Lato Muminków

Tekst
Z serii: Muminki #5
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Lato Muminków
Lato Muminków
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 40,80  32,64 
Lato Muminków
Lato Muminków
Audiobook
Czyta Krzysztof Kowalewski
19,90  14,53 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Lato Muminków

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Zajrzyj na strony:

W serii

Muminki w wersji do słuchania

Mapka

Rozdział 1 O okręcie z kory i górze ziejącej ogniem

Rozdział 2 O tym, jak się nurkuje po śniadanie

Rozdział 3 O tym, jak zaznajamiano się z domem, w którym straszy

Rozdział 4 O próżności i niebezpieczeństwie sypiania na drzewach

Rozdział 5 O tym, jakie są skutki gwizdania w teatrze

Rozdział 6 O tym, jak się można zemścić na Dozorcy Parku

Rozdział 7 O niebezpieczeństwach w Noc Świętojańską

Rozdział 8 O tym, jak się pisze sztukę teatralną

Rozdział 9 O pewnym nieszczęśliwym tatusiu

Rozdział 10 O próbie generalnej

Rozdział 11 O tym, jak się wyprowadza w pole strażników więziennych

Rozdział 12 O dramatycznej premierze

Rozdział 13 O karze i nagrodzie

Karta redakcyjna

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

Przeczytaj również pozostałe tomy z serii MUMINKI

http://www.nk.com.pl/muminki/2/seria.html

Poznaj naszą ofertę lektur i książek edukacyjnych

http://www.nk.com.pl/lektury-i-edukacja/7/kategoria.html

Cykl książek o Muminkach obejmuje:

Małe trolle i duża powódź

Kometa nad Doliną Muminków

W Dolinie Muminków

Lato Muminków

Zima Muminków

Opowiadania z Doliny Muminków

Tatuś Muminka i morze

Pamiętniki Tatusia Muminka

Dolina Muminków w listopadzie

Muminki w wersji do słuchania

http://www.nk.com.pl/muminki-9-audiobookow/1473/ksiazka.html



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1 O okręcie z kory i górze ziejącej ogniem

Mama Muminka siedziała na schodach w słońcu i przymocowywała osprzęt[1] do okrętu z kory.

„Jeśli dobrze pamiętam, to galion[2] ma dwa duże żagle z tyłu i kilka małych trójkątnych z przodu” – pomyślała.

Najtrudniejszy był ster, ale chyba jeszcze trudniejsza – ładownia. Mama Muminka zrobiła z kory malutką przykrywkę na luk[3], a kiedy przyłożyła ją do otworu, pasowała w sam raz; jej cienkie brzegi przywierały ściśle do pokładu.

– Na wypadek sztormu – powiedziała sama do siebie i westchnęła uszczęśliwiona.

Obok niej na schodach siedziała Mimbla z kolanami podciągniętymi pod brodę i przyglądała się. Patrzyła, jak Mama Muminka przytwierdza sztag[4] szpilkami o różnokolorowych, szklanych główkach. Na szczytach masztów umieściła czerwone proporczyki.

– Kto go dostanie? – zapytała Mimbla z namaszczeniem.

– Muminek – odpowiedziała Mama Muminka, zajęta szukaniem w koszyku z przyborami do szycia czegoś odpowiedniego na linę kotwiczną.

– Zgnieciesz mnie! – pisnęło cieniutko z koszyka.

– Moja droga – odpowiedziała Mama Muminka. – Twoja mała siostrzyczka znów jest w koszyku. Pokłuje się igłami!

– Mi! – zawołała groźnie Mimbla, usiłując wydobyć siostrę ze splątanego motka włóczki. – Wychodź natychmiast!

Jednak mała Mi wczołgała się jeszcze głębiej w motek i znikła bez śladu.

– Te wszystkie kłopoty są stąd, że jest taka mała – żaliła się Mimbla. – Nigdy nie wiem, co się z nią dzieje. Czy nie mogłabyś i dla niej zrobić łódki z kory? Pływałaby sobie w beczce z wodą i wiedziałabym przynajmniej, gdzie jest.

Mama Muminka zaśmiała się i wyjęła z torby kawałek kory.

– Czy myślisz, że to utrzyma małą Mi? – zapytała.

– Na pewno – odparła Mimbla. – Ale musisz także zrobić jej z kory mały pas ratunkowy.

– Czy mogę pociąć motek na kawałki? – krzyknęła mała Mi z koszyka.

