Pamiętnik

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Pamiętnik
Pamiętnik
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 65,80  52,64 
Pamiętnik
Pamiętnik
Audiobook
Czyta Filip Kosior
35,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Władysław Bro­niew­ski · Pamiętnik

Władysław Bro­niew­ski

Pamiętnik

wy­da­nie kry­tycz­ne

opra­co­wa­nie z ręko­pi­su, wstęp i ko­men­tarz

Ma­ciej Tra­mer

War­sza­wa 2013

Władysław Bro­niew­ski

Pamiętnik

War­sza­wa 2013

Co­py­ri­ght © by Ewa Za­wi­stow­ska, Ma­ria Pi­ja­now­ska, 2013

Co­py­ri­ght © for fo­re­word and com­men­ta­ry by Ma­ciej Tra­mer, 2013

Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej, 2013

Re­cen­zen­ci

prof. dr hab. Ma­rian Ki­siel, prof. dr hab. Ja­rosław Ław­ski

Wy­da­nie pierw­sze

ISBN 978-83-62467-59-8

Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej

War­sza­wa 2013

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

  Wstęp do lektury

  1918

  1919

  1920

  1921

  1922

  Zasady edycji

  Przypisy

  Fotografie

Wstęp do lek­tu­ry

Echo z dna le­gen­dy

Przez lata skry­wa­ny, cza­sa­mi tyl­ko re­gla­men­to­wa­ny Pamiętnik Władysława Bro­niew­skie­go, zdążył ob­rosnąć le­gendą. Trud­no się dzi­wić, po­nie­waż do­ty­czył po­ety, którego wier­sze sta­no­wiły żela­zny re­per­tu­ar wszyst­kich ofi­cjal­nych świąt. Ob­cho­dzoną w li­sto­pa­dzie rocz­nicę Wiel­kiej So­cja­li­stycz­nej Re­wo­lu­cji Paździer­ni­ko­wej wi­ta­no jego Pokłonem Re­wo­lu­cji Paździer­ni­ko­wej, 1 maja święto­wa­no re­cy­tacją Pieśni ma­jo­wej i Ro­bot­ni­ka­mi, z oka­zji Dnia Górni­ka najczęściej przy­po­mi­na­no po­nu­re przed­wo­jen­ne Zagłębie Dąbrow­skie i opty­mi­stycz­ne po­wo­jen­ne Za­brze, no i trud­no byłoby so­bie wy­obra­zić rocz­nicę wy­bu­chu II woj­ny bez Ba­gne­tu na broń oraz Żołnie­rza pol­skie­go — a to na pew­no nie wszyst­ko. Zresztą bez większe­go ry­zy­ka można po­wie­dzieć, że znaczną część ofi­cjal­ne­go re­per­tu­aru zna­li na pamięć nie tyl­ko re­cy­ta­to­rzy, ale również pu­blicz­ność. Trud­no się za­tem dzi­wić, że eks­plo­ato­wa­ne­go z właści­wym dla każdego święto­wa­nia nad­mia­rem poetę, ko­ja­rzo­no z pro­pa­gan­dową po­praw­nością. W tej sy­tu­acji jesz­cze trud­niej jed­nak się dzi­wić tym, którzy wie­dzie­li o czyn­nym udzia­le po­ety w wy­da­rze­niach najczęściej po­mi­ja­nych na lek­cjach hi­sto­rii. A dzi­wić się zupełnie nie sposób tym, którzy wie­dzie­li o no­tat­ni­ku szczegółowo do­ku­men­tującym bio­gra­fię po­ety w la­tach 1918 — 1922. Strzegąca większości ar­chi­wa­liów trze­cia żona po­ety, a po jego śmier­ci założyciel­ka i ho­no­ro­wy ku­stosz Mu­zeum Władysława Bro­niew­skie­go, kil­ka­krot­nie mówiła: „do­ma­ga­no się ode mnie udostępnie­nia Pamiętni­ka”1. W nie­kom­plet­nej pu­bli­ka­cji wy­bra­nych frag­mentów, wy­ro­bie­ni w „lek­tu­rze między wier­sza­mi” czy­tel­ni­cy na­tych­miast do­strze­gli jed­nak po­twier­dze­nie nie­cen­zu­ral­ne­go cha­rak­te­ru nie­ogłoszo­ne­go tek­stu. Spra­wa An­drze­ja Sta­wa­ra, jed­ne­go z naj­wy­bit­niej­szych in­te­lek­tu­alistów ko­mu­ni­stycz­nych, który niedługo przed śmier­cią wy­je­chał do Fran­cji, gdzie przy­go­to­wał do dru­ku swoją przed­wo­jenną pu­bli­cy­stykę, boleśnie po­ka­zała, jak nie­bez­piecz­na może być nie­kon­tro­lo­wa­na opo­wieść o dzie­jach pol­skiej le­wi­cy. A prze­cież spraw ta­kich było znacz­nie więcej. Po­nad wszelką wątpli­wość założono za­tem, że Pamiętnik objęto urzędową kon­trolą pu­bli­ka­cji, mającą na celu ogra­ni­cze­nie dostępu do nie­wy­god­nych hi­sto­rycz­nie treści oraz — co nie mniej ważne — ochronę ofi­cjal­ne­go wi­ze­run­ku po­ety. I chy­ba stąd właśnie — z tej nie­kom­plet­ności i tych nie­domówień zro­dziła się le­gen­da.

Pytać o źródło le­gen­dy za­wsze jest ry­zy­kow­ne, bo też jest ry­zy­kow­ne każde do­tknięcie w jakiś sposób „uświęco­nej” opo­wieści. Zo­staw­my za­tem — na chwilę cho­ciaż — owo spe­cy­ficz­ne le­gen­do­we „uświęce­nie”, po­nie­waż tu­taj cho­dzi o opo­wieść. Jaka za­tem jest jej za­war­tość?

