Wojownicy. Potęga trójki. Wschód słońca

Tekst
Z serii: Wojownicy #18
Z serii: Potęga trójki #6
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Sunrise

Copyright © Working Partners Limited 2009

Series created by Working Partners Limited

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2021

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Urszula Putyńska

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Ilustracje i grafiki: Marcin Kwaśny

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-8203-059-4


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Święty Marcin 77 lok. 8a, 61-717 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Lynn i Steve’a Wimanów

Specjalne podziękowania dla Cherith Baldry

KLANY

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

ZASTĘPCA

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach

MEDYCZKA (kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Liściasta Sadzawka — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach; uczeń: Sójcze Pióro

WOJOWNICY (koty i kotki bez młodych)

Wiewiórczy Lot — ciemnoruda kotka o zielonych oczach; uczeń: Lisia Łapa

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka o zielonych oczach

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur o niebieskich oczach

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Pajęcza Noga — długonogi czarny kocur o brązowym podbrzuszu i bursztynowych oczach

Białe Skrzydło — biała kotka o zielonych oczach; uczennica: Oblodzona Łapa

Brzozowy Zachód — jasnobrązowy pręgowany kocur

Szara Pręga — długowłosy szary kocur

Jagodowy Nos — kremowy kocur

Leszczynowy Ogon — mała szaro-biała kotka

Mysi Wąs — szaro-biały kocur

Rozżarzone Serce — szara pręgowana kotka

Miodowa Paproć — jasnobrązowa pręgowana kotka

Makowy Mróz — szylkretowa kotka

Lwi Płomień — złocisty pręgowany kocur o bursztynowych oczach

Ostrokrzewiasty Liść — czarna kotka o zielonych oczach

Sójcze Pióro — pręgowany szary kocur o niebieskich oczach

UCZNIOWIE (koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Lisia Łapa — czerwonawy pręgowany kocur

Oblodzona Łapa — biała kotka

KARMICIELKI (kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Paprotkowa Chmura — bladoszara kotka w ciemniejsze cętki o zielonych oczach

Stokrotka — długowłosa kremowa kotka z siedliska koni, matka kociąt Pajęczej Nogi: Różyczki (ciemnokremowej kotki) i Ropuszka (biało-czarnego kocurka)

Milka — srebrzysta pręgowana kotka, dawniej kotka domowa, matka kociąt Szarej Pręgi: Wrzosi (ciemnobrązowej kotki), Trzmielika (bladoszarego kocurka w czarne prążki) i Zakwitki (szylkretowej koteczki)

STARSZYZNA (byli wojownicy i karmicielki)

Długi Ogon — jasny kocur w ciemniejsze pręgi; wcześnie dołączył do starszyzny z powodu utraty wzroku

Mysie Futro — drobna ciemnobrązowa kocica

KLAN CIENIA

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCZYNI

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur; uczeń: Płonąca Łapa (rudy kocur)

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur; uczeń: Tygrysia Łapa (ciemnobrązowy pręgowany kocur)

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur

Dymna Stopa — czarny kocur; uczeń: Sowia Łapa (jasnobrązowy pręgowany kocur)

Bluszczowy Ogon — czarno-biało-szylkretowa kotka; uczennica: Świtająca Łapa (kremowa kotka)

Ropusza Stopa — ciemnobrązowy kocur

Wroni Mróz — czarno-biały kocur; uczennica: Oliwkowa Łapa (szylkretowa kotka)

Splątane Futro — pręgowana kotka o roztrzepanym długim futrze

Szczurza Blizna — brązowy kocur z długą blizną wzdłuż grzbietu; uczennica: Ryjówcza Łapa (szara kotka o czarnych łapach)

Wężowy Ogon — ciemnobrązowy kocur o pręgowanym ogonie; uczeń: Osmolona Łapa (ciemnoszary kocur)

Biała Woda — biała długowłosa kocica ślepa na jedno oko; uczeń: Ruda Łapa (cętkowany brązowo-rudy kocur)

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

KARMICIELKI

Śnieżna Ptaszyna — śnieżnobiała kotka

STARSZYZNA

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Wysoki Mak — długonoga, jasnobrązowa pręgowana kocica

KLAN WIATRU

PRZYWÓDCA

Pojedyncza Gwiazda — brązowy pręgowany kocur

ZASTĘPCZYNI

Jesionowa Stopa — szara kotka

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie; uczeń: Pustułkowa Łapa (cętkowany szary kocur)

