Nie wywołuj wilka z lasu

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Odszczepieńców – szepnął Nikodem. – Tak nas nazywają strachacze.

Alicja myślała gorączkowo. Co ona może mu zaproponować? Co chciałaby dostać, gdyby była strachaczem? Zwłaszcza tak podłym i nikczemnym jak Adaszew? A skoro jest podły i nikczemny, to…

– Zaproponuję ci coś, o istnieniu czego nikt nie wie.

Komisarz się zawahał.

A jednak… – pomyślała Alicja.

Miała ochotę się uśmiechnąć.

– Co proponujesz? – spytał jakby od niechcenia. – Nie to, że jestem zainteresowany, ale… Co ty mi możesz zaproponować? Zaskocz mnie. – Założył ręce na piersi.

– Krew strzygonia.

Adaszew zmarszczył brwi i pochylił się w jej stronę.

– Przepraszam, co?

– Krew strzygonia – powtórzyła spokojnie Alicja.

Strachacz wybuchnął śmiechem.

– Serio? Proponujesz mi krew strzygonia? Którą można dostać na czarnym rynku w hektolitrach?

Przeczekała jego atak śmiechu.

– Proponuję ci krew pierwszego strzygonia.

Cisza, która zapadła, przez dłuższą chwilę dudniła Alicji w uszach.

Nikodem patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

Wiktor zamarł.

A Adaszew…

Adaszew myślał w skupieniu.

I myślał…

– Pierwszego w ogóle? – spytał w końcu.

– Pierwszego w ogóle.

Komendant patrzył na Alicję.

Długo.

Zastanawiała się, czy znów ją wyśmieje, czy może właśnie trafiła w dziesiątkę.

– Skąd masz krew pierwszego strzygonia?

Alicja uśmiechnęła się w duchu. No jeszcze jej nie mam… – pomyślała.

Czyżby połknął haczyk?

– Po prostu mam. – Wzruszyła ramionami, jakby chodziło o posiadanie rolki papieru toaletowego, a nie wyjątkowej substancji, dzięki której można było zyskać magiczne właściwości. – Jesteś zainteresowany?

Adaszew milczał. Widać jednak było, że bije się z myślami. Alicja podejrzewała, że ampułka musi być łakomym kąskiem dla kogoś, kto całe życie uganiał się za istotami magicznymi. Gdyby była strachaczem pozbawionym magicznych właściwości, a wciąż nie miała pewności, czy takim jest właśnie Adaszew, to chciałaby mieć możliwość wykorzystania ampułki do własnych celów. Do zwalczania swoich największych wrogów za pomocą ich własnej broni. I chyba nie myliła się co do komisarza. Zdaje się, że ta sama myśl krążyła mu po głowie.

– I myślisz, że możesz mnie przekupić jakąś tam ampułką? – spytał jakby od niechcenia.

– Myślę, że możemy dokonać uczciwej transakcji – powiedziała wolno Alicja. Czuła zaniepokojenie Nikodema pomieszane z ciekawością i czymś jeszcze… Podziwem?

– Zamieniam się w słuch. – Policjant włożył ręce do kieszeni i przybrał skupiony wyraz twarzy.

– Ty dasz nam spokój, a w zamian dostaniesz ampułkę.

Adaszew się skrzywił.

– Jaką mam gwarancję, że… – zaczął.

– Żadnej – przerwała mu Alicja. – Tak samo jak my nie mamy żadnej gwarancji, że nas nie wykiwasz.

Komendant pokiwał głową z uznaniem. Dziewczyna czuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Pójdzie na to czy nie? Stawka była wysoka, ale miała nadzieję, że ryzyko się opłaci. Wciąż wierzyła w ludzi. Że są pazerni. I zdaje się, że się nie pomyliła.

– To mi wygląda na uczciwą umowę – powiedział w końcu Adaszew. – Chyba jednak nie możemy podać sobie rąk w ramach przypieczętowania naszej transakcji, prawda? – mruknął złośliwie.

– Więc? – spytała Alicja, czując, jak zasycha jej w gardle.

– Więc umowa stoi – stwierdził strachacz. – Jutro o tej samej porze widzimy się w tym samym miejscu. I przynosicie ampułkę. Tylko żadnych sztuczek, bo ktoś ucierpi. Może nawet wszyscy…

– Zaraz, a co z glejtem? – odezwał się nagle Nikodem.

Alicja spojrzała na niego ze zdziwieniem.

Adaszew odwrócił się w stronę chłopaka i pokiwał z uznaniem głową.

– Widzę, że pamiętacie o wszystkim…

Alicja udawała, że wie, o co chodzi, w rzeczywistości jednak nie miała pojęcia, czego właśnie zażądał Nikodem.