– Proszę bardzo – odpowiedziała Mama Muminka. Siedziała, podziwiając swój okręt i zastanawiając się, czy jeszcze o czymś nie zapomniała.

Nagle przyfrunął skądś wielki, czarny płat sadzy i opadł prosto na pokład.

– Fu! – powiedziała Mama Muminka i zdmuchnęła go. Ale zaraz przyszybował drugi i osiadł jej na pyszczku. Powietrze pełne było sadzy.

Mama Muminka podniosła się z westchnieniem.

– To okropność z tą górą ziejącą ogniem – powiedziała.

– Górą ziejącą ogniem? – spytała mała Mi i zaciekawiona wytknęła głowę z koszyka.

– Tak, jest tu w pobliżu góra, która zaczęła ziać ogniem – wyjaśniła Mama Muminka. – I sadzą. Od czasu gdy wyszłam za mąż, zachowywała się spokojnie, a teraz, kiedy akurat rozwiesiłam całą bieliznę do suszenia, znów zaczyna ziać i wszystko będzie czarne...

– Wszyscy się spalą! – krzyknęła mała Mi radośnie. – I wszystkie domy, i ogrody, i zabawki, i rodzeństwo – wszystko się spali!

– Głupstwa! – powiedziała Mama Muminka, zgarniając płat sadzy z pyszczka.

Po chwili wstała i poszła poszukać Muminka.

Pod stokiem, zaraz na prawo od drzewa, na którym Tatuś Muminka zwykle wieszał swój hamak, było oko wodne[5] pełne jasnobrązowej wody. Mimbla twierdziła zawsze, że na środku nie ma ono w ogóle dna. Może miała rację. Wokół jego brzegów rosły szerokie, błyszczące liście, żeby ważki i pająki wodne miały gdzie odpocząć, a pod powierzchnią wody kręciły się chyżo różne stworzonka z zaaferowanymi minami. Głębiej lśniły złote oczy żaby, niekiedy zaś w przelocie można było zobaczyć, jak śmigają jej tajemniczy krewni, którzy mieszkali na dnie wśród mułu.

Muminek leżał na swoim zwykłym miejscu (czy też na jednym ze swoich zwykłych miejsc), zwinięty w kłębek na zielonożółtym mchu, z ogonkiem starannie podwiniętym pod siebie.


Poważny i zadowolony patrzył w wodę, słuchając sennego brzęczenia pszczół.

„To na pewno dla mnie – pomyślał. – Jestem pewny, że dla mnie. Mama każdego lata robi pierwszy okręt dla tego, kogo najbardziej lubi. A potem jakoś tak wykręci, żeby nikomu nie było przykro. Jeżeli ten pająk wodny popłynie na wschód, to jolki[6] nie będzie. Jeżeli na zachód, to jolka będzie, ale taka mała, że strach ją będzie wziąć do łapki”.

Pająk wodny sunął z wolna w kierunku wschodnim. Muminkowi łzy stanęły w oczach.

W tej samej chwili trawa zaszeleściła i spomiędzy źdźbeł wyjrzała jego Mama.

– Hej! – zawołała. – Mam coś dla ciebie!

Ostrożnie spuściła galion na wodę. Zakołysał się pięknie nad swym odbiciem, po czym popłynął tak naturalnie, jakby nigdy nic innego nie robił.

 

Muminek natychmiast zauważył, że Mama zapomniała o jolce.

Potarł pieszczotliwie pyszczkiem o jej pyszczek (było to takie uczucie, jakby się lekko dotknęło twarzą białego aksamitu) i powiedział:

– To najpiękniejszy okręt, jaki kiedykolwiek zrobiłaś.

Usiedli obok siebie na mchu i patrzyli, jak galion płynie prosto przez jeziorko i jak zatrzymuje się po drugiej stronie przy wielkim liściu.

Od strony domu słychać było, jak Mimbla nawołuje młodszą siostrę.

– Mi! Mi! – krzyczała. – Ty potworze! Miii! Chodź do domu, to cię wytargam za uszy!

– Znów gdzieś się schowała – powiedział Muminek. – Pamiętasz, jak kiedyś znaleźliśmy ją w twojej torebce?

Mama Muminka kiwnęła głową potakująco. Siedziała z pyszczkiem pochylonym nad taflą wody i patrzyła na dno.

– Tam leży coś błyszczącego – powiedziała.