WOJOWNICY

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur

Wronie Pióro — ciemnoszary kocur

Sowi Wąs — jasnobrązowy pręgowany kocur

Biały Ogon — drobna biała kotka

Nocna Chmura — czarna kotka

Janowcowy Ogon — bardzo jasna szaro-biała kotka o niebieskich oczach

Łasicze Futro — rudy kocur o białych łapach

Zajęczy Bryk — brązowo-biały kocur

Liściasty Ogon — ciemny pręgowany kocur o bursztynowych oczach; uczennica: Ostowa Łapa (długowłosa biała kotka)

Zroszona Cętka — szara, nakrapiana i pręgowana kotka; uczennica: Turzycowa Łapa (jasnobrązowa pręgowana kotka)

Wierzbowy Pazur — szara kotka; uczennica: Jaskółcza Łapa (ciemnoszara kotka)

Mrówcza Skóra — brązowy kocur z czarnym uchem

Żarząca Stopa — szary kocur o dwóch ciemnych łapach; uczennica: Słoneczna Łapa (szylkretowa kotka z dużym białym znamieniem na czole)

Wrzosowy Ogon — jasnobrązowa pręgowana kotka o niebieskich oczach

Bryzowa Skóra — czarny kocur o bursztynowych oczach

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — bardzo stara szylkretowa kocica

Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kotka

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYCZKA

Ćmie Skrzydło — złocista nakrapiana kotka; uczennica: Wierzbowy Blask (szara pręgowana kotka)

WOJOWNICY

Czarny Pazur — czarny kocur

Norniczy Ząb — drobny, brązowy pręgowany kocur; uczennica: Płotkowa Łapa (ciemnoszara kotka)

Trzcinowy Wąs — czarny kocur

Omszona Skóra — szylkretowa kotka o niebieskich oczach; uczeń: Otoczakowa Łapa (cętkowany szary kocur)

Bukowe Futro — jasnobrązowy kocur

Pluskający Ogon — ciemnoszary pręgowany kocur; uczeń: Malwowa Łapa (jasnobrązowy pręgowany kocur)

Szara Mgła — bladoszara pręgowana kotka

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

Cętkowany Nos — cętkowana szara kotka

Skoczny Ogon — rudo-biały kocur

Miętowe Futro — jasnoszary pręgowany kocur; uczeń: Pokrzywowa Łapa (ciemnobrązowy pręgowany kocur)

Wydrze Serce — ciemnobrązowa kotka; uczeń: Kichająca Łapa (szaro-biały kocur)

Sosnowe Futro — pręgowana kotka o bardzo krótkim futrze; uczeń: Rudzikowa Łapa (szylkretowo-biały kocur)

Ulewna Burza — cętkowany szaro-niebieski kocur

Zmierzchowe Futro — brązowa pręgowana kotka; uczennica: Miedziana Łapa (ciemnoruda kotka)

KARMICIELKI

Oblodzone Skrzydło — biała kotka o niebieskich oczach, matka Żuczka, Kolczatka, Płatki i Trawka

STARSZYZNA

Jaskółczy Ogon — ciemna pręgowana kotka

Kamienny Strumień — szary kocur

KOTY NIENALEŻĄCE DO KLANÓW

 

Sol — brązowo-szylkretowy długowłosy kocur o jasnożółtych oczach

Dymek — muskularny szaro-biały kocur zamieszkujący stodołę w siedlisku koni

Nitka — mała szaro-biała kotka zamieszkująca stodołę

Piękniś — pulchny, starszy samotnik o posiwiałym pysku

Awantura — ciemnobrązowa pręgowana kotka

Husarz — szary kocur o szerokich barkach

Ciapka — nakrapiana brązowa kotka, matka czterech kociąt

Fryc — biało-czarny kocur z rozerwanym uchem

Kokon — wychudzony brązowy kocur o posiwiałym pysku

Struga — czarny długowłosy kocur

Śmieszka — rudo-biała kotka

Cwir — jasnoszary nakrapiany kocur

INNE ZWIERZĘTA

Północ — borsuczyca wpatrująca się w gwiazdy, żyjąca niedaleko morza

Prolog

W skalnej kotlinie rozświetlonej blaskiem księżyca było jasno jak za dnia, pod krzewami i skałami jawiły się jednak przypominające pazury cienie. Liściasta Sadzawka przysiadła przy bezwładnym ciele Jesionowego Futra. W bladym świetle jego sierść, którą czyściła przed pochówkiem, nie była szara, ale srebrzysta. Sójcze Pióro poma­gał mentorce, wygładzając ogon wojownika.

Medyczka podniosła głowę, by spojrzeć na jasne punkciki, za którymi kryli się ich wojowniczy przodkowie.

