Wojownicy. Potęga trójki. Mroczna rzekaTekst

Z serii: Wojownicy #14
Z serii: Potęga trójki #2
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Dark River

Text and series concept © Working Partners Limited 2007

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadząca: Marta Ziegler

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Dominika Kuc

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Ilustracje i grafiki: Marcin Kwaśny

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN 978-83-8203-001-3


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

telefon 881 000 125

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Kate Cary

Dla Goefa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

KLAN PIORUNA

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — rudy kocur o płomienistej sierści

ZASTĘPCA

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach; uczeń: Jagodowa Łapa

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Liściasta Sadzawka — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach; uczeń: Sójcza Łapa

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Wiewiórczy Lot — ciemnoruda kotka o zielonych oczach

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Leszczynowa Łapa

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka; uczennica: Miodowa Łapa

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur; uczennica: Rozżarzona Łapa

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Ostrokrzewiasta Łapa

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur; uczennica: Makowa Łapa

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jesionowe Futro — bladoszary kocur w ciemniejsze cętki, o ciemnoniebieskich oczach; uczeń: Lwia Łapa

Pajęcza Noga — długonogi czarny kocur o brązowym brzuchu i bursztynowych oczach; uczeń: Mysia Łapa

Potok, w Którym Pływają Małe Ryby (Potok) — pręgowana brązowa kotka; wcześniej należąca do Plemienia Płynącej Wody

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach; wcześniej należący do Klanu Rzeki

Białe Skrzydło — biała kotka o zielonych oczach

Brzozowy Zachód — jasnobrązowy pręgowany kocur

Szara Pręga — długowłosy szary kocur

Milka — pręgowana srebrzysta kotka o niebieskich oczach; poprzednio kotka domowa

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Jagodowa Łapa — kremowy kocur

Leszczynowa Łapa — mała szaro-biała kotka

Mysia Łapa — szaro-biały kocur

Rozżarzona Łapa — pręgowana szara kotka

Miodowa Łapa — pręgowana jasnobrązowa kotka

Makowa Łapa — szylkretowa kotka

Lwia Łapa — pręgowany złocisty kocur o bursztynowych oczach

Ostrokrzewiasta Łapa — czarna kotka o zielonych oczach

Sójcza Łapa — pręgowany szary kocur o niebieskich oczach

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Paprotkowa Chmura — bladoszara kotka w ciemniejsze cętki, o zielonych oczach, matka kociąt Zakurzonej Skóry: Lodowatki (biała kotka) i Liska (pręgowany rudawy kocurek)

Stokrotka — długowłosa kremowa kotka z siedliska koni

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Długi Ogon — jasny kocur w ciemniejsze pręgi; wcześnie dołączył do starszyzny z powodu utraty wzroku

Mysie Futro — mała ciemnobrązowa kotka

KLAN CIENIA

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCZYNI

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur; uczennica: Bluszczowa Łapa

Dymna Stopa — czarny kocur; uczeń: Sowia Łapa

Śnieżna Ptaszyna — biała kotka

KARMICIELKI

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach, matka Tygryska, Płomyczka i Świtajki

STARSZYZNA

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Wysoki Mak — długonoga, jasnobrązowa pręgowana kotka

KLAN WIATRU

PRZYWÓDCA

Pojedyncza Gwiazda — pręgowany brązowy kocur

ZASTĘPCZYNI

Jesionowa Stopa — szara kotka

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie; uczeń: Pustułkowa Łapa

WOJOWNICY

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur; uczeń: Zajęcza Łapa

Wronie Pióro — ciemnoszary kocur; uczennica: Wrzosowa Łapa

Sowi Wąs — pręgowany jasnobrązowy kocur

Biały Ogon — mała biała kotka; uczeń: Bryzowa Łapa

Nocna Chmura — czarna kotka

Łasicze Futro — rudy kocur o białych łapach

KARMICIELKI

Janowcowy Ogon — bardzo jasna, szaro-biała kotka o niebieskich oczach, matka Osetki, Turzyczki i Jaskółeczki

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — bardzo stara szylkretowa kotka

Pajęczynowa Stopa — pręgowany ciemnoszary kocur

KLAN RZEKI

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kotka

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach; uczennica: Cętkowana Łapa

