Śledztwo SetnikaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Śledztwo Setnika
Śledztwo Setnika
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,98  55,98 
Śledztwo Setnika
Śledztwo Setnika
Audiobook
Czyta Wojciech Stolorz
39,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO

Nieco przez przypadek trafiliśmy na tę powieść w jej oryginalnym, angielskim języku, ale książka tak nas zachwyciła, że zapragnęliśmy podzielić się tą historią z polskimi czytelnikami.

Dla nas dobra powieść to nie tylko wartka akcja i ciekawe tło historyczne, ale poczucie, że towarzyszymy bohaterom w ich odkrywaniu prawdy na temat Boga. I taka właśnie jest ta powieść. Na jej stronach znajdujemy postacie znane z biblijnych Dziejów Apostolskich. A pośród intryg pałaców Heroda i Piłata przewija się też zwyczajne, ale jakże fascynujące dla nas, życie mieszkańców Judei w tych niezwykłych czasach.

Przy pracy nad tekstem postawiliśmy sobie za cel, by książka była przystępna w odbiorze dla polskiego czytelnika. Przy części imion zastosowaliśmy polskie odpowiedniki, część zostawiliśmy po angielsku gdy uznaliśmy, że tak brzmią lepiej. Zaimki odnoszące się do Jezusa Chrystusa zdecydowaliśmy się pisać zawsze z dużej litery, nawet gdy mówią o Nim postacie uważające Go jedynie za człowieka – wyraża to szacunek do naszego Pana i Zbawiciela.

To pierwsza powieść, jaką wydajemy, ale już pracujemy nad wydaniem kolejnych tomów z tej serii, a w przyszłości również innych fascynujących powieści tak utalentowanych autorów jak Janette Oke i Davis Bunn.


OD AUTORÓW

Może to brzmieć jak uproszczenie, ale z całego serca tak właśnie myślimy. Czujemy się niezmiernie uprzywilejowani, że Pismo Święte zostało spisane, zachowane i przekazane nam. Cóż za nieopisane błogosławieństwo – mieć łatwy i szybki dostęp do relacji opowiadających o naszych duchowych korzeniach! Pisanie powieści o wczesnych dziejach Kościoła pogłębiło naszą wdzięczność.

Ze szczerym poczuciem wdzięczności dziękujemy również Wam, Gary i Carol Johnson, za udział w umożliwianiu nam dzielenia się naszym fundamentem wiary z wieloma czytelnikami na przestrzeni całej naszej pisarskiej kariery. Przez swoje zaangażowanie, zachętę, wrażliwość, trafne uwagi, przyjaźń i ciężką pracę wzbogaciliście nasze życie w tak wielu wymiarach. Przyjmijcie nasze szczere podziękowania i niech Bóg Wam obojgu nadal błogosławi. Wiemy, że zostawiliście Bethany House Publishers w dobrych rękach, i możecie cieszyć się wszystkim, co Bóg ma jeszcze dla Was w kolejnych latach, już bardziej wypełnionych odpoczynkiem.

Autorzy

ROZDZIAŁ
PIERWSZY

33 r. n.e., Cezarea, rzymska prowincja Judea, sześć dni przed świętem Paschy

Zazwyczaj Lea żwawym krokiem podążała ścieżką prowadzącą z głównej kuchni do łaźni, jednak dzisiaj, gdy śródziemnomorska bryza owiewała jej twarz, a słońce jeszcze nie paliło w głowę, nie mogła się powstrzymać, by nie zwolnić kroku. Słysząc krzyk morskich ptaków, podniosła wzrok. Jakże spokojny był to widok… Na niebie wisiało kilka chmur, przypominających stadko jagniąt. W dole poniżej ścieżki fale morskie delikatnie odbijały się wzdłuż krawędzi wzniesienia. Nawet odgłosy wczesnej krzątaniny dochodzące ze znajdujących się za nią pałacowych zabudowań nie były w stanie zmniejszyć przepełniającego ją poczucia rozkoszy.

Przez chwilę Lea chłonęła to wszystko. Jej spojrzenie wędrowało po rozciągającej się przed nią panoramie. W końcu odwróciła się od błękitu morza, by przypatrzeć się pięknu miasta. Cezarea rozpościerała się nad brzegiem morza niczym królewski naszyjnik, w którym najcenniejszy klejnot stanowił pałac Poncjusza Piłata. Stojąc na skalistym zboczu Lea obserwowała zabudowany dziedziniec z misternymi kolumnami, rzeźbami, okazałymi, wyłożonymi ceramiką łaźniami oraz imponującą marmurową fasadą samego pałacu.

Szerokie i ogromne schody wejściowe prowadziły ku złoconym podwójnym drzwiom. W innych okolicznościach Lea uznałaby ten widok za niezwykle piękny. Gdy dorastała, wyrafinowane, eleganckie życie nie było jej obce, lecz nigdy nawet nie śniła o mieszkaniu w pałacu gubernatora Judei. A jednak w dziwny sposób była teraz częścią tego wszystkiego.