– To twoja złota bransoletka – odparł Muminek. – I naszyjnik Panny Migotki. Czy to nie jest dobry pomysł?

– Wspaniały – przyznała Mama. – Odtąd zawsze będziemy trzymać naszą biżuterię tutaj, w brązowej źródlanej wodzie. Tu wygląda o wiele ładniej.

Tymczasem Mimbla, stojąc na schodach domu Muminków, tak wołała, że aż zachrypła. Wiedziała, że mała Mi siedzi w którejś ze swoich rozlicznych kryjówek i śmieje się.

„Powinna mnie zwabić miodem – myślała Mi. – A potem, kiedy przyjdę, dać mi w skórę”.

– Słuchaj, Mimbla – odezwał się Tatuś Muminka ze swego fotela na biegunach. – Jeśli będziesz tak krzyczeć, to ona nigdy nie przyjdzie.

– Krzyczę tylko dlatego, żeby mieć czyste sumienie – wyjaśniła Mimbla. – Kiedy mama wyjeżdżała, powiedziała: „Zostawiam młodszą siostrzyczkę pod twoją opieką. Jeżeli ty nie potrafisz jej wychować, to nikt nie potrafi. Ja w każdym razie zaniechałam tego już na samym początku”.

– Teraz cię rozumiem – powiedział Tatuś Muminka. – Krzycz sobie, jeżeli to cię uspokaja – dodał, po czym wziął kawałek placka z nakrytego do śniadania stołu, rozejrzał się ostrożnie i umoczył go w dzbanuszku ze śmietanką.

Stół nakryty był na pięć osób, szósty talerz stał pod stołem na werandzie, ponieważ Mimbla twierdziła, że tam właśnie czuje się bardziej niezależna.

Talerz Mi był, ma się rozumieć, bardzo mały; stał w cieniu wazonu z kwiatami pośrodku stołu.

Wtem ogrodową ścieżką przybiegła Mama Muminka.

– Nie spiesz się tak, moja droga – powiedział Tatuś Muminka. – Przegryźliśmy już coś niecoś w spiżarce.

Mama Muminka, sapiąc, weszła na werandę i stanęła, patrząc na stół nakryty do śniadania. Cały obrus był w sadzy.

– Uff! – jęknęła. – Co za upał! I ta sadza! Okropność z tą górą ziejącą ogniem.

– Gdyby była choć trochę bliżej, można by przynajmniej mieć przycisk na biurko z prawdziwej lawy – powiedział Tatuś Muminka z żalem.

Upał rzeczywiście był nieznośny.

Muminek leżał wciąż jeszcze nad jeziorkiem i spoglądał w niebo, które było zupełnie białe i wyglądało jak srebrna tarcza. Słyszał, jak mewy nawołują się nad morzem.

„Czuje się burzę w powietrzu” – pomyślał Muminek sennie i podniósł się z mchu. I jak zawsze, gdy szło na zmianę pogody lub o zmierzchu, albo kiedy poświata na niebie była jakaś dziwna, zatęsknił za Włóczykijem.

Włóczykij był jego najlepszym przyjacielem. Oczywiście Pannę Migotkę lubił także, ale dziewczyna to już nie to samo.

Włóczykij był pogodny, wiedział mnóstwo różnych rzeczy, ale nie mówił o nich bez potrzeby. Czasem tylko opowiadał o swoich podróżach i wtedy odczuwało się rodzaj dumy, jakby się było dopuszczonym do udziału w jakimś tajnym sprzysiężeniu. Kiedy pojawiał się pierwszy śnieg, Muminek razem z innymi zapadał w sen zimowy. Włóczykij natomiast wędrował wówczas na południe i dopiero z nadejściem wiosny wracał do Doliny Muminków.

Tej wiosny nie wrócił.

Muminek czekał na niego od chwili, gdy zbudził się ze snu zimowego, choć nikomu o tym nie mówił. Kiedy stada ptaków przeleciały nad doliną, a śnieg na północnych stokach znikł, Muminek zaczął się niecierpliwić. Tak długo nie czekał nigdy.

Przyszło lato, miejsce nad rzeką, gdzie Włóczykij rozbijał swój namiot, zarosło trawą i zazieleniło się, jakby nikt nigdy tam nie mieszkał.

Muminek wciąż jeszcze czekał, choć już nie tak bardzo: zmęczył się i był trochę rozżalony.

