Droga Szamana. Etap 5: Szachy Karmadonta

Tekst
Z serii: Droga Szamana #5
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ten nóż jest dla ciebie, panie – powiedział Wiltras, ostrożnie podnosząc z poduszki niewielki nożyk i podając mi go. – W każdym razie tak uważa pan Leyte…

Do momentu, gdy przedmiot nie znalazł się w moich rękach, jego właściwości były ukryte, a mnie nie chciało się wchodzić do bazy magazynu.

Jednak ledwie dotknąłem rękojeści, gdy…

Almair.

Opis: nóż, za którego pomocą zostały stworzone

Szachy Karmadonta.

Klasa przedmiotu: Legendarny.

Informacja dla właściciela: Pamiętaj o potędze Imperatora Karmadonta i nie zapominaj o czasie!

– Ten róg jest dla pani, Anastarijo. – Wiltras wziął następny przedmiot i podał go Nastji.

Narłasztar.

Opis: róg, za którego pomocą Szatrizał wezwała wojska

na ostatnią bitwę ze Smokami.

Klasa przedmiotu: Legendarny.

Informacja dla właściciela: Pamiętaj o potędze Wielkiej Matki Szatrizał i nie zapominaj o czasie!

– I wreszcie ten pierścień powinien być pański, Plinto – zakończył goblin.

Przekazał Łotrzykowi ozdobę, z której wydobywała się ciemna mgła.

Kragnistał.

Opis: pierścień Wampira, który poszedł na śmierć,

aby ochronić życie w Barlionie.

Klasa przedmiotu: Legendarny.

Informacja dla właściciela: Pamiętaj o potędze pierwszego Patriarchy Wampirów i nie zapominaj o czasie!

– Czas wracać do Altamedy – powiedział Wiltras po tym, jak dał nam chwilę na docenienie wartości prezentów. – Jak widzę, Skarbnik Leyte się nie pomylił…

– Słuchajcie, sytuacja wygląda tak, że muszę natychmiast lecieć do Patriarchy – zaczął Plinto, gdy tylko wróciliśmy do sali tronowej. – Mam pewne zadanie do wykonania, a ten pierścień wyraźnie daje znać, że nie należy z tym zwlekać.

– Tak jak róg mnie, a kindżał Machanowi – zawtórowała Łotrzykowi Anastarija. – Ja też muszę się udać na wyspę Laertol, do Naszlazar… Machanie, wygląda na to, że przez kilka miesięcy będziesz sam. Te zadania należy wykonywać w pojedynkę…

– Ale mogę na was liczyć w nagłych wypadkach?

– W nagłych wypadkach możesz – uśmiechnął się Plinto, po czym podał mi dłoń. – Fajnie się z tobą grało, ale teraz nadszedł czas rozstania. Amulety działają, będę w grze przez dwanaście–czternaście godzin dziennie, jakby co, wołaj, wpadnę. Dobrze, nie lubię długich pożegnań… Cześć wszystkim!

Łotrzyk aktywował portal i już po chwili zostałem sam z Anastariją.

– Dimo, ja też muszę lecieć, ale zanim to zrobię… Nie chciałbyś mi pokazać naszych komnat? W zamku na dwudziestym czwartym poziomie muszą być wspaniałe…

Przed odlotem Anastarija zmusiła mnie, żebym usiadł i zrobił plany na najbliższy czas. Według niej ciągłe kierowanie się przeczuciami jest dobre, ale nieproduktywne.

Trudno kłócić się z dziewczyną, która przyciska cię całym ciałem, dlatego otworzyłem notes i zacząłem zapisywać.

