Zmienić świat raz jeszczeTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

COVID-19 – ostat­nie ostrze­że­nie?

Led­wie kilka mie­sięcy po tym, jak Towa­rzy­stwo Eko­no­mi­stów Pol­skich śniło o gospo­darce nie­za­leż­nej od praw fizyki, wybu­chła pan­de­mia COVID-19. Jeden wirus – tyle wystar­czyło, aby zatrzy­mać naj­po­tęż­niej­sze gospo­darki na świe­cie, zachwiać sys­te­mem opieki zdro­wot­nej naj­bo­gat­szych kra­jów i wywró­cić do góry nogami naszą codzien­ność. To może być ostat­nie ostrze­że­nie przed tym, co nas czeka, jeśli nie potrak­tu­jemy poważ­nie kry­zysu kli­ma­tycz­nego. Rob Wijn­berg, dzien­ni­karz „The Cor­re­spon­dent”, nazwał glo­balne ocie­ple­nie „pan­de­mią w zwol­nio­nym tem­pie”50. Słusz­nie, bo pod wie­loma wzglę­dami efekt domina wywo­łany przez koro­na­wi­rusa przy­wo­dzi na myśl zagro­że­nia kli­ma­tyczne.

Pierw­sze donie­sie­nia o wiru­sie i jego nisz­czy­ciel­skich skut­kach poja­wiły się na początku 2020 roku. „Już 59 osób zgło­siło się do leka­rzy, narze­ka­jąc na wysoką gorączkę i trud­no­ści z oddy­cha­niem. Chiń­skie wła­dze usi­łują usta­lić, co to za infek­cja”51 – pisała 8 stycz­nia „Gazeta Wybor­cza”. W arty­kule można było prze­czy­tać, że za tajem­ni­czą cho­robę odpo­wiada praw­do­po­dob­nie koro­na­wi­rus. Pod koniec stycz­nia docie­rały już do nas ponure rela­cje z mia­sta, w któ­rym to wszystko się zaczęło: „11-milio­nowy Wuhan, w któ­rym wybu­chła epi­de­mia koro­na­wi­rusa, wygląda jak wymarłe mia­sto. By powstrzy­mać roz­no­sze­nie groź­nego wirusa, chiń­skie wła­dze prak­tycz­nie odcięły mia­sto od świata”52.

Europa zaczęła odczu­wać skutki koro­na­wi­rusa w oko­li­cach marca 2020 roku, przed­tem mimo dra­ma­tycz­nych donie­sień z Chin cią­gle funk­cjo­no­wał on jako medialna cie­ka­wostka z odle­głej kra­iny. Mało kto prze­wi­dy­wał, co sta­nie się za kilka mie­sięcy: zamknięte gra­nice, zamknięta gospo­darka, zamknięte spo­łe­czeń­stwo. Na jed­nym z pol­skich por­tali biz­ne­so­wych poja­wiły się pro­gnozy, że koro­na­wi­rus może być wręcz korzystny dla Pol­ski, szcze­gól­nie dla branży tury­stycz­nej, która zarobi na tym, że ludzie będą oba­wiali się wyje­chać do kra­jów naj­bar­dziej dotknię­tych skut­kami wirusa53. To była koń­cówka lutego. Led­wie dwa tygo­dnie póź­niej nagłówki w pol­skich mediach dono­siły: „Koro­na­wi­rus w Pol­sce: Branża tury­styczna szcze­gól­nie dotknięta epi­de­mią”54.

