Iskra bogów. Nie odrzucaj mnieTekst

Z serii: Iskra bogów #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Wtedy? – Leah uśmiechnęła się niepewnie.

– No wiesz. Założę się, że będzie próbował cię pocałować.

– Bzdura – wzbraniała się, ale jej policzki zaczęły się zdradziecko czerwienić. – On się mną nie interesuje.

– Zobaczymy – zaprzeczyłam, czując napad wyrzutów sumienia, bo wcale nie byłam tego pewna. A teraz zrobiłam jej fałszywe nadzieje.

Zapiski Hermesa

IV

„Szybko zakończyć grę?” – warknąłem do siebie. Nie było przecież powodu, żeby niepotrzebnie męczyć tę dziewczynę.

Zeus powinien się raczej martwić o to, że coraz więcej bogów znikało z Mytikas. Odchodzili przede wszystkim młodzi. Ci, którym nigdy nie pozwolił wejść do ludzkiego świata i którzy od dawna byli z tego powodu niezadowoleni. Agrios zapewne obiecał im gwiazdkę z nieba.

Ale Zeusa najwyraźniej to nie interesowało. Nakazał Posejdonowi, Hadesowi i Aresowi rozwiązać ten problem, zamiast wrócić do Mytikas i wziąć sprawy w swoje ręce. Czasem naprawdę nachodziła mnie myśl, że między ludźmi czuje się lepiej niż w Mytikas, nawet jeśli nigdy by się do tego nie przyznał. Ale komu z nas nie było tu lepiej? W Mytikas od pewnego czasu czułem się jak w więzieniu. Nic dziwnego, że Agrios zdobył tylu sojuszników obietnicą zwrócenia nam świata.

Przyglądałem się treningowi Aresa, boga wojny. Z gracją wywijał swoją szpadą. Nie należał do tych, którzy schodzą z drogi konfliktom. Przeciwnie. Ledwo wybuchała gdzieś bójka, wrzeszczał „tutaj” i rzucał się w kłębowisko. Zawsze był najdzikszym z bogów. Zeus powinien mu pozwolić sędziować na zawodach. A teraz wezbrała w nim cała złość i potrzebna była tylko iskra, by eksplodował.

Musiałem porozmawiać z Zeusem, żeby wreszcie coś z tym zrobił.

.

Josh kupił już bilety i stał z Ateną oraz z Apollem w foyer, kiedy w ostatniej sekundzie wpadłyśmy z Leah do kina. Dotrzymali słowa i nie przyszli z Caydenem. Na szczęście! Głęboko odetchnęłam i właśnie się zastanawiałam, czy przed filmem powinnam jeszcze raz pójść do toalety, kiedy moje spojrzenie padło na chłopaka, który z corndogiem w dłoni opierał się o ścianę. Przyglądał się parówce w cieście, jak gdyby widział coś takiego pierwszy raz w życiu. Potem podniósł wzrok. Spod brązowych loków spojrzały na mnie czekoladowe oczy. Szukając pomocy, uśmiechnął się i nieco podniósł problematyczne jedzenie. Wykonałam gest, który miał mu uświadomić, że powinien po prostu to ugryźć. Skąd się tu wziął facet, który nie wiedział, jak jeść corndoga? Uśmiechnął się, a na jego policzkach pojawiły się dołeczki. Potem ugryzł. Żuł z rozkoszą i zamykał przy tym oczy. Pokręciłam głową i odwróciłam się. Co za aktor. Najwidoczniej nauczył się udawać bezradnego. Nagle stanęła za mną Atena.

– Znasz tego faceta? – zapytała ze zmarszczonym czołem.

– Nie – odpowiedziałam. – Jeszcze nigdy go nie widziałam. To na pewno turysta. Z Europy albo jakoś tak. Czy tam nie ma corndogów? – Nie miałam pojęcia. Jeszcze nigdy nie byłam zagranicą.

Kiedy znów spojrzałam w jego stronę, chłopak zniknął.

Po kinie postanowiliśmy pojechać na plażę. Obiecałam mamie, że będziemy w domu najpóźniej o północy, a do tego czasu pozostały ponad dwie godziny. Co ciekawe, mama nagle przypomniała sobie, że nie mam jeszcze osiemnastu lat. Najpierw chciałam zaprotestować, ale potem postanowiłam, że lepiej jej posłucham. Choćby z powodu Phoebe.

Zaparkowaliśmy na skraju drogi i poszliśmy w dół na plażę. Morze rozpościerało się przed nami atramentową czernią. Sierp księżyca odbijał się w nim razem z milionem gwiazd. Pachniało muszlami i wodorostami. W oddali słychać było szczekanie fok, które zamieszkiwały całe połacie plaży. Usiadłam obok Josha na piasku, ściągnęłam buty i skarpetki. Schowałam nagie stopy w jeszcze ciepłym piasku.

