AutobiografiaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Kalendarium

Przedmowa

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Posłowie

Zdjęcia

Informacja o zdjęciach

Tytuł oryginału: MY TURN. THE AUTOBIOGRAPHY

Opieka redakcyjna: KRZYSZTOF LISOWSKI

Redakcja: ANNA RUDNICKA

Konsultacja: MICHAŁ SZADKOWSKI

Korekta: WOJCIECH ADAMSKI, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK, LIDIA TIMOFIEJCZYK

Projekt okładki: STUART WILSON, Pan Macmillan Art Department

Opracowanie graficzne na podstawie edycji oryginalnej: ROBERT KLEEMANN

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Zdjęcia na okładce:

Pierwsza strona okładki

© VI-Images/Contributor/Getty Images

Informacje o pozostałych zdjęciach znajdują się na stronie 333

Copyright © Johan Cruyff, 2016

© Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2017

First published 2016 by Macmillan, an imprint of Pan Macmillan a division of Macmillan Publishers International Limited

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-05945-6

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Kalendarium

JAKO ZAWODNIK

Kluby


1964−1973 Ajax (319 meczów, 253 gole)
1973−1978 Barcelona (184 mecze, 61 goli)
1979 Los Angeles Aztecs (27 meczów, 14 goli)
1980−1981 Washington Diplomats (32 mecze, 12 goli)
1981 Levante (10 meczów, 2 gole)
1981−1983 Ajax (52 mecze, 20 goli)
1983−1984 Feyenoord (44 mecze, 13 goli)

Reprezentacja


1966−1977 Holandia (48 meczów, 33 gole)

Trofea


Ajax Mistrzostwo Holandii 1966, 1967, 1968, 1970, 1972, 1973, 1982, 1983;
Puchar Holandii 1967, 1970, 1971, 1972, 1983;
Puchar Europy 1971, 1972, 1973;
Superpuchar Europy 1972;
Puchar Interkontynentalny 1972
Barcelona Mistrzostwo Hiszpanii 1974; Puchar Hiszpanii 1978
Feyenoord Mistrzostwo Holandii 1984; Puchar Holandii 1984

Jako trener


1985−1988 Ajax (Puchar Holandii 1986, 1987; Puchar Zdobywców Pucharów 1987)
1988−1996 Barcelona (Mistrzostwo Hiszpanii 1991, 1992, 1993, 1994; Puchar Hiszpanii 1990; Puchar Europy 1992; Puchar Zdobywców Pucharów 1989; Superpuchar Europy 1992)
2009−2013 Katalonia

Wyróżnienia


1971 – Złota Piłka
1973 – Złota Piłka
1974 – Złota Piłka oraz tytuł gracza turnieju na mistrzostwach świata

