Ślubuję ci zemstę

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Yvonne Lindsay

Ślubuję ci zemstę

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Vengeful Vows

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2019

Harlequin Desire, 2019

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2019 by Dolce Vita Trust

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5449-6

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Alice Horvath, najstarsza z rodu Horvathów, była prezes Horvath Corporation i założycielka agencji matrymonialnej „Stworzeni dla siebie”, rozejrzała się po oświetlonej świecami i ozdobionej kwiatami sali, usiłując ignorować zakradające się do jej myśli obawy. Nie wiedziała, czemu tak się denerwuje związkiem swojego wnuka Galena z kobietą, która idealnie do niego pasowała.

Z jakiegoś powodu, niezależnie od tego, że zawsze przykładała wagę do szczegółu, czuła, jakby nie do końca panowała nad tym, co się wydarzy.

Przyszłe szczęście młodej pary było jej jedynym celem, jednak nie była w stanie przewidzieć ich przyszłości tak jasno jak w przypadku innych par. Powodzenie związku będzie od nich wymagało ciężkiej pracy i zaangażowania.

Czy podjęła zbędne ryzyko? Galen twierdził, że nie oczekuje wielkiej namiętności, a jednak wszyscy na to zasługują. Pomyślała o swoim zmarłym mężu Eduardzie. Od dawna tak za nim nie tęskniła jak dziś. Nie była jeszcze gotowa spocząć u jego boku. Wciąż miała wiele do zrobienia, a sukces tego małżeństwa był dla niej jedną z najważniejszych rzeczy, choć przy okazji mogły wyjść na jaw długo skrywane tajemnice.

Galen na moment zamknął oczy.

Potem, gdy poczuł drobną dłoń, która ścisnęła jego rękę, ruszył przed siebie.

- Będzie dobrze – szepnęła Ellie. – Ona cię pokocha.

Oddał jej uścisk.

- Ona nas pokocha – zapewnił.

Strzepnął z rękawa nieistniejący pyłek i spojrzał na swą druhnę. Ellie uśmiechnęła się, a Galen poczuł, że serce mu rośnie. Jego brat Valentin i kuzyn Ilja zaoferowali się, że staną obok niego przy ołtarzu, ale to nie był normalny ślub. Tu chodziło o zapewnienie bezpieczeństwa dziewięcioletniej Ellie, więc wydawało się oczywiste, że ona stanie obok niego.

Kiedy został prawnym opiekunem Ellie po tragicznej śmierci jej rodziców ponad trzy miesiące temu, jego dotychczasowe życie ostro wyhamowało. Koniec z szalonymi imprezami. Zobowiązania, jakich unikał przez większą część dorosłego życia, spadły na niego w pakiecie. Nie był na to gotowy, ale rodzice Ellie, jego najlepsi przyjaciele, też nie byli gotowi na śmierć.

Po raz ostatni rozejrzał się, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. Nie byłby szefem Horvath Hotels and Resorts, gdyby codziennie nie sprawdzał wszystkiego trzy razy. Wiedział, jak uszczęśliwiać ludzi, różnych ludzi. Liczył na to, że dzięki tej umiejętności uszczęśliwi też żonę.

- Jest bardzo ładna – szepnęła Ellie.

Galen zerknął na drzwi na końcu wyłożonej długim dywanem sali. Ładna? Jej twarz była uosobieniem łagodności, głowę trzymała prosto. Włosy miała spięte z tyłu głowy w luźny kok. Miał ochotę wyciągnąć z nich szpilki i pozwolić im opaść na ramiona odsłonięte przez sukienkę bez ramiączek. Jej skóra lśniła. Dekolt zdobił naszyjnik z brylantem, przyciągając wzrok do piersi. Spuścił wzrok niżej, na talię obwiązaną atłasową wstążką z dżetami i kwiatami z jedwabiu. Jeszcze niżej trzy warstwy połyskującej tkaniny otaczały ją niczym puchata chmurka.

- Wygląda jak księżniczka – powiedziała Ellie na tyle głośno, że wszyscy w sali odwrócili głowy.

