Mam faceta i mam… problemTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Dedykacja

Przedmowa

Spotkałam go!

A mogło być tak pięknie…

Ksiądz mnie oszukał

Miłośnik kwiatów

Trafił mi się oszust

Mgła wyjątkowości powoli opada

Urządzamy się

Słynny kucharz

Seks czy przyjaźń?

Moja mamusia

A myślałam, że jestem taka cudna

Pozwól panu grać w piłkę

Czy jestem w jego typie?

Czasem nie wiesz, o co chodzi…

Czarodziejka gorzałka

Kto jest lepszy?

Przejrzałam na oczy

Gdzie ta namiętność?

Ani jeden, ani drugi

Dzięki ci, barmanko!

Wytrwałość popłaca

Czasem trzeba się pochorować

Wibrator jest fajny!

Kara dla mężczyzn

Jeśli jesteś dzieckiem przemocy

Musisz mnie pragnąć

Nie jest łatwo żyć spokojnie

Wysypka

Dziwna normalność

Przeznaczenie

Wolontariuszka

Najlepsza przyjaciółka

Jak głęboko wpuściłam go do swojego świata

Za wszelką cenę

Sarenka

Podwójne życie

Tylko ja i mały książę

Przegrałam z kocmołuchem

Powoli dochodzi do mnie, z kim jestem, powoli dochodzi do niego, z kim jest

Ofiara

Pierwsza żona

Strata

Zostać z nim czy go rzucić?

Normalność – fajna czy nie?

Na rozdrożu

Związek ze szkolnej ławki

Jego druga młodość

Jestem taka zmęczona

Szara myszka

Odpowiedzialna córka

Happy end

Poranna kawa

On mnie uratował

Polubiłam sukienki

Artystka

Harmonia

Dobrze mi samej i dobrze mi z nim

Pomocnik

Pożegnanie

Polecamy również

Strona redakcyjna

Dedykacja

Moim nieudanym miłościom.

Katarzyna Miller

Miłość to zawsze też lekcja.

Życzę Wam, żeby była lekka.

Suzan Giżyńska

Przedmowa

Kochane Kobiety,

tyle w naszym życiu kręci się wokół miłości. Powiedzieć można, że nawet bywa ona główną bohaterką naszego życia. Cudnie jest przeżywać udaną, wzajemną miłość i prawie każda z nas o tym marzy. To marzenie czasem tak nas pochłania, że wpadamy w faceta jak śliwka w kompot, a potem okazuje się, że kompot… nie smakuje tak, jak oczekiwałyśmy. Że jest zupełnie z czego innego, niż myślałyśmy i chciałyśmy. Albo że się wręcz zepsuł. I co wtedy?

Wiele kobiet zechciało opowiedzieć nam historie swoich mniej lub bardziej udanych miłości i mamy nadzieję, że ich szczerość oraz nasze rozmowy pomogą Wam w Waszych miłosnych rozterkach i dylematach.

Życzymy Wam szczęścia w każdej miłości Waszego życia.

Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska

Spotkałam go!

A mogło być tak pięknie…
Elwira (34 lata) i Łukasz (47 lat)

Mam problem. Całymi dniami płaczę! Było tak cudownie i nagle wszystko zamieniło się w koszmar…

Zacznę od początku. Poznałam go przypadkiem w kawiarni, w której można spokojnie posiedzieć i poczytać książki. Gdyby sobie wyobrazić połączenie Boga z Hugh Grantem, to on tak właśnie wyglądał. Przystojny, duży, umięśniony, z książką Prousta w ręku. Nasze spotkania były wypełnione rozmowami i śmiechem. Czułam się spokojnie i zupełnie normalnie. Inaczej niż z moimi poprzednimi wybrankami, którzy często byli gangsterami… Będąc z nim, czułam, że robię coś dobrego, że sama jestem dobra, a on jest właściwym człowiekiem dla mnie. Łukasz był ułożony i grzeczny, a seks wcale nie był tematem numer jeden. Wręcz okazało się, że żyjemy bez tego, relacja rozwijała się tak, jak by chciała tego moja mama. Aż w końcu, gdy zaczęłam domagać się zbliżenia i pragnęłam go jak pustynia wody, on wyznał, że jest chory na raka jelita grubego i nosi przyczepiony na stałe worek, do którego oddaje kał.

