Iskra bogów. Nie odrzucaj mnieTekst

Z serii: Iskra bogów #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zapiski Hermesa

V

Coś było w wodzie. Dobrze to widziałem. Dlaczego nikt nie pilnował Jess? Dlaczego polegali na łańcuszku, którego od dawna nie nosiła? Coś srebrzystego chciało ją chwycić, a potem pojawił się ten chłopak i to coś zniknęło. Dlaczego nie krzyczała o pomoc? Ta dziewczyna doprowadzała mnie do szaleństwa.

Mateo wyglądał na całkiem miłego, a ja życzyłem Jess chłopaka z jej świata.

Ale dopóki panoszyliśmy się w jej życiu, to nie mogło się udać. Jedynie Hera dbała o matkę Jess i całkiem nieźle jej to wychodziło. Jeśli będziemy mieć szczęście, ta kobieta zatroszczy się o swoją rodzinę.

Jess na to zasłużyła.

Podejrzewałem, czym było to coś na plaży, ale przed rozsianiem paniki musiałem dokładniej przyjrzeć się sprawie. Kiedy nabiorę pewności, muszę wtajemniczyć ojca, a potem on wreszcie powinien porozmawiać z Jess o jej mocach diafanii. Mogła nas uratować albo strącić w niebyt. Od czasu do czasu na pewno miała ochotę na to ostatnie.

.

Pozwólmy mamie pospać. – Tymi słowami następnego dnia rano próbowałam powstrzymać Phoebe przez wtargnięciem do pokoju mamy. Moja mała siostra zdążyła się już przyzwyczaić, że w minionych tygodniach to mama szykowała jej śniadanie.

Mój plan z poprzedniej nocy, by nie zasypiać, nie wypalił. Chociaż po rozmowie z Japetosem nie mogłam uspokoić myśli i wiedziałam, że każdej chwili mama może uciec, by gdzieś się upić, w pewnym momencie zamknęły mi się oczy. Na domiar złego uderzyłam się w głowę, która teraz bolała przy każdym ruchu. Przynajmniej mama jeszcze spała i była trzeźwa.

– Obiecała mi, że dziś po południu zawiezie mnie na balet – marudziła Phoebe. – Czy ona jest chora?

– Po prostu słabo się czuje – pocieszyłam ją. – Jestem pewna, że za kilka godzin wszystko znowu będzie dobrze. Dotrzyma obietnicy.

Phoebe spojrzała na mnie sceptycznie. Czasem zapominałam, że jest dużo mądrzejsza ode mnie w jej wieku.

Doskonale zdawałam sobie jednak sprawę, że z trudnością dało się jej coś wmówić.

– Są dni, kiedy jeszcze walczy – wyjaśniłam zwięźle. – Dzisiaj jest jeden z tych dni.

Phoebe skinęła głową.

– Ale uda się jej – powiedziała po chwili. – Jestem pewna. Tym razem nas nie zawiedzie.

Przytuliłam do siebie moją małą siostrę.

– Na pewno. I my jej w tym pomożemy.

Phoebe splatała sobie warkocze w łazience, kiedy na zewnątrz rozległ się klakson.

– To Megan i jej mama. Pospiesz się.

Otworzyłam drzwi, a najlepsza koleżanka Phoebe stała już na progu. Jej jasny koński ogon powiewał we wszystkie strony.

– Phoebe już idzie – powiedziałam.

Moja siostra chwyciła swoje rzeczy, dała mi buziaka i pomknęła w stronę drzwi. Machałam jej, aż usiadła w samochodzie.

Szybko posprzątałam kuchnię i zanim pojechałam do szkoły, ostatni raz zajrzałam do pokoju mamy. Spała glęboko. Czubek jej nosa był czerwony od płaczu.

Chciałam z nią zostać, ale musiałam już jechać do szkoły, a i tak nie umiałam jej pomóc. Mogłam najwyżej zamknąć ją od środka. Ale gdyby mama koniecznie chciała się napić, znalazłaby sposób, żeby to zrobić. Z ciężkim sercem postawiłam obok jej łóżka termos z kawą. Potem poszłam do garażu po rower. Josh zaczynał dziś lekcje później ode mnie, więc nie liczyłam na podwózkę. Ten szczęściarz mógł się wyspać.