- Zrobimy ją naszą królową, co ty na to? – rzekł Galen i trzymając Ellie za rękę, ruszył w stronę przyszłej żony.

Gdy się zbliżali, dojrzał jej przyspieszony puls na szyi. Być może nie była tak spokojna, jak się wydawało. Zresztą nie miałby ochoty poślubiać kobiety, która nie byłaby choć trochę przejęta perspektywą poznania przyszłego męża dopiero przy ołtarzu.

Choć widział, że bratu i kuzynowi taki ślub wyszedł na dobre, sam nie brał tego pod uwagę. Dopóki w jego życiu nie pojawiła się Ellie, w ogóle nie rozważał małżeństwa.

Oczy kobiety zabłysły w świetle świec.

- Mój mąż, jak się domyślam? – powiedziała nieco zdenerwowanym głosem.

- Galen Horvath, do usług. – Uniósł jej dłoń do warg.

Jej skóra była ciepła, pachnąca czymś słodkim, z odrobiną wanilii i nieco cięższą korzenną nutą. Puścił ją szybko, ponieważ lekko drżała.

Za to jego druhna odezwała się śmiało:

- A ja jestem Ellie. Wyjdzie pani za nas?

Uśmiech uniósł kąciki warg kobiety.

- Za oboje? No, to dopiero dobry interes – odparła, uśmiechając się szerzej. – Tak. Jestem Peyton Earnshaw i z radością was poślubię.

Galen poczuł jakieś wewnętrzne drżenie. Jej uśmiech, jej maniery, zapach. Wszystko to silnie na niego działało. Napięcie, które cały dzień go dręczyło, odeszło. Będzie dobrze, pomyślał. Będzie nam dobrze, poprawił się.

Peyton, która zajmowała się dziennikarstwem śledczym, robiła już mnóstwo rzeczy, ale po raz pierwszy wychodziła za mąż. Gdy zdecydowała się napisać demaskatorski artykuł na temat Alice Horvath, z radością odkryła, że wśród pracowników Alice jest jej dawna koleżanka z college’u. A gdy się dowiedziała, że wnuk Alice szuka żony, zadzwoniła do dawnej koleżanki i namówiła ją do drobnego nadużycia, tak by jej profil idealnie pasował do profilu tego mężczyzny.

Fakt, że takie manipulacje okazały się możliwe, uwiarygodnił tezę Peyton, iż agencja matrymonialna Alice Horvath to jedno wielkie oszustwo.

Mając z jednej strony Galena, a z drugiej Ellie, Peyton ruszyła w stronę celebranta, który czekał z życzliwym uśmiechem. Była gotowa zrobić wszystko dla osiągnięcia swojego celu – nawet poślubić obcego mężczyznę.

Nieznośnie świadoma ciepłego i silnego uścisku ręki Galena, usiłowała uspokoić serce. To mógłby być każdy. A jednak nie. Galen był jednym z wnuków Alice Horvath. Wysoki, przystojniejszy niż gwiazdorzy, których widziała ostatnio w kinie, posiadał charyzmę, która ją przyciągała. Jego dotyk wyzwolił w niej takie odczucia, do których nie chciała się przyznać, gdyż uważała, że jest od nich wolna. Nie była naiwna, nie miała nierealistycznych oczekiwań. Och, jasne. Wiedziała, że może się zakochać, ale znała też ból głupich decyzji podjętych w porywie chwili.

- Wszystko dobrze?

Cichy szept pieścił jej ucho. To głos Galena.

- Po prostu ekstra. – Uśmiechnęła się z wysiłkiem.

Galen spojrzał jej w oczy, a jego twarz przeciął uśmiech, który odebrał jej dech. Stając twarzą do celebranta, Peyton była już przekonana, że musi zachować nadzwyczajną ostrożność.