MEDYCZKA

Ćmie Skrzydło — złocista nakrapiana kotka; uczennica: Wierzbowa Łapa

WOJOWNICY

Czarny Pazur — czarny kocur

Norniczy Ząb — drobny brązowy pręgowany kocur; uczennica: Płotkowa Łapa

Trzcinowy Wąs — czarny kocur; uczeń: Skoczna Łapa

Omszona Skóra — szylkretowa kotka o niebieskich oczach; uczeń: Otoczakowa Łapa

Bukowe Futro — jasnobrązowy kocur

Pluskający Ogon — ciemnoszary pręgowany kocur

KARMICIELKI

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

Szara Mgła — bladoszara pręgowana kotka, matka Apsika i Malwika

Oblodzone Skrzydło — biała kotka o niebieskich oczach; w zaawansowanej ciąży

STARSZYZNA

Jaskółczy Ogon — ciemna pręgowana kotka

Kamienny Strumień — szary kocur

KOTY NIE NALEŻĄCE DO KLANÓW

Pestka — czarno-biały terier mieszkający z Dwunożnymi niedaleko siedliska koni

Prolog


Ciemnobłękitne niebo rozciągało się nad wrzosowiskiem, na którym panował jeszcze nocny chłód.

Wiatr zakołysał wrzosami, wzbudzając falę na całym zboczu. Przez niskie zarośla przemykały w dół kocie sylwetki o przylizanej wiatrem sierści.

Jedną z nich była pręgowana kocica idąca obok młodego kocura.

— Na pewno jesteś na to gotów?

— Jestem gotów — odparł kocur, błyskając w świetle księżyca zielonymi oczami.

— Jesteś moim pierworodnym, Liście Opadłe — wyszeptała karmicielka. — Pierwszym, który przejdzie tę próbę.

— Poradzę sobie.

— Jest dobrze przeszkolony! — zawołał z daleka cichy głos.

— Nawet szkolenie nie przygotuje miękkiej łapy na deszcz! — zaburczał inny.

Liście Opadłe spojrzał w górę.

— Ale niebo jest czyste.

— Mówię ci, czuję deszcz w powietrzu.

Wśród pozostałych kotów rozległy się pomruki niepokoju.

— Nie ma chmur! — upierał się Liście Opadłe. Wyszedł z kępy wrzosu i przystanął. Światło księżyca padło na jego rudo-białą sierść. Członkowie klanu stłoczyli się tuż za nim, nerwowo machając ogonami. Pod przednimi łapami kocur czuł strome zbocze. Księżyce wiatru i deszczu zniszczyły tutaj wrzosowisko i wymyły ziemię, odkrywając skałę; spomiędzy wrzosów wyglądały poszarpane kamienie.

 

— Powodzenia, miękka łapo!

Liście Opadłe skokami ruszył w dół i lekko wylądował na piasku u stóp stoku. Matka ostrożniej zeszła za nim.

— Uważaj na siebie!

Liście Opadłe otarł się pyskiem o pysk kocicy.

— Spotkamy się o świcie — obiecał.

Przed sobą widział ciemną szczelinę w urwisku, przypominającą rozcięcie. Poczuł, że sierść jeży mu się na grzbiecie. Nigdy dotąd nie był w środku; do jaskini wchodziły tylko wybrane koty.

Poszedł przed siebie; zdawało mu się, że połyka go ciemność. Przecież potrzebuje światła, żeby wiedzieć, dokąd ma iść! Z trudem zapanował nad strachem, który trzepotał w jego piersi jak wyjęta z wody ryba.

Tunel zaprowadzi cię do jaskini — zabrzmiał mu w głowie głos mentora. — Kieruj się tym, co wyczujesz wąsami.

Wibrysy kocura zadrżały, czułe na najlżejszy dotyk, i poprowadziły go wąskim przejściem.

Nagle na przedzie rozjarzyło się blade światło. Tunel rozszerzył się w jaskinię. Sklepione ściany lśniły w słabej poświacie księżyca, która wpadała do wnętrza przez szczelinę w sklepieniu. Od skał odbijał się echem plusk płynącej wody.

Rzeka? Pod ziemią?

Liście Opadłe wbił wzrok w szeroki strumień, który dzielił na dwie części piaszczyste podłoże. Czarna woda migotała lekko w półmroku.

— Liście Opadłe?

Skrzeczące miauknięcie sprawiło, że młody kocur podskoczył. Gwałtownie uniósł biały pysk, sprawdzając, kto przemówił. Zmrużył oczy na widok stworzenia, które przycupnęło na wysokiej półce, oświetlonej światłem księżyca padającym na ścianę jaskini.

Czy to Ostaniec?

Stworzenie miało skórę pozbawioną sierści, jeśli nie ­liczyć kilku kępek na grzbiecie — oraz niewidzące wyłupiaste oczy wielkości jajek. Długie, zakrzywione pazury przesuwały się po gładkiej gałęzi leżącej u jego stóp. Gałąź nie miała kory — i nawet w półmroku Liście Opadłe widział, że znaczą ją ślady pazurów, cała gęsta seria prostych nacięć w jasnym drewnie.