Tak więc okres sty­czeń-luty 2020 roku cha­rak­te­ry­zo­wał się podob­nym stop­niem bez­tro­ski co nasze podej­ście do kry­zysu kli­ma­tycz­nego. Wielu oso­bom wyda­wało się, że COVID-19 to zagro­że­nie z „gdzieś tam”, które do nas nie zawita, a jeśli nawet, to jego kon­se­kwen­cje będą łagodne. W skali świata zmie­nią się zaś co naj­wy­żej eko­no­miczne rubryczki (tam spad­nie popyt w branży tury­stycz­nej, tu wzro­śnie), być może na korzyść Pol­ski. Ten rodzaj wypar­cia poja­wia się także w kon­tek­ście kata­kli­zmów pogo­do­wych. Kiedy w 2004 roku hura­gan Cata­rina ude­rzył we wschod­nie wybrzeże Bra­zy­lii, wielu ludzi zlek­ce­wa­żyło ostrze­że­nia władz, ponie­waż „nie chcieli przy­jąć do wia­do­mo­ści, że hura­gany są w Bra­zy­lii moż­liwe”55. Ten­den­cja do lek­ce­wa­że­nia zagro­żeń, z któ­rymi się wcze­śniej nie zetknę­li­śmy, to bar­dzo nie­bez­pieczna cecha ludz­kiego umy­słu, która może wpę­dzić nas w nie lada tara­paty. Tak wła­śnie się stało w przy­padku koro­na­wi­rusa. Prze­strogi, że wybuch pan­de­mii to tylko kwe­stia czasu, a pań­stwa nie są przy­go­to­wane na takie wyda­rze­nie, poja­wiały się jesz­cze przed COVID-19. „Eks­perci ds. zdro­wia i Świa­towa Orga­ni­za­cja Zdro­wia ostrze­gają, że ist­nieje ryzyko, iż pew­nego dnia bar­dziej nie­bez­pieczny dla życia wirus grypy przej­dzie ze zwie­rząt do ludzi, zmu­tuje i zain­fe­kuje setki tysięcy osób”56. To frag­ment tek­stu „Rzecz­po­spo­li­tej” z marca 2019 roku. „Czy jeste­śmy gotowi na wiszące nad nami ryzyko pan­de­mii?” – pytał w 2018 roku „The Guar­dian”, a kon­kret­nie dok­tor Jona­than Quick z Harvard Medi­cal School. Jego odpo­wiedź spro­wa­dzała się do alar­mu­ją­cego: nie57. Podob­nie myśleli inni spe­cja­li­ści. „Nie jeste­śmy gotowi na kolejną pan­de­mię” – to słowa wid­nie­jące na okładce maga­zynu „Time” z maja 2017 roku. Na mar­gi­ne­sie: w tek­ście z tego numeru poja­wia się infor­ma­cja, że glo­balne ocie­ple­nie spo­tę­guje praw­do­po­do­bień­stwo poja­wie­nia się nie­któ­rych rodza­jów pan­de­mii, ponie­waż zwięk­szy obszar wystę­po­wa­nia zwie­rząt roz­no­szą­cych cho­roby58. Oprócz ostrze­żeń medial­nych powsta­wały rów­nież symu­la­cje sytu­acji pan­de­micz­nych – od Dark Win­ter z 2001 roku po Event 201 z 2019 roku – które obra­zo­wały skalę ryzyka i nasze marne przy­go­to­wa­nie na tego typu zagro­że­nia.

Wszyst­kie te ostrze­że­nia zostały zlek­ce­wa­żone, więc kiedy wybu­chła pan­de­mia koro­na­wi­rusa, a klocki domina zaczęły prze­wra­cać się jeden po dru­gim, byli­śmy nie­przy­go­to­wani. Nie tylko my, Polacy, ale też cały świat. Zaczęło się od przej­ścia wirusa ze zwie­rząt na ludzi. Takie rze­czy trudno kon­tro­lo­wać, ale epi­de­mio­lo­dzy ostrze­gali od dawna, że targi w rodzaju wuhań­skiego są nie­bez­pieczne. Bez­sku­tecz­nie. To był pierw­szy klo­cek. COVID-19 roz­prze­strze­nił się po świe­cie bły­ska­wicz­nie. W ten spo­sób prze­wró­cił się następny klo­cek domina. Był to z jed­nej strony efekt uboczny glo­ba­li­za­cji, z dru­giej świa­dec­two naszych zanie­dbań. Zabra­kło spraw­nych mię­dzy­na­ro­do­wych pro­ce­dur, które uła­twi­łyby koor­dy­na­cję dzia­łań. Zwłasz­cza na począt­ko­wym eta­pie poszcze­gólne kraje poru­szały się po omacku i podej­mo­wały decy­zje nie­za­leż­nie od sie­bie. To był kło­pot nawet w obrę­bie Unii Euro­pej­skiej. Kiedy na początku marca doszło do spo­tka­nia mini­strów zdro­wia kra­jów człon­kow­skich, ci narze­kali, że „dowia­dują się o zmia­nach poli­tyki innych kra­jów z prasy”59. Oka­zało się, że mamy glo­balny rynek, nie mamy nato­miast spraw­nej glo­bal­nej siatki bez­pie­czeń­stwa zdro­wot­nego.

Gdy upa­dły dwa pierw­sze klocki domina, posy­pały się w pośpie­chu dra­ma­tyczne pyta­nia. W tym to pod­sta­wowe: czy szpi­tale są gotowe przy­jąć wszyst­kich potrze­bu­ją­cych? Odpo­wiedź była pro­sta: nie. Uświa­do­mił to wszyst­kim przy­kład Włoch, pierw­szego pań­stwa w Euro­pie, które musiało zma­gać się ze skut­kami koro­na­wi­rusa. Szcze­gól­nie dra­ma­tyczna była sytu­acja w Lom­bar­dii:

W całym regio­nie jest około 800 łóżek na oddzia­łach inten­syw­nej tera­pii, bez któ­rych nie da się ura­to­wać osób, które nie mogą już samo­dziel­nie oddy­chać, tak bar­dzo ich płuca zostały zaata­ko­wane przez Covid-19. Jed­nak takich przy­pad­ków jest w Medio­la­nie i oko­licz­nych mia­stach kilka tysięcy60.

