Kronos 3/2019. Florenski

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Edytorial

PREZENTACJE

Paweł Florenski Nawarstwienia kultury egejskiej

Paweł Florenski O realizmie

Paweł Florenski Komentarz do okładki

Paweł Florenski Przedmowa do książki Niny Jakowlewny Simonowicz-Jefimowej Zapiski pietruszecznika

Paweł Florenski Symbolika marzeń sennych

Paweł Florenski Powiązanie bycia. Wpływ przeżyć duchowych na fizjologię i odwrotnie – zewnętrznych stanów ciała na duszę

Paweł Florenski Wnioski

Paweł Florenski Hamlet

ESEJE

Siergiej Obolenski Sofiologia i mariologia Pawła Florenskiego

Rafał Kuczyński Perspektywa wyboru. Erwin Panofsky, Paweł Florenski

Paulina Sury Szkic z historii rosyjskiego szekspiryzmu. Przekłady i krytyka

Benjamin Fondane Spotkania z Lwem Szestowem

Leszek Augustyn O zbyt konsekwentnym głoszeniu dobra (Lew Szestow i Lew Tołstoj)

ARCHIWUM FILOZOFII POLSKIEJ

Mickiewiczolog z patriotyzmu O Kazimierzu Mężyńskim z Andrzejem Mężyńskim rozmawia Zuzanna Kiwerska

Kazimierz Mężyński Rosja w wykładach paryskich Mickiewicza

ANTYKWARIAT

Nikołaj Bierdiajew Prawosławie stylizowane (ojciec Paweł Florenski)

RECENZJE I POLEMIKI

Tomasz Herbich Schyłek żywiołu lirycznego

Janusz Dobieszewski Mesjanizm wczoraj i dziś

Artur Grabowski O duchu wątłym i o duchu krzepkim – terapia rumuńska

Justyna Hanna Orzeł O starości na nowo

Leszek Augustyn Filozofia praktyczna i świat polityki

Bronisław Świderski Czy rasista może być geniuszem?

Michał Nawrocki Umieranie, czyli prawie wszystko

Jan Bińczycki Aporia zamiast pomnika

KRONOS POLECA

SUMMARY

NOTY O AUTORACH

W następnym numerze kwartalnika „Kronos”

Przypisy

Karta redakcyjna



Od strony osobowej grzech przejawia się w obumieraniu uczuć, rozpadzie myśli na litery alfabetu, dezintegracji we wszystkich sferach ducha, opętaniu przez szczegół. Obrazuje go uśmiech Giocondy – występny, sceptyczny, dwulicowy; wyrażający „wiem swoje”. A więc czyje? „W istocie to uśmiech grzechu – czytamy w opus magnum Florenskiego – pokusy, czaru, uśmiech rozwiązły, podniecający, nie wyrażający niczego pozytywnego (na tym właśnie polega jego tajemniczość!) poza jakimś zmieszaniem wewnętrznym, jakimś wewnętrznym zamętem ducha, ale także brakiem skruchy” (Filar i podpora prawdy, przeł. Jacek Chmielewski, s. 145). Dusza Giocondy – dusza Zachodu – ulatuje, wymyka się samej sobie, nie bardzo wiadomo, gdzie. Na jej miejsce wchodzą bezosobowe mechanizmy. Psychologowie zajmujący się preparowaniem nowoczesnej duchowości to w gruncie rzeczy „prostytutki” – za pieniądze, mówi pop, gubią siebie i innych.

Teoretyczne podstawy grzechu stworzyła filozofia Kanta, „cała utkana [...] z tajemniczych uśmiechów, dwuznacznego przenikania się »tak« i »nie«. Ani jedno pojęcie nie wydaje z siebie czystego tonu, one tylko jęczą. W rzeczy samej system Kantowski to system genialny – genialniejszy od tego, co było, jest i co będzie [...]. Na tym polega jego diabelstwo. Kant to diabeł” (Paweł Florenski, podaję za: Natalia Boniecka, Русский Фауст XX века, s. 279).