Oto w swo­jej dru­giej au­to­bio­gra­ficz­nej opo­wieści, za­ty­tułowa­nej Maje i li­sto­pa­dy, Ja­ni­na Bro­niew­ska — pierw­sza żona po­ety — nie­ja­ko na mar­gi­ne­sie główne­go wątku, po­nie­waż w za­mkniętej w na­wias i wyróżnio­nej kur­sywą fra­zie, za­no­to­wała uwagę do­tyczącą jed­ne­go ze szczególnych zwy­czajów swo­je­go byłego męża:

W ostat­nich la­tach, scho­ro­wa­ny, w smut­kach, de­pre­sjach, osie­ro­co­ny oj­ciec niektórym przy­ja­ciołom zarówno szcze­rym jak i fałszy­wym znów „czy­ty­wał” frag­men­ty ze sta­re­go pamiętni­ka. Pożółkłe kart­ki, tek­tu­ro­wa okładka prze­trwały to, co się określa ra­czej ba­nal­nie bu­rza­mi dzie­jo­wy­mi2.

Frag­ment ten — do którego przyj­dzie jesz­cze wrócić — wy­ma­ga pew­nych do­po­wie­dzeń. Owo opa­trzo­ne cu­dzysłowem przez Ja­ninę określe­nie „znów »czy­ty­wał«” od­no­si się do przed­wo­jen­nej lek­tu­ry Pamiętni­ka, która zda­rzyła się w oko­li­cach 1930 roku. Wte­dy to po­eta je­den raz prze­czy­tał swo­jej ówcze­snej żonie wyjątki z pi­sa­ne­go w la­tach 1918 — 1922 notatni­ka. Tyl­ko je­den raz, po­nie­waż za­war­tość notatni­ka nie wzbu­dziła za­in­te­re­so­wa­nia słuchacz­ki:

Nie ma co ukry­wać, że jed­no­oso­bo­we au­dy­to­rium miast zwykłego z tru­dem ma­sko­wa­ne­go en­tu­zja­zmu zdo­było się na złośliwość.

Zresztą cała za­war­ta we wspo­mnie­niach Ja­ni­ny cha­rak­te­ry­sty­ka gru­be­go, kil­ku­set­stro­ni­co­we­go ze­szy­tu świad­czy o dużym dy­stan­sie do tego do­ku­men­tu. W przed­wo­jen­nym miesz­ka­niu państwa Bro­niew­skich po Pamiętnik sięgano bar­dzo rzad­ko. Za­zwy­czaj wpa­dał pod rękę pod­czas ro­bie­nia porządków i od­ku­rza­nia regałów. Wy­odrębnio­ny spośród wszyst­kich in­nych książek „oso­bli­wy tom” — bo tak na­zy­wała go au­tor­ka wspo­mnień — za­le­gał we wspólnym miesz­ka­niu „na od­dziel­nej półce, pod równiut­ko usta­wio­ny­mi kla­sy­ka­mi”. Według la­ko­nicz­nej re­cen­zji przed­wo­jen­nej czy­tel­nicz­ki-słuchacz­ki były to za­pi­ski z „prze­zie­rającą młodo­polsz­czyzną i na­stro­jo­wością ździeb­ko ro­bioną, prze­ty­kaną całkiem trzeźwym dzien­ni­kiem lek­tu­ry”. Tak oce­nio­ny Pamiętnik do­zna­wał lek­ce­ważenia na­wet pod­czas sprząta­nia. Odosobnio­ny na półce i „zby­wa­ny” w tra­cie porządków byle ja­kim omie­ce­niem, stop­nio­wo po­kry­wał się ku­rzem.

Opo­wieść o spo­tka­niu z Pamiętni­kiem pod­czas sprząta­nia nie jest przy­pad­ko­wa, po­nie­waż te­mat nie­dbałego od­ku­rza­nia „oso­bli­we­go tomu” sta­no­wi w tej hi­sto­rii swo­istą ramę kom­po­zy­cyjną. Po­dob­nie stało się piętnaście lat po pierw­szej i je­dy­nej lek­tu­rze Pamiętni­ka. W stycz­niu 1945 roku Ja­ni­na Bro­niew­ska wkra­czała w mun­du­rze jako ko­re­spon­dent­ka wo­jen­na ra­zem z od­działami I Ar­mii Woj­ska Pol­skie­go do zruj­no­wa­nej le­wo­brzeżnej War­sza­wy. Wte­dy to na uli­cy Dzien­ni­kar­skiej w miesz­ka­niu ojca Ma­rii Zarębińskiej — dru­giej, wówczas jesz­cze nie­for­mal­nej żony Bro­niew­skie­go — od­na­lazła i za­bez­pie­czyła cu­dem oca­lałe kom­plet­ne ar­chi­wum po­ety: ręko­pi­sy wier­szy, gro­ma­dzoną przez lata ko­re­spon­dencję, częścio­wo oca­loną bi­blio­tekę z „po­dziu­ra­wio­ny­mi od kul książkami”, do­ku­men­ty, no­tat­ki — a wśród nich Pamiętnik.