Otóż…

Po pierwsze: Drugie Podziemie Smoków, do którego należy się udać z dużą grupą rajdową. Żadnych gwarantowanych bonusów tam nie ma, zatem do tego Podziemia wezmę ze sobą oddziały Magdieja i Ciapy, a kiedy dojdziemy do ostatniego bossa, wezwę Anastariję, by też dostała Pierwsze Zabójstwo. W końcu jest kolekcjonerką…

Po drugie: Podziemie Sknerusa, które zleciła mi przejść Iszni. Tak naprawdę jest to miejsce, w którym powinienem dostać wszystkie materiały niezbędne do wykonania Szachów, dlatego jego przejście jest jednym z zadań priorytetowych. Znowu – to praca dla oddziałów Magdieja i Ciapy, z Anastariją wezwaną na finał.

Po trzecie: spotkanie z piratami. Tu muszę umówić się z Ewolettem, ponieważ ustaliliśmy, że to zadanie wykonamy wspólnie. Spotkanie z piratami powinno się odbyć nie w okolicy Narlaku, lecz bardziej na zachód – czekają na nas w mieście Kadyks położonym na brzegu morza zaraz za Kartosem. Nie wyznaczyliśmy terminu, Ewolett nie żądał natychmiastowego spotkania, dlatego ta misja może poczekać na lepsze czasy.

Po czwarte: Oko Mrocznej Wdowy. Zadanie wymagające dwudziestu pięciu graczy powyżej setnego poziomu. Teraz mam do dyspozycji więcej, jednak Nastja poradziła odłożenie zadania, na wypadek gdyby okazało się, że nie radzę sobie z szachami. Będzie to, według niej, dodatkowa gwarancja, że jednak dotrzemy do Grobowca Stwórcy. Zgodziłem się z nią, odłożyłem sprawę Oka na później i na razie wyrzuciłem z pamięci. Dalej…

Po piąte (bezpośrednio wynikające z punktu czwartego): analiza worka i posegregowanie łupów z Podziemia Glarnisu. W związku z tym, że to nowe Podziemie – nikt go jeszcze nie przechodził – istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pośród zdobytych śmieci znajdzie się prawdziwy brylant. Anastarija od razu zabrała mi całe mięso i wysłała je do znajomego Alchemika z prośbą, żeby ten przygotował „Eliksir Merlina”, i zobowiązała się ponieść wszystkie koszty. Według niej będę bardzo zadowolony z rezultatu.

Po szóste: zadanie z wilkami w Dalgorze. Anastarija spojrzała na mnie jak na szaleńca, kiedy jej powiedziałem, że mam taką misję i chcę ją doprowadzić do końca. Nawet biorąc pod uwagę, że Dalgor należy teraz do Kartosa, nie chciałem porzucać Szarej Śmierci. Miała bardzo fajne wilczęta, a jako Szaman zdecydowanie lubię wilki… Generalnie rzecz biorąc, pod wpływem patrzącej z wyrzutem dziewczyny odłożyłem zadanie gdzieś na koniec kolejki, ale o nim nie zapomniałem.

Po siódme: muszę odwiedzić Pronto, żeby dowiedzieć się, co dzieje się z moimi szamańskimi umiejętnościami. Dlaczego nie mam do nich dostępu; kiedy planują zwrócić mi moje moce i dlaczego ani mnie, ani Anastariji, ani Plinto nie wyświetliło się zadanie zabicia Gieraniki? Czyżby nasza trójka została skreślona z list i postanowiono następny scenariusz wykonać bez nas? Akurat! Dla Gieraniki, który zdobył Serce Chaosu, armia graczy nie stanowi problemu. Mroczny Las to potwierdził… Dlatego przyda się pomoc Syreny, Wampira i Smoka.

Po ósme: spotkanie z Kriosem. Jestem bardzo ciekawy, w jaki sposób temu graczowi udało się dostarczyć do Altamedy kryształ Rogzara i uniknąć klątwy. I dlaczego właśnie Altameda – czyżby nie było innych zamków? Anastarija mnie poparła i poprosiła, abym koniecznie wezwał ją na spotkanie – ten gracz interesował również ją.