Któregoś dnia Panna Migotka zaczęła mówić o tym przy obiedzie.

– Jak ten Włóczykij spóźnia się w tym roku – powiedziała.

– Kto wie, może wcale nie wróci – odrzekła Mimbla.

– Na pewno Buka[7] go zjadła! – pisnęła Mi. – Albo wpadł do jakiegoś dołu i rozbił się na kawałki!

– Cicho bądź! – przerwała Mama Muminka. – Włóczykij zawsze da sobie radę.

„Może jednak naprawdę coś się stało... – myślał Muminek, idąc wolno wzdłuż rzeki. – Są przecież Buki i policjanci. I przepaści, w które można wpaść. I można zamarznąć na śmierć, i wylecieć w powietrze, i utonąć w morzu, i połknąć ość, i tak dalej... Wielki świat jest niebezpieczny. Nikt tam nikogo nie zna, nikt nie wie, co ktoś inny lubi, czego się boi. A właśnie gdzieś tam wędruje Włóczykij w swoim starym, zielonym kapeluszu... I gdzieś tam jest Dozorca Parku, jego największy wróg. Niebezpieczny, niebezpieczny wróg...”.

Muminek stanął na moście i patrzył ponuro w dół na wodę. Nagle jakaś łapka dotknęła lekko jego ramienia. Muminek podskoczył i zakręcił młynka.

– Ach, to ty – powiedział.

– Tak mi smutno – rzekła Panna Migotka i spojrzała na niego prosząco spod grzywki.

Na uszach miała wianek z fiołków i okropnie nudziła się od samego rana.

Muminek mruknął przyjaźnie.

– Pobawmy się – powiedziała Panna Migotka. – Pobawmy się, że ja jestem wyjątkowo piękna i że ty mnie porywasz!

– Nie wiem, czy jestem w odpowiednim nastroju – odparł Muminek.

Panna Migotka opuściła uszy. Wtedy Muminek szybko potarł pyszczkiem o jej pyszczek i powiedział:

– W to, że jesteś wyjątkowo piękna, nie potrzebujemy się bawić, bo jesteś piękna. Ale wolałbym cię porwać raczej jutro.

Dzień czerwcowy minął i zapadł zmierzch.

Ale upał wciąż nie ustawał.

W suchym, gorącym powietrzu unosiło się moc sadzy. Rodzina Muminków straciła humor, stała się milcząca i nietowarzyska. W końcu Mamie Muminka przyszło na myśl, żeby wszyscy spali w ogrodzie. Wyszukała kilka przyjemnych miejsc i przy każdym posłaniu postawiła małą lampkę, żeby nikt nie czuł się samotny i opuszczony.

Muminek i Panna Migotka zwinęli się w kłębek pod krzakami jaśminu, ale nie mogli zasnąć.

To nie była zwykła noc – wokół panowała jakaś niesamowita cisza.

– Tak gorąco – żaliła się Panna Migotka. – Wiercę się i wiercę, i prześcieradło jest jakieś nieprzyjemne, i jeszcze trochę, a zaraz zacznę myśleć o smutnych rzeczach!

– Ze mną jest zupełnie tak samo – odpowiedział Muminek.

Usiadł i patrzył na ogród. Zdawało się, że wszyscy śpią. Lampy paliły się spokojnie przy każdym posłaniu.

Wtem krzaki jaśminu zadrżały gwałtownie.

– Widziałeś? – zapytała Panna Migotka.

– Tak. Ale teraz znów jest spokój – odparł Muminek.


Zaledwie to powiedział, gdy nagle lampa przewróciła się na trawę. Kwiaty na grządce zadrżały, a w ziemi powoli zrobiła się szczelina i zaczęła sunąć naprzód.

Sunęła i sunęła, aż w końcu znikła pod materacem. Potem rozszerzyła się.

Ziemia i piasek posypały się w głąb rozpadliny, a w pewnej chwili znikła w niej szczoteczka do zębów Muminka.

– Była zupełnie nowa! – krzyknął Muminek. – Widzisz ją?

Pochylił pyszczek nad szczeliną i zajrzał. W tej samej chwili szczelina zamknęła się.

– Zupełnie nowa! – powtórzył Muminek osłupiały. – Niebieska!

– Pomyśl raczej, co by się stało, gdyby twój ogonek tam się dostał! – pocieszała go Panna Migotka. – Musiałbyś tu siedzieć przez całe życie!

