Wojownicy. Tajemnica Żółtego Kła. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #3
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Yellowfang’s Secret

Text and series concept © Working Partners Limited 2012

Series created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2019

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Anna Podedworna

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-65122-80-3


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Cherith Baldry

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

KLAN CIENIA

PRZYWÓDCA

Cedrowa Gwiazda — bardzo ciemny szary kocur o białym brzuchu

ZASTĘPCA

Kamienny Ząb — szary pręgowany kocur o długich zębach

MEDYCZKA

Szałwiowy Wąs — biała kotka o długich wąsach

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Wroni Ogon — czarna pręgowana kotka

Orlicowa Stopa — jasnorudy kocur o ciemnorudych łapach (ojciec Żółtki)

Chytre Oko — szary kocur w ciemne pręgi z grubą pręgą nad okiem; uczeń: Żabia Łapa

Ostrokrzewiasty Kwiat — ciemnoszaro-biała kotka; uczennica: Traszkowa Łapa

Błotnisty Pazur — szary kocur o brązowych łapach

Ropuszy Skok — ciemnobrązowy pręgowany kocur w białe plamy, o białych łapach; uczennica: Jesionowa Łapa

Pokrzywowa Cętka — biała kotka w rude cętki

Mysie Skrzydło — czarny kocur o gęstym futrze

Jeleni Sus — szara pręgowana kocica o białych łapach

Bursztynowy Liść — ciemnoruda kotka o brązowych łapach i uszach

Ziębowy Lot — czarno-biały kocur

Śnieżycowe Skrzydło — nakrapiany biały kocur

Jaszczurza Pręga — jasnobrązowa pręgowana kotka o białym brzuchu

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Żabia Łapa — ciemnoszary kocur

Traszkowa Łapa — czarno-ruda kotka

Jesionowa Łapa — jasnoszara kotka

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Pierzasta Burza — ciemnobrązowa pręgowana kotka (matka Strzępka i Smolika)

Jasny Kwiat — ruda pręgowana kotka (matka Żółtki, Orzeszka i Jarzębinki)

Rozlana Chmura — szaro-biała kotka

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Mały Ptak — mała ruda pręgowana kotka

Jaszczurzy Kieł — jasnobrązowy pręgowany kocur o zakrzywionym zębie

Srebrny Płomień — rudo-szara kotka (matka Jasnego Kwiatu)

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Sosnowa Gwiazda — rudobrązowy kocur o zielonych oczach

ZASTĘPCA

Słoneczny Zmierzch — jasnorudy kocur o żółtych oczach

MEDYK

Gęsie Pióro — nakrapiany szary kocur o bladoniebieskich oczach; uczeń: Pierzasta Łapa

WOJOWNICY

Żmijowy Kieł — nakrapiany brązowy pręgowany kocur

Brunatna Cętka — jasnoszary pręgowany kocur

Wróbla Skóra — duży ciemnobrązowy pręgowany kocur

Małe Ucho — szary kocur o bardzo małych uszach

Rudzikowe Skrzydło — mała brązowa kotka

Kędzierzawa Skóra — czarny kocur

Wietrzny Lot — szary pręgowany kocur

KARMICIELKI

Księżycowy Kwiat — srebrzystoszara kotka

Makowy Świt — ciemnoruda kotka o długiej sierści

STARSZYZNA

Chwastowy Wąs — jasnorudy kocur o żółtych oczach

Mamrocząca Stopa — nieco niezdarny brązowy kocur o bursztynowych oczach

Skowronia Pieśń — szylkretowa kotka o bladozielonych oczach

KLAN WIATRU

PRZYWÓDCZYNI

Wrzosowa Gwiazda — różowawoszara kotka o błękitnych oczach

ZASTĘPCA

Trzcinowe Pióro — jasnobrązowy pręgowany kocur

MEDYK

Jastrzębie Serce — cętkowany ciemnobrązowy kocur o żółtych oczach

WOJOWNICY

Świtająca Pręga — jasnozłota kotka w kremowe pręgi; uczeń: Wysoka Łapa

Czerwony Pazur — ciemnorudy kocur; uczeń: Ryjówcza Łapa

STARSZYZNA

Biała Jagoda — mały śnieżnobiały kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCA

Gradowa Gwiazda — szary kocur o grubym futrze

ZASTĘPCA

Muszlowe Serce — nakrapiany szary kocur

MEDYCZKA

Mleczne Futro — szaro-biała pręgowana kotka; uczennica: Jeżynowa Łapa

WOJOWNICY

Pluskający Pazur — czarno-srebrny pręgowany kocur

Drzewne Futro — brązowy kocur

Sowie Futro — brązowo-biały kocur

Wydrzy Plusk — biało-jasnoruda kotka

KARMICIELKI

Liliowa Łodyga — jasnoszara kotka

Płowy Ogon — jasnobrązowa kotka

STARSZYZNA

Pstrągowy Pazur — szary pręgowany kocur

KOTY NIE NALEŻĄCE DO KLANÓW

Dżem — ogromny rudy kocur

Skrzatka — puchata biała kotka

Ruda — ruda kotka

Głaz — szary kocur

Sójka — starsza czarno-biała kotka

Hal — ciemnobrązowy pręgowany kocur

Prolog

Blask gwiazd wpadał do ogromnej jaskini poprzez nierówny otwór w sklepieniu. W słabej srebrzystej poświacie rysowała się wysoka skała wystającą z ziemi pośrodku pieczary otoczonej przez kamienne ściany, z ziejącą czeluścią wejścia do tunelu umiejscowioną w jednej z nich. Cienie u wylotu tunelu zgęstniały i w jaskini pojawiło się sześć kotów. Ich przywódca, nakrapiany szary kocur o niechlujnym, pozbijanym w kępki futrze, podszedł do skały i odwrócił się pyskiem do pozostałych.

— Szałwiowy Wąsie, Jastrzębie Serce, Mleczne Futro — zaczął, skinąwszy głową do każdego z kotów, gdy wymieniał ich imiona — my, medycy czterech klanów, zebraliśmy się tutaj, by przeprowadzić jedną z naszych najważniejszych ceremonii: powołanie nowego ucznia medyka.

Kolejne dwa koty ociągały się przy wejściu do tunelu; w półmroku ich oczy wydawały się ogromne. Jeden z nich przebierał łapami, jak gdyby przymarzły do zimnego kamienia.

— Na litość Klanu Gwiazdy, Gęsie Pióro, pospiesz się — wymamrotał Jastrzębie Serce, niecierpliwie strzepując ogonem.

Gęsie Pióro rzucił mu gniewne spojrzenie, a potem obrócił się do dwojga młodych kotów stojących przy wejściu do tunelu.

— Pierzasta Łapo, jesteś gotów? — zapytał.

Większy z dwójki, kocur o srebrnym futrze, skłonił nerwowo głowę.

— Tak myślę — miauknął.

— A zatem podejdź tutaj i stań przed Księżycowym Kamieniem — zarządził Gęsie Pióro. — Wkrótce nadejdzie czas, by podzielić się językami z Klanem Gwiazdy.

Pierzasta Łapa zawahał się.

— Ale… ale ja nie wiem, co mówić, gdy spotkam naszych przodków.

— Będziesz wiedział — powiedziała stojąca obok niego młoda kotka. Jej białe futro zalśniło, gdy dotknęła pyskiem jego barku. — Będzie świetnie, zobaczysz. Tak samo jak wtedy, gdy ja zostałam uczennicą Mlecznego Futra!

— Dzięki, Jeżynowa Łapo — wymamrotał Pierzasta Łapa.

Podszedł cicho do Gęsiego Pióra, a Szałwiowy Wąs, Mleczne Futro i Jastrzębie Serce usiedli kilka długości ogona dalej. Jeżynowa Łapa zajęła miejsce u boku swojej mentorki.

Nagle księżyc ukazał się w szczelinie w sklepieniu, wypełniając jaskinię oślepiającym białym światłem. Pierzasta Łapa zatrzymał się i zamrugał ze zdumienia, gdy Księżycowy Kamień przebudził się do życia i zalśnił srebrzyście.

Gęsie Pióro wystąpił do przodu i stanął nad młodym kotem.

— Pierzasta Łapo — miauknął. — Czy pragniesz posiąść najgłębszą wiedzę Klanu Gwiazdy jako medyk Klanu Pioruna?

Pierzasta Łapa skinął głową.

