ilości pokarmu, które zwykłego człowieka doprowadziłyby do śmierci głodowej. Dlatego szczególne znaczenie otrzymuje ta część kazania świętego mnicha Nila Mirotoczywego[8],[9] – pustelnika z góry Atos – w której mowa jest o strasznym głodzie na końcu świata, takim, przy którym złoto będzie leżeć na ulicach. Głód ten będzie spowodowany nie tylko niedostatkiem pożywienia, ale będzie to głód psychiczny: dzieci antychrysta, choć jeść będą dużo, nigdy nie będą nasycone ze względu na swój stan psychiczny, natomiast dzieci Chrystusa nasycą się nawet małym kawałkiem i będą zdrowe.

Trzeci przykład. Złe myśli są w stanie zmienić fizyczny i psychiczny stan organizmu, spowodować jego rozkład. Stąd zrozumiałe jest jedno z podstawowych twierdzeń ascezy, że im głębiej zakorzeniła się namiętność, tym trudniej jest ją wyplenić, jak gdyby związała się z całym organizmem. Fizjologia świętych jest wyjątkowa i przejawia się w charakterystycznej cesze – woni wypływającej od nich i od ich relikwii. Sam tego doświadczyłem. Gdy w kościele wystawiono relikwie świętego mnicha Sergiusza[10], tak jak inni przybliżałem się do nich, a następnie poszedłem do domu. Była już noc. Nagle moją uwagę przykuło świeże, świeże powietrze i bardzo przyjemny zapach, coś jakby świeże wiosenne powietrze. A była zima. O żadnej wiośnie, nawet odwilży nie było mowy. Dlatego zacząłem zastanawiać się, co to za zapach i skąd pochodzi. Pachnie wiosną: po asocjacji porównałem go do zapachu topoli po burzy; ale topole nie rosną w pobliżu, no i przecież jest zima. I na sam koniec doszukałem się: to pachniały moje usta, którymi co tylko całowałem relikwie. W żywotach świętych często wspomina się o woni unoszącej się wokół świętych. Z drugiej strony średniowieczni egzorcyści – zaklinacze demonów – mówią, że demony i ludzie opętani cuchną. Francuskie wyrażenie j’ai des nausées = „mdli mnie”. Współcześni amerykańscy psychologowie odkryli, że w stanie ekstazy ludzie wydzielają zapach jakby fiołkowy, opętani zaś posiadają inny szczególny zapach, wydobywający się z wszystkich porów ich skóry.

Duch przejawia się na zewnątrz, w ciele, wpływa na ciało. Ciało to symbol ducha, jest odzwierciedleniem stanów duchowych. Ciało jest – można tak powiedzieć – jak gdyby stanem duchowym oglądanym z zewnątrz. Liturgia jest symboliczna. Nie jest to sztuczny związek, ale bezpośrednie wyrażenie jednego drugim: konkretne działanie jest już odpowiadającym mu stanem. Symbolizm w kulcie jawi się jako wyrażenie prawdziwej religijnej istoty[11].

Jeśli już teraz dobrze wiemy, że ciało mężczyzny istotnie różni się od ciała kobiety każdą kroplą krwi, każdą komórką itd., i przy tym nie tylko anatomicznie, ale i biogenetycznie[12], to także między uwzniośleniem i upadkiem człowieka zachodzi ogromna różnica istotowa. Nie patrząc na ich zewnętrzne podobieństwo, owe zjawiska są radykalnie różne[13]. Współczesna psychologia całkowicie zmieniła rozumienie powstawania procesów psychicznych. Wcześniej na duchowe treści człowieka patrzono jak na pył pochodzący z rozlicznych stanów psychicznych, jak na wiązkę asocjacji, pęk apercepcji itd. Na przykład według Herbarta[14] duchowe życie to wiązka przedstawień, znajdujących się w takim chaosie jak atomy Darwina[15]. Cieśnią się, gniotą jedne drugie. Nasze „ja” jest również tylko przedstawieniem, takim jak wszystkie inne, czymś wymyślonym, drugorzędnym; nie jest substancją, ale podmiotem stanów psychicznych. Jest ono naszym aktem, odniesieniem do „ja” stanów psychicznych, na wzór punktu środka okręgu, który nie zawiera innych punktów leżących dokoła, a tylko z zewnątrz je jednoczy[16]. Jeśli mówimy, że dusza jest substancją, znaczy to, że sama z siebie wywodzi swoje stany, jak to mówi współczesna psychologia.