– Chodź! – zawołał Muminek, zrywając się gwałtownie. – Pójdziemy spać na werandę.

Przed domem stał Tatuś Muminka i węszył w powietrzu.

W ogrodzie szeleściło coś niespokojnie, stada ptaków wzbijały się w powietrze, a różne drobne nóżki gorączkowo przemierzały trawę...

Ze słonecznika rosnącego przy schodach wytknęła głowę mała Mi.

– Teraz się zacznie! – zawołała podniecona.

Nagle pod ich stopami rozległ się cichy pomruk i jednocześnie usłyszeli, jak w kuchni z wielkim hałasem pospadały z półek rondle.

– Czy to już śniadanie? – spytała Mama Muminka, zrywając się z posłania. – Co się dzieje?

– Nic, moja droga – odpowiedział Tatuś. – To tylko góra ziejąca ogniem trochę się rusza... Pomyśl, ile przycisków z lawy...

Teraz obudziła się i Mimbla. Wszyscy stanęli przy balustradzie werandy i patrzyli.

– Gdzie jest ta góra? – zapytał Muminek.

– Na małej wyspie – odpowiedział Tatuś. – Na takiej małej, czarnej wyspie, na której nic nie rośnie.

– Nie myślisz, że jest to trochę, no, troszeczkę niebezpieczne? – szepnął Muminek i wsunął łapkę do łapki Tatusia.

– No, tak – odpowiedział Tatuś Muminka uprzejmie. – Może to i jest trochę niebezpieczne.

Muminek kiwnął głową zachwycony.

W tej samej chwili usłyszeli wielki łoskot.

Szedł gdzieś od morza i początkowo przypominał pomruk, a potem coraz to silniejszy grzmot.

Wśród jasnej nocy zobaczyli, jak ponad lasem, ponad wierzchołkami drzew, wzbija się coś ogromnego. To coś wciąż rosło i rosło, a na szczycie miało biały, pienisty grzebień.

– Myślę, że teraz chyba wejdziemy do salonu – powiedziała Mama Muminka.

Ledwie ich ogonki znalazły się za progiem, gdy ogromna fala wdarła się do Doliny Muminków, zatapiając wszystko w zupełnych ciemnościach. Dom zakołysał się lekko, lecz nie przewrócił się, gdyż był to bardzo solidny dom.

Po chwili meble w salonie zaczęły pływać. Wszyscy wbiegli na piętro i usiedli, by przeczekać, aż sztorm minie.

– Takiej pogody nie było od czasu mojej młodości – powiedział z ożywieniem Tatuś Muminka i zapalił świecę.

Noc pełna była niepokoju, za ścianami rozlegały się huk, łomot i trzaski, a ciężkie fale biły w okiennice.

Mama Muminka usiadła w fotelu na biegunach i w zamyśleniu zaczęła się kołysać tam i z powrotem.

– Czy to jest koniec świata? – zapytała mała Mi ciekawie.

– Wygląda na to – odpowiedziała Mimbla. – Postaraj się być grzeczna, jeśli jeszcze zdążysz, bo teraz już pewno niedługo pójdziemy wszyscy do nieba.

– Do nieba? – powtórzyła Mi. – Musimy iść do nieba? A jak się można stamtąd wydostać?


Coś ciężkiego uderzyło w dom, światło zamigotało.

– Mamo – szepnął Muminek.

– Tak, kochanie? – odpowiedziała Mama.

– Zapomniałem o łódce z kory, została na jeziorku.

– Znajdziesz ją tam jutro – odrzekła Mama.

Nagle przestała się bujać i krzyknęła:

– Jak mogłam!

– Co takiego? – zapytała, podskakując, Panna Migotka.

– Jolka – odpowiedziała Mama Muminka. – Zapomniałam zrobić jolkę. Przez cały czas miałam uczucie, że zapomniałam o czymś ważnym.

– Doszła już do szybra – oznajmił Tatuś Muminka, który wciąż zbiegał do salonu, by mierzyć poziom wody. Patrzyli na schody wiodące w dół do salonu i każdy myślał o tych wszystkich przedmiotach, które nie powinny zmoknąć.

– Czy hamak zabrany? – zapytał nagle Tatuś Muminka.

Nikt nie pamiętał o zabraniu hamaka.

– To dobrze – ucieszył się Tatuś. – Miał obrzydliwy kolor.