ISTOTNE DATY


1947 (25 kwietnia) – urodzony w Amsterdamie
1957 (kwiecień) – dołącza do młodzieżowej drużyny Ajaksu
1959 (8 lipca) – śmierć ojca
1964 (15 listopada) – debiut w pierwszej drużynie Ajaksu i pierwsza bramka w przegranym 1:3 meczu z GVAV
1965/1966 – pierwszy hat-trick; kończy sezon z dwudziestoma pięcioma bramkami; Ajax wygrywa mistrzostwo kraju
1966 (7 września) – debiutuje i strzela gola w meczu eliminacji Euro’68 z Węgrami (2:2)
(6 listopada) – jako pierwszy reprezentant Holandii w historii otrzymuje czerwoną kartkę
1966/1967 – król strzelców ligi (33 bramki) i holenderski Piłkarz Roku; Ajax zdobywa mistrzostwo kraju i Puchar Holandii
1967/1968 – tytuł holenderskiego piłkarza roku; Ajax wygrywa ligę trzeci raz z rzędu
1968 (10 grudnia) – ślub z Danny Coster
1969 (28 maja) – Ajax przegrywa finał Pucharu Europy z Milanem (1:4)
1970 – wraca do gry po kontuzji i otrzymuje koszulkę z numerem 14; będzie grał z tym numerem do końca kariery
– (29 listopada) strzela sześć goli w wygranym 8:1 meczu przeciwko AZ’67
1971 – tytuł holenderskiego i europejskiego zawodnika roku; (2 czerwca) Ajax po raz pierwszy wygrywa finał Pucharu Europy (2:1 przeciwko Panathinaikosowi); podpisuje siedmioletni kontrakt z Ajaksem
1972 (31 maja) – strzela dwa gole w finale Pucharu Europy z Interem Mediolan (2:0); Ajax zdobywa Puchar Interkontynentalny
1973 (30 maja) – Ajax trzeci raz z rzędu zdobywa Puchar Europy (1:0 z Juventusem)
– (19 sierpnia) gra ostatni mecz w Ajaksie. Barcelona płaci za niego ok. 2 mln dolarów, co jest ówczesnym transferowym rekordem świata
1974 (9 lutego) – narodziny syna Jordiego, zarejestrowane w Amsterdamie, ponieważ to imię było nielegalne w Hiszpanii za czasów reżimu Franco
– (17 lutego) Barcelona pokonuje Real Madryt 5:0 na Santiago Bernabéu, później zdobywa pierwsze mistrzostwo kraju od 1960 roku
– prowadzi Holandię do finału mistrzostw świata, przegranego 1:2 z Niemcami Zachodnimi; otrzymuje tytuł najlepszego zawodnika turnieju; podczas meczu ze Szwecją po raz pierwszy prezentuje „zwód Cruyffa”
– (grudzień) – tytuł europejskiego piłkarza roku
1977 (październik) – kończy karierę reprezentacyjną
1978 (19 kwietnia) – Barcelona zdobywa Puchar Hiszpanii (3:1 z Las Palmas)
– Holandia ponownie dociera do finału mistrzostw świata, przegrywa 1:3 z Argentyną po dogrywce; Cruyff nie gra w turnieju
1979 – zgodnie z radą Cruyffa Barcelona zakłada akademię piłkarską La Masia
– transfer do Los Angeles Aztecs; tytuł gracza roku ligi NASL
1980 – transfer do Washington Diplomats
1980 (listopad) – dołącza do Ajaksu, który wówczas zajmował ósmą pozycję w tabeli, jako doradca techniczny; Ajax kończy sezon na drugiej pozycji
1981 – zaczyna grać w Levante po tym, jak transfer do Leicester City nie dochodzi do skutku
1981−1982 – podpisuje kontrakt z Ajaksem jako zawodnik; ekipa z Amsterdamu zdobywa mistrzostwo kraju
1982−1983 – Ajax zdobywa mistrzostwo kraju i Puchar Holandii
1983−1984 – przenosi się do konkurencyjnego Feyenoordu po tym, jak Ajax nie przedłuża z nim kontraktu; Feyenoord zdobywa mistrzostwo kraju i Puchar Holandii
1984 – piąty tytuł holenderskiego zawodnika roku
– (13 maja) koniec kariery zawodowej
1985 (czerwiec) – dołącza do Ajaksu jako dyrektor techniczny (de facto trener)
1985−1987 – Ajax dwa razy z rzędu wygrywa Puchar Holandii
1987 (13 maja) – Ajax zdobywa Puchar Zdobywców Pucharów (1:0 przeciwko Lokomotive Lipsk)
1988 (lato) – zostaje trenerem Barcelony
1989 (10 maja) – Barcelona zdobywa Puchar Zdobywców Pucharów (2:0 przeciwko Sampdorii)
1990 (5 kwietnia) – Barcelona zdobywa Puchar Hiszpanii
1991 (luty) – przechodzi operację wszczepienia by-passów
1992 (20 maja) – Barcelona wygrywa Puchar Europy (1:0 po dogrywce przeciwko Sampdorii)
1993 (luty/marzec) Barcelona zdobywa Superpuchar Europy (3:2 w dwumeczu przeciwko Werderowi Brema)
1991−1994 Barcelona wygrywa ligę cztery razy z rzędu
1996 (kwiecień) – traci pracę trenera Barcelony
1997 – założenie Fundacji Cruyffa
1999 – uznany najlepszym europejskim piłkarzem stulecia; drugie miejsce po Pelé w plebiscycie na najlepszego piłkarza stulecia na świecie
– założenie Instytutu Cruyffa
2004 – wymieniony na liście stu najlepszych żyjących piłkarzy FIFA
2009 – otwarcie setnego boiska Cruyffa
2015 (październik) – diagnoza raka płuc
2016 (24 marca) – umiera w Barcelonie w wieku sześćdziesięciu ośmiu lat

Przedmowa

 

Nie skończyłem żadnych studiów. Wszystkiego nauczyłem się dzięki doświadczeniu. Po tym, jak w wieku dwunastu lat straciłem ojca, moim życiem stał się Ajax – najpierw towarzyszył mi drugi ojciec, gospodarz klubu, a później trenerzy, Jany van der Veen i Rinus Michels. Dzięki klubowi uczyłem się nie tylko tego, jak być lepszym piłkarzem, ale też jak się mam zachowywać.