– Dobrze – odparł po dłuższym milczeniu Adaszew. – Przyniosę jutro glejt poświadczający, że żadna z waszych rodzin nie jest w spisie ewidencyjnym strachaczy.

Spis ewidencyjny strachaczy? Słuch jej nie mylił. Oni rzeczywiście działali jak urząd skarbowy. Mieli listę wszystkich magicznych istot. To znaczy ze wszystkimi do… odstrzału.

– A teraz, jeśli państwo pozwolą… – Komendant skłonił się przesadnie. – Opuszczę to zacne grono. I radzę wam nic nie kombinować. – Pokazał palcem krąg, w którym stali Alicja i Nikodem.

– My też radzimy ci to samo – powiedział chłopak lodowatym tonem. – Wiesz dobrze, że jesteś na naszym terenie.

– Taaa… – mruknął Adaszew. – Wciąż cuchnie mokrą sierścią. – Skrzywił się. – Do zobaczenia jutro o tej samej porze. – Zniknął w ciemności.

Alicja wypuściła długo wstrzymywane powietrze. Poczuła, że Nikodem też się rozluźnia. Najgorsze minęło. Chyba…

Zerknęła na Wiktora. Wyglądał, jakby właśnie się dowiedział, że Święty Mikołaj jest gejem.

Nikodem chwycił Alicję za ramiona i potrząsnął.

– Co to za pomysł z tą ampułką? Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

Dziewczyna rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie i wskazała głową Wiktora.

– No tak… – Dobrygin przewrócił oczami. – Zupełnie zapomniałem o tym idiocie.

Idiota ocknął się właśnie z odrętwienia i podszedł do kręgu, w którym stali. Przyjrzał mu się z uznaniem. Wyciągnął rękę, jakby chciał sprawdzić, czy faktycznie działa. Kiedy jego dłoń napotkała opór, uśmiechnął się do siebie. Zupełnie jak człowiek, który właśnie odkrył folię bąbelkową. Nagle podniósł wzrok na parę nastolatków i zmarkotniał.

– Posłuchajcie…

– W żadnym wypadku – powiedziała szybko Alicja.

– Nie wiedziałem, że jesteś aż tak dobra. – Wiktor rzucił jeszcze raz okiem na krąg. – Że w ogóle potrafisz takie rzeczy. Myślałem, że jesteś dziewicą…

Tym razem Alicja nie oburzyła się.

– No to nie jestem – mruknęła.

– Udawałaś?

– No chyba nie spodziewałeś się, że powiem ci prawdę. – Alicja powiedziała to tak pewnym głosem, że aż sama w to uwierzyła.

– Może jeszcze herbatę wam podać? – warknął Nikodem.

Wiktor położył uszy po sobie.

– Czy ty naprawdę przez cały ten czas nas śledziłeś? – spytał ostro chłopak.

– Obserwowałem – poprawił go Wiktor.

– Jeden pies – mruknął Dobrygin. – Jesteś chory.

– Musisz zrozumieć… – zaczął Wiktor.

– Nic nie muszę!

– Ja naprawdę nie jestem waszym wrogiem – powiedział cicho Wiktor. – Ten facet mnie oszukał… Nigdy bym was nie skrzywdził. Jestem po waszej stronie.

– Aha, jasne. – Alicja się skrzywiła. – Jak ZUS i urząd skarbowy.

Nagle coś jej przyszło do głowy.

– Czy ty się spotykałeś z ciotką tylko dlatego, żeby nas… obserwować? Jak… zwierzęta w zoo?

Nauczyciel spuścił wzrok.

– No nie wierzę! A ja cię tak broniłam! – zawołała Alicja, uderzając się otwartą dłonią w czoło. – Jesteś dupkiem! I to jakim!

– To nie tak… – zaczął Szkutnik. – Początkowo, nie ukrywam, chciałem się do niej zbliżyć właśnie z tego powodu, ale potem…

– Potem się zakochałeś… – Alicja ułożyła usta w podkówkę. – Błagam, oszczędź mi tego. Nie jesteś w Trudnych sprawach.

– Nie mów jej, dobrze? – poprosił po chwili Wiktor, nie patrząc jej w oczy.

– Czego? Że jesteś pieprzonym łowcą czegoś tam? Czy że jesteś skończonym palantem?

– Dobra, spokój już! – uciszył ich Nikodem. – Pytanie brzmi: co dalej?

Wiktor podniósł ręce w obronnym geście.

– Nie jestem waszym wrogiem – powtórzył. – I nigdy…

– Nigdy? To słowo nie istnieje w naszym słowniku – warknęła dziewczyna.

Nagle zerknęła na nadgarstek Wiktora. A właściwie na wnętrze nadgarstka. Było tam coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi. Teraz jednak od razu rzuciło jej się w oczy. Wiktor miał tatuaż. Dwa półksiężyce układające się w rogi. Gdzieś już coś takiego widziała… Zamknęła oczy, żeby się lepiej skupić. Dwa półksiężyce… Ktoś miał coś takiego na nadgarstku. Tylko kto? Alicja wytężyła umysł. I nagle coś jej zaświtało.