Swo­je pa­pie­ry po­rzu­cił Bro­niew­ski na początku września 1939 roku, kie­dy wy­szedł w po­szu­ki­wa­niu jed­nost­ki. Stało się to po­dob­no w przed­dzień za­mie­sza­nia, wywołane­go ra­dio­wym ape­lem pułkow­ni­ka Ro­ma­na Umia­stow­skie­go, który wzy­wał wszyst­kich mężczyzn w wie­ku po­bo­ro­wym, aby zgłasza­li się w punk­tach mo­bi­li­za­cyj­nych. Ar­chi­wa­lia­mi za­opie­ko­wała się wówczas Zarębińska, która przy po­mo­cy Ja­ni­ny wy­do­była je ze znisz­czo­ne­go pod­czas wrześnio­wych bom­bar­do­wań wspólne­go domu i prze­niosła do wy­najętego miesz­ka­nia przy uli­cy Dzien­ni­kar­skiej na Żoli­bo­rzu, dokąd spro­wa­dził się nie­ba­wem również oj­ciec Ma­rii Paweł Zarębiński. W tym miej­scu pa­pie­ry w nie­na­ru­szo­nym sta­nie po­zo­sta­wały przez cały okres woj­ny. Skru­pu­lat­nie chro­nio­ne prze­trwały, kie­dy po klęsce wrześnio­wej Bro­niew­ski ściągnął Marię i córkę do Lwo­wa. W 1943 roku prze­trwały również re­wizję oraz dra­ma­tycz­ne aresz­to­wa­nie Ma­rii i jej bra­ta przez ge­sta­po, po którym au­tor­ka Opo­wia­dań oświęcim­skich zna­lazła się w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym. Uniknęły znisz­cze­nia pod­czas po­wsta­nia war­szaw­skie­go, którego nie przeżył jed­nak strzegący zdeponowane­go ar­chi­wum Zarębiński; niechro­nio­ne przez ni­ko­go prze­trwały do stycz­nia 1945 roku, to zna­czy do mo­men­tu, kie­dy cały de­po­zyt przejęła i za­bez­pie­czyła Ja­ni­na Bro­niew­ska. Wy­do­by­te ze zruj­no­wa­nej War­sza­wy pa­pie­ry zo­stały wy­wie­zio­ne do Lu­bli­na, a następnie do Łodzi, gdzie za­trzy­mała się oca­lała z obozów w Au­schwitz i Ra­vensbrück Ma­ria. Tam też ar­chi­wum cze­kało na po­wra­cającego pod ko­niec 1945 roku z Pa­le­sty­ny pra­wo­wi­te­go właści­cie­la.

 

Już tyl­ko ta hi­sto­ria wy­da­wać się może nie­zwykłą i zasługującą na zupełnie odrębną opo­wieść. Zwłasz­cza jeśli hi­sto­rię Pamiętni­ka uzu­pełnić jego wcześniej­szy­mi burz­li­wy­mi lo­sa­mi. Gru­by ze­szyt ra­zem ze swo­im au­to­rem prze­szedł i prze­trwał w ofi­cer­skiej ra­portówce spo­ro pierw­szo­li­nio­wych walk z czasów wo­jen z Ukraińcami, Li­twi­na­mi i Ro­sja­na­mi; był to wszak — jak go określił sam Bro­niew­ski — ze­szyt pi­sa­ny „pro­sto z siodła”3. Ja­ni­na swo­jej dy­gre­sji nie de­dy­ko­wała jed­nak sa­me­mu Pamiętni­ko­wi, ale:

dwoj­gu zmarłym, dzięki którym oca­lał nie tyl­ko ów sta­ry pamiętnik, lecz wszyst­ko, co sta­no­wi mu­ze­al­ne eks­po­na­ty z tam­tych daw­nych przed­wo­jen­nych lat.

Z ta­kich po­wodów — nie z sie­bie sa­me­go — stał się „oso­bli­wy tom” czymś szczególnym: nie­zwykłą pamiątką dla sa­me­go Bro­niew­skie­go, re­li­kwią nie­mal, częścią „oso­bli­we­go” ry­tuału za­wie­rza­nej przy­ja­ciołom lek­tu­ry — być może nig­dy nie­dostępnej ob­ce­mu czy­tel­ni­ko­wi. Kończąc całą dwu­stro­ni­cową, za­mkniętą w na­wias i wyróżnioną kur­sywą opo­wieść, nie­ja­ko od nie­chce­nia Ja­ni­na do­po­wia­da na sam ko­niec jesz­cze jedną hi­sto­rię o od­ku­rza­niu i for­mułuje jesz­cze jedną re­cenzję „oso­bli­we­go tomu”:

[ … ] od­ku­rzałam je, może i nie­zbyt pe­dan­tycz­nie [ … ]. Pamiętni­ka nie otwo­rzyłam ni razu. Nie pamiętam, czy na mocy daw­nej do nie­go niechęci, czy może przez nor­malną dys­krecję? Miał prze­cież ten tom wszyst­kie ce­chy ręko­pi­su przez au­to­ra nie­przy­go­to­wa­ne­go ani nie­prze­zna­czo­ne­go nie tyl­ko do dru­ku, ale także do mysz­ko­wa­nia po nim pod nie­obec­ność właści­cie­la4.

De­zyn­wol­tu­ra, a na­wet wyraźna niechęć, z jaką Ja­ni­na po­trak­to­wała „pożółkły pamiętnik” Bro­niew­skie­go, w żad­nym wy­pad­ku nie była wy­mie­rzo­na w he­ro­izm dwoj­ga za­an­gażowa­nych w oca­le­nie ar­chi­wum lu­dzi. Lek­ce­ważenie „oso­bli­we­go tomu” ad­re­so­wa­ne było przede wszyst­kim do tych „niektórych przy­ja­ciół”, którym „osie­ro­co­ny oj­ciec” pod ko­niec życia „znów »czy­ty­wał« frag­men­ty ze sta­re­go pamiętni­ka”. Tro­skli­wa de­zyn­wol­tu­ra do­ty­czyła wszak nie tyl­ko „oso­bli­we­go tomu”, ale również oso­bli­we­go za­cho­wa­nia po­ety: „scho­ro­wa­ne­go” i „osie­ro­co­ne­go ojca”, który miał zwy­czaj czy­tać — jak się oka­zało, nie za­wsze dys­kret­nym — przy­ja­ciołom frag­men­ty z notatni­ka do­ku­men­tującego burz­li­wy okres jego młodości. Mówiąc naj­prościej: non­sza­lan­cja Ja­ni­ny nie tyle miała za­tem za za­da­nie de­pre­cjo­no­wać sam do­ku­ment, co miała sta­no­wić swe­go ro­dza­ju in­strukcję jego lek­tu­ry. „Oso­bli­wość tomu” oraz nie­dy­spo­zy­cja „scho­ro­wa­ne­go, w smut­kach, w de­pre­sjach, osie­ro­co­ne­go” po­ety miała pra­wo ocze­ki­wać od szcze­rych przy­ja­ciół przede wszyst­kim dys­kre­cji. Wszak czy­tanie frag­mentów miało cha­rak­ter bar­dzo ogra­ni­czo­ny to­wa­rzy­sko. Tym­cza­sem część z tych przy­ja­ciół oka­zała się na tyle nie­god­na za­ufa­nia, że czy­tany tyl­ko wy­brańcom i tyl­ko we frag­mentach Pamiętnik zaczął bu­dzić nie­zdro­we za­in­te­re­so­wa­nie, i to zarówno wśród „za­wo­do­wych kry­tyków”, którzy po nim „tak wie­le so­bie obie­cy­wa­li”, jak też wśród „kon­tro­wer­syj­nych [ … ] wiel­bi­cie­li nieko­niecznie re­wo­lu­cyj­nej po­ezji również”.

