Gdzie Diabeł mówi dobranoc Tom 1 Księżyc jest pierwszym umarłymTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Niby co? – Alicja skrzyżowała ręce na piersi.

– Że jesteś guślnicą.

– Czym, do cholery?

– Wiedźmą, matochą, czarownicą. – Natasza śmiała się w głos.

– Zamknij się! – wrzasnęła Tatiana.

Alicja złapała się za czoło. Czy im wszystkim pomieszało się w głowach po tym, co stało się na drodze, czy to może z nią jest coś nie tak?

– Ona ma rację. Jesteś… czarownicą. Jesteś… jedną z nas – przytaknęła ciotka.

– Z nas? Z jakich „nas”?

– Jedną z tych, których własny przodek poświęcił diabłu – powiedziała cicho Olga.

Alicja zaczęła gorączkowo myśleć. Ktoś jej o tym opowiadał… Kto to był? Wiktor! Wiktor i ta śmieszna historyjka o czarcim kamieniu! Usiłowała sobie przypomnieć, o czym dokładnie mówił, ale była zbyt skołowana, żeby myśleć trzeźwo. Spróbowała się skupić.

– Było ich czterech… – zaczęła. – Spotkali się przy kamieniu, żeby wywołać diabła…

– Tak… – Tatiana obejrzała się na bliźnięta, ale one pokręciły tylko głowami. – Osip Zemrow, Mikołaj Dobrygin, Paweł Soficz i… Igor Korsakow. Pierwszy Igor Korsakow.

Alicja czuła się tak, jakby miała wysoką gorączkę. Próbowała sobie przypomnieć więcej z historii Wiktora, ale chyba nie słuchała go zbyt uważnie.

– Obiecali… – Alicja zmarszczyła z wysiłku czoło. – Obiecali mu, że w każdym pokoleniu urodzi się… urodzi się jedna osoba obdarzona jakąś… jakąś… mocą. I…

Tatiana patrzyła na nią, wciąż przygryzając wargę.

– I… – Alicja się zacięła.

Zaczęło do niej docierać, o co w tym wszystkim chodzi. Jest częścią historii, którą opowiadał jej Wiktor.

– To niemożliwe… – Coraz bardziej zawzięcie kręciła głową. – Nie. Nie. I jeszcze raz nie!

– Możliwe – powiedziała z przekonaniem Tatiana. – Myślisz, że byś przeżyła to… co się tu stało, gdyby nie… – Pokazała ruchem głowy na drogę.

Alicja popatrzyła w ciemność, gdzie rozpłynęły się wilki.

– Ja…

– Narysowałaś czarci krąg. Nie ma do niego dostępu nikt oprócz ciebie. I tego, kogo do niego zaprosisz. – Tatiana mówiła powoli, jakby tłumaczyła jej równanie z matematyki. – Możesz go zrobić w każdej chwili. Kiedy tylko grozi ci niebezpieczeństwo. O ile, oczywiście, nie natkniesz się na kogoś silniejszego, kto przerwie krąg i wejdzie do środka.

– Ale… jak? – Alicja patrzyła na krąg, który ponoć ona narysowała, a zupełnie nie mogła sobie tego przypomnieć. – Przecież…

– Dziewicom też się to zdarza – mruknęła Natasza.

Alicja posłała jej wściekłe spojrzenie i już otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale ubiegł ją Borys:

– Dziewica to ktoś, kto posiada magiczne umiejętności, ale jeszcze o tym nie wie. Albo jeszcze nie umie ich używać.

Alicja popatrzyła pytająco na ciotkę, a ta pokiwała z przekonaniem głową.

Dziewczyna prawie się roześmiała.

– To dlatego oni mnie tak nazywali…

– Kto? – Ciotka zmarszczyła brwi.

– Nikodem. I Dymitri – odpowiedziała Alicja, będąc myślami gdzieś bardzo daleko.

– Dymitri?! – Tatiana aż podskoczyła. – Kazałam ci trzymać się od niego z daleka!

– No wybacz. Nie myślałam, że będzie za mną łaził, więc trudno mi było trzymać się od niego z daleka.

– Co? Kiedy? Gdzie?

– Na cmentarzu – podpowiedziała Natasza.

– Co on ci zrobił? – Tatiana zignorowała Nataszę. Bliźnięta przysunęły się bliżej, wyraźnie zaniepokojone.

– Nic. Ale nie wyglądał, jakby chciał pograć ze mną w warcaby – skrzywiła się Alicja.

– Dziwne… – zamyśliła się Tatiana. – Przecież miałaś przy sobie sól…

– Co? – Alicja zmarszczyła brwi.

– Zaszyłam ci sól w podszewce. – Tatiana podeszła i uniosła połę kurtki siostrzenicy, upewniając się, czy zawiniątko nadal tam jest.