Kant – zgodnie z logiką Floreńskiego – był więc diabłem. Czy był również – zgodnie z tą samą aberracją – Żydem? Nawet jeśli nim nie był, to mógł się nim stać. Żydzi zawdzięczają to, kim są, tradycji. Tacy są – scil. tacy byli, gdyż już ich nie ma – Żydzi religijni, ale nie Żydzi oświeceni. Tymi kołuje bies. Żydzi oświeceni to pospołu komuniści i liberałowie, awangarda postępu, wyznawcy Kościoła „wiecznego pokoju”. Szukają zbawienia w dostatku i materializmie, naznaczając swymi dążeniami całą współczesną epokę. Wykorzenieni, poruszają się w tym świecie swobodnie, szybko, bez zobowiązań. Niszczą wszystko, co staje w poprzek ich starań. Bóg – myśli Floreński – stanowi dla nich relikt wstydliwej przeszłości, nie jest też żadnym ograniczeniem, prędzej obciachem, cepelią. W tym sensie mordy rytualne religijnych Żydów na chrześcijanach może sympatyczne nie były, natomiast są jako takie w pełni zrozumiałe, skoro stanowią element ich mistycznego odczuwania sacrum. Wtedy też padają te straszne, odrażające słowa: „Przyznaję, iż Żydzi chłepczący krew są mi o wiele bliżsi od tych, którzy tego nie robią [...]. Ci pierwsi to Żydzi prawdziwi, drudzy – to parchy” (Paweł Florenski, podaję za: Natalia Boniecka, Русский Фауст XX века, s. 287).

Historyczną katastrofę może przełamać jedynie „nowe średniowiecze”. W eseju o „przypuszczalnym ustroju państwowym w przyszłości” Florenski postuluje powrót do „faraońskich” projektów politycznych, a więc stworzenie takiej struktury władzy, która nawiązywałaby do platońskiej Rady Nocnej czy „Państwa Bożego”. Wyszykowani w laboratoriach genetycznych chrześcijanie mieliby się kłonić nowemu księciu, który dla ich dobra zniszczyłby stary świat i wymyślił nowy.

„Przyszły system polityczny naszego kraju czeka na kogoś, kto mając intuicję i wolę, nie będzie się bał zerwać otwarcie z więzami przedstawicielstwa, stronnictw partyjnych, prawa wyborczego, z innymi jeszcze rzeczami, by poddać się celowi, który jawi mu się jako najważniejszy. Każdy tytuł do władzy [...] prawo wyborcze (umówmy się tak) to stara szmata, której miejsce przeznaczone jest w krematorium. Istnieje tylko jedno prawo pozwalające na stworzenie nowego, otwierającego nowy okres w historii systemu politycznego, obligujące także związaną z nim nową kulturę. Prawem tym jest potęga geniuszu, potęga tworzenia takiego systemu. To prawo nie pochodzi od ludzi i dlatego zasługuje na miano prawa boskiego. I bez względu na to, czy nazywany jest taki twórca kultury dyktatorem, władcą [правителем], imperatorem, czy jeszcze jakoś inaczej, uznamy go za pana prawdziwego [самодержец] i będziemy mu posłuszni nie ze strachu, ale przez wzmożoną świadomość, iż mamy oto cud i żywą manifestację twórczej mocy ludzkiej” (Paweł Florenski, Предполагаемое государственное устройство в будущем, część druga).

Lecz o tym wszystkim czytelnik nie dowie się z tego numeru „Kronosa”, ponieważ zamiarem naszym nie była prezentacja antyjudajskiej, potem zaś wyraźnie antysemickiej strony pisarstwa Florenskiego. Wątki te są natomiast – o czym mogłem przekonać się w ostatnich latach, biorąc udział w licznych debatach z uczonymi rosyjskimi – przedmiotem pogłębionej analizy w dzisiejszej Rosji. I niech tak zostanie. Niechaj sami Rosjanie naprzód uporają się z problematyczną schedą po swoim enfant horrible. W numerze „Kronosa” czytelnik znajdzie więc wspaniałe eseje Florenskiego o Hamlecie, kulturze egejskiej, realizmie, estetyce okładki czy symbolice marzeń sennych i ani słowa o polityce, mniejszościach narodowych i ich denominacji.

 

Ojciec Paweł Florenski odznaczał się nieprzeciętną umysłowością, co przyznają właściwie wszyscy, nawet niechętny mu Bierdiajew. „Był dla mnie – to słowa Siergieja Bułgakowa – nie tylko uosobieniem genialności, ale dziełem sztuki” (przeł. Zbigniew Podgórzec). Jednocześnie bywał fanatycznym wariatem, kolejnym maksymalistą rosyjskim, z którym, jak z pijanym wujkiem na weselu, nie bardzo wiadomo, co począć. Jego pisma polityczne i społeczne dostarczały złych odpowiedzi na poprawnie stawiane pytania: o Boga, ludzką bezdomność, merkantylizm, moc nazywania, maszynowy charakter współczesnego świata.