Swo­isty ry­tuał przy­ja­ciel­skiej lek­tu­ry po­twier­dzają wspo­mnie­nia An­drze­ja Man­da­lia­na, któremu po­eta udostępnił do czy­ta­nia Pamiętnik w dowód wdzięczności za su­rową i szczerą ocenę ro­syj­skich przekładów swych wier­szy5. Po­dob­nie wspo­mi­nał lek­turę „oso­bli­we­go tomu” Lesław M. Bar­tel­ski, który jako je­dy­ny oprócz Ja­ni­ny zwrócił uwagę na stan „chwi­lo­wej de­pre­sji”6 czy też „niewątpli­wej chan­dry”7, które pro­wo­ko­wały sięgnięcie po Pamiętnik.

A jed­nak — za­ufa­nie i dys­kre­cja wca­le nie po­trze­bują po­twier­dzeń. Stąd też naj­wy­ra­zist­szy chy­ba przykład szczególne­go ry­tuału „czy­ty­wa­nia” za­no­to­wa­ny zo­stał mi­mo­cho­dem. Tym ra­zem rzecz wyglądała jed­nak nie­co in­a­czej. W nig­dy nie­opu­bli­ko­wa­nych wspo­mnie­niach ostat­niej z żon po­ety, które są opo­wieścią o pierw­szym okre­sie żałoby Bro­niew­skie­go po śmier­ci córki, zna­lazł się je­den krótki i szczególny frag­ment. Za­raz po po­grze­bie Anki w domu „osie­ro­co­ne­go” Bro­niew­skie­go zaczęli po­ja­wiać się dosyć licz­ni „zarówno szcze­rzy, jak i fałszy­wi” przy­ja­cie­le, wszy­scy za­nie­po­ko­je­ni fi­zyczną i psy­chiczną kon­dycją po­ety. Według Wan­dy za­cho­wa­nie męża nie dawało pod­staw do obaw. „Władek był opa­no­wa­ny i spo­koj­ny, jakiś zwar­ty w so­bie. Prze­czy­tał kil­ka frag­mentów Pamiętni­ka”8.

Zo­staw­my w tym miej­scu sprawę kwe­stio­no­wa­nej wia­ry­god­ności całych wspo­mnień Wan­dy Bro­niew­skiej. W za­sad­ni­czej części do­tyczą one kon­tro­wer­sji związa­nych z uwięzie­niem po­ety w szpi­ta­lu dla ner­wo­wo cho­rych w Kościa­nie i nie tu­taj miej­sce na szczegółowe usta­le­nia czy roz­strzy­gnięcia. Za­no­to­wa­ny na mar­gi­ne­sie opo­wieści krótki frag­ment, w którym na jedną chwilę po­ja­wia się Pamiętnik, jest dla całego ciągu zda­rzeń tak nie­istot­ny, że trud­no na­wet po­dej­rze­wać próbę per­swa­do­wa­nia czy oskarżania przy jego po­mo­cy ko­go­kol­wiek o jakąkol­wiek winę. W tym miej­scu la­ko­nicz­ny frag­ment re­la­cji Wan­dy jest istot­ny z zupełnie in­ne­go po­wo­du. Oto bo­wiem w jed­nym z naj­trud­niej­szych mo­mentów (o ile nie naj­trud­niej­szym) swo­je­go życia, oto­czo­ny ludźmi Bro­niew­ski zwra­ca się do za­mkniętego przeszło trzy­dzieści lat wcześniej Pamiętni­ka, zwra­ca się do sa­me­go sie­bie sprzed kil­ku­dzie­sięciu lat. Trud­no byłoby chy­ba po­dej­rze­wać w ta­kim mo­men­cie poetę o jakąkol­wiek próżność. Trud­no byłoby również do­szu­ki­wać się w tym geście ja­kiejś ko­lej­nej nie­dy­spo­zy­cji „scho­ro­wa­ne­go, w smut­kach” po­ety. Wyjątko­wo la­pi­dar­na re­la­cja zda­rzenia, po­dob­nie zresztą jak cały gest Bro­niew­skiego, nie noszą w so­bie żad­ne­go śladu me­ga­lo­ma­nii czy au­to­kre­acji. A za­tem, nie­co in­a­czej niż można by sądzić w pierw­szym mo­men­cie, „osie­ro­ce­nie” i „de­pre­sja” nie tyle stają się przy­czyną lek­tu­ry Pamiętni­ka, co stają się jego ad­re­sa­tem. Być może — po pro­stu, roz­bi­ty i za­gu­bio­ny Bro­niew­ski zwra­cał się do au­to­gra­fu wcześniej­sze­go, mniej po­roz­bi­ja­ne­go i pewniej­sze­go Bro­niew­skiego. „Scho­ro­wa­ny”, „osie­ro­co­ny”, „w smut­kach” za­pew­ne także na rau­szu Bro­niew­ski nie czy­tał Pamiętni­ka przy­ja­ciołom po to, aby ich epa­to­wać swoją nie­cen­zu­ralną przeszłością, lecz po to, aby w ry­tu­ale „czy­ty­wa­nia” usłyszeć sie­bie in­ne­go; być może po to, aby nie tyle spo­tkać się z przy­ja­cie­lem, ile za­ini­cjo­wać i to­wa­rzy­szyć spo­tkaniu przy­ja­cie­la (mniej­sza o to czy szcze­re­go, czy fałszy­we­go) z daw­nym Bro­niew­skim. Żad­nej me­ga­lo­ma­nii i żad­nej próżności — wręcz prze­ciw­nie. Jak bar­dzo trze­ba być nie­pew­nym sie­bie, żeby po­twier­dze­nia i sta­bi­li­za­cji szu­kać u pewniej­sze­go bo­ha­te­ra z pożółkłego au­to­gra­fu, a za­ra­zem jak bar­dzo trze­ba być sa­mot­nym, żeby w naj­trud­niej­szych chwi­lach i w domu pełnym lu­dzi szu­kać rozmówcy w swo­im Pamiętni­ku.