Alicja pomacała podszewkę. Poczuła niewielkie zgrubienie.

– Co, do…

– Sól chroni przed urokami i złymi mocami – wyjaśniła Olga głosem Krystyny Czubówny z programu przyrodniczego.

– No jak widać, nie podziałało – mruknęła złośliwie Alicja, po czym przypomniała sobie, że przecież zdjęła kurtkę podczas tej idiotycznej pogoni za wiewiórką i nie miała jej na sobie, kiedy rozmawiała z Dymitrim.

– Czy on… ci coś zrobił? – spytała ostrożnie Tatiana.

– Nie. Tylko mi groził. Tylko! – obruszyła się. – A potem pojawił się ten cały Nikodem i kazał mi spadać. Nie wiem, w co się bawili dalej. – Wzruszyła ramionami.

– Nikodem? – Tatiana odwróciła się do Olgi i Borysa, ale ci wyglądali na tak samo zdziwionych jak ona.

– Słuchaj, o co w ogóle chodzi z tym wszystkim? I z tym Dymitrim. Dałaś mu kosza czy co, że teraz nienawidzi nie tylko ciebie, ale i całą twoją rodzinę? – spytała nagle Alicja.

– Nooooo… dała! I to jakiego – zarechotała Natasza.

Alicja zupełnie zapomniała, że ona wciąż tu jest.

– To skomplikowane… – zaczęła Tatiana.

– Tak to sobie możesz ustawić status na Facebooku! – syknęła Alicja. – Gadaj, do cholery, o co tu chodzi, bo przestaje mnie to bawić!

Tatiana potarła dłonią skroń.

– Nie tak to miało wyglądać… – Ciotka wydawała się być załamana. – Mieliśmy cię na to przygotować. Miałaś najpierw zaprzyjaźnić się z bliźniakami. Oni mieli cię powoli wprowadzić. Dlatego Borys…

– Czekaj, czekaj. – Alicja zmarszczyła brwi, jakby myślenie sprawiało jej większą trudność niż zwykle. A może właśnie tak było… – O czym ty mówisz? Zaplanowałaś wszystko? Dlatego tak mnie zachęcałaś, żebym trzymała się tylko z nimi. A on? – Pokazała na Borysa. – Miał mnie uwieść czy co?

Chłopak sprawiał wrażenie mocno zakłopotanego. Alicja poczuła się zażenowana, ale chwilę później pomyślała, że to chyba nie ona powinna się tak czuć.

– To nie tak… – Tatiana wyglądała tak, jakby jej misterny plan runął, zanim się na dobre rozpoczął. A może właśnie runął…

– Dobra, masz pięć minut. – Alicja skrzyżowała ręce na piersi.

– OK – Tatiana westchnęła. – No więc o tym, że jesteś jedną z nas, to już chyba nie muszę ci przypominać. Właściwie to ja liczę się już mniej, bo z mojego pokolenia zostaliśmy tylko ja i Dymitri. Ale w waszym… ty, Natasza, Borys, Olga i Nikodem.

– I wy wszyscy jesteście tymi… guślicami? – Skrzywiła się Alicja.

– Guślnicami, kretynko – syknęła Natasza. – I nie, nie jesteśmy.

– Nie, tylko ty i ja jesteśmy guślnicami – wytłumaczyła jej Tatiana. – Natasza jest nocnicą. Borys i Olga – strzygoniami. A Nikodem…

– Czym? – Alicja potrząsnęła głową z niedowierzaniem. Czuła się, jakby oglądała Animal Planet nadawany ze Sri Lanki. I to jeszcze tłumaczony na macedoński.

– Natasza jest nocnicą, czyli taką… powiedzmy, nocną wiedźmą – zaczęła Tatiana.

– Która od czasu do czasu dusi w nocy ludzi w ich łóżkach i włazi w ich sny, żeby się moczyli w nocy ze strachu – zarechotała Natasza.

Tatiana zignorowała jej rechot.

– Bliźniaki są strzygoniami, czyli… inaczej… eeee…

– Edward i Bella. Pogłówkuj, księżniczko – zachęciła ją Natasza.

– Jesteście… wampirami? – Alicja skrzywiła się. – To jakiś obłęd… A co z Nikodemem? – przypomniało jej się nagle.

– Nikodem to wilkodlak. Wilkołek.

– Wilkołak… – Alicja pomyślała, że za chwilę naprawdę sama poprosi ciotkę o odwiezienie do Tworek.

– Czyli Dymitri…

– Tak. To też wilkołak.

Alicja przez chwilę milczała. Usiłowała pozbierać myśli.

– W każdym pokoleniu rodzi się zawsze jedna osoba, na której ciąży klątwa przodka – ciągnęła ciotka. – I zawsze jest to ta sama klątwa. Nie możesz być nikim innym niż tym, na co skazał cię twój przodek. U Dobryginów zawsze rodzi się wilkołak, u Zemrowów – strzyga albo strzygoń, u Soficzów – nocnica albo dusiołek, u Korsakowów – guślarz albo guślnica. I tak jest od zawsze. W moim pokoleniu padło na mnie.