To musi być Ostaniec.

— Wyczuwam twoje zaskoczenie — wychrypiało ślepe stworzenie. — Szczypie mnie w skórę jak ciernie ostrokrzewu.

— Prze… przepraszam — zająknął się Liście Opadłe. — Nie spodziewałem się…

— Nie spodziewałeś się kota aż tak oszpeconego.

Liście Opadłe znieruchomiał z zakłopotania. Czy Ostaniec czyta w jego myślach?

— Kot potrzebuje wiatru i słońca, żeby sierść mu lśniła, oraz polowania, żeby ścierać sobie pazury — mówił dalej Ostaniec głosem zgrzytliwym jak kamień trący o kamień. — Ale muszę przebywać w pobliżu naszych przodków; tych, którzy zajęli miejsce pod ziemią.

— I za to ci dziękujemy — zamruczał z szacunkiem Liście Opadłe.

— Nie dziękuj mi — wycharczał Ostaniec. — To było moje przeznaczenie. Poza tym, kiedy już zacznie się twoja inicjacja, będziesz być może mniej wdzięczny. — Przy tych słowach długim pazurem przejechał po liniach wydrapanych w gładkiej gałęzi. To drugie zadrapanie przecięło kilka wcześniejszych linii — lecz nie wszystkie.

— Te nienaruszone linie oznaczają koty, które weszły do tuneli, ale z nich nie wyszły.

Liście Opadłe wbił wzrok w ciemne dziury na skraju jaskini, przypominające otwarte pyski. Jeśli nie prowadzą na powietrze i w bezpieczny świat, to gdzie się kończą?

Ostaniec pokręcił głową.

— Nie mogę ci pomóc. Żeby zostać ostrym pazurem, musisz sam trafić do wyjścia. Mogę cię jedynie wysłać w drogę z błogosławieństwem przodków.

— Nie możesz mi nic poradzić?

— Bez światła musisz zaufać tylko swoim czterem zmysłom. Idź za nimi, a jeśli są wierne, zapewnią ci bezpieczne przejście.

— A jeśli nie?

— Zginiesz w ciemnościach.

Liście Opadłe sprężył ramiona.

— Nie mam zamiaru ginąć.

— Mam taką nadzieję — miauknął Ostaniec. — Wiesz, że nie wolno ci wrócić do tej jaskini? Musisz znaleźć tunel, który prowadzi prosto na wrzosowisko. Pada deszcz? — zapytał nagle.

Liście Opadłe spiął się. Czy powinien wspomnieć o wilgoci w powietrzu, świadczącej o możliwym deszczu? Nie. Ostaniec mógłby kazać mu wrócić tą samą drogą i przyjść innym razem. Nie może już tego odkładać, chce zostać ostrym pazurem. Teraz.

— Niebo jest czyste — zapewnił.

Ostaniec jeszcze raz przeciągnął łapą po rysach wyciętych w gałęzi.

— Zatem do dzieła.

Liście Opadłe zmierzył wzrokiem tunel pod półką, na której siedział Ostaniec. Wydawał się większy od innych i wyglądał tak, jakby wspinał się w górę. Czyżby prowadził na wrzosowisko leżące wysoko nad nimi? Tę drogę by wybrał.

Z bijącym mocno sercem przeskoczył rzekę i ruszył w kierunku przejmującej chłodem ciemności.

O świcie będę już ostrym pazurem — pomyślał i sierść zjeżyła mu się na grzbiecie. — Mam nadzieję.

Rozdział 1


— Uwaga! — Lwia Łapa strzepnął ogonem. — Wojownicy Klanu Cienia depczą nam po piętach!

Ostrokrzewiasta Łapa obróciła się gwałtownie, jeżąc czarną sierść.

— Ja ich załatwię!

Lwia Łapa zerknął na brata.

— Czujesz coś, Sójcza Łapo?

— Nadciągają kolejni! — ostrzegł szary kocur. Jego niewidzące niebieskie oczy zogromniały z niepokoju. — Przygotujcie się na atak!

— Skoczymy na nich, jak tylko przejdą przez ścianę obozu! — polecił Lwia Łapa. Obrócił głowę do Ostrokrzewiastej Łapy. — Dasz sobie radę z tymi trzema?

— Z łatwością! — Ostrokrzewiasta Łapa przetoczyła się na grzbiet, po czym zerwała na równe łapy; w popołudniowym słońcu błysnęły wysunięte pazury.

