Droga Szamana. Etap 4: Zamek WidmoTekst

Z serii: Droga Szamana #4
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

Путь Шамана. Шаг 4: Призрачный замок

Copyright © W. Machanienko 2016–2021

This book is published in collaboration with Magic Dome Books

Przekład z języka rosyjskiego

Gabriela Sitkiewicz, Joanna Darda-Gramatyka

Redakcja i korekta

Dominika Rychel, Marcin Piątek

Okładka

Piotr Sokołowski

Skład

Tomasz Brzozowski

Konwersja do wersji elektronicznej

Aleksandra Pieńkosz

Copyright © for this edition

Insignis Media, Kraków 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone

ISBN 978-83-66575-53-0


Insignis Media

ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków

tel. +48 (12) 636 01 90

biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

ROZDZIAŁ 1

KRWAWE ŁZY TAWII

– Wystarczy już tego wylegiwania się! – Drwiący głos Anastariji przedarł się do mojej przyćmionej świadomości i zmusił do powrotu do rzeczywistości.

Przez chwilę mój mózg odmawiał pracy, jakby nie ufał zmysłom, ale tama nieufności pękła, a myśli napłynęły jak rwąca rzeka. Otóż… leżałem na ziemi, czyli lot się nie udał. Wszystko mnie bolało, jakby moje wnętrzności popękały – miałem twarde lądowanie. Cieszyło jedno: sądząc po czasie systemowym, od fatalnego pikowania minęło zaledwie dziesięć minut, więc nie zostałem wysłany na odrodzenie.

– Może szturchnąć go kijem, żeby go ocucić? – Plinto przyłączył się do Anastariji.

A on tu po co? Sam nie opanował jeszcze swoich umiejętności, a tu się wcina. Skoro jestem Smokiem, to przecież muszę nauczyć się latać.

– Za chwilę ja cię szturchnę! – odburknąłem, po czym zebrałem siły i usiadłem. Oparłem się o drzewo, w które, jak usłużnie podpowiadała mi pamięć, wpadłem kilka minut wcześniej. – Co z Ciapą?

– A co ma być? Chyba żyję! – Gdzieś zza drzewa rozległ się ochrypły głos, który wskazywał, że jego właściciel oberwał nie mniej niż ja, ale i tak odetchnąłem z ulgą. Okazuje się, że moje nieudane lądowania na drzewie nie wysłało mojego jeźdźca na odrodzenie. To mnie ucieszyło!

– Długo zamierzasz tak leżeć? Zostało jeszcze czterdzieści minut treningu; bądź tak dobry i go dokończ! – odezwała się Anastarija, jakby w ogóle nie dbała o mój stan.

Źle się czuję, jestem obolały i zagniewany, ale ona myśli tylko o tym, jak przedłużyć pobyt u naszego wspólnego dręczyciela. Lala bez serca! Ten, kto powiedział, że jest idealna, był kretynem.

Dobiegł końca pierwszy miesiąc naszego pobytu u Patriarchy Wampirów i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to był najmroczniejszy miesiąc w moim gamingowym życiu! Zarówno życiu Łowcy, jak i Szamana!

Pierwsze dwa dni okazały się zaskakująco spokojne i przyjemne – Patriarcha częstował nas rozmaitymi wzmacniającymi smakołykami, opowiadał różne historie, wraz z Jednorożcem Iszni oprowadzał nas po najciekawszych zakamarkach Mrocznego Lasu. Już samo zobaczenie Zielonego Wodospadu było warte wszystkiego! Spod ogromnego głazu, wysokiego na około pięćdziesiąt metrów i otoczonego wybujałymi i – dzięki Iszni – żyjącymi drzewami, rozpoczynał swoją wędrówkę strumień. Trzysta kilometrów dalej przechodził w jeden z wielu dopływów Neldy – drugiej co do wielkości rzeki Malabaru. Źródło, które ujrzały nasze oczy, uderzało swoim pięknem. Przejrzysta i smaczna woda, od razu uzupełniająca Energię i Punkty Życia, spadała z kamienia, którego obecność w Mrocznym Lesie budziła wiele pytań. Na przykład – skąd on się tu wziął? To właśnie z powodu takich detali tworzonych przez grafików Barliony są gracze, którzy całą grę poświęcili podróżom. Kilka dni lotu na gryfie, żeby na własne oczy zobaczyć takie arcydzieła, to dla nich nic! I Zielony Wodospad, i idealnie okrągłe jezioro, w którym w zgrabnych rzędach rosły lilie wodne o zielonych, białych oraz czerwonych kwiatach, i odnowiona polana Strażnika Lasu… W ciągu dwóch dni zobaczyliśmy tyle niesamowitych i pięknych rzeczy, że byliśmy kompletnie nieprzygotowani na to, co miało nastąpić. Po powrocie do zamku Patriarchy wszystkimi zawładnęły ambiwalentne uczucia. Spojrzenie Patriarchy wyrażało dumę z doskonale wykonanej pracy jego wojowników, Iszni wyglądała na zaintrygowaną, a Wampiry cieszyły się, że potrafiły zadowolić swojego pana. A ja oraz wszyscy inni gracze ze smutkiem uświadamialiśmy sobie, co nas czeka. Z potężnej fortyfikacji, która przez dwadzieścia lat wytrzymywała ataki Upadłych, zamek zamienił się w ogromny poligon. Tory przeszkód, wahadła, manekiny treningowe, symulatory bossów, kolejne wahadła i tory przeszkód… Nawet nie znałem nazw większości tych przyrządów wchodzących w skład ćwiczebnego instrumentarium głównego krwiopijcy Barliony, ale zadowolone spojrzenie Wampira mówiło mi, że w najbliższej przyszłości zapełnię z naddatkiem tę lukę w edukacji. Cieszyło mnie jedno – jestem Szamanem, więc bieżnie i tory z przeszkodami mi nie grożą. Uznałem, że są przeznaczone dla Łotrzyków i Wojowników, a Barsine, Anastarija i ja będziemy zgłębiać nasze magiczne zdolności.