– Ale mama… Czy ona…? – Alicja nie miała odwagi dokończyć.

Tatiana pokręciła głową.

– Wiktor mówił, że to można jakoś przerwać… – zaczęła Alicja.

– Wiktor? – Tatiana zmarszczyła brwi. – Rozmawiałaś o tym z Wiktorem?

– Opowiadał mi jakąś śmieszną historyjkę o tej całej klątwie. Sam, zdaje się, w ogóle w to nie wierzy…

Ciotka uśmiechnęła się pobłażliwie.

– Tak. Można ją złamać. Jeśli zbierze się czwórka dotkniętych potomków z jednego pokolenia i odwoła diabła.

– I nikomu się to jeszcze nie udało… – bardziej stwierdziła, niż zapytała, Alicja.

– Nie. Ale raz było blisko… – Tatiana zagryzła wargi. – Prawie nam się udało.

– Nam? Czyli komu?

– Nam. Mojemu pokoleniu. Zebraliśmy się w czwórkę. Odszukaliśmy kielich, inwokację i… i chcieliśmy odprawić rytuał odwołania.

– I co?

– Nie udało się.

– Bo?

Tatiana zamilkła.

– No powiedz, dlaczego nie wyszło – syknęła Natasza. – Albo raczej dzięki komu nie wyszło…

Alicja przyjrzała się uważnie Tatianie.

– Przez ciebie???

Tatiana wypuściła długo wstrzymywane powietrze.

– Dymitri nie chciał brać udziału w rytuale. Ktoś go musiał przekonać… Poza tym… Żeby mieć większą pewność, że rytuał się powiedzie, potrzebna jest naturalna magia, a taką właśnie magię zapewnić miało…

– Uczucie miłości albo pożądanie – dopowiedziała Alicja.

Tatiana spojrzała na nią zdziwiona.

– No tak. Wiktor. – Uśmiechnęła się lekko. – Tak. Więc zadbaliśmy i o to.

– To znaczy?

Tatiana milczała.

– No powiedz jej – warknęła Natasza. – Powiedz, co zrobiłaś.

Tatiana nie powiedziała ani słowa.

– Rozkochała w sobie Dymitriego – odpowiedziała za nią Natasza.

Alicja nie wierzyła własnym uszom.

 

– Co??? Tego Dymitriego?

– Tego, tego – przytaknęła Natasza.

– Czy on… naprawdę… – Alicji trudno było w to uwierzyć.

– Naprawdę. – Tatiana w końcu zabrała głos. – Ale w trakcie rytuału wszystko się wydało…

– Że to była ściema z twojej strony, tak?

– Tak.

– I ty się dziwisz, że się wkurzył??? – zauważyła Alicja. – Jezu, nic dziwnego, że cię nienawidzi. I co było dalej?

Tatiana się zacięła.

– No dalej, dalej – zachęcała ją Natasza. – Powiedz, co było dalej. Kto przypłacił to życiem.

– Co? – Alicja spojrzała na ciotkę z przerażeniem w oczach.

– Rytuał nie przebiegł… tak, jak powinien. Dymitri się wściekł. Była pełnia. Nie kontrolował się do końca, tak jak podczas innych faz księżyca. I… zabił swoich przyjaciół. Olega Zemrowa…

– Naszego wuja – powiedział cicho Borys.

– I Marinę Soficz.

– Moją ciotkę – dopowiedziała Natasza.

– Nie mieliśmy żadnych szans, żeby to dokończyć. Ale wy wciąż macie.

– My?

– Ty, bliźniaki i Natasza. Jest was czwórka.

– Mnie do tego nie mieszaj – syknęła Natasza.

– Zamknij się! – Tatiana straciła cierpliwość. – Wiem, że masz dość tego wszystkiego, jak i my wszyscy, więc nie ściemniaj, że masz to gdzieś. Chcesz, żeby cię spotkało to samo, co ciotkę? Albo rodziców?

Natasza zamilkła.

– Ale… czy nie powinien być jeszcze Nikodem? – zauważyła przytomnie Alicja. – Po jednym z każdej rodziny?

– Tym razem natura jest po naszej stronie – uśmiechnęła się Tatiana. – Nikt nie przewidział przyjścia na świat bliźniaków. Jest czwórka z jednego pokolenia. To wystarczy.

Alicja milczała. Próbowała zebrać to wszystko do kupy, ale czuła, że to się kupy nie trzyma.

– I co teraz? – spytała w końcu.

– Trzeba przeprowadzić rytuał – powiedziała stanowczo Tatiana. – Mamy mało czasu. Dziady za miesiąc.