Apollo i Atena wyczarowali z koszyka butelkę wina i pięć kieliszków.

– Z pozdrowieniami od Ze... – przerwała. – Naszego ojca – dokończyła i sama nad sobą pokręciła głową.

– To podoba mi się dużo bardziej. Mama nam dała. – Apollo rozłożył koc i wskazał na kilka plastikowych pojemników. Leah otworzyła je i naszym oczom ukazały się paluszki grissini, oliwki i kawałki jabłka.

– Właśnie to nazywam romantycznyn piknikiem. – Josh rzucił się na oliwki, podczas gdy Atena rozlewała wino.

– Właściwie to zabronione – zauważyła Leah.

– Co jest zabronione? – zapytał Apollo, nie rozumiejąc. – Jedzenie oliwek na plaży?

Leah przewróciła oczami.

– To oczywiście nie, ale picie alkoholu na plaży – tak. Jesteśmy za młodzi.

– Może ty – odpowiedział Apollo, wyciągnął się i wziął kieliszek, który podawała mu Atena. – Ja na pewno nie.

– Ile masz lat? – drążyła Leah.

Uśmiechnęłam się do siebie i wzięłam kawałek grissini.

– Na pewno jestem starszy, niż wyglądam. – Apollo mrugnął do Leah i wypił łyk wina. – Tam, skąd pochodzimy, wolno wszędzie pić wino pod rozgwieżdżonym niebem.

Wypiłam tylko mały łyk z mojego kieliszka, bo musiałam jeszcze dziś prowadzić.

– A skąd wy jesteście? – szybko dopytała Leah.

– Z Europy. W ostatnich latach mieszkaliśmy w Grecji.

– Grecja – powtórzyła z zachwytem. – Chciałabym tam kiedyś pojechać.

– Teraz nie jest już tam tak fajnie – mruknął Apollo. – Wcześniej było dużo piękniej.

– Co masz na myśli, mówiąc „wcześniej”? – Leah wsunęła sobie do ust oliwkę. – Kiedy się stamtąd wyprowadziliście?

Atena odchrząknęła cicho, a Apollo wstał.

– Jakiś czas temu. – Wsunął dłonie do kieszeni dżinsów i ruszył w stronę morza.

– Prawie się wypaplałeś. – Poszłam za nim i stanęłam obok. Woda cicho pluskała przy moich stopach.

– Nieprawda. – Apollo zmrużył oczy.

– Tęsknisz czasem? – Ruszyliśmy obok siebie wzdłuż plaży. Po drugiej stronie ulicy w niektórych oknach jeszcze się świeciło. Gdyby nie to, można by pomyśleć, że jesteśmy z dala od wszelkiej cywilizacji.

– Czasem tęsknię za ciszą – odpowiedział Apollo z namysłem. – Świat stał się głośny i szybki.

– A ludzie? Zmienili się?

– Nie. Jesteście tak samo denerwujący jak kiedyś. – Nachylił się i sięgnął po muszlę. – Zbudowaliśmy Mytikas, by przed wami uciec. Wiedziałaś o tym?

– Nie. Niby skąd? Przecież prawie nic mi nie mówicie.

Apollo westchnął.

– Zapłaciliśmy wysoką cenę za powrót z tego świata. Wtedy uważaliśmy się za bardzo mądrych.

Milczałam i czekałam, aż zacznie mówić dalej.

– Straciliśmy większość naszych umiejętności.

– Co masz na myśli? – Zatrzymaliśmy się, a Apollo malował stopą kręgi na piasku.

– Sama wiesz. Czytanie w myślach, niewidzialność, przemienianie się, wpływanie na uczucia – wszystkie te przydatne rzeczy. Nie będziemy tego umieć, dopóki nie powrócimy na dobre do ludzkiego świata. Nasze umiejętności kurczą się, bo całą moc zużywamy na utrzymanie Mytikas. Na szczęście naszym rodzicom zostało jeszcze trochę siły. – Jego spojrzenie padło na siostrę. Na pewno nie wolno mu było tego opowiadać. – Wszystko, co potrafimy, to tylko pozostałości naszej prawdziwej mocy. A ze stulecia na stulecie stajemy się słabsi.

Pogłaskałam go po ramieniu.

– Nie wiedziałam o tym.

Apollo wzruszył ramionami.

– My też nie. Nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, kiedy tworzyliśmy Mytikas. Nazwij to arogancją bogów. – Uśmiechnął się krzywo. – Myśleliśmy, że mamy do dyspozycji niewyczerpane moce, i dostaliśmy nauczkę.