Jak bardzo się myliłem…

Na początku przydzielono nam jedno zadanie zatytułowane „Trening”. Rzadkie, prawie unikalne, które zapowiadało, że przez cztery tygodnie będziemy szkoleni według specjalnej metody opracowanej przez pewnych mnichów, co miałoby pozwolić naszej świadomości przenieść część umiejętności udoskonalonych w grze z powrotem do rzeczywistości.

Zgodnie z warunkami zadania w trakcie jego wykonywania gracze mieli prawo trzykrotnie w ciągu dnia wyjść z gry na maksymalnie dwie godziny – jeśli wychodziliby częściej i na dłużej, zadanie zakończyłoby się niepowodzeniem. Ponieważ nagrodą za wykonanie misji była jednorazowa premia +15 do wszystkich głównych parametrów, nikt nie chciał ryzykować utraty takiego bonusu. Trójka wolnych graczy wykorzystała po jednym wyjściu do rzeczywistości i dosłownie po godzinie była już z powrotem, jak partyzanci, w pełnej gotowości do tego, by łatwo i bezboleśnie otrzymać należną im nagrodę. Naiwni jak dzieci!

Dwadzieścia osiem dni gry pod przewodnictwem Patriarchy zamieniło się w jedno nieustające zmęczenie, ból, cierpienie i jeszcze więcej zmęczenia. Poranny trening, po którym następował trening z przerwą na trening. Następnie obiad w formie treningu oraz pełnowymiarowy solidny trening w ciągu dnia, po którym był odpoczynek w formie treningu przed wieczornym treningiem. Przed zgaszeniem świateł odbywała się rozgrzewka i trzykrotna pobudka w nocy na krótkie, godzinne treningi… Nawet pierwszy miesiąc w Kopalni „Pryka” nie wykończył mnie tak bardzo, jak udało się to sługom Patriarchy.

Drako, którego wzywałem przy każdej sposobności, po kilku dniach od rozpoczęcia treningu najchętniej pojawiał się schowany w krzakach. Bał się, że w pobliżu czyhają oprawcy. Patriarcha natychmiast wyjaśnił nam, jak kluczowe jest ulepszanie umiejętności Totemu, i osobiście przeznaczył ze swojego czasu dwie i pół godziny dziennie na pracę ze Smokiem. Czego on tylko z nim nie robił – zmuszał do ziania ogniem, doprowadził go do bezbolesnego czwartego przyspieszenia, rozwijał koordynację, celność uderzenia, uczył latać na małych wysokościach. Dwa tygodnie takiego szaleństwa doprowadziły mój Totem do poziomu czterdziestego ósmego i załamania nerwowego. Kiedy Drako po raz kolejny pojawił się w krzakach, stanowczo odmówił zrobienia czegokolwiek, jeśli ponownie zostanie oddany w ręce „pijącego krew i duszę przeklętego zębatego”. Patriarcha, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, tylko chrząknął z satysfakcją i oznajmił, że odtąd szkolenie jednego Smoka dobiegło końca. Po chwili namysłu dodał:

– Ale teraz zaczyna się szkolenie drugiego! Za dwie godziny masz się stawić przy wahadłach w postaci Smoka, będę na Ciebie czekał. Teraz marsz pobiegać!