– Dziady?

– Rytuał przywołania diabła odbyć się musiał w jedną z dwóch nocy, podczas których można nawiązać kontakt z duchami przodków, ale też ze złymi duchami. Mogła to być równie dobrze noc dziadów z trzydziestego pierwszego października na pierwszego listopada.

– Pierwszego listopada? Przecież to Święto Zmarłych! – zdziwiła się Alicja.

– Zaczynasz, widzę, łapać – ucieszyła się Tatiana. – Dawniej, przed pojawieniem się chrześcijaństwa, Słowianie obchodzili dziady. Wierzyli, że dusze ich przodków są tej nocy razem z nimi, więc przynosili na cmentarz, co mieli najlepszego. Jedzenie, picie, czasem nawet wódkę. Rozpalali też ogień, żeby dusze nie zabłądziły w ciemności.

– No to tak jakby Halloween, tyle że bez dyni – mruknęła Natasza.

– To było bardzo ważne święto, także dla tych, którzy parali się magią. Każdą magią, żeby było jasne. Chrześcijaństwo to wypleniło, bo uznało, że jest pogańskie.

– A potem jak gdyby nigdy nic wymyślili sobie sami pierwszy listopada. Chociaż wymyślili sami to chyba za dużo powiedziane… – parsknęła Natasza.

– I myślisz, że właśnie wtedy… – zaczęła Alicja.

– Wtedy albo wiosną. To nie jest akurat pewne. Mogło to być równie dobrze w nocy z ostatniego dnia kwietnia na pierwszego maja. W noc Walpurgi. Noc zmarłych, ale też wszelkich magicznych, nadprzyrodzonych postaci, w tym też złych duchów. My postawiliśmy na noc Walpurgi.

– I co teraz? – spytała Alicja.

– Teraz, kiedy mamy czterech potomków, możemy dokończyć rytuał. Dlatego tak bardzo czekaliśmy na ciebie…

– Dokończyć? – Alicja popatrzyła na nich w osłupieniu. – Chyba nie mówicie serio?

Chociaż to pytanie było zbędne. Zważywszy na to, co się tu działo, pytanie, czy żartują, było co najmniej nie na miejscu.

– Teraz musicie znaleźć kielich i inwokację potrzebną do odwołania diabła. A potem odprawić rytuał.

– Bułka z masłem – mruknęła Alicja.

– No nie wiem – odezwała się nieoczekiwanie Natasza. – Nikt nie wie, gdzie on jest.

– Gdzie jest diabeł? – parsknęła śmiechem Alicja.

– Kielich, idiotko – syknęła Natasza. – Chyba ty go widziałaś ostatnia, więc chyba to jest pytanie do ciebie – zwróciła się do Tatiany.

– Nie wiem, co się z nim stało – przyznała Tatiana. – Nie macie pojęcia, co się tam działo. Tego nie da się opisać. To była… rzeź. Nikt nie zastanawiał się nad kielichem. A potem… Potem żadne z nas nie mogło go znaleźć.

– Może to sprawka Dymitriego… – zaczęła ostrożnie Alicja.

– Dymitri? Ukradł kielich? – Natasza zaniosła się śmiechem.

Tatiana pokręciła głową, a bliźniaki spojrzały na Alicję prawie z politowaniem.

– Dymitriemu zależy tak samo jak nam na odnalezieniu kielicha – powiedziała Tatiana.

– Niby dlaczego?

– Żeby go zniszczyć.

– Zniszczyć?

– Jeśli go zniszczy, nikt nigdy nie przełamie klątwy – westchnął Borys, jakby Alicja nadal nie rozumiała, że dwa i dwa daje cztery. – A o to mu właśnie chodzi.

– Przecież brał udział w tym… rytuale, więc… – zaczęła Alicja. – A… rozumiem. Miał wtedy inne powody. – Zerknęła na Tatianę. – Czyli teraz będziemy się z tym bujać, bo czyjeś ego zostało urażone. – Rzuciła złośliwe spojrzenie ciotce.

– Jedyne, co wiemy, to to, że on też go szuka, tylko trochę… w innym celu. – Tatiana zignorowała natarczywy wzrok siostrzenicy.

– Skąd wiesz, że go nie znalazł i nie zniszczył?

– Wierz mi. Wiedzielibyśmy o tym.

– A niby skąd?

– Nie możesz ot tak zniszczyć kielicha. To nie jest papierowy kubek, który możesz zgnieść i wyrzucić do kosza. Musisz użyć magii zniszczenia. Znać zaklęcie. I do tego wszystkiego potrzebne są trzy obciążone klątwą osoby.

– Nagle tylko trzy osoby? – Alicja miała wrażenie, że tylko ona tu jeszcze jakoś logicznie myśli. Chociaż jeśli weźmie się pod uwagę, o czym tu teraz rozmawiają, to powinna już dawno siedzieć w gustownym kaftanie wiązanym z tyłu.