 

— Tak — wychrypiał z zapartym tchem. Odchrząknął i spróbował ponownie — Pragnę.

— Podążaj więc za mną.

Gęsie Pióro odwrócił się, ogonem przyzywając ucznia do siebie, i kilkoma krokami przybliżył się do Księżycowego Kamienia. Jego jasnobłękitne oczy błyszczały jak bliźniacze księżyce, gdy przemawiał:

— Wojownicy Klanu Gwiazdy, przedstawiam wam tego oto ucznia. Wybrał on ścieżkę medyka. Podzielcie się z nim swą mądrością i przenikliwością, by pojął wasze ścieżki i leczył swój klan zgodnie z waszą wolą. — Strzepnął ogonem na Pierzastą Łapę i wyszeptał: — Połóż się tutaj i przyłóż nos do kamienia.

Pierzasta Łapa prędko zastosował się do polecenia, kładąc się blisko kamienia i wyciągając się, by dotknąć nosem jego błyszczącej powierzchni. Pozostali medycy przesunęli się obok niego, by przyjąć podobne pozycje wokół skały. W ciszy i skrzącym się świetle nowy uczeń medyka zamknął oczy.

Pierzasta Łapa zamrugał oczami i skoczył na równe łapy. Stał aż po pierś w bujnej trawie na polanie w oświetlonym blaskiem słońca lesie. Ponad jego głową szumiały drzewa kołysane ciepłym wietrzykiem. Powietrze było ciężkie od zapachu zwierzyny i mokrej paproci.

— Cześć, Pierzasta Łapo!

Młody kocur obrócił się na pięcie. Poprzez trawę zmierzała w jego stronę pręgowana biała kotka o błękitnych oczach; gdy się zbliżyła, machnęła mu przyjaźnie ogonem na powitanie.

Pierzasta Łapa wbił w nią spojrzenie.

— M-Malwowe Futro! — wydyszał. — Tak za tobą tęskniłem!

— Może i jestem teraz wojowniczką Klanu Gwiazdy, ale zawsze będę przy tobie, mój drogi — zamruczała Malwowe Futro. — Dobrze cię tu widzieć, Pierzasta Łapo. Mam nadzieję, że to pierwszy raz z wielu.

— Też mam taką nadzieję — odparł Pierzasta Łapa.

Malwowe Futro szła dalej, przedzierając się przez trawę, aż dotarła do rudego kocura stojącego na linii drzew; oba koty Klanu Gwiazdy zniknęły razem w poszyciu. Nieopodal miejsca ich zniknięcia kolejny wojownik Klanu Gwiazdy kucał przy niewielkiej sadzawce, chłepcząc wodę. Chwilę później wiewiórka przemknęła przez polanę i wdrapała się na pień dębu; tuż za nią stąpali dwaj następni gwiezdni przodkowie Pierzastej Łapy.

Młody kot ponownie usłyszał swe imię.

— Hej, Pierzasta Łapo! Tutaj!

Pierzasta Łapa rozejrzał się po polanie. Jego spojrzenie spoczęło na czarnym kocurze, niemal schowanym w cieniu pod krzakiem ostrokrzewu. Kot był mały i wychudły, o pysku zszarzałym ze starości. Przyzywał Pierzastą Łapę ogonem.

— Tutaj! — powtórzył głosem cichym i naglącym. — Czy stoisz łapami mocno na ziemi?

Pierzasta Łapa przedarł się przez wysokie trawy i stanął przed kocurem.

— Kim jesteś? Czego chcesz?

— Nazywam się Krecia Skóra — odparł kot. — Mam dla ciebie wiadomość.

Oczy Pierzastej Łapy rozszerzyły się.

— Wiadomość od Klanu Gwiazdy podczas mojej pierwszej wizyty tutaj? — wydyszał. — Wspaniale!

Krecia Skóra chrząknął poirytowany.

— Możesz zmienić zdanie, gdy usłyszysz, czego ona dotyczy.

— Mów dalej.

Krecia Skóra utkwił w Pierzastej Łapie lodowate spojrzenie zielonych oczu.

— Mroczna siła nadciąga — wychrypiał. — Ma moc przekłuć głęboko serce Klanu Pioruna. Zostanie sprowadzona przez medyka Klanu Cienia.