Plecione rzemyki na nadgarstkach.

Tobiasz.

Tobiasz miał identyczny tatuaż.

– Należysz do Rycerzy Rogatego Pana, prawda? – spytała.

Wiktor urwał w pół słowa.

Nikodem popatrzył na niego uważnie i też go olśniło.

– To ty wysłałeś maila, prawda? Umówiłeś się z nami dokładnie w tym samym czasie, co Adaszew! Jesteś…

– …świrem! – ryknęła Alicja.

Nauczyciel westchnął.

– Nie dajecie mi dojść do słowa, więc jak mam wam cokolwiek wyjaśnić?

– No to słuchamy. – Dziewczyna założyła ręce na piersi.

– Tak, jestem łowcą burz, i tak, należę do Rycerzy Rogatego Pana, ale mam czyste intencje – powiedział spokojnie mężczyzna. – Wiem, że u jednych i u drugich zdarzają się nadużycia. Handlują, czym się da, szantażują istoty magiczne, wydają je strachaczom…

– Naprawdę wierzysz w te wszystkie bzdury o naczyniu? – spytała Alicja.

Wiktor zamyślił się.

– Szczerze mówiąc, sam nie wiem. Nie wiem, jakie ma działanie na cywilów i w ogóle na wszystkich innych spoza waszych klanów. Wiem, że są tacy, którzy szukają go, żeby sprzedać. Albo użyć do innych rytuałów…

– A ty jesteś taki szlachetny, że chcesz jedynie na nie popatrzyć i zrobić sobie z nim selfie – żachnął się Nikodem.

Szkutnik rozłożył ręce.

– Wiem, że teraz możecie mi nie uwierzyć…

– I nie wierzymy – rzuciła ostro Alicja. – Powinieneś już iść, Wiktorze.

– Ale… – Historyk wyglądał na niezdecydowanego.

 

– Idź, Wiktorze – powiedział Nikodem tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– Chyba powinniśmy się zachowywać, jakby nic się nie stało… – zaczął Wiktor. – W szkole i…

– Nie sądzę, żeby to było możliwe – stwierdziła Alicja. – Ale spokojnie. Nie wydamy cię. Przynajmniej na razie. – Spojrzała szybko na Nikodema. – Ale nie myśl, że będziemy teraz razem pić popołudniową herbatkę…

Dobrygin zaciskał szczęki. Alicja niemal słyszała zgrzytanie jego zębów. Ich profesor wyglądał na zdezorientowanego.

– Wiktorze, my nie żartujemy – ostrzegła spokojnie Alicja. – Mnie możesz lekceważyć, ale z tego, co widzę, Nikodem zaczyna się niecierpliwić. I nie będę go powstrzymywać, kiedy rzuci ci się do gardła.

Jakby na potwierdzenie jej słów Dobrygin wydał z siebie zwierzęcy pomruk.

Szkutnik zawahał się, a potem wycofał w mrok.

Alicja i Nikodem zostali sami. Albo przynajmniej tak im się wydawało.

Chłopak się poruszył.

– Nie wychodź jeszcze z kręgu – powstrzymała go Alicja.

Stanął bez ruchu i oddychał szybko.

– O co chodzi z tą ampułką? – Odwrócił się do niej. – Co to za ściema?

– To nie ściema. – Alicja pokręciła głową.

– Co?

– Wiem, gdzie jest.

– Co?!

Nikodem złapał się za głowę.

– Oszalałaś? Nie ma żadnej ampułki! W co ty nas wpakowałaś?!

– To, że ty jej nie masz, nie znaczy, że nie ma jej ktoś inny.

– Na przykład kto?

– Konstanty. A właściwie Olga.

– Jakim cudem?

– Nie wiem. – Alicja wzruszyła ramionami. – Mam z nią pewien deal.

To znaczy miałam… – dodała w myślach.

– To masz czy miałaś? – zniecierpliwił się Dobrygin.

Spojrzała na niego zaskoczona.

– Nie powiedziałam, że miałam.

– Powiedziałaś!

– Wcale nie! Ja tylko…

Zamarła.

– Przestań czytać mi w myślach! – wrzasnęła.

– Nie czytam! – odwrzasnął Nikodem.

– Czy to tak działa? – spytała po chwili milczenia.

– Nie wiem. – Wzruszył ramionami.

– Sprawdźmy. O czym teraz myślę?

Nikodem przewrócił oczami.

– Nie wiem.

– Skup się!

Chłopak się skrzywił.

– Nie wiem.

– No dobra. Spróbujemy inaczej. Jakie mam dziś majtki?

