Piękne i niebezpieczne. Arystokratki polskiego wywiadu

Tekst
Z serii: Historia
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pro­si­łem wcze­śniej, byśmy nie inter­pre­to­wali ówcze­snych zda­rzeń i aresz­to­wań, wypo­sa­żeni we współ­cze­sną wie­dzę i ana­lizy histo­ry­ków. Pora teraz uspra­wie­dli­wić moją prośbę. Wyja­śnić ją można, odpo­wia­da­jąc na pro­ste pyta­nie. Czy wów­czas, w począt­ko­wym okre­sie nie­miec­kiej oku­pa­cji i pol­skiej kon­spi­ra­cji, można było dzia­łać ina­czej, czy można było zagwa­ran­to­wać bez­pie­czeń­stwo wywia­dow­ców-kon­spi­ra­to­rów i całych dyna­micz­nie roz­wi­ja­ją­cych się sia­tek? Prze­cież nikt, no, może pra­wie nikt, nie miał doświad­cze­nia w dzia­łal­no­ści kontr­wy­wia­dow­czej. Prze­cież naj­więk­szą potrzebą chwili było zdo­by­cie infor­ma­cji. Cze­kali na nie dowódz­two ZWZ, pol­ski rząd na uchodź­stwie, alianci. Z jed­nej strony była ogromna pre­sja, a z dru­giej jedy­nie zapał, deter­mi­na­cja i boha­ter­stwo kon­spi­ra­to­rów, Czy można było pogo­dzić te dwie sprzecz­no­ści, uzy­sku­jąc jed­no­cze­śnie suk­cesy? Na te pyta­nia muszę odpo­wie­dzieć twier­dząco. Mało tego, podam przy­kłady wska­zu­jące, że MOŻNA BYŁO INA­CZEJ, przy­kłady z naszego pol­skiego podwórka.

Ten czło­wiek całym swoim życiem, a szcze­gól­nie dzia­łal­no­ścią kon­spi­ra­cyjną, potwier­dzał moje słowa – „można było ina­czej”. Karol Eme­ryk Błasz­czyk, pseu­do­nim kon­spi­ra­cyjny „Lido”, czło­wiek, któ­rego tem­pe­ra­ment potwier­dza jego ulu­bione powie­dze­nie – „wolę żyć dwa dni życiem tygrysa niż dwa stu­le­cia życiem muła”. Po sto­kroć warto przy­po­mnieć, jak wspo­mi­nali go kole­dzy: „«Lido» był twar­dym i prze­zor­nym czło­wiekiem. Ni­gdy nie cho­ro­wał, ni­gdy nie stę­kał i nie pro­sił niczy­jej pomocy. «Kwę­kają – mówił – tylko sła­be­usze. To oni wymy­ślają sobie cho­roby, naj­czę­ściej z uro­je­nia…». Nie mie­wał bólów głowy, ata­ków serca, roz­stro­jów ner­wo­wych. (…) Zwra­cał kole­gom uwagę, by nie nosili ciem­nych oku­la­rów, nawet w naj­bar­dziej sło­neczny dzień, nie nasu­wali kape­lu­sza na oczy, nie trzy­mali rąk w kie­sze­niach i nie sta­wiali koł­nie­rza palta lub płasz­cza. «Sytu­acja i czasy – mówił – wyma­gają ludzi nie­po­zor­nych, sza­rych w ubio­rze, sta­pia­ją­cych się z tłem i skrom­nych…»”. Czyżby „Lido” był wyszko­lo­nym ofi­ce­rem wywiadu lub kontr­wy­wiadu i znał PRIO­RY­TETY, o któ­rych wcze­śniej wspo­mi­na­łem? Nie! Był za młodu har­ce­rzem, póź­niej inży­nie­rem mecha­ni­kiem i kie­row­ni­kiem biura Kon­struk­cyj­nego w Zakła­dzie Prze­my­sło­wym „Rurow­nia A. Hahn” w Bogu­mi­nie. Doświad­cze­nie woj­skowe miał zaiste olbrzy­mie, gdyż w 1939 roku był zastępcą komen­danta obrony prze­ciw­lot­ni­czej w tejże fir­mie. Na prak­tykę wywia­dow­czą też czasu nie miał dużo. W wywia­dzie prze­ciw Niem­com dzia­łał od paź­dzier­nika 1939, w stycz­niu 1941 roku prze­niósł się na Górny Śląsk, a od marca tegoż roku został samo­dziel­nym sze­fem sieci wywiadu prze­my­sło­wego i woj­skowego „Lido” (od jego pseu­do­nimu) oraz nie­malże rów­no­cze­śnie zastępcą szefa Oddziału Dru­giego Sztabu Okręgu Ślą­skiego ZWZ. Jedy­nie z braku miej­sca nie wcho­dzę tu w szcze­góły jego pod­ziem­nej dzia­łal­no­ści, na przy­kład nie opi­suję, jak dzięki dosko­na­łemu zakon­spi­ro­wa­niu unik­nął maso­wych aresz­to­wań w 1940 roku, które roz­biły struk­tury Okręgu Ślą­skiego ZWZ, i został zastępcą nowego szefa Oddziału II na tym tere­nie, kapi­tana Anto­niego Sie­mi­gi­now­skiego, ps. „Jacek”.

Sze­fo­wie wywiadu ZWZ na wszyst­kich szcze­blach dowód­czych wołali jed­nym gło­sem: infor­ma­cje, za wszelką cenę potrzebne infor­ma­cje! Jak na te wezwa­nia reago­wał „Lido”? I tutaj należy przy­to­czyć jego wspo­mnie­nia: „Mia­łem spo­tka­nie u «Pio­tru­sia»” z sze­fem. „«Wik­tor»” wydaje mi roz­kaz, aby bez­względ­nie do następ­nego raportu – a więc do tygo­dnia – zdo­być uzu­peł­nia­jące szcze­góły do danych z przed­sta­wio­nego raportu. Odpo­wie­dzia­łem, że posta­ram się te dane wydo­stać, ale żad­nych roz­kazów co do wyko­na­nia tego w tym ter­mi­nie dawać nie będę, bo ter­min dla mnie jest mniej ważny niż strata czło­wieka. Na to «Wik­tor» ziry­to­wany powiada: – Trudno, Kolego, straty muszą być. Na to gwał­tow­nie zareago­wałem: – Jeśli muszą być… To niech się Pan da powie­sić! «Wik­tor» zdę­biał. Ale opa­no­wał się i zre­flek­to­wał. Nic nie odpo­wie­dział, zasko­czony moim wystą­pie­niem. Ja ze swej strony żało­wa­łem swego wystą­pie­nia, ale odtąd nie mia­łem już na ten temat trud­no­ści, a nasz sto­su­nek uło­żył się na płasz­czyź­nie «synow­sko-ojcow­skiej»”.