Lwia Łapa skoczył naprzód i przycupnął za ścianą kolczastych gałęzi.

— Sójcza Łapo, szybko! Do mnie!

Sójcza Łapa podbiegł i przypadł do ziemi, gotowy skoczyć na wroga.

— Idą!

Przez wejście do obozu przeszedł spacerkiem pręgowany wojownik.

— Teraz! — pisnął Lwia Łapa i skoczył na wojownika. Sójcza Łapa wpadł między łapy wroga. Zaskoczony napastnik ze stęknięciem upadł na bok. Lwia Łapa natychmiast na niego wskoczył.

— Dość! — poniósł się przez małą polanę ostry głos Wiewiórczego Lotu.

Lwia Łapa przestał kopać tylnymi łapami bok Jeżynowego Pazura i przeniósł spojrzenie na matkę, która biegła ku nim przez szczelinę w ścianie jeżyn.

— Udajemy, że napadł nas Klan Cienia!

Sójcza Łapa zahamował.

— Już prawie zwyciężyliśmy!

Jeżynowy Pazur podniósł się i strząsnął z siebie Lwią Łapę.

— Dobra zasadzka — zamruczał. — Ale wiesz, że nie wolno wam się tu bawić.

Lwia Łapa zsunął się na ziemię.

— To jedyne dobre miejsce na przećwiczenie ataku z zaskoczenia — miauknął urażony. Rozejrzał się po niedokończonym legowisku, którego ściany z gałęzi jeżyn przylegały do legowiska wojowników. Kiedy gałęzie urosną i zostaną przeciągnięte górą, żeby utworzyły dach, w ścianie zrobi się otwór łączący stare legowisko z nowym.

Podeszła do nich Ostrokrzewiasta Łapa, zostawiając w spokoju swoich wyimaginowanych wrogów.

— Nikomu nie przeszkadzamy — zauważyła. Nastroszyła sierść, by ochronić się przed wiatrem. Ciepło słońca pory nowych liści wypędziło chłód z kotliny, ale popołudnie przyniosło wiatr z gór, który przypomniał Lwiej Łapie, że pora nagich drzew minęła dopiero niespełna ćwierć księżyca temu.

— A gdyby tak wszystkim uczniom zachciało się ćwiczyć tutaj walkę? — zapytała Wiewiórczy Lot. — Ściany rozpadłyby się w mgnieniu oka i cała ciężka praca Brzozowego Zachodu i Szarej Pręgi poszłaby na marne.

— Musimy powiększyć legowisko wojowników, zanim ty i pozostali uczniowie dołączycie do nas — dodał Jeżynowy Pazur. — Już jest nam ciasno.

— Dobrze, dobrze, rozumiem! — Sójcza Łapa uniósł brodę. Sierść miał zmierzwioną, zaplątały się w nią okruchy liści.

— Spójrz na siebie! — Wiewiórczy Lot szorstko przejechała językiem po głowie Sójczej Łapy. — Ubrudziliście się — upomniała ich — a niedługo wychodzimy na zgromadzenie.

Nie czekając, aż matka przyczepi się do niego, Lwia Łapa zaczął zlizywać sobie z piersi połamane suche liście.

Sójcza Łapa uchylił się przed językiem Wiewiórczego Lotu.

— Przecież sam umiem się umyć — powiedział z pretensją.

— Zostaw ich — miauknął Jeżynowy Pazur do partnerki. — Na pewno przed wyjściem doprowadzą się do porządku.

— Oczywiście! — obiecał Lwia Łapa. Na pewno nie dopuści, by inne klany zobaczyły go w tym stanie, przypominającego jeża. To będzie pierwsze zgromadzenie, na które pójdzie cała ich trójka. — Już od dawna czekamy na to wyjście. Prawda, Sójcza Łapo?

Sójcza Łapa strzepnął ogonem.

— Tak, pewnie.

Lwia Łapa wysunął pazury. Dlaczego Sójcza Łapa wciąż jest niezadowolony? To będzie jego pierwsze w życiu zgromadzenie. Na pewno nie może się doczekać. Na poprzednich dwóch nie był, raz został ukarany, a drugi raz zatrzymały go obowiązki medyka. Lwia Łapa dobrze wiedział, jak ważna jest dla jego brata możliwość dorównania innym członkom klanu pomimo ślepoty — to obejmowało również uczestnictwo w zgromadzeniach.

