Wiara, która przenosi góry

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Informacje o autorze

Mistrz Omraam Mikhaël Aïvanhov (1900-1986), filozof i pedagog francu­ski, pochodzenia bułgarskiego, przybył do Francji w 1937 roku. Już od pierwszego wejrzenia w jego dzieło, uderza wielostronność aspektów z jaką przedstawia najważniejsze zagadnienie: człowiek i jego doskonalenie się. Każdy poruszony przez niego temat jest traktowany niezmiennie pod kątem człowieka i jego możliwości lepszego samopoznania oraz lepszego kierowania własnym życiem.


Streszczenie

Wierze towarzyszy długoterminowa praca, jest rezultatem wysiłków powtarzanych dzień po dniu; jest czymś żywym, czego nie powinniśmy nigdy oddzielać od naszego codziennego życia. Oto, co trzeba zrozumieć, by móc odczytać znaczenie słów Jezusa: Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy, powiedzielibyście tej górze: przenieś się tam, i ona by się przeniosła”.

Możemy przenieść górę, ale pod warunkiem, że nie zabierzemy się do tego sądząc, że możemy ją przenieść za jednym razem. Można przenieść górę, ale przenosząc kamień po kamieniu! Każdy przeniesiony kamień, to znaczy każdy sukces, nawet najmniejszy, powiększa naszą wiarę, bo czujemy się mocniejsi, silniejsi, bardziej panami sytuacji. Rzucając okiem wstecz, mierzymy przebytą drogę… i wówczas, możliwe, że już, w połowie wykonanej pracy, nasza wiara tak się bardzo wzmocni, że będziemy mogli przenieść całą resztę za jednym zamachem.


Czytelnik lepiej zrozumie pewne aspekty tekstów Omraama Mikhaëla Aïvanhova zaprezentowane w tym tomie, jeśli zechce pamiętać, że zostały one zredagowane na podstawie nagrań audio i video oraz stenogramów wykładów Mistrza.

Spis treści

Informacje o autorze

Streszczenie

Spis treści

ROZDZIAŁ 1: WIARA, NADZIEJA I MIŁOŚĆ

ROZDZIAŁ 2: ZIARNKO GORCZYCY

ROZDZIAŁ 3: WIARA I WIERZENIE

ROZDZIAŁ 4: NAUKA I RELIGIA

ROZDZIAŁ 5: WIARA ZAWSZE POPRZEDZA WIEDZĘ

ROZDZIAŁ 6: ODNALEŹĆ UKRYTĄ WIEDZĘ

ROZDZIAŁ 7: RELIGIA JEST FORMĄ WIARY

ROZDZIAŁ 8: NASZE BOSKIE SYNOSTWO

ROZDZIAŁ 9: DOWÓD NA ISTNIENIE BOGA JEST W NAS

ROZDZIAŁ 10: UTOŻSAMIANIE SIĘ Z BOGIEM

ROZDZIAŁ 11: BÓG, ŻYCIE

ROZDZIAŁ 12: BÓG W TWORZENIU

ROZDZIAŁ 13: RABOTA, VREME, VERA: PRACA, CZAS, WIARA

Tegoż autora

Copyright

ROZDZIAŁ 1: WIARA, NADZIEJA I MIŁOŚĆ

Dzisiaj, gdy zapyta się kogoś, czy wierzy, pytanie to oznacza, czy wierzy w Boga. W istocie, słowo ,,wiara” należy w rezultacie prawie wyłącznie do domeny religii. Wiara i religia są nawet tak blisko powiązane, że istnieje tendencja utożsamiania religii z wiarą; pozostawia się niejako na boku dwie pozostałe cnoty: nadzieję i miłość, które przedstawiają wraz z wiarą trzy cnoty nazywane ,,teologalnymi”, co oznacza, że podmiotem ich jest Bóg. Aby więc lepiej zrozumieć, czym jest wiara, należy rozpocząć od usytuowania jej pomiędzy tymi dwiema cnotami – nadzieją i miłością.

