Walka psówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Walka psów
Walka psów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 11,98  9,58 
Walka psów
Walka psów
Walka psów
Audiobook
Czyta Artur Bocheński
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ulla Rasmussen

Walka psów

Saga

Walka psówprzełożyła Martyna Sławińska tytuł oryginału HundekampenZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2013, 2019 Ulla Rasmussen i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711871829

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

– Co tam, chłopaki! Znowu siedzicie i się obijacie?

To Jonas, starszy brat Henrika, wsadził głowę do pokoju przez szparę w drzwiach.

– Nie idziecie pobawić się na dworze w taką piękną

pogodę? Dziewczynki z sąsiedztwa grają

w ogrodzie. Na pewno możecie do nich dołączyć.

– Zjeżdżaj stąd, ofiaro! – Henrik rzucił dżojstik na łóżko i wstał. Chwycił jedną

z poduch i cisnął nią w Jonasa. – Spadówa!

– Hej, spokojnie. – Jonas pojednawczo uniósł ręce. – Chciałem tylko zapytać, czy macie ochotę zarobić.

– Nie będę sprzątał twojego pokoju! – Henrik

wziął z łóżka nową poduszkę, gotowy nią rzucić. Spauzowałem Xboxa.

− Nie proszę cię o to. Macie wyprowadzić psa Sørena. A właściwie… nie wyprowadzić, ale dać mu coś do jedzenia i wypuścić na 5 minut na podwórko. To naprawdę miły pies. Dostaniecie 50 koron prosto do kieszeni.

− I dlaczego mielibyśmy to zrobić? − Henrik nadal był sceptyczny.

– Bo Louise właśnie dzwoniła i zaprosiła mnie do kina. Louise to laska, chłopaki, prawdziwa laska. I ma zarąbiste… – Jonas zrobił znaczący ruch na wysokości klatki piersiowej i zagwizdał. – Właśnie takie, o jakich marzysz, braciszku.

Henrik cisnął w niego poduszką. Jonas złapał ją i rzucił na łóżko.

– Jesteście zainteresowani czy nie?

Godzinę później siedzieliśmy w pociągu do Frederiksberga. Henrik utargował 50 koron dla każdego plus bilety na pociąg.

− Co to właściwie za pies? – Otworzyłem torebkę z lukrecjowymi cukierkami.

– Nie wiem. Wydaje mi się, że jakiś bokser.

Nie znam go. Wiem tylko, że wabi się Rollo.

Nigdy nie przepadałem specjalnie za psami.

A całą sympatię do nich straciłem jakiś czas temu, kiedy pies sąsiadów chapsnął mnie za policzek.

W psach jest coś złowieszczego. Potrafią w jednej chwili machać ogonem, a w następnej − rzucić ci się do gardła.

– Co to za Søren? – Wziąłem kilka cukierków i podałem torebkę Henrikowi.

– Zobacz na te dwie! Zaklepuję tę

z ciemnymi włosami. – Dwie dziewczyny wsiadały do pociągu. Ciemnowłosa miała na sobie bardzo krótką kurtkę. Między spodniami a kurtką można było zobaczyć jej pępek.

– Ten Søren to jeden z kumpli Tobiasa? – Pociągnąłem Henrika za kurtkę, żeby na mnie spojrzał.

– To znajomy Jonasa, trener piłki nożnej. Jonas czasem zajmuje się jego psem, kiedy trener wyjeżdża.

Henrik wysypał wszystkie cukierki na dłoń

i wrzucił większość do ust. Puste opakowanie rzucił na podłogę. Odwrócił się na fotelu

i wypatrywał dziewczyn. Patrzyłem przez okno. Henrik świrował na punkcie dziewczyn. Bez przerwy. To było dość irytujące.

Wyłowiłem komórkę z kieszeni kurtki. Za trzy stacje mieliśmy być na miejscu. Lepiej zadzwonię do mamy i powiem, że będę w domu później.

Rozdział 2

Mieliśmy trudności ze znalezieniem adresu. Henrik wpisał go w komórkę, ale GPS płatał nam figle. Dopiero kiedy spytaliśmy o drogę jakichś chłopaków i starszą panią, udało nam się znaleźć właściwą klatkę schodową.

Mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze. Głośne szczekanie niosło się po klatce. Rollo już nas usłyszał.