— Pośpieszcie się! Uciekajcie, zanim zauważy was Ognista Gwiazda! — poleciła Wiewiórczy Lot, zagarniając swoje kociaki w kierunku szczeliny w ścianie. — Idźcie znaleźć sobie coś na stercie zwierzyny. Przed wami długa noc.

Na myśl o zgromadzeniu Lwią Łapę z emocji zaczął mrowić ogon. Niemal czuł zapach sosen na wyspie.

Jednak w oczach Ostrokrzewiastej Łapy błysnęło zmartwienie.

— Mam nadzieję, że pozostałe klany dadzą nam teraz spokój. Czy Milka też idzie? Może tym razem powinna zostać w obozie?

Kiedy dwa księżyce temu Szara Pręga wrócił do klanu, przyprowadził ze sobą nową partnerkę, Milkę — kotkę domową, którą poznał w niewoli u Dwunożnych. Wyszkolił ją na wojowniczkę, a ona w zamian pomogła mu w trakcie długiej, niebezpiecznej podróży do jeziora w poszukiwaniu klanu. Jej pochodzenie czyniło z niej łatwy cel drwin innych klanów, a nie była jedynym członkiem Klanu Pioruna, z którego szydzono, gdyż urodził się poza klanem.

— Milka potrafi o siebie zadbać — zauważyła Wiewiórczy Lot.

— Poza tym zawody chyba nieco złagodziły nastroje — dodał Jeżynowy Pazur.

— Ale na jak długo? — miauknęła Ostrokrzewiasta Łapa. Lwia Łapa wiedział, iż siostra nigdy do końca nie wierzyła w to, że dzienne zgromadzenie zasypie przepaść między klanami. Cztery klany rywalizowały w przyjaznych zawodach, wystawiając na próbę swoje umiejętności, wybierając uczniów do konkurencji międzyklanowych, starając się zapomnieć o rosnącej nieufności i sporach granicznych. Jednak Lwia Łapa pamiętał tamten dzień z innego powodu: on i uczeń z Klanu Wiatru imieniem Bryzowa Łapa wpadli do starej nory borsuka i o mało nie udusili się w piasku, zanim Sójcza Łapa ich odnalazł.

— Zawsze się czymś przejmujesz — sarknął Sójcza Łapa w kierunku Ostrokrzewiastej Łapy. — Czuję się tak, jakbym mieszkał z bojaźliwą sową.

— Przyszła pora nowych liści — zauważyła Wiewiórczy Lot. — Mamy więcej zwierzyny, klany powinny złagodnieć.

Ostrokrzewiasta Łapa zerknęła na Sójczą Łapę.

— Niektóre koty nie łagodnieją nawet przy pełnym brzuchu!

— Spokój! — Wiewiórczy Lot popchnęła ją nosem. — Idź jeść.

— To szczera prawda! — Ostrokrzewiasta Łapa ruszyła przed siebie, jednak Sójcza Łapa przemknął nagle obok niej. Kotka wrzasnęła i rzuciła bratu oburzone spojrzenie, ale Sójcza Łapa był już w połowie drogi do legowiska medyków. — On mnie podgryzł!

Wąsy Lwiej Łapy drgnęły.

— Sama pokonasz trzech wojowników Klanu Cienia — zakpił — ale jedno dziabnięcie brata i piszczysz jak kociak.

Siostra miękkim ogonem trzepnęła go w nos.

— Ty też byś piszczał!

— Nie piszczałem, odkąd wyszedłem ze żłobka!

Ostrokrzewiasta Łapa łobuzersko zmrużyła oczy.

— To może teraz ja cię dziabnę i zobaczymy, jaki jesteś dzielny?

— Najpierw musisz mnie złapać!

Lwia Łapa rzucił się przed siebie, a kotka pomknęła za nim.

— Masz! — Zahamował gwałtownie przy stercie zwierzyny i rzucił mysz Ostrokrzewiastej Łapie, która właśnie go dogoniła. — Lepiej dziabnij sobie to.

Księżyc w pełni płynął po czystym granatowym niebie. Przed nimi z jeziora wyłaniała się wyspa, a rosnące na niej drzewa wyciągały kruche gałęzie ku gwiazdom.

 

Lwia Łapa szedł obok Ostrokrzewiastej Łapy, podążając za członkami swojego klanu wzdłuż kamienistego brzegu. Znów zerknął na Sójczą Łapę. Brat szedł obok Liściastej Sadzawki, marszcząc nos i węchem badając nieznany teren. Czasami Liściasta Sadzawka ocierała się bokiem o Sójczą Łapę, kiedy trzeba był obejść ostre kamienie lub wystający korzeń.