Kolejne kraje szybko docho­dziły do wnio­sku, że muszą za wszelką cenę ogra­ni­czyć tempo zara­żeń, aby szpi­tale nadą­żyły z przyj­mo­wa­niem cho­rych. Zaczęto mini­ma­li­zo­wać liczbę kon­tak­tów mię­dzy­ludz­kich. Zamy­kano szkoły, firmy, naka­zy­wano ludziom zosta­wać w domach. Tak prze­wró­cił się kolejny klo­cek domina.

Czy nasze gospo­darki były przy­go­to­wane na taką ewen­tu­al­ność? Odpo­wiedź znowu brzmi: nie. Wiele osób zna­la­zło się z dnia na dzień w poważ­nych tara­pa­tach, w Pol­sce byli to mię­dzy innymi ludzie na umo­wach śmie­cio­wych, pozba­wieni real­nej ochrony pra­cow­ni­czej. W poło­wie marca można było prze­czy­tać w pol­skich mediach, że „2,6 mln Pola­ków na śmie­ciów­kach boi się, z czego będzie żyć”61. Zaczęło się więc gorącz­kowe szu­ka­nie roz­wią­zań: ulgi podat­kowe, zwol­nie­nia z opłat, kre­dyty na pre­fe­ren­cyj­nych warun­kach, dodruk pie­nię­dzy. Choć poczy­niono wiele odważ­nych kro­ków, a nawet naj­za­go­rzalsi zwo­len­nicy hasła „pań­stwo ma po pro­stu nie prze­szka­dzać” zaczęli doma­gać się od niego rato­wa­nia gospo­darki, to i tak nie obyło się bez fali ban­kructw i zwol­nień. Dla czę­ści osób ozna­czało to także utratę bez­pie­czeń­stwa zdro­wot­nego, szcze­gól­nie w takich kra­jach jak Stany Zjed­no­czone z ich sil­nie spry­wa­ty­zo­wa­nym sys­te­mem ochrony zdro­wia. Raport Kaiser Family Foun­da­tion z maja 2020 roku sza­co­wał, że z powodu zwol­nień ubez­pie­cze­nie zdro­wotne mogło stra­cić 27 milio­nów miesz­kań­ców USA, z czego 5,7 miliona zostało bez dofi­nan­so­wa­nia dla jakie­go­kol­wiek zastęp­nika62. Tak upadł kolejny klo­cek domina.

Pogor­sze­nie sytu­acji eko­no­micz­nej może dopro­wa­dzić na dłuż­szą metę do wzro­stu napięć poli­tycz­nych, to spo­wo­duje zaś zwięk­sze­nie popu­lar­no­ści ugru­po­wań okre­śla­nych jako rady­kalne i dema­go­giczne. Wła­śnie tak stało się po kry­zy­sie finan­so­wym w 2008 roku, choć z efek­tem odło­żo­nym o kilka lat, gdy na popu­lar­no­ści zaczęli zyski­wać Donald Trump, zwo­len­nicy bre­xitu i inni skraj­nie pra­wi­cowi poli­tycy. Jeśli ten wzór się powtó­rzy, będzie to jesz­cze jeden klo­cek domina, który upad­nie na sku­tek sys­te­mo­wych zanie­dbań. Tem­pe­ra­tura poli­tycz­nych spo­rów jesz­cze wzro­śnie, a wła­dzę obejmą lub utwar­dzą ludzie, któ­rzy chęt­nie roz­gry­wają napię­cia spo­łeczne dla wła­snych celów, nie­ko­niecz­nie zaś potra­fią zapew­nić swoim oby­wa­te­lom bez­pie­czeń­stwo. Choć tak samo jak to było w przy­padku kry­zysu finan­so­wego, te kon­se­kwen­cje nie muszą się poja­wić natych­miast.