* * *

– Nie możesz mnie wiecznie unikać. – Cayden wyrósł obok mnie, kiedy zmierzałam na lekcję historii.

Ależ mogę.

– Porozmawiajmy – poprosił.

Dlaczego tak sie upierał? Nie powinnam na niego patrzeć. To jedyny chłopak, który w rzeczywistości był jeszcze atrakcyjniejszy niż w moich fantazjach, chociaż desperacko próbowałam go z nich wyprzeć. Nie zawsze mi się to udawało.

– Nie wiem, o czym mielibyśmy rozmawiać. – Dziś naprawdę miałam inne zmartwienia. Mama nie odpowiadała na moje wiadomości, które wysyłałam do niej przez całe przedpołudnie. Musiała się już obudzić.

– O nas? – zaproponował cicho i przeciągnął palcami po swoich krnąbrnych włosach.

Zatrzymałam się i zrobiłam krok w jego stronę, choć był to głupi pomysł. Jego zapach uderzył we mnie z całą siłą. Musiałam się opanować, żeby się nie zatoczyć na Caydena.

A on uniósł rękę, by mnie chwycić, ale cofnął ją, kiedy rzuciłam mu wściekłe spojrzenie. Nie powinien się ważyć mnie dotknąć. Nie wiadomo, gdzie w ostatnich dniach leżały te palce. Widziałam go w towarzystwie kilku dziewczyn. Najczęściej takich, które nie były szczególnie wybredne. Wciąż nie patrzyłam mu w oczy. Jego klatka piersiowa nie była jednak lepszym pomysłem. Te mięśnie pod białym T-shirtem też znajdowały się na zakazanej liście.

– Nigdy nie było i nie będzie żadnych „nas” – powiedziałam ostro. – Po prostu na chwilę straciłam dobry gust za sprawą różnych idiotycznych trików. Zostaw mnie w spokoju i zabawiaj się gdzie indziej. Nie powinieneś mieć z tym żadnych problemów.

Dwie dziewczyny przeszły obok i rzuciły mu tęskne spojrzenia.

– To nie były żadne triki – oświadczył zdecydowanie, po czym zamilkł na chwilę. chwilę.

Powinnam iść dalej, ale stopy stały w miejscu.

– Jess... ja... – Położył rękę na moim ramieniu, a ja zdrętwiałam.

– Nie dotykaj mnie i wynoś się z mojego życia – wysyczałam. Co on sobie wyobrażał?

– Wszystko w porządku? – Głos Matea wyrwał mnie z czaru Caydena.

Z ulgą cofnęłam się o krok i poczułam, że Mateo stoi za mną. Oparłam się o niego. Chociaż słabo go znałam, cieszyłam się, że mnie po prostu nie wyminął.

Cayden był wyraźnie innego zdania. Jego oczy ciskały błyskawice w stronę Matea, na którym jednak nie robiło to wrażenia.

– Szukałem cię – powiedział tylko. – Chciałaś mi pokazać bufet.

Wprawdzie o tym nie rozmawialiśmy, ale dał mi doskonały powód, by się ulotnić. Odwróciłam się i zostawiłam Caydena na środku korytarza. Mógł mnie cmoknąć. Powinien znów zacząć się przystawiać do Robyn, jeśli potrzebował kogoś, kogo mógłby męczyć. Ja nie byłam już do dyspozycji.

– Czy byłem bardzo niesympatyczny? – zapytał Mateo. – Ten facet wyglądał tak, jakby chciał zamknąć cię gdzieś, gdzie miałby cię tylko dla siebie.

Zaśmiałam się i sama usłyszałam, jak nerwowo brzmi mój głos.

– Cayden nie chce mnie mieć dla siebie. Nigdy tego nie chciał.

– To dobrze – uśmiechnął się Mateo. – Bo ja niechętnie się dzielę.