Święty Paweł napisał w swym 1 Liście do Koryntian: ,,Teraz więc istnieją trzy rzeczy: wiara, nadzieja i miłosierdzie”. Ale nie dziwcie się, że zastąpiłem słowo ,,miłosierdzie” słowem ,,miłość”. Dlaczego? ,,Miłosierdzie” straciło dzisiaj znaczenie miłości duchowej, które nadano mu na początku chrześcijaństwa, aby przeciwstawić je nieuporządkowanemu, namiętnemu impulsowi, który ludzie nazywają na ogół ,,miłością”; słowo to jest używane już tylko, by oznaczać altruistyczne uczucie skłaniające pewne osoby do pomagania najbardziej potrzebującym. Dlatego używam raczej słowa miłość.

Wiara, nadzieja i miłość… Jeśli spytacie ludzi, co te słowa dla nich znaczą, pewne jest, że większość z nich zadowoli się wzruszeniem ramion. Kilku przypomni sobie być może, że w dzieciństwie słyszeli w kościele o tych trzech cnotach, ale to wszystko jest bardzo odległe i wiele im nie mówi.

W rzeczywistości, niezależnie jacy są, jaki jest ich stopień rozwoju czy posiadana wiedza, wszyscy ludzie wierzą, mają nadzieję i kochają. Ale ich wierzenia, nadzieje i miłości przynoszą im rozczarowania, gdyż nie wiedzą, ani w kim ani w czym je pokładać, a nawet prawdopodobnie nie wiedzą, co znaczy wierzyć w Boga, pokładać w Nim nadzieję i Go kochać.

Przykład trzech cnót: wiary, nadziei i miłości został nam dany przez Jezusa w tym epizodzie Ewangelii, kiedy diabeł przyszedł go kusić. Wiele razy już tłumaczyłem wam głęboki sens tych trzech kuszeń, ale jeszcze wiele nauk można z nich wyciągnąć.

,,Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem». Lecz On mu odparł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych». Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Odrzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego».

Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu”.

Badając uważnie trzy propozycje czynione przez diabła Jezusowi można odkryć, że dotyczą one trzech planów – fizycznego, astralnego (uczuć, pragnień) i mentalnego (myśli).

Jezus jest głodny i diabeł sugeruje mu przekształcenie kamieni pustyni w chleb. Chleb jest symbolem pożywienia a szerzej przedstawia wszystko to, co nam pozwala zapewnić nasz byt w planie fizycznym.

Następnie jest powiedziane, że diabeł przeniósł Jezusa do świętego miasta, a więc do Jerozolimy, aby umieścić go na szczycie świątyni, i sugeruje mu, by skoczył w dół. Aby być bardziej przekonującym, aby mu pokazać, że nie ma się czego obawiać, że Bóg go osłoni, diabeł posuwa się aż do zacytowania Psalmu 91: ,,Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Świątynia jest symbolem religii, a więc serca. Ponieważ Ojciec kocha Jezusa a Jezus kocha swojego Ojca, diabeł próbuje przekonać go, że syn Boga może zawsze liczyć, niezależnie co zrobi, na ochronę Niebios.

W końcu, diabeł przyprowadza Jezusa na szczyt wysokiej góry i obiecuje mu wszystkie królestwa ziemi, jeśli zgodzi się przed nim ukorzyć. Wysoka góra przedstawia głowę, plan mentalny, intelekt. Otóż intelekt jest tą zdolnością, która popycha człowieka do tego, że uważa się za pana świata i rzuca wyzwanie Panu. Taką nierozumną pychę, która popchnęła część aniołów do zwrócenia się przeciwko Bogu diabeł chce obudzić w Jezusie.