Resztę czasu spędziłem na nauce latania. Innymi słowy, oprócz szkoleń na poligonie dodali mi jeszcze loty. Trzeba przyznać, że „szczęście” w postaci dodatkowego treningu trafiło się nie tylko mnie – Patriarcha miał też czas dla Anastariji i Plinto. Syreny i Wampira. Podczas zajęć z jednym z nas reszta biegała po torach z przeszkodami lub rozwijała główne parametry. Ja, Barsine i Anastarija pracowaliśmy z Intelektem, reszta zajmowała się Wściekłością lub Zręcznością.

– Machanie, załóż diadem – oświadczył kategorycznie Patriarcha podczas jednego z kolejnych treningów. – Ciapo! Przestań biegać i chodź tutaj! Będziesz szczurem doświadczalnym!

Po dwóch tygodniach treningu w postaci Smoka byłem w stanie jako tako utrzymać swój tułów w powietrzu przez dwadzieścia pięć minut, czyli cały przeznaczony na to czas. Na dłużej nie pozwalała zdobyta do tego czasu piąta ranga Smoka. Według Patriarchy, aby przejść przez przełomowe wartości – pięć, dziesięć i dalej co pięć jednostek – muszę porozmawiać z Renoksem. Tylko głowa Smoków może zdecydować, czy kandydat jest godny wzmocnienia, czy jest dla niego jeszcze za wcześnie. Jednocześnie Patriarcha stanowczo odmówił nauczenia mnie otwierania portalu do świata Smoków. Jak mi powiedziano, kiedy nadejdzie czas, sam się tam znajdę…

 

– Czy rozumiesz już, gdzie popełniasz błąd? – zapytał Patriarcha, zmierzając w moim kierunku.

– Nie popełniłem żadnych błędów – odparłem, rozcierając obolałe nogi obolałymi rękami. – Czy to moja wina, że Ciapa jest gruby i ciągle próbuje upaść? Nie mogłem nawet normalnie unieść się w powietrze, ponieważ on panikował i żądał opuszczenia go na ziemię. Chociaż nie, moim błędem jest to, że zgodziłem się przewieźć na sobie innego wolnego obywatela! Od tego są chowańcy!

– Siła, Machanie! – zaczął prawić Patriarcha, jakby nie słysząc mojej odpowiedzi. – Masz za niskie wskaźniki! I trzeba to zmienić! Nie jesteś tylko Szamanem; jesteś Smokiem, który musi być silny! Chociaż mamy już tylko dwa dni szkolenia, to spędzimy je z pożytkiem. Reandrze! – Patriarcha wezwał jednego ze swoich pomocników. – Machan będzie odpoczywał jeszcze przez dwie minuty, po tym czasie zaczniemy zintensyfikowany trening Siły. Zrobimy prawdziwego Smoka z jaszczurki! – Po chwili milczenia pełnej dramaturgii wampir spojrzał na uśmiechnięte twarze graczy i ciągnął: – Anastarijo, za dwie minuty czekam na ciebie, masz być pod postacią Syreny. Pozostali: marsz na tor przeszkód numer dwa! Ciapo, przestań chować się za drzewem! Nie jesteś totemem Machana! Udawanie chorego i słabego nic ci nie da! Do dzieła, czeka na was tor przeszkód!

Zadanie „Trening” zostało zakończone. Wszystkie główne parametry zostały zwiększone o +15 jednostek.

Energia została zwiększona o +10.

Nigdy bym nie pomyślał, że zakończenie zadania w grze może wzbudzić we mnie tyle pozytywnych emocji. Szczerząc się jak wariat, pozwoliłem wahadłu wypchnąć mnie z toru przeszkód, upadłem na ziemię, zamknąłem oczy i nawet nie myślałem, żeby się podnieść.

– Przesuń się! – Usłyszałem ochrypły głos Anastariji, po czym obok mnie upadło kolejne ciało.

Nie miałem siły, żeby protestować. Co za „przesuń się”, skoro cały las jest wolny i może się uwalić dosłownie wszędzie? Nie – ona koniecznie musi paść tam, gdzie mnie jest dobrze!

– Machaneczku! – Jeśli udało mi się poprawnie zidentyfikować drugi głos, gdzieś obok zaległ Plinto. – Masz jeszcze kilka takich zadań, co? W ciągu dwunastu lat grania narobiłem sobie wielu wrogów, chętnie im je zaoferuję. Niech też się trochę pobawią!

Prawdopodobnie oczekiwał ode mnie jakiejś odpowiedzi, ale nie miałem już siły, żeby ruszyć językiem. A może nawet nie siły, tylko ochoty. Z jękiem przekręciłem się na plecy i przez wierzchołki drzew spojrzałem na błękitne niebo, wyświetliłem swoje właściwości i zacząłem analizować wyniki treningu. Cierpiałem nadaremnie czy może jednak nie?

