Rozmerdane. Naukowe podstawy psiego szczęścia

Tekst
Z serii: Varia
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  DEDYKACJA

2  PRZEDMOWA

3  WSTĘP

4  1. PSIE SZCZĘŚCIE

5  2. CHCEMY MIEĆ PSA

6  3. JAK PSY SIĘ UCZĄ

7  4. MOTYWACJA I METODY

8  5. WETERYNARZ I ZABIEGI PIELĘGNACYJNE

9  6. PIES – ISTOTA SPOŁECZNA

10  7. PIES I JEGO CZŁOWIEK

11  8. PSY I DZIECI

12  9. CZAS NA SPACER!

13  10. BOGACTWO DOŚWIADCZEŃ

14  11. JEDZENIE I PRZYSMAKI

15  12. SEN PSA

16  13. STRACH I INNE TRUDNOŚCI

17  14. CZWORONOŻNI SENIORZY I PSY SPECJALNEJ TROSKI

18  15. KRES ŻYCIA

19  16. PSY BEZPIECZNE – PSY SZCZĘŚLIWE

20  LISTA KONTROLNA SZCZĘŚLIWEGO PSA

21  PRZYPISY

22  PODZIĘKOWANIA

Gho­stowi…

I Bod­ge­rowi też

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

PRZED­MOWA


Z miło­ści do zwie­rząt zosta­łem wete­ry­na­rzem. Mam szczę­ście, że mogę popu­la­ry­zo­wać dzia­ła­nie na rzecz ich dobra oraz spo­ty­kać ludzi, któ­rzy rów­nież to robią. Jestem auto­rem dwu­dzie­stu pię­ciu ksią­żek o zwie­rzę­tach domo­wych, przez sie­dem­na­ście lat wystę­po­wa­łem jako dyżurny wete­ry­narz w pro­gra­mie Good Mor­ning Ame­rica, a przez nie­mal dwa­dzie­ścia pro­wa­dzi­łem kącik porad wete­ry­na­ryj­nych, który uka­zy­wał się w gaze­tach w całym kraju. Jestem rów­nież twórcą Fear Free – ini­cja­tywy, któ­rej celem jest ogra­ni­cza­nie stresu zwie­rząt pod­czas wizyt u wete­ry­na­rza – wiem więc, jak ważne jest ucze­nie wła­ści­cieli wła­ści­wej tro­ski o fizyczne i psy­chiczne zdro­wie ich pupili. Dla­tego ogrom­nie cie­szy mnie książka dok­tor Zazie Todd.

Jako regu­larny czy­tel­nik fascy­nu­ją­cego bloga Todd, Com­pa­nion Ani­mal Psy­cho­logy, wiem, że nic nie spra­wia jej więk­szej przy­jem­no­ści niż pisa­nie o psach, nauce i szczę­ściu. W tej książce zro­zu­miale i fachowo wyja­śnia pod­stawy dba­nia o zado­wo­le­nie naszych pupili, szcze­gó­łowo oma­wia­jąc wiele tema­tów obec­nych na jej blogu oraz poru­sza­jąc mnó­stwo nowych. Roz­mer­dane zaczyna się od wyja­śnie­nia, jak i dla­czego powin­ni­śmy myśleć o dobro­sta­nie naszych psów, a następ­nie zabiera nas w podróż przez bada­nia naukowe doty­czące nie­mal każ­dego aspektu psiego życia. Od wła­ści­wych decy­zji przy wybo­rze szcze­niaka po odpo­wied­nią jego socja­li­za­cję; od zna­cze­nia zabawy po naj­lep­sze spo­soby na uroz­ma­ica­nie oto­cze­nia w celu sty­mu­lo­wa­nia mózgu psa oraz na bez­pieczne i satys­fak­cjo­nu­jące kon­takty z ludźmi w każ­dym wieku – ta książka to wszystko wyja­śnia. Każdy roz­dział koń­czy się poży­tecz­nymi wska­zów­kami, które wła­ści­ciele psów mogą wyko­rzy­stać w codzien­nych sytu­acjach.