– Magia zniszczenia odwołuje się do trójcy. A właściwie do trzech księżyców: młodego, pełnego i starego. Wszystkie najpotężniejsze zaklęcia odwołują się do trójki, więc…

– No dobra, on i Nikodem to już dwie osoby – zaczęła Alicja. – Faktycznie, trochę mało. Musieliby znaleźć kogoś trzeciego.

Wszyscy spojrzeli równocześnie na Alicję.

– Że niby ja???

– Nikt inny nie wchodziłby pewnie w grę. – Tatiana pokiwała głową. – Nikt z nas by mu nie pomógł. Nawet Natasza.

– No raczej – mruknęła Natasza.

– Więc pewnie liczył na ciebie. Nie wiedział tylko, że jesteś…

– …dziewicą – dokończyła Alicja.

– Właśnie. Pewnie miał jakieś plany wobec ciebie. Albo myślał, że wiesz, gdzie jest kielich, lub że przydasz mu się do… czegoś – dokończyła Tatiana niepewnie.

– Co miał zamiar zrobić ze mną na tym cmentarzu? – spytała nagle Alicja.

– Pewnie zmusić cię do wzięcia udziału w rytuale albo…

– …albo zabić, żebyście wy nie mogli odprawić swojego – dopowiedziała Alicja.

Zrobiło się cicho.

– Czyżbym trafiła w dziesiątkę?

– Można tak powiedzieć – mruknęła Natasza.

– To dlaczego ten cały Nikodem kazał mi uciekać, skoro im obu zależy na tym, żebym zniknęła? Bo chyba raczej nie gra w waszej drużynie…

– Raczej nie – uśmiechnęła się lekko Tatiana.

– Raczej na pewno nie! – odezwała się nagle Olga.

Tatiana się zasępiła.

– Nie mam pojęcia, o co chodzi. Może mają jakiś zatarg między sobą. Lepiej się do tego nie mieszać.

– I co teraz? – spytała Alicja.

– Teraz, skoro już jesteś z nami, możemy zacząć przygotowania do rytuału – powiedziała Tatiana.

– Pod warunkiem że znajdziemy kielich… – rzuciła Natasza.

– Czekajcie, czekajcie. – Alicja podniosła nagle rękę. – Czy to znaczy, że teraz mam z wami szukać jakiegoś kielicha z jedenastego wieku, żeby potem w jakieś dziady czy inne dziadostwo brać udział w rytuale odwołującym diabła?

– Taaa… Chyba trafnie to ujęłaś – podsumowała Natasza.

– Więc… – Tatiana spojrzała na nią pytająco. – Zgadzasz się?

Bliźniaki wpatrywały się w Alicję wyczekująco. Nawet Natasza przyglądała jej się z ciekawością.

– Jasne!

– Serio? – ucieszyła się Tatiana.

– Oszalałaś? – warknęła Alicja. – Wszyscy oszaleliście? Wampiry? Czarownice? Odwoływanie diabła? Pogięło was?!

– Posłuchaj… – zaczęła Tatiana.

– Nie mam najmniejszego zamiaru! Po to było to wszystko? Po to zabrałaś mnie od ciotki Meli? Żebym brała udział w jakichś waszych chorych zabawach? Powinnaś się leczyć! Wszyscy powinniście się leczyć!

Natasza zaczęła się śmiać.

– Alicja… – Tatiana próbowała jej przerwać.

– Jesteście nienormalni! Ktoś w ogóle wie, co tu robicie? Nie, no pewnie, że nie wie, bo inaczej wszyscy siedzielibyście u czubków! Pieprzę was wszystkich! A teraz, jeśli pozwolisz, chciałabym wrócić do domu. – Alicja wyminęła Tatianę i zaczęła iść w stronę, z której, jak jej się wydawało, nadeszła razem z bliźniakami.

Tatiana została w tyle.

Zdaje się, że mówiła jeszcze coś do bliźniaków, ale Alicja nawet się nie odwróciła, tylko szła szybko przed siebie. Była tak wściekła, że w ogóle już jej nie przeszkadzało, że jest ciemno choć oko wykol. Złość sprawiła, że zniknął cały strach. Zresztą słyszała za sobą kroki Tatiany, więc nie musiała się obawiać, że zabłądzi.

Powiał chłodny wiatr i Alicję przeszedł zimny dreszcz.

Ze złością wsadziła ręce do kieszeni. Poczuła jeszcze większy chłód.

Zapomniała, że w kieszeni wciąż ma tę nieszczęsną pizzę.

Rozdział trzeci

– Co ty wyprawiasz?! – krzyknęła Tatiana, wpadając do pokoju Alicji.