Teść pomógł mi zdobyć doświadczenie w finansach. W tamtych czasach żaden piłkarz nie słyszał nawet o marketingu, a angażowanie się w biznes było czymś zupełnie nowym. Ze mną zaś było tak, że kiedy tylko uznawałem, iż potrafię poradzić sobie sam, coś natychmiast się psuło. Dlatego dobrze, że ktoś taki jak mój teść się pojawił. To część życia. W ostatecznym rozrachunku przede wszystkim liczy się, by czegoś się nauczyć.

Chcę podkreślić, jak ważna jest rodzina. Nie tylko rodzice, teściowie, żona, dzieci i wnuki, ale ludzie związani z Ajaksem, którzy podali mi pomocną dłoń w bardzo trudnym okresie mojego życia. Dlatego mogę powiedzieć, że klub także jest moją rodziną. Moi najbliżsi również mnie ukształtowali. Wiem też, że jeśli chodzi o sprawy piłki nożnej, mam jedną wadę – myślę tylko o byciu na szczycie. Jako zawodnik czy trener nie potrafię robić niczego na niskim poziomie, staram się być najlepszy w swoim zawodzie. Dlatego w końcu musiałem przyhamować, bo moja kondycja fizyczna się pogorszyła – nie było sensu, żebym wychodził na boisko. Byłem jednak w dobrej formie mentalnej, dlatego zostałem trenerem.

Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że przez całe życie zwracałem uwagę na to, by coraz lepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków i stale nad sobą pracować. Traktowałem poważnie i odpowiedzialnie wszystko, czym się zajmowałem.

Johan Cruyff

marzec 2016

1

Wszystko w życiu robiłem, patrząc w przyszłość, koncentrując się na postępach – oznacza to, że niewiele myślę o przeszłości. To dla mnie całkowicie naturalne. O szczegółach rozegranych przeze mnie meczów napisano już gdzie indziej. Mnie bardziej interesuje idea futbolu. Patrzenie w przód oznacza, że mogę się skoncentrować na doskonaleniu siebie, a wstecz – że uczę się na własnych błędach. Tego rodzaju nauki można pobierać w różnych chwilach życia – niekiedy potrzeba czasu, żeby dostrzec, w jak wielkim stopniu wszystko się ze sobą łączy. Dlatego to, czego nauczyłem się jako zawodnik i co uważam za najważniejsze, da się sprowadzić do czterech rzeczy: dobrej murawy, wysprzątanych szatni, zawodników czyszczących buty i mocnych siatek w bramkach.

Wszystko inne – umiejętności i szybkość, technika i bramki – przyjdzie później. Taka właśnie filozofia określa moje podejście do piłki nożnej i do życia. Stosowałem ją we wszystkim, co robiłem, czy chodziło o futbol totalny, czy o rodzinę, czy o Fundację Cruyffa – zawsze iść do przodu i nie ustawać w wysiłkach, by być lepszym.

Moje życie od samego początku było podporządkowane piłce nożnej. Rodzice mieli sklep owocowo-warzywny w Betondorp, kilkaset metrów od należącego do Ajaksu stadionu De Meer w Amsterdamie, było to więc nieuniknione. Ojciec nigdy nie przegapił ani jednego meczu Ajaksu i przekazał mi bezwarunkową miłość do tego klubu. W gruncie rzeczy to, skąd wzięły się moje umiejętności, pozostaje tajemnicą. Z pewnością nie przejąłem ich ani od ojca, ani od dziadka, ponieważ nigdy nie widziałem, żeby grali. Brat matki, wujek Gerrit Draaijer, uczestniczył w kilku spotkaniach w pierwszej drużynie Ajaksu jako skrzydłowy, ale było to w latach pięćdziesiątych XX wieku, kiedy klub nie był jeszcze znany w Europie.