Jako psy­cho­log Todd dosko­nale zdaje sobie sprawę z wagi pozy­tyw­nych emo­cji. Gdy ludzie wie­dzą, jak popra­wić dobro­stan zwie­rząt domo­wych, ma to ogromne zna­cze­nie dla ich psa – zarówno dla jego zdro­wia fizycz­nego, jak i psy­chicz­nego – a także popra­wia więź mię­dzy czło­wie­kiem i zwie­rza­kiem. W Roz­mer­da­nych wła­ści­ciele psów znajdą wie­dzę i narzę­dzia, dzięki któ­rym będą mogli jesz­cze lepiej dbać o swoje czwo­ro­nogi, dążąc do ich opty­mal­nego szczę­ścia i bogac­twa doświad­czeń.

Kiedy w 2018 roku Zazie Todd prze­pro­wa­dzała ze mną wywiad na temat mojej naj­now­szej książki, From Fear­ful to Fear Free: A Posi­tive Pro­gram to Free Your Dog from Anxiety, Fears, and Pho­bias, opo­wie­dzia­łem jej praw­dziwą histo­rię powsta­nia Fear Free i wyzna­łem, jakim szo­kiem była dla mnie świa­do­mość, że nie trosz­cząc się o psy­chiczne zdro­wie naszych pupili, możemy im wyrzą­dzić fizyczną krzywdę. Więk­sze poczu­cie szczę­ścia i spo­koju oraz uroz­ma­ica­nie śro­do­wi­ska są klu­czowe w odpo­wied­niej tro­sce o dobro naszych zwie­rząt (i sta­no­wią inte­gralne ele­menty pro­jektu Fear Free Happy Homes, który pomaga ludziom uroz­ma­icać życie ich pupili). Bada­nia nad dobro­sta­nem zwie­rząt i ich zacho­wa­niem to szybko zmie­nia­jąca się dzie­dzina, a ta ważna książka opiera się na skru­pu­lat­nych ana­li­zach i naj­now­szej wie­dzy na temat psów. Todd prze­pro­wa­dziła roz­mowy z kyno­lo­gami, leka­rzami wete­ry­na­rii, beha­wio­ry­stami zwie­rząt, kie­row­ni­kami schro­nisk oraz tre­ne­rami psów, pyta­jąc ich, co ludzie powinni wie­dzieć o czwo­ro­no­gach. Jedni przed­sta­wiają wyniki swo­ich badań z psiego punktu widze­nia, inni dzielą się naj­waż­niej­szymi według nich wska­zów­kami, dzięki któ­rym świat czwo­ro­no­gów byłby lep­szy, ale spo­strze­że­nia wszyst­kich są poucza­jące i nie­jed­no­krot­nie zaska­ku­jące.

Todd nie tylko jest autorką inte­re­su­ją­cych roz­praw nauko­wych, zaan­ga­żo­waną w pro­mo­wa­nie dobro­stanu zwie­rząt, ale też oso­bi­ście pra­cuje z psami. Jest człon­kiem grupy dorad­ców Fear Free, dyplo­mo­waną tre­nerką i wła­ści­cielką czwo­ro­no­gów. Dla­tego jej książka pełna jest oso­bi­stych aneg­dot, któ­rych boha­te­rami są jej pupile: Bod­ger, owcza­rek austra­lij­ski, oraz Ghost, mie­sza­niec sybe­ryj­skiego husky z mala­mu­tem ala­skań­skim. Pozna­jemy histo­rię tego, skąd się wzięły, wyzwa­nia, z jakimi wią­zało się ich szko­le­nie, oraz ich psie dzi­wac­twa. Te uro­cze opo­wie­ści świad­czą o tym, jak bar­dzo Zazie Todd kocha psy.