Ceremonia była prosta. Chciałaby móc powiedzieć, że była też szczera, ale przecież znalazła się tu pod fałszywym pretekstem. Nagle pomyślała, że jej plany odbiją się nie tylko na człowieku, którego właśnie poślubia, ale także na dziewczynce, która patrzy na nią z podziwem. Cóż, musi pamiętać, że nie wolno jej się angażować. Zaś kiedy do kiosków trafi jej artykuł pokazujący prawdziwą Alice Horvath, cierpieć będzie wyłącznie Alice, która zrujnowała życie rodziny Peyton. To przez nią Peyton była zmuszona oddać dziecko. Zamrugała, czując łzy pod powiekami, i powiedziała sobie: Nie okazuj słabości.

- Moje gratulacje – rzekł celebrant z entuzjazmem, jakby to był prawdziwy ślub. – Ogłaszam was mężem i żoną. Może pan pocałować pannę młodą.

Peyton zamarła. Galen ujął jej dłonie i pochylił się ku niej. Ogarnęło ją poczucie nieuchronności, instynktownie pozwoliła, by musnął jej wargi pocałunkiem. W istocie to było więcej niż muśnięcie, to było wabienie. A gdy rozchyliła wargi – by zaprotestować, jak tłumaczyła sobie później – wykorzystał to. Powinna była się odsunąć, a jednak tego nie zrobiła. Jak zadurzona nastolatka oddała mu pocałunek, jakby od miesięcy oczekiwali na ten moment.

Gdy w końcu Galen się odsunął, poczuła się dziwnie osamotniona. Zrozumiała, że trzymanie Galena na dystans będzie trudniejsze, niż się spodziewała.

- Hurra, jesteśmy rodziną! – zawołała radośnie Ellie, obejmując ich ramionami. – Teraz nic złego się nie stanie.

- Nic złe… - zaczęła Peyton.

- Później ci wyjaśnię. Teraz świętujemy.

I świętowali. Robili sobie zdjęcia z gośćmi, w tym z jej koleżankami z college’u, z którymi utrzymywała kontakt. Rodzina Horvathów okazała jej współczucie, gdy Peyton wyjaśniła, że jej matka zmarła, kiedy była dzieckiem, zaś ojciec nie mógł pojawić się na ślubie.

 

Wznosili toasty, jedli i tańczyli, i znów wznosili toasty. Peyton cały czas się uśmiechała. Zachowywała się, jakby to było właśnie to, czego pragnęła całe życie.

Kiedy przygasło światło i zabrzmiała romantyczna melodia, Galen poprowadził ją na parkiet.

- Nigdy się nie męczysz? – zażartowała. – Jeszcze nawet nie usiadłeś.

Uśmiechnął się lekko, a potem spoważniał.

- Chcę ci wyjaśnić, co się kryje za słowami Ellie.

- Proszę, słucham – zachęciła go, gdy znów zamilkł.

Jeśli się nie myliła, jego oczy zwilgotniały. Kilka razy zamrugał, potem znów na nią spojrzał.

- Jestem prawnym opiekunem Ellie. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym na początku roku. Byli moimi najlepszymi przyjaciółmi.

Peyton zalała fala współczucia. Wiedziała, jak to jest, kiedy świat rozpada się nieoczekiwanie. Ale żeby stracić oboje rodziców jednocześnie? To zbyt okrutne. Milczała, nie chciała zagadywać ciszy frazesami.

Po paru minutach Galen podjął:

- Wydaje mi się, że ona całkiem nieźle sobie radzi. Chodziła na terapię, nie wprowadziliśmy żadnych zmian w jej codziennym życiu, na które nie była gotowa. Prawdę mówiąc, to był jej pomysł, żebym kupił dla nas dom w okolicy, gdzie mieszkała. Powiedziała, że w jej dawnym domu jest zbyt smutno.

- Zrobiłeś to?

- Cóż, to trwa. Na razie mieszkamy w moim apartamencie w hotelu. Mam nadzieję, że pomożesz nam wybrać nasz wspólny dom.

- Nasz wspólny dom. To poważna prośba, a my dopiero się poznaliśmy, prawda?

Galen skinął głową.