Ksiądz mnie oszukał
Zofia (37 lat) i Krzysztof (51 lat)

Kiedy go poznałam, wiedziałam, że jest księdzem. Był wysoki, piękny, wręcz idealny i rozmawiał ze mną tak, jak nikt inny. Potrafił słuchać. Dowiedziałam się, że jest księdzem terapeutą, więc zrozumiałam, skąd u niego taka empatia i cierpliwość.

Zakochałam się w Krzysztofie nieprzytomnie. Po jakimś czasie powiedziałam mu o tym i usłyszałam, że on również szaleje na moim punkcie.

Po miesiącach jego wewnętrznej walki zaczęliśmy się kochać. Robiłam dla niego rzeczy, których nie robiłam dla nikogo wcześniej.

Po kolejnym miesiącu euforii psychicznej i fizycznej oszalałam. Nie mogłam spać ani jeść. On zniknął! Nie wiedziałam, gdzie się podział, nie zostawił mi żadnego adresu ani listu. Zaczęłam brać silne leki, bo popadłam w nerwicę.

 

Po pół roku zamartwiania się przypadkiem dowiedziałam się, że wyjechał do Niemiec z kobietą, z którą ma dwójkę dzieci i dla której porzucił kapłaństwo. Byłam już prawie wrakiem, bo myślałam, że zrobili z nim coś strasznego za romans ze mną, że coś mu się stało, że wysłali go na drugi koniec świata. Miałam różne myśli, a tu okazało się, że on jest zwykłym oszustem.

To mnie uratowało, bo dzięki tej wiadomości doszłam do siebie. Jednak do kościoła już nie chodzę.

Miłośnik kwiatów
Marlena (25 lat) i Tomek (35 lat)

Poszłam na wystawę kwiatów. Bardzo lubię kwiaty – dużo na nie wydaję. Nic dziwnego, że wzbudził moją uwagę interesujący facet, który wybierał te same stanowiska co ja. Pytał o gatunki i o pielęgnację. Kupował nasiona. Widać było, że zna się na rzeczy, a rośliny to jego pasja.

Przy którymś spotkaniu zaczęliśmy rozmawiać. Temat kwiatów zaprowadził nas do kawiarni, a później umówiliśmy się znowu. Dostałam skrzydeł. Tomek zaprosił mnie do siebie i zobaczyłam jego zadbane mieszkanie. Było pachnące, pełne kwiatów i „odzyskanych” antyków. Opowiadał, że kilka z nich znalazł na śmietniku i przywrócił im dawne życie. Pomyślałam: „Wiedziałam, że istnieje mężczyzna, z którym można porozmawiać, który ma duszę i wrażliwość”. Właśnie stał przede mną.

Byliśmy odtąd nierozłączni. Gotował, karmił mnie, nie nudził się, kiedy mierzyłam ciuchy. Kupiłam z nim trzy sukienki! Nigdy nie pomyślałabym, że właśnie takie do mnie pasują, ale on potrafił świetnie doradzić.

Miał też znakomite poczucie humoru! Nie było między nami napięcia, stresu, wszystko jakby płynęło.

Moje koleżanki nie dowierzały, a później przestały dzwonić. Przypuszczam, że mi zazdrościły. Zmieniałam się z każdym dniem, a życie stawało się cudowne. Oczywiście często dostawałam kwiaty.

Przyszedł jednak moment, gdy zaczęłam się niepokoić o seks, bo Tomek w ogóle mnie nie dotykał. Zaczęłam myśleć, że coś jest nie tak, ale w końcu pewnej nocy zaczęliśmy się namiętnie całować. On robił to wspaniale. Później były pieszczoty i pełny stosunek. Wszystko w takim tempie, jak zawsze chciałam.

Jedynym problemem było to, że niespecjalnie lubił wychodzić na miasto wieczorami. Wielokrotnie go namawiałam, ale zawsze jakoś się wykręcał. Zaczęłam się nawet bać, że on nie chce się ze mną pokazywać, bo w naszym małym mieście wszyscy się znają. W końcu jednak poszliśmy do popularnej restauracji, by świętować moje urodziny. Podczas tego wieczoru zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Przyglądał mi się przystojny mężczyzna. Było to przyjemne, choć trochę niezręczne. Myślałam, że ma na mnie ochotę. Zobaczyłam, że podchodzi do nas, i mało nie spadłam z krzesła, kiedy rzucił się Tomkowi na szyję, wpił mu się w usta, a później, prawie płacząc, wyznał, że go kocha. Krzyczał: „Jak mogłeś mnie tak zostawić. Nie mogę żyć bez ciebie! Przecież wiesz, że mnie kochasz! Kto to w ogóle jest? Myślisz, że ona da ci to, co ja?”. Mój ukochany zbladł, powiedział do mnie, że musi wyjść, i zniknął, ciągnąc za sobą tego mężczyznę. Po chwili wrócił i zamówił mi taksówkę. Powiedział, że jutro się spotkamy i wszystko mi wytłumaczy. Przeprosił też za zepsute urodziny. Ja jednak nie chciałam go słuchać i wybiegłam z płaczem.