Poczułam, jak na policzki wpełza mi czerwień.

– Mateo, ja nie szukam teraz... – powiedziałam, jąkając się. – Nikogo na stałe.

Najlepiej było od razu ustalić, co i jak. W przeciwnym razie robiłby sobie niepotrzebne nadzieje, a to nie byłoby dobre.

– W porządku. Naprawdę – odpowiedział. – Nie chciałem cię zmuszać. Chciałbym tylko, żebyś wiedziała, że cię lubię.

A przecież w ogóle mnie nie znał. Głupio interesować się kimś, o kim kompletnie nic nie wiesz. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Ale przecież nie musiałam od razu wychodzić za niego za mąż. Być może powinnam potraktować go po prostu jako miły sposób na spędzanie czasu. Mateo był całkiem atrakcyjny, a przede wszystkim – normalny.

Cayden nie odzywał się do mnie więcej. Moja reprymenda najwidoczniej wreszcie zadziałała. Mimo to słowa Japetosa prześladowały mnie przez cały dzień. Powiedział, że Caydenowi na mnie zależy. Na szczęście wiedziałam, że to nie jest prawda. Właśnie przeparadował przede mną po boisku w towarzystwie dwóch długowłosych blondynek i nie zaszczycił mnie spojrzeniem. Niczego innego się po nim nie spodziewałam. Na pewno nie był przyzwyczajony do odpraw, a poza tym nie uważał za stosowne, żeby się o mnie postarać. Wkoło kręciło się dość innych kandydatek, nie tak opornych. Zignorowałam bolesne ukłucie w sercu. Przecież właśnie tego chciałam. I tak było dobrze.

W miarę upływu dnia coraz bardziej martwiłam się o mamę. Nie powinnam zostawiać jej samej, tylko pilnować. Dlaczego nie udałam, że jestem chora? Jeden dzień nieobecności w szkole naprawdę nie byłby problemem. To kwestia priorytetów.

Chwilę przedtem, zanim po południu wyszłam ze szkoły, mój telefon zadzwonił. Z ulgą wyciągnęłam go z torby. Ale to nie była moja mama, tylko pani Fielding, mama koleżanki Phoebe – Megan.

– Czy coś się stało? – odebrałam, próbując zdusić panikę w głosie.

– Jak dotąd nie – odpowiedziała pani Fielding. – Chciałam odwieźć Phoebe do domu, ale nikt mi nie otworzył. Samochód zniknął.

– Cholera, cholera, cholera! – zaklęłam i oparłam się czołem o pomalowaną na biało ścianę, przy której stałam. Powinnam to przewidzieć. Miała nawrót. Tego mi jeszcze brakowało.

– Nie ma jeszcze powodu do paniki. – Pani Fielding próbowała mnie uspokoić. – Może po prostu robi zakupy i zapomniała spojrzeć na zegarek.

Obie wiedziałyśmy, że to nieprawda.

– Nie chcę, żeby Phoebe się martwiła – poprosiłam. – Przyjadę najszybciej, jak się da.

– Zabiorę ją na balet i dziś w nocy zostanie u nas, a ty będziesz mogła zająć się mamą. W porządku?

Nic nie było w porządku.

– Tak. Dziękuję. To naprawdę bardzo miłe. – Mój głos podejrzanie drżał. Rozczarowanie zachowaniem mamy jak zwykle wybiło mnie z rytmu. Powinnam się już do tego przyzwyczaić.

– Jess, jeśli będziesz potrzebować pomocy, zadzwoń do mnie – powiedziała pani Fielding.

– Tak zrobię – obiecałam, chociaż pod żadnym pozorem nie zamierzałam nadużywać jej gotowości do pomocy.

– Nigdy tego nie robisz, ale ja zawsze będę ci to proponować. – Zaśmiała się do telefonu. – Jesteś zdecydowanie zbyt dzielna jak na swój wiek.

Odchrząknęłam.

– Bardzo mi pani pomaga, zajmując się Phoebe. Jestem pani za to naprawdę wdzięczna.