Miała rację Ja­ni­na zakładając, że „frag­mentów »czy­ty­wa­nie«” nie było ich pu­bli­ko­wa­niem. W tej opi­nii nie była zresztą od­osob­nio­na. Jej pogląd po­twier­dzają wspo­mnie­nia dwóch in­nych czy­tel­ników. Ry­szard Ma­tu­szew­ski, na pew­no je­den z naj­szczer­szych przy­ja­ciół po­ety, za­pa­miętał Pamiętnik jako „sta­ran­nie strzeżony gru­by no­tat­nik”, Bro­niew­ski „cza­sem czy­tał z nie­go uryw­ki, ale nig­dy nie wy­pusz­czał go z rąk”9. Zna­ko­mi­ta znaw­czy­ni i edy­tor­ka Bro­niew­skie­go Fe­lik­sa Li­cho­dzie­jew­ska wspo­mi­nała jak „w miarę za­cieśnia­nia na­szej zna­jo­mości” po­eta udostępniał jej po­szczególne do­ku­men­ty, a uko­ro­no­wa­niem tego za­ufa­nia było umożli­wie­nie wie­lo­go­dzin­nej lek­tu­ry Pamiętni­ka. Wgląd do książki opa­trzo­ny zo­stał jed­nak „oczy­wi­stym za­pew­nie­niem, że nie opu­bli­kuję żad­ne­go frag­men­tu bez jego wie­dzy”10.

Z tego sa­me­go po­wo­du, często z wie­lo­ma pu­blicz­nie ma­ni­fe­sto­wa­ny­mi wątpli­wościa­mi od­no­siła się do pu­bli­ko­wa­nia tek­stu Pamiętni­ka trze­cia żona Bro­niew­skie­go. Na tym jed­nak wszel­kie po­do­bieństwa się kończą, po­nie­waż Wan­da Bro­niew­ska, in­a­czej niż Ja­ni­na, bar­dzo wy­so­ko oce­niała war­tość do­ku­men­tu. Pa­ro­krot­nie przy­woływała ostat­nie przedśmiert­ne dys­po­zy­cje po­ety do­tyczące jego twórczości:

[ Władek ] Dawał mi zle­ce­nia, żeby strzec do­ku­mentów, żeby nie wy­pusz­czać Pamiętni­ka z rąk. Mówił, żeby nie pu­bli­ko­wać wier­szy młodzieńczych.

Władek dał mi bar­dzo wcześnie Pamiętnik pod opiekę. Pamiętnik był dla mnie świętością11.

Z tego po­wo­du często pod­kreślała również, że wszel­kie de­cy­zje o udostępnie­niu frag­mentów do­ku­men­tu po­dej­mo­wa­ne były przez nią (na sku­tek do­ma­ga­nia się czy­tel­ników) z naj­większym tru­dem, po długim wa­ha­niu i z „naj­wyższym po­czu­ciem od­po­wie­dzial­ności przed Wład­kiem”, a ich przy­czyną były upo­rczy­we życze­nia re­al­nych i po­ten­cjal­nych czy­tel­ników. Taką de­kla­rację za­mieściła Wan­da również w Przedsłowiu do wy­bo­ru z Pamiętni­ka, który uka­zał się w 1984 roku.

W ma­szy­no­pi­sie kon­spek­tu książki w Przedsłowiu Wan­dy za­cho­wała się jesz­cze jed­na, dosyć istot­na in­for­ma­cja uzu­pełniająca za­le­ce­nia Bro­niew­skie­go związane z jego Pamiętni­kiem:

Gdy­bym za­mie­rzała opu­bli­ko­wać frag­men­ty, wol­no mi na­ra­dzać się z p. Li­cho­dzie­jewską. [ … ] Zgod­nie z za­le­ce­niem Męża, z prośbą o po­moc w tej trud­nej i od­po­wie­dzial­nej pra­cy oraz o opra­co­wa­nie ko­men­ta­rza i przy­pisów zwróciłam się do pani Fe­lik­sy Li­cho­dzie­jewskiej12.