– Czy można to zatrzymać? Czy możecie odzyskać swoje umiejętności? – drążyłam dalej. Nie, żebym jakoś szczególnie upierała się przy tym, by bogowie umieli czytać w moich myślach. A jednak było mi przykro. Wsunął dłonie do kieszeni swoich dżinsów.

– No tak. Jest jedna możliwość.

– Nie każ sobie wyrywać z ust każdego słowa – parsknęłam, kiedy ponownie zamilkł.

– Musielibyśmy się pozbyć was, denerwujących ludzi. – Uśmiechnął się ze zmieszaniem. – I ponownie zamieszkać na ziemi.

Śmiejąc się, dałam mu kuksańca, a on, teatralnie jęcząc, przewrócił się na piasek.

– Jedynymi denerwującymi istotami jesteście wy, bogowie.

– No, poczekaj. – Apollo wstał. – Zapłacisz za to.

Mój do tej pory triumfujący śmiech zmienił się w pisk, kiedy Apollo wyprostował się i spojrzał na mnie gniewnie. Spod jego skóry wybiło światło. Odbiegłam od niego tak szybko, jak potrafiłam. Woda pryskała spod moich stóp i moczyła nogawki.

– Złapię cię – zawołał za mną Apollo. – Lepiej od razu się zatrzymaj. Moja zemsta będzie przerażająca – powiedział zmienionym głosem.

Wbiegłam na skarpę. Apollo próbował mi przeciąć drogę, ale ja wciąż byłam dobrą biegaczką. Zatoczyłam łuk i chichocząc, pobiegłam plażą w stronę pozostałych. Zanim do nich dotarłam, Apollo susem powalił mnie na piasek.

– Ej – zaprotestowałam i starłam sobie z twarzy kamyczki. – Musiałeś to zrobić?

– Nie można bezkarnie śmiać się z bogów – pouczył mnie Apollo i usiadł obok. – Pozostała nam jeszcze nasza duma.

Piasek był wszędzie. Musiałam wziąć prysznic i umyć włosy. W przeciwnym razie w nocy nie zmrużyłabym oka. Spojrzałam w stronę naszych towarzyszy. Zebrali suche drewno i rozpalili małe ognisko. Wyglądało to bardzo przyjemnie, ale miałam jeszcze kilka pytań do Apolla, które chciałam zadać przed powrotem do pozostałych. – Masz na myśli naprawdę „pozbyć się”?

Skinął głową i pozwolił piaskowi przesypać się przez palce.

– A jeśli uwolnicie się od nas, odzyskacie wszystkie swoje umiejętności?

– Prawdopodobnie nie od razu, ale z czasem, który mamy do dyspozycji aż do nieskończoności. Dlatego są bogowie, którzy podążają za Zeusem, i tacy, którzy stanęli po stronie Agriosa.

 

– Bo Zeus nie chce nas zniszczyć? – I on opowiadał mi to tak od niechcenia? – Więc Zeus znalazł się w klasycznych opałach.

– I nie chce mu się walczyć. Najchętniej przekazałby berło jednemu z nas, ale nie wie, komu. – Apollo mrugnął do mnie w swoim starym stylu. – Jego zdaniem wszyscy mamy o kilka wad za dużo. Żadne z jego dzieci nie jest tak idealne jak on.

Zdusiłam śmiech, chociaż w zasadzie nie było z czego się śmiać. W końcu rozmawialiśmy o zniszczeniu ludzkości.

– Czasem wydaje mi się, że on chciałby, żeby Prometeusz był jego ukochanym dzieckiem. Jemu z radością przekazałby ten bałagan.

– Ci dwaj są jak pies i kot – zaprotestowałam.

– Może właśnie o to chodzi – powiedział Apollo. – Są zbyt podobni. Despotyczni i uparci. To nie są najatrakcyjniejsze cechy charakteru, ale konieczne, by rządzić.

– Zapomniałeś o zatwardziałości, drażliwości i zaślepieniu – powiedziałam, na co Apollo zaśmiał się cicho.

– Naprawdę nie możesz go już znieść, prawda?

– Nienawidzę go! – wyrzuciłam z siebie. – Zastanawiam się, jak to możliwe, że w ogóle na niego poleciałam.

– Nie jesteś pierwsza i nie będziesz ostatnia, której się to przytrafiło – pocieszył mnie Apollo. – W zasadzie to nie jest zły facet. Po prostu znalazł się między młotem i kowadłem.

– Teraz go bronisz?

Apollo chwycił mnie za rękę.

– Nie bronię go, tylko gry, w którą z tobą zagrał. Ale tylko dlatego, że w przeciwieństwie do ciebie rozumiem, dlaczego w nią gra.

– Dlaczego?

Dał mi kuksańca w czubek nosa.

– To tajemnica. Wracamy do reszty?