W innych okolicznościach…

Pierwszy raz od długiego czasu myśli Lei powędrowały w przeszłość i do innego kraju, do jej babci. Co babcia by sobie pomyślała, gdyby mogła teraz Leę zobaczyć, w całym tym splendorze? Dziewczyna przypominała sobie, jak starsza kobieta często głaskała ją po policzku i mówiła: „Bóg ma dla ciebie wspaniałe plany, moja mała.” Następnie klepała się po okrytym jedwabiem, wydatnym biuście dłonią upstrzoną klejnotami, jakby przypieczętowując tę obietnicę w swoim sercu. Jej kochana babcia. Ileż Lea by dała, by móc z nią teraz spędzić choćby kilka godzin. Ale nie było jej w domu już osiem długich lat. Już nigdy nie będzie miała okazji zobaczyć babci.

Westchnąwszy, Lea odwróciła się od bogactwa pałacu, kierując z powrotem wzrok w stronę morza. Jego powierzchnia błyszczy jak klejnoty babci – pomyślała. Jak łatwo byłoby w tych okolicznościach przeoczyć fakt, iż była tutaj, ponieważ nie miała innego wyjścia… Jej prawdziwy dom znajdował się daleko za tymi skłębionymi falami. To prawda, nie było już tam dla niej miejsca, ale jej serce nadal tam biło. Czy jeszcze kiedyś zobaczy Weronę? W Rzymie jej matka również stawiała czoła nowej sytuacji, samotna, pozbawiona wszystkiego. Lea tęskniła za matką, która, na ile tylko potrafiła, obdarzała ją miłością i pociechą. Ale teraz Lea tkwiła w pułapce, w tym wspaniałym pałacu rzymskiego gubernatora, otoczona elegancją, którą mogła podziwiać wyłącznie z pewnej odległości. Tak, urodziła się wśród bogactwa, jednak teraz stała tu, w tym miejscu – tylko trochę więcej niż niewolnica. Gorycz przepełniła jej gardło i na moment pozbawiła oddechu.

W jej głowie pojawiła się inna myśl. I tak znalazła się w lepszej sytuacji niż jej dwie starsze siostry. Była wolna, jeśli nie w ciele, to przynajmniej w duchu. Mogła powiedzieć, że jej życie należy do niej, nawet jeśli było to życie służącej. Wolała raczej być służącą w domu Piłata, niż niewolnicą mężczyzny, którego ani by nie kochała, ani nie szanowała, a który rządziłby jej każdym ruchem. Jej więzy były o wiele łatwiejsze do zniesienia, tego była pewna.

Lea rzuciła jeszcze jedno tęskne spojrzenie na błękitny przestwór morza, po czym, zdecydowanie unosząc ramiona, ruszyła w stronę łaźni. Jej pierwszym obowiązkiem w ciągu dnia było wyłożenie świeżych ręczników i szat oraz upewnienie się, że kąpiącym się nie zabraknie drogich maści i mydeł.

Musisz wziąć ze świata to, co jest dobre dla ciebie. Cichy, lecz stanowczy głos odbił się echem w jej pamięci. Świat nigdy nie przyjdzie do ciebie z wyciągniętą ręką. To były słowa jej ojca. Jednak nawet gdy je sobie przypomniała, musiała przyznać, że jemu samemu ta filozofia nie przyniosła żadnej trwałej nagrody.

***

Następnego ranka napięty plan obowiązków Lei nagle zamienił się w chaos. Jak każda służąca w domu Piłata, zawsze obawiała się nowiny o wyjeździe jej pana do Jerozolimy. Dla sług i niewolników oznaczało to, że ich codzienne obowiązki, już i tak rozpoczynające się we wczesnych godzinach porannych i ciągnące się aż do późnej nocy, zostaną zwielokrotnione.

Lea pędziła, by nadążyć za coraz bardziej szaleńczym tempem zadań. Poprzedniego wieczora, kiedy wreszcie skończyła dzień pracy i położyła się na swoim posłaniu w komnatach służących, czuła się całkiem dobrze, jednak już w nocy wierciła się niespokojnie, a kiedy uniosła dłoń do czoła, wiedziała, że ma gorączkę. Przed świtem poszła do kuchni, aby napić się wody, po czym jeszcze zasnęła i miała nadzieję, że złe samopoczucie jej przejdzie. Ale teraz czuła, że opada z sił, a liczba zadań narastała wraz z upałem.

Lea wiedziała, że jej pani, żona Piłata, dostrzega, jak niemrawa jest od rana jej służąca. Próbowała przyspieszyć kroku i rozpogodzić oblicze. Troski służących, niezależnie od ich źródła, nie mogły zepsuć dnia pani. Ale w miarę jak upływały kolejne godziny Lea stwierdziła, że nie jest w stanie dłużej udawać, iż wszystko jest w porządku. Czuła się, jakby w jej ciele rozgorzało ognisko. Cierpiała na rozstrój żołądka, a jej kości były obolałe od głowy aż do stóp.