Ale każde kuszenie czynione przez diabła Jezus odpiera, ponieważ nauczył się panować nad swoim ciałem fizycznym (pożywieniu materialnemu przeciwstawia strawę duchową), nad swoim ciałem astralnym (nie chce niepotrzebnie wystawiać na próbę miłości Boga) i nad swoim ciałem mentalnym (odmawia przyrównywania się do Pana, bo chce pozostać jego sługą).

Zrozumienie znaczenia tych trzech kuszeń, którym Jezus został poddany jest bardzo ważne, ponieważ my także każdego dnia musimy im stawić czoło w naszym życiu codziennym; a jeśli chcemy wewnętrznie się rozwijać, to powinniśmy zacząć od zrozumienia tej kwestii. Dowód – czy zauważyliście, w jaki miejscu Ewangelii znajduje się ten epizod? Na początku. Jezus został ochrzczony w Jordanie przez Jana Chrzciciela i jeszcze nie wybrał swoich pierwszych uczniów ani nie rozpoczął nauczania. Kto chce stanąć w służbie Pana musi najpierw uregulować kwestię tych trzech kuszeń.

Powiecie, że jeśli Stwórca dał nam ciało fizyczne, serce i intelekt, należy dostarczyć im pożywienia, którego potrzebują. Oczywiście, to nieodzowne. Ale jest pożywienie i pożywienie, tak jak są różne sposoby ich poszukiwania. I właśnie dla przeprowadzenia nas przez wybór i poszukiwanie tego pokarmu potrzebujemy nadziei, wiary i miłości: bo nadzieja związana jest z ciałem fizycznym, wiara z sercem czy ciałem astralnym, a miłość z intelektem czy ciałem mentalnym.

 

Chleb, rozumiany w bardzo szeroki sposób, jest więc symbolem tego wszystkiego, co pozwala nam zapewnić nasz byt w planie fizycznym. Otóż, co robi ten, co nie pokłada nadziei w Panu? Drży o swoje bezpieczeństwo materialne i ma tylko jedną myśl w głowie: załatwić swoje sprawy, zgromadzić zapasy, nagromadzić zyski. Nie tylko zaprzątają go najbardziej prozaiczne zajęcia, ale nawet dochodzi do tego, że okazuje się niesprawiedliwy i nieuczciwy wobec innych, nie ma żadnych skrupułów, by ich ranić, deptać i zamyka się w ten sposób na wszelkie pokarmy duchowe.

Pokładać nadzieję w Bogu, to uwolnić się od strachu o jutro: czy będzie co jeść, w co się ubrać, gdzie mieszkać? W Kazaniu na Górze, Jezus przestrzega nas przed tym strachem o jutro:

,,Nie troszczcie się o jutro, bo jutro samo się o siebie będzie troszczyć, dosyć ma dzień każdy swojej biedy.”

Nadzieja jest związana z ciałem fizycznym, wiara natomiast związana jest z sercem. Serce, oto świątynia, gdzie mieszka Bóg. Kiedy Jezus odpowiedział diabłu: ,,Jest napisane: nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”, potwierdzał swoją wiarę w Pana, który żyje w nim, odmawiał poddania Go próbie. Bo wiara nie polega na rzuceniu się w przepaść z przekonaniem, że Bóg przyśle anioły, by zamortyzowały nasz upadek. Kto wyobraża sobie, że Bóg chroni nierozumnych wystawiających się naumyślnie na niebezpieczeństwo, jest po prostu pełen iluzorycznych wierzeń. Otóż właśnie ludzie zbierają tyle rozczarowań w swoim życiu, napotykają na tyle porażek zamiast oczekiwanych sukcesów, bo mylą wiarę z wierzeniami.