W nocy wyobrażałam sobie mojego mężczyznę z innym facetem. Było mi niedobrze. Zrozumiałam, że nie ma dla nas przyszłości, a ja jestem naiwna i dałam się nabrać kolesiowi, który nawet nie jest pewien swojej orientacji. Zastanawiałam się, jak to jest, przecież ze mną spał, mówił, że było mu dobrze. Czy to znaczy, że kłamał? Po co to robił? Te myśli nie dawały mi spokoju.

Na drugi dzień przyjechał do mnie z kwiatami, wszedł i zaczął płakać. Drżącym głosem mówił: „Wybacz mi, nie powiedziałem ci, że mam za sobą związek z mężczyzną, wstydzę się tego i nie mogę sobie z tym poradzić”. Tłumaczył, że pragnie stworzyć ze mną normalną rodzinę, mieć dzieci i nie musieć się ukrywać tak jak z nim. Przekonał mnie tym.

Nie chciałam tracić tego, co zbudowaliśmy, więc kontynuowałam znajomość. Przez kolejne miesiące znów wszystko było super. Zaczęliśmy planować ślub. Po roku mieliśmy się pobrać, jednak mój facet nie pojawił się na ślubie… Można sobie wyobrazić, jak czuje się kobieta zostawiona przed ołtarzem… Odchorowałam to wszystko i teraz już jest dobrze, ale męczy mnie pytanie, czy mogłam się przed tym uchronić we właściwym momencie. Nie ufam już ideałom. One nie istnieją.

Trafił mi się oszust
Kornelia (45) i Adam (32 lata)

Zaczęliśmy pisać ze sobą w Internecie. On był bardzo naturalny i szczery. Mówił o sobie otwarcie, przyznawał się do wielu wad. Przy nim pierwszy raz w życiu stałam się prawdziwa. Opowiadał o swoim dzieciństwie i o tym, jakie było trudne. Moje było podobne, więc rozumieliśmy się coraz lepiej.

Zaproponowałam spotkanie, żeby sprawdzić, czy ta wersja jest rzeczywista. Zaskoczył mnie, bo na pierwszej randce powiedział, że jest rozwodnikiem i ma dzieci. Uważał, że powinnam o tym wiedzieć, i spytał, czy mimo to będę chciała się z nim spotykać. Wyznał, że był w związku ze starszą kobietą, która zniszczyła mu życie. Było dla mnie jasne, że wolnych facetów w tym wieku jest niewielu, a jeszcze mniej sensownych, więc powiedziałam, że mi to nie przeszkadza, i doceniłam jego szczerość.

Spotykaliśmy się przez parę miesięcy, było coraz fajniej, odetchnęłam z ulgą, że moje życie w końcu powoli się układa. Zamieszkaliśmy razem. Przez jakiś czas wszystko było dobrze, ale stopniowo zaczęłam zauważać, że dzieje się coś dziwnego.

Czułam się niepewna, zmęczona, nie wiedziałam, co się stało z naszą relacją. Jednego dnia mój facet był spokojny i serdeczny, a drugiego znikał, nie mówiąc, dokąd idzie. Trzeciego dnia był na mnie zły, a później przepraszał. Coraz częściej było między nami nerwowo. Zastanawiałam się, co takiego robię, że on jest ze mnie niezadowolony. Wreszcie zmusiłam go do szczerej rozmowy, w której przyznał, że na początku byłam inna, milsza, bardziej zadbana, chudsza, atrakcyjniejsza. Popłakałam się i postanowiłam wziąć się w garść.