Dotknęła ręką twarzy, jej palce poczuły nienaturalne ciepło. Choć sama pierwszy raz zapadła na gorączkę, która nawiedzała kraj każdej zimy, dobrze znała jej objawy. Czuła, że powolne pieczenie zaczyna palić jej kończyny. Nie mam czasu na chorowanie – jęknęła w duchu. – Nie dzisiaj!

Na twarzy strażnika pałacowego, który wyłonił się zza rogu łaźni i spojrzał na nią z oddali, Lea dostrzegła grymas niezadowolenia. Czy coś zauważył? Może powłóczyła nogami lub zataczała się? Zmusiła się, by iść dalej. Choć słońce chyliło się ku zachodniemu horyzontowi, wciąż było tak wiele do zrobienia. Przecież jutro wszyscy wyjeżdżają do Jerozolimy, gdzie Poncjusz Piłat ma objąć rządy w celu utrzymania pokoju w trakcie corocznych świąt Paschy…

Lea niechętnie odwróciła się w stronę kwater służby. Gdyby mogła odpocząć przez chwilę… W połowie drogi poczuła się, jakby jakaś morska fala wzbierała i zalewała ją. Przytrzymała się ściany, niepewna, gdzie się znajduje, a popołudniowe światło przygasło, jakby już zaczynała się pora szarówki. Usłyszała, że jakiś głos woła ją po imieniu, ale nie miała siły odpowiedzieć. Lea nie bała się ciemności, która ją właśnie ogarnęła. Właściwie to nawet się ucieszyła.


ROZDZIAŁ
DRUGI

Dziewięć dni później

W ciemnościach wczesnego poranka Lea bardziej poczuła niż usłyszała swoje imię. Usiadła na posłaniu na dźwięk szeptu tak delikatnego, że można go było niemal zignorować. Ów szept zniknął wraz z odzyskaniem świadomości, ale wspomnienie pozostało. Lea mocno czuła, że niezależnie od powodu, jej imię zostało wypowiedziane z miłością i łagodną troską. Dopóki nie wstała na nogi, nie zdawała sobie sprawy, że gorączka zniknęła.

 

Przez ponad tydzień leżała w komnatach służących, tak słaba, że nie mogła wstać bez pomocy. Godziny obliczała na podstawie odległości, którą słońce przemierzyło wzdłuż wyłożonej kafelkami podłogi. Teraz umyła twarz w umywalce pod ścianą i zwinęła swoje posłanie, jak gdyby wcale nie chorowała. Jej twarz była chłodna w dotyku. Wyciągnęła ręce i popatrzyła na swoje dłonie, zdziwiona, że już nie drżą. Potrząsnęła głową żałując, że nie może przypomnieć sobie szczegółów snu. Była pewna, że głos który wymawiał jej imię z taką łagodnością, należał do mężczyzny. Świt jawił się dopiero jako słaby płomyk na wschodnim niebie. Wyciszone fale załamujące się pod pałacowymi murami, były jedynie cieniami o różnym natężeniu światła i ciemności. Na niebie para gwiazd opierała się wschodzącemu słońcu.

Dwóch wartowników szło naokoło pałacu, gasząc po drodze pochodnie. Prawie wszyscy byli już w Jerozolimie, więc pałac tonął w całkowitej ciszy, inaczej niż wtedy, gdy przebywał w nim Poncjusz Piłat. Wówczas dom huczał od gwaru, a atmosfera była nieprzyjemna i gęsta od napięcia. Nawet gdy noc przynosiła spokój, to pałacowe wnętrza były wypełnione wyczekiwaniem, niekiedy strachem. Nie było czasu na prywatność, zwłaszcza dla młodych sług, takich jak Lea.

Lea weszła do kuchni i zastała Dorit siedzącą na swoim posłaniu. Starsza kobieta wolała spać w pobliżu ognia, choć oznaczało to konieczność wstawania wraz z przybyciem do kuchni pierwszego niewolnika. Ale nawet gdy pomoc domowa wyjechała, Dorit nigdy nie spała po nadejściu świtu.

Na widok Lei oczy starszej kobiety rozszerzyły się.

– Czemu nie leżysz w łóżku? – zapytała.

– Czuję się, jakbym wyszła z więzienia.

– Więc jest ci lepiej?

– Nawet więcej, Dorit. Czuję się naprawdę dobrze.

– Chodź, niech dotknę twojego czoła – Dorit wstała i położyła pokrytą starczymi plamami dłoń na czole Lei. – Bałam się o ciebie, dziecko.

Odpowiedź Lei została przerwana przez okrzyk wartownika dobiegający od strony bram pałacowych. Słysząc tętent zbliżających się koni, Lea wyprostowała się. Chwilę później, gdy konie stanęły, przybysz powiedział coś do strażników. Lea od razu rozpoznała ten głos, zdarty przez wiele lat i bitew.