Jeśli dobro­stan emo­cjo­nalny czwo­ro­no­gów jest dla cie­bie ważny, koniecz­nie prze­czy­taj tę książkę. Porad­nik Roz­mer­dane pre­zen­tuje wyniki naj­now­szych badań i jest pięk­nie napi­sany – to rzad­kie połą­cze­nie nauki i duszy. Prze­ko­naj się, w jaki spo­sób pomoże ci spra­wić, by twój pies stał się jesz­cze szczę­śliw­szy.

lekarz wete­ry­na­rii Marty Bec­ker

WSTĘP


MIŁOŚĆ DO PSÓW

Każdy pies w mniej­szym lub więk­szym stop­niu odmie­nia nasze życie. Nie mia­łam poję­cia, że piękny mie­sza­niec sybe­ryj­skiego husky z mala­mu­tem ala­skań­skim wywróci moją egzy­sten­cję do góry nogami, ale tak wła­śnie się stało.

Przy­wieź­li­śmy Gho­sta do domu w upalny dzień. W garażu wypu­ści­li­śmy go z samo­chodu, a potem na smy­czy wypro­wa­dzi­li­śmy do ogrodu, żeby mógł się zała­twić, zanim zabie­rzemy go do środka. Wyobra­ża­łam sobie, że poczuł ulgę, bo tra­fił do domu, a nie do kolej­nej klatki. Wcze­śniej cztery razy prze­wo­żono go ze schro­ni­ska do schro­ni­ska. Miał cztery lata – przy­naj­mniej tak nam powie­dziano – ale w ciągu pierw­szych mie­sięcy u nas tro­chę pod­rósł. Nic dziw­nego, że się dener­wo­wał: zna­lazł się w nowym miej­scu z ludźmi, któ­rych jesz­cze nie znał. Dla­tego w tym począt­ko­wym okre­sie czę­sto go gła­ska­łam. Kładł się na boku pośrodku pokoju, a ja klę­ka­łam przy nim i gła­dzi­łam jego miękką gęstą sierść. I nie­ważne, jak długo to robi­łam, gdy prze­sta­wa­łam, pod­no­sił wielki łeb, obli­zy­wał wargi i cza­sem sztur­chał mnie łapą, pro­sząc o wię­cej. Wyraź­nie lubił piesz­czoty, a mimo to nie­raz cofał się przed naszymi dłońmi, jak gdyby się bał, że go skrzyw­dzimy.

Pod­czas spa­ce­rów napo­tkane osoby kom­ple­men­to­wały jego wygląd. Nie mogłam uwie­rzyć, że tak wspa­niały pies tyle tygo­dni cze­kał na adop­cję. Był przy­ja­ciel­ski, postawny i zaj­mo­wał mnó­stwo miej­sca. Uni­kał kon­taktu wzro­ko­wego, ale odno­si­łam wra­że­nie, że mnie obser­wuje, gdy odwra­cam się do niego tyłem. Miał piękne jasno­nie­bie­skie oczy, nie­mal białe, oko­lone czarną obwódką. Wszę­dzie zosta­wiał kępki sier­ści. Liniał bez prze­rwy przez całe lato. Gdy go szczot­ko­wa­łam, wycze­sy­wa­łam tyle futra, że można by z niego zro­bić dru­giego psa. Nie do końca wie­dział, jak postę­po­wać, podob­nie jak my. Nie mie­li­śmy poję­cia, jak go kar­mić, ile razy dzien­nie z nim wycho­dzić ani jakie lubi zabawy – tego wszyst­kiego musie­li­śmy się dowie­dzieć. Pod­czas spa­ce­rów nie inte­re­so­wali go ludzie, choć łaska­wie pozwa­lał się gła­skać, uwiel­biał nato­miast spo­ty­kać inne psy. Nie­raz nie­mal ury­wał mi rękę, cią­gnąc mnie w stronę czwo­ro­noż­nego kolegi, któ­rego chciał obwą­chać. Dość szybko doszli­śmy do wnio­sku, że potrze­buje towa­rzy­sza.