Część osób upiera się, że efekt domina wywo­łał nie tyle sam wirus, ile rządy poszcze­gól­nych państw, które zare­ago­wały zbyt ner­wowo na pan­de­mię. Ich zda­niem ryzyko zapa­ści gospo­dar­czej powstało na sku­tek rygo­ry­stycz­nych obostrzeń, a nie samego koro­na­wi­rusa. To nacią­gany argu­ment, bo więk­szość rzą­dów sto­so­wała się, lepiej bądź gorzej, do zale­ceń epi­de­mio­lo­gów. Główną moty­wa­cją do zamknię­cia gospo­darki było rato­wa­nie ludzi i sys­temu ochrony zdro­wia. Z nie­złym skut­kiem. Zda­niem naukow­ców z Impe­rial Col­lege w Lon­dy­nie oraz Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nij­skiego restryk­cje zasto­so­wane w jede­na­stu prze­ba­da­nych przez nich pań­stwach euro­pej­skich pozwo­liły oca­lić życie ponad trzech milio­nów ludzi63. Prawdą jest, że nawet wśród eks­per­tów poja­wiały się róż­nice zdań, co dokład­nie robić. Na przy­kład Anders Tegnell, który odpo­wia­dał za stra­te­gię Szwe­cji, miał swo­bod­niej­szy sto­su­nek do zamy­ka­nia róż­nych obsza­rów spo­łe­czeń­stwa niż jego kole­dzy i kole­żanki z innych kra­jów64. Nie­mniej wszy­scy zga­dzali się, że pań­stwo musi pod­jąć jakieś dzia­ła­nia i że nie ma takiego roz­wią­za­nia, które nie odbi­łoby się na spo­łe­czeń­stwie oraz gospo­darce. Sam Tegnell przy­znał zaś po kilku mie­sią­cach, że dzia­ła­nia Szwe­cji były zbyt mało restryk­cyjne. „Gdy­by­śmy mieli do czy­nie­nia z tą samą cho­robą i dys­po­no­wali wie­dzą, którą mamy dzi­siaj, myślę, że nasza odpo­wiedź zna­la­złaby się gdzieś pomię­dzy tym, co zro­biła Szwe­cja, i tym, co zro­biła reszta świata”65 – mówił na początku czerwca 2020 roku.

 

Gdy wybu­chła pan­de­mia, nie było już dobrych decy­zji. Pro­blem mający swe źró­dło w natu­rze szybko zamie­nił się w kry­zys spo­łeczny, a ponie­waż nie przy­go­to­wa­li­śmy się na taki roz­wój wypad­ków, efekt domina był nie­unik­niony. Pyta­nie doty­czyło tylko tego, jak dokład­nie będzie on wyglą­dał i kto ponie­sie jego koszty.

Wnio­ski z pan­de­mii

Czego możemy się nauczyć z pan­de­mii koro­na­wi­rusa? Przede wszyst­kim powin­ni­śmy wzmoc­nić klu­czowe ele­menty naszej sieci natu­ralno-spo­łeczno-poli­tycz­nej, tak aby powstrzy­mać destruk­cyjny efekt domina. Sprawy z COVID-19 mogłyby poto­czyć się ina­czej, gdyby sys­temy opieki zdro­wot­nej poszcze­gól­nych kra­jów były lepiej przy­go­to­wane na to wyzwa­nie.

Zaczy­namy rozu­mieć, jak bar­dzo obecny sys­tem był wraż­liwy na wiel­kie ryzyka, jakie poja­wiają się w świe­cie – powiada eko­no­mi­sta Piotr Bukow­ski. – […] Musimy się od tego ryzyka ubez­pie­czać, czyli stwo­rzyć mecha­ni­zmy ochrony spo­łe­czeństw przed takimi zda­rze­niami. Oka­zuje się, że nie da się na dłuż­szą metę mieć spraw­nej gospo­darki bez spraw­nego sys­temu zdro­wia. Nie­do­in­we­sto­wa­nie służby zdro­wia jest tak naprawdę nie­do­in­we­sto­wa­niem gospo­darki, bo pan­de­mia poka­zuje, że te dwie rze­czy są ści­śle połą­czone66.

To dobry kie­ru­nek myśle­nia, nawet jeśli sam Bukow­ski nie wyciąga peł­nych kon­se­kwen­cji ze splotu natury i gospo­darki. Jeżeli chcemy sobie radzić z takimi kata­kli­zmami, musimy zacząć dostrze­gać połą­cze­nia mię­dzy róż­nymi skła­do­wymi sieci, w ramach któ­rych funk­cjo­nują nasze spo­łe­czeń­stwa. W tym wypadku mię­dzy wiru­sem, ochroną zdro­wia i gospo­darką. Gdy­by­śmy zadbali lepiej o ten środ­kowy ele­ment, czyli opiekę medyczną, to efekt domina dałoby się zatrzy­mać albo przy­naj­mniej ogra­ni­czyć. Wirus nie prze­ło­żyłby się tak łatwo na ryzyko zała­ma­nia gospo­dar­czego, bo przy spraw­niej­szym sys­te­mie ochrony zdro­wot­nej nie trzeba byłoby wpro­wa­dzać tylu ogra­ni­czeń eko­no­micz­nych. Bukow­ski słusz­nie zauważa, że to nie jest tylko kwe­stia COVID-19. „Teraz mamy koro­na­wi­rusa, ale możemy sobie wyobra­zić wiel­kie tsu­nami w Azji Połu­dniowo-Wschod­niej albo gigan­tyczną suszę, jakiej nie zazna­li­śmy od kil­ku­set lat”67. Ogólna zasada pozo­staje taka sama: nie powin­ni­śmy myśleć, że natura sobie, usługi publiczne sobie, a gospo­darka sobie – te sfery oddzia­łują na sie­bie nawza­jem. Spo­sób tego oddzia­ły­wa­nia zależy od naszych decy­zji poli­tycz­nych. Przy­po­mnijmy sobie defi­ni­cję poli­tyki Lato­ura – „stop­niowa kom­po­zy­cja wspól­nego świata”. Od tego, jak skom­po­nu­jemy rela­cje mię­dzy róż­no­rod­nymi ele­men­tami natu­ralno-spo­łecz­nymi, będzie zale­żało to, jak będziemy przy­go­to­wani na wyzwa­nia, o któ­rych wspo­mina Bukow­ski.