– To Hugo – zauważyła.

– Niemożliwe – Dorit powoli przeszła przez izbę, aby usiąść przy stole. – Wyjechał po tym, jak dostałaś wysokiej gorączki. Musi być w Jerozolimie razem z Piłatem.

Lea nie marnowała czasu na dyskusje. Pochyliła się nad ogniskiem w kuchni i dmuchała na tlące się drewno, aż z żaru wydobyły się języki ognia.

Po chwili usłyszały odgłos kroków na tarasie, a za ich plecami rozbrzmiał głos Hugo.

– Więc się obudziłaś? Świetnie. Dałbym się pokroić za kąpiel.

Straż domowa Piłata stanowiła mieszankę osób różnej maści i usposobienia. Hugo był ulubieńcem Lei, szpakowatym weteranem, pozostającym na usługach Piłata od jego najwcześniejszych kampanii przeprowadzonych na północy, w Galii. Hugo, w przeciwieństwie do innych, nie musiał nikomu nic udowadniać.

– Nie ma jeszcze ognia, ani na kąpiel, ani na herbatę – Lea odwróciła się i uśmiechnęła na powitanie. – Ale i tak miło cię widzieć.

Postawny mężczyzna chrząknął pod nosem, po czym z westchnieniem usadowił się na stołku, po przeciwnej stronie stołu niż Dorit. Kuchnia była obszerna, miała czterdzieści stóp długości i prawie tyle samo szerokości, z dwoma spiżarniami, do których wejścia znajdowały się od ściany wschodniej. Stół ciągnął się wzdłuż środka kuchni i był wystarczająco duży, by pomieścić naraz wszystkich służących i niewolników.

Strażnikom nie wolno było wchodzić do kuchni ani do domu, z wyjątkiem niektórych zaufanych żołnierzy, takich jak Hugo. Inni jedli w domu dla strażników, zadręczając nieszczęsnych niewolników, posyłanych do kuchni, by przynieśli im jedzenie.

Hugo znowu chrząknął rozprostowując nogi.

– Jechałem przez całą noc i cały poprzedni dzień. Zostałem wysłany z Jerozolimy, gdy Piłat wyruszył.

– To pan już jest w drodze powrotnej? – wykrzyknęła Dorit, unosząc się ze swojego miejsca.

– Siadaj – powiedziała Lea krojąc chleb i stawiając go na stole między nimi. Następnie podała oliwki, kozi ser i suszone owoce. Śniadanie żołnierza.

– Myślisz, że nasz Hugo by tak sobie siedział, gdyby Piłat miał zaraz przybyć? – zapytała.

Hugo chrząknął z wdzięcznością i spojrzał na nią.

– A jak z tobą? Już dobrze się czujesz?

– Tak, naprawdę – Lea napełniła miedziany garnek wodą i zawiesiła nad ogniem. Zawahała się, a potem dodała, zwrócona w stronę płomieni:

– Rano śniło mi się, że słyszę głos. Ktoś wołał mnie po imieniu, chyba mężczyzna. Obudziłam się, a gorączka zniknęła. Nawet więcej. Czuję się tak, jakbym nigdy nie była chora.

Bardziej poczuła niż zobaczyła, jak Hugo podnosi wzrok i przygląda się jej, ale o nic nie spytał, ani niczego nie skomentował.

Lea odwróciła się i w milczeniu dorzuciła więcej drewna w płomienie. Nawet gdyby zapytał, nie wiedziała, co mogłaby jeszcze dodać.

Wszyscy obawiali się skomplikowanej i trudnej przeprowadzki z jednego pałacu do drugiego. Gubernator nienawidził Jerozolimy, a jego paskudny nastrój wpływał na wszystkich.

Lea nigdy nie udawała choroby, w przeciwieństwie do innych służących, mających nadzieję znaleźć się wśród nielicznych, którzy zostaną, aby doglądać nadmorskiego pałacu, cieszyć się morską bryzą i wypełnionymi lenistwem dniami. Nie, jej choroba była jak najbardziej prawdziwa. Nawet przerażająco prawdziwa. W momentach, kiedy odzyskiwała przytomność, słyszała innych służących, jak szeptali, przewidując, że gdy wrócą z Jerozolimy, ona już nie będzie żyła.

– Pani martwiła się o ciebie – odezwał się Hugo, przeżuwając kęs. – To znaczy, dopóki sama się nie rozchorowała.

Lea odwróciła się w jego kierunku z uwagą.

– Ma sny, złe sny – kontynuował Hugo. – Odkąd przybyliśmy do Jerozolimy, nawiedzają ją koszmary gorsze niż zaraza. Jej krzyki budzą cały dom.

– Powinnam do niej jechać – mruknęła Lea.