Szum wody wokół ścian sprawił, że ogarnęła ich senność. Toteż po kolei zwijali się w kłębek na podłodze i zasypiali. Tylko Tatuś Muminka, nim zgasił lampę, nastawił budzik na siódmą.

Bo bardzo był ciekaw, co działo się na dworze.

[1] Osprzęt – żagle, liny itp.

[2] Galion – duży okręt z XVI i XVII w.; używany był do przewożenia towarów i do celów wojennych.

[3] Luk – otwór w pokładzie statku, przez który ładuje się i wyładowuje towary.

[4] Sztag – lina umocowana do górnej części masztu, skierowana w stronę dziobu lub rufy, służąca do zabezpieczenia masztu przed wyginaniem się w przód i w tył.

[5] Oko wodne – niewielkie, głębokie jeziorko, typowe dla krajobrazu Finlandii (przyp. autorki).

 

[6] Jolka – dwuwiosłowa łódź okrętowa służąca do różnych podręcznych czynności związanych z codzienną pracą na okrętach.

[7] Buka – potwór, z którym rodzina Muminków i jej przyjaciele mieli do czynienia w „W Dolinie Muminków”.

Rozdział 2 O tym, jak się nurkuje po śniadanie

Wreszcie nadszedł ranek. Zapłonął wąskim pasmem światła, które długo badało horyzont, nim odważyło się wejść wyżej.

Dzień był pogodny.

Lecz wzburzone fale spłukiwały swoje nowe brzegi, które nigdy dotąd nie spotkały się z morzem.

Góra ziejąca ogniem – powód tego wszystkiego – uspokoiła się. Wzdychała zmęczona i tylko od czasu do czasu wydmuchiwała w niebo nieco popiołu.

O siódmej zadzwonił budzik.

Rodzina Muminków obudziła się natychmiast i rzuciła się do okna. Małą Mi posadzono na parapecie, a Mimbla trzymała ją za sukienkę, by nie wypadła.

Cały świat był odmieniony. Nie było ani jaśminów, ani bzów, ani mostu, ani rzeki.

Nad wodą sterczała tylko część dachu drewutni. Siedziało na nim, trzymając się szczytu dachu, trzęsące się towarzystwo – prawdopodobnie mieszkańcy lasu.

Wszystkie drzewa wyrastały prosto z wody, a łańcuch górski wokół Doliny Muminków podzielony był na mnóstwo skalistych wysp.

– Wolałam tak, jak było dawniej – powiedziała Mama Muminka. Mrużąc oczy, patrzyła w słońce, które podnosiło się nad tą całą biedą wielkie i czerwone jak księżyc późnym latem.

– I nie będzie kawy na śniadanie – powiedział Tatuś Muminka.

Mama Muminka spojrzała na schody, które ginęły w wodzie. Pomyślała o swojej kuchni, o półeczce, na której stała puszka z kawą, i zastanawiała się, jak by się do niej dostać.

– Może dać nurka i coś wyłowić? – zapytał Muminek, który myślał o tym samym.

– Nie potrafisz tak długo nie oddychać, moje dziecko – powiedziała Mama.

Tatuś popatrzył na nich.

– Często sobie myślałem – powiedział – że każdy powinien czasami spojrzeć na swoje mieszkanie z sufitu, a nie tylko z podłogi.

– Masz zamiar... – zaczął Muminek z zachwytem.

Tatuś kiwnął głową potakująco, poszedł do swego pokoju i wrócił po chwili z piłą i świdrem.

Wszyscy otoczyli go dokoła i ciekawie przyglądali się temu, co robił.

Tatuś Muminka uważał naturalnie, że rozpiłowywanie własnego sufitu to zajęcie trochę niesamowite, lecz jednocześnie sprawiające dużą przyjemność.

W chwilę później Mama Muminka po raz pierwszy mogła popatrzeć na swoją kuchnię z góry. Była oczarowana. Kuchnia wyglądała jak słabo oświetlone, jasnozielone akwarium. Na jego dnie rozróżniła piec i kubełek na śmieci. Ale wszystkie krzesła i stoły pływały w wodzie tuż pod sufitem.


– Jakie to okropnie śmieszne – powiedziała i zaczęła się śmiać.

Śmiała się tak bardzo, że musiała usiąść w fotelu na biegunach, kuchnia bowiem widziana w ten sposób działała na nią ogromnie rozweselająco.

– Dobrze, że wypróżniłam kubełek na śmieci – powiedziała, ocierając oczy. – I że zapomniałam przynieść drzewa!