Po dziewiąte: Szachy Karmadonta, a dokładniej figurki Gigantów z tych Szachów. Już z tydzień walczę o to, żeby dowiedzieć się czegokolwiek o ich historii, ale ciągle mi się nie udaje. Anastarija nazwała mnie kretynem, informując, że dawno temu powinienem zwrócić się do niej, a ona na pewno coś by wykopała. Musiałem przeprosić i obiecać, że więcej się to nie powtórzy. Jednak, niezależnie od wszystkiego, Szachami powinienem się zająć; nie mogę odkładać tego tematu na później.

Po dziesiąte… oszaleć można! Czy to już wszystko, co powinienem zrobić? Kiedy niby mam zdążyć? Muszę rozwijać Jubilerstwo i zdobyć trzecią rangę Szlifierza kamieni. W związku z tym, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy zaczną się intensywne walki z Gieraniką, wszyscy gracze rzucą się do aktualizowania broni i umundurowania, i moje kamyczki mogą w tym zakresie przynieść ogromną korzyść dla klanu, z perspektywy finansowej oczywiście. Tę propozycję wysunęła Nastja, ale czuję, że lobbował za nią Leyte. Ten szczwany lis próbuje na wszystkim zarobić.

Po jedenaste: potrzebuję ucznia. Niezależnie od tego, co powie mi Pronto na temat moich szamańskich umiejętności, przyjmę ucznia i będę go uczyć podstaw Szamanizmu. Przy czym powinien to być uczeń z określonymi poglądami na temat gry, gotowy iść na przekór jej logice. Nie mam pojęcia, gdzie takiego znajdę, ale będę się starał. Nie chcę pierwszego lepszego Szamana.

Po dwunaste: muszę w końcu rozdzielić wolne punkty do statystyk. Aktualnie nagromadziło mi się czterysta dziewięćdziesiąt jednostek i nie widziałem sensu w dalszym ich kolekcjonowaniu. Jednakże ku mojemu zdziwieniu Anastarija kategorycznie zabroniła mi to robić. Według niej maksymalny poziom głównych statystyk, jaki gracz może osiągnąć, wynosi pięćset punktów. Limit ten da się przekroczyć tylko w jeden sposób – dodając niewykorzystane punkty, dlatego, jeśli istnieje taka możliwość, lepiej je zamrozić. Na moje naturalne pytanie, w jaki sposób można dojść do takiej wartości, Nastja tylko uśmiechnęła się zagadkowo i poprosiła, żebym poczekał. Stwierdziła, że spodoba mi się prezent, który dla mnie przygotowuje. W rezultacie punkt dwunasty mogłem wykreślić…

Po trzynaste: szkolenie u Patriarchy… Niestety, na razie będę musiał je odłożyć, skoro na dłużej niż na jeden dzień nie mogę się oddalić od Altamedy, a latanie tam i z powrotem jest nieopłacalne, szczególnie w świetle naszych ostatnich wydatków. Najważniejsze, żeby Patriarcha się na to zgodził i nie powiedział, że albo mam się uczyć, albo nici z mojego szkolenia…

Po czternaste: spotkanie z Renoksem. Nie wiem, kiedy uda mi się do niego dotrzeć – wygląda na to, że dopiero gdy zdobędę dziesiątą rangę Smoka – ale bardzo potrzebuję spotkania z moim wirtualnym ojcem. Ciągle mam w głowie słowa Naszlazar, że to Renoks złożył Drako w ofierze Tarantulom. On nie mógł tego zrobić, jednak Syrena przysięgała, że mówi prawdę… Generalnie – to bardzo trudny temat i nie należy wyciągać pochopnych wniosków.