— Co? — pisnął Pierzasta Łapa. — To musi być jakaś pomyłka. Medycy nie mają wrogów i nie przysparzają kłopotów innym klanom.

Krecia Skóra zignorował jego sprzeciw.

— Dawno temu byłem medykiem Klanu Cienia — ciągnął. — Moi pobratymcy i ja wyrządziliśmy wielką krzywdę innemu klanowi — klanowi, który przynależał do lasu tak samo, jak my wszyscy, ale został wypędzony przez nasz egoizm i bezwzględność. Wiedziałem wtedy, że to, co zrobiliśmy, było złe, i czekałem z sercem wypełnionym lękiem na karę, która miała spaść na klany.

— Karę? Jaką? — zapytał ochrypłym głosem Pierzasta Łapa.

— Czas nadszedł! — Zielone oczy Kreciej Skóry były szeroko otwarte i zdawały się wpatrywać daleko przed siebie. — Trucizna wytryśnie z serca Klanu Cienia i rozpłynie się po pozostałych klanach. — Jego głos przeszedł w ciche, upiorne zawodzenie. — Burza krwi i ognia przetoczy się przez las!

Pierzasta Łapa spoglądał z przerażeniem na starego kota. Zanim udało mu się wydobyć głos, potężny czarno-biały kocur przepchnął się przez kępę paproci i podszedł cicho do krzaka ostrokrzewu.

— Krecia Skóro, co robisz? — zapytał ostro. — Dlaczego wyjawiasz ten sekret uczniowi Klanu Pioruna? Nie wiesz przecież, czy czas już nadszedł!

Krecia Skóra prychnął.

— Byłeś kiedyś moim uczniem, Dziurawy Brzuchu, i nie waż się o tym zapominać! Ja wiem, że mam rację.

Dziurawy Brzuch spojrzał na Pierzastą Łapę, po czym przeniósł wzrok z powrotem na Krecią Skórę.

— Wiele się zmieniło — miauknął.

— Co masz na myśli? Co się stanie? — zapytał Pierzasta Łapa drżącym głosem.

Dziurawy Brzuch go zignorował.

— Nie ma powodu, by karać Klan Cienia — ciągnął. — To, co się wydarzyło, należy do przeszłości. Dzięki kodeksowi medyka klany będą bezpieczne.

— Głupiec z ciebie, Dziurawy Brzuchu — warknął Krecia Skóra. — Kodeks medyka w niczym nie pomoże.

— Nie możesz tego wiedzieć! — Krecia Skóra nie odpowiadał, a Dziurawy Brzuch zwrócił się do Pierzastej Łapy. — Proszę, nikomu nic nie mów — miauknął. — Nie ma potrzeby szerzyć paniki, gdy przyszłość osnuta jest mgłą nawet dla Klanu Gwiazdy. Przyrzeknij mi, że nie powiesz o tym żadnemu z pobratymców. Przyrzeknij na życie swoich przodków!

Pierzasta Łapa zamrugał.

— Przyrzekam — wyszeptał.

Dziurawy Brzuch skinął głową.

— Dziękuję, Pierzasta Łapo. Odejdź w pokoju.

Szturchnął Krecią Skórę, by podniósł się na łapy, i poprowadził starego medyka pomiędzy drzewa.

Pierzasta Łapa patrzył za nimi. Po chwili wygramolił się spod krzaka ostrokrzewu i chwiejnym krokiem przemierzył skąpaną w słonecznym blasku polanę.

— Nawet jeśli Krecia Skóra mówił prawdę, to nie ma sensu! — miauknął na głos. — Jak medyk Klanu Cienia mógłby zagrozić Klanowi Pioruna?

Rozdział 1


— Wojownicy Klanu Cienia, do ataku!

Żółtka wyskoczyła ze żłobka i pognała przez obóz Klanu Cienia. Jej rodzeństwo, Orzeszek i Jarzębinka, dreptali za nią.

Orzeszek rzucił się na szyszkę leżącą u stóp jednej z sosen wznoszących się nad polaną.

— To wojownik Klanu Wiatru! — piszczał, okładając ją maleńkimi brązowymi łapkami. — Jazda z naszego terytorium!

— Łowcy królików! — warczała Jarzębinka, poruszając pazurami. — Złodzieje zwierzyny!