Czy powinien ostrzec Sójczą Łapę przed przejściem przez drzewny most? Był zaskakująco śliski, Lwia Łapa niemal spadł przy pierwszym przejściu.

— Miło będzie znów zobaczyć Wierzbową Łapę — miauknęła Ostrokrzewiasta Łapa idąca obok niego.

— Wierzbową Łapę? — powtórzył z roztargnieniem. On sam miał nadzieję zobaczyć tylko jedną uczennicę: uroczą Wrzosową Łapę o ciemnoniebieskich oczach, pochodzącą z Klanu Wiatru. Westchnął cicho.

— O czym myślisz? — szturchnęła go Ostrokrzewiasta Łapa. — Odpłynąłeś całe księżyce stąd.

— Yy, o Sójczej Łapie — miauknął szybko kocur. — Zastanawiałem się, czy da radę przejść po pniu.

— Tylko żeby cię nie usłyszał! — ostrzegła go Ostrokrzewiasta Łapa.

Lwia Łapa nagle poczuł, że pazury oblewa mu zimna woda. Ognista Gwiazda wyprowadził ich na podmokły brzeg na skraju terytorium Klanu Rzeki. Piaskowa Burza szła za przywódcą. Jeżynowy Pazur i Wiewiórczy Lot dreptali obok Milki i Szarej Pręgi, za nimi szli Brzozowy Zachód i Zakurzona Skóra, rozmawiając cicho. Leszczynowa Łapa słuchała swojego mentora, zaś Jagodowa Łapa biegał tu i tam, obwąchując kępy trawy, jakby miał nadzieję wypłoszyć z nich zwierzynę.

— To terytorium Klanu Rzeki — syknęła Ostrokrzewiasta Łapa, przypominają mu, że polowanie na terenie innego klanu jest zakazane.

— Wiem — odparł Jagodowa Łapa — ale można się rozejrzeć.

— Ale tylko i wyłącznie rozejrzeć.

Szara Pręga zamruczał głośno.

— Ognista Gwiazdo! — zawołał. — Ostrokrzewiasta Łapa chyba już się szykuje do odebrania ci przywództwa.

Lwia Łapa zerknął na siostrę. Czy w ten łagodny sposób szary wojownik dawał jej do zrozumienia, że trochę się rządzi?

— Zacznę się martwić dopiero wtedy, kiedy trochę podrośnie — zamruczał Ognista Gwiazda.

— Hej! — Ostrokrzewiasta Łapa z oburzeniem nastroszyła sierść. — Ja mu tylko zwróciłam uwagę!

Ognista Gwiazda przystanął przy powykręcanych korzeniach zwalonego drzewa, które tworzyło most z brzegu na wyspę. Na korze czuć jeszcze było świeże zapachy Klanu Wiatru i Klanu Cienia; widocznie już tędy przeszli. Lwia Łapa nadstawił uszu — z wyspy dobiegały słabe miauknięcia. Piaskowa Burza zwinnie skoczyła na górę i ruszyła zygzakiem między resztkami gałęzi i sękami. Wkrótce znalazła się po drugiej stronie. Pozostali poszli za nią gęsiego. Lwia Łapa ociągał się; Ostrokrzewiasta Łapa wskoczyła na pień za Leszczynową Łapą.

— Nie idziesz, Lwia Łapo? — miauknęła, łapiąc równowagę.

— Pewnie, że idę — syknął Lwia Łapa.

— Czeka, bo chce się upewnić, że nie spadnę — miauknął Sójcza Łapa zza jego pleców.

— Tylko dlatego, że za pierwszym razem ja sam omal nie spadłem — wyjaśnił szybko Lwia Łapa. — Jeśli nie wiesz, gdzie postawić łapy, na początku możesz mieć problem.

Sójcza Łapa dotarł do plątaniny korzeni, przednimi łapami wyczuwając, którędy iść.

— Tutaj — miauknęła Liściasta Sadzawka, przechodząc obok niego i wskakując na pień. — Nie jest zbyt wysoko.

Sójcza Łapa uniósł nos i zawęszył, by ocenić odległość od mentorki. Potem odbił się tylnymi łapami i pomagając sobie pazurami wspiął się na pień obok niej. Przednie łapy od razu mu się rozjechały.

Serce Lwiej Łapy zamarło na moment, kiedy Sójcza Łapa poleciał w bok. Liściasta Sadzawka skoczyła do niego, ale Sójcza Łapa już zatopił pazury w próchniejącej korze i bijąc mocno ogonem odzyskiwał równowagę. Ciemna woda pod nim lizała brzeg. Lwia Łapa powstrzymał się od skoku na pomoc, kiedy Sójcza Łapa zaczął przesuwać się obok mentorki i dalej w stronę wyspy. Liściasta Sadzawka przysiadła czujnie w milczeniu, gotowa skoczyć, gdyby jej uczeń znów się poślizgnął. Powoli, krok za krokiem, niewidomy kot po omacku przesuwał się mostem.