Rosja z przełomu wieków XIX i XX była najbardziej konserwatywnym państwem na kontynencie europejskim. Wszakże nawet ona nie potrafiła przeciwstawić się idącym z Zachodu prądom i tendencjom. Modernizacja bolszewicka nie tylko podsuwała złe odpowiedzi na „odwieczne rosyjskie pytania”; ona zniszczyła następnie możliwość stawiania takich pytań, zniszczyła Rosję samą, prawdopodobnie nieodwracalnie. A Florenski? Po rewolucji pozwolono mu jeszcze trochę zajmować się elektryfikacją kraju, damską modą i heraldyką. Przez parę lat badał strukturę zlodowacenia podziemnego na dalekiej północy. Zdobył nawet tytuł inżyniera i uznanie towarzyszy radzieckich. Potem go zabito.

Piotr Nowak

Zastępca Redaktora Naczelnego


Paweł Florenski

NAWARSTWIENIA KULTURY EGEJSKIEJ

DLACZEGO HISTORYK FILOZOFII STAROŻYTNEJ POWINIEN BADAĆ KULTURĘ EGEJSKĄ?

Wiemy już[1], że wiek Homera odpowiada końcówce greckiego średniowiecza, a to, co niedawno uważane było za początek greckiej historii – wczesnemu greckiemu odrodzeniu[2]. Jońska filozofia przyrody, jeśli chodzi o miejsce, które zajmuje w kulturze, a także warunki, w jakich powstała, jako żywo przypomina filozofię wczesnego włoskiego odrodzenia, które powstało dwadzieścia wieków później (VI–XIV wiek po Chrystusie). W dalszej części wykładu niejednokrotnie będziecie mieli państwo okazję przekonać się, że także co do swojej istoty przypomina ona do złudzenia tę ostatnią.

Mając na uwadze wspomniane wyżej pokrewieństwo, możemy zadać sobie następującego rodzaju metodologiczne pytanie: Filozofia w swojej istocie jest wytworem „dziennej” świadomości, dziełem rozcinającej jasności dziennego światła. Czy nie należy stąd wyciągnąć wniosku, że filozofia każdego okresu kontynuuje pracę nie bezpośrednio poprzedzającego okresu, tzn. okresu „nocnej” świadomości, lecz okresu przedostatniego, także dziennego?

Wstając z łóżka po przespanej nocy, nie kierujemy myśli w stronę marzeń sennych, których dopiero co doświadczyliśmy we śnie, lecz w stronę myśli i trosk dnia, przeszłości, zwijając w zwartą całość nić dziennej świadomości, nie zauważając niejako wyciętych z życia kawałków, stref, obszarów nocnej świadomości. Nasze życie toczy się dwoma paralelnymi torami – dniem i nocą – które, chociaż się przeplatają, zdają się nie widzieć siebie, tworząc razem dwie paralelne nici życia – czarną i białą. Właśnie tę myśl wyraził psalmista słowami: „Dzień dniowi podaje hasło, a noc nocy przekazuje wieść” (Ps 19,3). Właśnie tak dzieje się również w historii. Strefy dziennej świadomości „podają hasło”, tzn. dysponują ciągłością podania, jednolitym rozumem kultury; nie stykają się ze strefami nocnej świadomości, lecz z innymi strefami, odgraniczonymi od tamtych przez kulturę nocy. Kultura nocy zaś „przekazuje wieść” bezpośrednio kulturze nocy – nie kulturze dnia, nie tej kulturze, która z nią graniczy.

W szczególności filozofowanie kulturalnego „wieku”, jednolity światopogląd kulturalnego eonu przylega nie do wieku ostatniej nocy, lecz do przedostatniego wieku dnia, i łączy wszystkie dni w jeden łańcuch, w miarę możności nieprzerwany: także tutaj „dzień dniowi podaje hasło”. W taki sposób przędzie się nić Filozofii.