 

– To przecież zrozumiałe. Trzymam kciuki. – I rozłączyła się.

Musiałam wsiąść na rower i pojechać do domu. Przy odrobinie szczęścia mama po prostu nie usłyszała dzwonka. Niestety, do tej teorii nie pasował brak samochodu na podjeździe. W każdym razie już nie powinnam teraz się denerwować. Być może zostawiła mi w domu karteczkę z informacją, dokąd pojechała.

Kiedy podniosłam wzrok, spojrzałam prosto w oczy Caydena. Tylko tego mi jeszcze brakowało.

– Co się dzieje? – zapytał z troską.

– Nic, co by ciebie dotyczyło. – Odsunęłam go na bok i odeszłam szybkim krokiem.

Niestety, jego nogi były przynajmniej dwa razy dłuższe od moich, więc bez problemu mnie dogonił.

– Spadaj – wysyczałam.

– Nie, zanim się nie dowiem, dlaczego jesteś taka roztrzęsiona.

Dotarliśmy na boisko. Musiałam się go jakoś pozbyć. Na niskim murku w pobliżu stojaka na rowery siedziała Robyn w grupce swoich nowych adoratorek.

Wstała, kiedy podeszłam bliżej.

– Beczysz? – zapytała i uśmiechnęła się okrutnie. – Pozwól, że zgadnę. Twoja mama znowu pije.

Musiałam przełknąć ślinę, bo wypowiedziała na głos moją najgorszą obawę. Nie spodziewałam się po niej takiego okrucieństwa.

– Robyn, zostaw ją w spokoju – zażądał Cayden, który wciąż stał przy moim boku.

Jej oczy się zwęziły.

– Myślałam po prostu, że może potrzebować pomocy. – Celowo zrobiła pauzę, zanim cukierkowo słodkim głosem powiedziała: – Przy wycieraniu rzygów albo coś w tym stylu. To nie byłby pierwszy raz.

Stojące obok niej dziewczyny zachichotały. Nic nie rozumiejąc, pokręciłam głową i pobiegłam do mojego roweru. Trzęsącymi się palcami próbowałam otworzyć zamek.

– Pozwól mi to zrobić. – Cayden wziął klucz z mojej dłoni.

Ledwo zamek się otworzył, wyrwałam rower ze stojaka i odjechałam.

– A teraz poczekaj, Jess – zawołał za mną Cayden, ale go zignorowałam. Musiałam wiedzieć, co się stało z mamą. Nic innego się teraz nie liczyło. Kiedy dojechałam do domu, w mojej głowie wciąż dźwięczał śmiech Robyn.

* * *

Z walącym sercem weszłam do środka. Samochodu nie było na podjeździe, więc scenariusz, że mama nadal leży w swoim pokoju i śpi, był nieprawdopodobny. Mimo to najpierw poszłam właśnie tam. Kołdra leżała na podłodze. Przed szafą kłębiły się ubrania, jak gdyby wyciągała je na oślep. Dokądkolwiek chciała jechać, strój był dla niej ważny. Nieszczególnie mnie to uspokoiło, bo dość często widywałam ją w różnych spelunach, w których pozwalała sobie stawiać drinki dziwnym

facetom.

Setny raz wybrałam na komórce jej numer, ale na darmo. Zostały mi dwa rozwiązania. Mogłam zrobić objazd na rowerze i modlić się, że ją znajdę, lub mogłam zadzwonić na policję. Ostatni pomysł od razu odrzuciłam. Jeśli urzędnicy się dowiedzą, że mama nie zajmuje się właściwie mną i Phoebe, zabiorą nas od niej. Nie powinnam ryzykować – pod żadnym pozorem. Poszłam do kuchni i stanęłam jak wryta. W zlewie leżała butelka. Pusta butelka. Jej etykietę znałam aż za dobrze. To była wódka. Gdyby mama wypiła całą butelkę, na pewno nie byłaby w stanie prowadzić. Objęłam tułów ramionami, bo nagle zaczęłam się trząść. Musiałam ją znaleźć, nawet gdyby miało to trwać całą noc. Wybiegłam z domu i wskoczyłam na rower.