Spójrzmy…


No tak…

Może poprosić Patriarchę o kolejne cztery tygodnie tresury? Gdy tylko pojawiła się ta myśl, przeszedł mnie dreszcz. Ciało kategorycznie odmówiło poddania się raz jeszcze tej próbie. Odwróciwszy głowę, zobaczyłem leżącą obok mnie Syrenę – Anastarija po skończonym treningu nie miała siły wyjść z drugiej postaci.

– Nastjo, co zrobimy z barbarzyńcami? Za kilka dni musimy wezwać Zwiastuna, a jeszcze nie omówiliśmy, jak zdobędziemy zamek.

– Naprawdę nie musisz z nimi nic robić. – Dziewczyna zaskoczyła mnie swoją odpowiedzią. – Imperator nie mógł po prostu dać ci zamku; to za duży prezent. Za to wszystko jednak, co zrobiliśmy dla Barliony, nie mógł też ci go nie podarować. Gieranika jest teraz śmiertelnikiem i jestem pewna, że wkrótce pojawi się aktualizacja, która utworzy trzecie Imperium. Głupotą byłoby zakładać, że krasnoludy nie mogą sobie poradzić z jakimiś najazdami. Wystarczy zebrać siły, wejść na wojenną ścieżkę i odbić zamek. A może myślałeś, że zrezygnuję z mojego tytułu? Już od dawna wiem wszystko, ale przez ten trening nie było absolutnie czasu, żeby ci o tym opowiedzieć. Dawno nie byłam tak zmęczona… Wiedziałeś, że podkręcili nam wrażenia na sto procent? Prawdopodobnie to jedyny sposób, żeby przenieść umiejętności do rzeczywistości…

– Nic mnie to nie obchodzi! – mruknął Plinto. – Po jaką cholerę grubemu, staremu i schorowanemu człowiekowi umiejętność wspinania się po drzewach? Co mam zrobić z tak bezcenną sprawnością? Straszyć ludzi?

– No pewnie! – uśmiechnęła się Nastja. – Gdy tylko zaczniesz łazić po drzewach, zawstydzisz samego Tarzana! Ach, co to był za trening…

– To zaledwie poziom podstawowy – przerwał jej Patriarcha. – Teraz odpocznijcie, nabierzcie sił, później będziemy kontynuować. Myślę, że dwa miesiące wystarczą aż nadto. Drugi poziom będzie znacznie ciekawszy!

Dostępne zadanie: „Trening. Poziom 2”.

Na polanie ćwiczebnej zapadła cisza. Leżąc na ziemi, kilkakrotnie zamykałem i otwierałem oczy, próbując odpędzić wiszące powiadomienie o kolejnej porcji koszmaru i bólu. Drugi poziom, trwający sześć tygodni, miał gwarantować zwiększenie wszystkich głównych parametrów o sześćdziesiąt jednostek. Trening rozpocznie się za dwa miesiące od dzisiaj. W zadaniu była adnotacja: Patriarcha osobiście przybędzie po każdego z nas, gdziekolwiek w Barlionie będziemy. Choćby na innym kontynencie!

– Cieszę się, że za dwa miesiące zobaczę was wszystkich! – powiedział wampir uradowanym głosem jakby na potwierdzenie, że niezależnie od tego, jak bardzo gracze przeklinają zmęczenie i ból, nikt z nich nie odmówi takiego zadania. – A teraz pozwólcie, że was zostawię, ale jeśli chcemy być gotowi na czas, przygotowania do drugiej sesji treningowej powinny rozpocząć się już teraz!

Tuż przy uchu usłyszałem chrupnięcie – moja projekcja, do której przyzwyczaiłem się przez te cztery tygodnie i już praktycznie nie zwracałem na nią uwagi, wspięła się na moje ramię i zacząłem pożerać jabłko widmo. Jak udało się nam ustalić, tylko ja słyszałem to chrupnięcie, dla reszty graczy projekcja była niema. Z jednej strony to dobrze, z drugiej – źle, bo nie mogliśmy usłyszeć pieśni małej widmowej syreny Anastariji, która uwielbiała krążyć przed lustrem i układać swoje włosy lub przeklinać wampira Plinto, wymachującego dwoma jadowicie zielonymi kindżałami i robiącego tak groźną minę, że na sam widok chciało się śmiać.