– Czarne.

Alicja otworzyła szeroko oczy.

– Serio? – zainteresował się Nikodem. – Strzelałem. Raczej nie wyglądasz na kogoś, kto nosi białe.

Dziewczyna przewróciła oczami.

– Dobra, co z tą ampułką? – zniecierpliwił się jej towarzysz, przestępując z nogi na nogę. – Skąd mamy pewność, że to ta ampułka?

– A znalazłeś jakąś inną? – spytała z przekąsem Alicja.

Nikodem pokręcił głową.

– Pytałeś Dymitriego? – zaryzykowała.

– Potrzebuję trochę czasu. – Dobrygin nie patrzył jej w oczy. – Nie mogę tak po prostu spytać… Poza tym ostatnio ciągle gdzieś wychodzi.

Zupełnie jak ciotka, pomyślała Alicja. Przypomniała sobie Wiktora i niemal poczuła, jak nóż otwiera się jej w kieszeni. Gdyby ciotka wiedziała, że jej Wiktor to palant i łowca burz i do tego Rycerz Rogatego Pana… Kolejny dylemat: powiedzieć jej czy nie? Ale żeby do tego dojść, musiałaby zacząć od początku, a początek to Przysięga na Trzy Księżyce.

– To co teraz? – spytał w końcu Nikodem.

Alicja rozejrzała się dokoła.

– Chyba możemy wyjść.

Ostrożnie wysunęła jedną stopę poza krąg. Nie poczuła niczego dziwnego, żadnych złych ani podejrzanych wibracji, więc wyszła. Nikodem zrobił to samo. Ostrożnie zatarła stopą ślady kręgu. Wcale nie poczuła się lepiej. W tej obręczy przynajmniej było bezpiecznie. A teraz co? Teraz są widoczni jak na dłoni.

Chłopak obejrzał się za siebie. Zaczął węszyć. W ten sam charakterystyczny psi sposób. Albo raczej wilczy…

– Wracamy – zaordynował.

Alicja odniosła wrażenie, że czuje się równie niepewnie jak ona. Tym razem wolałaby, żeby było inaczej. Żeby był pewny siebie i bezczelny, jak wtedy, gdy nie potrafiła wyczuwać jego nastroju. Nie mogła jednak wymagać od niego, żeby się nie bał. Musiałby być głupi, żeby nie czuć strachu w takim miejscu i po czymś takim, co właśnie przeżyli. A Nikodem, w przeciwieństwie do tego, co o nim wcześniej myślała, głupi nie był.

Zaczęli iść.

Słabe światło księżyca prześwitywało między wysokimi drzewami i wcale nie ułatwiało im marszu. Jednak Nikodem, przyświecając sobie komórką, bezbłędnie potrafił znaleźć właściwą ścieżkę. No tak, pomyślała Alicja. W końcu to wilk. Znał pewnie las jak własną kieszeń. A jeśli nawet by się zgubił, co wydawało się mało prawdopodobne, z pewnością potrafiłby wywęszyć, którędy iść. Szła tuż za nim, chociaż plecy chłopaka zlewały się z otaczającą ich zewsząd ciemnością. Drżała z zimna. W takich chwilach myślała o tym, o czym nikt zwykle nie myśli. Że gorący prysznic, herbata z cytryną i wygodne łóżko warte są wszystkich pieniędzy świata. Szli i szli, a jej robiło się coraz zimniej. I coraz gorzej znosiła trudy tej nocnej wyprawy. Trampki zapadały się w wilgotną ściółkę, a twarz raz po raz smagały mokre gałęzie. Noce były coraz chłodniejsze i coraz bardziej mokre. Co robią teraz normalni ludzie? Siedzą przed telewizorem i pakują w siebie chipsy i colę. Co robią oni? Łażą po ciemku po lesie i spotykają się ze strachaczami i idiotami, którzy nazywają siebie Rycerzami Rogatego Pana.

– Długo jeszcze? – spytała.

Nikodem nawet się nie odwrócił.

– Pytasz mnie o to już trzeci raz – warknął. – Może pozwolisz mi się skupić na wyprowadzeniu nas stąd. Musimy iść inną trasą, bo kto wie, czy nas nie śledzą.

Dziewczyna odwróciła się instynktownie. Czy on musi ją ciągle straszyć? Potknęła się jakieś trzysta osiemdziesiąt razy. Nie widziała tak dobrze w ciemności jak Nikodem. On zdawał się mieć noktowizory w źrenicach, bo przecież mdłe światło z komórki oświetlało zaledwie pół metra przed nim. Wreszcie się przemogła.

– Mogę się ciebie złapać? Nic nie widzę.

Dobrygin przystanął.

– Możesz mnie złapać, za co chcesz, skarbie – mruknął.