Trzy godziny później byłam całkowicie mokra, przygnębiona i diabelsko zmęczona. Poprzednia noc nie trwała długo, a nadchodząca zapowiadała się przerażająco. Sprawdziłam wszystkie puby i knajpy, w których mogłabym spotkać mamę. Gapiłam się i robiłam z siebie idiotkę. Na szczęście nikt mnie na tym nie przyłapał. Nic nowego. Niestety, tym razem nigdzie jej nie znalazłam. Pozostało mi tylko szukać poza miastem. Zdążyło się już zrobić ciemno. Właśnie postanowiłam, że poproszę Josha o pomoc, kiedy obok mnie z piskiem opon zatrzymał się pick-up.

– Wsiadaj – rozkazał Cayden tonem, który nie znosił sprzeciwu.

– Nie – powiedziałam mimo to.

– Od trzech godzin zasuwasz. Założę się, że jest ci zimno, jesteś wykończona i głodna. No, dalej!

– Nie mogę tu zostawić roweru – powiedziałam bez przekonania. Zaburczało mi w brzuchu. Nie chciałam jego pomocy, ale w tym momencie nie mogłam sobie pozwolić na wybrzydzanie.

Wysiadł z samochodu, obszedł go i nie zważając na moje protesty, wpakował rower do bagażnika, a potem wsadził mnie do kabiny. Kiedy chciał zapiąć mi pas, odsunęłam go.

– Zakładam, że nie było jej w domu. – Jego szczupłe palce obejmowały kierownicę tak mocno, jakby musiał się zmuszać, żeby w coś nie uderzyć.

– Nie było jej. – Zmusiłam się, żeby nie patrzeć na jego dłonie. Nie chciałam być z nim sama. Przed moim wewnętrznym okiem przewijały się obrazy. Migawki z obozu, jak mnie całował, jak trzymał Robyn w ramionach.

„Nie teraz” – wyszeptałam do siebie. Nie powinnam o tym myśleć. O wiele ważniejsze było odnalezienie mamy. Dla osiągnięcia tego celu związałabym się nawet z moim największym wrogiem. A jednak czułam, że przebywanie z nim w tak ciasnej przestrzeni jest niewłaściwe.

– Gdzie jej szukałaś? – zapytał.

– Wszędzie. Ale nie znalazłam śladu ani jej, ani jej samochodu – przyznałam niechętnie.

– Byłaś sama? – Odwrócił głowę w moją stronę, podczas gdy ja tępo patrzyłam przed siebie.

– Tak – odpowiedziałam zdenerwowana. – Przecież nie szukam jej pierwszy raz.

– Dlaczego do nikogo nie zadzwoniłaś? Na przykład do Josha?

Wzruszyłam ramionami.

– Będziesz mi teraz prawił kazanie czy pomagał? Czy nie masz przynajmniej jednego fajnego daru i nie mógłbyś jej namierzyć?

Kąciki jego ust drgnęły.

– Obawiam się, że musimy to zrobić w bardzo staroświecki sposób.

– To naprawdę przygnębiające, ale zakładam, że o tym wiesz.

Silnik zaskoczył i Cayden wprowadził auto z powrotem na ulicę.

– Przynajmniej nadal nie tracisz poczucia humoru. Jestem pod wrażeniem.

– Czegoś muszę się trzymać – wyszeptałam, mimo wszystko zadowolona, że nie jestem już sama, nawet jeśli on był ostatnią osobą, którą chciałam mieć za towarzysza.

– Dokąd mogła pojechać?

– Gdybym to wiedziała, dawno bym już jej tam szukała. Mój ojciec zadzwonił wczoraj i to zupełnie wybiło ją z rytmu.

– Czego chciał? – zapytał Cayden. Jak na boga, który raczej rzadko prowadził samochód, z zadziwiającą pewnością poruszał się po ulicach.