— Skacz tutaj, Sójcza Łapo! — zawołała z drugiego brzegu Ostrokrzewiasta Łapa. — Piasek jest trochę miękki, ale czysty.

Sójcza Łapa zeskoczył, wylądował nieco niezgrabnie, ale natychmiast się wyprostował.

Liściasta Sadzawka odetchnęła z ulgą.

— Pośpiesz się, Lwia Łapo!

Jagodowa Łapa próbował przepchnąć się obok; Lwia Łapa wskoczył przed nim na pień, blokując mu drogę, ale Jagodowa Łapa skoczył tuż za nim.

— No idź! — popędzał go.

Lwia Łapa czuł na plecach oddech niecierpliwego kolegi. Wbijając mocno pazury w drewno, szedł ostrożnie po moście.

— Nie ma powodu do pośpiechu — rozległo się ledwie o długość ogona od nich ostrzegawcze miauknięcie Paprociowego Futra. Jednak Jagodowa Łapa nadal popychał Lwią Łapę.

— No nie ocią…

Miauknięcie ucznia nagle przerodziło się w krzyk. Lwia Łapa obejrzał się — Jagodowa Łapa zsuwał się z pnia, kremowa plama jego futra zbliżała się do wody.

Paprociowe Futro skoczył do przodu i złapał Jagodową Łapę za kark. Uczeń kiwał się i podskakiwał, łapami młócił powietrze, a kikut jego ogona dotykał powierzchni jeziora.

— Nie ruszaj się — polecił Paprociowe Futro przez zaciśnięte zęby. Mięśnie pod jego złocistą sierścią sprężyły się, kiedy wojownik wyciągał ucznia na pień. — Mówiłem: powoli!

Lwia Łapa zamrugał. Dzięki ci, Klanie Gwiazdy, że to nie ja! — pomyślał. Odwrócił się i ostrożnie przeszedł resztę pnia, zadowolony, że Jagodowa Łapa już nie stara się przepchnąć obok. Z brzegu napłynął świeży zapach Klanu Rzeki; ich patrol zapewne schodził już do jeziora. Lwia Łapa przesunął wzrokiem po skraju wody, ale nikogo nie zauważył.

— Wszyscy gotowi? — zawołał Ognista Gwiazda, kiedy Lwia Łapa, Jagodowa Łapa, Paprociowe Futro i na końcu Jesionowe Futro zeskoczyli na plażę.

Koty pokiwały głowami. Ognista Gwiazda dał znak ogonem i oddział zaczął wchodzić między drzewa.

Lwia Łapa przyglądał się czarnej sylwetce Ostrokrzewiastej Łapy, znikającej w paprociach. Łapy go mrowiły z podekscytowania, kiedy przysiadł, by skoczyć za nią. Jednak Sójcza Łapa stał w miejscu, z oczami zwróconymi ku drzewom. Denerwuje się? — pomyślał Lwia Łapa.

— To tylko paprocie — uspokoił go. — Przepychaj się przez liście. Do polany już niedaleko. — Oparł ogon o bok Sójczej Łapy i pod skórą brata poczuł mięśnie, silne i spięte.

— Chodźcie, wy dwaj! — Ostrokrzewiasta Łapa przybiegła do nich przez paprocie. — Czemu tak stoicie?

— Planujemy wielkie wejście. — Sójcza Łapa strzepnął ogonem i ruszył przed siebie.

Kruche łodygi paproci drapały Lwią Łapę w nos, kiedy szedł za rodzeństwem w kierunku polany, jednak pod łapami czuł miękkie, młodziutkie, jeszcze zwinięte liście. Nowe liście na porę nowych liści — pomyślał.

— Klan Cienia i Klan Wiatru czekają na polanie — rzuciła Ostrokrzewiasta Łapa przez ramię. — Ale Klanu Rzeki jeszcze nie ma.

— Są w drodze — miauknął Lwia Łapa. — Wyczułem ich z mostu.

Sójcza Łapa uniósł nos.

— Masz rację. — Jego wąsy zadrgały. — Ale jest coś dziwnego…

Lwia Łapa otworzył pysk i zaczerpnął powietrza ze świeżym zapachem Klanu Rzeki. Wydał mu się taki sam jak zawsze.

— Może zjedli za dużo ryb — powiedział.