Oto dlaczego nie jest pozbawione sensu pewne ignorowanie przez historyków filozofii – owej, jak powiedzieliśmy, prawdziwie nocnej strony kultury – całego średniowiecza. Mówię „nie jest pozbawione sensu” nie dlatego, że średniowiecze pozbawione jest kultury – ten wymysł już dawno porzucony został przez bezstronnych badaczy myśli ludzkiej – lecz dlatego, że reprezentuje ono inną kulturę, że ma swoją kulturę i swoje życie. Początek nowej filozofii, filozofii odrodzenia, nie przylega do myśli średniowiecza, lecz do zmierzchającej myśli starożytności: w filozofii aleksandryjskiej – w neoplatonizmie, neopitagoreizmie itd. należy szukać jej korzeni. Przeciwnie, zapadający wieczór myśli, otwarcie wiejący chłodem nad naszymi głowami, a także szybko napierający na nas wieczorny cień nowej kultury jawnie zrywają z tradycjami bezpośrednio poprzedzającej je dziennej kultury nowożytności, a niewidoczne arterie i nerwy społeczeństwa otrzymują pokarm i impuls od myśli średniowiecznej, uważanej jeszcze nie tak dawno za bezpowrotnie pogrzebaną.


Nawarstwienia kultury kreteńskiej (według Evansa)[3]. Pierwsza, wąska kolumna od lewej, górna komórka: Całkowita głębokość pozostałości epoki minojskiej sięgająca 5,33 m. Druga kolumna od lewej, pierwsza komórka od góry: Epoka mykeńska (koniec ok. 1450) / Zniszczenie II pałacu w Knossos-Fajstos / Pałac w Hagia Triada. Druga komórka od góry: II pałac w Knossos-Fajstos / I pałac. Trzecia komórka od góry: Pierwsza dynastia faraonów egipskich, 4000 przed Chr. Środkowa kolumna, w miejscu odpowiadającym na schemacie najwyższej warstwie gruntu: Naczynia z uchwytami. Środkowa kolumna, najniższa komórka: Nie ma żadnych śladów budynków ani metali. Naczynia z czarnej gliny wykonywane ręcznie. Ozdobione geometrycznym ornamentem i inkrustowane białą substancją / Neolityczne złoża w Fajstos o grubości 4,5 m. Pierwsza kolumna od prawej: Okres nowominojski / Średni okres minojski / Wczesny okres minojski / Epoka neolitu

Wskrzeszenie tomizmu na Zachodzie, poszukiwania nowej „cerkiewności” u nas na Północy, odrodzenie średniowiecznych sporów na temat energii i istoty Bóstwa na Wschodzie, ogólne ożywienie religijnych zainteresowań, ogólny, stale wzmagający się pociąg do mistyki i nieubłaganie, krok za krokiem postępujące zniszczenie racjonalizmu we wszystkich dziedzinach, na wszystkich płaszczyznach, u samych podstaw, w końcu rozczarowanie przyrodoznawstwem jako systemem rozumienia życia, a także wątpliwości zgłaszane pod adresem humanizmu itd., itd. – czyż wszystko to nie pokazuje, że nadchodzi coś nowego, zupełnie nowego – coś, co było już stare. A sama praca nad systematyzacją nagromadzonej wiedzy, samo dążenie do stworzenia przewodników po wszystkich dziedzinach i gałęziach nauki, samo utrwalanie tego, co zostało zdobyte – czyż wszystko to nie jest sporządzaniem bilansu minionej kultury, spisem inwentarza wskazującym na wszechobecne przeczucie śmierci – przeczucie umierania kultury. Wszystkie te encyklopedie, informatory i słowniki – czyż nie są one przedśmiertnymi dyspozycjami owej kultury, która odrodziła się w XIV wieku?... Ażeby zrozumieć światopogląd przyszłości, należy sięgnąć do jego korzeni, do światopoglądu średniowiecznego, średniowiecza zachodniego i w szczególności wschodniego; ażeby zrozumieć filozofię nowożytności – należy sięgnąć do filozofii antycznej.

I jeśli z kolei chcemy zrozumieć narodziny filozofii antycznej, jeśli pragniemy wniknąć w filozofię jońskiego odrodzenia, to musimy skierować naszą myśl nie na oddalającą się noc owego greckiego średniowiecza, lecz na gasnący dzień poprzedzającego starożytność aleksandryzmu. Oczywiście to nie Achilles i nie Agamemnon byli poprzednikami Talesa i Anaksymandra, lecz odległe, na poły widmowe cienie Minosa i Pazyfae, cienie nosicieli starszej, dziennej kultury świata przedhelleńskiego. To właśnie ku nim skierujemy teraz naszą uwagę.