– Na pewno wszystko? – złośliwie zapytała Anastarija, przebiegając spis wzrokiem. – Przyznaję, że liczyłam na trzy–cztery punkty, które zajmą cię na najbliższe kilka miesięcy, a tu okazało się, że zaplanowałeś rok do przodu. Można jeszcze dodać konieczność otrzymania zadania z Gieraniką, zniszczenie Serca Chaosu, dalszy rozwój klanu…

– Wiesz, sam sobie poradzę z określeniem, co jest priorytetem, a co mogę odłożyć. Zgadzam się, że nieco zbyt dużo tego wyszło, ale przynajmniej dokładnie wiadomo, co mam robić.

– Zwłaszcza z Szachami. Dobrze, Dimo, na mnie pora. Od czasu do czasu odezwij się i opowiedz, co u ciebie słychać… Nie tęsknij. – Anastarija aktywowała portal, podarowała mi pocałunek na pożegnanie i odleciała w nieznane.

 

– Panie… – Dosłownie jakby czekał, kiedy zostanę sam, obok mnie pojawił się Wiltras. – Kolacja gotowa. Zje pan w sypialni czy zejdzie do sali?

– Zejdę – odpowiedziałem goblinowi.

Bycie Hrabią jest jednak dosyć przyjemne. Pozostawało rozstrzygnąć kwestię pieniędzy i może tak spodoba mi się bycie arystokratą, że za siedem lat nie będę chciał wyjść z Barliony. Miło, gdy ktoś się o ciebie troszczy…

– Panie Hrabio, ma pan gościa – oznajmił dostojnie Wiltras, gdy ledwie skończyłem jeść kolację.

Niezależnie od starań goblina było całkiem jasne, że w zamku trzeba zatrudnić kucharza z pomocnikami i kilkoro służących. W innym wypadku, choć trudno się do tego przyznać, będzie ciężko. Jednak Altameda po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła – koszt siedmiu osób personelu technicznego, w tym trzy służące, które musiały pasować do zamku na poziomie dwudziestym czwartym, wyniósł dwa miliony rocznie. Zanotowałem, że gdy tylko klan zdobędzie pieniądze, odbiorę sobie tę kwotę, i dałem zgodę na pobranie półrocznej opłaty z mojego konta. Tylko skąd ten gość? Zamek w tym miejscu stoi zaledwie od kilku godzin…

– Przyjmie go pan dzisiaj czy powiedzieć, że spotkanie odbędzie się jutro?

– Dzisiaj.

Potwierdziłem pobranie środków, z zadowoleniem zauważając rozszerzające się ze szczęścia źrenice goblina. Teraz ma kim zarządzać.

– Jak pan rozkaże. – Goblin skłonił głowę. – Zaproszę gościa do sali tronowej…

Ledwie zająłem miejsce na tronie, gdy otworzyły się na oścież szerokie skrzydła drzwi wejściowych i Wiltras rzekł uroczyście:

– Starosta wsi Wesołe Mchy do Jaśnie Pana!

Świetnie! Okazuje się, że niedaleko jest wioska!

Zgodnie z założeniami Barliony tam, gdzie jest wieś, tam są i zadania! A ja, naiwny, zaplanowałem już sobie kilka lat do przodu, tymczasem pod nosem mam takie możliwości! Mój czternastopunktowy plan podboju świata może na razie poczekać… Podboju świata… Skrzywiłem się na samą myśl – Kain wspominał, że zostało już niewiele czasu do przejęcia władzy nad światem, i ani nie kłamał, ani nie kpił. Bojownik Gieraniki otwarcie powiedział, co myśli, a ja nie zwróciłem na to uwagi…Teraz pozostaje mi jedynie smutno wzdychać na wspomnienie wydarzeń z przeszłości…

Do sali – niezdecydowanie, stale rozglądając się i rozważając, czy już padać na kolana, czy zrobić jeszcze krok i dopiero potem paść – wszedł chłopina niewielkiego wzrostu.