Ojciec opowiadał mi o zawodnikach, na przykład o Alfredo Di Stéfano, którzy doskonale rozumieli, jak należy wykorzystywać przestrzeń na boisku. A Faas Wilkes, fenomenalny drybler, gdy doszedł do piłki w środku pola, potrafił przejść czterech czy pięciu graczy. Niewiarygodne. Wilkes grał w klubie Xerxes Rotterdam, a następnie w Interze Mediolan, Torino i Valencii, by pod koniec kariery wrócić do Holandii. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, co Holender może osiągnąć na boisku. Nie mieliśmy jednak telewizora i nie widziałem wielu zagranicznych zespołów. Jeśli chodzi o Di Stéfano, zobaczyłem go na własne oczy dopiero w 1962 roku, kiedy przyjechał do Amsterdamu z Realem Madryt na finał Pucharu Europy.

Dla mnie wszystko zaczęło się na ulicy. Okolicę, w której mieszkałem, nazywano Betonową Wioską – było to eksperymentalne osiedle tanich domów wybudowane po pierwszej wojnie światowej. Żyły tam głównie rodziny z klasy średniej, pracującej. Jako dzieciaki spędzaliśmy poza domem tyle czasu, ile tylko się dało – od kiedy pamiętam, graliśmy w piłkę. Właśnie tam nauczyłem się wykorzystywać przeciwności na swoją korzyść; krawężnik nie jest przeszkodą, ponieważ można go potraktować jako członka drużyny, odbijając piłkę, jakby wymieniało się dwa szybkie podania. W ten sposób doskonaliłem technikę. Kiedy piłka odbija się od różnych powierzchni pod dziwnymi kątami, trzeba natychmiast się do tego dostosować.

Ludzie często byli zaskoczeni, że strzeliłem albo podałem z kąta, którego się nie spodziewali – wynikało to właśnie z warunków, w jakich dorastałem, i stąd, że ćwiczyłem grę przede wszystkim na ulicy. To samo dotyczy poczucia równowagi. Kiedy przewracasz się na betonie, to boli – a oczywiście nie chcesz, żeby cię bolało. Grając w piłkę na podwórku, unikasz upadków. Ucząc się grać, musiałem cały czas być czujny – to nauczyło mnie bardzo wiele jako piłkarza. Jestem wielkim zwolennikiem tego, żeby młodzi ludzie grali w piłkę bez korków. Wiem, że raczej nie spędzą wielu godzin na podwórku na trenowaniu kontrolowanych upadków, dlatego należy mieć obuwie o śliskich podeszwach i w ten sposób wypracować lepsze poczucie równowagi.

Moje życie było dość proste, ale nie przejmowałem się tym, bo wychowałem się w domu pełnym rodzinnego ciepła. Spałem w tym samym pokoju co mój brat Hennie, który jest ode mnie o dwa i pół roku starszy. Dla młodych chłopaków to spora różnica. Ale ponieważ niemal bez przerwy grałem w piłkę, rzadko się widywaliśmy.

 

Odziedziczyłem cechy po obojgu rodzicach po trosze. Towarzyskość po matce, a spryt po ojcu; z pewnością cechuję się przebiegłością. Zawsze szukam najlepszej okazji do żartów, jak mój ojciec Manus. Miał szklane oko i zakładał się z ludźmi o pięć centów o to, kto będzie dłużej patrzył w słońce. Zasłaniał dłonią zdrowe oko, a szklanym patrzył przez minutę na słońce i zabierał pieniądze. Moja matka Nel uwielbiała przebywać z ludźmi. Cały jej świat kręcił się wokół rodziny. Miała dziewięcioro braci i sióstr, więc poza wujkami i ciociami miałem też masę kuzynów. Wspaniałe było to, że kiedy tylko wydarzyło się coś złego, zawsze mogłem się do kogoś zwrócić po pomoc. Pojawiał się problem i można było po prostu zapukać do czyichś drzwi. Ale jeśli chodzi o piłkę nożną, byłem osamotniony – chyba nikt z kuzynostwa nie interesował się tym sportem.

Chodziłem do szkoły chrześcijańskiej Groen van Prinsterer w Amsterdamie – rodzice posłali mnie do niej, chociaż nasz dom nie był specjalnie religijny, a niedaleko znajdowały się również szkoły świeckie. W kościele bywałem tylko po to, żeby dostarczyć zamówienie od mojego ojca. Kiedy go spytałem, dlaczego muszę nosić do szkoły Biblię, powiedział: „Johan, jest tam kilka mądrych opowieści. Próbuję pokazać ci tyle możliwości, ile tylko się da, a później możesz sam zdecydować, co chcesz z nimi zrobić”.