- Jeśli chcemy, żeby nasze małżeństwo się udało, musimy żyć pod jednym dachem, prawda? – Kiedy milczała, podjął: - Tak czy owak, myślałem, że dajemy sobie z Ellie radę, aż pewnego dnia znalazłem ją zapłakaną, a kiedy udało mi się dowiedzieć, w czym problem, zatkało mnie. To nie było coś, co mógłbym kupić ani coś, od czego mógłbym odwrócić jej uwagę choćby żartem.

- Co to było?

- Powiedziała, że przeraża ją, co się stanie, jeśli umrę tak jak jej rodzice i zostanie całkiem sama. – Rozejrzał się i zniżył głos. – Wtedy zrozumiałem, że muszę znaleźć żonę, która zechce dzielić ze mną opiekę nad Ellie. Pomoże jej poczuć się bezpiecznie. Chcę być z tobą szczery, Peyton. To małżeństwo nie zaczęło się normalnie, ale chciałbym myśleć, że zostaniemy normalnym małżeństwem. Oboje przyszliśmy do agencji, żeby znaleźć odpowiedniego partnera. Ellie jest teraz dla mnie najważniejsza i zrobię wszystko, żeby ją uszczęśliwić. Muszę wiedzieć, czy mogę na ciebie liczyć.

ROZDZIAŁ DRUGI

Nie wiedziała, gdzie podziać oczy ani co myśleć. Zżerało ją poczucie winy. Czuła, że coś wymyka jej się spod kontroli. Jakby nie było dość, że walczyła z instynktem, który kazał jej cieszyć się bliskością tego mężczyzny. Nie na to się pisała. Spodziewała się nieskomplikowanego związku, który miał dać jej szansę na dokopanie się do różnych brudów na temat Alice i wymuszenie na niej przeprosin, które była winna jej ojcu i zmarłej matce.

To nie był ślub, o jakim marzyła w dzieciństwie, z ojcem, który dumny prowadzi ją nawą. To był ślub zorganizowany przez obcą osobę, by mogła poślubić obcego mężczyznę. Była pewna, że sobie z tym poradzi.

Tymczasem miała też być macochą dziecka, które dobrze wie, co to jest strata. Peyton już czuła więź z dziewczynką. Ellie była bystra, ujmująca, wylewna. Dokładnie taka jak ona w jej wieku.

Tyle że kiedy świat Peyton przewrócił się do góry nogami, ona zamknęła się w sobie. Pod tym względem nie przypominała Ellie. Czy może wejść w to małżeństwo, a potem je zakończyć, nikogo nie krzywdząc? Bardzo wątpliwe. Ale czy jej się to podoba czy nie, zgodnie w umową musi wytrwać trzy miesiące. Tyle trwa okres próbny. Podpisała się pod tym, sądząc, że zdobędzie materiały, napisze artykuł, a potem odejdzie, nie oglądając się za siebie.

Galen patrzył na nią. Otwarcie przedstawił jej swe oczekiwania i było zrozumiałe, że w zamian spodziewa się szczerości. Nie mogła być z nim szczera, nawet gdyby chciała. Całe swoje dorosłe życie przygotowywała się do tej chwili. Do zemsty na Alice za nieuzasadnione oskarżenia wobec jej ojca, dotyczące niewłaściwego prowadzenia dokumentacji i przywłaszczenia pieniędzy. Oskarżenia te okryły cieniem jego karierę i sprawiły, że w oczach potencjalnych pracodawców nie był godny zaufania.

Były też dodatkowym obciążeniem dla chorej na stwardnienie rozsiane matki Peyton, co w konsekwencji zmusiło ich do wykorzystania oszczędności, które mieli w banku i życia z zasiłków oraz sporadycznych zarobków ojca. Nie byli w stanie opłacić leczenia matki i zostali zmuszeni do przeprowadzki z Kalifornii do Oregonu, gdzie koszty życia są niższe. Tym samym jednak matka znalazła się daleko od lekarzy, który się nią opiekowali.

Odrobina złości, która dotąd napędzała Peyton, wypłynęła znów na powierzchnię, przesłaniając poczucie winy.