– Nie wierzę! – krzyknęła zdziwiona Anastarija i w tym samym momencie moim oczom ukazała się wiadomość:

Drogi Graczu! Prosimy o wyrażenie zgody na wykorzystanie twojego wizerunku w filmie o wydarzeniach w Kołotowce i Mrocznym Lesie. W ramach wynagrodzenia za wykorzystanie twojego wizerunku oferujemy 0,5% tantiem od każdego wypożyczonego filmu. Rozliczenia dokona Imperator, a należna ci kwota zostanie automatycznie przelana na twoje konto w Banku Barliony.

– A więc film… – powiedziałem, przeciągając sylaby. – Kto chce zostać gwiazdą filmową?

– Ja – odpowiedziały Anastarija i Barsine niemal jednocześnie. – Korporacja nieczęsto robi filmy, żeby odmawiać takiej okazji!

– Ja też się zgodziłem – dodał Plinto. – Granie to jedno, ale wchodzenie w historię gry to już zupełnie coś innego.

Leyte’a, Eryka i Ciapy nie było w pobliżu, a nie chciałem pisać na czacie, więc ja również nacisnąłem przycisk Akceptuj. Już sam fakt, że chciano zrobić taki film, mnie przekonał. Gdy tylko zniknęło pierwsze powiadomienie systemowe, natychmiast pojawiło się drugie:

Drodzy Gracze! Ukończono scenariusze tworzenia nowego wrogiego Imperium. Odtąd między Malabarem a Kartosem ustala się zawieszenie broni, które będzie trwało aż do pokonania Gieraniki. Zasady interakcji między graczami z dwóch różnych Imperiów znajdziesz w przewodnikach.

Sugerujemy zapoznanie się z filmami o uruchomieniu scenariuszy „Gambit Kartosa” i „Tajemnica Mrocznego Lasu”. Życzymy miłego oglądania! (Koszt obejrzenia jednego filmu to 50 Złotych Monet).

– To było oczywiste – stwierdziła Anastarija z satysfakcją – pomogliśmy w powstaniu trzeciego Imperium, więc z barbarzyńcami nie będzie problemów. Oni praktycznie oddadzą nam zamek i tytuł! Baronessa Anastarija… Brzmi ładnie! Proponuję obejrzeć filmy! Nieźle! Po dwie godziny każdy!

Nigdy nie myślałem, że będę oglądać swoje przygody z otwartymi ustami ze zdziwienia. Kołotowka, ocalenie wilków, wabienie mrocznych goblinów, poszukiwanie Sklika, zamek Kartosa, zaproszenie Anastariji, spór z Elżbietą, bitwa, wyprawa do Mrocznego Lasu, Polana Strażnika, Zamek Upadłych, próby Gieraniki, sąd bogini… Korporacja stworzyła arcydzieło! Cztery godziny minęły w jednej chwili, pozostawiając przyjemne uczucie dobrze wykonanej pracy. Szkoda, że nie ma już żadnych aktywnych scenariuszy – nie miałbym nic przeciwko wzięciu udziału w kolejnym filmie!

Dzyń! Masz 1 439 288 wiadomości. Czy chcesz je przeczytać?

– Już się zaczęło! – uśmiechnęła się Anastarija, wyjmując przenośną skrzynkę pocztową. – Dwa miliony wiadomości w trzydzieści minut! Jeszcze trochę i mój osobisty rekord liczby wiadomości otrzymanych w godzinę pójdzie w zapomnienie!

– I ja mam półtora – powiedziałem zmieszany, otwierając pocztę. Nie przywykłem do takiej popularności, więc nie wiedziałem, co odpowiedzieć ludziom na tego typu propozycje:

Cześć! Świetnie to rozegrałeś! Jeśli potrzebujesz Maga, pisz!

Lub:

Machanie, weź mnie do swojego klanu! Razem pogramy! Musisz mnie poznać z Anastariją!

Ludzie najwyraźniej postradali zmysły, skoro udało im się napisać tyle wiadomości w trzydzieści minut!

– Sądząc po takiej popularności, w tym roku to właśnie ty powinieneś wziąć udział w konkursie Miss Malabaru. Rozniesiesz konkurencję! – powiedział radośnie Plinto i wstał. – Wracamy do Anchursu czy od razu wzywamy Zwiastuna?