— Niech Klan Gwiazdy rozświetli twą drogę, Jesionowe Futro — szepnęła w chłodne powietrze, powtarzając słowa, które kolejni medycy wypowiadali przez niezliczone księżyce, ilekroć ich pobratymiec umierał. — Oby czekała na ciebie obfita zwierzyna, zwinny bieg i schronienie na spokojny sen.

Słowa, które powinny ją pocieszyć obietnicą długiego i szczęśliwego życia dla zmarłego wojownika, zraniły Liściastą Sadzawkę mocniej niż ciernie. Przypomniała sobie chwilę, gdy odkryła ślady zębów na szyi Jesionowego Futra. Rany były za małe, by mógł zostawić je pies, zbyt czyste jak na lisa i zbyt delikatne jak na borsuka. Odpowiedzialny za nie musiał być kot. Ale który? Kto nienawidził Jesionowego Futra wystarczająco mocno, by zabić go z zimną krwią, nie pozostawiając żadnych śladów walki? Czy był to uczciwy pojedynek, stoczony z powodu skradzionej zwierzyny albo przekroczenia granicy klanu? Czy zaatakował go kot z Klanu Wiatru? A może włóczęga? — zastanawiała się w milczeniu medyczka. — Błagam, Klanie Gwiazdy! Nie pozwól, żeby było inaczej!

Sama myśl, że to kot z Klanu Pioruna mógł zamordować Jesionowe Futro, mroziła ją do szpiku kości. Wojownik był co prawda uparty i szczery do bólu, ale lojalny i powszechnie szanowany. Z pewnością żaden z pobratymców nie miałby powodu, by życzyć mu śmierci.

Raz jeszcze pochylając się nad ciałem zmarłego, medyczka zaczęła oczyszczać poduszki jego łap z ziemi i żwiru. Raptem otarła się pyskiem o coś miękkiego. Gdy się odsunęła, ujrzała pęczek sierści zaczepiony o pazury Jesionowego Futra.

Nie! To niemożliwe! — pomyślała, nachylając się bliżej i uważnie go wąchając. — Znam ten zapach!

Próbowała sobie wmówić, że kępka futra należy do jednego z wojowników, którzy przenosili ciało zmarłego do obozu, po tym jak znaleziono je unoszące się na powierzchni strumienia na granicy z Klanem Wiatru. Zapach rzecznej wody był jednak zbyt mocny, by mógł pozostawić go kot o suchym futrze. Poza tym po śmierci pazury stają się miękkie. Gdyby pazury Jesionowego Futra otarły się o sierść innego wojownika, raczej by się ugięły, niż o nią zahaczyły.

Oznaczało to, że znaleziona kępka nie mogła należeć do nikogo poza zabójcą Jesionowego Futra.

Trzęsąc się, Liściasta Sadzawka delikatnie wyjęła sierść spod pazurów zmarłego wojownika i zaniosła ją do swojego legowiska. Rozedrganymi łapami położyła ją na liściu i ciasno zawinęła. Potem umieściła znalezisko w najdalszym kącie spiżarni, głęboko w skalnej szczelinie, za ostatnim zwitkiem ziół. Prawda o śmierci Jesionowego Futra nigdy nie może wyjść na jaw.

Z niewyobrażalnym bólem medyczka zapytała samą siebie: — Czy to wszystko moja wina?

Obnażając zęby, Żółty Kieł skoczyła na Błękitną Gwiazdę, przewróciła ją i przytrzymała w gęstej trawie porastającej las Klanu Gwiazdy.

— To wszystko twoja wina! — warknęła. — Nic by się nie stało, gdybyś nie zatruła umysłów kotów Klanu Pioruna tą przeklętą tajemnicą.

Błękitna Gwiazda uderzyła tylnymi łapami w brzuch dawnej medyczki, jednak nie zdołała jej z siebie zrzucić.

— Jak możesz mnie tak traktować? — syknęła. — Nie zapominaj, że byłam przywódczynią twojego klanu.

Cały szacunek, którym Żółty Kieł darzyła niegdyś byłą przywódczynię Klanu Pioruna, dawno już zniknął. Ich wspólna przeszłość rozpadła się w pył w obliczu okropnej przyszłości, która czekała ich dawny klan.

— Twoja tajemnica jest jak robactwo zżerające jabłko od środka. — mruknęła Żółty Kieł, przysuwając odsłonięte zęby do ucha Błękitnej Gwiazdy. — Klan Pioruna jest zgniły aż po sam ogryzek. A zanim prawda wyjdzie na jaw, przeleje się jeszcze więcej krwi.