– Przecież to ona przyjeżdża do ciebie, skarbie – przerwał jej Hugo. – Wszyscy będą tutaj przed zmrokiem. Przyjechałem przed nimi, żeby was poinformować.

– Czyli Piłat jedzie z żoną? – zapytała szybko Dorit.

– Jest przy niej cały czas.

– Jej stan musiał się poprawić, skoro zdecydowali się na podróż.

– Nie zauważyłem tego, kiedy ostatnio ją widziałem – Hugo wsadził sobie do ust oliwkę. – Jest mięso?

– Na pewno zostało trochę solonej wieprzowiny z wczorajszej kolacji – powiedziała Dorit.

– I piwo – dodał Hugo. – Jak już mówiłem, jechałem całą noc, strasznie mi się chce pić.

Dorit odwiązała z talii pęk kluczy i wręczyła go Lei. Dziewczyna podeszła do zamkniętej komnaty, znalazła właściwy klucz i otworzyła drzwi. Minęła półki ze złotymi i alabastrowymi naczyniami przeznaczonymi na stół Piłata, a także amfory z miodem i winem. Zatrzymała się przed serami i solonym mięsem. Wzięła z półki talerz wieprzowiny i zaniosła na stół, po czym wróciła, aby napełnić kubek zawartością kamiennej kadzi.

Kiedy zamknęła drzwi i przyniosła piwo, Hugo wziął kubek i wypił od razu całą zawartość. Westchnął z nieukrywaną satysfakcją, odstawił puste naczynie i rzekł:

– Były problemy z Prorokiem.

Żadna z kobiet nie zapytała, o kim mówi. Dorit spytała tylko:

– Są jakieś zamieszki?

– A siedziałbym tu, gdyby były? – wzrok Hugo skupił się na talerzu, podczas gdy Lea nakładała mu plastry wieprzowiny. – Ten kraj to wylęgarnia problemów, a Prorok jest sprawcą większości z nich – podniósł kęs do ust, potrząsając głową.

Lea wsypała po szczypcie suszonych liści do trzech kubków, zalała wodą z dymiącego garnka i postawiła jeden przed Dorit. Hugo wziął swój kubek, odsunął talerz i powiedział:

– Sanhedryn groził Piłatowi buntem. Powiedzieli, że ten Rabbi, ten Jezus, zbluźnił przeciw ich Świątyni i ich Bogu. Że ogłosił się królem Judejczyków.

– Nie mógłby być gorszym sprzymierzeńcem dla Piłata niż Herod – ponuro stwierdziła Dorit.

– Piłat przesłuchał Proroka. Byłem przy tym. Dziwne, w życiu czegoś takiego nie widziałem, a widziałem już wiele.

– Opowiedz, co się stało – poprosiła Dorit.

– Ten człowiek był niewinny. To było czuć w każdym Jego oddechu. Piłat to wiedział i ja też wiedziałem. Tłum zebrany w twierdzy Antonia miał z Niego uciechę. Na rozkaz Piłata został ubiczowany, ale Rada i tak zażądała Jego śmierci.

– Jak… ale co w końcu zrobili? – Lea nie była pewna, dlaczego ją to właściwie obchodzi.

– Z pewnością Go ukrzyżowali – skrzywiła się Dorit. – Wcale nie żałuję, że ominął mnie ten widok.

– Twoje słowa nie mogłyby być bardziej trafne – twarz Hugo ociosały dekady wystawienia na wiatr, słońce i niepogodę oraz wojny, jednak raczej coś innego niż siły natury sprawiło, że wyglądał, jakby postarzał się, odkąd wyjechał z Cezarei. Wzrok utkwił gdzieś poza kuchnią, kierując spojrzenie na wschodzące słońce i falującą wodę. Jego głos stał się cichszy i głębszy. Obie kobiety pochyliły się do przodu, by usłyszeć jego słowa.

– W momencie Jego śmierci rozpętała się burza, a ziemia się zatrzęsła – spojrzał na dłonie, które złożył przed sobą na stole.

– Bałem się.

– Ty?

– Byłem przerażony. Myślałem, że bogowie nas atakują. Wciąż tego nie rozumiem. To było tak, jakby cały świat stracił nadzieję.

– Ale On już nie żyje, więc ten problem mamy za sobą – stwierdziła jak zawsze praktyczna Dorit.

– Mam nadzieję, że masz rację – na widok zamglonego spojrzenia i pustego wyrazu twarzy żołnierza Lea wzdrygnęła się, jakby sama była świadkiem tamtej chwili. Hugo potrząsnął głową i otworzył dłonie, rozkładając je przed sobą wnętrzem do góry.

– Ale kiedy tu jechałem i tylko księżyc oświetlał mi drogę, miałem uczucie, że już zawsze będą nam towarzyszyć problemy.