W dru­ku in­for­ma­cja ta zo­stała jed­nak po­mi­nięta, co może nie­co dzi­wić, al­bo­wiem jest to je­dy­ny ślad świadczący o tym, że Bro­niew­ski kie­dy­kol­wiek do­pusz­czał możliwość ogłosze­nia dru­kiem swo­ich wspo­mnień, jed­nakże pod wa­run­kiem sta­ran­ne­go ich opra­co­wa­nia kry­tycz­ne­go przez za­ufaną edy­torkę. Z in­for­ma­cji tej wy­ni­kało także zo­bo­wiąza­nie i jed­no­cześnie upo­ważnie­nie Wan­dy do kon­se­kwent­nie sto­so­wa­nej przez nią re­gla­men­ta­cji tek­stu Pamiętni­ka, który mógł zo­stać opu­bli­ko­wa­ny wyłącznie we frag­men­tach. Za­strzeżenia dru­ku do­ty­czyły w pierw­szym rzędzie pu­bli­ka­cji młodzieńczych wier­szy, wo­bec których doj­rzały Bro­niew­ski za­cho­wy­wał dużą re­zerwę. Ja­dwi­ga Stańcza­ko­wa, na za­da­ne kie­dyś Bro­niew­skiemu py­ta­nie o to, czy kie­dy­kol­wiek pisał pamiętnik i czy były w nim wier­sze, usłyszała następującą od­po­wiedź: „Tak, były i wier­sze, ale jesz­cze nie moje. Pi­sa­ne nie po bro­niew­skie­mu, zbyt uda­wa­ne”.

Być może za­strzeżenia dru­ku do­ty­czyły również sfe­ry oby­cza­jo­wej. Po­mi­mo wy­bu­jałego tem­pe­ra­men­tu i częste­go wikłania się w skom­pli­ko­wa­ne ro­man­se, Bro­niew­ski nie przeżywał ich pu­blicz­nie i po­tra­fił za­cho­wy­wać się dys­kret­nie. Na­to­miast naj­mniej praw­do­po­dob­ne wy­dają się przy­pusz­cze­nia o za­strzeżeniach Bro­niew­skiego związa­nych z frag­men­ta­mi nie­po­praw­ny­mi po­li­tycz­nie i prze­wi­dy­wa­niem ewen­tu­al­nej in­ge­ren­cji urzędu kon­tro­li pu­bli­ka­cji.

Nie ma żad­ne­go po­wo­du, aby nie uwie­rzyć Wan­dzie w nig­dy nie­ogłoszo­ne przez nią upo­ważnie­nie do do­ko­ny­wa­nia wy­bo­ru i po­szu­ki­wa­nia po­mo­cy za­ufa­nej edy­tor­ki w przy­go­to­wa­niu do dru­ku frag­mentów Pamiętni­ka. Nie sposób jed­nak nie do­strzec za­ra­zem kon­flik­tu, w jaki uwikłane były pierw­sza i ostat­nia z żon po­ety, które łączyła po­stać Bro­niew­skie­go, ale poza nim dzie­liło nie­mal wszyst­ko. Kon­flikt obu żon de­ter­mi­nu­je również au­to­bio­gra­ficzną opo­wieść Ja­ni­ny. Stąd też wy­do­by­ta w na­wias i wyróżnio­na kur­sywą dy­gre­sja o cu­dem oca­lałym „wszyst­kim, co sta­no­wi mu­ze­al­ne eks­po­na­ty”, za­sad­niczą część pre­ten­sji ad­re­so­wała również do Wan­dy. Au­to­bio­gra­ficz­ne Maje i li­sto­pa­dy Ja­ni­ny Bro­niew­skiej po­wsta­wały w la­tach 1963 — 1966. W tym sa­mym cza­sie, a dokład­niej w grud­niu 1963 roku, dzięki sta­ra­niom Wan­dy otwar­te zo­stało Mu­zeum Władysława Bro­niew­skie­go. Ostat­nia z żon zo­stała jego ho­no­ro­wym i dożywot­nim ku­sto­szem. W lu­tym 1965 roku na łamach „Po­li­ty­ki” uka­zały się pierw­sze frag­menty Pamiętni­ka. Do­wie­dziaw­szy się o tym Ja­ni­na po­dob­no na­wet in­ter­we­nio­wała w re­dak­cji. Za­le­d­wie kil­ka mie­sięcy później Le­szek Kołakow­ski na Zjeździe Li­te­ratów Pol­skich zgłosił po­stu­lat o ko­niecz­ności wy­da­nia całości dzieł kla­syków pol­skich pi­sa­rzy re­wo­lu­cyj­nych, wy­mie­niając przede wszyst­kim Sta­nisława Brzo­zow­skie­go i Władysława Bro­niew­skie­go. Rok później ten sam Kołakow­ski w burz­li­wych oko­licz­nościach zo­stał usu­nięty z Pol­skiej Zjed­no­czo­nej Par­tii Ro­bot­ni­czej za zbyt otwartą jej kry­tykę.

 

Za­pew­ne istot­nych wy­da­rzeń dałoby się w tym okre­sie zna­leźć jesz­cze więcej, ale na­wet to krótkie wy­li­cze­nie po­ka­zu­je at­mos­ferę, jaka zaczęła się po­ja­wiać wokół nie­zna­nej twórczości Bro­niew­skie­go i w ja­kiej do­ma­ga­no się od Wan­dy udostępnie­nia tek­stu Pamiętni­ka. Za­ra­zem można z naj­większym praw­do­po­do­bieństwem założyć, że za­mknięta w na­wias i wyróżnio­na kur­sywą dwu­stro­ni­co­wa dy­gre­sja Ja­ni­ny miała nie tyl­ko bio­gra­ficz­ny cha­rak­ter. Zresztą po­wiedz­my szcze­rze, że wszyst­kie te do­mysły nie są tu­taj ważne. Nie cho­dzi wszak o rację ani o szczegóły kon­flik­tu. Jeżeli prawdą było — a wie­my, że było — iż pu­blicz­ność li­te­rac­ka w po­sta­ci „za­wo­do­wych kry­tyków, zwykłych czy­tel­ników i kon­tro­wer­syj­nych [ … ] wiel­bi­cie­li nie­ko­niecz­nie re­wo­lu­cyj­nej po­ezji” na­ci­skała na Wandę do­ma­gając się dru­ku „oso­bli­we­go tomu”, świad­czy to, że już wte­dy, to zna­czy jesz­cze przed pu­bli­kacją pierw­szych frag­mentów Pamiętnik Bro­niew­skie­go ota­czała le­gen­da.