Alicja stłumiła śmiech. Właśnie tego potrzebowała. Żeby Nikodem znów był bucowaty, a nie przerażony, jak wtedy w kręgu.

Chwyciła go za kaptur bluzy.

– Nie o to mi chodziło, ale ok – powiedział z przekąsem.

W odpowiedzi pociągnęła go mocniej za kaptur, którego nie puściła, dopóki nie znaleźli się tam, skąd wyszli. Czyli pod domem Tatiany.

Nikodem zerknął na zegarek. Alicja zrobiła to samo i oniemiała. Było wpół do jedenastej.

Trochę im to wszystko zajęło.

– Co teraz? – spytała Alicja, trzęsąc się z zimna.

– Ty załatwisz sprawy z Olgą, a my spotkamy się tutaj jutro o siódmej. Tylko się nie grzeb jak zwykle, dobra?

Jego bluza była cała mokra. Też szczękał zębami, ale udawał, że to ze złości.

– A Wiktor?

Chłopak pokręcił głową.

– Nie wiem. Nic już nie wiem. Zostawmy to na razie. Głowa mi pęka. – Potarł dłonią skroń.

– Dobra – mruknęła Alicja. Ona też miała dość tego dnia.

– Jak tylko będziesz już ją miała, daj znać.

Dziewczyna znów przytaknęła. Była tak zmęczona, że słuchała go jednym uchem. Nie miała pojęcia, jak załatwi sprawę ampułki.

– Słuchaj… – zaczął po chwili Nikodem. – Jeśli ta ampułka jest prawdziwa… Wiesz, co to oznacza, prawda? Że jeśli coś pójdzie nie tak, możesz jej użyć i zostać surogatem. Jesteś pewna, że chcesz ją oddać?

Na szczęście Alicja słyszała to już od Nataszy, więc tym razem nie musiała udawać, że wie, o co chodzi.

– Wiem, ale i tak chcę ją oddać. Poza tym dlaczego coś miałoby pójść nie tak? I dlaczego ciebie to w ogóle obchodzi? Ty się możesz obawiać jedynie tego, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, prawda? Po co ci tak naprawdę to naczynie? Chcesz je zniszczyć?

– To moja sprawa.

– W takim razie nie różnisz się niczym od Dymitriego.

– A kto powiedział, że się różnię? – Nikodem wzruszył ramionami. – Tobie też się spodobało. Widzę to. Wcale nie chcesz tego rytuału.

– Chcę znaleźć naczynie – powiedziała Alicja.

– Ja też. – Dobrygin uśmiechnął się kpiąco.

Alicja milczała przez moment. Chyba podświadomie przeciągała moment rozstania, bo wiedziała, że za chwilę wejdzie do pustego domu, gdzie będzie musiała spędzić noc zupełnie sama. To znaczy nie sama. Ze swoimi myślami.

– Myślisz, że się uda? – spytała nagle.

– Co?

– To wszystko. Ampułka, Adaszew i cały ten biznes.

– Nie wiem.– Nikodem wzruszył ramionami. – Ale wiem jedno: teraz dopiero zacznie się prawdziwa zabawa i prawdę mówiąc, nie wiem, kto wyjdzie z niej żywy.

Alicja wiedziała, że ma rację.


Gdy po przekroczeniu progu zamknęła wszystko, co się dało, formułą blokującą dostęp, zrzuciła mokre ciuchy i weszła pod gorący prysznic. Alicja czuła, że śmierdzi wilgotną ziemią i mułem. I strachem. Wyobraziła sobie, że woda zmywa to wszystko i spływa do ścieków. Ale to nie była do końca prawda. Żel o zapachu brzoskwiniowym raczej nie był w stanie zmyć cuchnącej woni niepokoju, który wciąż czuła. Poza tym czuła się nieswojo w pustym domu. Nie to, że miała jakiś problem z tym, że zostawała sama na noc, ale dziś wyjątkowo przydałoby się jej towarzystwo…

Alicja położyła się do niepościelonego od rana łóżka, robiąc mokre plamy na pościeli lekko wilgotnymi włosami. Najpierw jednak napisała SMS-a do Olgi, proponując jej spotkanie w wiadomej sprawie. Bliźniaczka odpisała błyskawicznie. Czyli jednak ich niepisana umowa nadal obowiązywała… Była wyczerpana, ale bardziej czuła się… samotna? Tak bardzo chciała z kimś porozmawiać… Tylko z kim? Z ciotką Melą? Nie, nie miała nawet siły udawać, że je trzy ciepłe posiłki dziennie i zażywa tran. Może Natasza… Nie… Jeśli się nawet odobraziła, to będzie ją wypytywać o milion rzeczy, a głównie o to, jak jej idzie szukanie naczynia. Tak naprawdę to najbardziej chciała usłyszeć głos Borysa. Tyle tylko, że nie miała pojęcia, co mogłaby mu powiedzieć. I jaką wymówkę znaleźć, żeby zadzwonić o tak późnej porze. Wreszcie się zdecydowała. Wybrała numer chłopaka. Licząc kolejne sygnały, zastanawiała się, czego właściwie chce: żeby odebrał czy raczej nie. Chyba miała nadzieję na to drugie. Myślała tak długo, aż złapała ją poczta głosowa.