Nale­ża­łoby sądzić, że tak daleko posu­nięte środki ostroż­no­ści, jakie zasto­so­wał Błasz­czyk w siatce „Lido”, wpłyną nega­tyw­nie na wyniki wywia­dow­czej dzia­łal­no­ści agen­tów. Przyj­rzyjmy się więc owym wyni­kom: poza takimi mia­stami jak Ham­burg, Wil­helm­sha­ven, Ber­lin, Essen, Bochum, Opole, Ostrawa wywiad dzia­łał także w Austrii (Linz, Wie­deń) czy na Ukra­inie (Zapo­roże). Swo­ich ludzi miał „Lido” nawet w Mini­ster­stwie Uzbro­je­nia Rze­szy. W ten spo­sób w ręce alian­tów dostały się szcze­gó­łowe infor­ma­cje na temat nie­miec­kiego sprzętu bojo­wego (m.in. czę­ści do rakiet V-1 i V-2 pro­du­ko­wa­nych we Frysz­ta­cie) oraz roz­miesz­cze­nia obiek­tów w obję­tych infil­tra­cją grupy nie­miec­kich ośrod­kach prze­my­sło­wych. Grupa była przy tym sto­sun­kowo nie­liczna – udało się usta­lić nazwi­ska bądź pseu­do­nimy 52 osób (z czego aż 23 pocho­dziły z Zaol­zia). W orga­ni­zo­wa­niu siatki Błasz­czyk opie­rał się w dużej mie­rze na kole­gach ze stu­diów w Wyż­szej Szkole Prze­my­sło­wej w Biel­sku. Przez to pozy­skał ludzi nie tylko wysoce zaufa­nych, ale i obe­zna­nych z tech­niką, co miało duże zna­cze­nie dla facho­wego pro­wa­dze­nia wywiadu prze­my­sło­wego.

Warto zwró­cić uwagę na zasady przy­jęte przez Karola Błasz­czyka pod­czas kon­stru­owa­nia siatki wywiadu:

 Pod­stawą była mała liczba dobrze wyszko­lo­nych agen­tów (zasady dzia­ła­nia sam prze­ka­zy­wał kan­dy­da­tom) wywo­dzą­cych się z grona bli­skich zna­jo­mych, a więc ludzi bar­dzo zaufa­nych.

 Błasz­czyk dla mak­sy­ma­li­za­cji środ­ków bez­pie­czeń­stwa podzie­lił siatkę na kil­ku­oso­bowe grupy nie­ma­jące ze sobą bez­po­śred­niego kon­taktu – nosiły one nazwy rów­nież (jak cała siatka) pocho­dzące od pseu­do­ni­mów ich sze­fów – „Marian”, „Tur”, „Cygan”, „Joachim”, „Bry­gida”, „Nobody” i „Kruk”.

 „Lido” sta­rał się, aby zakres dzia­łań wywia­dow­czych każ­dego pod­le­głego mu agenta był zgodny z jego pro­fi­lem zawo­do­wym. Uzy­ski­wał w ten spo­sób fachowe i nie­wy­ma­ga­jące dodat­ko­wych potwier­dzeń mel­dunki pod­wład­nych.

 Jedyną osobą zorien­to­waną w całej struk­tu­rze siatki „Lido” był Jan Kohót, ps. „Kruk”, i tylko on mógł prze­jąć kie­row­nic­two w przy­padku aresz­to­wa­nia Błasz­czyka.

Nie spo­sób w tym miej­scu wymie­nić wszyst­kich suk­ce­sów siatki „Lido”, a były one wręcz wyjąt­kowe. W 1944 roku Karol Błasz­czyk otrzy­mał sto­pień porucz­nika. Grupa „Lido” ni­gdy nie została zde­kon­spi­ro­wana i prze­trwała do końca wojny w sta­nie nie­malże nie­na­ru­szo­nym, a o tym, jak dobrze zakon­spi­ro­wany był sam jej dowódca, świad­czy jego awans zawo­dowy na kie­row­nika warsz­ta­tów w fir­mie „Walbo” w Cho­rzo­wie w 1945 roku.

Przy­kład „Lido” poka­zuje wyraź­nie, jakie PRIO­RY­TETY były pod­stawą suk­ce­sów w sku­tecz­nej walce z nie­miec­kimi służ­bami kontr­wy­wia­dow­czymi. Jak ważne były ostroż­ność i zanie­cha­nie dążeń do efek­tyw­no­ści za wszelką cenę. Jak ważna była gra­nica, poza którą dzia­ła­nie jest bez­myśl­no­ścią opartą na hura­op­ty­mi­zmie, głu­potą pro­wa­dzącą do zatra­ce­nia, tak czę­sto spo­ty­kaną u ówcze­snych dowód­ców kon­spi­ra­cji, uwa­ża­ją­cych za suk­ces jedy­nie mel­du­nek wysłany do Lon­dynu.

Można teraz pomy­śleć, że popa­dam w krót­ko­wzroczne kry­ty­kanc­two, bo prze­cież jedna jaskółka wio­sny nie czyni, a tak chwa­lona siatka „Lido” jest wła­śnie takim samot­nym pta­kiem. Otóż nie! W znacz­nie więk­szej licz­bie przy­pad­ków zdrowy roz­są­dek, zacho­wa­nie prio­ry­te­tów i żela­znych reguł w pracy wywia­dow­czej gwa­ran­to­wały bez­pie­czeń­stwo. I wielu dowód­ców miało odwagę „posta­wić się” swoim prze­ło­żo­nym dla zacho­wa­nia bez­pie­czeń­stwa pod­wład­nych, gwa­ran­tu­jąc tym samym dłu­go­trwa­łość dzia­ła­nia pod­le­głych struk­tur i ich dosko­nałe wyniki.

Za przy­kład może posłu­żyć kapi­tan Ste­fan Wit­kow­ski, w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym ceniony w całej Euro­pie wyna­lazca i jed­no­cze­śnie ofi­cer pol­skiego wywiadu, a pod­czas oku­pa­cji zało­ży­ciel i dowódca orga­ni­za­cji wywia­dow­czej o nazwie Musz­kie­te­rzy29. Wit­kow­ski, świet­nie wyszko­lony wywia­dowca, dowo­dził całą, bar­dzo dużą orga­ni­za­cją dzia­ła­jącą na rzecz wywiadu bry­tyj­skiego i pol­skiego rządu na uchodź­stwie. Budo­wał ją w spo­sób bar­dzo podobny do „Lido”, opie­ra­jąc rekru­ta­cję na zaprzy­jaź­nio­nych krę­gach ary­sto­kra­cji, boga­tego zie­miań­stwa i przed­wo­jen­nej kadry ofi­cer­skiej WP. Dzia­ła­nie sieci oparł także na pracy odizo­lo­wa­nych wywia­dow­ców, z któ­rymi kon­tak­to­wał się łącz­nik ope­ru­jący taj­nym zna­kiem roz­po­znaw­czym – nazwa orga­ni­za­cji nie padała. Zna­jąc nie­udol­ność powszechną na szcze­blach dowo­dze­nia ZWZ oraz sto­pień infil­tra­cji tej orga­ni­za­cji przez Gestapo i wywiad sowiecki, odmó­wił pod­po­rząd­ko­wa­nia swo­ich struk­tur wywia­dow­czych roz­ga­łę­zio­nych nie tylko w oku­po­wa­nej Pol­sce, lecz rów­nież w Euro­pie.