– Nie mam pojęcia. Ale wciąż jest w nim całkowicie zabujana i ma nadzieję, że wróci.

– Może on też tego chce.

– Na pewno nie. On po prostu chce mieć możliwość powrotu. To wszystko.

– Nie chcesz, żebyście znów byli rodziną?

Dlaczego o to pytał? Podrapałam się po nosie.

– Za dużą krzywdę nam wyrządził – odpowiedziałam po chwili.

– Ale ona jest gotowa mu wybaczyć? – drążył Cayden.

Wyjechaliśmy poza granice miasta i jechaliśmy w kierunku Carmel. Ta droga była tak samo prawdopodobna, jak każda inna.

– Możliwe, ale mam nadzieję, że tego nie zrobi.

– Może on rzeczywiście żałuje, że was zostawił. Nie uważasz, że zasłużył na drugą szansę?

– Na niektóre sprawy nie ma drugiej szansy – oświadczyłam bardziej stanowczo, niż to było konieczne. Oboje wiedzieliśmy, że nie rozmawiamy już o moim ojcu.

Cayden zamilkł, a ja byłam zadowolona. Nie chciałam zastanawiać się nad tym, co się między nami wydarzyło, ani o tym rozmawiać. A już na pewno nie z nim.

Poza nami na drodze nie było żadnego samochodu.

– Dawniej miała koleżankę w Carmel – powiedziałam cicho po chwili. – Pokłóciły się, bo moja mama po prostu nie chciała dostrzec, że ojciec jest prawdziwym dupkiem. Susan nie znosiła jej picia.

– Czy mogła do niej pojechać? – dopytywał Cayden.

– Nie mam pojęcia. – Światło reflektora odbiło się o coś stojącego na poboczu po prawej stronie drogi.

– Coś tam było – zawołałam. – Szybko, cofnij.

Cayden zatrzymał się, wrzucił wsteczny bieg i cofnął samochód o kilka metrów. Wyskoczyłam z pick-upa, zanim do końca się zatrzymał, i zasłoniłam usta dłonią. W rowie leżał nasz samochód. Maska była całkowicie zgnieciona, a w środku nic się nie ruszało.

– Zostajesz tutaj – powiedział Cayden. Położył mi na chwilę dłoń na ramieniu i podszedł do drzwi kierowcy.

Szybkim krokiem dopadłam do niego.

– Mamo? – zawołałam i pociągnęłam za klamkę, która nie drgnęła ani na milimetr. – Mamo, powiedz coś. – Teraz trzęsłam się mocniej. Zaczęłam się pocić. Ona nie mogła być martwa.

„Proszę” – błagałam w myślach. „Nie rób nam tego”.

Cayden delikatnie zdjął moje palce z klamki.

– Zadzwoń po karetkę – powiedział. – Ja się tym

zajmę.

Skinęłam głową i przeklęłam swoją głupotę. Na pewno zmarnowałam cenne minuty. Pospiesznie wklepałam numer na klawiaturze telefonu. Kiedy czekałam na połączenie, rozległ się trzask, więc odwróciłam się gwałtownie.

Cayden wstał z drzwiami od samochodu w dłoni i przepraszająco wzruszył ramionami.

– Połączenie alarmowe. W czym mogę pomóc? – usłyszałam czyjś znudzony głos.

Ze strachem zajrzałam do wnętrza ciemnego auta.

– Był wypadek na CA-1 niedaleko Carmel. Kobieta jest ranna.

– Czy daje znaki życia? – Słyszałam dźwięk uderzeń w klawiaturę komputera.

W samochodzie było zupełnie ciemno. Zdołałam dostrzec tylko kontur ciała. Głowa mojej mamy leżała na poduszce powietrznej.

– Nie wiem – przyznałam, zacinając się. – Czy możecie kogoś przysłać? To moja mama.

W ten sposób udało mi się zdobyć uwagę tej kobiety.

– Siedziałaś z nią w samochodzie? Dobrze się czujesz, dziecko?

– Nic mi się nie stało, ale proszę, przyślijcie kogoś.