- Zobowiązałam się zostać twoją żoną. Zrobię, co do mnie należy.

Galen zesztywniał, jakby chciał usłyszeć coś więcej. Ale ona nie była gotowa składać fałszywych deklaracji. Była tu po to, by wykonać swoje zadanie i zamknąć pewien rozdział w życiu swej rodziny. Był też inny powód, o którym niechętnie pozwalała sobie myśleć: dziecko, które była zmuszona oddać. Gdyby sytuacja jej rodziny była inna, mogłaby je zatrzymać. Za tę sytuację winiła kobietę, która właśnie się do nich zbliżała.

Peyton musiała wziąć studencką pożyczkę, by pójść do college’u. Niezależnie od tego, jak skrupulatnie liczyła pieniądze, nie byłoby jej stać na jedzenie, czynsz, media i opiekę nad dzieckiem. Rodzice nie byli w stanie pomóc jej fizycznie, emocjonalnie ani finansowo. Teraz, po wielu latach drobiazgowego planowania, zbliżyła się do realizacji swojego celu. Nie wolno jej o tym zapominać.

- To chyba wszystko, o co mogę prosić – dodał Galen. – Oho, Nagy idzie sprawdzić swoje nowe pisklę.

- Nagy? – spytała Peyton.

- To po węgiersku. Zdrobnienie od nagymama, czyli babcia.

Alice już stała obok nich. Choć była niewysoka i drobna, w jej oczach widniała surowość i niewzruszoność, a plecy miała proste, jakby kij połknęła. Peyton wiedziała, że Alice, która po śmierci męża przez lata kierowała Horvath Corporation w głównym biurze w Kalifornii, budziła grozę i szacunek. Ale gdy się zbliżyła, jej twarz przeciął uśmiech, który złagodził rysy i sprawił, że wydawała się całkiem sympatyczna.

Galen mocniej objął Peyton w talii, a ona mimo woli wtuliła się w niego. Musi w końcu zachowywać się jak świeżo poślubiona panna młoda. To nie takie trudne, prawda? Galen był przystojny, a jego atletyczne ciało, którego ciepło teraz czuła, mieszało jej w głowie.

- Moje gratulacje dla obojga – powiedziała ciepło Alice. Unosząc się na palcach, pocałowała Galena w policzek, a potem ujęła dłonie Peyton. – Wyglądacie przepięknie. Jestem pewna, że będziecie szczęśliwi.

Peyton się uśmiechnęła, a może wyszczerzyła zęby, mając przed sobą swoją nemezis?

- Dziękuję – wydusiła sztywno.

- Trochę jesteśmy przytłaczający, prawda? – powiedziała Alice z konspiracyjnym uśmiechem. – Przyzwyczaisz się do nas. Wszyscy się przyzwyczajają.

Bo tak zarządziła Alice Horvath, pomyślała z goryczą Peyton. Przywyknąć do nich to grać według ich zasad. Siłą woli wciąż się uśmiechała, lecz kiedy Alice puściła jej ręce i zwróciła się do wnuka, westchnęła z ulgą.

Przyglądała się im, zaintrygowana uczuciem, jakie ich łączyło. Niczego nie udawali. Słuchając ich jednym uchem, rozejrzała się po sali. Ludzie śmiali się, tańczyli, jedli i pili jak na prawdziwym weselu. A ona czuła się tu sama. Czyżby porwała się na coś, co ją przerastało?

Galen wyczuł dekoncentrację żony i zakończył rozmowę z babką. Było dla niego ważne, by Peyton czuła, że podjęła właściwą decyzję. Potrafił świetnie zadbać o to, by inni czuli się świetnie. Znakomicie połączyło się to z wyborem jego drogi zawodowej i przyciągało do niego ludzi. Odnosił jednak wrażenie, że z Peyton nie pójdzie mu tak łatwo. Była w niej rezerwa, choć robiła wszystko, co należy. Galen był zdeterminowany zburzyć mur, którym się otoczyła.

