Ona. Pytania intymne

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział I. Nowa Polka Seksualna

Rozdział II. Co nas podnieca? O czym mężczyźni nie powinni wiedzieć, a o czym powinni

Rozdział III. Ta dziurka jest wspaniała

Rozdział IV. Łechtaczka, jej zegarmistrz i inne miejsca

Rozdział V. Orgazm za orgazmem

Rozdział VI. Afirmacja masturbacji

Rozdział VII. Damy śpiące, czyli seks samotnych kobiet

Rozdział VIII. Pożegnanie z kobietą oziębłą

Rozdział IX. Rozwiń skrzydła i odleć. O potencjale erotycznym

Rozdział X. Kobieta zmienną (seksualnie) jest

Rozdział XI. Pornografia w służbie kobiet

Okładka


Copyright © Zbigniew Lew-Starowicz,

Krystyna Romanowska, Czerwone i Czarne

Projekt okładki

FRYCZ I WICHA

Korekta

Dorota Śrutowska

Skład

Tomasz Erbel

Wydawca

Czerwone i Czarne Sp. z o.o. sp. k.

ul. Walecznych 39/5

03-916 Warszawa

Wyłączny dystrybutor

Dressler Dublin sp. z o.o.

ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki

tel. (+ 48 22) 733 50 31/32

e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl

www.dressler.com.pl

ISBN 978-83-66219-02-1

Warszawa 2019

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Rozdział I
Nowa Polka Seksualna


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Mamy do czynienia ze szczególnym czasem w naszym życiu społecznym: mocno wyzwolona kobieta staje oko w oko ze słabnącą, zagubioną, wręcz kurczącą się męskością. Jakim typem kochanki jest Nowa Polka Seksualna? Czy stanowi konglomerat typów kochanek, o których mówiliśmy w poprzednich książkach? A może jest kimś zupełnie nowym w łóżkowej rzeczywistości Polaków XXI wieku? To trudna kochanka czy łatwa? Ciekawa czy przewidywalna?

Jest niejednoznaczna. Dla mężczyzny, któremu zależy na seksie – na pewno bardzo wygodna. Jest chętna, wie, czego chce, jest otwarta na różne pomysły, sama potrafi powiedzieć: „Chcę seksu”. Dzwoni i pyta: „Czy możesz dzisiaj przyjechać, bo mam ochotę na seks”. Nie jest uwikłana w seksualne konwencje (przynajmniej tak deklaruje w badaniach) – pod tym względem mężczyźnie jest łatwiej. Gorzej, jeżeli myśli o takiej kobiecie w kontekście tego, że ma być jego przyszłą żoną. Mężczyźni trochę się takich kobiet boją, bo nie da się ich zamknąć w ramach. Bo one mają o nich większą wiedzę niż oni o kobietach. Ten typ nowej kochanki jest bardzo oczytany w męskich tematach. Jeżeli on ma problemy z erekcją, ona się tym nie przejmuje, bo wie, co trzeba w takich sytuacjach robić. Nie panikuje, bo rozumie, że mężczyznom zdarzają się zaburzenia erekcji. Wysyła go do specjalisty (oczywiście, sama go wcześniej zapisuje), jeżeli zauważa, że nic nie daje się z niego „wykrzesać”.

Taka kobieta jest idealna w roli kochanki albo jako partnerka do niezobowiązującego związku. Jednak dla niektórych mężczyzn wizja życia z taką kobietą jest dosyć kontrowersyjną sprawą.

Czyli mamy oto świetną, pewną siebie, wyzwoloną kobietę, która jest skazana na samotność, bo jest ZA dobrą kochanką? Ma się na siłę zmienić, żeby być dobrym materiałem na żonę i matkę?

Myślę, że chyba się musi trochę w seksie wyszumieć – podobnie jak mężczyzna, który po latach skakania z kwiatka na kwiatek czuje, że jest gotowy na stały związek. Z nią jest tak samo. Kiedy kobiecy okres wyszumienia mija, ona zaczyna tworzyć stabilny związek z mężczyzną. Dzieje się wtedy coś szalenie ciekawego: w jej świadomości zaciera się tamten „okres szumienia” – trochę tak, jakby w ogóle nie istniał. Bywa tak, że wobec tego swojego jedynego zachowuje się jak… dziewica. Mimo bujnej przeszłości seksualnej. Wydaje się wierzyć w to, że jest dziewicą – czasami mam wrażenie, że to nie jest udawane. Zachowuje się, jakby się wszystko działo po raz pierwszy w życiu. Tworzy z nim nowy świat, tamtej stary odchodzi w zapomnienie. Trochę, jakby „tamta ja” w ogóle nie istniała, jakby była mowa o kimś innym.