We wcześniejszej psychologii nie było twórczego elementu: organizm sam z siebie wszystko czyni, a w rzeczach działa prawo mechaniczne. Dusza rozpatrywana była jako coś mechanicznego. Amerykańscy psychologowie dowiedli, że funkcjonujemy wraz ze sferą stanów duchowych; na początku całościowo, później zaś z oddzielnymi częściami. Oddzielenie przychodzi później. Tak jak fałdki na osobnym polu[17]. Pokazują się dzięki wewnętrznemu twórczemu wysiłkowi duszy. W taki sposób pojawiła się forma duszy, zanim pojawiły się jej części. Nauka o życiu podświadomości pokazała, że jednostka duchowa jest znacznie bardziej rozbudowana, niż się wydawało. Posiada ona subliminalne części, które – choć niższe – są rozumne i celowe. Naszym wyższym życiem – procesami tworzenia, natchnienia – zarządza zakres supraliminalny, a niższym – procesami związanymi z życiem cielesnym – subliminalny. I tak jak ciało określa się zaledwie mianem duchowego elementu, tak każda zmiana sfery duchowego życia porusza całe życie[18]. Jak dochodzi do wykrystalizowania duchowych procesów? Życie duchowe kształtuje się niezwykle wcześnie, kiedy jeszcze niczego nie rozumiemy, w pierwszym roku życia, a być może nawet w okresie prenatalnym. To niezwykle ważny czas w procesie tworzenia osoby. Młodość jest całkowicie spersonalizowana, nie ma w niej niczego pustego, wszystko jest pełne głębokiego sensu i znaczenia.

Niemowlę potrafi się dziwić, zachwycać. Ono – filozof. Podstawowych intuicji zawsze jest tylko kilka, i dopiero na nich nadbudowuje się wszystko pozostałe, wykrystalizowuje się wokół nich. W dzieciństwie widzimy rzeczy, w których odkrywa się inny świat. Tak na przykład Serapion Maszkin, jego pierwsza intuicja, pierwsze wspomnienie – słońce, obraz Światła Taboru, do którego zmierzał przez całe życie. Pierwsze przyjemne wrażenia mogą pochodzić również od matki. Święty Augustyn, Lew Tołstoj. Lermontowowi pozostał w pamięci błękit oczu jego matki i dźwięk jej głosu. W ten sposób tworzy się osoba. W jaki sposób zmienia się życie? Dzięki nieciągłości w rozwoju każdego duchowego procesu, kiedy przychodzi pewne „nagle”. Starbuck[19] (Amerykanin) próbował znaleźć zasady religijnych nawróceń. Okazało się, że nawrócenia, po pierwsze, są nieciągłe – choć mogą kształtować się w ciągu wielu momentów, zawsze znany jest dzień, godzina, a nawet minuty, kiedy stało się coś, gdy człowiek do czegoś przylgnął i to coś odkryło mu się na wieki[20]. Po drugie, Starbuck wyjaśniał, jaka jest treść psychiczna podczas nawrócenia, to znaczy co właściwie zachodzi w duszy podczas nawrócenia, na przykład gdy człowiek mówi: „uwierzyłem w Boga”. Odkryte zostają mistyczne przeżycia, to, co wcześniej było tylko pojęciem abstrakcyjnym, pewną teorią. Coś olśniewa – i nagle odkrywa się nowy świat, nieporównywalny do niczego[21]. Człowiek od razu widzi: oto do czego odnosiły się te słowa, które wypowiadałem nieświadomie. To przylgnięcie do światów innych jest przerywanym powrotem do dzieciństwa – myśli na ogół nie stają się dobre, ale związują się właśnie z dzieciństwem. Zasłona, która wisiała prawdopodobnie od siódmego roku życia, znika, i człowiek wraca do wcześniejszych wrażeń. Nawrócić się – znaczy zawrócić, oczywiście, do tyłu. Każde indywiduum powtarza w sobie historię całego rodu ludzkiego[22]. Prawo Haeckela[23]. Każdy, kto przeżył nawrócenie, otrzymuje dziecięcą strukturę duszy. Geniusz to duże dziecko, w pewnym sensie – oczywiście mówiąc z lekką przesadą – przechodzące obok grzechu. Ogólnie rzecz biorąc, geniusz jest Adamem, dorastającym bez grzechu pierworodnego. Na niego pada promień Edenu. Fizjologicznie geniusz również jest związany z dzieciństwem (James, Lange).