WERTYKALNY PRZEKRÓJ WARSTW KULTURY EGEJSKIEJ

Mówiłem już państwu o tym, że wykopaliska w Troadzie, Mykenach, Tyrynsie, Knossos, Fajstos, Hagia-Triada i w wielu innych centrach najdawniejszych nawarstwień kultury greckiej odsłaniały kolejno epoki sięgające coraz głębszej starożytności. Ale w naszym przeglądzie pójdziemy z państwem odwrotną drogą, zaczynając od warstw najdawniejszych i pozostałości odnalezionych najpóźniej, a mianowicie pozostałości okresu neolitycznego. Następnie rozpatrzymy kolejne nawarstwienia okresu minojskiego, który dzieli się z kolei na trzy wyraźnie różniące się między sobą warstwy – okresy: starominojski, średniominojski i nowominojski. Jak widzicie na znajdującej się przed waszymi oczami tablicy, schematycznie odwzorowującej wertykalny przekrój owych kulturowych nawarstwień, warstwa neolitycznych pokładów sięga 6,43 metra, chociaż w Fajstos jest ona o 2,07 metra mniejsza. Co się tyczy przedokresu, do którego przenikała owa neolityczna kultura, która odłożyła na dziewiczej skale Krety ową warstwę, to dane dla jego określenia, jak przyznają badacze, nie istnieją. W każdym razie liczy on sobie ponad dwa tysiące lat, jeśli brać pod uwagę głębokość pokładów okresu minojskiego. Według Evansa neolityczna kultura Krety i Grecji sięga VI–VIII tysiąclecia przed Chrystusem; wedle Carla Vollgraffa – jest ona młodsza. Ale wszystko to jest czystą fantastyką.

Oto dlaczego co najmniej przedwczesne są wyskoki niektórych osób gotowych posłużyć się ową nieokreśloną chronologią w celu natrząsania się z Biblii i czyniących uwagi na temat „kreteńskich królewien żyjących w tym samym czasie, w którym Jehowa stwarzał świat”.

A zatem całkowita wysokość dalszych minojskich pozostałości sięga 5,33 metra, przy czym ich powstanie datuje się mniej dowolnie aniżeli poprzednich. Według Evansa całkowity czas trwania kultury minojskiej to około 2500 lat; jej początki sięgałyby wówczas IV tysiąclecia przed Chrystusem, tzn. epoki pierwszych dynastii faraonów w Egipcie, koniec zaś, tzn. era mykeńska – roku 1450. Ale także te liczby należy przyjmować z wielką ostrożnością. Przywołuję je nie jako coś wiarygodnego, lecz wyłącznie w celu porównawczej charakterystyki różnych nawarstwień pod kątem ich starożytności.

Pokłady okresu starominojskiego sięgają głębokości 1,32 metra; średniominojskiego – 1,5 metra; i wreszcie nowominojskiego – 2,5 metra.

JEDNOŚĆ KULTURY EGEJSKIEJ

Z punktu widzenia naszych najbliższych historyczno-filozoficznych zadań nie mamy potrzeby zagłębiać się w bardziej szczegółowe podrozdziały minojskich kultur albo porównywać ich z innymi, analogicznymi kulturowymi warstwami w innych rejonach basenu Morza Śródziemnego. Wystarczy jedynie wspomnieć, że dzięki pracom Christosa Tsountasa, Wilhelma Dorpfelda, Williama Ridgewaya, Josepha Holle’a, Evansa, Salomona Reinacha, Gaetano De Santisa i innych, a w ślad za nimi – dzięki jeszcze nowszym badaniom, których wystarczyłoby na stworzenie całej biblioteki porządnych rozmiarów, zagadnienia te zostały niezwykle starannie przebadane. Nie zważając na pojedyncze, bezsilne głosy protestu (Thomas E. Peet, Alan Wace, M.S. Thompson), można uznać za powszechnie przyjętą jedność kultury egejskiej, obejmującej znaczne terytorium – „od Krety do Kijowa, od Jordanii na wschodzie Azji Mniejszej do brzegów Hiszpanii”. Co prawda nie ma jasności co do procesu jej rozpowszechnienia. Podczas gdy Hubert Schmidt i Ernst von Stern przypuszczają, że kultura ta przywędrowała na południe z centralnej Europy, Wosinski zakłada, że kierunek był odwrotny, a Jewgienij Gieorgijewicz Kagarow przypuszcza, że podobieństwo kulturowych pozostałości znajduje wytłumaczenie nie w rzeczywistej wędrówce, a jedynie w „tożsamości twórczego aparatu, tzn. psychologii i estetyki człowieka pierwotnego”[4]. Ale za to formalne podobieństwo odpowiadających sobie warstw w rozmaitych rejonach zostało potwierdzone. Początek epoki brązu na Krecie przypada, wedle Evansa, na pierwszą połowę III tysiąclecia i pokrywa się w czasie z dawniejszą kulturą Wysp Cykladzkich, a także pierwszą i drugą warstwą trojańską w Azji Mniejszej. Okres średniominojski odpowiada późniejszej kulturze Cyklad itd., itd.