W jakich kategoriach możemy to rozpatrywać?

Ten typ kobiet ma wyjątkowe zdolności adaptacyjne. Nie trzeba daleko szukać: weźmy – dajmy na to – małżeństwa mieszane. Polskie (europejskie) żony Libańczyków, Egipcjan czy innych mieszkańców dalekich nam kultur, potrafią się czuć w tamtym świecie znakomicie, jakby tam żyły od wieków. Zanurzają się w tamtej rzeczywistości, identyfikują z rodziną, jest im tam dobrze.

Inne – nie potrafią tego zrobić. Nie umieją z singielki z dużym doświadczeniem seksualnym stać się dziewicą. Raczej nie wyrzekają się swoich przeszłych doświadczeń seksualnych i emocjonalnych. Mężczyzna od razu wie: „Mam do czynienia z doświadczoną kobietą, która lubi określone rzeczy z przeszłości. Oto krzyżują się nasze drogi i muszę się nauczyć, co mogę, a czego nie mogę robić”.

Czego nie wstydzi się już Nowa Polka Seksualna?

Pytana o masturbację, nie zaprzecza, nie rumieni się. Matki dzisiejszych Polek o masturbacji w ogóle nie mówiły. Zaniżały też liczbę partnerów seksualnych. Wahały się. Mówiły: „Nie pamiętam”. Dzisiaj, jeżeli rozmawiamy z singielką lub kobietą w związku, trzydziestoparolatką, ona spokojnie wymienia liczbę dotychczasowych partnerów seksualnych. Nie traktuje tego w kategoriach samooceny. Już się tym nie chwali, ale – co ciekawsze – przestała się też tego wstydzić. Zmniejszyła się znacząco liczba tych pań, które mówią, że miały jednego partnera (tylko 31 procent). A zwiększyła tych, które mają dwóch, trzech albo więcej partnerów – nawet powyżej 11. Ale – uwaga! – jest podstawowa różnica w seksualności męskiej i kobiecej. Kobiety uwolniły się od tabu swojej seksualności, to bardzo mnie cieszy. Zdecydowanie więcej kobiet (z naszych badań wynika, że 11 procent) sięga po gadżety erotyczne. I trudno im się nie dziwić: wibratory wyglądają fantastycznie, czego nie można było powiedzieć o tych zabawkach jeszcze 20 lat temu. I porno – 9 procent kobiet przyznaje się do regularnego oglądania tego rodzaju filmów. 41 procent ogląda filmy erotyczne. Co dla mnie zaskakujące – dla 24 procent kobiet seks w nietypowych miejscach jest przyjemny. Jedna czwarta kobiet szuka ekstrabodźców – to znowu bardzo zbliża kobiecą seksualność do męskiej. Na szczęście, tylko dla 7,5 procent kobiet seks jest nieistotny.

A co pana niepokoi w postawie Nowej Polki Seksualnej?

Wciąż, ciągle i ciągle przeraża mnie sprawa antykoncepcji kobiet zdawałoby się świadomych tego, co się dzieje na świecie. Drogie Panie (i Panowie, jeżeli to czytacie) – jedna piąta par wierzy w stosunek przerywany – przecież to zgroza! Myślałem, że mamy to już za sobą, ale okazuje się, że wielu ludzi zgadza się na zabawę w rosyjską ruletkę. Apeluję o zdrowy rozsądek. Metody naturalne stosuje 14 procent kobiet, prezerwatywy – 41 procent. Panie wciąż są bardzo zachowawcze wobec nowoczesnej antykoncepcji hormonalnej – sięga po nią 23 procent pań. Dzieje się tak dlatego, że kobieta słyszy na okrągło przekazy typu: „Bierzesz antykoncepcję hormonalną, to na pewno masz spadek libido i cierpisz na suchość pochwy, wobec tego musisz sobie kupić suplement diety”. To zniechęca do stosowania antykoncepcji hormonalnej. Moim zdaniem od czasu, kiedy w mediach pojawiła się reklama suplementów, wyraźnie wzrosła liczba pacjentek, które chcą się wycofać ze stosowania tabletek. Przedtem kobiety próbowały się zastanawiać: „Skoro w łóżku już nie jest tak dobrze jak przedtem, może powinniśmy urozmaicić swoje życie seksualne?”.

Dzisiaj natychmiast wyrokuje: „To z powodu tabletek” i przestaje stosować antykoncepcję hormonalną?