Pan­de­mia COVID-19 una­ocz­niła, jak działa w prak­tyce zasada „3 x poli­tyka”. Pro­blemy z koro­na­wi­ru­sem wynik­nęły, przy­naj­mniej czę­ściowo, z decy­zji poli­tycz­nych, na przy­kład z zanie­dba­nia sys­temu ochrony zdro­wia, szcze­gól­nie w takich kra­jach jak USA. Poli­tyczne były rów­nież kon­se­kwen­cje – w sze­ro­kim sen­sie pro­po­no­wa­nym przez Lato­ura – bo dopro­wa­dziły do roz­chwia­nia jed­nego z pod­sta­wo­wych ele­men­tów naszych spo­łe­czeństw, czyli gospo­darki. Dla­tego i roz­wią­za­nia muszą być poli­tyczne. Innymi słowy, pan­de­mia koro­na­wi­rusa powinna skło­nić nas do reflek­sji nad fun­da­men­tami naszych wspól­not. Na przy­kład do zasta­no­wie­nia się, czyja praca jest konieczna, aby dana spo­łecz­ność funk­cjo­no­wała? Odpo­wie­dzi na takie pyta­nia mogą być zaska­ku­jące. Rut­ger Breg­man w książce Uto­pia dla reali­stów przy­po­mina histo­rię strajku nowo­jor­skich śmie­cia­rzy z 1968 roku68. Chcieli oni poprawy warun­ków pracy, bur­mistrz był prze­ciw. Media zda­wały się stać po jego stro­nie. Jak myśli­cie, jakie szanse mieli śmie­cia­rze w star­ciu z bur­mistrzem i mediami jed­nego z naj­po­tęż­niej­szych miast na świe­cie? To nie mogła być długa walka, prawda? Rze­czy­wi­ście, skoń­czyła się szybko. Po dzie­wię­ciu dniach bur­mistrz ustą­pił i speł­nił żąda­nia straj­ku­ją­cych. Jak to moż­liwe? Cóż, w mie­ście zale­gało sto tysięcy ton śmieci. Sytu­acja stała się na tyle poważna, że wła­dze mia­sta musiały ogło­sić stan wyjąt­kowy. Oka­zało się, że spo­łe­czeń­stwo nie jest w sta­nie funk­cjo­no­wać bez pracy śmie­cia­rzy.

Antro­po­log David Gra­eber idzie podob­nym tro­pem co Breg­man, kiedy zauważa, że gdy­by­śmy „obu­dzili się pew­nego ranka i odkryli, że nie tylko pie­lę­gniarki, śmie­cia­rzy i mecha­ni­ków, ale też jesz­cze kie­row­ców auto­bu­sów, skle­pi­ka­rzy, stra­ża­ków albo kucha­rzy w barach szyb­kiej obsługi wymio­tło do innego wymiaru, rezul­taty byłyby kata­stro­falne”69. To samo doty­czy nauczy­cieli w pod­sta­wów­kach, „dzieci pew­nie świę­to­wa­łyby przez dzień lub dwa, ale dłu­go­fa­lowe efekty byłyby dru­zgo­cące”70. Nie­je­den rodzic zamknięty ze swo­imi pocie­chami w trak­cie pan­de­mii może zaświad­czyć o tym, że znik­nię­cie nauczy­cieli ze spo­łe­czeń­stwa byłoby dra­ma­tycz­nym wyda­rze­niem. Zarówno Breg­man, jak i Gra­eber zasta­na­wiają się, czy strajk każ­dej grupy spo­łecz­nej byłby tak dotkliwy. Co sta­łoby się, gdyby zastraj­ko­wali waszyng­toń­scy lob­by­ści? Czy oby­wa­tele zaczę­liby wywie­rać nacisk na wła­dze, aby szybko roz­wią­zać ten pro­blem? Czy krzy­cze­liby „Zrób­cie coś, życie stało się nie­zno­śne od czasu, gdy lob­by­ści prze­stali ura­biać każ­dego dnia poli­ty­ków!”? A gdyby zastraj­ko­wali makle­rzy? Albo spe­cja­li­ści od PR-u? Wytrwa­li­by­śmy dzie­więć dni bez ich pracy? Te pyta­nia są iro­niczne, ale pro­wa­dzą do waż­nej puenty: spo­łeczna uży­tecz­ność prac i ich wycena coraz bar­dziej się roz­jeż­dżają.