Na wszelki wypadek ustawiłem się

za Henrikiem, kiedy wsadził klucz do zamka

i chwilę później uchylił drzwi.

– Hej, Rollo. Co tam? Jesteś głodny? – Henrik powoli odsunął drzwi i złapał psa za obrożę.

− Tak, właśnie, dobry pies. Przesuniesz się trochę? − Przeciągnął psa na bok, by zrobić miejsce dla mnie.

To był duży, biały pies. Krótkowłosy i silny.

Widać było jego mięśnie, pracujące pod sierścią. Próbował się wyrwać i podejść do mnie.

Zrobiłem krok w tył.

– Wejdź do środka i zamknij drzwi, zanim wyrwie mi rękę.

Pies szarpał się i wyrywał z obroży, a jego silny ogon uderzał z boku na bok. Przez chwilę nie pamiętałem, czy machanie ogonem oznacza, że pies jest wesoły, czy − zły.

– Nic ci nie zrobi. Spójrz na ogon. Chce tylko podejść i się przywitać.

Wszedłem do przedpokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Henrik puścił psa, który podszedł i zaczął mnie obwąchiwać. Uniosłem ręce nad głowę.

– Wydaje mi się, że to prawdziwy pies bojowy. Henrik poklepał psa mocno po boku.

– Ja cię kręcę, jakie on ma mięśnie. Zobacz. – Przejechał ręką po potężnym grzbiecie. Pies polizał go po twarzy.

– Wyobraź sobie, że taki pies może walczyć

z bykiem albo dzikiem.

– Co masz na myśli?

– W dawnych czasach wystawiano zwierzęta do walki i obstawiano, które z nich wygra. Takie psy były hodowane do tego typu krwawych pokazów. Ma płaski pysk, żeby mógł podskoczyć i ugryźć byka w żuchwę albo podgardle. Jeśli taki pies mocno złapie ofiarę, to nie puści. Nie przestaje walczyć, aż padnie. To dlatego niektórzy nazywają je psami mordercami.

– Czy psy bojowe nie są zakazane w Danii? – Mój głos lekko drżał. Usiadłem w kuchni na wysokim krześle i podciągnąłem nogi pod siebie.

– Tylko kilka ras jest zakazanych, na przykład pit bull terrier. One są najbardziej agresywne. Ale to nie chodzi o ciebie, prawda, Rollo? Ty jesteś dobrym pieskiem. – Nadal poklepywał i głaskał Rolla. Cały Henrik. Niczego się nie bał. Nawet obcego psa bojowego, który z łatwością mógłby wgryźć się w jego albo moje gardło i nie puścić aż do śmierci.

Widziałem kiedyś w telewizji weterynarza opowiadającego o psach wykorzystywanych do walk. Mówił, że

te psy nie warczą ostrzegawczo, tak jak zwykłe psy. One błyskawicznie atakują. Od razu

i z pełną mocą. Ot tak!

Wytarłem spocone dłonie w spodnie.

Henrik znalazł w szafce torbę z psim jedzeniem

i nasypał trochę karmy do miski. Rollo rzucił się na nią, jakby nie jadł od wielu dni. Miałem tylko nadzieję, że syty pies bojowy jest mniej groźny niż głodny. Kiedy miska została wylizana do czysta, Henrik zdjął grubą smycz

z haka na korytarzu i przypiął ją do obroży.

– Kupimy słodycze za resztę kasy od Jonasa,

a przy okazji wyprowadzimy Rolla.

Nadal siedziałem na kuchennym krześle.

– Jonas powiedział, że mamy go wypuścić na podwórko, nie możemy iść z nim na spacer.

– Nic takiego nie powiedział. Chciał nam tylko ułatwić robotę. Trzeba być przecież strasznie nadętym typem, żeby tak sobie spacerować z psem bojowym. Widziałem supermarket zaraz

za rogiem. To będzie tylko krótki spacer.

Utarło się między nami, że Henrik nie boi się niczego, a ja obawiam się wszystkiego. To niezupełnie odpowiadało rzeczywistości. Henrik był dwa lata starszy ode mnie. Przyjaźniliśmy się od czasów przedszkola. Czasami martwiłem się, że on się mną znudzi, jeśli będę zbyt tchórzliwy. Dlatego zeskoczyłem z krzesła i poszedłem na korytarz włożyć buty. Ostrożnie poklepałem psa po grzbiecie. Na komodzie leżał kaganiec

ze skórzanymi paskami. Pasował idealnie na pysk Rolla.