Żółtka skoczyła na zbłąkany pęd jeżyn, których zarośla otaczały obóz. Jej łapy zaplątały się w niego, mała kotka straciła równowagę i potoczyła się niczym kłębek łap i ogona. Podniosła się z trudem i przykucnęła przed gałązką, z warczeniem obnażając zęby.

— Przewracasz mnie, co? — piszczała, drapiąc pazurami jeżynowe liście. — A masz!

Orzeszek zaczął rozglądać się uważnie po polanie zmrużonymi, bursztynowymi oczami.

— Czy widzicie jeszcze jakichś wojowników Klanu Wiatru na naszym terytorium? — zapytał.

Żółtka dostrzegła grupkę starszych dzielących się językami w promieniach słońca.

— Tak! Tam! — zawołała.

Orzeszek i Jarzębinka podążyli za nią, gdy pobiegła przez twardą, brązową ziemię i zatrzymała się z poślizgiem przed starszyzną.

— Wojownicy Klanu Wiatru! — zaczęła Żółtka, starając się brzmieć tak dostojnie jak przywódca jej klanu, Cedrowa Gwiazda. — Czy zgadzacie się, że Klan Cienia jest najlepszym ze wszystkich klanów? Czy też mają was o tym przekonać nasze pazury?

Mały Ptak, której rude futro lśniło w ciepłym świetle, usiadła i rozejrzała się z rozbawieniem po pozostałych starszych.

— Nie, jesteście dla nas zbyt dzicy — miauknęła. — Nie chcemy walczyć.

— Czy obiecujecie, że nasi wojownicy będą mogli wkraczać na wasze terytorium kiedy zechcą? — warknęła Jarzębinka.

— Obiecujemy. — Srebrny Płomień, babka Żółtki, przywarła płasko do ziemi i z przestrachem zamrugała na kociaki.

Jaszczurzy Kieł odsunął się od trzech kociaków, szurając chudymi brązowymi łapami.

— Klan Cienia jest od nas dużo silniejszy.

— Tak! — Żółtka podskoczyła.

— Klan Cienia jest najlepszy!

Żółtka w ekscytacji wskoczyła na Orzeszka i oba kociaki zaczęły toczyć się po ziemi tworząc kulę szarego i brązowego futra.

Będę najlepszą wojowniczką najlepszego klanu w lesie! — pomyślała z radością Żółtka.

Oderwała się od Orzeszka i stanęła na łapy.

— Będziesz teraz wojownikiem Klanu Wiatru — oznajmiła. — Znam kilka niezłych wojowniczych chwytów!

— Wojowniczych chwytów? — wtrącił lekceważący głos. — Ty? Jesteś zaledwie kociakiem!

Żółtka obróciła się i zobaczyła Strzępka i jego brata Smolika, stojących kilka długości ogona dalej.

— A wy za kogo się macie? — zapytała stanowczo, nie zamierzając ustąpić pola większemu od niej ciemnemu pręgowanemu kocurkowi. — Ty i Smolik byliście nadal kociakami, kiedy ostatnio was widziałam.

— Ale wkrótce będziemy uczniami — odparował Strzępek. — A was od rozpoczęcia szkolenia dzieli wiele, wiele księżyców.

— Taa… — Smolik oblizał rudą łapę i przeciągnął nią po uchu. — My wtedy będziemy już wojownikami.

— Chyba śnisz! — Jarzębinka podskoczyła i stanęła obok Żółtki, a Orzeszek przysunął się do nich z drugiej strony. — Znam króliki, które bardziej się nadają na wojowników niż wy dwaj.

Smolik przykucnął z mięśniami napiętymi do skoku, ale Strzępek powstrzymał go ruchem ogona.

— Nie są tego warci — miauknął wyniośle. — No dalej, chucherka, patrzcie na nas, bo to my pokażemy wam prawdziwe chwyty wojownika.

— Nie jesteście naszymi mentorami! — warknął Orzeszek. — Jedyne, co umiecie robić, to przeszkadzać nam w zabawie.

— W zabawie! — Strzępek przewrócił oczami. — Już widzę, jak biegniecie z piskiem do żłobka, gdyby Klan Wiatru naprawdę zaatakował nasz obóz.

— Wcale nie! — zawołała Jarzębinka.