Na koniec trzecie kuszenie, dotyczące głowy, może być przezwyciężone tylko przez miłość. Diabeł zaniósł Jezusa na wysoką górę. Głowa w nas przedstawia szczyt góry. Kto doszedł do szczytu posiada wiedzę, autorytet, siłę. Lecz historia pokazała nam, że jak tylko człowiek dojdzie do władzy z trudem daje odpór wszelkim możliwościom, które dostrzega przed sobą, pieniądzom, przyjemności, sławie, sądzi, że wszystko mu odtąd wolno. Ileż bardzo znaczących osób upadło w końcu, jako ofiary swej pychy! Tylko miłość wobec Istoty wszystkich istot może uratować nas od tych niebezpieczeństw. Mamy od Niej wszystkie nasze zdolności, wszystkie nasze talenty, i jeśli szczerze, głęboko Ją kochamy, to ta miłość uchroni nas przed pychą.

Nadzieja, wiara i miłość są więc jedynymi siłami, które pozwalają nam przejść przez życie w najlepszych warunkach fizycznych, psychicznych i duchowych. Pokładać nadzieję w Bogu chroni nas przed niepokojami życia materialnego. Wierzyć w Niego uwalnia nas od iluzji. Kochać Go pozwala nam osiągnąć szczyty i tam się utrzymać nie ryzykując upadku.

Badajcie życie ludzi, którzy mają wiarę, nadzieję i miłość, przypatrujcie się, jak pracują, jak wzmacniają się, pięknieją i stają się mocniejsi, jak udaje im się stawić czoło trudnościom, przezwyciężyć próby i znaleźć w każdej z nich okazję do ubogacenia siebie. Te trzy cnoty wydają wam się dalekie, obce, bo traktujecie je w sposób zbyt abstrakcyjny, nie czujecie, że stanowią trzy filary waszego życia psychicznego. Aby pomóc wam zrozumieć, odczuć ich znaczenie, zadam wam ćwiczenie do odrobienia.

Wiara, nadzieja i miłość nazywane są cnotami ,,teologalnymi”, ponieważ dzięki nim możemy wejść w relacje z Bogiem. Tylko że, tu również, ludzie mają tendencję do traktowania Boga jako abstrakcję. Jeśli nie wyobrażają Go sobie jako starca z długą białą brodą zajętego notowaniem ich dobrych a zwłaszcza złych uczynków, by ich wynagrodzić albo ukarać, większość nie za bardzo wie, jak Go sobie przedstawić. Otóż, nie przestałem wam wyjaśniać; najlepszym obrazem Boga jest słońce rozdzielające życie, światło i ciepło. Jedynie życie, światło i ciepło słońca mogą dać nam wyobrażenie tego, czym jest moc, mądrość i miłość Boga. Do nas należy teraz wejście w relacje z tą boską mocą, mądrością i miłością. A jak możemy to zrobić? Poprzez nadzieję, wiarę i miłość możemy dotknąć tej kwintesencji Boskości, która jest Mądrością, Mocą, Miłością.

Oto więc to ćwiczenie. Odmawiacie powoli, koncentrując się na każdym słowie, następującą modlitwę: ,,Panie, kocham Twoją mądrość, wierzę w Twoją miłość, pokładam nadzieję w Twojej mocy”. Poprzez naszą miłość łączymy się z mądrością Bożą; poprzez naszą wiarę łączymy się z miłością Bożą ; i poprzez naszą nadzieję łączymy się z Bożą mocą. To bardzo proste terminy, ale wymagające kilku wyjaśnień.

,,Panie, kocham Twoją mądrość”. Mądrość ma coś wspólnego z zimnem, miłość z ciepłem. Nasze serce ma w sobie dużo ciepła, dużo porywów, entuzjazmu, ale czuje, że nie wie, że brakuje mu rozpoznania rzeczy, umiaru, co wystawia go na popełnianie licznych błędów i na cierpienie. Powinno więc kochać i szukać, czego mu brakuje i czego potrzebuje: mądrości.

,,Wierzę w Twoją miłość…” Nie potrzebujemy kochać miłości, ale mamy potrzebę w nią wierzyć. Dziecko wierzy w miłość matki i dlatego przy niej czuje się bezpieczne. Miłość i wiara są ze sobą powiązane. Jeśli w kogoś wierzycie, będzie was kochał; kochajcie go i będzie w was wierzył. A ponieważ miłość Stwórcy jest podstawą wszechświata, to w nim, i tylko w nim, możemy mieć absolutną ufność. Nasza wiara w ludzi i rzeczy wtedy opiera się na solidnych podstawach, jeśli najpierw pokładamy ufność w Bożej miłości.