Przez cały czas gniotąc czapkę, jakby to ona była przyczyną wszystkich jego kłopotów, zastygł w połowie drogi pomiędzy wejściem a tronem. Proste ubranie, sznurek zamiast pasa, zabłocone buty… Starosta Wesołych Mchów zupełnie nie był podobny do starosty Kołotowki. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że w Kołotowce rządził obecny Imperator, różnica była kolosalna.

– Wasza Miłość, jam jest Żmur… – Postanowił wreszcie przejść do działania starosta. – Wesołe, znaczy, Wesołe Mchy jesteśmy. Wieś porządna, prawie setka domów się znajdzie. Pan przecie, Wasza Miłość, do nas w zarządy, czy jak? Jakby co, to my podatki płacimy i wszystko u nas jak się należy.

Skończywszy tyradę, wyraźnie nieprzywykły do mówienia Żmur westchnął z ulgą i spojrzał na mnie pytająco.

Hm… Wychodzi na to, że mój zamek nie zajął miejsca na terytorium tak po prostu, ale jeszcze objął opieką kilka okolicznych wiosek?

Nastjo, pilnie potrzebuję rady. Czy gracze mogą zarządzać wioskami?

Nie… Mów, co się stało.

Starosta wioski przyszedł, pyta, czy jestem bossem, czy też nie. Nie mogę zadzwonić, patrzy na mnie w tym momencie. Energia się kończy…

Rozumiem… Dimo, wezwij Zwiastuna i zapytaj go o status wsi. Za takie wezwanie, biorąc pod uwagę, że masz gościa, nie zostaniesz ukarany. Tylko zaznacz koniecznie, że sam do ciebie przyszedł; że go nie wzywałeś. Wszystkie zamki, o których wiem, znajdują się z dala od barlionowskich wiosek, dlatego jak dotąd nie było precedensu. Gdy odzyskasz Energię, daj znać, co było dalej…

– Wzywam Zwiastuna, potrzebuję pomocy! – powiedziałem, polegając na doświadczeniu Anastariji.

Samodzielnie nie mogę podjąć decyzji o zarządzaniu wsią – za coś takiego zostałbym ukarany, dlatego chcę poznać swoje prawa.

– Hrabio, wzywałeś mnie, a ja przybyłem! – Zadźwięczał dzwoneczek Zwiastuna i jednocześnie starosta Wesołych Mchów natychmiast padł na podłogę.

O ile NPC nie bardzo wiedział, jak się wobec mnie zachowywać, o tyle obecność Zwiastuna ostatecznie spowodowała, że biedny nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.

Biorąc pod uwagę, jak oddalona była ta lokalizacja od typowych miejsc nawiedzanych przez wolnych obywateli i, w rezultacie, jak uproszczony samorząd lokalny miała (a może w ogóle go nie było), do tego nieznany mu Hrabia i przybycie Zwiastuna – trzeciej osoby w Imperium – cóż, to wszystko stanowiło mocny cios dla psychiki biednego Symulatora starosty. Nie został przygotowany na takie wstrząsy… Widać, że nie został.

– Proszę o wyjaśnienie niezrozumiałej dla mnie kwestii.

Wysłuchawszy ostrzeżenia, że mogę zostać ukarany za nieuzasadnione wezwanie, opisałem bieżącą sytuację, podkreślając, że nie chcę uprawiać samowolki.

– Postąpił pan prawidłowo, Hrabio, wzywając mnie. Proszę poczekać, muszę to skonsultować z Radcami. W naszym Imperium nie było jeszcze takiej sytuacji.

Zwiastun znowu zanurkował w portalu, który wciąż wisiał w powietrzu. Starosta oderwał głowę od podłogi, jednak ledwie jego wzrok napotkał mój, Żmur ponownie przytknął twarz do podłoża – a co, jeśli nagle groźny Hrabia, który tak swobodnie rozmawia ze Zwiastunami, się rozgniewa?