***

Lea weszła do sypialni Proculi, otworzyła okna, wpuszczając chłodną morską bryzę i wyłożyła świeżą pościel, przygotowując wszystko na przybycie swej pani. Przymocowanym do paska kluczem otworzyła komorę w ścianie i odliczyła sześć srebrnych denarów. Zanotowała tę sumę na zwoju, który zostawiła w komorze, kiedy żona namiestnika powierzała jej kontrolę nad domowymi finansami. Wcześniej nikt ze służby nigdy nie prowadził takich rachunków. Wiedziała o tym, ponieważ przed nią kontrolę nad pieniędzmi sprawowała Dorit, a ona nie umiała czytać ani pisać. A poprzednik Dorit też nie spisywał wydatków, ponieważ był złodziejem – ze wszystkiego, co kupował, odliczał sobie coś, co nazywał procentem poborcy podatkowego.

Lea nie miała pojęcia, czy Procula kiedykolwiek zagląda do tego zwoju, bo nigdy nic o tym nie wspomniała. Ale Lea nie mogła sobie pozwolić na ryzyko oskarżenia, nawet gdyby miało się ono okazać fałszywe. Kiedyś jej ojciec został oskarżony przez nieuczciwych wspólników o kradzież, a potem zhańbiony bankructwem. Lea absolutnie nie chciała, by taki skandal był łączony z jej osobą. Policzyła klejnoty i pieniądze, sprawdziła, czy suma zgadza się z jej ostatnim wpisem, po czym zamknęła komorę na klucz.

Kiedy wychodziła z pałacu, strażnicy bacznie się jej przyglądali, ale nie odezwali się. Potrafili być nieokrzesani wobec dziewcząt służących na dworze, zwłaszcza wobec tych, które w ten czy inny sposób nie należały do żadnego z nich, lecz cała służba znała Leę jako bratanicę Piłata, co było prawdą, a zarazem nią nie było. Jej dziadek był bliskim współpracownikiem ojca Piłata. Ojciec Lei jako dorosły został zaadoptowany do rodziny, co było oznaką sympatii całkiem często spotykaną w pewnych kręgach rzymskiego społeczeństwa. A potem nastąpiła ta katastrofa finansowa. W czasie jej trzyletniego pobytu w Judei opowieści o hańbie ojca Lei wciąż krążyły i odżywały na nowo. Codziennie marzyła, by móc zaprzeczyć tej gorzkiej prawdzie.

Rynek w Cezarei, spory jak na takich rozmiarów miasteczko, przyciągał handlarzy ze stron tak dalekich jak Arabia, Aleksandria, a nawet Galia. Kupcy rozkładali towary na straganach zbudowanych wokół centrum rynku. Cała administracja Cezarei składała się z Rzymian, a większość mieszkańców regionu była obcokrajowcami. Nawet miejscowi Judejczycy – w odróżnieniu od pobratymców z innych części Judei – częściej mówili po grecku, niż po aramejsku.

Lea przemykała przez rynek, niecierpliwie zamawiając towary i targując się. Zawsze usiłowała wynegocjować jak najlepsze ceny, lecz dziś czas był ważniejszy niż zaoszczędzenie kilku denarów. Miała zwyczaj przygotowywania na wieczorny posiłek tego, co było w sezonie – mogły to być leśne grzyby, węgorz, świeżo złowiony karmazyn. Zdecydowała, że na początek poda zupę szczawiowo–szałwiową, a na deser owoce zapieczone z dzikim miodem i cynamonem. Poleciła przy każdym straganie, by dostarczono towar w ciągu godziny. Na koniec wstąpiła do apteki, gdzie kupiła paczkę okropnie śmierdzącego i absurdalnie drogiego pyłku, który wyglądał jak smoła, a smakował jeszcze gorzej. Było to jedyne lekarstwo, które pomagało Proculi na migreny. Koszmary przerywały sen jej pani, a kiedy się nie wysypiała, następowały jeszcze gorsze bóle głowy.

 

Choć Lea miała zwyczaj twardo się targować, zaprzyjaźniła się z wieloma sprzedawcami. Tego ranka rozmawiali z nią o śmierci Proroka i rozważali ryzyko wybuchu powstania. Choć nie mogła zabawić dłużej, by dowiedzieć się czegoś więcej, od jednego ze sklepikarzy usłyszała plotkę, że z Jerozolimy do Cezarei przybywa również Herod Antypas. Było to czymś niesłychanym, żeby Herod wyjeżdżał z Jerozolimy w trakcie wiosennych świąt. Sprzedawca, odliczając monety na rękę Lei, głośno zastanawiał się, czy ten nagły wyjazd Heroda i Piłata mógł mieć związek z ukrzyżowaniem Proroka.

Świadomość plotek i spekulacji zapewniała służącym przeżycie na dworze, gdzie liczyła się władza. Lea zapamiętała zasłyszane informacje, skrzętnie schowała resztę monet i wróciła do pałacu.