Suk­cesy wywia­dow­cze Musz­kie­te­rów były ana­lo­giczne jak w przy­padku „Lido”.

Takie przy­kłady jak „Lido” i Musz­kie­te­rzy możne jesz­cze mno­żyć, choć zwy­kle ota­cza się je atmos­ferą zapo­mnie­nia lub dziw­nej tajem­nicy. Należy zadać pyta­nie: DLA­CZEGO? – jeśli wnio­ski ogólne są oczy­wi­ste…

Po wyja­śnie­niu spe­cy­fiki cza­sów, w jakich przy­szło dzia­łać wywia­dow­com pol­skiej kon­spi­ra­cji, naj­wyż­szy czas wró­cić do Wied­nia, Wła­dy­sławy Macie­szyny i jej czwar­tej podróży kurier­skiej do sto­licy zaanek­to­wa­nej przez Niemcy Austrii.

 

Inte­re­suje nas część wywiadu ofen­syw­nego ZWZ/AK o kryp­to­ni­mie „Stra­gan”, nosząca w doku­men­tach ozna­ko­wa­nia „WO-130 – Połu­dnie” i mająca cen­tralę wła­śnie w Wied­niu. W wyniku roz­bi­cia przez Gestapo tej wła­śnie siatki roz­po­częła się tra­ge­dia Sławy. Przy­czyną tego nie­szczę­ścia była zdrada, ale nie­zwy­kle ciężko usta­lić, kto był zdrajcą. Część opra­co­wań podaje, że cała siatka „WO-1 – Połu­dnie” wpa­dła przez zdradę Ludwika Kalk­ste­ina i jego żony Blanki Kaczo­row­skiej, któ­rzy wydali w łapy Gestapo mię­dzy innymi kapi­tana Karola Tro­ja­now­skiego, „Radwana”, kie­row­nika refe­ratu zachod­niego wywiadu ofen­syw­nego. Tę teo­rię należy odrzu­cić, gdyż zupeł­nie nie zga­dzają się daty. „Radwana” ujęto 15 maja 1943 roku, a aresz­to­wa­nia w Wied­niu zaczęły się ponad mie­siąc wcze­śniej, bo 8 kwiet­nia 1943 roku.

Bar­dzo wiele opra­co­wań uzna­wa­nych powszech­nie za wia­ry­godne źró­dła podaje, że było zupeł­nie ina­czej. Jako win­nego zdrady wska­zuje się porucz­nika Zyg­munta Lan­ko­sza, ps. „Marek”, „Łoś”. Zyg­munt Lan­kosz był w ZWZ kie­row­ni­kiem sieci „S-9”, czę­ści Refe­ratu Zachód (kryp­to­nim „Stra­gan”). Do tej dosko­nale zor­ga­ni­zo­wa­nej komórki, która bez więk­szych strat prze­trwała kolejne fale wcze­śniej­szych aresz­to­wań, nale­żeli mię­dzy innymi: Tade­usz i Karol Sło­wi­ko­wie z Libiąża, Paweł Skrzycki i Józef Borzucki z Chełmka, Wik­tor Bujo­czek i Teo­fil Krupa z Rudy Ślą­skiej. Bar­dzo waż­nym człon­kiem komórki Zyg­munta Lan­ko­sza był Antoni Dra­gon z Chrza­nowa. Pra­co­wał w biu­rze urzędu powia­to­wego, gdzie odpo­wia­dał za wysta­wia­nie prze­pu­stek upraw­nia­ją­cych do prze­kra­cza­nia gra­nicy pomię­dzy Gene­ralną Guber­nią a Rze­szą. Jego praca umoż­li­wiała kurie­rom sieci wyjazdy w głąb Rze­szy i przede wszyst­kim do Wied­nia dla łącz­no­ści ze wspo­mnianą wcze­śniej siatką „WO-1 – Połu­dnie”.

W poło­wie kwiet­nia 1942 r. nastą­piły zmiany kadrowe w „S-9”, które oka­zały się począt­kiem tra­ge­dii. Zyg­munt Lan­kosz został prze­nie­siony do sosno­wiec­kiego Inspek­to­ratu, a sze­fem siatki został Tade­usz Sło­wik, ps. „Liszka”. W Inspek­to­ra­cie Lan­kosz peł­nił funk­cję ofi­cera do spe­cjal­nych pole­ceń, lecz zacho­wał funk­cję, którą rów­nież dotych­czas peł­nił – kuriera utrzy­mu­ją­cego łącz­ność z wie­deń­ską pla­cówką „WO-1”31, gdzie rów­nież regu­lar­nie jeź­dziła Wła­dy­sława Macie­szyna.

Nie­spełna rok póź­niej nastą­piło nie­szczę­ście. „Łoś” został zatrzy­many przez Gestapo 30 marca 1943 roku na dworcu kole­jo­wym w Trze­bini. Tra­ge­dia tego wspa­nia­łego dowódcy i orga­ni­za­tora oka­zała się z per­spek­tywy czasu podwójna. Po pierw­sze, Gestapo, a po dru­gie… No wła­śnie, „to dru­gie” zdaje się jesz­cze bar­dziej tra­giczne tak dla samego Lan­ko­sza, jak i dla jego rodziny. Z nie­daw­nego dowódcy świet­nej siatki wywia­dow­czej i czło­wieka, który oddał życie za ojczy­znę, zro­biono ZDRAJCĘ i ta opi­nia utrzy­muje się w wielu publi­ka­cjach do dziś!