— Nie możesz tego wiedzieć — zaprotestowała Błękitna Gwiazda, usiłując zepchnąć z siebie przeciwniczkę.

— Nawet ślepy królik by to zauważył. Prawda niedługo wyjdzie na jaw. Północ powiedziała o wszystkim Solowi, a obydwie wiemy, że on powróci do Klanu Pioruna.

Przywołując wyuczone bitewne ruchy, Błękitna Gwiazda uderzyła głową w pierś Żółtego Kła i zdołała przetoczyć się na bok. Dawna medyczka odskoczyła w tył, niespodziewanie się poddając. Stanęła, otrzepując zmierzwione ciemnoszare futro.

Błękitna Gwiazda dysząc podniosła się z ziemi.

— Nasza walka w niczym już nie pomoże — wychrypiała, nabierając oddechu. — Co się stało, to się nie odstanie. I bez względu na to, co mówisz, to nie była moja wina.

Żółty Kieł warknęła.

— Nadal nie mogę uwierzyć, że Północ nas zdradziła — kontynuowała Błękitna Gwiazda. — Zaufałam jej. Myślałam, że czuwa nad klanami.

— To nie Północ jest zdrajczynią. — Żółty Kieł najeżyła futro. — Ta zdrada rozpoczęła się już od pierwszej nieszczerości. Od sekretu, który ukrywałaś przez tyle księżyców. Przez ciebie Klan Pioruna żył w kłamstwie. Nie uważasz, że skoro ta trójka jest tak potężna, jak głosi przepowiednia, to zdołałaby zmierzyć się z prawdą? A może myślisz, że jednak od początku myliliśmy się co do nich?

— Nie! — zaprzeczyła Błękitna Gwiazda. — Któż inny mógłby być wybraną trójką? Nie chciałam skłamać! — Jej krzyk zmienił się w zawodzenie. — Tylko w którym momencie miałam im to powiedzieć? Byli szczęśliwi. Wiewiórczy Lot i Jeżynowy Pazur byli dla nich dobrymi rodzicami. Co dobrego wyszłoby z wyznania im prawdy?

— Niedługo się przekonamy — mruknęła Żółty Kieł. — Możesz próbować zakopać dawne tajemnice, jednak prędzej czy później ujrzą one światło dzienne. — Machnęła ogonem i zaczęła się oddalać. Zatrzymała się jednak i zerknęła przez ramię. — Jeśli te trzy koty nie są wystarczająco silne, by pogodzić się z prawdą — dodała — to właśnie ty, Błękitna Gwiazdo, zniszczysz klan, który tak bardzo kochasz…

Rozdział 1


Lwi Płomień kroczył przez las. Uschnięte gałęzie jeżyn trzeszczały mu pod łapami, ponad pozbawionymi liści drzewami niebo było ciemne i puste. Strach zjeżył sierść na karku młodego wojownika. Przeszedł go zimny dreszcz — od uszu aż po czubek ogona.

Światło Klanu Gwiazdy nigdy tu nie dotarło — pomyślał.

Szedł naprzód, mijając gęstwiny paproci i zaglądając pod krzewy w poszukiwaniu śladów innych kotów. Nie było ich. Mam dość tej puszczy! — zawarczał w myślach, gdy zaczepił ogonem o rozłożysty krzew jeżyn. Ogarniała go panika, gdy spoglądał w ciemność rozciągającą się między drzewami. A jeśli nigdy nie odnajdę drogi powrotnej? — zastanawiał się.

— Czy to mnie szukasz?

Lwi Płomień odwrócił się z podskokiem.

— Tygrysia Gwiazda!

Ogromny wojownik wyłonił się zza gęstych krzewów. Jego pręgowane futro lśniło dziwacznym blaskiem, który Lwiemu Płomieniowi kojarzył się z jaśniejącymi bielą grzybami obrastającymi obumarłe drzewa.

— Ominęło cię sporo treningów — miauknął Tygrysia Gwiazda, podchodząc na długość ogona do wojownika Klanu Pioruna. — Oczekiwałem, że wrócisz szybciej.

— Nie powinienem wcale tu przychodzić! — krzyknął Lwi Płomień. — A ty nigdy nie powinieneś mnie szkolić! Jeżynowy Pazur nie jest moim ojcem! A to znaczy, że ty też nie jesteś moim krewniakiem!

Tygrysia Gwiazda zamrugał bursztynowymi oczyma, jednak nie okazał zdziwienia nawet najdelikatniejszym ruchem uszu. Zmrużył powieki, czekając, aż jego uczeń powie coś więcej.