Niechęć do antykoncepcji jest spowodowana także szeptaną propagandą między koleżankami. Kobiety opowiadają sobie: „Po tabletkach przytyłam, nie chce mi się uprawiać seksu, boli mnie głowa”.

Stojąc w obronie kobiet, wypada powiedzieć, że to także wina ginekologów, którzy nie kierują pacjentek na odpowiednie badania.

Tak. Powinni dawać skierowanie na badania hormonalne. Niektórzy bezkrytycznie podchodzą do tabletek czy spiral i zalecają je wszystkim, zamiast dobrać je do konkretnej osoby i monitorować, jak się jej organizm zachowuje.

 

Trzecia sprawa to wpływ Kościoła. Tabletkami straszą na potęgę i w mediach katolickich, i podczas nauk przedmałżeńskich. I takie mamy efekty. Kobiety coraz częściej nie chcą antykoncepcji, bronią się przed nią.

Kiedy kobiety będą mogły kupić sobie damską viagrę?

Kobieca seksualność jest o wiele bardziej skomplikowana niż męska. A do tej pory badano głównie męską. Działo się tak dlatego, że szukano sposobu na zaburzenia erekcji. Okazało się, że to jest niesamowity rynek – dlatego przeznaczono ogromne pieniądze na badania. Okazało się, że seks to żyła złota, więc znalazły się pieniądze również na badania nad kobiecym libido. Poszukiwano viagry dla kobiet, myśląc po męsku, mechanistycznie. Że znajdzie się coś prostego, co zadziała.

Niestety (a może stety) dzisiaj już wiemy, że tak się nie stanie. Bo seksualność kobiet jest i biologiczna, i relacyjna, jest też po części wyniesiona z wychowania – owo „Co ludzie powiedzą, co ludzie pomyślą”. Dlatego nie ma viagry dla kobiet.

I nie będzie?

Zanosi się na to, że to jeszcze potrwa. Trzeba lepiej poznać ośrodki mózgowe, które sterują seksem u kobiet. Przełomem był jeden ze specyfików, który działa na mózg kobiety – trzeba go długo brać, ale efekty są takie, że u 40 procent kobiet libido rośnie.

Dzisiaj bowiem do gabinetu przychodzą dwa typy kobiet. Pierwszy – „Nie mam orgazmu, wszystko mnie boli, nie mam potrzeb seksualnych, seks mi nic nie daje”. Drugi – „Uwielbiam seks, ale dzieje się za rzadko, partner nie spełnia moich potrzeb, daje mi za mało seksu”.

Teoretycznie kobieca viagra pomoże tej pierwszej grupie, zwiększając liczbę wygłodniałych erotycznie kobiet. Jeżeli ich potencjał wzrośnie – a mocno zwiększyła się już otwartość kobiet – prawdopodobnie partnerzy nie będą w stanie ich zaspokoić. Wyobraźmy sobie kobietę, która bardzo lubi seks i chętnie by się kochała godzinę, dwie. Który mężczyzna przez dwie godziny może mieć stosunek? Rzadko który. Owszem, jeżeli weźmie tabletki, uda mu się, ale czy jego serce wytrzyma? Bo musi mieć do tego sprawny układ krążenia. Wydolność męska ma swoje granice. Erekcja nie może trwać w nieskończoność.

Mamy więc do czynienia z potencjałem kobiecym nie do zatrzymania. Jest też druga strona medalu – pułapka, wiążąca się z relacjami między płciami. U mężczyzny zmniejsza się popęd, jeżeli kobieta ujawnia, że chce, że jest potrzebująca. Mamy więc do czynienia z pułapką cywilizacyjną. Ruchy feministyczne zrobiły bardzo wiele, żeby kobiety były otwarte, asertywne, czuły się śmielej. I dobrze. Ale przy tym wszystkim zapomniano, że mężczyźni inaczej reagują na takie zachowania. I jeżeli kobieta napiera: „Chodź, idziemy, potrzebuję seksu, chcę się pokochać”, będą się wycofywali. Brakuje tu elementu zdobywania. Mężczyźni czują się zagrożeni. I dlatego niektóre kobiety stale są nieszczęśliwe, bo żaden z partnerów nie jest w stanie sprostać ich oczekiwaniom.

To problem stary jak świat. Niesłychany potencjał erotyczny kobiet spowodował, że wszystkie religie próbowały seksualność kobiecą okiełznać. Robiły to dla dobra mężczyzn. I przez stulecia udawało się trzymać seks kobiet na wodzy, wywołując wstyd wieloma rygorami wychowawczymi. Dzisiaj tego wstydu jest o wiele mniej, ale problemy z seksualnością pozostały.