Pozwolę sobie zacy­to­wać jedy­nie trzy (z wielu) wie­lo­krot­nie odwie­dzane przez inter­nau­tów i „histo­ry­ków” strony (podkr. J.R.)…

 Cytat 1: W sierp­niu 1942 r. dowódcą wie­deń­skiego „Stra­ganu” z ini­cja­tywy „Radwana” został Jan Mró­zek. Pod­sta­wo­wym zada­niem siatki było sys­te­ma­tyczne, pla­nowe infil­tro­wa­nie austriac­kiego prze­my­słu (rów­nież zbroj­nego). W skład orga­ni­za­cji w szczy­to­wym okre­sie dzia­łal­no­ści wcho­dziło ok. 200 osób, z czego duża część pocho­dziła ze Ślą­ska Cie­szyń­skiego. Siatka została zde­kon­spi­ro­wana po zdra­dzie kuriera Zyg­munta Lan­ko­sza, ps. „Zyg­munt”, w kwiet­niu 1943 r. Aresz­to­wano wów­czas ok. 100 osób nale­żą­cych do „Stra­ganu” i dzie­siątki innych podej­rza­nych o kon­takty z grupą. Spo­śród nich życie stra­ciło kil­ku­dzie­się­ciu agen­tów. Dowódz­two grupy zostało roz­strze­lane w Stein nad Duna­jem 15 kwiet­nia 1945 r.

 Cytat 2: Jed­nym z głów­nych źró­deł, z któ­rych korzy­stał on [Oswald Guziur – dop. J.R.] w swej pracy nad udzia­łem Zaol­zian w wie­deń­skim „Stra­ga­nie”, były hitle­row­skie akty oskar­że­nia prze­ciwko aresz­to­wa­nemu w marcu 1943 jej kie­row­nic­twu i człon­kom, zade­nun­cjo­wa­nym przez Lan­ko­sza po jego wpadce pod­czas podróży kurier­skiej na tra­sie z Wied­nia do War­szawy. Straty ponie­sione przez wie­deń­ski „Stra­gan” były ogromne. Aresz­to­wa­nych zostało około 100 osób, w tym w pierw­szej kolej­no­ści znani Lan­ko­szowi oso­bi­ście przy­wódcy siatki, Mró­zek i Goj­ni­czek.

 Cytat 3: Na sku­tek dekon­spi­ra­cji wielu agen­tów owych sia­tek zostało aresz­to­wa­nych w 1943 r. W głów­nej mie­rze odpo­wie­dzial­ność za upa­dek siatki wywia­dow­czej „Stra­gan” spo­czy­wała na kurie­rze Zyg­mun­cie Lan­ko­szu, ps. „Łoś”, który aresz­to­wany 30 marca 1940 r. tor­tu­ro­wany wydał Jana Mrózka i Wła­dy­sława Goj­niczka z wie­deń­skiego kie­row­nic­twa „Stra­gana”. Osta­tecz­nie zgo­dził się na współ­pracę z Gestapo i został wypusz­czony na wol­ność. Począt­kowo ukry­wał się w tere­nie, a w póź­niej­szym cza­sie zor­ga­ni­zo­wał samo­rzut­nie grupę par­ty­zancką. Zgi­nął w potyczce z Niem­cami w Koście­li­sku koło Chrza­nowa, oku­pu­jąc śmier­cią swą winę.

Czy wza­jem­nie prze­pi­sy­wane z jed­nego źró­dła bzdury mogą wołać o pomstę do nieba? Czy czy­ta­ją­cemu, a zna­ją­cemu prawdę może otwie­rać się nóż w kie­szeni? Czy kto­kol­wiek naprawi krzywdę wyrzą­dzoną rodzi­nie boha­tera?

Prawda była zupeł­nie inna. Dotar­łem do niej dzięki kon­tak­towi z panem Andrze­jem Lan­ko­szem-Gło­wac­kim, synem Zyg­munta. Powiedzmy więc wresz­cie PRAWDĘ i nie­chaj „Mar­kowi”, „Łosiowi” i nie­kiedy także „Boru­cie” przy­wró­cona zosta­nie należna chwała.

Na początku marca 1943 roku w wyniku zdrady jed­nego z kurie­rów, Hen­ryka Dulow­skiego, ps. „Kurt”, został aresz­to­wany nowy szef siatki „S-9” Tade­usz Sło­wik, „Liszka”. „Kurt”, kurier na wie­deń­skiej tra­sie, prze­ka­zał gesta­pow­com nie tylko znane mu kon­takty z pla­cówką „WO-1”, lecz także wszyst­kie infor­ma­cje o Sło­wiku. Po „nalo­cie” na miesz­ka­nie „Liszki” i jego żony Klo­tyldy32 Gestapo nie musiało szu­kać dal­szych dowo­dów przed ostrym prze­słu­cha­niem Sło­wika, bo nie­do­świad­czo­nego dowódcę siatki zatrzy­mano pod­czas pisa­nia na maszy­nie wywia­dow­czego mel­dunku zbior­czego dla cen­trali. Na stole obok maszyny leżały mel­dunki z terenu, w tym z Wied­nia. Nie­mieccy agenci nie potrze­bo­wali wię­cej. Ostre prze­słu­cha­nia, pod­czas któ­rych obie­cy­wano, że Klo­tylda zosta­nie zwol­niona i będzie mogła opie­ko­wać się dwójką pozo­sta­wio­nych bez opieki małych dzieci, cał­ko­wi­cie zła­mały Sło­wika i wydał on wszyst­kich zna­nych sobie ludzi, w tym porucz­nika Zyg­munta Lan­ko­sza. Aresz­to­wany „Łoś” mil­czał i nie syp­nął wie­deń­skiej siatki. Mil­czał, tym bar­dziej, że dotarł do niego gryps zawia­da­mia­jący o wysła­niu do Wied­nia kuriera, który 4 kwiet­nia będzie na miej­scu i ostrzeże pla­cówkę „WO-1”. Potrzebny był jedy­nie czas na prze­jazd i szybką zmianę wie­deń­skich adre­sów. Zyg­munt Lan­kosz prze­trwał pięć dni gesta­pow­skich, strasz­li­wych tor­tur. Wobec nie­pod­wa­żal­nych dowo­dów zaczął mówić o wie­deń­skiej siatce dopiero wtedy, gdy był pewien, że kurier z ostrze­że­niem już dotarł do celu i wszy­scy ludzie są bez­pieczni. Nikt nie prze­wi­dział, że zdrajca działa dalej, bo do Wied­nia wysłano wła­śnie Hen­ryka Dulow­skiego, „Kurta”, który roz­kazu nie wyko­nał33.