– Mamy jeszcze dwa dni, więc wróćmy do Anchursu i pozałatwiajmy nasze sprawy. Później sprawdzimy, co słychać u barbarzyńców. Na przykład ja muszę zdobyć drugą rangę Jubilera…

– Zgadzam się z tobą: najpierw musimy zatrzymać się w Anchursie! – powiedziała Anastarija. – Ja się zajmę portalem…

– W takim razie od razu się umówmy: zbiórka dziś o ósmej wieczorem w „Złotej Podkowie”. Omówimy, jak dalej rozwijać nasz klan. Nastjo, od ciebie jako najbardziej doświadczonego gracza oczekuję pomysłów. Przedyskutujemy je razem. Jeśli ktoś jeszcze ma jakieś przemyślenia i może się nimi podzielić, to będzie zawsze mile widziane. Teraz zbieramy nasze rzeczy i lecimy do stolicy…

– Jak mogę ci pomóc? – Nauczyciel Jubilerstwa, którego cała uwaga była skupiona na obróbce Opalu, odburknął, nie podnosząc głowy. Gnom ostrożnie ciął mikron po mikronie i próbował nadać kamieniowi kształt serca. Sądząc po leżącej obok koronie z pustymi miejscami na kamienie i ogromnym stosem nieobrobionych kamieni, Jubiler miał sporo pracy. – Z góry proszę o wybaczenie: absolutnie nie mam czasu. Księżna chce dziś odebrać diadem dla swojej córki, a zamówienie dotarło do mnie dopiero wczoraj. Nie mam czasu…

– Mogę pomóc – wymsknęło mi się machinalnie, gdy tylko wyczułem, że mowa jest o zadaniu. Pomoc nauczycielowi jubilerów w szlifowaniu serc nic mnie nie kosztuje, za to mam szansę zdobyć bonusy.

– Naprawdę? – Gnom podniósł na mnie oczy i od razu rozpromienił się jak słońce. – Machanie! – krzyknął radośnie nauczyciel i natychmiast zerwał się ze swojego miejsca. – Dawno cię nie widziałem! Słyszałem, że ktoś stworzył Krasnoludzkich Wojowników z Zestawu Karmadonta, podejrzewam, a nawet jestem pewien, że to ty! Zrobisz tę przyjemność starcowi?

Wyciągnąłem figurki i podałem je gnomowi, który natychmiast zaczął je oglądać z każdej strony, uważnie wypatrując wad. Niedoczekanie jego!

– Bardzo dobra robota – wycedził jubiler, zwracając mi krasnoludów. – Powiedziałbym nawet, że znakomita. Powtórz: co cię do mnie przywiodło?

– Muszę zdobyć kolejną rangę Jubilerstwa. Jestem już na sto piątym poziomie i nadal biegam z pierwszym stopniem specjalizacji. Chcę się też dowiedzieć, jak poszła sprzedaż receptury na Kamienną Różę.

– Z recepturą wszystko przebiegło dobrze, sprzedałem ją za siedemdziesiąt trzy tysiące Złotych Monet. Oto twoje pieniądze. – Gnom wręczył mi woreczek z brzęczącymi monetami, który natychmiast rozpłynął się w moich rękach.

 

Trzydzieści procent Złotych jak zwykle wpłynęło do kasy Imperium, przypominając mi, że jestem obywatelem z ograniczonymi prawami.

– Jeśli zaś chodzi o drugą rangę Szlifierza Kamieni, wyszkolę cię. Ale posłuchaj! Albo zapłacisz mi dziesięć tysięcy w złocie i później pójdziesz swoją drogą, albo nauczę cię za darmo, ale za to pomożesz mi z Opalami. Co powiesz?

– Na czym ma polegać moja pomoc? – Nie chciałem odmawiać zadania związanego z moją specjalnością, dlatego byłem gotów poświęcić trochę czasu na obróbkę kamieni.

– Wiem, że nie zdążę zrobić diademu i wyszlifować czterech kamieni w czasie określonym przez Księżną. Jeśli ty zgodzisz się mi pomóc, ja wyszkolę ciebie. Jeśli się zgodzisz, ale sobie nie poradzisz, będziesz musiał zapłacić, ale wówczas cena wzrośnie dwukrotnie. Co ty na to?

Dostępne zadanie:

„Diadem Wysadzany Opalami dla panny młodej w opałach”.

Opis: …

Klasa zadania: Rzadkie.

Ograniczenia: Tylko dla Jubilerów…

– Biorę!

– Bardzo dobrze! – Radośnie zacierając ręce, gnom awansował mnie w Szlifowaniu Kamieni o jedno oczko. – Kolejną rangę zdobędziesz, gdy uzyskasz poziom sto pięćdziesiąty. Dopóki będziesz miał Rzemiosło, dopóty będziesz w stanie wytwarzać rzeczy zwiększające sumarycznie statystyki nawet o tysiąc jednostek. Przypomnę tylko, że w tym momencie twój maksymalny bonus do statystyk dla jednego przedmiotu wynosi sto osiemdziesiąt. Siadaj, to jest wzór; za godzinę czekam na cztery takie serca. Ja w tym czasie zajmę się diademem…

– Patrz! To Machan! Włącz kamerę!