Alicja klęczała na podłodze i wrzucała do walizki wszystko, co tylko wpadło jej w ręce, nie siląc się nie tylko na układanie czegokolwiek, ale nawet na niemieszanie ubrań czystych z tymi wyjętymi z kosza na brudną bieliznę.

– Wiosenne porządki. A jak myślisz, co robię?! Wracam do Warszawy! – Alicja próbowała dopchać kolanem walizkę, a kiedy to nie pomogło, usiadła na niej, żeby ją domknąć.

– Oszalałaś???

– Ja??? Po tym, co tutaj widziałam, to nie tylko bez problemu będę mogła wrócić, ale i nigdy więcej nie będę musiała cię oglądać, bo na pewno skończysz w kaftanie! – Walizka uparcie nie chciała się domknąć.

– Posłuchaj… – Tatiana zaczęła już spokojniej. – To nie jest dobry pomysł…

– Nic więcej do mnie nie mów, słyszysz?! Wracam do Warszawy, a ty się lepiej martw, żebym nie zgłosiła tego na policję.

– Jak zamierzasz się stąd wydostać bez samochodu? – Ciotka założyła ręce na piersi.

– Nie wiem. Może na latającym dywanie. Albo nie. Może lepiej na miotle – rzuciła dziewczyna złośliwie.

– Alicjo, daj sobie wytłumaczyć, że…

– Zamknij się! Nie chcę tego słuchać! Nic dziwnego, że mama nic mi o was nie mówiła. Nie chciała was znać! Jesteście wszyscy powaleni! – Alicji w końcu udało się zasunąć walizkę. Próbowała przepchać ją nogą do wyjścia, ale Tatiana stanęła w drzwiach.

– Z drogi! – rzuciła Alicja.

Tatiana ani drgnęła.

Alicja wyjęła telefon z tylnej kieszeni spodni i zaczęła wybierać numer.

– Co robisz? – warknęła Tatiana.

– Dzwonię do ciotki Meli – mruknęła Alicja, przytrzymując telefon barkiem. – Niech przyjedzie i mnie stąd zabierze, zanim…

Tatiana jednym szybkim ruchem wyrwała jej aparat.

– Oddawaj! – syknęła Alicja, ale Tatiana podniosła wysoko rękę.

– Nie, dopóki się nie uspokoisz i nie porozmawiamy na spokojnie.

– Oddawaj! – Alicja chwyciła ciotkę za przegub.

Ale ta była szybsza.

Zamachnęła się i rzuciła telefonem o ścianę.

Aparat rozpadł się na dwoje.

Alicja zamarła. Otworzyła usta, ale nie była w stanie nic powiedzieć.

– Nie radzę. – Tatiana pokręciła głową. – Nie radzę ci ze mną zadzierać. Nie muszę uciekać się do magii, żeby przywołać cię do porządku.

Alicja wycofała się w głąb pokoju. Nie miała słów na to wszystko. Usiadła na łóżku, patrząc na swój telefon leżący pod ścianą. A właściwie na dwa telefony… Poczuła się kompletnie bezsilna. I bardzo zmęczona. Może po prostu tu zostanie i zacznie gapić się w ścianę tak długo, aż oszaleje. Jak oni wszyscy. I wtedy w ogóle nie zrobi jej różnicy, czy oni tu odwołują diabła, czy Latającego Potwora Spaghetti.

Nagle usłyszała dzwonek. Przez moment pomyślała, że to jej smartfon, ale był to telefon ciotki.

 

– Tak? – odebrała Tatiana, nie spuszczając Alicji z oka. – Co? Kiedy? Myślisz, że… Tak, oczywiście. Jasne, nie ma problemu. Daj mi tylko chwilę.

Alicja zerknęła w stronę ciotki. Obiecała sobie, że nie odezwie się do niej do końca życia. Za te brednie o wywoływaniu czy odwoływaniu diabła. I za telefon. Jak teraz o tym pomyślała, to chyba nawet bardziej za telefon. Ale jak ma się siedemnaście lat, ciekawość bywa równie silna jak gniew. A może silniejsza… Alicja wpatrywała się uparcie w Tatianę, kiedy ta pisała coś szybko na klawiaturze. Wreszcie podniosła głowę i odczytała pytający wzrok Alicji.

– Dzwonił Wiktor – powiedziała, pochylając się znów nad smartfonem. – Zaginęła dziewczyna. Jest organizowana akcja poszukiwawcza i całe miasteczko się włącza.

– Jaka dziewczyna? – Alicja zapomniała na moment, że jest wściekła na ciotkę.

– Eliza Karika. Powinnaś ją znać.

– Niby czemu? – burknęła Alicja.

– Jest tylko jedna Eliza w całej szkole.

Jest tylko jedna Eliza w szkole… No tak. Oczywiście. Eliza Idealny Przedziałek. Eliza „Chętnie oprowadzę cię po szkole”. Eliza „Wpiszę to sobie potem w CV”.