Co jeszcze się zmieniło w łóżku współczesnych Polek?

Z ostatnich badań na temat nowej seksualności Polek wynika jeszcze jedna ciekawa kwestia: mit o monogamiczności kobiet można włożyć między bajki. Najczęstszymi motywami zdrady kobiet jest monotonia życia seksualnego partnera, jego nieobecność na co dzień, a także ciekawość, jak mogłoby się potoczyć z innym mężczyzną. Ale aż 27 procent kobiet mówi, że rolę odegrały tak zwane czynniki sytuacyjne.

Co to oznacza?

Wyjazd służbowy, czyli słynna „integra”, albo romans biurowy. Co ciekawe, mężczyźni w tej chwili wyprzedzają kobiety jedynie o 12 procent, jeżeli chodzi o częstotliwość zdrady – to nie jest jakoś bardzo dużo. I chociaż kobiety deklarują, że są zadowolone z więzi uczuciowej, która jest między nimi a partnerem, nie przeszkadza im to robić skoków w bok.

Jak pan to wyjaśni?

To przestało przeszkadzać – kiedyś uważano, że tylko mężczyzna może żyć na przykład w trójkącie i mówić: „Kocham dwie kobiety naraz: kochankę i żonę”. W przypadku kobiety powszechnie sądzono, że może ona kochać tylko jednego mężczyznę. A okazuje się, że figa z makiem, że może więcej niż jednego. Zresztą to się potwierdza w gabinecie. Nieraz słyszę: „Panie doktorze, kocham ich obu”. To nowość, że kobiety mówią o tym wprost. Dopuszczają do siebie, że zdrada też się wiąże z uczuciem.

Czy jest tak, że kiedyś kobiety zdradzały, ale postrzegały siebie jako... monogamiczne?

Tak było. Usprawiedliwiały się, mówiły: „Zdradzam, ale nie chcę tego. To on mnie zmusił”. Próbowały bronić swojej monogamii.

Niedawno rozmawiałem z pacjentką. Ma rodzinę, nobliwy dom i kochającego męża. Z mężem współżyje, złego słowa nie da na niego powiedzieć. Ma także młodszego o 15 lat kochanka. Mówi na niego „moje kochane ciacho”.

Kobiety aż tak bardzo nie różnią się od mężczyzn pod względem postaw wobec seksu, chociaż nakładanie męskiej seksualności na kobiecą w proporcjach jeden do jeden jest błędem i nie powinno się tego robić. Te dwie seksualności mają kompletnie inną dynamikę.

Jakie typy kochanek są jeszcze na matrymonialnym rynku? Które są w odwrocie, a które wciąż na nim pozostają?

Typ księżniczki nadal ma swoich wielbicieli. To kobieta, która czerpie siłę z zauroczenia mężczyzny. Taki ktoś zrobi dla niej bardzo dużo – jest bardziej zakochany niż ona. Ona zręcznie manipuluje seksem po to, żeby mężczyznę do siebie przywiązać. Takie związki paradoksalnie są bardzo trwałe.

Obserwuję teraz na rynku matrymonialnym sporo walczących Amazonek, podkreślających swoją siłę i pokazujących mężczyznom, gdzie ich miejsce. W seksie są wyczulone na to, żeby mężczyzna nie sądził, że służą do jego obsługiwania. Uważają bowiem, że kobiety są ofiarami mężczyzn i dlatego w życiu intymnym nie mogą sobie pozwolić na podobne zachowania.

Są też typy kochanek, które odchodzą w przeszłość. Do nich należą na pewno Penelopy – te uległe, wiernie czekające, dyspozycyjne, podporządkowane. Ich epoka odchodzi w niepamięć. Coraz mniej jest także Alicji w Krainie Czarów, marzycielek bujających w obłokach.

To nie jest kraj dla marzycielek.

Zdecydowanie nie. Raczej dla Alicji Po Drugiej Stronie Lustra – tych bardziej osadzonych w realności. Ale romantyczki wciąż są liczne. I coraz więcej jest także kobiet, które pragmatycznie wykorzystują seks. On jest środkiem do celu. Nazwałbym taką kobietę kochanką pragmatyczną. W niedawno wydanej książce Emigracja Malcolma XD jest scena, w której rozmawiają dwie dziewczyny jadące do Anglii. Jedna mówi do drugiej: „Muszę zajść w ciążę z Angolem, bo dostanę dobry socjal”. I to jest szczyt pragmatyzmu.