Kwie­cień i maj 1943 roku roz­po­częły czarny okres wie­deń­skiego „Stra­ganu”. Gestapo jak po sznurku szło od miesz­ka­nia do miesz­ka­nia. Straty były ogromne, już w pierw­szym rzu­cie za kra­tami zna­la­zło się bli­sko 100 osób, a szybko zatrzy­ma­nia się­gnęły poza Wie­deń, nawet do Auschwitz, gdzie roz­strze­lano Annę Rucką (człon­ki­nię ZWZ), któ­rej syn Sta­ni­sław (powie­szony w publicz­nej zbio­ro­wej egze­ku­cji w Nawsiu w lutym 1944 roku) współ­pra­co­wał z wywia­dem i w któ­rej miesz­ka­niu przy­wódcy siatki spo­ty­kali się czę­sto ze swo­imi miej­sco­wymi współ­pra­cow­ni­kami. Aresz­to­wa­nych umiesz­czano w celach okry­tego złą sławą wię­zie­nia w dziel­nicy Mar­ga­re­then w Wied­niu i pod­da­wano nie­ludz­kim tor­tu­rom pod­czas kolej­nych prze­słu­chań. Wpa­dła dosłow­nie cała siatka, mię­dzy innymi Jan Mró­zek, Gustaw Ożana, Maria Magnu­sek, Rudolf Ble­cha, Edward Pół, Tade­usz Kiślań­ski, Wil­helm Freu­den­re­ich, Wła­dy­sław Chor­tu­lań­ski, Adam Cień­ciała, Milada Myr­da­czówna, Wła­dy­sław Goj­ni­czek, Eugen Lach, Józef Huczyń­ski, Robert Milata, Fran­ci­szek Plac­kow­ski, Zofia Kubuśko, Rudolf Zwa­sta, Euge­niusz Raczu­nas, Fran­ci­szek Szot­kow­ski, Józef Śliż, Karol Englisch. Kurierka Wła­dy­sława „Sława” Macie­szyna została aresz­to­wana w Wied­niu 8 kwiet­nia 1943 roku.

Jakże tra­giczny, ale rów­nież wspa­niały jest raport, jaki zło­żył Johan­nes Thümmler, szef kato­wic­kiej Gestapo, na ręce Ern­sta Kal­ten­brun­nera, szefa Głów­nego Urzędu Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy. Napi­sał on mię­dzy innymi: „Należy stwier­dzić, że opi­sy­wana orga­ni­za­cja szpie­gow­ska objęła swoim dzia­ła­niem pra­wie wszyst­kie zakłady zbro­je­niowe i ważne ze wzglę­dów gospo­dar­czych na przy­dzie­lo­nym tere­nie. Mimo cią­głego, doko­ny­wa­nego na bie­żąco szko­le­nia pra­cow­ni­ków kontr­wy­wiadu nie udało się ani w jed­nym przy­padku wykryć dzia­łal­no­ści szpie­gow­skiej tej orga­ni­za­cji. Fakt, że w wielu zakła­dach Polacy zaj­mo­wali eks­po­no­wane sta­no­wi­ska, powo­do­wał, że byli w sta­nie dostar­czać szcze­gól­nie cen­nych infor­ma­cji, wzbo­ga­ca­ją­cych efekty dzia­łal­no­ści szpie­gow­skiej”.

W wyniku aresz­to­wań siatka została kom­plet­nie roz­bita. Kil­ka­dzie­siąt osób spo­śród aresz­to­wa­nych stra­ciło życie. Wła­dy­sława Macie­szyna, jak przy­stało na „Sławę”, mimo cięż­kiego bicia (stra­ciła zęby) i mal­tre­to­wa­nia nie zdra­dziła nikogo. Symu­lo­wała obłęd i upar­cie twier­dziła, że jechała do Kar­lo­wych Warów się leczyć. Mówiła, że jest osobą samotną, nie ma żad­nych zna­jo­mych, nikt nie może jej pomóc i poświad­czyć nie­win­ność. Pisała listy i prośby do róż­nych insty­tu­cji cha­ry­ta­tyw­nych w War­sza­wie. Oba­wiała się jed­nak, że opraw­com uda się wresz­cie ją zła­mać, więc pod­cięła sobie żyły. Dla opraw­ców z Gestapo była ważną osobą, na co wska­zuje fakt, że odwie­ziono ją do szpi­tala z roz­ka­zem dla leka­rzy: „Rato­wać za wszelką cenę!”. Odra­to­wana musiała wziąć udział w pro­ce­sie, który roz­po­czął się 22 lutego 1945 roku. Pod­czas trwa­ją­cego dwa tygo­dnie prze­wodu sądo­wego posta­wiono Sła­wie oskar­że­nie o spi­sko­wa­nie prze­ciw Rze­szy, które ma cha­rak­ter zdrady głów­nej. W takim przy­padku mógł zapaść tylko jeden wyrok – śmierć. Takie same wyroki zapa­dły także w pozo­sta­łych spra­wach kon­spi­ra­to­rów „Stra­ganu”.

O tra­gicz­nych losach męż­czyzn wię­zio­nych w Mar­ga­re­then wspo­mnę za chwilę, lecz teraz trzeba oddać spra­wie­dli­wość kobie­tom. Przy­po­mnijmy – Maria Magnu­sek, Milada Myr­da­czówna, Zofia Kubuśko, Wła­dy­sława Macie­szyna… Prze­szły gehennę, ale prze­żyły. W unik­nię­ciu śmierci pomo­gło im ści­słe sto­so­wa­nie nie­miec­kiego przy­sło­wia Ord­nung muss sein, „porzą­dek musi być” przy egze­kwo­wa­niu prawa nawet tak bar­ba­rzyń­skiego, jak nazi­stow­skie. Od chwili przy­łą­cze­nia Austrii do Rze­szy zre­zy­gno­wano na nowych tere­nach z wyko­ny­wa­nia kary śmierci przez powie­sze­nie i zaczęto sto­so­wać kla­syczną gilo­tynę, którą można łatwo demon­to­wać i trans­por­to­wać pomię­dzy róż­nymi miej­scami kaźni.