– Cześć – powiedziała totalnie zaskoczona. – Wiem, że jest późno, ale… Chciałam po prostu pogadać. Sorry, nie miałam pojęcia, że jest już po jedenastej. – Zerknęła na zegarek. – Odezwę się jutro, pa!

Rzuciła telefon na stertę ubrań piętrzących się na krześle. Idiotka! Skończona idiotka! Co za głupia wiadomość! Alicja jeszcze parę razy wyzwała się od idiotek, nim zasnęła. I to kamiennym snem. Tak twardym, że nie słyszała, jak dobijał się do niej Borys. Chłopak zostawił jej jeszcze więcej głupich wiadomości niż ona jemu.

Rozdział czwarty

Alicja parzyła sobie usta kawą, odsłuchując jednocześnie pocztę głosową. Przy każdym kolejnym nagraniu robiło jej się cieplej. Niekoniecznie z powodu gorącego espresso.

– Dzień dobry – usłyszała nad głową.

Ciotka była już po prysznicu, bo w kuchni unosił się zapach brzoskwiniowego żelu.

– Nie słyszałam, kiedy wróciłaś – mruknęła Alicja, przyglądając się uważnie Tatianie. Czy ona rzeczywiście była u Wiktora? Zważywszy, że wieczór spędził w całkiem innym towarzystwie, to raczej nie było możliwe. No tak. Wieczór, ale nie noc. Na samą myśl o tym, że ciotka i Wiktor… Ten Wiktor, który okazał się zdrajcą. I palantem. Najchętniej powiedziałaby o wszystkim ciotce, ale to by się wiązało z wyznaniem jej wielu innych rzeczy. Poza tym Tatiana też miała przed nią swoje sekrety. Alicji przypomniało się zdjęcie ciotki i Dymitriego w książce o hodowli bydła rogatego. Może warto jej o tym przypomnieć? Ale wtedy padnie czterysta dwadzieścia osiem pytań, co tam robiła, czego szukała i od kiedy interesuje się hodowlą rogacizny.

– Dziś głosowanie – powiedziała ciotka, zalewając, ku zdziwieniu (i obrzydzeniu) siostrzenicy, płatki ciepłym mlekiem. – Po południu. U nas.

– Znów u nas? Czy oni nie mogą dla odmiany nas zaprosić na herbatę?

– Chyba mamy lepszą wodę. – Mrugnęła do niej ciotka.

Alicja popatrzyła na nią podejrzliwie. Tatiana była w dobrym humorze. W doskonałym wręcz. W takim, w jakim nie miała prawa być, biorąc pod uwagę okoliczności. Czyli seks z Wiktorem to jednak coś… – pomyślała Alicja.

 

– Jakie masz plany na dziś?

Oprócz dobicia targu z Olgą, wyłudzenia ampułki, sprawdzenia, czy jest prawdziwa, zagłosowania za tym, żeby kryć Borysa do czasu rytuału, i dokonania wymiany krwi pierwszego strzygonia na glejt gwarantujący (albo i nie) święty spokój ze strony Adaszewa?

– Nic ciekawego – odpowiedziała, siorbiąc już same fusy.

Swoją drogą co to za konwersacja? Jakie masz plany na dziś? Najpierw jadę pograć w krykieta, a potem jestem umówiona z księciem Harrym na brydża. O, rany… Jakby nie wiedziała, jak to wszystko wygląda.

Alicja zerknęła na zegarek.

– Wychodzisz? – spytała ciotka, kiedy dziewczyna wkładała kubek do zmywarki.

– Tak.

– Z Borysem?

– Dlaczego z Borysem? – Alicja podniosła tak szybko głowę, że uderzyła nią w uchylone drzwiczki szafki. – Idę do Nikolaja. Porządnie zjeść. – Roztarła czoło. – Lodówka jest pusta.

Ciotka uśmiechnęła się dwuznacznie.

– Tylko się nie zasiedź – mruknęła z ustami pełnymi płatków. Zupełnie zignorowała uwagę o lodówce.

– Jest jedenasta – zauważyła przytomnie Alicja.

– Zakochani czasu nie liczą… To znaczy szczęśliwi.

Alicji zrobiło się niedobrze. Ona ewidentnie mówi o sobie. I o Szkutniku, który… Wiadomo co. Nagle coś jej przyszło do głowy.

– Wiedziałaś, że Wiktor ma tatuaż?