– Nurkuję, mamusiu – powiedział Muminek.

– Nie pozwólcie mu, nie pozwólcie, proszę! – zawołała Panna Migotka wystraszona.

– Nie, dlaczego? – odpowiedziała Mama. – Jeżeli on uważa, że to jest emocjonujące?

Muminek stał przez chwilę bez ruchu i oddychał tak spokojnie, jak tylko potrafił. Następnie dał nura do kuchni.

Podpłynął do spiżarki i otworzył drzwi. Woda w spiżarce była biała od mleka, a tu i ówdzie unosiły się w niej drobinki dżemu borówkowego. Obok niego przepłynęło kilka bochenków chleba, za nimi zwój makaronu. Muminek chwycił maselniczkę, złowił w przelocie bochenek chleba i zatoczył łuk nad płytą kuchenną, aby wziąć Maminą puszkę z kawą. Potem wypłynął pod sufit i głęboko wciągnął powietrze.

– Spójrzcie tylko, jednak nie zapomniałam zakręcić puszki! – zawołała radośnie Mama. – Czuję się jak na wycieczce! Czy mógłbyś również wyłowić imbryk do kawy i filiżanki?

Nigdy jeszcze śniadanie nie było tak interesujące.

Wybrali krzesło, którego nikt nigdy nie lubił, porąbali i ugotowali na nim kawę. Cukier rozpuścił się, niestety, ale na szczęście Muminek znalazł puszkę syropu. Tatuś jadł marmoladę prosto ze słoika, a mała Mi przewierciła świdrem cały bochenek, na co jednak nikt nie zwrócił uwagi.

Muminek jeszcze kilkakrotnie dawał nurka, aby coś uratować z kuchni, i wówczas woda bryzgała na cały wypełniony dymem pokój.

– Nie będę dziś zmywała – powiedziała uradowana Mama Muminka. – Kto wie, może już nigdy nie będę zmywała? Ale, moi kochani, czy nie moglibyście wyłowić trochę mebli z salonu, zanim się zupełnie rozpuszczą?

Na dworze słońce zaczęło przygrzewać, a fale biły spokojniej.

Towarzystwo siedzące na dachu drewutni nabierało powoli wigoru i zaczęło się złościć na ten cały bałagan w naturze.

– Za czasów mojej matki coś takiego nigdy nie mogłoby się zdarzyć – powiedziała jedna z myszy, nerwowo rozczesując ogonek. – Nigdy by na to nie pozwolono! No, ale czasy się zmieniają, a dzisiejsza młodzież jest samowolna.

W tym momencie jakieś małe, poważne stworzonko energicznie przysunęło się do pozostałych.

– Nie sądzę, żeby to młodzież zrobiła tę wielką falę – powiedziało. – Wszyscy w tej dolinie są za mali, żeby zrobić większą falę niż na przykład w wiadrze albo w garnku, albo w miednicy. Albo na przykład w szklance wody.

– Czy ono sobie ze mnie żartuje? – zapytała mysz, podnosząc brwi.

– Nie, skądże znowu – odpowiedziało poważne stworzonko. – Ale myślałem i myślałem przez całą noc, w jaki sposób może powstać taka wielka fala bez wiatru. Mnie to interesuje, rozumiecie, i myślę, że na przykład...

– A jak się nazywa, jeśli wolno zapytać? – przerwała mu mysz.

– Homek – odpowiedziało małe stworzonko wcale nierozgniewane. – Gdybyśmy potrafili ZROZUMIEĆ, jak się to dzieje, to wielka fala wydawałaby się nam czymś zupełnie naturalnym.

– Naturalnym! – pisnęła mała, gruba Bufka. – Homek nic nie rozumie! Wszystko jest na opak, wszystko! Przedwczoraj ktoś mi włożył szyszkę do buta, żeby podkreślić, jakie mam duże stopy, wczoraj jakiś Paszczak, przechodząc koło mego okna, zaśmiał się dwuznacznie, a dziś znowu to!

– Czy cała ta wielka fala jest po, żeby zirytować Bufkę? – spytało jakieś małe stworzonko, na którym podobna możliwość zrobiła ogromne wrażenie.

– Tego nie powiedziałam – wykrztusiła Bufka przez łzy. – Czy jest ktoś, kto by pomyślał o mnie albo zrobił cokolwiek dla mnie? Nie mówiąc już o dużej fali!