Gilo­tyn (ści­śle opi­sa­nych w nie­miec­kim pra­wie) było nie­wiele, co stwa­rzało koniecz­ność prze­wo­że­nia ich w miej­sca wska­zane przez sądy, i pro­ce­dura ta przy wiel­kiej licz­bie wyro­ków ska­zu­ją­cych, ku utra­pie­niu wyko­naw­ców, znacz­nie spo­wal­niała pracę katów. Pro­ble­mem była także liczba katów połą­czona z koniecz­no­ścią obec­no­ści pro­ku­ra­tora pod­czas wyko­ny­wa­nia wyroku. Na tere­nie daw­nej Austrii pra­co­wało ich trzech – naj­star­szy i naj­bar­dziej doświad­czony Johann Reich­hardt, Fritz Witzka, który dla oszczęd­no­ści czasu zamiesz­kał w wie­deń­skim hotelu Bel­le­vue34, i Alois Weiss. Katom przy­słu­gi­wało dwóch pomoc­ni­ków, ale nawet tak połą­czone „zespoły śmierci” czę­sto nie gwa­ran­to­wały wyma­ga­nej wydaj­no­ści. Prawo nie­miec­kie wyraź­nie wska­zy­wało ponadto, że ska­za­niec pod­czas wyko­ny­wa­nia wyroku musi być zdrowy i mieć pełną świa­do­mość wyko­ny­wa­nej kary. Jak szybko pod­le­czyć więź­niów tor­tu­ro­wa­nych wcze­śniej i bestial­sko kato­wa­nych – tego owe prawo nie okre­ślało. Cóż, Ord­nung muss sein i ska­zań­ców w Mar­ga­re­then sta­rano się dopro­wa­dzić do moż­li­wie naj­lep­szego stanu, a to nie­stety musiało potrwać. Dzięki temu kobiety z pol­skiej siatki wywia­dow­czej prze­trwały do wyzwo­le­nia Wied­nia – Sławę oca­liły wysoka gorączka i podej­rze­nie, że jest chora na tyfus. Ura­to­wał życie rów­nież bli­ski współ­pra­cow­nik Gór­niczka i Mrozka, Wła­dy­sław Babiń­ski. W szczę­śliwy spo­sób udało mu się uciec z wię­zie­nia w Mar­ga­re­then. Nie było go, kiedy sąd zaocz­nie wydał na niego wyrok śmierci. Zdo­był cywilne ubra­nie i dotarł do Ostrawy, gdzie pod­czas zatrzy­ma­nia został postrze­lony. Po ponow­nym trans­por­cie do wię­zie­nia, z któ­rego wcze­śniej uciekł, musiał być pod­le­czony, bo bar­dzo gorącz­ko­wał. Zda­niem władz wię­zie­nia egze­ku­cji nie można było wyko­nać, bo znów dzia­łało powie­dze­nie Ord­nung muss sein – ska­za­niec musi być świa­dom, że umiera zgod­nie z nie­miec­kim pra­wem. Docze­kał w Mar­ga­re­then wol­no­ści. Kolejne prze­śla­do­wa­nia cze­kały go w komu­ni­stycz­nej Pol­sce, ale to już inna histo­ria, wspa­niała, ocze­ku­jąca oddziel­nej opo­wie­ści…

 

Na prze­ło­mie marca i kwiet­nia 1945 roku w wie­deń­skim wię­zie­niu Mar­ga­re­then czuło się powiew wol­no­ści. Pierw­szym sygna­łem była lekka zmiana sto­sunku straż­ni­ków do więź­niów. Dotych­cza­sowi okrut­nicy wyraź­nie pokor­nieli, sta­wali się bar­dziej ludzcy. Póź­niej przez grube mury i kraty okien coraz wyraź­niej sły­chać było głu­che dud­nie­nie arty­le­ryj­skich wystrza­łów. Wła­dze wię­zie­nia znały wydaną jesz­cze w lutym 1945 roku dyrek­tywę wie­deń­skich władz sądo­wych naka­zu­jącą zwol­nie­nie „zwy­kłych” prze­stęp­ców jesz­cze przed wkro­cze­niem nad­cią­ga­ją­cych od wschodu wojsk rosyj­skich. Więź­nio­wie poli­tyczni mieli zostać ewa­ku­owani na zachód. Dyrek­tywa ta pole­cała rów­nież zli­kwi­do­wać tych więź­niów dopiero wtedy, gdy ich ewa­ku­acja będzie cał­ko­wi­cie nie­moż­liwa. Kobiety „Stra­ganu” cze­kały i się docze­kały. 13 kwiet­nia 1945 roku jed­nostki 2. i 3. Frontu Ukra­iń­skiego osta­tecz­nie zajęły Wie­deń. Zmal­tre­to­wana i chora Macie­szyna została zwol­niona z wię­zien­nego szpi­tala jesz­cze przed wyzwo­le­niem, 7 kwiet­nia 1945 roku, lecz musiała pozo­stać w Austrii i rato­wać zdro­wie – stra­ciła zęby, słuch w jed­nym uchu i całą swą dawną ener­gię. Do uko­cha­nej War­szawy wró­ciła w paź­dzier­niku 1945 roku. Wró­ciła, aby zoba­czyć sto­licę pod rzą­dami komu­ni­stów. Jej walka o ojczy­znę nie spo­tkała się z ich uzna­niem. Nie miała już prawa wpro­wa­dzić się do wła­snego miesz­ka­nia na daw­nej alei Szu­cha 16, które zacho­wało się w sta­nie zbyt dobrym dla niedaw­nej boha­terki pol­skiego pod­zie­mia35. Pomiesz­ki­wała u przy­ja­ciół i w wyna­ję­tych poko­jach. Dopiero na krótko przed śmier­cią „wdzięczna” ojczy­zna przy­znała jej malutką kawa­lerkę i rentę w wyso­ko­ści 500 zło­tych, abso­lut­nie nie­wy­star­cza­jącą na życie. Czy o taką Pol­skę wal­czyła? Mogła przy swych doko­na­niach czuć się kobietą speł­nioną, ale czy taka była, jeśli na pyta­nie jed­nej z przy­ja­ciółek, z czego żyje, odpo­wie­działa: „Jak to z czego? Żyję po pro­stu z przy­zwy­cza­je­nia”. Zmarła w bie­dzie 21 czerwca 1967 roku.

Nie prze­żyli pozo­stali człon­ko­wie „Stra­ganu”, któ­rych umiesz­czono w wię­zie­niu w Stein. Około 300 cie­szą­cych się już wol­no­ścią tam­tej­szych więź­niów samo­wol­nie roz­strze­lali funk­cjo­na­riu­sze oddziału Waf­fen SS, doko­nu­jąc strasz­li­wej masa­kry na wię­zien­nym podwó­rzu i w oko­li­cach wię­zie­nia. Rzezi unik­nęli jedy­nie dwaj człon­ko­wie siatki – Sta­ni­sław Legier­ski oraz Edward Pol, któ­rzy szczę­śli­wie ucie­kli pod­czas trans­portu.