To prze­dziwne, ale w zawo­dach tylko prze­su­wa­ją­cych bogac­two – i nie wytwa­rza­ją­cych pra­wie żad­nej kon­kret­nej war­to­ści – są naj­wyż­sze zarobki netto. To fascy­nu­jący para­doks. – Zauważa Berg­man i pyta – Jak to moż­liwe, że wszy­scy twórcy dobro­bytu – nauczy­ciele, ofi­ce­ro­wie poli­cji, pie­lę­gniarki – są tak mar­nie opła­cani, a nie­istotni, zby­teczni czy wręcz mający destruk­cyjny wpływ na gospo­darkę PRZE­SU­WA­CZE BOGAC­TWA tak świet­nie sobie radzą?71.

Mamy na to pyta­nie gotową odpo­wiedź: rynek tak zde­cy­do­wał. Ale to mydle­nie oczu. Rynek to nie jest nie­omylne bóstwo, któ­rego decy­zje musimy przyj­mo­wać zawsze z pokorą, bez słowa sprze­ciwu. To raczej zawiła sieć rela­cji gospo­dar­czo-poli­tycz­nych, którą można kształ­to­wać na różne spo­soby. I nie, wbrew opi­nii dogma­tycz­nych wol­no­ryn­kow­ców, inge­ro­wa­nie w mecha­ni­zmy ryn­kowe nie pro­wa­dzi wprost do komu­ni­zmu. Na dobrą sprawę histo­ria kapi­ta­li­zmu jest usiana takimi inter­wen­cjami, szcze­gól­nie w cza­sach kry­zysu. Nasza wol­no­ryn­kowa gospo­darka ni­gdy by się bez nich nie roz­wi­nęła. Jak powiada eko­no­mi­sta Robert Reich, „pań­stwo nie inge­ruje w rynek, ono go two­rzy”72. Ubó­stwia­nie mecha­ni­zmów ryn­ko­wych jest tylko wybie­giem, poma­ga­ją­cym w odsu­wa­niu od sie­bie odpo­wie­dzial­no­ści poli­tycz­nej. Osta­tecz­nie to my przy­zwa­lamy na to, że nie­zbędne zawody są tak słabo opła­cane i doce­niane.

Pol­ska jest tego świet­nym przy­kła­dem. Gdy wybu­chła pan­de­mia, nagle uświa­do­mi­li­śmy sobie, jak ważne są pie­lę­gniarki i inne osoby pra­cu­jące w nie­do­ce­nia­nych zawo­dach. Zaczę­li­śmy nazy­wać je boha­ter­kami, a poli­tycy kla­skali im w podzięce. Jak słusz­nie pisał Kamil Fej­fer:

Dopiero w cza­sie kry­zysu widać, jak ważne są prace takie jak: sprze­dawca w mar­ke­cie, pie­lę­gniarka, czło­wiek zaj­mu­jący się wywo­zem śmieci, kie­rowca w komu­ni­ka­cji miej­skiej czy ratow­nik medyczny. […] Mówiąc wprost – pan­de­mia poka­zuje nam, jak mało ci ludzie zara­biają w porów­na­niu z tym, jak ważna jest dla sys­temu ich praca, jak ważna jest ona dla nas”73.

Nie­stety przez lata nie zasta­na­wia­li­śmy się nad tym, jakie pań­stwo budu­jemy dla pie­lę­gnia­rek i innych ludzi sto­ją­cych u pod­staw spo­łe­czeń­stwa.

Weźmy pol­ski sys­tem podat­kowy. W więk­szo­ści kra­jów Europy jest on pro­gre­sywny: im wię­cej zara­biasz, tym wię­cej pro­cen­towo dokła­dasz się do wspól­nej kasy. Na tym zbu­do­wano powo­jenny dobro­byt Europy Zachod­niej i Pół­noc­nej. Pol­ska teo­re­tycz­nie też ma sys­tem pro­gre­sywny, ale w rze­czy­wi­sto­ści degre­sywny, mię­dzy innymi dla­tego, że osoby na naj­bar­dziej intrat­nych sta­no­wi­skach prze­cho­dzą na samo­za­trud­nie­nie i płacą niż­sze podatki niż pra­cow­nicy eta­towi. „W efek­cie nauczy­ciel na eta­cie z pen­sją nie­wiele wyż­szą od płacy mini­mal­nej oddaje pra­wie 40 proc. podat­ków i skła­dek, a mena­dżer na samo­za­trud­nie­niu z docho­dami 20 tys. zł mie­sięcz­nie ma obcią­że­nie na rzecz pań­stwa pra­wie o połowę niż­sze”74 – tłu­ma­czy eko­no­mi­sta Jakub Sawul­ski. Domy­śla­cie się pew­nie, że w tym sys­te­mie pie­lę­gniarki lądują po stro­nie nauczy­cie­lek, a nie mena­dżera zara­bia­ją­cego rocz­nie ponad 200 tysięcy zło­tych. To sku­tek decy­zji poli­tycz­nych: wole­li­śmy budo­wać sys­tem pro­mu­jący pracę samo­za­trud­nio­nych mena­dże­rów, a nie pracę pie­lę­gnia­rek. Za każ­dym razem, gdy poja­wiała się pro­po­zy­cja pod­nie­sie­nia podat­ków naj­za­moż­niej­szym, ule­ga­li­śmy argu­men­tom, że ci uciekną z kraju. Tak więc mena­dże­ro­wie zostali, ucie­kły za to pie­lę­gniarki. „20 tys. pie­lę­gnia­rek już wyje­chało do pracy za gra­nicę, 55 tys. w każ­dej chwili może przejść na eme­ry­turę. Absol­wentki pie­lę­gniar­stwa od pracy w szpi­talu wolą salon kosme­tyczny”75 – dono­siła dwa lata przed pan­de­mią „Gazeta Wybor­cza”.