– Wiltrasie! – wezwałem goblina, który ku mojemu ogromnemu zdziwieniu też zamarł na końcu sali. – Powiedz naszym kuchennym, że pana starostę trzeba umyć, nakarmić i położyć spać. Nie będzie się po nocy włóczył po lesie. Dopóki nie zostanie wyjaśniona kwestia zarządzania wsią, będzie naszym gościem.

– P-panie Hrabio – powiedział goblin, lekko się zacinając. – Ma p-pan jeszcze dwóch gości: starostowie wsi Ciche Grona i Dolne Strumyki. Czy ich także mamy umyć i nakarmić?

– I nie zapomnij o położeniu spać – odpowiedziałem z uśmiechem. – Do roboty!

Wiltras podszedł do starosty leżącego twarzą do podłogi, podniósł go, jakby ten nic nie ważył, postawił na nogi i skinął głową w kierunku drzwi, mówiąc, że audiencja u Hrabiego dobiegła końca. Będę musiał później wezwać goblina i zapytać, dlaczego tak dziwnie zareagował na pojawienie się Zwiastuna. Czyżby i on nie przywykł do kontaktu z tak ważnymi gośćmi?

– Dziękuję za cierpliwość, Hrabio – powiedział Zwiastun, gdy zjawił się po dziesięciu minutach. – Sytuacja jest naprawdę niecodzienna. W prawie Malabaru wyraźnie zapisano, że wolny obywatel nie może zarządzać żadną osadą, a tym bardziej rozporządzać jej zasobami według swojego uznania, jednak, biorąc pod uwagę wiele czynników… Imperator pragnie osobiście przekazać panu swoją decyzję. Proszę za mną.

Zwiastun odsunął się na bok, zapraszając mnie do portalu. Wiltras, który zdążył już wrócić, na powrót zamienił się w posąg, gdy tylko zobaczył Zwiastuna, ale kiedy wybrzmiało zdanie, że chce mnie widzieć sam Imperator, coś przestało stykać w głowie biednego goblina i padł bez życia na podłogę.

– Cześć, Machanie! – Pierwsze, co usłyszałem po pojawieniu się w zamku Imperatora, to radosny głos Księżniczki. Po wydarzeniach w Lesie Skalistym Reputacja u Tiszy wzrosła do Poważania, Atrakcyjność zaś (specjalnie zatrzymałem się, żeby ponownie to sprawdzić) do osiemdziesięciu trzech. Wkrótce powinien odrodzić się Kondratij, teraz już jako człowiek, i nikt ani nic na tym świecie nie przeszkodzi mu w zostaniu prawowitym mężem Księżniczki. – Przyszedłeś do ojca? Zajrzyj do mnie później, proszę. Trzymaj amulet. Gdy będziesz wolny, zadzwoń do mnie.

Otrzymałeś zadanie: „Rozmowa z Księżniczką”.

Opis: Księżniczka jest niezmiernie szczęśliwa, że Kondratij stał się człowiekiem, i chce ci podziękować.

Klasa zadania: Rzadkie.

Ograniczenie: Reputacja u Księżniczki – Poważanie i wyższa.

Otrzymałeś przedmiot: Amulet jednorazowego kontaktu z Księżniczką.

– Oczywiście, Tiszo, gdy tylko będę wolny, spotkam się z tobą. Teraz wybacz, czeka na mnie twój ojciec…

Biorąc pod uwagę, że Zwiastun mógł mnie dostarczyć bezpośrednio do Imperatora, spotkanie z Księżniczką zostało zaplanowane wcześniej. Cóż… Lista spraw priorytetowych zaczęła pękać w szwach, z każdą godziną bardziej. Obym nie musiał tworzyć nowej…

– Wolni obywatele Malabaru! Hrabia Machan, Echkiler, Ankir i Karrar! – wykrzyczał posłaniec, otwierając drzwi do sali tronowej.