Tam, ku swemu zaskoczeniu, zastała Dorit i Hugo wciąż siedzących przy kuchennym stole. Zdecydowała, że wykorzysta okazję, by poprosić żołnierza o pomoc. Poszła do kadzi i wyłowiła ukiszonego w morskiej wodzie ogórka oraz paprykę, które cienko pokroiła. Dodała trochę chleba i postawiła przed nim na talerzu.

– Życzysz sobie coś jeszcze?

Hugo spojrzał na nią, a potem spuścił wzrok na talerz.

– Urządziłaś tu prawdziwy dom.

– I zyskałam przyjaciół.

– Wielu przypuszczało, że będziesz próbowała rządzić innymi sługami w tym domu.

– Ty też tak myślałeś?

Hugo powoli skinął głową.

– Tak. Kiedy usłyszałem, że tu przyjeżdżasz, pomyślałem sobie: „Będą z nią kłopoty”.

– Nieczęsto się mylisz – uśmiechnęła się krótko.

– Poprosisz któregoś ze strażników, żeby porozpalał ogniska?

– Nie cierpią takiej niewolniczej roboty.

– W przeciwnym razie łaźnie nie będą gotowe na czas. Wiesz, że Piłat jak tylko przyjedzie, zażąda kąpieli. A ja muszę zacząć przygotowywać wieczorny posiłek i zająć się komnatami namiestnika.

– Ja ci pomogę przy pokojach – powiedziała Dorit.

– Nie, masz wystarczająco dużo roboty tutaj – Lea znów zwróciła się do Hugo. – Nie rozkazuj żadnemu, żeby to zrobił, bo potraktują to jako karę. Poproś, żeby któryś zgłosił się na ochotnika, a ja go za to dziś wieczorem nakarmię smakołykami ze stołu Piłata.

– W takim razie ja sam to zrobię.

O to jej właśnie chodziło od początku. Lea podziękowała Hugo i chciała przejść do następnego zajęcia, ale Dorit rzekła:

– Posiedź z nami chwilę, dziecko.

– Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, a czasu mało – zaoponowała Lea. Coś jednak w wyrazie twarzy Dorit kazało jej usiąść.

– O co chodzi?

Hugo zaczął:

– Słyszałem, jak Piłat o tobie mówi – rzekł, nie patrząc jej w oczy. – Te plotki są prawdziwe.

Lea skamieniała. Od tygodni krążyły między służbą plotki o setniku, który dowodził jednym z najdalszych garnizonów prowincji. Ów człowiek, o imieniu Alban, podobno skontaktował się z Piłatem poprzez zaufanego emisariusza i poprosił o rękę Lei. Tajemnicą pozostaje, skąd ten setnik ją w ogóle znał, bo nigdzie nie wychodziła i nie szukała towarzystwa mężczyzn. Lea robiła co mogła, by zignorować te pogłoski i miała nadzieję, że pozostanie niezamężna do końca życia.

Hugo mówił dalej:

– Piłat radził się kilku swoich oficerów. Wszyscy mówią o tym setniku w samych superlatywach.

– Dziecko, jeśli Piłat zdecyduje, że masz wyjść za setnika, to tak się stanie – Dorit ujęła drżącą dłoń Lei. – Ci, którzy go spotkali mówią, że ten Alban jest niezwykle przystojny.

– A co mnie obchodzi, jak on wygląda? Piękny wygląd rodzi pychę i arogancję – odparła Lea drżącym głosem. – Kto tak o nim mówi? Służące, którym złamał serca? Właściciele domów publicznych lub tawern?

– Żołnierze, którzy służyli z nim w boju, jak również ludzie pozostający pod jego dowództwem – odrzekł cicho Hugo. – Twierdzą, że ich dowódca jest uczciwym człowiekiem.

Dorit szepnęła do Hugo:

– Mówiłam ci, że ten plan jej się nie spodoba.

– Żołnierz musi słuchać rozkazu przełożonego – odparł, wzruszając ramionami.

– Ale ja nie jestem żołnierzem! – wykrzyknęła Lea.

Poczuła, jak na jej dłoni zaciska się ręka Dorit.

– Dziecko, Hugo rozmawia z tobą jak przyjaciel. Jeśli nie wysłuchasz, co ma ci do powiedzenia, jak możesz się na to przygotować?

– Nie ma potrzeby na nic się przygotowywać, bo to się nie… – nagle uszła z niej cała siła. Oparła ramiona na stole w geście bezradności.

Hugo spytał łagodnie:

– Dlaczego rodzina posłała cię, żebyś służyła w domu Piłata? Myślałaś, że przez całe życie możesz ukrywać się w kwaterach służących?

Dorit ujęła twarz Lei w dłonie i skierowała ją ku swojej.

– Musisz posłuchać, i to uważnie.

– Służę u Piłata od czasów, kiedy jeszcze używał dziecięcego miecza – ciągnął dalej Hugo. – Znam go jak mało kto. Ten człowiek nie daje nic za darmo, zawsze szuka pewnego zysku. Przehandluje cię za coś, czego będzie potrzebował.