Pewnego dnia, gdy wracałam z siłowni, zobaczyłam przez okno kawiarni mojego faceta. Siedział z młodą kobietą, trzymał ją za rękę i patrzyli sobie w oczy. Wstrząsnęło to mną. Cała sztywna ze stresu weszłam do środka. Stanęłam przy ich stoliku. Ta kobieta popatrzyła na mnie i zwróciła się do niego: „Ona rzeczywiście cię śledzi, Boże, miałeś rację”. Zignorowałam jej słowa i powiedziałam mu, żeby zabrał z mojego domu wszystkie rzeczy. Serce mi się kroiło, ale byłam z siebie dumna, że zdobyłam się na taką odwagę. Adam nic nie odpowiedział, a ja pobiegłam do domu z płaczem. Po chwili on też wrócił i zaczął krzyczeć. Uderzył mnie i oznajmił, że nigdzie się nie wybiera i że tak łatwo się go nie pozbędę. Najpierw się dosłownie przeraziłam, ale później zrozumiałam, że nie zgadzam się na takie traktowanie. Przeniosłam się do hotelu. Poprosiłam kolegów, żeby go trochę postraszyli i wyprowadzili z domu. Poskutkowało. Skontaktowałam się też z żoną Adama i dowiedziałam się o nim kilku rzeczy. Okazało się, że kłamał na jej temat. To ona go zostawiła, bo był okrutny dla niej i dla dzieci.

Było mi żal, że ten związek nie wypalił, ale cieszyłam się, że zobaczyłam Adama z tą młodą kobietą w kawiarni. Gdyby to się stało kilka lat później, byłoby znacznie gorzej.

——————

Katarzyna: Coś, co od razu uderza w tych wszystkich opowiadaniach, to ta pierwsza euforia, ten początkowy etap fascynacji. Wszystkie kobiety piszą o tym, jak było cudownie…

Suzan: Tak. To jest cudowne i powinno takie być. Trudno, żeby na początku nie było tej magii i poruszenia. To wiosna – taki jest ten etap!

Katarzyna: Jest w tym nadzieja i pewien rodzaj zwolnienia z wyroku… Z wyroku braku miłości…

Suzan: To wszystko jest bardzo ludzkie. Szukamy kogoś do życia, bo z kimś jest raźniej, weselej, lepiej. Można budować związek, wspomnienia, dzielić obowiązki i chwile szczęścia. Tendencja jest zdrowa i naturalna. Nie zawsze jednak od razu znajdujemy właściwego partnera. To mnie chyba najbardziej uderza. Oczekujemy, że już za pierwszym razem się uda, a jeśli nie, nastąpi koniec świata. Zapominamy, że jak każdą upragnioną rzeczą, także miłością możemy się sparzyć. Musimy się dopiero nauczyć, czego naprawdę chcemy, co nam odpowiada. To wszystko „wychodzi w praniu”. Trzeba czasu, żeby poznać mężczyznę. I musimy być otwarte na to, że odkrycie może nam się nie spodobać.

Szukanie mężczyzny wtedy, gdy łakniemy uwagi jak kania dżdżu, jest niebezpieczne. Chcemy go wreszcie znaleźć i być znalezione, ale nie pamiętamy, że należy szukać kogoś wartościowego. Jesteśmy zaślepione.

Katarzyna: No właśnie. Ten wspaniały mężczyzna, którego spotkałam, daje mi poczucie ulgi. Już nie muszę być sama, już nie jestem skazana na swoją rodzinę, która całe życie mnie niszczyła. On mnie chce, docenia i rozumie. Nareszcie spotkałam tego wymarzonego.

Dziewczyna, której rodzice nie byli ani ciepli, ani serdeczni wobec niej, a także wobec siebie nawzajem, marzy o idealnej miłości i wyobraża sobie związek, opierając się na niedużej wiedzy o życiu, zaczerpniętej z własnych marzeń, wyobrażeń, z piosenek, z niepoważnych książek czy filmów…

Suzan: Tak, ale to też jest wpisane w miłość i jest prawdziwe. Kobieta z fajnym facetem jest szczęśliwsza niż sama. Jesteśmy gatunkiem stadnym. Oczywiście przywiązanie do romantyzmu jako podstawy związku to mit.

Katarzyna: Mówię o tym bardzo często, ale warto to powtarzać. Taka dziewczyna ma nadmierne oczekiwania, spotyka kogoś, kto ją zauważa, i natychmiast przepada. Czuje się wyróżniona i zaczyna chwytać się wszystkiego, co wydaje jej się piękne. Widzi rzeczy, które świadczą o idealnym dopasowaniu. Jakby na siłę szuka tych plusów. To pewien rodzaj projekcji. Tak samo jak rzutnik projektuje obraz na ścianie.

Suzan: Jego tak naprawdę nie ma, ale go widzimy. Tak samo nie ma idealnego dopasowania dwojga ludzi – można się dobrać lepiej lub gorzej, ale nigdy idealnie.