– Jak to zaginęła?

– Normalnie. – Ciotka wzruszyła ramionami.

– Tu chyba nie jest tak łatwo zaginąć, co? To miasteczko można przejść w piętnaście minut. I to w tę i z powrotem. Jak można tu zaginąć?

Zaraz jednak pomyślała o tym, że wydawało jej się, że nie ma takiej opcji, żeby się zgubić, a jednak zgubiła się. I to niejeden raz. I za każdym razem, kiedy się gubiła, działy się dziwne rzeczy. Niebezpieczne rzeczy, należałoby dodać gwoli ścisłości.

– Jak widać, można.

Alicja poczuła nieprzyjemne mrowienie na karku.

– Nie masz pojęcia, co się tu dzieje – mruknęła ciotka, pisząc kolejnego SMS-a.

– Trochę chyba jednak mam…

Alicja zaczęła przygryzać palce. A jeśli ta dziewczyna tak jak ona wracała po ciemku i…

Nie, nie da się zwariować. Nie ma mowy!

Tatiana skończyła pisać.

– I co? Nadal się gdzieś wybierasz? – rzuciła.

Alicja milczała.

– Posłuchaj. – Ciotka podeszła do niej, przykucnęła i oparła dłonie o jej kolana. – Wiem, że to, co się wydarzyło przez ostatnie kilka godzin, jest dla ciebie dużym… szokiem.

– Szokiem? – żachnęła się Alicja.

– Naprawdę nie tak miało to wyglądać. Miałaś być przygotowywana stopniowo. Nie wyszło. Dlatego musisz przejść przyspieszony kurs…

– …bycia wiedźmą?

– Coś w tym rodzaju – uśmiechnęła się Tatiana. – Teraz posłuchaj mnie uważnie, bo to nie jest dobra pora na żarty. Jak zresztą zauważyłaś, nie jesteś tu całkiem bezpieczna. Ale nigdzie teraz nie jesteś bezpieczna. Paradoksalnie tutaj nic ci nie grozi, bo tylko my możemy ci pomóc. Tylko my wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Nigdzie indziej nie poradzisz sobie sama. Przynajmniej na razie.

Alicja myślała gorączkowo.

– Te wilki…

– Tak?

– Nie byliście jakoś szczególnie zdziwieni…

– Nie. – Ciotka pokręciła głową.

– Wiedzieliście…?

– Domyślaliśmy się.

– Czy to był… Dymitri?

– Zdecydowanie tak.

Alicja głośno wypuściła powietrze. Zaczynało jej się kręcić w głowie.

– Co teraz? – spytała w końcu.

– Teraz musimy znaleźć tę dziewczynę. – Tatiana podniosła się z kucek.

– Myślisz, że coś jej się stało?

– Jeśli tutaj ktoś ginie, to bardzo rzadko udaje się go znaleźć żywym.

Alicję mimowolnie przeszedł dreszcz.

– Nie żartujesz, prawda?

– Nie. Dlatego siedzisz tu kamieniem i nie dzwonisz do żadnej ciotki, chyba że tą ciotką jestem ja.

Alicja spojrzała na rozbity telefon.

– Jasne – mruknęła.

Tatiana sięgnęła po telefon siostrzenicy i złożyła go w jedną całość.

– Proszę. Tylko zrób z niego dobry użytek.

Alicja popatrzyła zdziwiona na aparat.

– Spokojnie. Żadne czary-mary. Umiem składać rozsypane telefony. Tak samo jak wkręcać żarówki. I naprawiać kran. – Tatiana wzruszyła ramionami.

Kiedy wyszła z pokoju, Alicja nadal siedziała jak oniemiała. I co? Teraz jak gdyby nigdy nic zostawi ją w domu? Po tym, jak chciała się spakować i wyjechać? Po tym, jak usłyszała, że nie jest tu bezpieczna? Jak ona sobie to wszystko wyobraża?!

Alicja zbiegła na dół.

Ciotka właśnie wkładała kurtkę.

– Zostawiasz mnie? – spytała podejrzliwie Alicja.

– Tak.

– Nie boisz się, że…

– Nie. – Głośno zasunęła zamek kurtki i otworzyła drzwi.

Alicja chciała wyjść za nią, ale nagle stanęła jak wryta. Nie mogła zrobić ani kroku dalej. Spojrzała pod nogi. Wzdłuż progu usypana była biała ścieżka. No tak. Sól.

– Chyba żartujesz… – jęknęła Alicja.

– Sól plus formuła ochronna – uśmiechnęła się triumfująco Tatiana. – Każde drzwi i każde okno w tym domu są zabezpieczone zaklęciem blokującym dostęp. Nie wyjdziesz stąd, choćbyś nie wiem jak chciała.

– Ale wejść może każdy, tak? – zauważyła przytomnie Alicja.

Tatiana zawahała się.