Nie oceniajmy jednak tych wyborów i decyzji życiowych.

Daleki jestem od oceniania, po prostu stwierdzam fakt i podaję przykład z życia. Przyszła do mnie para. On się szybko wzbogacił, stał się multimilionerem. W zasadzie jest prostym chłopakiem, ale ma głowę do interesów. Znalazł sobie partnerkę, od razu określając ją synonimem „ładna dupa”. Bez ogródek. Jest ładna, zgrabna, atrakcyjna. Potrzebuje jej do łóżka. Od gotowania i sprzątania ma pomoc domową. Partnerka urodziła dziecko. On nawet nie wie, jaką jest matką, bo nie ma czasu, żeby się jej przyjrzeć w kontaktach z dzieckiem. On ma określone upodobania łóżkowe. Seks oralny, ale tylko wobec niego. Ona musi mu „robić loda”, potem jest seks genitalny, najczęściej na jeźdźca, w ten sposób doprowadza go do wytrysku. Erekcja, wytrysk i koniec. To jest ich seks.

Jej to niezbyt odpowiada, bo chciałaby, żeby on był czuły, powiedział jej coś miłego, odkrył w niej duchowość. Ona w prasie kobiecej czyta rzeczy, o których by chętnie z nim porozmawiała, ale jego to nie interesuje. Bo ona jako osoba w ogóle go nie obchodzi. On żyje w innym świecie. Wobec tego pytam panią, z czym mamy do czynienia?

Z małżeńską prostytucją, moim zdaniem.

Dokładnie. Co ona ma z tego seksu? Nic. Ale ma dom, dziecko, luksus, złotą kartę kredytową. Może sobie kupić, co chce, samochód dostawczy przywozi jej zakupione rzeczy. Koleżanki jej zazdroszczą standardu, najnowszego modelu samochodu – co dwa lata zmienia wóz.

Ale jej potencjał erotyczny jest nierozwinięty. I raczej nie ma szans się rozwinąć.

Chodzą jej po głowie marzenia, że stanie się od niego niezależna, podbiera mu trochę pieniędzy, odkłada na boku. Myśli: „Pewnego dnia odejdę od niego, kupię sobie mieszkanie, będzie mnie stać na to, żeby żyć po swojemu”.

To smutna historia.

Smutne współczesne niewolnictwo seksualne na własne życzenie. I sporo kobiet tak żyje. Ta pragmatyczna kochanka przychodzi do mnie, żeby ją wysłuchać, żeby się wypłakać i wyżalić. Bo stać ją na wiele takich wizyt. Jej partner jest zadowolony, że przy nim już „takich głupot nie gada”.

I co pan jej radzi?

Co tu można poradzić? Zakres rad jest dosyć ograniczony. Pełnię po prostu rolę empatycznego terapeuty, który słucha cierpiącej kobiety. Rewolucja w jej życiu jest nierealna – ona nie ma żadnych kwalifikacji. Nie skończyła nawet szkoły średniej, nie ma żadnego zawodu. Boi się stracić wysoki standard materialny, do którego przywykła. Pewnie gdyby się trafił zamożny kochanek, który by chciał z nią być, to może by odeszła. Niestety, ostatnio oszpeciła się operacjami plastycznymi –zrobiła sobie te słynne murzyńskie usta. Wygląda źle, a miała bardzo ładne rysy twarzy.

Dlatego nigdy nie polecałem i nie polecam zbytniego pragmatyzmu w miłości.


POŻĄDANIE SEKSUALNE

Podstawą do rozpoznania pożądania seksualnego u kobiet są następujące cechy:

 istnienie spontanicznego pożądania rozumianego jako myśli lub fantazje seksualne,

 istnienie wrażliwości na erotyczne bodźce i pobudzanie,

 zdolność utrzymywania się pożądania lub zainteresowania rozpoczętą już aktywnością seksualną.

Pożądanie u kobiet może być spontaniczne lub reaktywne. Ma to duże znaczenie praktyczne. Pożądanie spontaniczne najczęściej polega na odczuwaniu „chęci na seks”, potrzeby kontaktu, dążenia do niego. Reaktywne pojawia się jako reakcja na bodziec, zachowanie drugiej osoby. Zdarza się, że kobieta nie odczuwa pożądania przed lub w momencie podjęcia aktywności seksualnej, ale pojawia się ono w trakcie kontaktu seksualnego.