Katarzyna: Spragniona kobieta się nakręca: Ach! On czyta te same książki co ja, kupuje kwiaty, kocha rośliny, mówi dobrze o swojej mamie albo ma takie same problemy z mamą jak ja, jest bardzo męski albo wrażliwy! Dobrze się ubiera albo nosi się skromnie…

Suzan: Albo ubiera się sportowo i jest bandziorem, przez co dla kogoś może być bardzo męski…

Katarzyna: No właśnie, w zależności od tego, co nam się podoba, doszukujemy się plusów i je znajdujemy. Gdy kobitka zawiesi na facecie swoje wyobrażenie, strasznie się do tego obrazu przywiązuje. On jest dla niej bardzo cenny, jest wręcz osiągnięciem jej życia.

Dla mnie to jest najsmutniejsze. Kobiety, które wiele potrafią, dużo osiągają własną pracą, swoich osiągnięć nie cenią.

Suzan: Nie wszystkie. Są kobiety dumne ze swoich sukcesów, z pracy, ze studiów, z dyplomu, z umiejętności, z urody, z dzieci…

Katarzyna: Mówię jednak o tych, dla których największą wartością jest posiadanie faceta. Nie wykształcenie, nie stanowisko, nie praca, nie kompetencja są wartością. Mogą to wszystko posiadać, ale najważniejsze i tak będzie nieprzytomnie potrzebujące miłości serce.

Suzan: Niestety żaden mężczyzna na świecie nie potrafi, nawet jakby bardzo się starał, zapełnić studni, która jest pusta. To miejsce może być wypełnione jedynie przez rodziców.

Katarzyna: Rozmawiamy w tej książce o problemach ze spotkaniem lub posiadaniem faceta. Męscy bohaterowie tych historii są problematyczni, ale również damy są podatne na iluzję i mało doświadczone. Zresztą jak dziewczyna może być doświadczona, skoro ona w domu miała słuchać, być grzeczna i uprzejma, a wiele rzeczy było zakazanych. Jeśli takiej dziewczynie trafia się problematyczny pan, który wydaje jej się barwny, uroczy i ciepły, ona przepada.

Weźmy na przykład tego faceta, który okazał się homose-ksualistą. Może gdyby było po nim widać odmienną orientację seksualną, ona by się na to nie złapała.

Suzan: Być może czuła to nieświadomie, tyle że on dużo jej dawał. Ona z tego korzystała, ale mężczyzna sam był bardzo zagubiony.

Tylko pytanie: czy w tym wszystkim jest nasza wina? Facet jest miły, umie słuchać, daje kwiaty… Czy to dziwne, że nam się podoba?

 

Katarzyna: Nie jest to dziwne. Nie chodzi o to, by się nie cieszyć, ale o to, by nie wpadać natychmiast jak śliwka w kompot. Facet nie może być dla nas rozwiązaniem życia. Nie można tak podchodzić do tematu. Facet nie jest ratunkiem!

Suzan: Rozumiem, daje nam skrzydła fakt, że ktoś się nami zachwycił. Super, ale to nie oznacza, że mamy od razu się oddać, zawierzyć, całkowicie zaufać.

Chodzi też pewnie o to, by zauważać pierwsze sygnały. Być otwartą na to, co się dzieje, i nie zakładać od razu ślubu. Chociaż czasami tak się chce! Ha, ha! ;)

No, ale o czym byłyby te seriale, gdybyśmy tak zawsze wszystko wiedziały z góry…

Katarzyna: Chodzi o to, by z jednej strony poddawać się rozkosznej chwili, a z drugiej mieć przytomny mózg. Wiem, że to nie jest łatwe, ale można się tego nauczyć. Można mieć w sobie Dziecko, które się cieszy i bawi, ale jednocześnie mieć także Dorosłego, który uważnie patrzy, zastanawia się, analizuje i rozbiera na czynniki pierwsze to, co się dzieje. Dodatkowo trzeba mieć też Rodzica, który mówi: „Fajnie, kochanie, baw się, on rzeczywiście jest sympatyczny, ale nie znasz go jeszcze, więc nie spiesz się, wiesz, jak to bywa z fascynacjami”.

Suzan: Ona nie chce tego wiedzieć. Jeżeli dziewczyna ma w sobie tylko Dziecko i surowego Rodzica, to będzie uciekać z domu rodzinnego do nowego mężczyzny, szukać kogoś, kto okaże się dla niej dobry. Sama byłam taka przez wiele lat i świetnie to rozumiem.