— Ty… Ty o tym wiedziałeś — wyszeptał młody wojownik. Miał wrażenie, że drzewa zaczynają wirować wokół niego. A więc nie tylko Wiewiórczy Lot trzymała to przed nim w tajemnicy.

— Oczywiście, że wiedziałem. — Tygrysia Gwiazda wzruszył ramionami. — To nie jest istotne. Przecież sam chciałeś się ode mnie uczyć, prawda?

— Ale…

— Więzy krwi to nie wszystko. — Zmarły wojownik uniósł górną wargę i odsłonił ostre kły. — Nie wierzysz mi? To zapytaj Ognistą Gwiazdę.

Lwi Płomień poczuł, że sierść na karku ponownie jeży mu się z gniewu.

— Ognista Gwiazda jest lepszym wojownikiem niż ty!

— Nie zapominaj, że on również nie jest twoim krewnym — zakpił kocur. — Nie masz już powodu go bronić.

Lwi Płomień wlepił wzrok w Tygrysią Gwiazdę stojącego w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Zastanawiał się, czy wojownik wie, kto jest jego prawdziwym ojcem.

— Od początku wiedziałeś, że nie jestem krewnym Ognistej Gwiazdy! — warknął. — Czyli pozwoliłeś mi wierzyć w kłamstwo!

— No i co z tego? — ucho Tygrysiej Gwiazdy zadrżało.

W jednej chwili gniew i rozgoryczenie zawładnęły ciałem złocistego wojownika. Rzucił się na Tygrysią Gwiazdę i spróbował przewrócić go na ziemię. Z odsłoniętymi pazurami uderzał w ramiona i głowę pręgowanego kocura. Choć udało mu się wyrwać kilka kępek futra, czerwona mgiełka furii, która przesłoniła mu umysł, pozbawiła go skupienia. Stał się niezdarny. Wymierzał ciosy na oślep i ledwie zadrapał skórę przeciwnika.

Pręgowany kocur znieruchomiał i padł na ziemię. Przewrócił się na bok, owinął łapę wokół nogi Lwiego Płomienia i pozbawił go równowagi. Młodszy wojownik uderzył w ziemię między jeżynami tak mocno, że przez chwilę nie mógł nabrać oddechu. Mgnienie oka później poczuł na barkach ogromne łapy. Jego widmowy mentor przyciskał go do ziemi.

— Wyszkoliłem cię lepiej, mały wojowniku — zadrwił Tygrysia Gwiazda. — Wyszedłeś z wprawy.

Lwi Płomień podniósł się, głośno nabierając powietrza. Tygrysia Gwiazda odskoczył w tył o długość lisa i przygotował się do ataku, łypiąc błyszczącymi oczyma.

— Pokażę ci, kto tu wyszedł z wprawy! — wysapał Lwi Płomień.

Opanował gniew i zdał się na chłodną determinację. Przypomniał sobie wszystkie bitewne ruchy, których się nauczył, i gdy Tygrysia Gwiazda na niego skoczył, tym razem był na to przygotowany. Ruszył naprzód i prześlizgnął się pod brzuchem przeciwnika. Kiedy tylko łapy większego kota dotknęły ziemi, Lwi Płomień odwrócił się i wymierzył kilka uderzeń w jego nogi, po czym odskoczył poza zasięg ciosów.

Tygrysia Gwiazda okręcił się, by na niego spojrzeć.

— Już lepiej — zamiauczał, wciąż kpiącym tonem. — Byłem dla ciebie dobrym mentorem.

Zanim Lwi Płomień zdążył odpowiedzieć, wielki pręgowany kot ruszył prosto na niego. W ostatniej chwili skręcił niespodziewanie, lecz wyciągniętą łapą rozerwał skórę na boku Lwiego Płomienia. Krew spłynęła na ziemię. W sercu złocistego kocura zagościł strach. Co się stanie, jeśli Tygrysia Gwiazda mnie tutaj zabije? Czy wtedy naprawdę umrę? — zastanawiał się.

Odegnał od siebie te myśli. Tygrysia Gwiazda znów biegł prosto na niego. Lwi Płomień uchylił się na bok i spróbował zaatakować, jednak jego pazury przesunęły się po futrze przeciwnika, nie robiąc mu krzywdy.

— Za wolno! — upomniał go Tygrysia Gwiazda. — Musisz wziąć się do roboty! Zwłaszcza teraz, kiedy wiesz już, że przepowiednia ciebie nie dotyczy. W końcu mowa w niej o krewnych Ognistej Gwiazdy, prawda?