Le­gen­dy mają jed­nak to do sie­bie, że raz uru­cho­mio­ne żyją w sposób sa­mo­wy­star­czal­ny. Tak się też stało w przy­pad­ku Pamiętni­ka, gdy nie­dostępność tek­stu zaczęła bu­do­wać swoją własną opo­wieść. Snująca ją pu­blicz­ność li­te­rac­ka w nie­wiel­kim stop­niu — o ile w ja­kim­kol­wiek — wie­działa o wątpli­wościach, za­strzeżeniach i działaniach obu żon Bro­niew­skie­go. Nie chcia­no słuchać pa­ro­krot­nie powtórzo­nych roz­te­rek Wan­dy związa­nych z prze­ka­za­niem kil­ku frag­mentów Pamiętni­ka do dru­ku. Po wy­da­niu w 1984 roku Pamiętni­ka 1918 — 1922 nie­mal całko­wi­cie zlek­ce­ważono za­wartą w Przedsłowiu Wan­dy oraz w No­cie wy­daw­cy Li­cho­dzie­jew­skiej wyraźną in­for­mację o spo­so­bie edy­tor­skiej re­gla­men­ta­cji tek­stu, zakładając z góry bez­li­tosną in­ge­rencję urzędu kon­tro­li pu­bli­ka­cji. W nie­ogłoszo­nych dru­kiem frag­mentach nie do­strzeżono wa­ha­nia, wątpli­wości i za­strzeżeń do­tyczących udostępnie­nia „ręko­pi­su przez au­to­ra nie­przy­go­to­wa­ne­go ani nie­prze­zna­czo­ne­go” do pu­bli­ka­cji, lecz do­strzeżono po­li­tyczną kon­tra­bandę, która mu­siała zo­stać za­kwe­stio­no­wa­na przez ofi­cjalną cen­zurę. Ta fak­tycz­nie włączyła się do edy­cji, nie­mniej po opra­co­wa­niu tek­stu przez Wandę urzędni­cze za­strzeżenia do­tknęły za­le­d­wie ośmiu li­ni­jek prze­zna­czo­ne­go do dru­ku tek­stu.

Od sa­me­go początku nie­dru­ko­wa­ne frag­men­ty Pamiętni­ka zaczęły żyć własną opo­wieścią. Druk frag­mentów w la­tach sześćdzie­siątych naj­pierw w „Po­li­ty­ce”, później w „Mie­sięczni­ku Li­te­rac­kim” i „Po­ezji”, a na­wet ogłosze­nie bar­dzo roz­sze­rzo­nych za­pisów z Pamiętni­ka w 1984 roku nie za­spo­koiły czy­tel­ni­czej cie­ka­wości, ale wręcz po­twier­dziły ist­nie­nie kon­tro­wer­syj­nej części ręko­pi­su. Nie­wy­da­ne frag­men­ty stały się nie­ja­ko obiet­nicą i gwa­rancją sen­sa­cji — obiet­nicą do dzi­siaj nie­spełnioną, a za­ra­zem obiet­nicą do dzi­siaj po­tra­fiącą re­gu­lo­wać szczególną re­cepcję Bro­niew­skie­go.

Edy­cja pełnego tek­stu, jaką czy­tel­nik do­sta­nie w końcu do ręki, może cho­ciaż w części wy­ci­szy tę sen­sację. I chy­ba tak będzie naj­le­piej — i na­wet nie szko­da tej le­gen­dy. W końcu ten „oso­bli­wy tom”, ja­kim jest Pamiętnik Władysława Bro­niew­skie­go na pew­no zasługu­je na sta­ranną, żmudną, może i nudną, ale przede wszyst­kim mądrą lek­turę.

Śmiet­nik umysłowy…

„Śmiet­nik umysłowy, drze­wo wia­do­mości do­bre­go i złego [ … ], sa­mo­ana­li­za i sa­mo­ka­ry­ka­tu­ra, małpie zwier­ciadło etc.” — w rze­czy sa­mej, gru­by no­tat­nik, który Bro­niew­ski kon­se­kwent­nie tytułuje Pamiętni­kiem, jest dzien­ni­kiem. Naj­istot­niej­sza różnica wy­ni­ka przede wszyst­kim z per­spek­ty­wy cza­su, w ja­kim po­wsta­je do­ku­ment. Ty­po­wy pamiętnik do­ty­czy spraw przeszłych, zda­rzeń wy­do­by­tych z pamięci, na­to­miast za­pis w dzien­ni­ku do­ko­ny­wa­ny jest na bieżąco, to zna­czy w taki sposób, że opo­wieść od­no­si się do nie­wiel­kie­go od­cin­ka cza­su. Nar­ra­tor dzien­ni­ka nie zna jesz­cze zda­rzeń ani opo­wieści, ja­kie za­pisane zo­staną na dal­szych, a więc później­szych kar­tach. Tak się też dzie­je w no­tat­niku Bro­niew­skiego. Cho­ciaż — co za­uważyła zna­ko­mi­cie Lichodzie­jewska — był to do­ku­ment pi­sa­ny nie­re­gu­lar­nie „w zależności od wol­ne­go cza­su [ … ] pamiętnik oso­bi­sty spraw i wy­da­rzeń najgłębiej przeżytych, kro­ni­ka własnych ob­ser­wa­cji i roz­myślań”, w swo­ich opo­wieści po­ru­szał się Bro­niew­ski nie znając jesz­cze ju­tra, a jed­no­cześnie z wy­ra­zistą i tra­giczną dla ry­zy­kującego życie żołnie­rza świa­do­mością, że: „to, w imię cze­go dziś się gi­nie, sta­nie się ju­tro śmieszną, nie­wartą wspo­mnie­nia przeszłością”13.