Pożądanie spontaniczne często występuje u kobiet w fazie „tańca godowego”, na początku trwania związku, w fazie płodnej cyklu miesięcznego. W wielu związkach na tym tle mogą pojawiać się nieporozumienia. I tak na przykład partnerzy seksualni skarżą się, że „na początku ona chciała, była chętna, a teraz nie prowokuje do seksu i czeka na moją inicjatywę”. Faktycznie, pożądanie spontaniczne dominujące na początku związku zmniejsza się na rzecz pożądania reaktywnego w dalszym czasie jego trwania i to do partnera należy zainteresowanie kobiety kontaktem seksualnym. Podobnie twierdzenie, że „na początku pożądała mnie, kochała mnie, a teraz muszę się starać”, może potwierdzać zmianę pożądania spontanicznego na reaktywne.

W nowej klasyfikacji Światowej Organizacji Zdrowia ICD-11 podstawą do rozpoznania u kobiet zaburzeń pożądania seksualnego jest brak któregokolwiek z wyżej wymienionych trzech czynników, pod warunkiem że występuje on epizodycznie lub trwale przez okres co najmniej kilku miesięcy i wiąże się z odczuwaniem cierpienia.

Rozdział II
Co nas podnieca? O czym mężczyźni nie powinni wiedzieć, a o czym powinni


„Idę ulicą – opowiada znajoma – i nagle czuję, że jestem podniecona, patrząc na jakiegoś nieznajomego. I nawet nie wiem, co mi się w nim podoba”…

O, tak. Świetnie rozumiem tę panią. Codziennie się zdarzają takie pełne podniecenia i namiętności chwile na ulicach. W seksie również przydarza się zaskakujący wybuch intensywnej namiętności. Miałem pacjentkę w wieku 60 lat. Wszystko u niej grało. Modelowa. We wszelkich ankietach dotyczących zdrowia seksualnego zbierała najwyższe noty. Mogła tylko stawiać znaczki w rubrykach: orgazmy – są, fantazje – są, satysfakcja – jest, zaburzeń – nie ma, związek – udany, zdrowie – fantastyczne, partner – świetny i dla niej atrakcyjny. Nagle rozpalił się płomień namiętności do kogoś innego, ona nie może spać, jest zaskoczona. Uważała, że siebie doskonale zna, a okazuje się, że jednak nie. Przez kilkadziesiąt lat była przekonana, że związek z mężem jest udany. I zapewne taki był. A tu takie zaskoczenie. Mnie, jako badacza, bardzo te wybuchy namiętności interesują.

 

Czego jeszcze kobiety o sobie nie wiedzą? Potrafią określić, kto i co je podnieca?

Dobre pytanie. Nie. David Buss, amerykański psycholog ewolucyjny, twierdzi, że jest ponad 200 motywów, które skłaniają kobiety do seksu. Pytanie, czy te wszystkie motywy są uświadomione. Stereotyp, że zawsze się wiąże z tym uczucie, jest tak silny, że można sobie go wmówić, żeby nie poznać tego prawdziwego motywu. Część kobiet nie wie, co je skłoniło do seksu i co budzi w nich pożądanie.

Zadaję na przykład takie pytanie mojej pacjentce: „Czy partner jest w pani typie?”. Słyszę odpowiedź: „Nie, nie jest w moim typie”. „Ale czy ma pani ochotę na seks z nim?” „Tak, mam ochotę”. Drążę dalej: „Co ma takiego w sobie, że wzbudza u pani pożądanie?”. I słyszę ciekawą odpowiedź: „Po prostu czuję pożądanie w sobie”. Mężczyzna służy wtedy do zaspokojenia tego pożądania. Są takie panie, które mówią: „On mi się bardzo podoba, działa na mnie, lubię jego skórę, jego zapach”. Jej libido opiera się na nim, na jego atrakcyjności.

Ale często w terapii par widzę taką scenę. On przyprowadza ją do gabinetu, ponieważ partnerka unika seksu, coś się w relacje psuje. Ona jest rozczarowana, brakuje jej czegoś, seks jakby za słaby… Partner ją pyta w mojej obecności: „Ale powiedz, czego byś chciała…?”. Ona spuszcza wzrok, zaplata dłonie i mówi: „No wiesz, właściwie trudno powiedzieć… tak do końca nie wiem, czego bym chciała”. Widać, że coś w niej siedzi, coś ją męczy, ale nie potrafi tego określić. Dobrze wtedy zrobić sobie listę bodźców seksualnych. Mam w gabinecie taki gotowy spis. Oczywiście, kobieta może do tego dopisać swoje opcje tego, co ją kręci i podnieca.

To muszą być konkretne czynności?