 

W pobli­skim schro­ni­sku na liście psów do adop­cji poja­wił się owcza­rek austra­lij­ski, jesz­cze bez żad­nego zdję­cia ani opisu. W Inter­ne­cie zna­la­złam infor­ma­cje, że jest to rasa chętna do nauki, więc zabra­li­śmy Gho­sta, aby go poznał. Pies był aku­rat u gro­omera, więc zacze­ka­li­śmy w recep­cji. Ghost cier­pli­wie leżał na pod­ło­dze. Ponie­waż Aus­sie długo się nie poja­wiał, poje­cha­li­śmy do domu… tylko po to, żeby ode­brać tele­fon z infor­ma­cją, że mamy jak naj­szyb­ciej wra­cać. Dotar­li­śmy do schro­ni­ska nie­długo przed zamknię­ciem i zabra­li­śmy „austra­lij­czyka” – pięk­nie ucze­sa­nego i z ban­daną na szyi – na krótki spa­cer. Gho­stowi się spodo­bał, więc decy­zja zapa­dła. Nazwa­li­śmy go Bod­ger. Tak oto w ciągu sze­ściu tygo­dni sta­li­śmy się posia­da­czami dwóch psów. (A do tego jesz­cze dwóch kotów, bo gdy cze­ka­li­śmy na Bod­gera, prę­go­wany kot przy­glą­dał się Gho­stowi zza szyby, więc jego rów­nież zabra­li­śmy z sobą. A ponie­waż potrze­bo­wał kociego przy­ja­ciela, szybko dołą­czyła do nas kotka o pięk­nym szyl­kre­to­wym umasz­cze­niu).

Nie­jed­no­krot­nie dzi­wiło mnie to, co czy­ta­łam o psach lub czego dowia­dy­wa­łam się z tele­wi­zji. Pies nie powi­nien iść przed tobą na spa­ce­rze – ale prze­cież Ghost był psem zaprzę­go­wym, a one musiały iść przed saniami, ina­czej nie mogłyby ich cią­gnąć. Naj­pierw jesz ty, a dopiero potem kar­misz swo­jego psa – nie odpo­wia­dało nam to, ponie­waż łatwiej nam było naj­pierw nakar­mić zwie­rzęta. Powi­nie­neś być w sta­nie wyjąć psu z pyska to, co w nim trzyma, na przy­kład kość. To wydało mi się zwy­czaj­nie głu­pie! Ghost miał wiel­kie zęby i wola­łam nie spraw­dzać, do czego są zdolne. Poza tym chęt­nie przy­sta­wał na zamianę. Jeśli chcia­łam dostać z powro­tem piłeczkę, godził się ją oddać w zamian za jakiś sma­ko­łyk. Po co wywo­ły­wać kon­flikt, jeśli nie jest to konieczne?

Z kolei Bod­ger oka­zał się tro­chę sza­lony. Był skoczny i gło­śny, nie­ustan­nie szcze­kał, a pod­czas spa­ce­rów mia­łam wra­że­nie, że cią­gnie na smy­czy we wszyst­kich kie­run­kach jed­no­cze­śnie. Wciąż doma­gał się uwagi, ale war­czał, gdy na niego patrzy­li­śmy. Wystar­czyło na chwilę zosta­wić go samego, a łapał ogon w pysk i bez końca krę­cił się w kółko. Część osób, które poznały go w tych pierw­szych tygo­dniach, podej­rze­wała, że oddamy go z powro­tem do schro­ni­ska. Takie wyj­ście mogłoby nas kusić, gdy­by­śmy nie czuli się już za niego odpo­wie­dzialni. Naj­wy­raź­niej nie nauczono go odpo­wied­niego zacho­wa­nia. Nikt mu nie poka­zał, co powi­nien robić. Musie­li­śmy wziąć to na sie­bie. Dobrze, że cho­ciaż nie zała­twiał się w domu. No i rozu­miał, że ma dotrzy­my­wać Gho­stowi towa­rzy­stwa. Nasze życie nagle zaczęło się krę­cić wokół dwóch psów, a uszczę­śli­wie­nie ich obu wcale nie było łatwe.