Można by po­dej­rze­wać, że tytuł dla no­tat­ni­ka pod­sunął dia­ryście wy­da­ny w 1913 roku Pamiętnik Sta­nisława Brzo­zow­skie­go. Jed­nak bar­dziej praw­do­po­dob­na wy­da­je się in­spi­ra­cja Cy­pria­na Ka­mi­la Nor­wi­da, „ser­decz­ne­go przy­ja­cie­la i mi­strza” — tak prze­cież mówił o nim Bro­niew­ski w chwi­li, kie­dy roz­po­czy­nał stu­dia fi­lo­zo­ficz­ne w paździer­ni­ku 1918 roku. Zresztą za­sto­so­waną ty­tu­la­turę zda­je się po­twier­dzać wy­ko­rzy­sta­ny przeszło pół roku później (nie całkiem dokładny, bo wy­do­by­ty z własnej pamięci) cy­tat z Nor­wi­dow­skie­go Vade-me­cum:

To zaś mi mniej­sza, czy by­wam omy­lon

albo nie?… piszę pamiętnik ar­ty­sty —

ogry­zmo­lo­ny i w sie­bie po­chy­lon —

Obłędny!… ależ wiel­ce rze­czy­wi­sty!14

Będzie ten frag­ment to­wa­rzy­szył Bro­niew­skie­mu również wie­le lat później — nadal cy­to­wa­ny z pamięci w nie­dokładny sposób. Przy­woła go po­eta po przeszło ćwierć wie­ku, uczy­ni to w wier­szach, które złożą się na wy­da­ne w 1945 roku Drze­wo roz­pa­czające15.

Bez względu na ga­tun­kową orien­tację i za­sto­so­waną przez Bro­niew­skie­go ty­tu­la­turę, wia­do­mo jed­nak, że objęte Pamiętni­kiem pięćdzie­siąt mie­sięcy od końca paździer­ni­ka 1918 roku do ostat­nie­go dnia 1922 roku, to naj­le­piej udo­ku­men­to­wa­ny okres życia po­ety. Ale też wia­do­mo tyl­ko tyle. Fe­lik­sa Li­cho­dzie­jew­ska, zna­ko­mi­ta edy­tor­ka twórczości Bro­niew­skie­go i bez wątpie­nia naj­lep­sza jego znaw­czy­ni, opi­sując swo­je bar­dzo do­bre, gdyż opar­te na dużym za­ufa­niu re­la­cje z poetą, pod­kreślała jed­no­cześnie „powściągli­wość w opo­wia­da­niu własnej bio­gra­fii”. Tę oględność zdają się po­twier­dzać licz­nie za­cho­wa­ne do­ku­men­ty, wśród których bar­dzo nie­wie­le jest ta­kich, w których po­eta opo­wia­da o so­bie. Po­mi­mo bar­dzo to­wa­rzy­skie­go usposo­bienia i burz­li­we­go, cza­sa­mi na­wet awan­tur­ni­cze­go tem­pe­ra­men­tu, a jed­no­cześnie po­mi­mo wiel­kie­go dy­stan­su, jaki Bro­niew­ski za­cho­wy­wał (cho­ciaż bar­dziej: nie za­cho­wy­wał w ogóle) wo­bec większości oby­cza­jo­wych norm i kon­we­nansów, w swo­ich opo­wieściach po­eta za­cho­wy­wał się wyjątko­wo dys­kret­nie. Nie ukry­wał swo­ich emo­cji, de­pre­sji i nałogów, ale jed­no­cześnie nie upu­blicz­niał swo­ich licz­nych i dosyć różno­rod­nych ro­mansów. Jak za­uważyła Li­cho­dzie­jew­ska:

[ … ] jak wy­ni­ka z jego zwie­rzeń, obu­rzał go brak dys­kre­cji u in­nych, te właśnie cu­dze, se­kret­ne spra­wy świadczą naj­do­wod­niej, iż swe no­tat­ki sporządzał wyłącznie dla sie­bie16.

Z tych spraw co naj­wyżej zwie­rzał się cza­sa­mi naj­bar­dziej za­ufa­nym przy­ja­ciołom.

Roz­po­znając Bro­niew­skie­go tyl­ko z kart Pamiętni­ka trud­no byłoby po­dej­rze­wać, że pru­de­ria ha­mu­je jego ochotę do oso­bi­stych wy­nu­rzeń. Ska­la ro­mansów — gdy­by można je w jakiś sposób zre­kon­stru­ować i usta­lić — byłaby pew­nie spo­ra i kom­plet­na. Mu­siałaby obej­mo­wać roz­piętość od nie­win­ne­go „za­baw­ne­go flir­ci­ku z młodo­cianą ku­zynką” aż po „mak­si­mum roz­ko­szy fi­zycz­nej”, ja­kie­go doświad­czył po­rucz­nik Or­lik w krótkim, ale in­ten­syw­nym związku z „Lady z Szyr­wint”. A prze­cież gdzieś pomiędzy tymi przy­pad­ka­mi mu­siałoby się zna­leźć miej­sce dla nieszczęśli­wej i nig­dy nie­spełnio­nej miłości do Ma­rii Do­kal­skiej, dla skra­dzio­nych Zu­zi­ko­wi pocałunków, dla krótkie­go i kłopo­tli­we­go związku z Wan­dzią Ohojską, a także „hi­sto­rii lek­ko trak­to­wa­nej” z Katią, dla dziw­ne­go sen­ty­men­tal­no-fi­zjo­lo­gicz­ne­go układu z pro­sty­tutką Staśką oraz dla „hi­sto­rii mało skom­pli­ko­wa­nej” z nie­zde­ma­sko­waną „dziew­czynką [ … ] miłą, młod­ziutką i głupiutką” czy też w końcu dla zupełnie bez­i­mien­nych „po­szu­ki­wań »ciała«”.