Tak. To lista bodźców seksualnych, które są dla niej atrakcyjne. Oczywiście zdarzają się także bardzo ciekawe fantazje i jeszcze ciekawsze ich realizacje – opowiemy o tym później.

Jak najlepiej zakomunikować partnerowi, która pozycja z erotycznego menu jest dla kobiety najbardziej atrakcyjna?

Na pewno nie radzę wysyłać partnerowi takiej informacji esemesem. Miałem taką pacjentkę. Zaczęło się od tego, że ona czuła niedosyt, więc zaproponowałem napisanie listy z seksualnymi życzeniami. Trochę fantazjowała, w rezultacie wyszło jej 20 pozycji. Był seks z zaskoczenia, zmiana garderoby, zmiana perfum, dłuższe pieszczoty łechtaczki, klapsy, ale nie za mocne. I po wyjściu z mojego gabinetu wysłała mu to wszystko esemesem. Jak on mógł się poczuć, kiedy dostał takie erotyczne menu jako listę życzeń?

Mógł jej w rewanżu wysłać swoją listę...

Ale jemu było dobrze w związku i nie przewidywał jakichś rewolucyjnych zmian. Chodzi o formę – lepiej, gdyby była jednak inna, łagodniejsza. Perfumy i ubrania można dosyć szybko zmienić, ale jeżeli pozycji-życzeń jest na liście 20, zachodzi podejrzenie, że istnieje jednak sporo rzeczy, które szwankują w łóżku tej pary, i dosyć ciężko będzie się z tym zmierzyć. Męska wyobraźnia pracuje: skąd takie fantazje wzięły się w jej głowie? Z poprzednich doświadczeń? Z oglądania pornografii? Może jest coś, czego on o niej nie wie, a powinien wiedzieć? To bardzo delikatne sprawy.

Ale jaki z tego wniosek: warto pisać erotyczne menu czy nie?

Spisać dla siebie, a potem mu o tym opowiedzieć w sprzyjających okolicznościach, a nie wysyłać znienacka esemesem.

A co się kryje pod konstatacją, że „kobieta nie wie, czego chce”?

W filmie Woody Allena Vicky Cristina Barcelona jedna z bohaterek ciągle powtarza: „Chciałabym wiedzieć, czego chcę”. Zwykle mówią tak kobiety mocno podkreślające swoją kobiecość. Coś by chciały, tylko nie wiedzą co. Coś by chciała w seksie, ale jeszcze nie wie co. Może to być coś nowego, ale nie zawsze wiadomo, co by ją cieszyło.

Wracając do pierwszego pytania: są takie momenty, że jakiś mężczyzna podnieca kobietę, a ona nie wie, czemu. Mówi, że nawet się jej za bardzo nie podoba, ale odczuwa podniecenie. Czym on ją podnieca?

Kobieta może nie być świadoma tego, że mężczyzna przypomina jej jakiś zatarty wzorzec z przeszłości. Po jakimś czasie przypomina sobie: „Przecież on wyglądał jak mój nauczyciel fizyki / moja pierwsza miłość / moja pierwsza fascynacja”. Wtedy dopiero kobieta kojarzy, skąd taka reakcja.

Dużą rolę odgrywają feromony, które działają podprogowo. Chciałbym podkreślić bardzo istotny aspekt biologiczny w życiu seksualnym i kobiety, i mężczyzny. Mamy teraz mocny odwrót od spraw biologicznych. Nie doceniamy biologii, niepotrzebnie ją przegadujemy. Zbyt daleko poszliśmy w przekaz psychologiczny i uciekły nam gdzieś istotne uwarunkowania biologiczne. A feromony i zapach są bardzo istotne.

Naprawdę odgrywają aż tak wielką rolę w naszym życiu erotycznym?

Tak. I to większą rolę w życiu seksualnym kobiet niż mężczyzn. Wyjaśnimy później, dlaczego tak się dzieje, chociaż kobiece feromony są słabsze. Seks bez tła zapachowego wydaje się być tak bezbarwny jak potrawa bez żadnych przypraw. Wyizolowano i zidentyfikowano ponad 100 różnych substancji zapachowych wydzielanych przez ciało człowieka. Feromony są emitowane przede wszystkim przez pochwę kobiety i nasienie mężczyzny. U kobiet ilość wydzielanych feromonów wzrasta w okresie owulacji, u mężczyzn w fazach co trzy tygodnie. Także poziom wrażliwości na feromony jest u ludzi zróżnicowany: jedni, ale jest ich niewielu, mają wysoki i stały, u większości jest uzależniony od cyklu biologicznego. Feromony tworzą indywidualną i niepowtarzalną aurę wokół danej osoby. Jest ona wypadkową naszych uwarunkowań genetycznych, odżywiania, układu odpornościowego, stanu psychicznego, a nawet stylu życia.