– Na tyle, na ile mogłam, zabezpieczyłam dom – powiedziała dyplomatycznie. – Nic nie wejdzie samo, o ile ty sama tego czegoś nie zaprosisz.

– Jezu, czyli jednak muszę zaprosić wampira, żeby mógł wejść? – Alicja skrzywiła się lekko.

– Że co?

– Tak było w Czystej krwi… – mruknęła Alicja.

– Co za brednie… – Ciotka wysoko uniosła brwi. – Chodzi mi o to, żebyś uważała. Żadnego wpuszczania staruszek zbierających na lekarstwa, Cyganek prawdę mówiących, zabiedzonych kotków, piesków, chomików…

– Nie lubię kotków, piesków, o chomikach nie wspomnę – mruknęła Alicja.

– I bardzo dobrze. W razie czego dzwoń.

Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom.

– W razie czego dzwoń? Zostawiasz mnie tu całkiem samą, zasypujesz solą cały dom, mówisz, że coś wlezie, jeśli sama to coś zaproszę, i mówisz mi: w razie czego dzwoń?!

Tatiana zastanowiła się chwilę, po czym zdjęła z nadgarstka jakąś metalową bransoletkę i wsunęła na jej przegub.

– Ale i tak w razie czego dzwoń.

I zamknęła drzwi.

Alicja patrzyła tak intensywnie na zamknięte drzwi, jakby miały do niej co najmniej przemówić. Nie przemówiły. Zawahała się. Jeszcze raz próbowała przekroczyć próg. Nie dało się. Zupełnie jakby napotkała niewidzialną ścianę. Zmarszczyła brwi. Podeszła do okna w kuchni. To samo. Drzwi z tyłu domu. To samo. Okno w jej pokoju. To samo. Dalej nie chciało jej się sprawdzać. Faktycznie jest uziemiona. I to dosłownie. Ciotka musi to opatentować i zacząć sprzedawać rodzicom nastolatków, którzy nie mogą sobie dać rady z łamiącymi zasady szlabanu dzieciakami. No ale przynajmniej ma cały dom dla siebie. Tylko co ona ma tu teraz robić? Próbowała jakoś poskładać do kupy to wszystko, co się dziś wydarzyło, ale miała wrażenie, że ten dzień był długi niczym rok i poskładanie wypadków zajmie jej kolejne dwanaście miesięcy. A zracjonalizowanie tego? Może jeszcze następny rok. Dlatego postanowiła wyłączyć myślenie i zrobić to, co każdy nastolatek powinien zrobić, kiedy zostaje sam w domu. Poszukać chipsów i usiąść przed telewizorem.


Tatiana zatrzymała samochód przed szkołą. Stała tam już grupa ludzi z latarkami, żywo dyskutujących między sobą. Tatiana wysiadła i przebiegła wzrokiem po zebranych. Oprócz miejscowej policji zauważyła parę osób w długich szarych płaszczach. Była ciekawa, czy detektyw Rutkowski razem z ekipą TVN-u też się gdzieś tu kręcą. Kilka razy skinęła komuś głową, ale rozglądała się coraz bardziej nerwowo.

– Szukasz kogoś? – usłyszała nagle, czując jednocześnie czyjąś dłoń na ramieniu. Podskoczyła.

– Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. – Wiktor podniósł ręce w geście obrony. Miał na sobie polar i kurtkę przeciwdeszczową. – To chyba nie jest dobry moment na straszenie kogokolwiek.

Tatiana znów się rozejrzała.

– Możesz mi powiedzieć, co się stało?

Wiktor uśmiechnął się pobłażliwie.

– Rodzice Elizy trochę przesadzają, jeśli chcesz znać moje zdanie.

– Bo?

– Twierdzą, że zaginęła, ale bądźmy szczerzy: to, że nastoletniej dziewczyny nie ma o dziewiątej wieczorem w łóżku, to nie znaczy, że została porwana albo że coś się stało.

– To dlaczego tu jesteśmy?

– Bo rodzice Elizy są przewrażliwieni.

– To znaczy?

– To znaczy, że nie było jej w łóżku, kiedy przyszli powiedzieć jej „dobranoc”, więc uznali, że coś się stało – westchnął Wiktor.

– To wszystko?

– Z grubsza.

– OK. – Tatiana potarła dłonią skroń. – Przyszli powiedzieć jej „dobranoc”, nie było jej w łóżku i… wezwali policję?

– Przeszukali dom, obdzwonili koleżanki, a kiedy nic to nie dało, wezwali policję i zorganizowali grupę poszukiwawczą. – Wiktor przesadnie przewrócił oczami.

– A twoim zdaniem co się stało?

Wiktor wzruszył ramionami.

– Pewnie się zasiedziała u jakiejś koleżanki. Albo kolegi – ostatnie słowo podkreślił znacząco.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?