CERAMIKA

Skupimy się teraz na archeologicznej charakterystyce poszczególnych epok. Zajmiemy się najpierw zewnętrzną kulturą, aby następnie stopniowo wniknąć w wierzenia i ogólny światopogląd.

Warstwa neolityczna, jak już powiedzieliśmy, jeśli chodzi o swoją grubość, jest w przybliżeniu o ponad dwa metry większa niż wszystkie pozostałe razem wzięte. W ten sposób grunt o grubości sześciu metrów, wypełniony pozostałościami neolitycznych sprzętów bucchero[5], powstał i osiadł na miejscu przedhistorycznej kamiennej osady przed pojawieniem się tam skorup przedmykeńskich kamares[6] – jak przyjęło się nazywać garncarskie wyroby najstarszych greckich kultur. W owej zdumiewającej warstwie nie natkniemy się ani na ślady budynków, ani metali. Proste naczynia bucchero z czarnej gliny nie wskazują na znajomość koła garncarskiego. Lepione ręcznie, ozdabiane były następnie tak zwanym ornamentem geometrycznym, składającym się głównie z rozmaitych kombinacji linii łamanych, nacinanych na niewypalonym naczyniu i inkrustowanych białą masą.

 

Jednak mimo prymitywizmu owych ozdób widniejących na glinianych skorupach zadziwiająca jednorodność wzorów w całym basenie Morza Śródziemnego i poza nim pozwala stwierdzić fakt żywej wymiany z Egiptem.

Następująca po neolicie kultura egejska (w wąskim znaczeniu słowa) albo starominojska – nazywana także starotrojańską i wyspiarską – określana jest jako chalkolit, kultura brązowo-kamienna. Znajduje się ona na przejściu między epoką kamienia i epoką brązu. Wazy i misy odnalezione w pomieszczeniach należących do przedmykeńskiej przybudówki pałacu w Knossos osiągają już wspaniałą subtelność, wytworność formy i delikatność barwy, które – wedle słów Evansa[7] – „najprawdopodobniej nigdy w całej historii ceramiki nie zostały prześcignięte”. A Duncan Mackenzie oznajmia względem garncarskich wyrobów owego czasu, że jeśli chodzi o subtelność i efekty kolorystyczne, to są one doskonalsze aniżeli stare weneckie naczynia. Można prześledzić stopniowe przejście od neolitycznych naczyń, ozdobionych prostym geometrycznym wzorem z białymi wstawkami na ciemnym polu, polerowanym ręcznie, do owych doskonałych wzorców ceramicznej manufaktury. Stopień pośredni można rozpoznać w pierwszych próbach wazowej polichromii i wazowego zwierzęcego reliefu, tak charakterystycznych dla początku okresu minojskiego. Termin kamares albo kamaress, odnoszący się głównie do okresu średniominojskiego i pochodzący od nazwy jaskini Kamaress na południowym stoku góry Idy, oznacza rozkwit ceramiki, o którym właśnie mówiliśmy.


Wzory neolitycznych skorup z geometrycznym ornamentem naturalnej wielkości: 1, 2, 3 – uderzenia szydłem i gładkie ścianki; 4 – ślady tępego narzędzia; 5, 6, 7 – ornament w postaci nacięć i białe inkrustacje. (Rysunek z książki M.-J. Lagrange’a La Crète ancienne, s. 26, rys. 10)

Kolory czerwony, cynobrowy albo karminowy, pomarańczowy i biały bardzo dobrze prezentują się na tle waz. „Jeśli owo wspaniale połączenie kolorów okaże się nieco zbyt afektowane, to wówczas – zauważa jeden z badaczy, Marie Joseph Lagrange[8] – bez obaw możemy zachwycać się niektórymi misami – bielą na czerni albo czernią na bieli – kremową bielą na błyszczącej czerni – których styl został zmieniony. Niektóre misy, najprawdopodobniej na wzór metalowych przedmiotów w stylu pucharów z Vafio, są tak delikatne, że można je porównać do najdelikatniejszej chińskiej porcelany. Spotyka się wszelkie możliwe formy, niekiedy dziwaczne, najczęściej czarujące i pełne gracji. Łamane linie geometryczne zupełnie zanikają, zastąpione przez spirale, rozetki, maleńkie, grube sierpy, kwiaty”.