Chcia­ła­bym móc powie­dzieć, że nikt już nie wie­rzy w mity o jedze­niu przed psem i inne podobne opi­nie zasły­szane w tele­wi­zji. Nie­stety wciąż są powszechne. Jed­no­cze­śnie nasza wie­dza o psach – ta praw­dziwa – jest nie­wy­obra­żal­nie więk­sza. I choć wciąż ist­nieje wiele nie­wia­do­mych, rozu­miemy dziś psy lepiej niż kie­dy­kol­wiek.

POZNA­WA­NIE PSÓW

Kiedy robi­łam dok­to­rat z psy­cho­lo­gii spo­łecz­nej na Uni­wer­sy­te­cie w Not­tin­gham, pro­wa­dzi­łam zaję­cia z pod­staw psy­cho­lo­gii. Poma­ga­łam nawet kroić mózgi owiec, ucząc stu­den­tów roz­po­zna­wa­nia struk­tur, takich jak hipo­kamp (odpo­wie­dzialny za pamięć oraz emo­cje) i opuszka węchowa (powią­zana, jak wska­zuje jej nazwa, z węchem). Wciąż pamię­tam zapach środka kon­ser­wu­ją­cego i szaro-żół­tawy kolor mózgów. Pro­wa­dzi­łam rów­nież semi­na­ria dla uczest­ni­ków stu­diów licen­cjac­kich z tema­tów obej­mu­ją­cych mię­dzy innymi to, jak uczą się zwie­rzęta (łącz­nie z ludźmi).

Pod­czas spo­tkań odby­wa­ją­cych się w sze­ścio­oso­bo­wych gru­pach – w bry­tyj­skim sys­te­mie szkol­nic­twa wyż­szego taka forma obo­wiąz­ko­wych zajęć nosi nazwę tuto­rials – stu­denci tło­czyli się w moim gabi­ne­cie. Przed omó­wie­niem spo­so­bów, w jakie zwie­rzęta się uczą, pro­si­łam o przy­kłady róż­nych typów wzmoc­nień oraz kar. Jeden z tych, które sama przy­to­czy­łam, doty­czył mojego rudo-bia­łego kota Snapa. Wie­czo­rem, gdy chcia­łam go ścią­gnąć z powro­tem do domu, woła­łam go i potrzą­sa­łam torebką z przy­sma­kami. Jak tylko poja­wiał się w kuchen­nych drzwiach, dawa­łam mu nagrodę. To przy­kład wzmoc­nie­nia pozy­tyw­nego, ponie­waż przy­smak zwięk­szał praw­do­po­do­bień­stwo, że kot przyj­dzie na woła­nie następ­nego wie­czoru. Więk­szość stu­den­tów przy­ta­czała sytu­acje doty­czące ludzi, ale nie­któ­rzy dawali przy­kłady zacho­wa­nia swo­ich psów. Takie infor­ma­cje przy­dają się każ­demu, kto ma w domu zwie­rzęta. To jeden z wielu powo­dów, dla któ­rych chcia­ła­bym, aby wszy­scy choć tro­chę poznali pod­stawy psy­cho­lo­gii, ponie­waż zna­jo­mość zależ­no­ści zacho­wa­nia umoż­li­wia budo­wa­nie bar­dziej uda­nej rela­cji z psem.