Tatiana podniosła głowę znad płatków i zmarszczyła brwi.

– Wiktor?

– Tak. Na wewnętrznej stronie nadgarstka.

Ciotka coraz mocniej marszczyła brwi, jakby zastanawiała się, gdzie Wiktor ma nadgarstek.

– Tak – powiedziała. – Dwa półksiężyce.

Alicja patrzyła na nią zszokowana. I to wszystko? Czy to znaczy, że ona wie? Chyba tak, skoro mówi o tym tak spokojnie.

– I co? I nic? Masz to gdzieś?

Tatiana roześmiała się.

– Ja też mam tatuaż. Johnny Depp ma tatuaż. Angelina Jolie ma mnóstwo tatuaży.

– Ja pytam o ten konkretny – zniecierpliwiła się Alicja.

Tatiana wzruszyła ramionami.

– Wiktor miał na początku wytatuowany półksiężyc. Był wyznania prawosławnego, a półksiężyc oznaczał zwycięską walkę nad pogaństwem. – Przewróciła oczami. – Potem zmądrzał i dorobił drugi półksiężyc.

– Znak Welesa…

– Właśnie. Chciał mieć taki sam jak ja. Dwa półksiężyce. To by chyba oznaczało powrót do pogaństwa, nie? – zachichotała.

– I tak ci właśnie powiedział?

Tatiana przytaknęła, wpychając do ust kolejną łyżkę płatków.

– I ty mu uwierzyłaś? – upewniła się Alicja.

– Miałam nie wierzyć komuś, z kim sypiałam? – spytała Tatiana, unosząc wysoko brew.

Nawet jeśli ten ktoś kłamie… A Alicja nie miała wątpliwości, że tak właśnie jest.


Kiedy Alicja przekroczyła próg knajpy Nikolaja, Olga już tam była. Przy tym samym stoliku co zawsze. Blada jak zawsze. Alicja zamówiła frytki i colę, ale Nikolaj, w przeciwieństwie do Olgi, skwitował jej śniadanie pobłażliwym uśmiechem.

– No widzę, że się w końcu namyśliłaś… – powitała ją kwaśno Olga. – Trochę późno…

– Lepiej późno niż wcale – mruknęła Alicja i polała frytki ketchupem.

– Co ci się tak nagle odwidziało? – Bliźniaczka przechyliła się przez stół i popatrzyła na nią podejrzliwie.

Bo potrzebna mi jest twoja ampułka? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Alicja. W myślach, oczywiście.

A potem wzruszyła ramionami.

Olga wydęła wargi.

– No tak. Czego się mogłam po tobie spodziewać? – Osunęła się na krześle. – Spodobało ci się, co?

Alicja znów wzruszyła ramionami.

– No tak – mruknęła strzyga. – Oczywiście. To było do przewidzenia.

– A tobie się nigdy nie podobało?

Tym razem Olga wzruszyła ramionami.

– Ani mnie, ani Borysowi. Nigdy nam się to nie podobało i zawsze chcieliśmy się tego pozbyć, ale nie było jak.

Alicja jakoś nie mogła w to uwierzyć.

– Jak pewnie sama zauważyłaś, z tego są same kłopoty. – Jej rozmówczyni przyjęła protekcjonalny ton swojego dziadka. – Eliza, Borys…

– No właśnie – zainteresowała się Alicja. – Jak tam Eliza?

Olga przewróciła oczami, jakby ten temat ją nudził.

– Borys przesiaduje z nią popołudniami. Konstanty też. Nie wiem, co tam robią. Pewnie ją uczą, jak wypijać krew i nie zostawić dziurki.

Alicja się skrzywiła. Ona to mówiła całkiem poważnie. Więc oni na serio chlają krew…

– Dobra, daj, co masz – powiedziała po chwili milczenia.

Olga zawahała się. Alicja struchlała. Czy ona przypadkiem nie zamierza dodać jakiegoś punktu do ich umowy?

Olga pochyliła się i podała jej pod stołem ampułkę. Alicja odchyliła się i zerknęła na nią.

– Czy ona jest autentyczna?

Olga wyglądała tak, jakby Alicja ją spytała, czy krew jest naprawdę czerwona.

– A jaka ma być? – żachnęła się.

– Nie wiem. – Alicja wzruszyła ramionami. – Skąd mam wiedzieć, czy mnie nie wpuszczasz w maliny?

– To jest prawdziwa ampułka.

– A jaką masz gwarancję, że twój dziadek jej nie podmienił? Miał oddać wszystko Radzie, więc skąd nagle prawdziwa ampułka?

– Skąd wiesz, że… – zaczęła zaskoczona bliźniaczka.