Gdy pogłaskał jej talię, nie zareagowała. Może się pospieszył. Może powinien dać jej czas. Jednak ta myśl jakoś do niego nie przemawiała. Peyton naprawdę mu się podobała i w duchu dziękował babce za ten wybór. Założyłby się też, że zrobił na niej wrażenie, choć starała się to ukryć. Gdy to przyjęcie dobiegnie końca, będą mogli odetchnąć. Pomyślał o hotelu Horvathów na Hawajach, gdzie polecą prywatnym samolotem. Miał nadzieję, że ukojona ciepłą bryzą i bujnym pięknem krajobrazu Peyton trochę się przed nim otworzy.

- Nagy, musimy szykować się do wyjścia. Byłabyś tak dobra i zajęłabyś się przez chwilę Ellie?

- Z przyjemnością. Ellie jest rozkosznym dzieckiem. Jak wrócicie z podróży poślubnej, bardzo bym się cieszyła, gdyby spędziła ze mną weekend w Ojai.

Alice pocałowała Galena i Peyton w policzek i poszła szukać dziewczynki.

- Ellie z nami pojedzie? – spytała Peyton zaskoczona.

- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu. Ma przerwę wiosenną. Nie wolno nam było spotkać się przed ślubem, więc nie mogłem cię o to zapytać.

- Nie, jasne, to żaden problem – odparła Peyton z ulgą.

Czy dlatego, że nie chciała zostać z nim sama? Galen w duchu wzruszył ramionami. Nieważne, chodzi o to, żeby wyjazd był udany. Jeśli uda im się stworzyć trwały związek, rodzinę, w której Ellie poczuje się kochana i bezpieczna, to będzie znaczyło, że udało mu się także spełnić obietnicę daną zmarłym przyjaciołom.

- Jesteś ciekawa, dokąd się wybierzemy?

- Pewnie gdzieś, gdzie jest ciepło. Powiedziano mi, że mam spakować letnie rzeczy i kostium kąpielowy.

- Tam zawsze jest ciepło. Polecimy na Hawaje, niewiele ponad cztery tysiące kilometrów stąd.

- Pewnie do twojego hotelu na Maui?

- Widzę, że przeprowadziłaś śledztwo – odparł zaskoczony.

Jej policzki poczerwieniały.

- Śledztwo? Czemu tak sądzisz?

- Na ogół ludzie nie są tak dobrze poinformowani na temat mojego biznesu. – Starał się ją uspokoić.

- Moim biznesem jest informacja – odparła.

- A konkretnie?

- Jestem reporterką, wolnym strzelcem.

- Piszesz reportaże z podróży? Pisują o nas w wielu magazynach i na blogach. Może byłaś już naszym gościem?

Pokręciła głową.

- Nie, nie piszę o podróżach. Mówiłeś, zdaje się, że musimy przebrać się na drogę?

Zmiana tematu była tak subtelna jak zrzucenie starej maszyny do pisania z dachu wieżowca na chodnik. Ale Galen był inteligentny i zrozumiał aluzję.

- Owszem, za jakąś godzinę helikopter zabierze nas na lotnisko SeaTac.

- Nie potrzebuję godziny, żeby się przebrać – odparła Peyton ze śmiechem. – Wyglądam na tak wymagającą?

Jej śmiech był zaraźliwy, po raz pierwszy okazała emocje. Galen pragnął, by działo się to częściej.

- Cóż, może polecimy prędzej, jeśli goście nas nie zatrzymają. Ale to i tak nie zmieni godziny odlotu z SeaTac.

- Tak żyją bogaci – powiedziała z uśmiechem.

- Należysz teraz do nich. Lot trwa około sześciu godzin.

- Przylecimy na miejsce bardzo późno?

- Około siódmej. Pamiętaj, że różnica czasu między nami i Hawajami wynosi trzy godziny.

- Dla Ellie to będzie długi dzień.

- Da sobie radę. Przywykła do podróżowania z rodzicami, potrafi spać w samolocie. Ty też możesz się przespać.

- Niestety należę do tych, którzy w samolocie nie zasną.