Lwi Płomień rozumiał, że przeciwnik stara się wyprowadzić go z równowagi, żeby nie mógł skupić myśli na walce. Nie zamierzam tego słuchać! — postanowił. — Muszę wygrać ten pojedynek!

 

Raz jeszcze skoczył na Tygrysią Gwiazdę. Wykręcił się w powietrzu tak, jak mentor uczył go podczas nocnych treningów, i wylądował prosto na szerokich barkach wielkiego kota. Wbił w nie pazury, pochylił się i zatopił kły w gardle przeciwnika.

Tygrysia Gwiazda raz jeszcze spróbował go oszukać, zamierając w bezruchu, by zaraz przetoczyć się na bok, jednak tym razem Lwi Płomień był na to przygotowany. Gdy tylko dotknęli ziemi, wyślizgnął się spod ciężkiego ciała i tylnymi łapami zaczął rozdzierać odsłonięty brzuch widmowego kocura.

— Nie dam się na to nabrać po raz drugi! — syknął.

Tygrysia Gwiazda usiłował się podnieść; ociekał krwią. Zachwiał się mocno i przewrócił na grzbiet. Lwi Płomień postawił jedną łapę na jego piersi, a drugą przysunął do gardła, odsłaniając pazury.

Pręgowany kocur podniósł na niego wzrok. Na jedno uderzenie serca w jego oczach zagościł strach.

— Naprawdę sądzisz, że zdołałbyś mnie zabić? — zawarczał. — Nigdy byś tego nie zrobił.

— Nie. — Lwi Płomień schował pazury i zrobił krok w tył. — Nie zabiję cię, bo ty już nie żyjesz.

Odwrócił się i ruszył przed siebie ze zjeżoną sierścią. Nadal wytężał wszystkie zmysły na wypadek, gdyby Tygrysia Gwiazda chciał go dogonić i raz jeszcze się na niego rzucić. Mroczny wojownik pozostał jednak między drzewami.

Las wokół Lwiego Płomienia wirował. Pokonałem Tygrysią Gwiazdę! — pomyślał. — Może jednak mam w sobie moc… Ale skąd by się wzięła, jeśli nie należę do wybranej trójki?

Zatrzymał się, ledwie dostrzegając gęste zarośla rozpościerającej się przed nim Mrocznej Puszczy. Czy ja w ogóle chcę wiedzieć, kim naprawdę byli moi rodzice? — zastanawiał się. — Czy to ma jakieś znaczenie? Może lepiej byłoby, gdyby reszta klanu patrzyła na mnie tak jak dotychczas? Tylko w ten sposób mógłbym nadal się szkolić… Już teraz jestem najlepszy w walce w Klanie Pioruna. I wiem, że mogę zostać wielkim wojownikiem!

— Jesionowe Futro nie żyje — zamiauczał na głos. — A Wiewiórczy Lot nie wyjawi swojej tajemnicy. Zbyt mocno zraniłaby inne koty, przyznając się teraz, że tak długo je okłamywała. Dlaczego więc wszystko nie miałoby pozostać po staremu?

Lwi Płomień zbudził się, czując na pysku promienie słońca. Większość kotów opuściła już legowisko. Widział tylko szaro-białą sierść Mysiego Wąsa, który poprzedniej nocy pełnił wartę przed obozem.

— Dzięki niech będą Klanowi Gwiazdy, że nie przypisano mnie do porannego patrolu! — wymamrotał, przeciągając się i ziewając.

Gdy spróbował wstać, wszystkie jego mięśnie wrzasnęły w proteście. Bolało go całe ciało, od głowy aż po pazury. Złociste futro na jednym z jego boków było sklejone ciemną, zaschniętą krwią.

Mam nadzieję, że żaden kot tego nie zauważył! — pomyślał Lwi Płomień, pochylając głowę, by wyczyścić brudną sierść energicznymi, rytmicznymi liźnięciami.

Wiedział, że walka z Tygrysią Gwiazdą była tylko snem… Nie potrafił jednak zrozumieć, dlaczego był taki obolały i zmęczony, jak gdyby wydarzyła się naprawdę. A na dodatek te rany na boku… Wyglądały tak, jakby to żywy wojownik rozdarł mu skórę. Lwi Płomień spróbował odrzucić od siebie te myśli. Uznał, że to nieistotne, ponieważ nie miał zamiaru wracać jeszcze do mrocznej Puszczy. To koniec — postanowił w myślach.