,,Pokładam nadzieję w Twojej mocy…” Ile razy słyszymy, że nadzieja pozwala żyć! Na początku każdego roku wszyscy składają sobie życzenia, mając nadzieję, że ten nowy rok będzie lepszy od poprzedniego i przyniesie rozwiązania wszystkich problemów. Tylko że na czym opierają swoje nadzieje? Na pieniądzach, na broni… na ludziach słabych, niestałych. Dlatego te nadzieje zawsze zawodzą. W rzeczywistości można liczyć tylko na prawdziwą siłę, prawdziwą stałość: Bożą wszechpotęgę.

Popatrzcie teraz jak ta modlitwa ustanawia więzi ze światem boskim. Kiedy mówicie: ,,Panie, kocham Twoją mądrość”, wasza miłość i mądrość Boża wchodzą w relacje i Bóg sprawia, że stajecie się mądrzejsi z racji waszej miłości. Kiedy mówicie: ,,Panie, wierzę w Twoją miłość”, wasza wiara przyciąga miłość Boga i Bóg was kocha, bo wierzycie w Niego. Kiedy mówicie: ,,Pokładam nadzieję w Twojej mocy”, wasza nadzieja przywołuje moc Bożą, która zaczyna was chronić z racji waszej nadziei.

Nadzieja, wiara i miłość odnoszą się kolejno do formy, treści, i znaczenia. Nadzieja jest związana z formą (ciało fizyczne), wiara z treścią (serce) a miłość ze znaczeniem (intelekt). Forma przygotowuje i chroni treść. Treść przynosi siłę i siła ma rację bytu tylko wtedy, kiedy posiada znaczenie, sens.

Kiedy jest rozczarowany wydarzeniami i niezadowolony ze swego losu, człowiek ma tendencję do wybiegania w przyszłość: ,,wkrótce, za kilka dni, kilka miesięcy … będzie lepiej”. Niewątpliwie nadzieja umiera ostatnia, ale w oczekiwaniu lepszych dni potrzeba się na czymś oprzeć, by wytrzymać. Otóż, aby podołać sytuacji, nie tylko trzeba wiary, ale trzeba podtrzymać w sobie życie, otrzymać ciepło, poryw, i dzięki miłości ten poryw można podtrzymać. Inaczej nadzieja może być jedynie ucieczką przed rzeczywistością, i ona także, któregoś dnia, nas opuści.

Aby nigdy nie stracić nadziei, konieczne jest podtrzymanie w sobie wiary i miłości i wobec każdej pojawiającej się trudności wzywać je na pomoc. Natomiast na ogół ludzie postępują akurat przeciwnie. Przy najmniejszym rozczarowaniu, najmniejszej przeszkodzie zamykają serce, tracą wiarę, i nadzieja opuszcza ich także… oprócz chęci odwetu i to środkami nie zawsze godnymi polecenia! Lecz im to wcale nie przeszkadza: znajdują wszelkie argumenty, by usprawiedliwić swą roszczeniową i wrogą postawę. Jak ich przekonać, że trudności przeciwnie są pokonywane przez wiarę, nadzieję i miłość? Tak, trudności po to są nam dane, by rozwinąć te trzy cnoty, ale pod warunkiem, że Bóg będzie obiektem tej wiary, tej nadziei i tej miłości. Te trzy cnoty mogą być przyrównane do trzech boków kryształowego graniastosłupa; a obecność Boża jest jak promień słońca padający na ten kryształ i rozpadający się na siedem kolorów.