– W zasadzie w ogóle mnie to nie interesuje – skłamałam, kiedy Apollo wstał. – Zaraz przyjdę – dodałam i powędrowałam z powrotem w stronę wody. Apollo dał mi mnóstwo tematów do rozmyślań.

Zimny wiatr wiał od strony morza. Kątem oka zauważyłam błysk, ale było zbyt ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć. Łuna od ogniska nie padała dostatecznie daleko. Czy ktoś był w wodzie? Coś poruszało się po gładkiej powierzchni. Istnieli szaleńcy, którzy kąpali się też w nocy. Ale chociaż bardzo się wysilałam, nic nie zdołałam dostrzec.

Odwróciłam się i odeszłam o kilka kroków, kiedy coś chwyciło mnie za kostkę, a ja upadłam na kolana. Drobne ziarenka piasku wwierciły się w moją skórę. Próbowałam ponownie wstać, ale nie udało mi się to. „Skylla” – pomyślałam. „Wróciła”. Woda oblewała teraz moje stopy. Coś wciągało mnie do morza. Miotałam się dziko, co sprawiło, że to coś chwyciło mnie jeszcze mocniej. Krzyk, który chciałam podnieść, zamarł mi w gardle, kiedy ktoś przemówił za moimi plecami.

– Cii, bądź cicho. Zaraz będziesz wolna. Tak się miotasz, że zacisnęło się jeszcze mocniej.

Jakieś dłonie zaczęły grzebać przy mojej stopie, podczas gdy ktoś dalej mówił do mnie uspokajającym tonem, który nie przynosił efektu. Mój strach narastał.

– Już jesteś wolna – powiedział po chwili. – Możesz wstać?

– Jasne – powiedziałam niepewnie, odwróciłam się na plecy i omiotłam wzrokiem plażę oraz wodę. Nigdzie ani śladu Skylli lub innej bestii. Tylko ten chłopak z kina stał przede mną z drutem lub taśmą w dłoni. Więc o to się potknęłam? Co za upokorzenie! Zachowałam się jak wariatka. Na szczęście nie wrzasnęłam.

Chłopak podał mi dłoń i pomógł wstać.

– Dziękuję – powiedziałam zmieszana i strząsnęłam piasek z T-shirtu i szortów.

– Nie ma za co. Wyglądało to tak, jakbyś nie umiała się sama uwolnić.

Przeciągnęłam dłonią po włosach.

– Zwykle od razu się nie przewracam.

– Nie musisz się wstydzić.

Jego spojrzenie spoczęło na mnie. Większość chłopaków, których znałam, kompletnie by mnie wyśmiało i natychmiast opowiedziało o tym swoim kumplom.

– Gdzieś już cię widziałam – powiedziałam, by przekierować naszą rozmowę na inne tory. – W kinie, zgadza się?

Skinął głową i uśmiechnął się szeroko.

– Skaleczyłaś się? – Przyjrzał mi się z troską. – Powinnaś być ostrożniejsza, kiedy spacerujesz w ciemnościach.

– Pewnie masz rację. – Włożyłam dłonie w kieszenie szortów. – Następnym razem wezmę ze sobą latarkę.

Uśmiechnął się.

– Mógłbym ci ją potrzymać – zaproponował.

Czy on ze mną flirtował? Szybko mu poszło.

– Pomyślę o tym.

– Czy to twoi przyjaciele? – zmienił temat.

Skinęłam głową.

– Chciałbyś do nas dołączyć?

– Jasne, jeśli nie mają nic przeciwko temu. – Uśmiechnął się. Sprawiał przy tym wrażenie prawie zawstydzonego.

– Na pewno nie. Nie chcieliśmy od razu po kinie wracać do domu, więc przyjechaliśmy tutaj. Mamy jedzenie i picie.

Ramię w ramię ruszyliśmy w stronę ognia.

– Jak ci się podobał film? – zapytałam.

– Całkiem, całkiem. Było kilka dłużyzn, ale poza tym w porządku. A tobie?

– Nie jestem fanką filmów akcji. Denerwuje mnie hałas. Ale był w porządku. Chłopakom się podobał. – Wskazałam na Josha i Apolla. Blask ognia padł właśnie na nich dwóch, grających w papier, kamień, nożyczki. Leah i Atena rozmawiały ze sobą cicho. – Hej, ludzie – zwróciłam na siebie ich uwagę.

Apollo pierwszy spojrzał w moją stronę i zmarszczył czoło, kiedy jego spojrzenie padło na idącego obok mnie chłopaka.

– To jest... – Zwróciłam się w jego stronę. – Niestety, nie wiem nawet, jak masz na imię.

– Mateo – przedstawił się. – Mateo Green. Mieszkam tam, w górze. – Wskazał palcem na jeden z domów, które stały po drugiej stronie drogi.

