Wodospad

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Wodospad
Wodospad
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Wodospad
Wodospad
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
4,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Emma Popik

Wodospad

Saga

WodospadZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2009, 2020 Emma Popik i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726599749

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Wodospad

Opowiem wam historię odnowy mojego świata. Był zdruzgotany i skazany na zagładę. Wśród płonącego asfaltu ulic przemykały się grupy ostatnich mieszkańców. Powtarzali sobie jednak pewną opowieść. Kiedyś tę historię opowiedział po raz pierwszy stary kaleka. Ta opowieść była tak ważna, że uznali go za ojca. Od siły jego ducha i od wielkości tej opowieści zaczął się świat.

„Stał na krawędzi skały, a za jego plecami, w głębi, wisiała mgła z kropel wody. Unosiła się z wodospadu, który z hukiem wpływał w przepaść. Chłopiec był tu pierwszy raz. I ostatni, jak się później okazało. Patrzył na pagórki. Gęste drzewa łączyły się ze sobą konarami, a liany je splatały. Wołały do niego ptaki i odzywały się zwierzęta, których było bardzo dużo. Kopuła modrego nieba przykrywała ten piękny krajobraz, nasycony kolorami, podkreślony bielą skały, srebrem wody, zielenią dżungli.

Stał blisko krawędzi, trzymając się ręki ojca, który przyprowadził tu innych. Wszyscy dostali spodnie i koszule i byli zadowoleni. Jeden z nich, raczej obcy, miał na ramieniu urządzenie, którym robił zdjęcia. Ten człowiek nie należał do gromady. Wyglądał również inaczej. Chłopiec nie wiedział, kim on jest, gdyż był jeszcze małym dzieckiem. Ojciec wziął go ze sobą na tę wyprawę, za którą mieli dostać coś, na co mówili pieniądze i co wprawiało ich w ekstazę. Chłopiec niczego nie rozumiał. Podziwiał kolory i widoki, które, jak później się okazało, wryły się w pamięć. Odczuwał również radość ojca i całej gromady, gdyż wyprawa była przyjemna, a na końcu mieli dostać zapłatę.”

Mężczyzna się obudził i jeszcze przez chwilę nie otwierał oczu, aby nadal patrzeć na swój piękny sen. Śnił go bardzo często od dziesiątków lat. Było to najpiękniejsze wrażenie, jakiego doznawał. Niczego więcej nie pamiętał ze swego dzieciństwa, tym bardziej, że potem wszystko się zmieniło. Cały świat utracił kolory i został zasypany szarym popiołem, a ultramarynowe niebo zasnuł czarny dym.

Już nie pamięta, od jak dawna mieszka w mieście, czy raczej w tym, co pozostało po domach i ulicach. Nie wie, dlaczego zblakły kolory i co się stało z dżunglą i z wodospadem, i gdzie podziały się zwierzęta, krzyczące z głębi zieleni.

Leżał wśród gruzów na barłogu. Od deszczu ochraniał go nawis dawnego sufitu. Pod jego łożem ze skrzyń i desek, bardziej przypominających arkę, piętrzył się pagór. Tworzyły go pokruszone ściany i ziemia, wypluta z wnętrza. Zarósł drzewami i trawą. Jego łoże stało na samym szczycie, co dawało staremu widok na większą część miasta. Wyglądało tak samo jak i jego siedlisko: pagóry gruzów porośnięte rzadkimi drzewkami, wypiętrzającymi się spomiędzy osmalonych na czarno ścian.

Leżał wciąż z zamkniętymi oczami, czując na powiekach chłodne krople wody.

- Zbudź się, zbudź! - dobiegł go głos.

To był chłopiec, Halber, najstarszy ze wszystkich. Przybiegał codziennie wczesnym rankiem, by wysłuchać opowieści. Zapewniała mu radość na cały dzień. Dzisiaj jednak w okrzyku brzmiał strach. Nie powiedział jednak, czego się boi, tylko ukucnął przy łóżku starego.