Po zakończeniu pielęgnacji sierści poczuł się dużo lepiej. Napuszył futro, by zakryć rany na boku. Wtedy usłyszał głosy kotów rozmawiających poza legowiskiem. Nie znajdowały się wystarczająco blisko, by mógł je podsłuchać, dlatego wstał, przeciągnął się z zadowoleniem, a potem zaciekawiony przeszedł między gałęziami na polanę.

Kilka długości lisa od legowiska stał Ciernisty Pazur. Pajęcza Noga siedział nieopodal, a Obłoczny Ogon maszerował raz w jedną, raz w drugą stronę; koniuszek jego białego ogona drżał. Jego partnerka, Jasne Serce, obserwowała go z niepokojem, siedząc przy Paprotkowej Chmurze, Paprociowym Futrze i Szczawiowym Ogonie. Miodowa Paproć i Jagodowy Nos przysiedli niedaleko, wpatrując się w Ciernistego Pazura.

— Jesionowe Futro został zamordowany przez kota z Klanu Wiatru! — oznajmił złocistobrązowy kocur. — To jedyne możliwe wyjaśnienie.

Kilkoro słuchaczy pokiwało głowami, jednak Lwi Płomień zauważył, że pozostali wymieniają między sobą powątpiewające spojrzenia.

— Ognista Gwiazda powiedział, że mógł to zrobić ktoś z nas — miauknęła Miodowa Paproć, niechętnie sprzeciwiając się starszemu wojownikowi.

— Przywódcom klanów zdarzało się już popełniać błędy — miauknął Obłoczny Ogon. — Ognista Gwiazda nie zawsze ma rację.

— Jestem pewna, że żadne z nas nie zabiło Jesionowego Futra — dodała delikatniej Paprotkowa Chmura. — Dlaczego mielibyśmy to zrobić? Jesionowe Futro nie miał żadnych wrogów!

Chciałbym, żeby to była prawda — pomyślał Lwi Płomień.

Choć chciał zapomnieć o tamtej nocy, rozszalały pożar wciąż był obecny w jego pamięci. Nadal słyszał syk płomieni na szczycie urwiska i widział języki ognia, jak krążą wygłodniałe wokół jego rodzeństwa. Jesionowe Futro nie pozwolił im wejść na gałąź, po której mogliby uciec w bezpieczne miejsce. Lwi Płomień pamiętał głos Wiewiórczego Lotu, kiedy wyznawała wojownikowi, że nie jest ich matką. To był jedyny sposób, by uratować im życie. Musiała udawać, że nie obchodzi jej ich los, jednak w ten sposób oddała w łapy Jesionowego Futra broń potężniejszą od jakiejkolwiek płonącej gałęzi. Lwi Płomień nie miał wątpliwości, że podczas zgromadzenia szary wojownik wyjawiłby prawdę pobratymcom. Jedynie śmierć mogła na zawsze zamknąć mu pysk i uchronić ich tajemnicę.

— Lwi Płomieniu! Hej, Lwi Płomieniu! Ogłuchłeś?

Złocisty wojownik otrząsnął się z zamyślenia i zobaczył, że Pajęcza Noga macha do niego ogonem.

— To ty byłeś ostatnim uczniem Jesionowego Futra — mruknął czarny wojownik, gdy Lwi Płomień niechętnie zbliżył się do grupy. — Może wiesz, czy się z kimś kłócił.

— Na przykład z kimś z Klanu Wiatru — dodał Ciernisty Pazur, ostentacyjnie poruszając wąsami.

Lwi Płomień pokręcił głową.

— Hmm… nie — odpowiedział speszony. Choć gorąco pragnął, by mordercą okazał się obcy kot, nie mógłby okłamać w ten sposób swojego klanu. Gdyby pobratymcy w to uwierzyli, wojna między Klanem Pioruna i Klanem Wiatru byłaby nieuchronna. — Chociaż ostatnio nie spędzałem z nim zbyt wiele czasu.

Poczuł ulgę, gdy żaden kot tego nie zakwestionował.

— Wiedzielibyśmy, gdyby Jesionowe Futro kłócił się z kotem z naszego klanu — zaznaczył Paprociowe Futro. — Utrzymanie czegoś takiego w tajemnicy byłoby niemożliwe.

Zdziwiłbyś się! — pomyślał Lwi Płomień.

— Paprociowe Futro ma rację. — Szczawiowy Ogon trąciła nosem ucho swego partnera. — Ale mimo to nie możemy być pewni, że to kot z Klanu Wiatru…

— Jesionowe Futro zginął na ich granicy! — przerwał jej Pajęcza Noga. — Czego jeszcze potrzebujesz?