— Chodźmy, musimy ich wyprzedzić — pogoniła ich Ostrokrzewiasta Łapa. Przecisnęli się przez paprocie i wyszli na polanę.

Na skraju otwartej przestrzeni Sójcza Łapa znieruchomiał.

— Czy tu zawsze jest taki tłum? — wyszeptał.

Lwia Łapa rozejrzał się po wojownikach, uczniach i medykach, stłoczonych na polanie. Dla niego było to zwykłe zgromadzenie. Zastanawiał się tylko, czy przyszła Wrzosowa Łapa.

— Hej! Piecuchu!

Biały Ogon, kotka z Klanu Wiatru, biegła w stronę Milki. Uczeń Białego Ogona, Bryzowa Łapa, mknął za nią z przypłaszczonymi do głowy uszami. Lwia Łapa wysunął pazury, gotów bronić kotki ze swojego klanu.

— Cześć, Milko! — Biały Ogon potarła pyskiem o pysk Milki i splotła ogon z jej ogonem, jakby były starymi przyjaciółkami.

Lwia Łapa schował pazury.

— One się znają? — zapytała zdumiona Ostokrzewiasta Łapa.

Lwia Łapa wzruszył ramionami.

Bryzowa Łapa gapił się na scenę szeroko otwartymi oczami, podczas gdy jego mentorka odsunęła się od Milki i rzuciła jej ciepłe spojrzenie.

— Dzięki za królika, którego nam dałaś na zawodach — zamruczała. — Umiesz się dzielić, jak prawdziwy kot z klanu.

Milka pochyliła głowę.

— To był dzień, w którym należało się podzielić — miauknęła.

— Czyli jednak zawody na coś się przydały — szepnęła Ostrokrzewiasta Łapa do Lwiej Łapy.

Jednak inny wojownik Klanu Wiatru, Rozdarte Ucho, przyglądał się Milce zmrużonymi oczami. Najwyraźniej nie podobał mu się widok koleżanki rozmawiającej z pieszczoszką. Rdzawe Futro również obserwowała je ze zjeżoną sierścią, a potem pochyliła się i wyszeptała coś na ucho wojownika.

Bryzowa Łapa nie odezwał się, lecz odszedł od mentorki i wtopił w tłum na polanie. Jagodowa Łapa i Leszczynowa Łapa gawędzili z grupą uczniów z Klanu Cienia i Klanu Wiatru. Bryzowa Łapa dołączył do nich. Lwia Łapa zjeżył sierść w napięciu oczekiwania. Czy w tłumie różnokolorowych kotów odnajdzie jasną pręgowaną sierść Wrzosowej Łapy?

Nie widział jej.

— Dlaczego jesteś taki zawiedziony? — zapytał Sójcza Łapa.

Lwia Łapa spojrzał na niego z oburzeniem.

— Za… zawiedziony? — Sójcza Łapa miał niesamowity dar odgadywania jego uczuć. — Nie jestem zawiedziony!

— Mysz na wrzosowisku by usłyszała, jak bijesz ogonem o ziemię — miauknął Sójcza Łapa.

— Miałem nadzieję, że ktoś przyjdzie — przyznał Lwia Łapa.

Ostrokrzewiasta Łapa niespokojnie strzepnęła uszami.

— Wrzosowa Łapa?

— A ty chcesz się spotkać z Wierzbową Łapą! — odpalił Lwia Łapa, jeżąc się na jej oskarżycielski ton.

— To nie to samo.

— Właśnie że tak! — zaprotestował Lwia Łapa. — My się tylko przyjaźnimy!

W tej chwili doleciał go ciepły, znajomy zapach. Przez polanę biegła ku niemu Wrzosowa Łapa.

— Lwia Łapo! Przyszedłeś!

Kocur poczuł, że serce mu podskoczyło i nerwowo zerknął na Sójczą Łapę. Czy brat nasłuchuje też bicia jego serca? Spróbował odsunąć od siebie emocje, jak chowa się na później upolowaną zwierzynę.

— Cześć, Wrzosowa Łapo — miauknął spokojnie.

— Chyba nie bardzo się cieszysz, że mnie widzisz — Kotka z Klanu Wiatru poruszyła uszami. — A ja przez cały księżyc starałam się zachowywać jak najlepiej, żeby Wronie Pióro nie mógł mnie zostawić w obozie.

Lwia Łapa poczuł wyrzuty sumienia z powodu swojego braku entuzjazmu. Po chwili jednak łapy zaswędziały go ze złości. Dlaczego miałby się czuć winny? Przecież są tylko przyjaciółmi.