– Wiem – powiedziała Alicja, patrząc jej prosto w oczy. – Wiem, że Konstanty miał oddać wszystkie tego typu rzeczy Radzie po tym, jak został oczyszczony z zarzutów. I ponoć oddał. A teraz ty mi mówisz, że to jest autentyczna ampułka. Chyba ktoś tu kłamie… Czyli są dwie opcje: albo Konstanty nie oddał całej ampułki Cyrylowi Dobryginowi, albo oddał i ona nadal jest u Dobryginów, a ta jest fałszywa. No, chyba że w jakiś cudowny sposób wróciła do Konstantego…

Olga wyglądała na spanikowaną. Pytanie: czym? Tym, że Alicja wie o Konstantym i ampułce, czy tym, że naprawdę próbowała jej wciskać kit?

– To jest autentyczna ampułka! Mamy ją od dziadka. To znaczy… Dziadek ją ma. I to on nam powiedział, że gdyby coś mu się stało, mamy jej pilnować. Chyba znasz już Konstantego… Nie rzuca słów na wiatr.

No tak. Tyle że strzyga zapomniała o drobnym szczególe – że jej dziadek nic nie wie o tym, że wyniosła ampułkę. I to na zawsze.

– Czy ty naprawdę nie potrzebujesz tej ampułki? – spytała nagle Alicja.

Olga pokręciła głową.

– W życiu. Nie mam najmniejszego zamiaru wracać do… tego. Oczywiście jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.

– A nie pomyślałaś, że ona może się przydać w inny sposób? Nie tobie, ale komuś, na kim ci zależy?

Olga się skrzywiła.

– Z tego nigdy nie ma nic dobrego. Uwierz mi na słowo.

Alicja nie wierzyła. Nie mogła też uwierzyć w to, że bliźniaczka naprawdę jest tak prawa i szlachetna, że ma to wszystko w nosie. To chyba niemożliwe. Przecież nawet święty Konstanty od Strzygoni też miał szaloną młodość. A młodość Olgi jest taka… nudna. Alicja zaczęła się gubić we własnych myślach.

– Jak możemy sprawdzić, czy ampułka jest prawdziwa? – spytała nagle.

– Nie możemy – prychnęła Olga. – Wiesz, jak się sprawdza, czy to prawdziwa krew?

Alicja zgłupiała. Oczywiście, że nie wiedziała.

– Ona nie działa na nas, jeśli wiesz, o czym mówię… – Jej rozmówczyni popatrzyła na nią porozumiewawczo.

– Uhm… – mruknęła Alicja, chociaż nic nie rozumiała.

– Trzeba ją sprawdzić na jakimś cywilu. Najprościej będzie skaleczyć go i zobaczyć, czy kropla zabliźni ranę, kumasz?

Alicja pokiwała głową. Świetnie. Jeszcze tylko tego brakowało…

– No dobra. Zobaczymy.

– To jest prawdziwa ampułka – warknęła Olga.

Alicja lubiła ją jeszcze mniej niż wcześniej. O ile to było w ogóle możliwe.

– Powiedziałam: zobaczymy.

Olga poruszyła się niespokojnie, kiedy Alicja wstała.

– Weźmiesz udział w rytuale, prawda?

– Deal to deal – mruknęła Alicja.

– Tylko dla tej ampułki?

– To cię chyba nie powinno obchodzić. Zgodziłam się, tak?

Olga zacisnęła zęby.

– Wiesz, że dziś jest głosowanie w sprawie mojego brata?

– Wiem.

– Chyba nie zagłosujesz przeciw?

– Jak mogłabym zagłosować przeciw, skoro już się zgodziłam wziąć udział w rytuale?

– Nie wiem, nie ufam ci.

– I dobiłaś ze mną targu przed chwilą? – zdziwiła się Alicja.

Olga uśmiechnęła się lekko, ale w jej uśmiechu było coś niepokojącego.

– Uważaj. Ja też potrafię pokazać pazury.

Alicja skwitowała to kpiącym wyrazem twarzy.

– No to witaj w klubie.

Alicja nie wyszła z knajpy. Poszła do toalety, ale najpierw upewniła się, że bliźniaczka zniknęła.

W damskiej stał już oparty niedbale o umywalkę Nikodem.

– Nie wydaje ci się to trochę…

– …niestosowne? – Wydął wargi.

– Niebezpieczne? – poprawiła go Alicja. – Nie możemy się pokazywać razem publicznie.

– Lubię, jak jest niebezpiecznie.

Alicja przewróciła oczami i podeszła do drzwi. Zamruczała coś pod nosem.

– Co robisz? – zdziwił się Nikodem. – Blokowanie dostępu w takim miejscu jest trochę głupie, nie uważasz?

– Nie blokuję dostępu. – Alicja uśmiechnęła się pod nosem. – To formuła zapomnienia. Każdy, kto znajdzie się pod tymi drzwiami, wróci się, bo zapomni, po co przyszedł.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?