1 Linia kar­wiń­ska Srzed­nic­kich (ist­niała także linia złot­nicka). [wróć]

2 Cie­ka­wostką jest fakt, że zarządcą dóbr kór­nic­kich i zako­piań­skich hra­biego Zamoy­skiego był Win­centy Szym­bor­ski, ojciec Wisławy Szym­bor­skiej, póź­niej­szej lau­re­atki Nagrody Nobla w dzie­dzi­nie lite­ra­tury. [wróć]

3 Warto w tym miej­scu wspo­mnieć, że w tym samym miej­scu i cza­sie ranny został Edward Pfe­if­fer z oddziału har­cer­skiego zmo­bi­li­zo­wa­nego wcze­śniej w Łodzi pod dowódz­twem Jerzego Szle­tyń­skiego, póź­niej­szy puł­kow­nik Woj­ska Pol­skiego, w powsta­niu war­szaw­skim dowódca Grupy Śród­mie­ście-Radwan. [wróć]

4 Od początku wrze­śnia 1939 roku Dowódz­two Obrony War­szawy umiesz­czono w budynku Mini­ster­stwa Spraw Wewnętrz­nych na Nowym Świe­cie (w pałacu Zamoy­skich). Z powodu bom­bar­do­wań 17 wrze­śnia Dowódz­two prze­nie­siono do gma­chu cen­trali Pocz­to­wej Kasy Oszczęd­no­ści (Mar­szał­kow­ska 134 – Świę­to­krzy­ska 37), posia­da­ją­cego głę­bo­kie pod­zie­mia. [wróć]

5 Edmund Gali­nat przedarł się z Rumu­nii do wal­czą­cego mia­sta samo­lo­tem PZL-46 Sum. [wróć]

6 Gene­rał Michał Toka­rzew­ski-Kara­sze­wicz był dowódcą Okręgu Kor­pusu nr 6 Lwów w latach 1936–1938. [wróć]

7 Następ­nie tę funk­cję peł­niła Zofia Rapp (de domo Konieczka). [wróć]

8 W nie­miec­kich doku­men­tach sądo­wych wystę­puje jako Ausspähung des Ver­kehr­swe­sens, czyli wywiad komu­ni­ka­cyjny, ale „lot­nia­rze” mieli chyba szer­sze zada­nia. [wróć]

9 Poczy­na­jąc od 1942 roku, dwu­krot­nie odwie­dził Wie­deń agent wywiadu ZWZ, Ronald Jef­fery, pseu­do­nim „Y-80”, ucie­ki­nier z obozu jeniec­kiego w Łodzi. Pra­cu­jąc dla wywiadu ZWZ, jeź­dził do Wied­nia, Pragi i Ham­burga. Fascy­nu­jąca postać, zasłu­gu­jąca na zacho­wa­nie w pamięci Pola­ków. Jan Nowak-Jezio­rań­ski pisze o nim: „boha­ter­ski Anglik, który na ochot­nika słu­żył Pol­sce i nie otrzy­mał za to żad­nej nagrody”. Dodać muszę od sie­bie – jak wielu, bar­dzo wielu… [wróć]

10 W 1940 roku Niemcy zbu­do­wali tam fabrykę sil­ni­ków lot­ni­czych, a siłę robo­czą zapew­niał pod­obóz Mau­thau­sen. Dzięki mel­dun­kom siatki Engli­scha lot­nic­two alianc­kie zbom­bar­do­wało zakłady. [wróć]

11 Fabryka amu­ni­cji znisz­czona w wyniku wiel­kiego wybu­chu w marcu 1944 roku. [wróć]

12 Zlo­ka­li­zo­wana tam fabryka Hein­kla w wyniku alianc­kich nalo­tów została prze­nie­siona do obiek­tów pod­ziem­nych w Flo­rids­dorf. [wróć]

13 Spo­rzą­dził mię­dzy innymi bar­dzo inte­re­su­jący raport o moż­li­wo­ści zasto­so­wa­nia broni che­micz­nej przez Wehr­macht. [wróć]

14 W czerwcu 1940 roku Komendę Oku­pa­cji Nie­miec­kiej prze­mia­no­wano na Komendę Główną Związku Walki Zbroj­nej. [wróć]

15 Doświad­cze­nie kontr­wy­wia­dow­cze: przed 1939 rokiem był dowódcą plu­tonu żan­dar­me­rii War­szawa Powiat. [wróć]

16 Doświad­cze­nie kontr­wy­wia­dow­cze: od paź­dzier­nika 1928 roku – ofi­cer mate­ria­łowy w 1. dywi­zjo­nie żan­dar­me­rii, od 1931 roku – ofi­cer do zle­ceń dowódcy tamże, od 1934 roku stu­dia na Wydziale Admi­ni­stra­cji Pań­stwo­wej i Komu­nal­nej SKP. [wróć]

17 Aresz­to­wany – marzec 1941 r. [wróć]

18 Aresz­to­wany – kwie­cień 1941 r. [wróć]

19 Aresz­to­wany – kwie­cień 1941 r. Wraz z nim w kra­kow­skim „kotle” pod adre­sem Sław­kow­ska 6 wpa­dło 38 osób – łącz­niczki, ofi­ce­ro­wie Komendy Obszaru, a także Józef Cyran­kie­wicz dzia­ła­jący z ramie­nia PPS – Wol­ność, Rów­ność, Nie­pod­le­głość. [wróć]

20 Także aresz­to­wany na Sław­kow­skiej. [wróć]

21 Aresz­to­wany – kwie­cień 1941 r. Pod­czas aresz­to­wa­nia w skle­pie pro­wa­dzo­nym przez Gied­gowda udało się uciec subiek­towi, któ­rym był płk Tade­usz Komo­row­ski, wów­czas ps. „Praw­dzic” – komen­dant Obszaru Kra­kow­sko-Ślą­skiego ZWZ, póź­niej­szy Komen­dant Główny ZWZ. [wróć]

22 Aresz­to­wany – kwie­cień 1941 r. [wróć]

23 Aresz­to­wany – kwie­cień 1941 r., raniony pod­czas próby zatrzy­ma­nia, ujęty po pościgu na Osie­dlu Ofi­cer­skim w Kra­ko­wie. [wróć]

24 Wyzna­czony przez oku­panta na sta­no­wi­sko komen­danta Polni­sche Poli­zei w GG płk Roman Sztaba wraz z ppłk. Woj­cie­chem Stano oraz mjrami Fran­cisz­kiem Erhard­tem i Ludwi­kiem Dro­żań­skim stwo­rzył w sze­re­gach poli­cji gra­na­to­wej i kry­mi­nal­nej silną i sze­roko roz­ga­łę­zioną orga­ni­za­cję kon­spi­ra­cyjną pod­po­rząd­ko­waną Związ­kowi Walki Zbroj­nej. Naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami płk. Romana Sztaby byli mjro­wie Fran­ci­szek Erhardt i Ludwik Dro­żań­ski, ppłk Woj­ciech Stano, por. Bazyli Kamień­ski, kpt. Leopold Kin­shu­ber oraz przod. Mie­czy­sław Tyr­kiel. Łącz­no­ścią orga­ni­za­cji kie­ro­wała wła­śnie Sta­ni­sława Rachwał. Jedną z łącz­ni­czek była Maria Mazur­kie­wicz. Orga­ni­za­cja płk. Romana Sztaby pod­po­rząd­ko­wała się ZWZ, wcho­dząc w skład sieci wywiadu i kontr­wy­wiadu. Się­gała na cały obszar ówcze­snego GG. W War­sza­wie do orga­ni­za­cji tej nale­żał płk N. Wasi­lew­ski. 13 paź­dzier­nika 1942 r. aresz­to­wani zostali płk Roman Sztaba i Sta­ni­sława Rachwał. W latach następ­nych Niemcy aresz­to­wali ppłk. Woj­ciecha Stano, mjr. Fran­ciszka Erhardta, mjr. Ludwika Dro­żań­skiego oraz przod. Mie­czy­sława Tyr­kiela. Aresz­to­wa­nia miały miej­sce także poza Kra­ko­wem. W ostat­niej chwili udało się ujść płk. N. Wasi­lew­skiemu. Płk R. Sztaba oraz mjro­wie Fr. Erhardt i L. Dro­żań­ski zostali zabici przez Niem­ców. Utwo­rzona przez nich orga­ni­za­cja miała szcze­gólne zna­cze­nie, odda­wała ogromne usługi w zakre­sie wywiadu i kontr­wy­wiadu w apa­ra­cie poli­cyj­nym nie­przy­ja­ciela. [wróć]