Szczawiowy Ogon odwróciła się w jego stronę, jeżąc futro w odpowiedzi na zjadliwy ton wojownika.

— Zanim zacznę oskarżać o to jakiegokolwiek kota, potrzebuję trochę poważniejszych dowodów niż fakt, że jego ciało znaleziono na granicy!

Miodowa Paproć i Paprociowe Futro zamruczeli pojednawczo, jednak Lwi Płomień wyraźnie dostrzegał, że większość pozostałych była pewna, że to któryś z wojowników Klanu Wiatru jest odpowiedzialny za śmierć Jesionowego Futra. Chociaż martwił się, do czego może to doprowadzić, ogarnęło go poczucie ulgi, której zaraz się zawstydził.

— Pozwolimy, żeby uszło im to na sucho? — zapytał gniewnie Ciernisty Pazur, płaszcząc uszy i wbijając pazury w ziemię.

— Nie! — Jagodowy Nos zerwał się na cztery łapy. — Musimy im pokazać, że z Klanem Pioruna nie warto zadzierać!

Lwi Płomień poczuł skurcz żołądka, kiedy patrzył, jak wojownicy zbliżają się do Ciernistego Pazura. Wyglądali tak, jakby złocistobrązowy kocur był ich przywódcą, a oni w każdej chwili byli gotowi wyruszyć za nim do bitwy, by pomścić zamordowanego pobratymca.

— Najlepiej będzie zaatakować ich nocą — przemówił Ciernisty Pazur. — Księżyc będzie świecił wystarczająco jasno, by oświetlić nam drogę, a wojownicy Klanu Wiatru nie będą spodziewać się kłopotów…

— Które im zapewnimy! — dokończył Pajęcza Noga, machając ogonem.

— Wtargniemy do ich obozu, najlepiej w kilku grupach — kontynuował Ciernisty Pazur. — Jedna z nich zaatakuje ich od strony…

— Zaatakuje? — Zza pleców Lwiego Płomienia rozległo się raptem niskie warknięcie.

Złocisty wojownik obejrzał się z zaskoczeniem i zobaczył przed sobą Jeżynowego Pazura. Wszystkie koty na polanie tak bardzo skupiły się na przemowie Ciernistego Pazura, że nawet nie usłyszały kroków zastępcy przywódcy Klanu Pioruna.

— Zamierzamy zaatakować Klan Wiatru — wyjaśnił mu Pajęcza Noga, napinając mięśnie, jak gdyby był gotów natychmiast wybiec z obozu na bitwę. — Któryś z ich wojowników zamordował Jesionowe Futro, dlatego…

— Nie będzie żadnego ataku — przerwał mu Jeżynowy Pazur, a w jego bursztynowych oczach błysnęła złość. — Nie mamy dowodów, że to oni są odpowiedzialni za śmierć Jesionowego Futra.

Lwi Płomień spojrzał na kocura, którego od zawsze uważał za swojego ojca. Zastanawiał się, czy wojownik wie, że nim nie jest. Pamiętał, jak Jeżynowy Pazur bawił się z nimi w walkę, kiedy byli kociętami, ile razy doradzał im i pomagał, kiedy dorastali. Wiewiórczy Lot powiedziała Jesionowemu Futru, że jej partner nie wie o tej tajemnicy. Lwi Płomień nie miał już jednak powodu, by ufać jej słowom. Jeżeli Jeżynowy Pazur zna prawdę, jest doskonałym kłamcą — pomyślał. — Tak samo dobrym jak Wiewiórczy Lot.

Zastępca przywódcy nie czekał na odpowiedź. Odszedł w kierunku rumowiska prowadzącego na Wysoką Półkę, jednak po kilku krokach zatrzymał się i obejrzał, by drgnięciem ucha przywołać do siebie Lwiego Płomienia.

— Dobrze się czujesz? — zapytał go ze współczuciem. — Bardzo mi przykro, że straciłeś swojego mentora.

Był moim mentorem, ale nie był mi bliski — pomyślał Lwi Płomień. Choć nigdy o tym nie wspominał, od początku czuł, że ich relacja nie była najlepsza. Nigdy nie stworzyli tej specjalnej więzi, która zwykle powstaje pomiędzy mentorem a jego uczniem. Czy to dlatego, że Jesionowe Futro nienawidził go tak samo jak Wiewiórczego Lotu? Jeżeli tak, to stracił tylko czas i energię — zakpił w myślach Lwi Płomień. — Przecież ja nawet nie jestem jej prawdziwym kociakiem.

— Nic mi nie jest — wymamrotał.