Stłumiony szept dochodzący przez otwarte okno prawie wytrącił mnie z równowagi. Czy im chodzi o mnie? Wyjrzałem przez okno i omal nie upuściłem narzędzi – na małym placu w pobliżu domu Jubilera zgromadziło się około czterdziestu gapiów, którzy przyglądali się mojej pracy. Dwóch Magów, opierając się o okno, rzucało projekcję na ścianę domu, tak aby zebrany tłum mógł na żywo zobaczyć moje starania. Ręce zaczęły zdradziecko drgać – nie nawykłem do pracy pod bacznym okiem krytyków, którzy później będą chodzić i głosić, że oni wszystko zrobiliby lepiej. Okazuje się, że zbyt duży rozgłos przynosi między innymi spory ból głowy.

Dobrze! Chcą oglądać – niech patrzą! Najważniejsze, żeby mi nie przeszkadzali!

Próbując wyrzucić z głowy obraz gapiących się na mnie graczy, przeanalizowałem szablon Serca z Opalu i ponownie przeczytałem opis zadania. Panna młoda w opałach… Już samo sformułowanie sugerowało, że coś tu śmierdzi: skąd nagle w Barlionie NPC-e, którzy popadli w niełaskę? A tym bardziej panny młode.

– Mistrzu – zwróciłem się do nauczyciela – rozumiem, że czas działa na moją niekorzyść, ale powiedz mi, kim jest panna młoda w opałach? Jak to się stało, że popadła w niełaskę i dlaczego w diademie powinny być koniecznie serca?

– A co innego można zrobić z ognistego Opalu? Myślę, że serca będą pasować; mam nawet gotowy prototyp. Jeśli bardzo chcesz, możesz zrobić coś swojego. Najważniejsze jest, żeby mocowanie było standardowe jak w prototypie. A jeśli chodzi o pannę młodą… Pomiędzy Malabarem a Kartosem po raz pierwszy zawarty został pokój, choć dość fikcyjny. Otóż księżna Kaltanoru zaproponowała jednemu z książąt Kartosa, zwanemu chyba Urwaliksem, zawarcie sojuszu poprzez zaślubiny jej córki Tawii z Trediolem. Dziewczyna ma dopiero osiemnaście lat, nigdy nie widziała tego Kartosjanina na oczy, więc zrobiła awanturę, stwierdziwszy, że nie wyjdzie za niego, i kropka. Potem się opamiętała albo ktoś przemówił jej do rozsądku i zgodziła się wyjść za Trediola, pod warunkiem że w dniu ślubu będzie miała na głowie Diadem Wysadzany Opalami. Wie, diablica, że w tym momencie w Anchursie nie ma takich, nawet w całym Malabarze nie można ich znaleźć. Dzisiaj przyjeżdża Kartosjanin, a za trzy godziny służba Księżnej przyjdzie tu po gotowy diadem. Pomyślałem, że serca będą wyglądać najlepiej. W końcu będzie panną młodą! Dość gadania, nie mam czasu! Wciąż muszę wykonać podstawę diademu. Machanie, zrób wszystko, co w twojej mocy!

– Czy konieczne są cztery kamienie? – dopytałem, zanim zacząłem je formować.

– Tak, spójrz, co zaplanowałem.

Gnom pokazał mi prototyp, który można było śmiało nazwać koroną. Srebrne listki, perłowa rama i cztery mocowania ułożone praktycznie w jednej linii. Spędziłem około minuty, próbując wpaść na to, co mi się nie podobało w diademie zaprojektowanym przez gnoma, kiedy nagle mnie olśniło. Serca! Czerwone serca ustawione w rzędzie nie będą pasować do tego arcydzieła, a Tawia, gdy zobaczy rezultat, wpadnie w szał i odeśle Trediola z powrotem do domu. Chociaż, cholera, o czym ja mówię? To tylko NPC-e odgrywający scenariusz pojednania stron. Oni nie mogą się nie pobrać! Ale serca w diademie na pewno nie będą dobrze wyglądać, daję głowę!