Chciałem grać w futbol nawet w szkole i od bardzo młodego wieku dałem się poznać jako chłopiec z piłką. Codziennie brałem ją ze sobą na zajęcia, wkładałem pod ławkę i podczas lekcji podawałem ją sobie z jednej nogi do drugiej. Niekiedy nauczyciel wypraszał mnie z klasy, ponieważ za bardzo mu przeszkadzałem. Robiłem to instynktownie i czasami nieświadomie. Poza tym mało się nauczyłem, uczęszczając do szkoły, chociaż ze swoich czasów uczniowskich dobrze pamiętam, że nigdy się nie obijałem. Nieszczególnie lubiłem naukę, ale nie odpuszczałem, dopóki nie dorosłem na tyle, by samemu móc stwierdzić, że mam już dość.

Choć zapomniałem niemal wszystko z czasów szkolnych, świetnie pamiętam, jak pierwszy raz poszedłem do Ajaksu. Był chyba 1952 rok, więc miałem jakieś pięć lat. Ojciec spytał, czy chcę razem z nim zawieźć kosze owoców zawodnikom, którzy byli chorzy albo kontuzjowani, więc pojechaliśmy na rowerach. Byłem bardzo podekscytowany tym, że mogę po raz pierwszy przekroczyć bramy klubu, a nie tylko siedzieć na trybunach. Wtedy poznałem Henka Angela, przyjaciela ojca, który pracował tam jako gospodarz. Henk spytał, czy chcę mu pomóc, i zacząłem już następnego dnia. W ten sposób jako pięciolatek rozpocząłem życie z Ajaksem.

Myślę o moim dzieciństwie z wielką czułością. Zaznałem w tamtym czasie bardzo dużo miłości. W domu, ale i w Ajaksie. Wszystko to dzięki wujkowi Henkowi, który pozwalał mi wykonywać wiele różnych prac na stadionie. W nagrodę pozwalano mi grać w piłkę w korytarzu i na głównych trybunach. Letnie wakacje spędzałem w domu Arenda van der Wiela, napastnika Ajaksu, który stał się przyjacielem rodziny. Właśnie przeniósł się z Ajaksu do Sportclub Enschede i wiódł sielskie życie na wsi. Jako siedmio- czy ośmiolatek odbywałem tam pierwsze lekcje prowadzenia samochodu, siedząc za kierownicą na kolanach Arenda. W Sportclub Enschede spotkałem też Abe Lenstrę, wspaniałego napastnika, który właśnie przeniósł się tam z Heerenveen. Był w tamtych czasach prawdziwą ikoną. Kiedyś wymieniłem z nim kilka podań na treningu i potem czułem się jak ktoś zupełnie wyjątkowy. Przede wszystkim jednak utkwiło mi w pamięci to, że zawsze miał ze sobą piłkę.

Jako młody chłopak prawie codziennie widywałem wujka Henka, który po śmierci żony często jadał u nas w domu. Podczas posiłków z zapartym tchem słuchałem tego, co dzieje się w Ajaksie. W tym samym czasie, kiedy nie byłem jeszcze nawet nastolatkiem, posiłki jadał z nami również Arend van der Wiel. Był młodym graczem z pierwszej jedenastki i wciąż mieszkał w północnej części Amsterdamu, za daleko, żeby wracać do domu z pracy i zdążyć na wieczorny trening. Zatem od bardzo młodych lat nie tylko spędzałem cały wolny czas na stadionie Ajaksu, ale miewałem też gości z klubu w domu. To właśnie dzięki Arendowi i wujkowi Henkowi – którego wciąż tak nazywaliśmy, chociaż ożenił się z moją matką po śmierci ojca – od piątego roku życia dowiadywałem się o wszystkim, co dzieje się w klubie. Siedziałem i słuchałem ich całymi dniami, wchłaniając te wiadomości jak gąbka.