Na pozór daleko ode­szli­śmy od tematu pan­de­mii, nie mówiąc już o stę­że­niu dwu­tlenku węgla w atmos­fe­rze. Co ma do tego pro­gre­sja podat­kowa? Wła­śnie w tym rzecz, że poważna dys­ku­sja o pan­de­mii czy kli­ma­cie musi być także roz­mową o takich spra­wach jak sys­tem podat­kowy, składki na ubez­pie­cze­nie czy finan­so­wa­nie ochrony zdro­wia. Nie chcę was prze­ko­ny­wać w tym miej­scu do tego czy innego sys­temu podat­ko­wego. Cho­dzi o rzecz bar­dziej pod­sta­wową: o uświa­do­mie­nie sobie, że te kwe­stie się ze sobą wiążą: nie­ważne, czy mówimy o naszym przy­go­to­wa­niu na kry­zysy wywo­łane zja­wi­skami przy­rod­ni­czymi, czy o naszym sys­temie podat­kowym – cały czas poru­szamy się w sfe­rze decy­zji poli­tycz­nych, które kształ­tują nasze spo­łe­czeń­stwa. Pora to sobie uświa­do­mić.

Na szczę­ście to się dzieje – przy­naj­mniej gdzie­nie­gdzie. W kwiet­niu 2020 roku „Finan­cial Times” opu­bli­ko­wał wezwa­nie do prze­my­śle­nia naszego sys­temu eko­no­micz­nego. To tym bar­dziej zna­czące, bo słynny bry­tyj­ski dzien­nik nie ma repu­ta­cji rewo­lu­cyj­nej gazety. Mimo to jego redak­to­rzy przy­znali, że COVID-19 obna­żył pod­sta­wowe błędy współ­cze­snych spo­łe­czeństw kapi­ta­li­stycz­nych: „Z dnia na dzień miliony stra­ciły pracę w gastro­no­mii i hote­lar­stwie, roz­rywce oraz pokrew­nych sek­to­rach, pod­czas gdy lepiej opła­cani pra­cow­nicy sprze­da­jący wie­dzę czę­sto muszą mie­rzyć się tylko z nie­wy­go­dami pracy z domu”76. Co z tym zro­bić? „Rządy będą musiały przy­jąć bar­dziej aktywną rolę w gospo­darce, postrze­gać usługi publiczne jako inwe­sty­cje, a nie obcią­że­nia, oraz szu­kać spo­sobu, by zwięk­szyć zabez­pie­cze­nia na rynku pracy. […] Kon­cep­cje do nie­dawna uzna­wane za eks­cen­tryczne, takie jak dochód pod­sta­wowy albo poda­tek od bogac­twa, będą musiały być czę­ściami skła­do­wymi”77.

 

Tak oto wirus o śred­nicy od sześć­dzie­się­ciu do stu czter­dzie­stu nano­me­trów skło­nił jedną z naj­więk­szych gazet na świe­cie do prze­my­śle­nia gospo­dar­czych fun­da­men­tów zachod­nich spo­łe­czeństw.