Katarzyna: Jak byłoby cudownie, gdyby matka tak z córką rozmawiała: „Kochanie, rozumiem, że on cię zauroczył, dobrze. Ciesz się tym, baw się, wychodź z nim, przyjmuj prezenty, sprawdź seks, jeśli będziesz chciała. Słuchaj go jednak! Wsłuchaj się w to, co mówi o swojej matce, co mówi o innych kobietach, jaką ma przeszłość i co myśli o przyszłości. Pamiętaj, że mężczyźni mówią ważne rzeczy na początku”.

Suzan: Myślę, że warto to powtórzyć – faceci na początku bardzo dużo o sobie mówią! Gdy sięgam pamięcią do swoich randek, to na tych pierwszych zawsze zostało powiedziane coś, co potem psuło związek. Na przykład mężczyzna mówi: „Nie lubię wydawać pieniędzy. Jestem oszczędnym facetem, który szanuje swoją kasę”, a my usłyszawszy to, powinnyśmy już wiedzieć, że gość będzie liczył każdą złotówkę wydaną na kawę na mieście, a po rozwodzie będzie ukrywał swoje dochody, by płacić jak najmniejsze alimenty na dzieci.

Katarzyna: Tak, to prawda. Mężczyźni uważają, że są cudowni, więc mówią o sobie wszystko. Te złe rzeczy też. Wystarczy słuchać.

Suzan: Pan mówi na przykład, że nie lubi pracować, a nam się to wydaje takie słodkie albo mądre. W końcu kto lubi? Ja też nie lubię. Mądry z niego gość i w dodatku taki szczery. Bierzemy go z tą słabością i nawet nam to pasuje, bo przecież najważniejsze jest to, że on w ogóle się w naszym życiu pojawił. Zakochany przyszedł na drugie spotkanie, zaakceptował twoje nieperfekcyjne ciało (oczywiście tylko w twoim krzywym zwierciadle ono jest nieperfekcyjne). Zauważył cię i wysłuchał z zainteresowaniem.

Odkąd on zaczął słuchać – ty usłyszałaś siebie. To działa jak narkotyk.

Katarzyna: A w rzeczywistości taki pan będzie mądrze kombinował, jak tu nie pracować i zostawić babę ze wszystkim samą.

Suzan: Myślę o tej pani, która spotkała fajnego faceta i okazało się, że jest chory. Powinien jej o tym powiedzieć dużo wcześniej. Takie rzeczy też są częścią życia i to nie przekreśla związku. Ale trzeba o tym uprzedzić przed pełnym zaangażowaniem. Chociaż może być to bardzo trudne, jest jednak niezbędne.

Katarzyna: Zdecydowanie tak. Powinien z nią usiąść i porozmawiać, w zależności od tego, do czego miałaby zmierzać ich znajomość. Mogliby zostać tylko przyjaciółmi i wtedy jego choroba nie byłaby takim problemem, ale gdyby planowali być parą, on powinien o tym powiadomić dość wcześnie.

Suzan: Łukasz pewnie liczył na to, że po jakimś czasie zdobędzie Elwirę emocjonalnie i fakt choroby nie przesądzi o rozstaniu. Co ty byś zrobiła na jej miejscu?

Katarzyna: Gdyby facet mnie bardzo interesował, gdyby był ciekawy i miał mi coś ważnego do zaoferowania, może bym się zgodziła na związek mimo jego ciężkiej choroby. Na pewno nie chciałabym zrywać relacji, choć może nie ryzykowałabym miłości, a zostałabym z przyjaźnią… Nie wiem…

Suzan: Ja sobie wyobrażam, że ten związek mógłby się dalej rozwijać, gdyby ona z niego nie zrezygnowała.

Katarzyna: Tak naprawdę każdy może umrzeć w każdej chwili. Może cię przejechać tramwaj albo możesz się pośliznąć na skórce od banana. Tutaj jednak ryzyko jest wyższe niż przeciętne i trzeba to brać pod uwagę. Elwira na pewno wzięła to pod uwagę, podejmując decyzję.

Suzan: Nasi faceci mają dość dziwną tendencję. Chcą, by brać ich ze wszystkimi wadami, a sami mają bardzo duże wymagania wobec innych. Ilu facetów przyznaje, że nie ma pracy, lubi piwo i dziewczyny? A co z kobietami? Polki, które poszukują męża, muszą być idealne, porządne, młode i bez dzieci.