Pojawiły się trzy teleporty, z których wyszli pozostali dopiero co wspomniani gracze. Wymieniliśmy grzeczności na powitanie i zamarliśmy w oczekiwaniu – nie jest się wzywanym do Imperatora tak po prostu, zwłaszcza w takim specyficznym towarzystwie. Echkilera znałem, natomiast pozostała dwójka była dla mnie wielką zagadką. Ciekawe, kim są i skąd pochodzą. Sądząc po symbolach klanowych, Ankir jest z Feniksa, a Karrar to gracz bez klanu. Dziwne…

Poprzednio, gdy byłem w tym pomieszczeniu, w centrum tronu tkwił kindżał Gieraniki otoczony ze wszystkich stron Kamieniami Światła. Teraz zajmował go Naatchi, który patrzył na nas majestatycznie. Obecność wszystkich Radców, Księżnej Kaltanoru, podobnego do ropuchy Gubernatora Prowincji Serest i kilkudziesięciu nieznanych mi NPC-ów powodowała, że status tego spotkania był podwyższony. Wyprostowaliśmy się dumnie i weszliśmy do środka.

– Proszę, aby państwo usiedli – rzekł Imperator i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pośrodku sali pojawił się ogromny okrągły stół, przy którym usiedli wszyscy obecni.

Wszyscy poza nami – dla wolnych obywateli nie wystarczyło miejsca przy tym kolosie.

– Zjawiliście się tutaj na moją prośbę w jednym celu: podjęcia decyzji, czy przyszedł czas na zmianę naszego prawa, czy też należy zostawić wszystko tak, jak jest – kontynuował Imperator, zwracając się do tego gremium. Jeśli dobrze zrozumiałem, są tu obecni wszyscy trzydzieści trzej Gubernatorzy, którzy pozostali w Malabarze po ekspansji Kartosa, Księżna jako zwierzchnik arystokracji i Radcy jako najwyższa władza po Imperatorze. Komitet Malabaru! – Przyczynę tych zdecydowanych działań znacie. Zanim jednak zaczniemy głosowanie, proszę, abyście zajęli stanowisko w tej sprawie.

– Prowincja Lestran w pełni popiera inicjatywę Imperatora w kwestii zmiany prawa. Wolni obywatele dawno już zaprezentowali się jako kompetentni przywódcy, niektórym z nich w pełni można powierzyć zarządzanie wsiami, a nawet małymi miasteczkami. Rozumiem, że istnieje ryzyko, że wolni obywatele postanowią wzbogacić się kosztem Imperium, jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio, dlatego należy wybierać takich ludzi bardzo ostrożnie i kontrolować ich działalność. Jednak moje zdanie jest takie, że możemy dać im szansę. Jeśli wieś albo miasto zaczną się dynamicznie rozwijać, to można nawet przymknąć oko na…

– Stanowisko Lestranu jest jasne – przerwał Imperator mojemu Gubernatorowi, a występował właśnie ten, z którym miałem Uwielbienie. – Czy ktoś jeszcze chce się wypowiedzieć, zanim zaczniemy głosowanie?

– Prowincja Brantar jest przeciw! – Głos zabrał bardzo dostojny mężczyzna: mundur wojskowy z mnóstwem odznaczeń, wojskowa postawa, wąsy… Gubernator Brantaru bardzo przypominał Mera Narlaku. Jakby był jego rodzonym bratem. – Wolni obywatele, szczególnie po tym, jak pojawili się w Kartosie, stali się plagą Malabaru! Najazdy, pogromy, rozboje; nie tylko Kartosjanie, ale i Malabarczycy grzeszą tym, że łupią miasta, o wsiach nawet nie wspominając. Postawa Lestranu jest zrozumiała; jedno z miast prowincji zostało niedawno uratowane, dlatego Gubernator zmiękł. Szanowny Krondawir jednak nie wie albo nie chce wiedzieć, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy siedem moich miast zostało kompletnie zniszczonych! Siedem! I z nich tylko pięć przez Kartosjan, pozostałe to dzieło naszych rąk! Jak po czymś takim powierzyć im zarządzanie wsiami i, tym bardziej, malutkimi miasteczkami? Żeby tworzyli bazy służące napadom? Żeby pracowali dla siebie, nie troszcząc się o Imperium?