- Zawsze czujna?

- Coś w tym rodzaju. Chyba powinniśmy już iść.

- Pozwól, że cię odprowadzę do pokoju – rzekł Galen, biorąc ją pod rękę. – A może chcesz najpierw rzucić bukiet?

- Jasne. – Wzruszyła ramionami.

- Daj mi chwilkę, zaraz to zorganizuję.

- Pójdę po bukiet.

Odprowadzał ją wzrokiem, gdy szła do stołu, gdzie stały kwiaty. Delikatne kołysanie jej bioder go zauroczyło.

- Ładna żona – rzekł Valentin, brat Galena.

- Dobrze, że masz już swoją, bo inaczej nie pozwoliłbym ci na nią patrzeć.

- I nie zamieniłbym jej na żadną inną.

Valentin i Imogene już kiedyś byli małżeństwem, lecz się rozstali i dopóki Nagy nie połączyła ich po raz drugi, byli nieszczęśliwi. Teraz znów byli razem. Galen poczuł cień zazdrości. Chciał poznać taką więź, jaka ich połączyła. Ale jego los został przesądzony, kiedy zgodził się zostać prawnym opiekunem Ellie, a potem zaczął szukać żony, by Ellie poczuła się znów bezpieczna. Nie oczekiwał romansu ani róż. Potrzebował stabilności dla swojej druhny.

 

- Peyton za moment rzuci bukiet. Muszę poprosić mistrza ceremonii, żeby to ogłosił.

- Uważaj na dziki pęd kuzynek. – Valentin zaśmiał się, a potem spoważniał. – Chciałem ci powiedzieć parę słów.

- Co takiego?

- Mamy tylko jedno życie, więc musimy starać się wykorzystać każdą minutę. Trafisz podczas tego małżeństwa na różne przeszkody, ale musisz być gotowy pracować nad każdą z nich.

- Nie boję się ciężkiej pracy. Wiesz o tym.

- Tak, wiem. Życzę ci szczęścia.

Valentin uściskał brata serdecznie.

- Dzięki, Val – rzekł Galen zachrypłym z emocji głosem. – Zrobię, co w mojej mocy.

- Musisz. Małżeństwo z kimś, kogo znasz i kochasz, nie zawsze jest łatwe. Małżeństwo z obcą osobą…

Galen spojrzał przez salę na Peyton otoczoną wianuszkiem jego ciotek.

- Taa, ale jaką obcą osobą, co?

Brat klepnął go w plecy ze śmiechem, po czym odszedł. Nie mylił się, mówiąc o dzikim pędzie. Wszystkie kuzynki i kilka kobiet, które tego wieczoru Galen widział po raz pierwszy, głównie goście Peyton, walczyły o bukiet. Było to jednocześnie mało dostojne i bardzo zabawne, a jednak Galen był zszokowany, widząc kuzynkę Sophie, ekspertkę IT, która wyłoniła się z tego chaosu, triumfalnie ściskając bukiet. Galen skorzystał z zamieszania, wziął Peyton za rękę i życząc wszystkim dobrej nocy, wyprowadził ją z sali.

- Ellie wie, że jej nie zostawimy? – Peyton wyglądała na zatroskaną.

- Oczywiście. Jej walizka jest już w helikopterze. Ilja, mój kuzyn, i jego żona Yasmin przywiozą ją tuż przed odlotem. Na razie niech się bawi z młodszymi kuzynami.

- Masz dużą rodzinę – zauważyła.

- To prawda. A ty? Masz rodzeństwo?

- Jestem jedynaczką… Mam tylko ojca – dodała.

- Nie mógł tu dziś być?

- To skomplikowane… Prawie z sobą nie rozmawiamy. Wolałabym o tym nie mówić.

Galen chciał poznać więcej szczegółów, ale jedno spojrzenie na Peyton powiedziało mu, że to nie jest dobry moment. Powoli uczył się, że czeka go wiele pracy, nim dowie się, jaka jest jego żona. Na szczęście cierpliwość była jego mocną stroną.