– Też był wcześniej w kinie – dopowiedziałam, a Atena uniosła jedną brew.

– Usiądziesz z nami? – zapytał Josh. – Wtedy my, faceci, nie będziemy tu już w mniejszości.

– Chętnie.

– Przyjechałeś w odwiedziny? – zapytał Josh.

– Nie. Wprowadziliśmy się tu tydzień temu – wyjaśnił Mateo. – Poniedziałek to mój pierwszy dzień w tutejszym liceum. Jestem w ostatniej klasie – dodał. Ani słowem nie wspomniał o mojej wcześniejszej niezdarności.

– Więc witamy w klubie – powiedział z wahaniem Apollo. – My też jesteśmy tu nowi. – Uważnie przyglądał się Mateowi. – Wydajesz mi się jakoś znajomy.

Mateo wzruszył ramionami.

– Mam pospolitą twarz.

Zupełnie się to nie zgadzało, choć nie wyglądał też tak dobrze jak Apollo czy Cayden. Ale który normalny chłopak wyglądał?

– Zdradzisz mi, skąd jesteś i dlaczego nigdy nie jadłeś corndoga? – zapytałam go, kiedy Apollo i Josh oddali się ponownie swojej grze.

– Ostatnio mieszkaliśmy w Londynie. Tam są co najwyżej sausage rolls. – Uśmiechnął się. – Smakują tak samo obrzydliwie.

– Londyn? – Wzięłam ostatnią oliwkę. – I co tu robisz?

– Mój ojciec chciał koniecznie mieszkać w Kalifornii i spontanicznie kupił dom. I już.

– Czy to nie jest trochę nie fair na chwilę przed twoją maturą?

Mateo wyciągnął dłonie w kierunku ognia, chociaż właściwie nie było zimno.

– Często się przeprowadzamy. Nie przejmuję się tym.

– A co z twoją mamą? – zapytałam.

– Umarła, kiedy byłem mały.

Dlaczego wciąż byłam taka ciekawska?

– Przykro mi – powiedziałam ze zmieszaniem.

Mateo tylko skinął głową.

– Niepotrzebnie. Nawet jej nie pamiętam.

– Masz rodzeństwo?

Skinął głową i na jego twarzy pojawił się uśmiech.

– Trzech braci.

– Ja mam siostrę – powiedziałam. – Jest młodsza i denerwująca, ale kocham ją ponad wszystko.

Mateo zaśmiał się cicho. Brązowe loki opadały mu na czoło.

– Mam tak samo ze swoim rodzeństwem.

Trochę mu zazdrościłam, bo nie miałabym nic przeciwko większej rodzinie.

– Czy twoi bracia też chodzą do naszej szkoły? – drążyłam.

– Oni już studiują. Jestem najmłodszy i moim zadaniem jest pilnowanie naszego ojca. – Mrugnął do mnie. – Jest czasem trochę zbyt spontaniczny.

Zaśmiałam się. W końcu najlepiej znałam się na problemach z rodzicami.

– Powinniśmy powoli iść – przerwała nam Atena.

Mateo wstał i wyciągnął rękę, żeby mi pomóc. Potem pożegnał się i poszedł plażą w kierunku swojego domu.

– Jest słodki – wyszeptała mi do ucha Leah. – Może powinnaś dla odmiany spróbować czegoś z miłym facetem.

– Chwilowo nie mam ochoty – zaśmiałam się. – Moje ostatnie kiepskie doświadczenie wyleczyło mnie z tego.

– Nie wszyscy faceci są tacy jak Cayden. – Leah wytrzepała koc.

– Muszę ci przyznać rację – uśmiechnął się Apollo. – Chociaż nie powiedziałbym tego mojemu kuzynowi prosto w twarz. Jest trochę przewrażliwiony. Uważa się za wybitnie mądrego, no wiesz.

– Zdecydowanie nie ma najmniejszego pojęcia o dziewczynach – stwierdziła Leah.

W niedzielę po południu Leah ruszyła w drogę powrotną do San Francisco. Najchętniej nie pozwoliłabym jej odjechać, ale musiała mi obiecać, że wkrótce przyjedzie ponownie.

Mama i Phoebe postanowiły, że na pocieszenie upieką nasze ulubione ciastka. Były tak pyszne, że mogłabym za nie umrzeć. Ponieważ nie miałam ochoty zamykać się w swoim pokoju, usiadłam w kuchni nad zadaniem domowym z biologii. Ta decyzja nie okazała się szczególnie mądra, bo Phoebe i mama przez większość czasu chichotały i rozpraszały mnie. Kawałki skorupek jajka wylądowały w cieście, a mąka – na podłodze. Obrzucały się nawzajem cukrem pudrem i zjadły więcej ciasta, niż ostatecznie wylądowało na blasze. Kiedy ciastka w końcu znalazły się w piekarniku, obie przekonały mnie do partyjki w uno. Odsunęłam od siebie zeszyt. Zadania domowe mogę odrobić później. Tak bardzo zajęłyśmy się grą, że o ciastkach przypomniałyśmy sobie dopiero wtedy, kiedy po kuchni zaczął się roznosić dziwny zapach. Phoebe, która z dużą przewagą wygrywała już ze mną i z mamą, zapiszczała i pobiegła do piekarnika.