Myślę, że gdyby to Elwira była w sytuacji Łukasza, od razu by mu powiedziała o chorobie albo w ogóle dałaby sobie spokój z szukaniem faceta. To wszystko zaczyna się od wychowania dziewczynek na opiekunki i mamusie, które sterują emocjami mężczyzn, a im facet biedniejszy, tym lepiej, bo można się wykazać. Jak zwykle kłania się dzieciństwo. Zwróć uwagę, jak bezradne jesteśmy jako kobiety w młodym wieku, gdy szukamy mężczyzny na stałe.

Katarzyna: Mało wtedy wiemy i jesteśmy bardzo niedoświadczone. Nie umiemy prawidłowo rozpoznać dobrego faceta. Łudzimy się. Żyjemy nadzieją. Nie mamy pojęcia, co nas czeka w przyszłości. Dlatego tutaj tak ważna jest rola mamy i taty. Oni powinni dziewczynie opowiadać o życiu wprost.

Suzan: Mówić, jakie jest i jakie niesie z sobą zagrożenia, a jakie radości. Z jednej strony nie mogą go zaczerniać, a z drugiej nie powinni mówić tylko o kolorowych stronach.

Katarzyna: Ileż by to zmieniło, gdyby matka potrafiła rozmawiać z córką! Mogłaby jej mówić o swoich przeżyciach, o tym, co ją spotkało, o tym, jakie sama miała doświadczenia w młodości.

Suzan: Tak, ale wtedy musiałaby zrezygnować z roli Matki Boskiej – brzemiennej dziewicy. Ten paradoks będzie nas prześladował do końca życia. Zawsze będziemy musiały być piękne i zaradne, rozsądne i namiętne itd.

W tych wszystkich opowieściach jest wyraźna potrzeba bycia wyróżnioną, silną, widoczną. Taką, która pomaga i wyciąga z kłopotów. Ta kobieta, która romansowała z księdzem – Zofia. Zobacz, jak ona musiała się czuć! On się modlił, męczył się ze sobą i swoimi namiętnościami, próbował nie ulec, zapewne szukał rozwiązania w rozmowie z Bogiem, ale się nie udało. Uległ jej. Ona była silniejsza.

Katarzyna: Ona jest dumna z tego, że z jej powodu mężczyzna się tak męczy.

Suzan: Myślała sobie: „Jaka ja jestem obezwładniająca! Jaką mam wielką wartość! Nareszcie!”.

Katarzyna: Na kobietę strasznie mocno działa to, że ona może tak działać na kogoś.

Suzan: To samo mówiłyśmy o facetach. Oni są długo pod wrażeniem, jakie robią na kobietach. A kobiety? Padają ofiarą tego samego schematu.

Katarzyna: Przypomina mi się śpiewana przez Ewę Demarczyk piosenka Jaki śmieszny ze słowami Wincentego Fabera:

Jaki śmieszny jesteś pod oknem,

gdy zapada chłodny zmierzch,

a nad miastem chmury ogromne,

i za chwilę pewnie będzie padał deszcz…

On stoi i patrzy, czy ja do niego zejdę. Czeka. Dla mnie tam moknie. Dla mnie marznie. Na mnie tam czeka.

Suzan: Każda przeżyła taki deszcz. Młodość jest oparta na tego typu historiach i to cudowne, że one się zdarzają. Tylko trzeba umieć być szczęśliwą także na innych częstotliwościach, zwyklejszych. Za to mężczyźni lubią zdobywać – pozwólmy im na to! Nie ratujmy ich od razu.

Katarzyna: Te wysokie częstotliwości to uzależnienie, a nie miłość. Zakochuję się w swoim odbiciu. Uwielbiam siebie w twoich oczach. Karmię się twoim głodem. Rozumiecie, drogie panie?

Ile potrzeba tego paliwa, by dama była ciągle podkręcona? Oczywiste jest, że ono kiedyś się skończy.

Suzan: To jasne, ale pamiętajmy, że w dojrzałym związku również są romantyczne, fajne chwile – ale jest ich mniej, i już!

Katarzyna: Podsumujmy wszystkie historie, które sprowadzają się tak naprawdę do jednego – oszustwa. Krzysztof, ksiądz, to prawdziwy oszust, a do tego świetny aktor. Jego życie płciowe kwitło i doskonale radził sobie z kobietami, a tej biednej Zofii wciskał kit, że męczy się ze swoimi zobowiązaniami wobec Boga.