W jednym z wykładów zatytułowanym ,,Trzy wielkie siły”, Mistrz Peter Deunov mówił: ,,Ludzie bardzo łatwo się zniechęcają i aby się usprawiedliwić obwiniają warunki, w których żyją. Nie, prawdziwa przyczyna ich zniechęcenia nie leży w warunkach zewnętrznych, ale bierze się stąd, że za mało w nich nadziei, za mało wiary i za mało miłości. Aby kroczyć zdecydowanie drogą życia, potrzebują wzmocnienia w sobie trzech źródeł wiary, nadziei i miłości. Gdzie znajdują się te źródła? W mózgu. Tak, w naszym mózgu posiadamy trzy ośrodki, które są przewodnikami wiary, nadziei i miłości, albowiem wiara, nadzieja i miłość są siłami kosmicznymi”.

Wszystkie nasze zdolności, wszystkie nasze zalety mają swoją siedzibę w mózgu. A ponieważ wiara, nadzieja i miłość są cnotami, które łączą nas bezpośrednio z Bogiem, mają swoją siedzibę w wyższej części głowy: na szczycie miłość; bardziej z przodu z jednej i drugiej strony, wiara; bardziej z tyłu i również po obu stronach, nadzieja.


Mistrz Peter Deunov mówił także: ,,Trzeba, aby człowiek nosił wewnętrznie te trzy ubrania: nadzieję, która jest ubiorem człowieka, wiarę, która jest ubiorem aniołów, i miłość, będącą ubiorem Boga. Nazywam świętym każdego człowieka noszącego trzy ubiory nadziei, wiary i miłości…” I jeszcze: ,,Nadzieja rozwiązuje problem dnia, wiara rozwiązuje problem stuleci a miłość jest siłą obejmującą wieczność”. Dlaczego Mistrz mówi, że nadzieja rozwiązuje problem dnia? To łączy się z ustępem w Ewangelii, który przytoczyłem wam przed chwilą, gdy Jezus powiedział: ,,Nie troszczcie się o jutro, bo jutro samo się o siebie będzie troszczyć, dosyć ma dzień każdy swojej biedy.” Widzicie, to się wszystko łączy.

Wiara, nadzieja i miłość… Wśród nam współczesnym iluż odwołuje się do tych cnót, by rozwiązać problemy dnia codziennego? Mają zaufanie do postępu nauki i techniki, do ubezpieczeń, sądów itp. Ale wiara, nadzieja i miłość, ech tam, to było dobre w przeszłości, w Średniowieczu… przecież oni są nowoczesnymi mężczyznami i kobietami. Proszę bardzo, ale zobaczą …stwierdzą, czy nauka, technika, ubezpieczenia i sądy pozwolą na rozwiązanie wszystkich problemów i dadzą im szczęście… Nie mówię, że trzeba cofnąć się wstecz i odrzucić wszystkie wynalazki. Jeśli bowiem Duch uniwersalny kierujący ewolucją stworzeń pozwolił ludzkości obrać taki kierunek, to nie bez przyczyny, On ocenia te doświadczenia jako konieczne, ludzkość musi przez nie przejść. Jak już przez nie przejdzie, powróci do Stwórcy, mądrzejsza, wzbogacona o nowe osiągnięcia. Człowiek stworzony na ,,obraz Boga” musi się rozwijać we wszystkich kierunkach, by móc któregoś dnia być Mu podobny. A aby być Mu podobnym, trzeba, aby jego wiara, nadzieja i miłość zostały poddane próbie materii z jej wszystkimi pułapkami i powabami.

Kto żyje według wiary, nadziei i miłości, żyje według praw uniwersalnych. Zbudujecie wasze życie wiarą, nadzieją i miłością. Przywołajcie do was te siły kosmiczne i poproście je o pomoc, uczyńcie je swymi doradcami, bo w ten sposób staniecie się naprawdę pożyteczni dla siebie i całego świata.