Teoria emocji Jamesa i Langego[24]. W ogólnym zarysie jest zabawna: nasze emocje i ogólnie życie duchowe nie są przyczyną stanów somatycznych, ale wewnętrzną kontemplacją tego, co przeżywa organizm, co pojawia się na zewnątrz człowieka. Mówiąc ogólnie, zaciśnięte pięści i rumieniec to gniew. Są też pomyłki logiczne. W teorii emocji zawarta jest wielka prawda o głębokim związku świadomości ze stanami fizycznymi. Z jednej strony wydzielanie hormonów, z drugiej – świadomość. Tutaj jest klucz do zrozumienia tego, jak ściśle związane są gesty, obrzędy itd. ze stanami duchowymi. Z współczesnego punktu widzenia świadomość posiada głęboki związek z fizycznymi i duchowymi stanami. Nie jest wszystko jedno, jak człowiek jest ubrany. Znaczenie ubioru: w chitonie, w himationie, sutannie itd. nie można wykonywać gwałtownych ruchów – jest to niewygodne. Stąd powstaje przyzwyczajenie do ruchów i gestów spokojnych, płynnych. Tak jak ruchy ciała wpływają na duszę – gdy zdenerwowany człowiek będzie spokojnie się przechadzać, to od powolnego chodzenia stopniowo zacznie się uspokajać – tak też długa odzież daje bardziej spokojne i powolne tempo życia duchowego; osoba, można powiedzieć, zaczyna być coraz bardziej inercyjna, trudniej jest ją wyprowadzić z siebie, wytrącić z równowagi.

 

Zrozumiałe więc, dlaczego w prawosławiu podczas modlitwy dopuszcza się jedynie stanie lub pokłony do ziemi, a u katolików – siedzenie. Zacznijmy od powierzchownego przedstawienia człowieka. Główną cechą ludzką jest stanie na tylnych nogach, dzięki któremu najprawdopodobniej wykształciła się zdolność mowy[25]. Co to jest „stanie”? Przecież i kałamarz „stoi” na stole. Jaka jest różnica między jednym i drugim staniem? Stanie człowieka jest ciągłym kiwaniem się na wszystkie strony i nieustannym dążeniem do utrzymania równowagi – tylko dzięki wysiłkowi utrzymujemy się na nogach, ponieważ punkt oparcia znajduje się poniżej środka ciężkości. Dlatego w stanie duchowego osłabienia – w czasie upojenia alkoholowego itd. – człowiek nie może stać. Stanie nie jest stanem, ale aktem ciągłego wysiłku duszy. Osoba stojąca nieprzerwanie dokonuje wysiłku. „Stańmy” – ορθοί[26] – ma głęboki sens: stać prosto = być trzeźwym, czuwać. Stąd duże znaczenie otrzymuje pytanie duchownego zawarte w siedemnastowiecznych brewiarzach (w późniejszych wiekach wyrzucone, gdy zagubiono rozumienie jego znaczenia): „czyś nie opierał się w czasie służby cerkiewnej o ścianę?”. To jest grzech, ponieważ wskazuje na duchową pasywność, nietrzeźwość, szczególnego rodzaju upojenie, podczas którego łatwo mogą wedrzeć się do duszy złe siły. Podtrzymaniu duchowej trzeźwości służy pokłon do ziemi. Daje on, oczywiście na chwilę, pełny odpoczynek, wymagając następnie napięcia całego organizmu, kiedy system nerwowy dokonuje innerwacji do całego ciała. Odkrywa w nas człowieka: podnosząc się na nogi aktem woli, znów zaczynamy być ludźmi.

W ten sposób metody prawosławia przyuczają nasz organizm do bycia człowiekiem, wewnętrzny stan trzeźwości staje się coraz lżejszy i lżejszy, i możemy podnosić się moralnie coraz wyżej i wyżej[27].

Natomiast siedzenie i klęczenie wskazują na niemożność aktywnego samookreślenia. U Greków za nieprzyzwoite uważane było siedzieć lub klęczeć, u Rzymian zaś siedzenie było zalecane – aktywność i pasywność. Stąd zrozumiałe staje się radykalne rozdzielenie u katolików na kler i wiernych: jedni działają, drudzy oglądają, a w prawosławiu wszyscy przynależą do kleru[28]. U katolików wierny powinien być niczym nieboszczyk w rękach duchownych, a w prawosławiu można wynosić człowieka w swojej sferze astralnej, można rodzić go duchowo, ale podnosić się człowiek powinien sam. Z katolickiego punktu widzenia wszystko jest na odwrót – wszystko sprowadza się do tego, żeby osłabić ducha i uczynić człowieka pasywnym[29].

Organy, szczególnie łagodnie nastrojone, pogrążają człowieka w marzeniach, sprzyjają rozwojowi wyobraźni, a wyobraźnia – droga do rozwoju wdzięku, powabu, nietrzeźwości, nieaktywnej uwagi. Należy czynić, co każą, nie licząc się z wewnętrznym procesem życia. Cała działalność ludzka jest połączona. Nieskończony jest związek psychicznego i zewnętrznego życia.

przełożyła Paulina Sury

Павел Флоренский, Сочиниеня в 4 томах, т. 3 (I), cодержаниe игумен Андроник (Трубачев), Москва 2000, s. 407–15.