Przyjrzałem się uważnie wykrojowi serca, kupce krwawych Opali i zamknąłem oczy. Kopiowanie nie jest dobrym wyjściem! Dziewczyna wychodzi za mąż, ale nie chce tego zrobić. Cóż, to się zdarza. À propos, dlaczego ma poślubić Kartosjanina? Ponieważ tak rozkazała Księżna? Chwilunia! Dziewczyna ma prawo zwrócić się do Imperatora – on unieważniłby decyzję matki. Gdyby tylko… Gdyby tylko to małżeństwo nie miało przynieść korzyści Imperatorowi i samemu Mrocznemu Władcy… Pierwsze pojednanie, pierwsza jaskółka, pierwsze ofiary, które zjednoczyłyby oba państwa w walce z Gieraniką… Dlaczego nie? Aspekt społeczny w Barlionie jest wysoce rozwinięty, dwóch NPC-ów w roli ofiar, którą odgrywają dla wyższego celu, to doskonały scenariusz. Jestem przekonany, że o weselu wszędzie będzie głośno, a ci młodzi zostaną okrzyknięci bohaterami. Męczennicy, którzy cierpieli dla swojego kraju… Stop!

Moje oczy zatrzymały się na pierwszym Opalu. Po ostrożnym wycięciu kamienia najpierw od strony mocowania zawahałem się, ale od razu przystąpiłem do realizacji mojego pomysłu. Chcesz serc? Tylko poczekaj…

Cztery kamienie umieszczone w jednej linii. Cztery krwawe symbole ofiary, jaką składa panna młoda dla dobra swojego kraju.

Stworzyłeś przedmiot: Krwawa Łza Tawii.

Opis: Ból i beznadziejne położenie, w jakim znalazła się dziewczyna, zamieniły się w łzy. Jedna z nich spadła na Opal, który wchłonął łzę, przybierając jej postać. Wymagane do ukończenia zadania.

+4 do Jubilerstwa. Łącznie 109.

+1 do Rzemiosła. Łącznie 8.

– Proszę! – powiedziałem zadowolony, gdy zgasło światło w moich rękach, a satysfakcja związana z poprawą głównej specjalności opuściła moje styrane ciało. Nieważne, jak bardzo było to miłe, muszę się skoncentrować. Muszę jeszcze dziś iść na spotkanie z klanem! Podałem kamienie gnomowi i dodałem: – Jeśli wysadzisz nimi diadem, to…

– Machanie, już nie mam czego nimi wysadzać… – przerwał mi gnom, patrząc na kamienie oczami pełnymi smutku. – Wczoraj słudzy Księżnej przyszli po diadem… Za dwie godziny rozpocznie się ślub i Tawia weźmie w nim udział w ozdobie miernej jakości… Kiedy przyszła służba Księżnej, było już jasne, że nie uda ci się zrobić serc na czas. Byłeś zbyt zajęty tworzeniem… Można by rzec, że to postawa godna podziwu. Jednak nie wykonałeś tego, co było najważniejsze dla Jubilera w tym zadaniu, bo zabrakło ci na to czasu. W pośpiechu stworzyłem cztery kamienie, nie mając nawet chwili, żeby je porządnie oszlifować i wstawić… Łzy wyszły przepiękne, idealnie wyglądałyby w diademie, ale… Wybacz mi, młody kolego, muszę teraz pobyć sam. Jesteś mi winien dwadzieścia tysięcy Złotych Monet, tak jak się umówiliśmy; nie udało ci się wykonać zadania.

Zadanie „Diadem Wysadzany Opalami dla panny młodej w opałach” zostało zakończone porażką.

– Jak to: wczoraj zabrali? – dopytałem, gdy tylko zrozumiałem słowa gnoma i powiadomienie. – Czyli pracowałem dłużej niż jedną dobę?

– Dokładnie dwadzieścia dwie godziny – odparł Jubiler. – Byli tu przedstawiciele twojego klanu, próbowali przywrócić cię do rzeczywistości, ale im się to nie udało. Zupełnie tak jak mnie.

Oblałem się zimnym potem i odruchowo zacisnąłem dłonie – przecież wczoraj miałem spotkanie klanu!

– Mistrzu, ja…

– Machanie, ja wszystko rozumiem! Jesteś genialnym twórcą, ale poleganie na tobie, gdy trzeba zrobić coś na czas, jest ryzykowne. Pozwól, że cię zostawię; nie chcę spotkać się z Księżną, gdy przyjdzie tu narzekać na moją pracę…

Gnom, kręcąc głową, wyszedł do innego pomieszczenia, nawet nie zamykając pracowni. Nie ma tu czego kraść – z wyjątkiem kilku Drogocennych Kamieni na poziomie podstawowym, a i to wyłącznie przez ludzi z Podłością lub Kradzieżą. Przed wyjściem na zewnątrz wyjąłem amulet i wezwałem Anastariję.

– Nastjo, cześć! Tu Machan…

– O, królewna się obudziła! – Usłyszałem odpowiedź, w której, sądząc po tonie, radość mieszała się z kąśliwością. – Wybacz, ale nie mogę teraz rozmawiać. Może wieczorem? Obiecaj mi tylko, że do tego czasu znów nie wpadniesz w trans.