Kiedy tylko wystarczająco dorosłem, zacząłem biegać wszędzie sam; często grałem w piłkę na ulicy ze znajomymi, a stadion Ajaksu stał się dla mnie drugim domem. Spędzałem tam każdą wolną chwilę. Od siódmego roku życia, kiedy poszedłem pomagać wujkowi Henkowi na stadionie, zawsze brałem ze sobą torbę z butami piłkarskimi. Nigdy nie dało się przewidzieć, czy drużynie nie zabraknie zawodnika podczas ćwiczeń albo meczu treningowego. Zdarzało się, że miałem szczęście, chociaż zazwyczaj robiło im się mnie żal – byłem kościsty, wyglądałem jak krewetka, więc litowali się nade mną. I dlatego chociaż nie miałem tam nic do roboty i nie byłem nawet w zespole młodzieżowym, grałem w Ajaksie. W ten sposób wadę, a taką była moja mizerna postura, dało się przekuć w zaletę. Przekonanie o tym, że to możliwe, starałem się w przyszłości wpoić innym.

Często pytają mnie, jakie jest moje najważniejsze wspomnienie jako piłkarza. Szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć nawet takich wydarzeń jak pierwsza bramka dla Ajaksu po rozpoczęciu kariery zawodowej. Pamiętam za to doskonale dzień, kiedy pozwolono mi wejść na boisko. Nie jako piłkarzowi, tylko po to, żebym widłami napowietrzył podłoże w okolicach bramki. Miałem około ośmiu lat, ojciec jeszcze żył, a ja nie byłem nawet oficjalnie zatrudniony w klubie – i oto znalazłem się na boisku, otoczony wypełnionymi po brzegi trybunami, chcąc jak najlepiej wykonać swoje zadanie. Takich rzeczy nie zapomina się nigdy. Wbijając widły w murawę, czułem się odpowiedzialny za zapewnienie doskonałej powierzchni do grania moim bohaterom. Jako ktoś, kto grał, trenował i oglądał mecze piłki nożnej przez całe życie, jestem pewien, że tego rodzaju wczesne doświadczenia, i docenianie ich wagi, ukształtowało mnie.

Po zakończeniu kariery zawodniczej i trenerskiej i założeniu Fundacji Cruyffa, która miała dać dzieciakom szansę gry w piłkę, stworzyliśmy listę czternastu zasad, których należało przestrzegać. Drugi punkt mówi o odpowiedzialności za boisko i ludzi – jej wagę zrozumiałem właśnie, pracując w klubie jako dziecko. Jak już mówiłem, wszystkiego o życiu nauczyłem się w Ajaksie.

Mimo że byłem przeciętnym uczniem, dobrze sobie radziłem z liczbami. Interesuje mnie numerologia. Na przykład ożeniłem się z Danny drugiego dnia dwunastego miesiąca, grudnia. Dwa plus dwanaście daje numer na mojej koszulce – czternaście. Był rok 1968, a sześć plus osiem to również czternaście. Nic dziwnego, że po czterdziestu sześciu latach wciąż jesteśmy razem. Wystarczyłoby nam szczęścia na dwa małżeństwa. To samo odnosi się do mojego syna Jordiego. Urodził się w 74 roku, a ja w 47. Jeśli dodamy cyfry z obu tych lat, otrzymamy jedenaście. Jego urodziny wypadają 9 lutego, a moje 25 kwietnia. To oznacza dziewięć plus dwa, oraz dwa plus pięć, plus cztery. W obu przypadkach jedenaście.

Jestem też dobry w zapamiętywaniu numerów telefonów. Wystarczy, że znajomy poda mi numer jeden raz, a nigdy go nie zapomnę. Pewnie dlatego też jestem taki dobry w liczeniu w pamięci. Nauczyłem się tego nie w szkole, tylko w sklepie warzywnym moich rodziców. Kiedy ojciec wyjeżdżał dostarczać towar, a matka gotowała dla nas posiłki, pomagałem klientom w zakupach. Byłem jednak wciąż zbyt niski, żeby dosięgnąć do kasy. Nauczyłem się więc liczyć w pamięci – od najmłodszych lat świetnie sobie z tym radziłem. Myślę też, że częściowo poprzez moje zamiłowanie do liczb zacząłem głębiej zastanawiać się, w jaki sposób można zyskać przewagę nad przeciwnikiem, jak lepiej wykorzystywać przestrzeń, tak jak robił to Di Stéfano. Zatem choć rodzice nie przekazali mi umiejętności piłkarskich, wskazali mi niejako drogę myślenia o futbolu w nowatorski sposób.