Poza spo­ra­dycz­nymi przy­go­to­wa­niami do zajęć oraz wykła­dami pod­czas kon­fe­ren­cji nauko­wych, w któ­rych uczest­ni­czy­łam, nie­wiele czasu poświę­ca­łam spo­so­bom, w jaki zwie­rzęta się uczą – dopóki nie poja­wił się u nas Ghost. Dopiero wtedy pozna­łam realia posia­da­nia praw­dzi­wego psa i trud­no­ści w szu­ka­niu rze­tel­nych porad. W 2012 roku, nie­cały rok po adop­cji Gho­sta, zało­ży­łam blog Com­pa­nion Ani­mal Psy­cho­logy, z zamia­rem przyj­rze­nia się temu, co nauka mówi na temat tro­ski o psy i koty. Odkry­łam bogac­two infor­ma­cji z zakresu kyno­lo­gii oraz feli­no­lo­gii i prze­ko­na­łam się, że mnó­stwo osób chce wie­dzieć wię­cej. Kyno­lo­gia nie­ustan­nie się roz­wija, a to ozna­cza, że nawet naj­bar­dziej doświad­czeni psia­rze mogą się cze­goś nauczyć.

Z jed­nej strony, zasady wzmac­nia­nia i kara­nia wciąż mają klu­czowe zna­cze­nie w życiu z czwo­ro­noż­nymi domow­ni­kami, z dru­giej, wie­dza na temat myśli i uczuć zwie­rząt bar­dzo się zmie­niła. Od prze­ko­na­nia, że jedy­nie reagują na bodźce (jak uwa­żał ame­ry­kań­ski psy­cho­log Bur­r­hus Fre­de­ric Skin­ner), prze­szli­śmy do trak­to­wa­nia ich jako istoty czu­jące. Wiemy, że nasze czwo­ro­nogi mają myśli i uczu­cia, rów­nież w odnie­sie­niu do nas. Dla­tego mamy tym więk­szy obo­wią­zek trosz­czyć się o nie w spo­sób uwzględ­nia­jący to, kim są – inte­li­gent­nymi stwo­rze­niami, które przy­wią­zują się do czło­wieka i mają wła­sne zło­żone potrzeby.

W 1998 roku dok­tor Brian Hare oraz pro­fe­sor Ádám Miklósi doko­nali odkry­cia, które zwięk­szyło zain­te­re­so­wa­nie naukow­ców psami. Rów­no­cze­śnie, i nie­za­leż­nie od sie­bie, dowie­dli, że psy reagują na gesty wska­zu­jące – do czego nie są zdolne szym­pansy (naj­bliżsi żyjący krewni czło­wieka). Od tego momentu nastą­pił bły­ska­wiczny roz­wój badań doty­czą­cych zacho­wa­nia psów, ich emo­cji, reak­cji na czło­wieka itd. Zresztą nie tylko psów. Kiedy poma­ga­łam stu­den­tom kroić mózgi owiec, uwa­żano, że ludzi od pozo­sta­łych zwie­rząt dzieli prze­paść, a wiele umie­jęt­no­ści przy­pi­sy­wano wyłącz­nie czło­wie­kowi. Z cza­sem ten dystans znacz­nie się zmniej­szył (oczy­wi­ście zmie­nił się jedy­nie nasz spo­sób postrze­ga­nia). Miło­śni­kom psów trudno dzi­siaj pojąć, że daw­niej naukowcy uwa­żali zwie­rzęta za nie­zdolne do odczu­wa­nia emo­cji. Obec­nie bada­czy inte­re­suje wszystko, co wiąże się z psem, od począt­ków udo­ma­wia­nia po „skru­szoną minę”, od roz­woju szcze­niąt po zacho­wa­nie pod­czas zabawy. A naj­wspa­nial­sze w tym wszyst­kim jest to, że sporo odkryć z zakresu kyno­lo­gii ma zna­cze­nie dla dobro­stanu zwie­rząt i wpływa na spo­sób, w jaki trosz­czymy się o naszych pupili.