– Karetka i policja są w drodze. Zaraz będą z tobą. Nie ruszaj się stamtąd, okej?

– Nie ruszam się. – Zachwiałam się. Cayden odstawił drzwi i mnie chwycił. Byłam za bardzo oszołomiona, żeby go odepchnąć.

– Czy mam zostać na linii? – zapytała kobieta.

– Już dobrze. Nie jestem sama. Jest ze mną... przyjaciel.

– To dobrze. Zobaczysz, wszystko będzie w porządku. – Prawdopodobnie było to jej standardowe zdanie w takich rozmowach.

W oddali usłyszałam wycie syreny. Rozłączyłam się i odsunęłam od Caydena.

– Nie żyje? – zapytałam cicho.

Puścił mnie z wahaniem, a ja natychmiast zatęskniłam za jego ciepłem. Wykonał jakiś gest i nagle w samochodzie włączyło się słabe światło. Chociaż wiedziałam, że nie ma uzdrawiających umiejętności Apolla, miałam nadzieję, że będzie mógł coś zrobić dla mamy. Jęknęła, a mnie zalała bezkresna fala ulgi.

– Jest ranna, ale nie ciężko – oświadczył Cayden mocnym głosem.

Opadłam na trawę obok samochodu i chwyciłam mamę za rękę, która zwisała luźna i zimna.

Cayden przyniósł ze swojego samochodu koc i okrył nim moje ramiona. Kilka minut później drogę rozjaśniło pulsujące niebieskie światło policji i karetki pogotowia. Pozwoliłam, żeby Cayden zaprowadził mnie do ambulansu, gdzie odpowiedziałam na pytania policji, podczas gdy sanitariusze ostrożnie uwalniali moją mamę i kładli ją na noszach. Kiedy wsuwali ją do karetki, ponownie jęknęła i otworzyła nabiegłe krwią oczy.

Poczułam rozczarowanie niczym uderzenie prądem. Dlaczego nie była dość silna?

Dlaczego nie kochała nas bardziej niż jego? Narosła we mnie złość, kiedy mama jakby w zwolnionym tempie podniosła dłoń, chcąc mnie chwycić. Odwróciłam się, a jej ręka opadła w pustkę.

– Czy możesz mnie zawieźć do domu? – zapytałam Caydena.

– Jeśli tego chcesz. Możemy też pojechać do szpitala.

Zwróciłam się do policjanta, który przyjął zgłoszenie o wypadku.

– Czy mogę jutro rano kazać odstawić samochód? Nie blokuje drogi.

– Proszę po prostu zadzwonić do swojego warsztatu – odpowiedział. – Oni się tym zajmą. A my się odezwiemy.

Żadne z nas nie ruszyło się z miejsca, kiedy Cayden zatrzymał się pod naszym domem. Nie chciałam widzieć opuszczonego, zabałaganionego pokoju, w którym wczoraj przez chwilę byłam naprawdę szczęśliwa.

– Czy mam cię odprowadzić? – zapytał ostrożnie.

Pokręciłam głową i próbowałam ponownie wzniecić w sobie złość na niego. Byłam jednak zbyt zmęczona i rozczarowana. Bądź co bądź to jemu zawdzięczałam fakt, że znaleźliśmy mamę. Jego palce sunęły w kierunku moich dłoni, które położyłam na swoich kolanach. Zwinęłam je w pięści.

– Nie powinnaś teraz być sama.

– Już dobrze, nie musisz się o mnie martwić. Wystarczy, że jej ze mną szukałeś.

 

– Wciąż możemy być przyjaciółmi – zaproponował ostrożnie.

Z wściekłością nabrałam powietrza.

– Nie możemy – odpowiedziałam zwięźle i wysiadłam. – Wolałabym, gdybyś trzymał się ode mnie z daleka.

– Jak sobie życzysz. Ale nie zabronisz mi tego, żebym ciebie pilnował. – Włączył silnik.

Na chwilę całkowicie zaniemówiłam.

– Rób to, co musisz – wysyczałam i ruszyłam w stronę domu.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?