– Nie uważasz, że powinniśmy mu to założyć? – Podniosłem kaganiec i pokazałem go Henrikowi.

– Nie na taki mały spacer. Nikogo nie ugryziesz, prawda, Rollo? – Henrik pogłaskał psa po karku i otworzył drzwi wejściowe.

Rozdział 3

Na ulicy było niewielu ludzi. Spotkaliśmy tylko jedną panią z wózkiem. Kiedy nas zobaczyła, szybko przeszła na drugą stronę chodnika. Zatrzymaliśmy się przed supermarketem i Henrik przywiązał Rolla do haka wystającego ze ściany.

– Zostaniesz tu i popilnujesz

Rolla, a ja kupię słodycze. Może być parę torebek Haribo?

Przytaknąłem i spojrzałem na zegarek. Zbliżała się ósma. Obiecałem mamie, że będę najpóźniej o dziewiątej. Henrik powinien się pospieszyć. Mężczyzna z mniejszym psem na smyczy zbliżał się do supermarketu

z przeciwległego chodnika. Rollo zaczął szczekać jak szalony i rzucił się przed siebie

na smyczy.

Wycofałem się parę kroków.

– Hej, ty tam! – Mężczyzna przeszedł przez drogę. Jego pies szczekał na Rolla. – Ten pies nie ma prawa przebywać na ulicy bez kagańca. To twój pies?

Cofnąłem się jeszcze bardziej.

– Jeśli nie odpowiesz, zadzwonię na policję.

Mężczyzna wyjął komórkę z kieszeni i zaczął wybierać numer. Zrobiłem krok w stronę Rolla

i wyciągnąłem rękę po smycz. Rollo odwrócił się do mnie. Wciąż szczekał. Cofnąłem rękę

i wbiegłem do sklepu. Były tam trzy alejki. Wybrałem środkową. Pognałem między rzędami różnych opakowań i konserw, panicznie rozglądając się na prawo i lewo. Dotarłem w głąb sklepu, minąłem zamrażarki i ruszyłem

z powrotem w stronę wyjścia. Właśnie miałem przecisnąć się przez długą kolejkę, kiedy zauważyłem Henrika. Stał przy dziale owoców

i rozmawiał z dwiema dziewczynami z pociągu.

– Henrik! – krzyknąłem. Zdecydowanym tonem powiedziałem mu, że musi wyjść do Rolla. I to szybko. Wrzucił torebki

 

ze słodyczami do koszyka jednej z dziewczyn

i pobiegł za mną. Na ulicy było zupełnie cicho.

Hak był pusty.

– Gdzie jest…?

Nie było widać ani Rolla, ani mężczyzny

z psem. Pobiegłem za sklep i dalej na parking. Trzasnęły tylne drzwi białego kombi. Rudowłosy facet wsiadł do samochodu i wyjechał przez bramę. Z tyłu siedział… Rollo.

Henrik zobaczył go w tym samym momencie.

Pobiegliśmy za samochodem. Henrik krzyczał do mężczyzny, że ma się zatrzymać, ale ten nie zwolnił. Przez chwilę myślałem, że się zatrzyma, jednak po chwili przyspieszył i zniknął, skręcając w ulicę za rogiem.

– Co się dzieje?! ROLLO!– Henrik krzyknął.

Rozglądał się na wszystkie strony, jakby pies miał zaraz przybiec z powrotem. Za plecami Henrika zobaczyłem dwóch policjantów wychodzących zza rogu. Szli z tym mężczyzną, który dzwonił przed sklepem.

– To był ten! – pokazał na mnie palcem.

Popędziłem przez parking, Henrik był tuż

za mną. Policjanci krzyczeli, że mamy się zatrzymać. Zakręciłem przy zadaszeniu, pod którym stały wózki, i rzuciłem się przez żywopłot. Dopiero kiedy przebiegliśmy przez dwa ogrody i trzy willowe ulice, padłem na trawę. Byłem tak zdyszany, że nie mogłem wykrztusić słowa.

– Ale masakra! – Henrik usiadł na trawie

i pochylił głowę. – Mój brat obedrze mnie żywcem ze skóry.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?