– Tak wyglądają przypieczone ciastka – oświadczyłam, kiedy mama wyciągnęła z piekarnika ciemne kleksy.

Phoebe odwróciła się do mnie z oburzeniem.

– Właśnie takie miały być – powiedziała z pewnością w głosie.

Mama zaśmiała się i zaczęła zdrapywać z folii spalone ciastka. Wciąż smakowały całkiem nieźle, szczególnie z dużą filiżanką kawy.

Na zewnątrz było już ciemno, gdy w końcu zajęłam się swoimi zadaniami domowymi, a mama myła włosy Phoebe i kładła ją do łóżka. Nie pamiętam, kiedy spędziłyśmy razem tyle czasu. Pogrążyłam się w swojej pracy. Rozmawiałam też przez telefon z Leah, żeby się upewnić, że bezpiecznie dojechała do San Francisco. Około dziesiątej szykowałam się już do snu. Wtedy znów zadzwonił telefon.

– Tak? – odebrałam.

– Jess? – zabrzmiał bardzo znajomy głos. – Mówi twój tata.

„Proszę, nie” – to było jedyne, co zdołałam pomyśleć, zanim się rozłączyłam. Nie chciałam go już w naszym życiu. Przede wszystkim nie teraz, kiedy mama rzeczywiście sprawiała wrażenie, jakby się od niego uwolniła. To było niewiarygodne, jakby posiadał jakiś szósty zmysł. Dzwonił zawsze wtedy, kiedy zaczynała brać się w garść.

Oczywiście nie przyjął mojej nieszczególnie subtelnej sugestii. Zanim zdążyłam schować telefon, ponownie zadzwonił.

Kiedy wyszłam z łazienki, zderzyłam się z mamą.

– Dlaczego nie odbierasz? – zapytała i spojrzała na dzwoniący telefon.

Nic nie powiedziałam, więc przekrzywiła głowę.

– Czy to twój ojciec?

Prztaknęłam i zobaczyłam w jej oczach płomyki nadziei. Tak było za każdym razem. Aż on nie wdeptywał ich w proch. Tyle że tym razem lepiej rozumiałam, dlaczego ona mimo wszystko nadal ma nadzieję na jego powrót. Kochała go, a z tym uczuciem nie mogła wygrać, choć to było żałosne.

Mama zabrała mi telefon i poszła w kierunku sypialni. Usłyszałam jeszcze, jak się z nim wita, i znienawidziłam ją za to, bo jej głos brzmiał o wiele zbyt przyjaźnie, jak na to, co nam zrobił.

Przyłożyłam ucho do drzwi, by podsłuchać ich rozmowę. Oczywiście wiedziałam, że tak się nie robi, ale w naszej sytuacji życiowej nic nie było normalne i właśnie on ponosił za to odpowiedzialność.

– U nas wszystko w porządku – usłyszałam głos mojej matki.

Dlaczego go okłamywała? U nas nic nie było w porządku. Powinien mieć wyrzuty sumienia.

– Tak, dziewczynki ucieszyłyby się na twój widok.

Nie ma mowy. Nie wolno mu było się zbliżać do Phoebe. Nie tylko robiłaby sobie nadzieje, że wszystko będzie tak, jak wcześniej. Była zbyt młoda, żeby zrozumieć, że niektóre sny nie mogą się spełnić. Przecież jeszcze do ubiegłego roku wierzyła w świętego Mikołaja.

– Jess potrzebuje trochę czasu. Jest w wieku dojrzewania. Ale bardzo mi pomaga.

 

Dojrzewanie? Chyba się przesłyszałem. Nie byłam w wieku dojrzewania. Musiałam go przeskoczyć. Byłam jedyną dorosłą w tym domu wariatów.

Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie wyciągnąć wtyczki telefonu, żeby przerwać połączenie. Kompletnie jej nie rozumiałam. Dlaczego nigdy na niego nie krzyczała? Dlaczego nigdy nie powiedziała mu, jakim był dupkiem? Czy naprawdę myślała, że on wróci, jeśli będzie go dotykać przez jedwabne rękawiczki?

– Wiem, że potrzebujesz czasu – usłyszałam ponownie głos mojej matki.