Łukasz był zawstydzony i chory, ale też oszukiwał.

Tomek to kolejny kłamca, który kryje swój homoseksualizm, a Adam, czyli najgorszy możliwy typ, to kompletny psychopata. On też trochę oszukiwał, ale jednocześnie nie mógł powstrzymać swoich zaburzeń. Świadomie grał, bo wiedział, jak uwieść kobietę, ale nie mógł się pohamować przed ukazaniem swojej prawdziwej, niszczącej twarzy. Uwodzenie jest grą, w wielu przypadkach stosowaną tylko po to, by niszczyć.

Suzan: Psychopata to wyjątkowo groźny typ toksycznego mężczyzny. Opowieść Kornelii ujawnia tylko jedną sytuację, ale domyślam się, że było ich więcej. Ten człowiek manipulował swoją partnerką. Kładł na stół zatrute jabłko, ale trzeba przyznać, że ona musiała wiedzieć, co bierze.

Taki mężczyzna krytykuje kobietę, że za dużo pracuje i nie spędza z nim czasu, a ona myśli: „Fakt, za dużo pracuję”. Albo mówi jej, że ostatnio jest zmęczona, skwaszona i markotna, tylko siedzi w fotelu z papierosem, a ona myśli: „No tak, ma rację”, i bierze winę na siebie. Pozwala dalej sobą sterować, bo natychmiast, bez zastanowienia przyjmuje słowa krytyki i otwiera się na nie. Była krytykowana w dzieciństwie, więc jest to jej język miłości.

Katarzyna: Jest znowu w domu rodzinnym. W domu, czyli u siebie. W tym wszystkim, co on robi, jest ukryte pozorne zrozumienie, które ona chce otrzymywać.

Suzan: I przede wszystkim zauważenie jej! Ona potrzebuje uwagi, chce, by o niej mówił, by ją dostrzegał. Mówi co prawda negatywnie, ale interesuje się nią.

Katarzyna: Facet mówi: „Coś dziwnego się z tobą dzieje. Kiedy ostatni raz włożyłaś szpilki? Kiedyś się tak ładnie czesałaś, a teraz? Zapuściłaś się”, a ona myśli: „On to wszystko widzi, wie, że się zaniedbałam, i ma rację”.

Kobieta z jednej strony nie czuje się dobrze, bo facet jej dokucza, a z drugiej czuje się winna.

Suzan: „Dokucza” to zbyt delikatne określenie.

Katarzyna: „Niszczy” będzie odpowiedniejsze.

Suzan: Tak, bo to wszystko są teksty wroga. Ale może ona w domu rodzinnym była dzieckiem niewidocznym lub dostawała tylko tyle, ile jest niezbędne do przeżycia. Dla dorosłej kobiety, która miała takie dzieciństwo, nawet krytyka jest lepsza niż brak jakiejkolwiek uwagi. Bo wtedy ktoś na nią patrzy. Mówi co prawda, że zbrzydła, ale widzi ją.

Oczywiście facet jest też po to, by mówić nam o tym, czego nie dostrzegamy. Na przykład, że się zaniedbałyśmy. Powinien jednak używać innych słów niż „zapuściłaś się”, bo to jest nękanie.

Katarzyna: Edith Wharton, amerykańska pisarka, wydała kiedyś opowiadanie Mój najlepszy wróg. Dotyczyło jej męża. Gdy pierwszy raz je czytałam, byłam bardzo smarkata i go nie rozumiałam. Teraz doskonale wiem, o czym mówiło.

Partner to bliska osoba, otwieramy się przed nim, ale zaczynamy zbierać od niego cięgi. Z jednej strony czujemy, że one są trochę uzasadnione, ale z drugiej męczą nas te wbijane szpilki.

Suzan: Kobiety często pytają: „Po czym ja mam poznać, że to nie to?”.

Katarzyna: Po tym, że nie jest ci dobrze. Że się gubisz, nie wiesz, o co chodzi, masz wahania co do winy itp.

Suzan: Czasami trudno to zauważyć, zwłaszcza jeżeli masz niskie poczucie własnej wartości, nie masz dobrych przykładów relacji z mężczyzną, a ciągłą krytykę odbierasz jako coś normalnego.

Katarzyna: Matka cię nie lubiła, nie chwaliła, nie cieszyła się tobą, nie doceniała cię i dlatego nie umiesz dostrzec, kiedy jest ci źle, bo właściwie zawsze ci tak było.