– Stanowisko Brantaru jest zrozumiałe. Czy ktoś jeszcze chce zabrać głos?

Jeszcze trzej Gubernatorzy – Prowincji Alen, Nirriana i Szatił – opowiedzieli się za zmianami w prawie, czworo, włączając Ropuchnatora, zajęło stanowisko przeciwne, pozostali nie wypowiedzieli się wcale, podobnie jak Radcy.

 

– Księżno – zwrócił się do dostojnej damy Imperator – czy pani chce zabrać głos?

– Tak, mój Imperatorze – odparła, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Jako pełnomocny przedstawiciel całej szlachty Malabaru zgadzam się z tym, że nadszedł czas na dokonanie zmian. Nie wszyscy aktualni zarządzający zajmują swoje miejsce zgodnie z prawem… – W tym momencie Księżna przeniosła wzrok na Ropuchnatora, który wcisnął się w krzesło. – …ale też nie wszyscy wolni obywatele powinni mieć prawo do zarządzania. W jaki sposób należy określić, kto zasługuje na taki zaszczyt, a kto nie, to temat, który trzeba omówić, ale zdecydowanie bez wolnych obywateli. Skoro jednak tutaj są… Zaproponowałam te cztery kandydatury w pierwszej kolejności, bo to są ci, którzy zasłużyli na moje zaufanie, a co za tym idzie, na zaufanie całej szlachty. Moja propozycja jest taka, żeby pozwolić tym rozumnym zostać zarządcami niewielkich osad na najbliższe sześć miesięcy, po czym zobaczymy, jakie będą efekty. Mój Imperator doskonale zna każdego z tej czwórki, dlatego nie ma sensu opowiadać o ich zaletach i wadach. Nie można rzucać się na oślep w nieznane wody, trzeba zachować ostrożność… Proszę, aby Imperator podjął rozważną decyzję…

– Dziękuję, Księżno – zakończył Imperator i zaraz pogrążył się w myślach. Wyglądało na to, że Symulator rozpoczyna procedurę aktualizacji, ponieważ takie zachowanie, biorąc pod uwagę zaproszonych graczy, raczej nie jest spontaniczne. – Podjąłem decyzję i proszę, aby Radcy ją zarejestrowali. Po pierwsze: czterem wolnym obywatelom Malabaru pozwala się w ciągu najbliższych sześciu miesięcy na pełnienie funkcji właścicieli kilku osad, których liczebność nie przekroczy dziesięciu tysięcy rozumnych. Dalej: wolni obywatele Echkiler, Ankir i Karrar będą używać tytułu Barona. Po trzecie: jeśli po tym czasie rezultaty będą pozytywne, rozszerzymy tę praktykę na wszystkich wolnych, którzy będą spełniać kryteria; te ustalimy później. Taka jest moja decyzja!

Przed oczami mignął mi komunikat, który był dokładnym powtórzeniem słów Imperatora z dopiskiem „dostępne” i dwoma wariantami odpowiedzi: Przyjmij i Odrzuć. Doskonale rozumiałem, że takich propozycji się nie odrzuca, dlatego kliknąłem odpowiedni przycisk i z ciekawością spojrzałem na pozostałych graczy – co oni zrobią? Oczy Echkilera dłużej niż u reszty były szklane, najwyraźniej wczytywał się w tekst i szukał w nim pułapek. Kiedy Mag wrócił, Imperator mówił dalej:

– Proszę obecnych tu wolnych obywateli i Hrabiego, aby w ciągu dziesięciu dni wybrali swoje osady i wezwali Zwiastuna, by powołał ich na stanowiska. Dziękuję wszystkim zebranym. Spotkanie uważam za zakończone!