Czy mi się to wydawało, czy brzmiał teraz o wiele wyżej niż wcześniej? Dlaczego on jej to robił? Dlaczego nie pozwalał jej po prostu żyć swoim życiem i nie dawał szansy na nowy start? Zamiast tego wciąż trzymał ją na muszce i w kółko robił jej te cholerne złudzenia. Jak miała się od niego uwolnić? Mogłam się założyć, że mamy uzależnienie od alkoholu było dla jego perwersyjnego egotyzmu dowodem jej miłości.

Otworzyłam drzwi z hukiem i dopadłam do łóżka. Po twarzy mamy płynęły łzy. Dość tego. Z wściekłością odebrałam jej telefon.

– Nigdy więcej nie dzwoń – wysyczałam jadowicie. – Po prostu zostaw nas w spokoju. Nie potrzebujemy cię. Skończyłyśmy z tobą, a jeśli pojawisz się kiedyś w pobliżu mamy albo Phoebe, zabiję cię. – Rozłączyłam się, nie czekając na jego odpowiedź. Okej, ostatnie zdanie było trochę zbyt dramatyczne, ale naprawdę miałam mordercze myśli.

– Dlaczego to zrobiłaś? – wyszlochała mama. – Przecież wiesz, jak rzadko dzwoni. Teraz znów będę musiała czekać całą wieczność, a chciałam mu jeszcze powiedzieć, że go kocham. – Schowała twarz w poduszce.

– On o tym wie, mamo – syknęłam. – Nie musisz mu tego w kółko powtarzać, a on nie zasłużył na tę miłość. Więc skończ z tym.

– Nie masz przecież pojęcia, co to znaczy naprawdę kochać – zarzuciła mi pierwszy raz w życiu. – Nie można tego włączyć lub wyłączyć.

Skończyła mi się cierpliwość.

– Nie chciałabym też wiedzieć, jakie to uczucie być tak zranioną. – Mały przedsmak otrzymałam tego lata. Na więcej nie miałam ochoty.

– Kiedy naprawdę się kocha, trzeba wybaczać! – krzyknęła na mnie mama. – Życie nie zawsze jest łatwe, a ja się założę, że twój ojciec od dawna żałuje tego, co zrobił.

Nie zdołałam powstrzymać śmiechu.

– On niczego nie żałuje, mamo. Ma nową kobietę. Od czasu do czasu chce po prostu stłumić swoje wyrzuty sumienia, nic więcej. On nie wróci. Kiedy wreszcie to pojmiesz?

Mama bez opanowania szlochała w poduszkę. Dlaczego nie pojmowała tego, co on jej robił? Jeśli tak wyglądała miłość, to nie chciałam jej poznać.

Do mamy i tak nie dało się dotrzeć żadnymi logicznymi argumentami, więc przykryłam ją kołdrą i zgasiłam światło. Zanim zamknęłam drzwi, odwróciłam się do niej.

– Nie zrobisz teraz żadnych głupot, prawda? – zapytałam ze strachem.

Oczywiście nie dostałam żadnej odpowiedzi.

Tej nocy nie było już mowy o śnie. Musiałam uważać, żeby mama nie wymknęła się po alkohol. Kiedy była w takim stanie, wszystko mogło się zdarzyć. Ściągnęłam z regału książkę, ale zostawiłam włączone małe światło obok mojego łóżka i lekko uchylone drzwi. Nie pozwolę, żeby jeden głupi telefon znowu wszystko zepsuł. Nie chciałam nawet myśleć o tym, że Phoebe mogłaby rano znaleźć w łóżku pijaną mamę. Mojej siostrze zawaliłby się świat. Wolałam zaryzykować, że nigdy więcej nie zobaczy taty. I tak nie był nam do niczego potrzebny. Wstałam, żeby zaciągnąć zasłony. Na zewnątrz było zupełnie ciemno, jeśli nie liczyć kilku latarni ulicznych, które świeciły matowo. Moją uwagę przykuł ruch. Ktoś opierał się o samochód stojący po drugiej stronie drogi. Czy to był mój ojciec? Poczułam na karku gęsią skórkę. Nie powinien tu przychodzić. A może rzeczywiście chciał wrócić? To niemożliwe. Chociaż moja wiara w to umarła już dawno temu, poczułam mały przypływ nadziei. Nadziei, że cudownym sposobem wszystko znów się wyprostuje i nasze życie będzie takie, jak kiedyś.