25 Wię­zie­nie Mon­te­lu­pich (od nazwy ulicy), powszech­nie nazy­wane „Monte”, a dziś „Mon­ciak”. Pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej prze­jęte w 1941 roku przez Gestapo od Sicher­he­it­spo­li­zei. Jest uwa­żane za jedno z naj­gor­szych wię­zień w oku­po­wa­nej Pol­sce. Liczbę więź­niów, któ­rzy prze­wi­nęli się przez tę katow­nię w latach 1940–1944 oce­nia się na około 50 tysięcy osób. Po woj­nie wyko­rzy­sty­wane przez Sowie­tów (NKWD), Mini­ster­stwo Bez­pie­czeń­stwa i Urząd Bez­pie­czeń­stwa. Budy­nek mający sta­tus zabytku i miej­sca męczeń­stwa do dziś jest połą­cze­niem aresztu śled­czego i zwy­kłego zakładu kar­nego. [wróć]

26 Józef Wrau­bek, ps. „Tatrzań­ski”, w latach mię­dzy­wo­jen­nych kapi­tan pol­skiej żan­dar­me­rii i komi­sarz PP. Na pole­ce­nie ZWZ przy­jął sta­no­wi­sko komen­danta powia­to­wego poli­cji gra­na­to­wej w Nowym Targu. Jed­no­cze­śnie dzia­łał jako szef bez­pie­czeń­stwa, a póź­niej szef sztabu tzw. Dywi­zji Pod­ha­lań­skiej, orga­ni­za­cji pod­ziem­nej pod­po­rząd­ko­wa­nej ZWZ. [wróć]

27 Sta­ni­sława Rachwał dzia­łała bar­dzo czyn­nie w kon­spi­ra­cji obo­zo­wej. 18 stycz­nia 1945 roku została prze­nie­siona do KL Ravensbrück, a potem do KL Neu­stadt-Glewe. Po wyzwo­le­niu obozu przez Ame­ry­ka­nów i poby­cie w szpi­talu wró­ciła do Kra­kowa, gdzie ponow­nie roz­po­częła dzia­łal­ność kon­spi­ra­cyjną, pra­cu­jąc dla wywiadu Dele­ga­tury Sił Zbroj­nych na Kraj, a od wrze­śnia 1945 roku dla Bry­gad Wywia­dow­czych WiN. Ponow­nie aresz­to­wana, tym razem przez roda­ków, prze­szła cięż­kie prze­słu­cha­nia w War­sza­wie, a póź­niej na Mon­te­lu­pich w Kra­ko­wie (trzeci raz). Ska­zana na doży­wo­cie sie­działa w naj­cięż­szych komu­ni­stycz­nych wię­zie­niach. Uwol­niona na mocy amne­stii 27 kwiet­nia 1956 roku. [wróć]

28 Pamię­tać należy, że obaj oku­panci jed­no­czyli siły w walce z pol­skim pod­zie­miem. W 1939 i 1940 roku Gestapo i NKWD orga­ni­zo­wały wspólne kon­fe­ren­cje w celu zwal­cza­nia pol­skiej kon­spi­ra­cji. Takowe spo­tka­nia odbyły się m.in. w Kra­ko­wie i Zako­pa­nem. [wróć]

29 Opi­sa­łem histo­rię Wit­kow­skiego i jego orga­ni­za­cji w książce Świat Musz­kie­te­rów. Zapo­mnij albo zgiń. W efek­cie tej pracy napły­nęło ogrom­nie dużo mate­ria­łów pozwa­la­ją­cych znacz­nie pogłę­bić temat i wzbo­ga­cić go o wiele sen­sa­cyj­nych szcze­gó­łów potwier­dza­ją­cych wymie­nione w książce fakty. Przy­go­to­wuję do druku książkę pt. Musz­kie­ter­skie sza­chy/Muske­te­ers Chess. Pla­no­wana jest rów­nież pro­duk­cja peł­no­me­tra­żo­wego filmu doku­men­tal­nego pod tym samym tytu­łem. [wróć]

30 WO – Wywiad Ofen­sywny. [wróć]

31 Jedy­nie na potrzeby „sko­ków” do Wied­nia Zyg­munt Lan­kosz uży­wał pseu­do­nimu „Łoś”. [wróć]

32 Klo­tylda Sło­wik została aresz­to­wana razem z mężem i pra­wie natych­miast wywie­ziona do obozu kon­cen­tra­cyj­nego Auschwitz (http://mogily.pl/swro­dzi­nyw­roc­law/s%C5%82owikklotylda_661433). [wróć]

33 Pełne infor­ma­cje doty­czące boha­ter­skiego kon­spi­ra­tora Zyg­munta Lan­ko­sza i wpadki siatki „S-9” opra­co­wał dr inż. Mie­czy­sław Dwor­ni­czek przy współ­pracy Andrzeja Lan­ko­sza-Gło­wac­kiego – umiesz­czam je w anek­sie 1. [wróć]

34 Ponoć nie mógł zała­twić w Wied­niu miesz­ka­nia odpo­wied­niego dla swego odpo­wie­dzial­nego sta­no­wi­ska. [wróć]

35 Pod­czas wojny Niemcy zmie­nili nazwę alei Szu­cha na Strasse der Poli­zei (ul. Poli­cji). Cały rejon prze­zna­czono na dziel­nicę Nur für Deut­sche (tylko dla Niem­ców), a nawet pod­czas powsta­nia war­szaw­skiego Niemcy nie wysa­dzali domów w „swo­jej” dziel­nicy. Po woj­nie komu­ni­ści zmie­nili nazwę na „I Armii Woj­ska Pol­skiego”, a miesz­ka­nia zajęli apa­rat­czycy naj­wyż­szego szcze­bla; przez krótki okres miesz­kał tu nawet Wła­dy­sław Gomułka. [wróć]