Jona­than Aldred, eko­no­mi­sta z Uni­wer­sy­tetu Cam­bridge, uważa, że w ramach tej reflek­sji powin­ni­śmy zmie­nić nasze wyobra­że­nia na temat tego, co składa się na mądrą poli­tykę. Przez lata przy­zwy­cza­ili­śmy się myśleć o postę­pie w kate­go­riach wzro­stu gospo­dar­czego, więc prze­li­cza­li­śmy wszystko na PKB. Ale te obli­cze­nia wezmą w łeb, jeśli wywali się cały sys­tem spo­łeczno-gospo­dar­czy. „Naszym prio­ry­te­tem powinna być odpor­ność, a nie wydaj­ność. Musimy budo­wać odporne sys­temy i gospo­darki, które będą tak pro­jek­to­wane, aby wytrzy­my­wać naj­gor­sze sce­na­riu­sze – i dawać nam szansę upo­ra­nia się z nie­prze­wi­dzia­nymi kata­stro­fami”78. Tak prze­cież postę­pu­jemy na mniej­szą skalę, na przy­kład każdy nowy budy­nek musi speł­niać wymogi bez­pie­czeń­stwa, żeby być oddany do użytku. Argu­ment: „wytwo­rzymy tutaj dużo PKB”, nie wzru­szy odpo­wied­nich orga­nów kon­tro­l­nych, jeśli będą uza­sad­nione podej­rze­nia, że budowla zagraża mają­cym w niej prze­by­wać ludziom. Dla­czego mie­li­by­śmy sto­so­wać inne podej­ście, gdy mowa o kon­struk­cji naszych spo­łe­czeństw? Jeśli mamy pod­stawy sądzić, że w epoce kry­zysu kli­ma­tycz­nego mogą przy­da­rzyć się kolejne kata­kli­zmy zdolne roz­ło­żyć na łopatki glo­balną gospo­darkę i wywo­łać wstrząsy poli­tyczne, to naszym obo­wiąz­kiem jest przy­go­to­wać się na tę ewen­tu­al­ność. Podej­ście „A może nic się nie sta­nie” jest tak samo głu­pie w poli­tyce, jak w budow­nic­twie.

Do tych reflek­sji poli­tycz­nych trzeba dodać jesz­cze co naj­mniej jedną. W kon­tek­ście kry­zysu kli­ma­tycz­nego czę­sto powraca stwier­dze­nie, że „wszy­scy pły­niemy na tej samej łodzi”. Było ono rów­nież przy­wo­ły­wane w cza­sie pan­de­mii. Koro­na­wi­rus poka­zał jed­nak, że to w naj­lep­szym razie pół­prawda. Tak, wspól­nie odczu­li­śmy skutki COVID-19, bo wszy­scy musie­li­śmy pod­po­rząd­ko­wać się pań­stwo­wym roz­po­rzą­dze­niom, ale to nie zna­czy, że kon­se­kwen­cje pan­de­mii były dla każ­dego takie same. W cza­sie gdy ame­ry­kań­skie media dono­siły o milio­nach zwol­nień, o ludziach, któ­rzy wraz z pracą tra­cili ubez­pie­cze­nie zdro­wotne, mogli­śmy prze­czy­tać, że Jeff Bezos, wła­ści­ciel Ama­zona, jest na naj­lep­szej dro­dze do zosta­nia pierw­szym bilio­ne­rem w histo­rii ludz­ko­ści. Ogó­łem w pierw­szych mie­sią­cach pan­de­mii miliar­de­rzy wzbo­ga­cili się o ponad trzy­sta miliar­dów dola­rów79. Gdy jedni zasta­na­wiali się, czy stać ich na opiekę zdro­wotną, inni mar­twili się, jak dotrzeć do swo­ich jach­tów, żeby po dro­dze nie zara­zić się od tłumu. To nie żart – arty­kuł o takim „pro­ble­mie” uka­zał się na stro­nie por­talu Blo­om­berg80. Te przy­kłady są skrajne, ale róż­nice było widać rów­nież w mniej dra­stycz­nych przy­pad­kach. Część pra­cow­ni­ków mogła sobie pozwo­lić na pracę zdalną, inni musieli ryzy­ko­wać codzien­nie zdro­wiem. „Ktoś musi pozo­stać na zewnątrz, pomimo zapew­nień, że «to bar­dzo nie­bez­pieczne», by ktoś inny mógł prze­cze­kać apo­ka­lipsę bez­piecz­nie w domu”81 – komen­to­wała iro­nicz­nie Mag­da­lena Okra­ska. Jesz­cze inni zostali z dnia na dzień zwol­nieni.

Nie da się mówić na serio o kry­zy­sie kli­ma­tycz­nym bez uwzględ­nie­nia tych róż­nic spo­łecz­nych. Będą one wpły­wały na wiele rze­czy: od reak­cji poszcze­gól­nych grup na restryk­cje kli­ma­tyczne po sto­pień moty­wa­cji, aby coś z glo­bal­nym ocie­ple­niem zro­bić. Ten temat powróci w kolej­nych roz­dzia­łach, choćby na przy­kła­dzie pro­te­stów żół­tych kami­ze­lek. Na razie poprze­stańmy na pro­stym roz­po­zna­niu, że aby go w ogóle zauwa­żyć i opi­sać, trzeba myśleć o zmia­nie kli­matu w kate­go­riach poli­tycz­nych. Musimy odku­rzyć tro­chę zapo­mniane poję­cia klasy, inte­re­sów kla­so­wych, nie­rów­no­ści spo­łecz­nych czy rela­cji wła­dzy. To może być jedna z waż­niej­szych lek­cji, jakich udzie­liła nam pan­de­mia COVID-19.

Inne książki tego autora