ROZDZIAŁ 2: ZIARNKO GORCZYCY

Kiedy widzi się, że ktoś podejmuje jakieś przedsięwzięcie z przekonaniem, entuzjazmem, uporem, nieraz słyszy się: ,,z taką wiarą może przenosić góry”. Używający tego wyrażenia być może zapomnieli, a nawet niektórzy pewnie nigdy nie wiedzieli, że ma ono swój początek w Ewangelii. Gdy Jezus wyrzucał swoim uczniom niedowiarstwo, powiedział: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy , powiedzielibyście do tej góry: Przenieść się stąd i ona by się przeniosła”. Ale jak interpretować te słowa?

Pewnego razu była sobie stara wieśniaczka, wściekła na pagórek, który zasłaniał jej widok. Każdego ranka, otwierając okiennice, nie mogła się powstrzymać od przeklinania tej góry. Teraz, kiedy była stara i prawie niedołężna nie mogła już jak dawniej pasać krów na łące; gdyby nie ta nieszczęsna góra, mogłaby chociaż widzieć je z okna. Któregoś niedzielnego ranka na mszy ksiądz komentował długo w swoim kazaniu werset: ,,Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy , powiedzielibyście do tej góry…” Bardzo zadowolona powiedziała do siebie, że wreszcie znalazła rozwiązanie. Wieczorem zamykając okna odmówiła krótką modlitwę, po czym zwróciła się do góry zdecydowanym tonem: ,,Jutro, jak się obudzę, nie chcę ciebie więcej tu widzieć, słyszysz mnie?” Potem spokojna położyła się spać. Nazajutrz, po przebudzeniu, szybko poszła odsłonić okna: góra nie poruszyła się. Po okazaniu swego rozczarowania zaczęła gderać: ,,Ale to mnie nie dziwi: spodziewałam się tego!”

 

Oczywiście ta stara kobieta miała rację wątpiąc, bo nikt nigdy nie mógł przenieść góry, i Jezus nie żądał od nas, by je przemieścić. Trzeba rozumieć symbolikę tego obrazu. Dowód na to, że obraz ten jest symboliczny, to fakt, że sam Jezus nigdy nie zajmował się przenoszeniem gór, i nikt nie ma prawa tego robić. Zresztą po co miałby to robić? A cóż by się działo, gdyby trzeba było mierzyć wiarę ludzi ich mocą przenoszenia gór? Jakie zakłócenia w ukształtowaniu terenu, w klimacie! Rzeki, jeziora zmieniłyby także miejsce, i wszystko, co by z tego wynikło. Trzeba więc góry pozostawić w spokoju: tam, gdzie się znajdują, mają swoją rolę do odegrania.

Pomyślicie, dlaczego więc Jezus w ten sposób mówił? Jest nawet inne miejsce w Ewangelii, gdzie mówi On do swych uczniów: ,,Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: „Podnieś się i rzuć się w morze“, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie.” Jak zrozumieć, jeśli nic nie wyjaśnił? Pamiętacie, jak na końcu Ewangelii święty Jan wyjawia, że gdyby trzeba było w szczegółach odnotować to wszystko, co Jezus powiedział i zrobił świat nie byłby w stanie pomieścić książek, które by napisano… Jeśli jest to nawet przesadzone, ukazuje, jak bardzo niekompletne są Ewangelie; dają tylko zarys nauczania Jezusa i do nas należy ten zarys wypełnić w świetle Wiedzy inicjacyjnej.

Ponieważ więc nie chodzi o góry fizyczne, o jakich górach Jezus mówi? O naszych górach wewnętrznych, psychicznych… Tak, wszystkie przeszkody, wszystkie trudności, które nagromadziliśmy w sobie, oto góry, które zagradzają nam drogę i nie dają nam iść do przodu. Powiecie: ,,Dobrze, zrozumieliśmy: ten obraz góry dotyczy planu psychicznego. Ale czy nasza wiara, nawet bardzo silna, wystarczy, by za jednym zamachem przenieść górę trudności i problemów nagromadzonych od tylu inkarnacji?” A kto wam mówi o przeniesieniu ich za jednym zamachem? Gdybyście umieli interpretować obraz ziarnka gorczycy, zrozumielibyście, że Jezus tego nie mówi.