Leę tak przepełniała gorycz, że nie była w stanie wyrzec słowa. Słowo „handel” wirowało jej w myślach. Na ostatnich miesiącach jej pobytu w domu kładło się cieniem wspomnienie dwóch starszych sióstr, które szlochając błagały, by nie sprzedawano ich jak towar w małżeństwo bez miłości. W końcu jedna została wysłana do łóżka mężczyzny jedenaście lat starszego od ojca Lei, a druga została poślubiona mężczyźnie tak tęgiemu, że od dzieciństwa nie widział własnych stóp.

Hugo mówił dalej:

– Próbowałem się dowiedzieć, co ten setnik ma Piłatowi do zaoferowania i nie przychodzi mi do głowy nic innego, jak tylko łupy wojenne.

– Piłat przecież już jest niewyobrażalnie bogaty – odparła Dorit.

– Taki człowiek jak Piłat nigdy nie ma dość bogactw. Według mnie jedyny możliwy powód, dla którego transakcja nie doszła do skutku od razu jest taki, że Piłat potrzebuje czasu, żeby się zastanowić, co chce od tego człowieka wyciągnąć – Hugo stąpał ciężko po kuchni krokiem żołnierza. – W dniu, kiedy wyjeżdżaliśmy z Jerozolimy, Piłat wysłał swojego pomocnika, Linuksa, drogą na wschód, w kierunku Galilei. Domyślam się, że decyduje, co twój przyszły mąż ma dostarczyć w zamian za twoją rękę. I przypuszczam, że to będzie miało coś wspólnego z ukrzyżowanym Prorokiem.

Lea ukryła twarz w dłoniach.

– Czy ci się to podoba czy nie, twój czas się zbliża – Hugo pochylił się do przodu, aż podniosła ku niemu oczy. – Wszyscy wiemy, że twój ojciec został okryty hańbą i umarł bez grosza.

– Został… został oszukany – ostatnie słowo wydobyło się z jej gardła w postaci szlochu.

Żołnierz machnął ręką, jakby chciał odsunąć ten argument na bok.

– Nie żyje, a jego dług pozostaje nieuregulowany. A gdzie jest twoja matka?

Kiedy Lea się nie odzywała, Dorit odpowiedziała za nią:

– W Rzymie. Mieszka we wdowiej chatce na tyłach domu swojej siostry. Żyje jak żebraczka.

– Dość! – przerwała Lea i zakryła twarz dłońmi.

Hugo mówił dalej, ale ton jego głosu brzmiał bardziej po przyjacielsku niż po żołniersku.

– Czyli twoja rodzina nie może zrobić nic, by wpłynąć na twój los. Piłat może z tobą postąpić, jak mu się spodoba. Wspomnij na moje słowa: wcześniej czy później zostaniesz oddana setnikowi – zaczekał, aż Lea będzie znów w stanie podnieść wzrok. – Masz szansę sprawić, by z tego małżeństwa wypłynęły dla ciebie korzyści.

Mężczyzna pochylił się jeszcze bliżej i rzekł:

– Musisz zdecydować, co chcesz zyskać z tego związku. A potem przygotuj się, by o to walczyć.

***

Lea próbowała zatracić się w obowiązkach dnia. Kierując się bardziej nawykiem, niż czyniąc to świadomie, wstawiła na ogień pieczeń i zupę. Gdy jedna ze służących przyniosła kwiaty zerwane z pałacowego dziedzińca, Dorit ułożyła bukiety i postawiła je na stole, a Lea kolejno, wazon po wazonie, zanosiła je do głównych komnat. Zmuszała umysł do zajęcia się innymi sprawami, teraz koncentrując się na tym, by pomóc Dorit. Starsza kobieta była służącą Proculi od lat. Przyjechała ze swoją panią z Rzymu. Służba była jedynym życiem, jakie znała. Nadal pracowała, choć kobiety w jej wieku już dawno zajmowały się lżejszymi obowiązkami.

Krótko po tym, jak Lea pojawiła się w domu Piłata, Dorit złamała żebro. O ile praca wcale jej nie postarzała, to ból natychmiast dodał jej lat. Lea przyjęła rolę pomocnicy Dorit, robiąc wszystko co było potrzebne, zanim ta zdążyła o to poprosić. Było bardzo trudno sprostać wymaganiom Proculi, usiłując jednocześnie ulżyć Dorit w cierpieniu. Lea chciała jej pomóc, bo coś w oczach tej kobiety przypominało jej matkę. Niemy smutek w spojrzeniu – taki był wyraz twarzy jej matki podczas ostatnich dni, które razem spędziły. Co byłoby gorsze? Nigdy nie posiadać bogactw, wysokiej pozycji, zaszczytów, czy mieć to wszystko i stracić? Jakakolwiek była odpowiedź na to pytanie, obie kobiety, matkę i Dorit, przepełniał ten sam ból i poczucie klęski.