- Opowiadaj! – poprosił.

Położył obok siebie parcianą torbę, najważniejszy przedmiot w jego codziennej krzątaninie. Od jej zawartości zależało jego życie. Dzisiaj torba była wypchana.

- No, mów!

Podniósł ku niemu twarz i oczekiwał na pierwsze zawsze takie same zdanie: „Opowiem wam historię o wodospadzie”.

Mężczyzna opowiedział to, co wyśnił przed chwilą. Nie zaniedbał rozsnuć kształtów i podbarwić kolorów. Obserwował w zadowoleniem, jak w oczach chłopca stopniowo gasł strach, a pojawiały się w nich kolory wody i drzew. Stary codziennie prowadził go słowami do wodospadu, mimo to nigdy nie zaspokoił pragnienia chłopca. Zawsze od nowa chciał słuchać historii o kolorach i wołających zwierzętach. Słysząc pomruki dobiegające z głębi zielonych liści, czując siłę zwierząt, prostował chude plecy.

Kiedy opowieść się skończyła, spojrzał na starego.

- I woda była naprawdę? – zapytał, jak zwykle. – Leciała hucząc? Było jej dużo i nigdy nie ubywało?

Mężczyzna przytakiwał głową, a chłopiec znowu odczuwał świeżość mgły z rozpylonych kropli. Tak było za każdym razem, gdy zadawał to pytanie i otrzymywał tę samą ożywczą odpowiedź. Podniósł brudną buzię i wyobrażał sobie, jak spływa po niej chłodna woda i zwilża mu spragnione usta. To odczucie przypomniało mu, z czym tu przyszedł.

Sięgnął poza siebie, przyciągając torbę. Wyjął z niej plastykowy pojemnik z brunatną cieczą. Nie wyglądała zachęcająco, mimo to chłopiec powiedział z dumą.

- Zdobyłem je, byłem pierwszy. To jest biopicie. Bardzo zdrowe. Tak mówili w punkcie opieki.

Postawił pojemnik na szerokiej krawędzi łoża. Mężczyzna nie miał ochoty na tę brudną ciecz. Wiedział, że będzie smakować tak jak wygląda. Nie chciał jednak sprawiać chłopcu przykrości, bo on wszak troszczył się o niego i to było cenne. Nie wszyscy chorzy w mieście mogli liczyć na szybkie dziecko, które dowie się, gdzie tego ranka rozdają jedzenie i będzie tak sprytne, by zdążyć ustawić się w kolejce przed innymi. Chłopiec doskonale się dostosował do realiów świata, w którym żył. Stary odkręcił pojemnik i podniósł do ust, by upić łyk. Nie pomylił się co do smaku. Wątpił również w jego zdrowotne działanie.

Halber czekał, aż mężczyzna skończy i zakręci z powrotem plastykowy pojemnik. Siedział nieruchomo, rozmyślając. W punkcie opieki zobaczył nowe dla niego przedmioty. Usiłował zrozumieć, co widział, ale nie znał słów, aby nazwać rzeczy. W mieście, w jego naturalnym środowisku, poruszał się wciąż pośród tych samych spalonych domów, więc jego słownictwo było ograniczone.

- Przyjechało jeszcze więcej samochodów i kordon wokół miasta jest bardziej szczelny. Na pewno już nikt nie będzie mógł odejść i przedostać się do świata zewnętrznego.

- Martwisz się, że nie wyruszysz na wielką wędrówkę, by zobaczyć wodospad? – zauważył mężczyzna.

To było największym marzeniem chłopca. Przytaknął kiwnięciem głowy, a potem podjął swoją opowieść. Na samochodach były namalowane duże czerwone koła. Widziałem je na drzwiczkach, na plandekach i z tyłu samochodu, czyli z każdej strony.

- Pewnie chodziło o to, żeby nikt nie pomylił tego samochodu z innymi – zauważył mężczyzna.

- Ale co to czerwone koło może oznaczać?

- Czerwone gardło zwierzęcia.

- Paszcza, która połyka? – dopytywał się chłopiec.