Co to właściwie są te feromony?

To związki chemiczne rozpuszczalne w wodzie, bezzapachowe i bezbarwne, które reagując z receptorami układu lemieszowo-nosowego, przekazują informację przygotowującą odbiorcę sygnału do wzajemnego i korzystnego współdziałania. Czyli czujemy nosem, z kim nam po drodze (seksualnej, ale też każdej innej), a z kim nie.

Najwięcej o feromonach dowiedzieliśmy się, badając... motyle, ponieważ okazało się, że niektóre samice wabią samców z odległości kilku kilometrów, a zapach wydzielany przez inne ekscytuje nawet bilion samców w odległości do trzech kilometrów. Substancje zapachowe o wabiącym charakterze potrafią być tak silne i trwałe, że nawet po latach oddziałują na otoczenie. Przykład: kiedy na początku naszego stulecia remontowano sypialnię cesarzowej Józefiny w Malmaison, okazało się, że zapach piżma utrzymywał się przez ponad 100 lat.

William Szekspir napisał w Królu Learze: „Dajcie mi uncję piżma, dobry aptekarzu, uperfumuj mi wyobraźnię”...

Każdemu naszemu stanowi emocjonalnemu odpowiada inny zapach, który jest odbierany przez otoczenie. Odbywa się to często na drodze nieuświadomionej, podprogowej. Ma to określone następstwa, na przykład agresja jednej osoby budzi agresję drugiej. Oddziaływania feromonalne mogą istnieć u człowieka na kilku płaszczyznach: mężczyzna – kobieta, kobieta – mężczyzna, kobieta – kobieta, mężczyzna – mężczyzna, rodzice – dziecko. Jeżeli chodzi o komunikację za pomocą feromonów na styku mężczyzna – kobieta, najważniejszą rolę odgrywa tu androstenol i keton. Androsteron to główny feromon seksualny mężczyzny. Występuje przede wszystkim w pocie (szczególnie pod pachami) oraz w moczu. Jego poziom zmienia się w zależności od pory roku (u nas najwyższy jest w grudniu), a stężenie różni się nawet sto razy u różnych osobników!

Czasami mówi się, że są takie osoby – zarówno kobiety, jak i mężczyźni, które przyciągają do siebie. To ci, którzy mają sto razy więcej feromonów niż inni?

Tak, jeżeli ktoś produkuje duże ilości feromonów, z reguły ma także spory temperament seksualny i cechuje go atrakcyjność fizyczna. Możliwe, że są to bodźce zapachowe wiążące się z określonymi stanami emocjonalnymi – osoby pogodne, dobre, życzliwe przyciągają nie tylko swoją postawą, lecz także bodźcami zapachowymi. Te bodźce wpływają też na rytm biologiczny człowieka oraz na jego reakcje fizjologiczne. Cykle miesięczne mieszkających ze sobą razem dziewcząt czy kobiet synchronizują się – mówią o tym badania prowadzone w USA od lat siedemdziesiątych.

Są również dowody na to, że feromony wydzielane przez mężczyznę wpływają na cykl miesięczny kobiety, a samo sypianie z nim w łóżku normalizuje jej cykl płodności. Naukowcy ukuli nawet nazwę dla tego zjawiska, Jest to tak zwany efekt Lee-Boot, który stanowi dowód na wpływ feromonów na podwzgórze: kobiety regularnie współżyjące z mężczyznami mają regularniejsze i krótsze cykle. Ba, znalezienie się sam na sam z przystojnym, atrakcyjnym mężczyzną może przyspieszyć owulację. Udowodniono również, że obecność dorosłego mężczyzny przyspiesza dojrzewanie dziewcząt – nazwano to zjawisko efektem Vandenberga.

Widać z tego, że męskie feromony mają większy wpływ na życie kobiety niż na odwrót.

Z tego powodu, że żeńskie feromony są słabsze, mają ograniczony zasięg działania i w porównaniu z męskimi są mniej wyczuwalne. Również są przenoszone głównie z potem. Sposób działania feromonów między matką a dzieckiem widać doskonale na następującym obrazku: dziecko zwykle śpi albo odpoczywa na leżąco, trzymając swoją głowę w okolicy pachy matki. A jaki jest najbardziej typowy męski gest opiekuńczy?