Jest to okres zniszczenia pierwszego pałacu. Pałac upadł najprawdopodobniej na skutek nagłej katastrofy i został zastąpiony nowym dopiero po długim czasie, w trzeciej epoce okresu średniominojskiego. Wraz z drugim pałacem w ceramice dokonuje się dość znacząca zmiana.


Waza z Knossos „stylu pałacowego”. Ozdoby białe, tło jasnoliliowe (mauve). (Za: „The Annual of the British School at Athens”, X, flg. 1 = M.-J. Lagrange, La Crète ancienne, s. 29, rys. 14)

Wielobarwność nieomal zupełnie zanikła, ale sztuka posuwa się do przodu, jeśli chodzi o naśladowanie przyrody. W tym samym czasie wybudowano drugi pałac – w Fajstos. Kultura tego okresu dość mocno różni się od kultury okresu poprzedniego. W okresie nowominojskim wszystkie wazy mają jasnożółte tło ozdobione rudym albo czerwonawym malowidłem o zdumiewającym realizmie. Garncarzowi, ażeby ozdobić wazę o wysokości jednego metra, wystarczy szereg lilii albo papirusów, albo też ośmiornica, której macki wydają się żywe. A jeśli odejść od przeglądu ceramiki, to należy generalnie powiedzieć o owej realistycznej sztuce, że zarówno najlepsze freski tego czasu, jak i najbardziej zachwycające steatytowe wazy odnalezione zostały w Hagia-Triada. Steatyt albo słoniniec, który jest odmianą talku, ze względu na swoją miękkość znakomicie nadaje się do wykonywania rzeźbionych przedmiotów i nawet drobne szczegóły reliefu znakomicie się w nim udają. I tak, na niewielkim naczyniu z czarnego słonińca, czyli na tak zwanej „wazie żniwiarzy”, przedstawiono „wesoły orszak sformowany po zakończeniu robót polowych; pochód ma oczywiście dziękczynny, religijny charakter, co widać na przykład po grzechotce (sistrum[9]), którą trzyma w ręce jeden z uczestników pochodu. Detale stroju, nakrycia głowy, krótkie fartuchy, potrójne widły – wszystko to przedstawione zostało niezwykle klarownie i wyraziście. Przedstawienie grzechotki wskazuje na kontakty z Egiptem”[10]. Dodamy tu jeszcze, że niektórzy archeolodzy chcą widzieć w owym pochodzie phallophoria[11]. Taki jest realistyczny kierunek sztuki archaicznej.

Jednak pomału sztuka traci naturalność. Kwiaty i ośmiornice stają się umownymi ornamentami. Wazy tego czasu przypominają modne u nas obecnie „dekadenckie wazy”. Ale jakkolwiek by było, jeśli chodzi o stronę techniczną, sztuka wazowa osiąga tutaj szczyt swojego rozwoju. I nagle znika, zmieciona przez jakąś katastrofę. Pałac był systematycznie grabiony, a następnie spalony. Wszystkie drewniane części stały się pastwą płomieni. Ostatni etap okresu nowominojskiego można uznać za cmentarzysko. Ceramika jest w całkowitym upadku. Glina jest gruba, ornament całkowicie umowny, składający się z łamanych, przeplatanych, paralelnych albo w jakiś inny sposób splątanych linii. Nastaje epoka żelaza. Ozdoby waz znowu przybierają styl geometryczny, tak zwany dipylon, od pierwotnego miejsca ich występowania w Atenach – na cmentarzu „Podwójne Drzwi” – Δίπυλον. Na takich wazach nawet ludzie i zwierzęta są stylizowani; nieskończenie różnorodne i dziwaczne linie przyrody zaczynają przypominać geometryczny rysunek[12]. To prahelleński gotyk. Nastaje greckie średniowiecze.

Studiowanie waz znowu pokazuje ożywione kontakty Krety i Egiptu. Petrie odnajdywał w Abydos wazy nie pochodzące z Egiptu, zupełnie przypominające te z Knossos, zarówno pod względem barwy, jak i rudego malowidła, a nawet formy. I odwrotnie, w Knossos odnaleziono wazy pochodzące z Egiptu. Ustalono, że wymiana taka dotyczyła także późniejszych czasów. Przypuszcza się, że Kreta była miejscem wytwarzania na dużą skalę waz dla całego basenu Morza Śródziemnego. Niewątpliwą zbieżność stylów objaśniano na rozmaite sposoby, przy czym jedni obstawali przy kulturowej hegemonii Egiptu, drudzy – Krety, a trzeci pojednawczo zgadzali się i z jednymi, i z drugimi, i odnosili twierdzenia pierwszych do czasów znacznie dawniejszych, twierdzenia zaś drugich – do czasów znacznie nowszych.