Odnieśmy się do innego ustępu w Ewangelii, gdzie Jezus również mówi o ziarnku gorczycy: ,,Królestwo Boże jest jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”. Ziarno gorczycy jest malutkie, ale co się robi z ziarnem? Sieje się je i zasiane w ziemi kiełkuje, rośnie… W tym obrazie ziarna gorczycy użytym przez Jezusa ważne jest, iż chodzi o ziarno, a ziarno jest po to, by je zasiano. Zasiane w ziemi nie pozostaje nieaktywne: jeśli jest zdrowe i dobrej jakości, kiełkuje i staje się drzewem. Ale nie od razu: potrzeba czasu.

Ponieważ góra jest olbrzymia a ziarno gorczycy malutkie, czytających przypowieść Jezusa uderza zwłaszcza dysproporcja istniejąca między rozmiarami góry a rozmiarem ziarenka, i na tym poprzestają; dlatego nie mogą prawidłowo interpretować tej przypowieści. Aby ją poprawnie odczytać, należy najpierw zastanowić się nad naturą i właściwościami ziarna. Jeśli człowiek, którego wiara miałaby tylko wielkość ziarna gorczycy może któregoś dnia przenieść góry, to dlatego, że to ziarno raz zasiane w jego sercu, w jego duszy, rośnie i się rozwija. Kiedy staje się drzewem, ptaki nieba, to znaczy wszystkie świetlne istoty świata niewidzialnego przybywają, by w nim zamieszkać. A te istoty nie przybywają z pustymi rękami, przynoszą wszystkie prezenty Niebios: mądrość, miłość, czystość, pokój, siłę… i dzięki tym prezentom człowiek osiąga powoli moc przenoszenia gór.

Zasadniczą sprawą dla chrześcijanina jest zrozumienie, co chciał powiedzieć Jezus, kiedy mówił o tej wierze zdolnej przenosić góry. Inaczej zadowala się powtarzaniem słów odartych z sensu. Tak jak zostały pozbawione swojego sensu te oto słowa Kazania na Górze: ,,Bądźcie doskonali jak was Ojciec niebieski jest doskonały”. Człowiek jest tak słaby, tak podatny na wahania, jak mógłby przenieść górę? I ma tyle braków, tyle wad, jak zdoła osiągnąć doskonałość swojego Ojca Niebieskiego? To nie jest możliwe! A więc przez niezrozumienie, przez zaniedbanie, przez lenistwo, tak, zwłaszcza przez lenistwo odstawia się na bok kwintesencję nauczania Chrystusa. Jest o wiele łatwiej podkreślać słabości i niedoskonałości ludzkie wyobrażając sobie, iż w ten sposób daje się dowód swojej rzekomej przenikliwości, rozumności, skromności! Lecz On, Jezus, nie miał tej skromności, miał wobec człowieka, stworzonego na obraz Boga, najwyższe ambicje: jeśli człowiek tego pragnie, jeśli podejmuje wysiłki, zdoła pewnego dnia dojść do doskonałości swojego Ojca niebieskiego. A jeśli ma wiarę, zdoła przenieść góry, to znaczy wszystkie władze zostaną mu dane, ale przede wszystkim władza nad samym sobą.

Wiara jest więc porównywalna do ziarna, które należy zasiać, ale oczywiście nie do byle jakiego ziarna. To ziarno, które staje się drzewem, w jakim przybędą zamieszkać ptaki niebios, nie jest tak łatwo rozpoznać; przeciwnie łatwo pomylić je z ziarnami wierzeń i przesądów wszelkiego rodzaju! Oto dlaczego chrześcijanie nie przenieśli jeszcze wielu gór. Pierwszą rzeczą do zrobienia jest więc nauczenie się rozpoznawać ziarno, które jest wiarą.