W tym samym roku, gdy zało­ży­łam blog, zosta­łam wolon­ta­riuszką w lokal­nym oddziale BC SPCA (Bri­tish Colum­bia Society for the Pre­ven­tion of Cru­elty to Ani­mals), jed­nej z wio­dą­cych pół­noc­no­ame­ry­kań­skich orga­ni­za­cji wal­czą­cych z okru­cień­stwem wobec zwie­rząt. Chcia­łam zdo­być więk­sze doświad­cze­nie w opiece nad psami i kotami, a poza tym byłam wdzięczna BC SPCA, ponie­waż wła­śnie od nich wzię­łam troje z moich zwie­rząt. Rok póź­niej mia­łam szczę­ście zdo­być sty­pen­dium w pre­sti­żo­wej Aca­demy for Dog Tra­iners Jean Donald­son na kurs szyb­kiego i sku­tecz­nego szko­le­nia psów oraz kory­go­wa­nia zacho­wań zwią­za­nych z pro­ble­mami takimi jak strach, pil­no­wa­nie jedze­nia czy agre­sja. Z cza­sem posta­no­wi­łam zało­żyć wła­sną firmę, Blue Moun­tain Ani­mal Beha­vior, aby poma­gać wła­ści­cie­lom psów i kotów w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów z ich pupi­lami. Przez cały czas pro­wa­dzę mój stały blog, doda­jąc nowe wpisy w nie­mal każdą środę, i zało­ży­łam drugi – Psy­cho­logy Today.

Gdyby przed laty ktoś mi powie­dział, że kie­dyś będę pisała o nauko­wych meto­dach uszczę­śli­wia­nia psów, była­bym zdu­miona. Tak jak wiele innych osób, w prze­szło­ści nie doce­nia­łam tych czwo­ro­no­gów. Nie tylko mnie wła­sne psy zdo­pin­go­wały do zapo­zna­nia się z wie­dzą na temat szko­leń i zacho­wa­nia, dla­tego ta książka jest dla wszyst­kich, któ­rzy chcą wie­dzieć wię­cej. Należę do tych szczę­śliw­ców, któ­rzy rozu­mieją język nauki (i mają w nią swój wkład), a poza tym pra­cuję z naj­róż­niej­szymi psami. Uwiel­biam pozy­tywne zmiany zacho­dzące zarówno w czło­wieku, jak i w czwo­ro­nogu, któ­rego wła­ści­ciel zaczyna lepiej rozu­mieć psie potrzeby.

Ta książka jest o tym, co nauka mówi nam na temat psów i jakie zna­cze­nie ma to dla ich dobro­stanu. W kolej­nych roz­dzia­łach piszę o adop­cji psa, szko­le­niu i zacho­wa­niach spo­łecz­nych, o tym, jak roz­po­znać, kiedy pies się bawi, co powi­nien jeść i ile śpi oraz jak spra­wić, by wizyty u wete­ry­na­rza stały się łatwiej­sze. Jest tu także roz­dział doty­czący kresu psiego życia z pora­dami dla osób, które nie wie­dzą, jak się odna­leźć w tym trud­nym cza­sie (lepiej prze­czy­taj go odpo­wied­nio wcze­śniej, gdy nie musisz jesz­cze o tym myśleć). Powo­łuję się na kon­kretne bada­nia naukowe, ale sta­ram się wyja­śniać je w zro­zu­miały spo­sób, nie grzę­znąc w szcze­gó­łach tech­nicz­nych. Wielu eks­per­tom zada­łam pyta­nie: Jaka jedna zmiana uczy­ni­łaby psi świat lep­szym? W książce przy­ta­czam ich odpo­wie­dzi.

Każdy roz­dział koń­czy się pora­dami, jak wyko­rzy­stać w domu wie­dzę zdo­bytą dzięki bada­niom nauko­wym. Moje pro­po­zy­cje są kon­kretne i oparte na dowo­dach. Lista kon­tro­lna na końcu książki pomoże ci się zasta­no­wić nad wpro­wa­dze­niem ich w czyn. Ostatni roz­dział jest pod­su­mo­wa­niem naj­waż­niej­szych rze­czy, które możesz zro­bić dla swo­jego psa.

Z Roz­mer­da­nych dowiesz się, jak spra­wić, by twój pies był szczę­śliwy (lub jesz­cze szczę­śliw­szy). Oczy­wi­ście książka nie zastąpi opi­nii spe­cja­li­sty. Jeżeli masz jakieś obawy doty­czące psa, skon­sul­tuj się z wete­ry­na­rzem, instruk­to­rem szko­le­nia psów lub beha­wio­ry­stą (wedle potrzeb).