STRÓJ I MODA

Jak widzieliśmy, ceramiczne pozostałości z rozmaitych warstw interesujących nas wykopalisk dają dość wyraźny obraz wspólnego biegu historii kultury egejskiej. I mieliśmy już okazję przekonać się na podstawie przeglądu ceramiki, że niektóre jej nawarstwienia – zwłaszcza nawarstwienia okresu minojskiego – ujawniają najwyższy poziom rozwoju techniki i zmysłu piękna, całkowicie sprzeczny z potocznym mniemaniem o „prymitywizmie” kultury pierwotnej. Pozwolę sobie jednak w sposób najbardziej zdecydowany postawić tezę o wyrafinowaniu owej kultury i na początek, w zgodzie z przysłowiem „nie szata zdobi człowieka”[13], potwierdzę swoją tezę przykładem z kultury zewnętrznej, z tej strony kultury, w której wyrafinowanie albo ordynarność dostrzega się najbardziej bezpośrednio i ocenia się, jeśli można się tak wyrazić, nieomal namacalnie. Domyślacie się najprawdopodobniej, że chodzi tutaj o ubranie. Damska moda jest jednym z najsubtelniejszych odczynników każdej kultury i wystarczy tylko spojrzeć na sukienkę kobiety, ażby zrozumieć panującego ducha i panujący ton całej kultury, w której moda taka okazała się możliwa. Między z jednej strony perukami, muszkami, krynolinami i wykwintną sztucznością epoki Ludwika XIV a racjonalizmem, nienaturalnością i subtelnym ateizmem tego wieku z drugiej związek jest tak oczywisty jak między pseudoantyczną, chłodną prostotą stroju czasów dyrektoriatu i równie pseudoantycznym umiłowaniem idei powszechnego obywatelstwa; turniury lat 80. wyraźnie pokazują zwyrodnienie duszy ukształtowanej w owych martwych czasach, przygniecionych przez cenzurę pozytywizmu; itd., itd.

Jeśli pamiętając o owym związku między duchem kultury i kobiecym strojem, zwrócimy się do odnalezionych na Krecie miniaturowych fresków i figurek, to zobaczymy w wyłaniających się z nich resztkach życia coś zupełnie zaskakującego. Już w V wieku przed Chrystusem kobiety chodziły w prostym chitonie[14] przykrytym szlachetnym himationem[15] – najprostszy strój, bez którego pozostawałoby już tylko chodzić zupełnie bez ubrania. Ale w czasach o wiele wcześniejszych archaiczne królewny – tak charakteryzuje mody epoki minojskiej pewien artysta, specjalista od kostiumów różnych epok – „nosiły gorsety, spódnice z falbanami, żakiety z odkrytą piersią, z długimi, szerokimi rękawami zebranymi w mankiet, z niewielkimi połami z tyłu przypominającymi półfrak, z delikatnie podkręconymi włosami na czole, spuszczonymi na plecy i przewiązanymi szerokimi kokardami”[16].

Spójrzcie dla przykładu na tę część kobiecej figurki, najprawdopodobniej o charakterze wotywnym, tzn. ofiarnym, która przechowała w doskonałym stanie obraz jednej z takich sukien. Nie jest to poobłamywana kobieca postać, lecz właśnie suknia. Rzeźba ta, płaska i z otworem na górze, przeznaczona było do zawieszenia. Czujecie pewnie, że można by ją z łatwością wziąć za wycinek z żurnala: taką suknię można uszyć nie inaczej, jak wedle bardzo skomplikowanych wykrojów, z różnorodnych i drogich materiałów, a za wspaniały haft w egipskim stylu, przedstawiający kwiat lotosu, złamałaby dziesiąte przykazanie niejedna współczesna modnisia. To tylko jedna próbka tego rodzaju sukni. W sali greckich archaików Moskiewskiego Muzeum Imperatora Aleksandra III możecie znaleźć także inne, podobne.


Suknia wotywna znaleziona w drugim pałacu w Knossos i związana z III okresem kultury średniominojskiej. Figurka sukni jest płaska i posiada otwór do zawieszenia. (Według Evansa, „The Annual of the British School at Athens”, IX, rys. 58 = M.-J. Lagrange, La Crète ancienne, s. 73, rys. 46)