Jako piłkarz musiałem być w dobrej formie fizycznej, ale zawsze miałem awersję do biegów przełajowych i ćwiczeń z piłkami lekarskimi, których musieliśmy używać na siłowni. Kiedy grałem już w pierwszym zespole Ajaksu, za każdym razem, kiedy Rinus Michels wysyłał nas podczas treningu do lasu, próbowałem wyprzedzić wszystkich i oddalić się tak bardzo, jak to możliwe, a potem chowałem się za drzewem i czekałem, aż zespół wróci, mając nadzieję, że nikt po drodze nas nie policzy. Uchodziło mi to przez pewien czas na sucho, ale w końcu Michels zorientował się, co się dzieje. W ramach kary musiałem odbyć dyscyplinarną sesję treningową na leśnym szlaku o ósmej rano w dzień wolny. Michels przyjechał, żeby sprawdzić, czy wykonuję jego polecenie. Siedział za kierownicą w piżamie, opuścił szybę i powiedział: „Za zimno dla mnie, wracam do łóżka”.

I zostawił mnie, a ja czułem się upokorzony.

Oficjalnie dołączyłem do szkółki Ajaksu w 1957 roku, gdy miałem dziesięć lat. Byłem wtedy mizernej postury i jestem pewien, że gdyby teraz jakiś dziesięciolatek chciał się zapisać do sekcji młodzieżowej w klubie piłkarskim, musiałby przejść liczne testy. Mnie nic takiego nie spotkało – zresztą pewnie bym ich nie zaliczył. Jedyne, co wtedy zrobiłem, to poprosiłem matkę, żeby gotowała dla mnie więcej zielonej fasolki i szpinaku ze względu na żelazo. Jeśli chodzi o resztę, po prostu robiłem to, co zawsze – spędzałem cały wolny czas na graniu w piłkę, czy to w klubie, czy to na ulicy z przyjaciółmi. Ważna była dla mnie nie tylko gra, ale i czerpanie z niej radości.

Z podobną niechęcią do wykonywania niektórych ćwiczeń spotkałem się, kiedy trenowałem Franka Rijkaarda w Ajaksie – zawsze udawał, że dostaje ataku kaszlu podczas biegów przełajowych w ramach treningu kondycyjnego. Zawodnicy zazwyczaj byli dzieleni na dwie grupy – jedna biegła za drugą. Frank dołączał do drugiej grupy, pozwalał kolegom się wyprzedzić, a podczas następnego okrążenia biegł z pierwszą grupą. Oszczędzając się w ten sposób, zaliczał jedno okrążenie mniej niż reszta. Żaden inny trener tego nie zauważył, ale ja tak. Po prostu mnie to bawiło, oczywiście później zwróciłem mu na to uwagę. Uwielbiam ten rodzaj przebiegłości. Później, kiedy zacząłem spotykać się z Danny, zdarzało się, że chciałem zostać w mieście dłużej, niż pozwalał Michels. Zawsze wieczorem przejeżdżał przez Amsterdam, żeby sprawdzić, czy nasze samochody są o odpowiedniej godzinie zaparkowane przed domami. Pewnego razu pożyczyłem auto od ojczyma, a swoje zostawiłem. Michels domyślił się, że go oszukałem i następnego dnia zagroził mi karą grzywny. „Proszę zadzwonić do mojej mamy, byłem w domu”, powiedziałem. Zrobił to, a ona odegrała swoją rolę perfekcyjnie. Michels musiał wycofać groźbę.

Kiedy jako dwunastolatek grałem w drużynie młodzieżowej Ajaksu, trener Jany van der Veen wpoił mi nie tylko podstawy futbolu, ale również ważne normy i wartości. Był pierwszą osobą w Ajaksie, która nauczyła mnie, bym zawsze wybierał określony kurs i trzymał się go. To kolejny przykład, jak życie w Ajaksie rekompensowało mi edukację, której nie wyniosłem ze szkoły. Jany pracował tylko z drużyną młodzieżową, ale wprowadzał u nas pomysły opracowane wraz z Jackiem Reynoldsem – angielskim wizjonerem, który trenował pierwszy zespół w latach czterdziestych i pomógł w tworzeniu fundamentów, na których potem ukształtowała się idea i praktyka futbolu totalnego.