I pamię­taj, że wciąż się uczymy. Stan naszej wie­dzy o psach stale pod­lega wery­fi­ka­cji – czy­ta­jąc tę książkę, prze­ko­nasz się, jak fascy­nu­jące, zaska­ku­jące i istotne dla naszego życia codzien­nego są nie­które nowe odkry­cia. Na począ­tek roz­ważmy, co jest potrzebne psu do szczę­ścia – nie tylko w danej chwili, ale przez całe jego życie.

1


PSIE SZCZĘ­ŚCIE

Ghost uwiel­biał śnieg, a jego gęsta sierść była stwo­rzona do zimo­wej pogody. Sza­lał, ska­kał i tarzał się w bia­łym puchu, jadł ten świeży, a żółty dokład­nie obwą­chi­wał, lekko marsz­cząc nos i wychwy­tu­jąc każdą nutę woni. Mam zdję­cie, na któ­rym waruje w zaspie za naszym domem, smu­kły i sprawny. Z zamknię­tym pyskiem patrzy pro­sto w obiek­tyw, jak gdyby chciał mnie zapy­tać: „Po co celu­jesz we mnie tym czymś?”. Zatrzy­mał się wtedy tylko na moment. Gdy nie mie­rzy­łam w niego apa­ra­tem, Ghost wario­wał, szczę­śliwy w swoim żywiole.

 

Bod­ger kocha ganiać za śnież­kami. Kiedy butem pod­rzu­cam w powie­trze tuman puchu, pró­buje łapać opa­da­jące płatki. W eufo­rii zaczyna pod­ska­ki­wać hop! hop! hop! Nie spusz­cza przy tym oka z moich stóp i chrzęsz­czą­cego pod nimi śniegu. Bez względu na porę roku uwiel­bia, gdy się go goni, zwłasz­cza kiedy ma w pysku patyk. Pozwala mi podejść cał­kiem bli­sko i nagle w susach poko­nuje traw­nik. Z paty­kiem w zębach zwy­cię­sko obiega mnie w koło, a potem znowu przy­siada i kusi, żebym się zbli­żyła.

Oczy­wi­ście do szczę­ścia nie wystar­czą takie chwile eufo­rii, liczy się rów­nież codzienne zado­wo­le­nie. Bez nie­zbęd­nych skład­ni­ków nie ma mowy o psiej rado­ści. Muszą zostać zaspo­ko­jone potrzeby czwo­ro­noga – co wymaga grun­tow­nej wie­dzy na temat zacho­wa­nia psów oraz zna­jo­mo­ści kon­kret­nych potrzeb naszego pupila. Szczę­śliwy pies powi­nien być, rzecz jasna, szczę­śliwy, a my powin­ni­śmy umieć roz­po­znać u niego ten stan. No i musi mieć dobrą rela­cję z wła­ści­cie­lem, bo gdy jej bra­kuje, grozi mu odda­nie do adop­cji, a nawet uśpie­nie.

Ludziom zależy na szczę­ściu ich psów. Wyda­jemy na nasze zwie­rzęta wię­cej niż kie­dy­kol­wiek. Sto­wa­rzy­sze­nie Ame­ri­can Pet Pro­ducts Asso­cia­tion oce­nia, że w 2020 roku Ame­ry­ka­nie wyda­dzą ponad 99 miliar­dów dola­rów na swo­ich pupili (to ogromny skok w porów­na­niu do kwoty 23 miliar­dów dola­rów sprzed dwu­dzie­stu lat)1. Sza­cuje się, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych jest 89,7 miliona psów, 8,2 miliona w Kana­dzie i 8,9 miliona w Wiel­kiej Bry­ta­nii2. To mnó­stwo czwo­ro­no­gów, które trzeba uszczę­śli­wić.