– Może po prostu ta szyszka spadła z sosny – podsunął usłużnie Homek. – Jeżeli, oczywiście, była to szyszka sosnowa. Jeśli zaś nie była sosnowa, to musiała być jodłowa. A czy twój but jest wystarczająco duży, żeby pomieścić szyszkę jodłową?

– Wiem, że mam duże stopy – mruknęła Bufka z goryczą.

– Ja tylko próbuję to jakoś wytłumaczyć – odparł Homek.

– To kwestia odczucia – odpowiedziała Bufka. – Tego się NIE DA wytłumaczyć!

– Może – powiedział Homek zgnębiony.

Mysz skończyła czesać ogonek i zainteresowała się domem Muminków.

– Zajęci są ratowaniem swoich mebli – powiedziała, wyciągając szyję. – (Narzuta na tapczan jest rozdarta, jak widzę). I zjedli już śniadanie! Podziwiam, jak niektórzy potrafią dbać o siebie i swoje sprawy. Panna Migotka siedzi i czesze się. (Podczas kiedy my toniemy). Tak, podziwiam. Teraz taszczą kanapę na dach, żeby wyschła! Teraz wciągają flagę na maszt! Na mój ogon, są tacy, którym wydaje się, że kimś są!

Mama Muminka wychyliła się przez poręcz balkonu i zawołała:

– Dzień dobry!

– Dzień dobry! – odpowiedział Homek z zapałem. – Czy możemy złożyć wizytę? A może za wcześnie? To może raczej po południu?

– Przychodźcie zaraz! – odkrzyknęła Mama Muminka. – Lubię poranne wizyty.

Homek odczekał chwilę, aż nadpłynęło odpowiednie drzewo, takie, którego korzenie sterczały w powietrzu. Zaczepił się o nie ogonkiem i spytał resztę towarzystwa:

– Popłyniecie złożyć wizytę?

– Nie, dziękuję – odpowiedziała mysz. – To nie dla nas! Bałagańskie gospodarstwo!

– Nie jestem zaproszona – odpowiedziała Bufka pochmurnie.

Patrzyła, jak Homek odbija i jak drzewo zaczyna z wolna odpływać. W nagłym porywie osamotnienia Bufka dała rozpaczliwego susa i uczepiła się gałęzi. Homek pomógł jej wejść na drzewo, nic nie mówiąc.


Powoli podpłynęli pod dach werandy, po czym wsunęli się do domu przez okno.

– Witamy! – przywitał ich Tatuś Muminka. – Pozwólcie, że wam przedstawię: moja żona, mój syn, Panna Migotka, Mimbla, i mała Mi.

– Bufka – powiedziała Bufka.

– Homek – powiedział Homek.

– Jesteście głupi! – pisnęła mała Mi.

– To prezentacja – objaśniła ją Mimbla. – A teraz bądź cicho, bo to prawdziwa wizyta.

– Proszę wybaczyć, że u nas trochę dziś nieposprzątane – powiedziała Mama Muminka. – Ale salon, niestety, stoi pod wodą.

– Ależ to nic nie szkodzi – odparła Bufka. – Jaki piękny stąd widok. I pogodę mamy prześliczną.

– Naprawdę? – spytał Homek zdziwiony.

Bufka się zaczerwieniła.

– Nie chciałam kłamać – powiedziała. – Ale sądziłam, że to brzmi wytwornie.

Przez chwilę było cicho.

– Trochę tu ciasno – powiedziała Mama Muminka skromnie. – Ale w każdym razie cieszę się z urozmaicenia. Oglądam moją kuchnię w zupełnie nowy sposób... szczególnie kiedy meble stoją do góry nogami! I woda teraz taka ciepła. Nasza rodzina bardzo lubi pływać.

– Ach tak, doprawdy? – powiedziała Bufka uprzejmie.

Znów przez chwilę było cicho.

Nagle usłyszeli lekki szmer, jakby ktoś podlewał kwiaty.

– Mi! – zawołała Mimbla surowo.

– To nie ja! – odparła Mi. – To morze wchodzi przez okno!

Miała zupełną rację. Woda znów zaczęła przybierać. Przez parapet okienny chlusnęła fala. Potem druga. I naraz cały wodospad wtoczył się na dywan.

Mimbla szybko włożyła młodszą siostrę do kieszeni.

– Co za szczęście, że wszyscy lubimy pływać! – powiedziała.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?