Mocno zmrużyłam oczy, by lepiej widzieć. To nie tata opierał się o tamten samochód. To był ktoś inny, a ja już go kiedyś widziałam. Czego ojciec Caydena szukał pod moim domem? Po czyjej właściwie stał stronie? Zeusa czy Agriosa? Musiał nienawidzić Zeusa za to, co zrobił Metis. A teraz najwyższy z bogów ścigał jego pasierba Agriosa. Japetos wychował syna Metis. Nie poszło mu wprawdzie szczególnie dobrze, ale na pewno włożył w to wiele wysiłku. Skoro był tutaj, Agrios także mógł się czaić w pobliżu. Potarłam ramiona, bo nagle zrobiło mi się zimno. Japetos ruszył z miejsca i skierował się w stronę naszego domu. Czy mnie zobaczył? Czy powinnam wezwać pomoc? Lepiej nie, mama i Phoebe tylko się przestraszą.

Tytan stał teraz przed moim oknem. W zasadzie wyglądał całkiem sympatycznie. Był starszą wersją Caydena. Moje dłonie i stopy zrobiły się zimne, kiedy uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, ale zdecydowanie.

Powoli otworzyłam okno. Jeśli rzeczywiście chciał mi wyrządzić krzywdę, cienka szyba i tak nie byłaby dla niego przeszkodą.

– Cześć, Jess – powiedział melodyjnym głosem. – Nie musisz się mnie obawiać.

Bardzo śmieszne. Oczywiście, że obawiałam się tytana. Nawet jeśli wyglądał dobrze i uśmiechał się do mnie po ojcowsku.

– Jesteś ojcem Caydena, prawda?

Tak samo jak podczas spotkania w lesie, miał na sobie białą koszulę i białe spodnie. Na szczęście tym razem nie zabrał oszczepu.

– Wolę jego prawdziwe imię, ale masz rację.

– Czego ode mnie chcesz? – zapytałam odważniej, niż się czułam. – Prometeusz i ja nie mamy ze sobą już nic wspólnego.

Dziwnie było go tak nazywać.

– Och, wydaje mi się, że się mylisz. – Jego ciemne oczy błysnęły w moją stronę. – Znaczysz dla niego więcej niż wszystkie dziewczyny przed tobą.

– Musisz mnie z kimś mylić. – Może powinnam po prostu dać mu adres Robyn. Co ojcowie mogli wiedzieć o uczuciach swoich synów?

– Dlatego chciałem cię ostrzec – mówił dalej, nie odnosząc się do mojej uwagi. – Musisz być czujna. Niedobrze, że wciągnięto cię w tę historię. Bogowie będą próbowali wykorzystać twoje moce diafanii. Nie pozwól im na to, jeśli ci życie miłe.

Pokręciłam głową, nic nie rozumiejąc.

– Dlaczego mówisz o wykorzystaniu? Nie posiadam żadnej mocy. Przecież mam tylko coś napisać.

Japetos rozejrzał się, jakby obawiał się, że ktoś nas podsłuchuje.

– Masz ją – zaprzeczył. – A Zeus, kiedy nadejdzie czas, będzie chciał z niej zrobić pożytek. Zachowaj czujność, gdy to nastąpi. Nie powinnaś im ufać. – Spojrzał mi twardo w oczy. – Nie mogę powiedzieć nic więcej. Zeus bez mrugnięcia okiem mógłby wysłać mnie i moją rodzinę z powrotem do Tartaru.

– Miło byłoby jednak dostać jakąś małą wskazówkę, skoro już się tu pofatygowałeś – odpowiedziałam ostro i podjęłam próbę okiełznania swojej niecierpliwości. W kółko nowe zagadki. – Czy możemy zagrać w otwarte karty? Ostrzegasz mnie przed bogami. Dlaczego? Czy nie powinieneś raczej troszczyć się o Agriosa? Ciebie na pewno by posłuchał. Bogowie odejdą stąd, kiedy zniknie niebezpieczeństwo.

– Teraz rozumiem, co w tobie podoba się mojemu synowi – odpowiedział Japetos, ignorując moje pytanie. Typowe. – Jesteś nieulękła.

Ten facet nie mógł mieć o tym pojęcia. Jego syn uważał mnie co najwyżej za cichą myszkę i właśnie tak zaprezentowałam się na obozie. Mogłam sobie sama za to przyłożyć.

Nachylił się w moją stronę.

– Nie daj sobie wmówić czegoś, czego nie chcesz. Spróbuj się po prostu wydostać z tej sprawy.

– Okej – westchnęłam. – Dzięki za ostrzeżenie.

Mój sarkazm pozostał niezauważony.

– Powinienem przybyć dużo wcześniej – powiedział na pożegnanie. – Przepraszam. – Potem odwrócił się i ruszył przed siebie. Przeszedł przez ulicę i plażę. Nie wahając się, wszedł do morza. Biel jego ubrania połyskiwała na powierzchni wody.

Miłe i niezwykle pouczające odwiedziny. Zamknęłam okno i wróciłam do łóżka. Następnego dnia kupię sobie zeszyt z krzyżówkami, tam przynajmniej znajdę jakieś rozwiązania.