- A widziałeś jakichś ludzi przy samochodach?

- Tak. Nosili żółte ubrania. Sztywne i szeleszczące przy każdym ruchu. I takie same buty, tworzące jedną całość z kombinezonem.

- Jakie mieli twarze?

- Zakrywały je maski. Z przodu miały niewielką szybkę. Od maski prowadziła rurka do pojemnika wiszącego na piersiach.

- Nie oddychają powietrzem – zauważył mężczyzna.

- Czy są ludźmi? – zapytał z niepokojem chłopiec

- Są – szepnął starzec.

Usiłował uciszyć jego strach, lecz i on sam się bał. Kiedyś widywał tak okrytych ludzi. Tak się ochraniali przed powietrzem z zewnątrz. Działo się tak w czasach wielkiej zarazy, która pochłaniała zwierzęta. Mieli wtedy ze sobą urządzenia do dezintegracji zarażonych sztuk. Nieśli w ręku rurki z dziurkami na końcu. Kiedy naciskali włącznik, wytryskiwała z nich ciecz pod wielkim ciśnieniem. Polewali nią zwierzęta. Kiedy tylko strumień oblał zwierzę, zamieniało się na bezkształtną galaretę.

Teraz jednak nie było zarazy i nie istniała potrzeba niszczenia wirusów choroby. Nie było również chorych zwierząt. Kogo więc chcieli polewać? Czyje ciała miały się zamieniać w bezkształtną galaretę?

- Czy mieli ze sobą długie cienkie rury?

- Nie przy sobie – zaprzeczył chłopiec.

- Czy mieli na plecach zbiorniki?

- Szykowali się na akcję. Miała nastąpić wkrótce. Chodzili niecierpliwie wokół samochodów, czekając na godzinę rozpoczęcia działań. Było im gorąco w skafandrach. Słyszałem, że wspominali o fatalnym zaopatrzeniu. Jakichś urządzeń nie dowieźli na czas, za co winili tych z orderami. Może o te rury i zbiorniki im chodziło?

Mężczyzna milczał.

- Te maski – zaczął chłopiec – nie pozwalają im oddychać naszym powietrzem. Jest dla nich trujące, a dla nas? My nie mamy masek – dokończył ze strachem.

Nagle usłyszeli głośne wycie, potem syczenie. Był to wir powietrza i gazów, który pędził do przodu, obracając się ze wokół swojej osi.

- Wrzeciono – szepnął chłopiec przerażony.

Przemknęło obok ich pomieszczenia. Były pozostałością po działaniach wojennych, jakie się kiedyś toczyły w tym mieście. W ziemi drzemały tysiące min próżniowych. Wojsko nie znało sposobu ich zneutralizowania. Należało czekać, aż będą samoistnie wybuchać. Ludzie z zewnątrz nie mogli ryzykować własnym życiem i przyjść do spustoszonego miasta szukać min. Mogły być wszędzie. Wiedzieli poza tym doskonale, że wykopać ich nie można

Po zakończeniu działań wojennych miasto zamknięto i otoczono kordonem. Zakazano wstępu komukolwiek, czy to był przedstawiciel Human Rights Watch czy producent odżywek lub też przedsiębiorstwo rozbiórkowe, liczące na zysk. Potem przyszła nieznana choroba. Choć zdziesiątkowała pozostałych mieszkańców miasta, ale nie to było najstraszniejsze. Jej wynikiem była zła sława, wywołująca strach w świecie. Odtąd nikt już nie mógł opuścić miasta. Każdego uważano za nosiciela niebezpiecznych genowirusów.

 

Mieszkańców trzymała przy życiu karmiąca ręka świata. Dostarczano żywność i ewentualnie wszystko, czego by potrzebowały takie obdarte brudasy koczujące wśród ruin. Świat zewnętrzny, zadowolony ze swej szczodrości, czekał w poczuciu spełnionego obowiązku. Zbyt długo, ostatni mieszkaniec powinien już dawno umrzeć.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?