Strzępek i Smolik zignorowali ją i odwrócili się tyłem do młodszych kociaków.

— Zaatakuj mnie pierwszy — rozkazał Smolik.

Strzępek ruszył na swojego brata, celując w jego ucho. Smolik odskoczył i rzucił się na ogon Strzępka. Strzępek przetoczył się na grzbiet, ustawiając wszystkie cztery łapy w gotowości do obrony.

Pomimo irytacji, Żółtka nie mogła wyjść z podziwu dla starszych kociaków. Łapy ją świerzbiły, by poćwiczyć ich ruchy, ale dobrze wiedziała, że ona i rodzeństwo ściągnęliby tylko na siebie falę szyderstw.

— No chodź! — szturchnął ją Orzeszek. — Chodźmy sprawdzić, czy w jeżynach kryją się jakieś myszy.

— Nie złapiecie ani jednej, nawet gdyby tam były — miauknął Strzępek, wstając na łapy i otrzepując się z kurzu.

— Nie mówiłem do ciebie. — Orzeszek zjeżył futro i obnażył malutkie, ostre jak igiełki zęby. — Ty pieszczochu Dwunożnych!

Na chwilę cała piątka kociaków zamarła. Żółtka poczuła, że serce tłucze się w jej piersi. Podobnie jak jej rodzeństwo słyszała, jak starszyzna plotkowała o tym, kto jest ojcem Strzępka i Smolika, zastanawiając się, czy może być prawdą, że partnerem Pierzastej Burzy był pieszczoch Dwunożnych. Młoda kotka często zapuszczała się do siedliska Dwunożnych i nigdy nie trzymała się szczególnie blisko z żadnym z kocurów z klanu. Ale Żółtka wiedziała, że to jest coś, czego nigdy, nigdy nie powinno mówić się na głos.

Strzępek podszedł bliżej Orzeszka; nogi zesztywniały mu z wściekłości.

— Jak mnie nazwałeś? — warknął niebezpiecznie cichym głosem.

Oczy Orzeszka były szeroko otwarte i przerażone, ale kociak się nie cofnął.

— Pieszczoch Dwunożnych! — powtórzył.

Z gardła Strzępka wydobyło się ciche warknięcie. Spojrzenie Smolika pociemniało; kociak napiął pazury. Żaden z nich nie przypominał teraz miękkiego, puchatego kota domowego. Żółtka zebrała w sobie odwagę, by stanąć w obronie brata.

— Orzeszku!

Na dźwięk głosu swojej matki Żółtka odwróciła się. Jasny Kwiat stała przy ciernistym krzewie osłaniającym nieckę żłobka. Jej rudy pręgowany ogon poruszał się niespokojnie z poirytowania.

— Orzeszku, jeśli nie umiesz się bawić z głową, to lepiej wróć tu do mnie. Wy też, Żółtko i Jarzębinko. Nie będziecie mi się tutaj bić.

 

— To niesprawiedliwe — wymamrotał Orzeszek, gdy cała trójka wlokła się w stronę żłobka. Zaszurał łapami po sosnowych igłach opadłych na ziemię. — To oni zaczęli.

— Są tylko głupimi pieszczochami Dwunożnych — wyszeptała Jarzębinka.

Gdy Żółtka dotarła do ciernistego krzewu, nie mogła oprzeć się pokusie, by nie spojrzeć za siebie. Strzępek i Smolik stali pośrodku polany, wpatrując się w nich złowrogo. Moc gniewu Strzępka jednocześnie przerażała i fascynowała. Można było pod nią wyczuć coś innego: czarną otchłań, w której odbijały się echem lęk i wątpliwości. Żółtka pomyślała o własnym ojcu, Orlicowej Stopie, który snuł opowieści o patrolach, polowaniach i zgromadzeniach przy Czterech Drzewach, który pozwalał kociakom włazić na siebie i udawał, że jest ­lisem, by mogły go atakować. Żółtka kochała go i chciała być taka jak on.

Jak to jest nie znać swojego ojca? Zwłaszcza, gdy wszyscy myślą, że był pieszczochem Dwunożnych?

Spojrzenie Strzępka napotkało jej wzrok. Pisnąwszy z niepokojem, Żółtka zanurkowała pod gałęziami i pognała do żłobka za swoim rodzeństwem.