Rydzyk i przyjaciele. Wielkie żniwo

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział III
Zadziwiający pan Daniels

I taki przyjaciel szybko się znalazł. Swoje wsparcie księdzu Rydzykowi zaoferował Jonathan Daniels, powszechnie znany pod zdrobniałym imieniem Jonny.

Kim jest Jonny Daniels?

To Izraelczyk, który rozgłos w Polsce zdobył w roku 2014. Nasze media nagłaśniały wówczas jego akcję „ratowania macew”. Macewy to kamienie nagrobne z żydowskich cmentarzy. Jonny Daniels odnajdywał – lub twierdził, że odnajduje – porzucone lub ukryte macewy w różnych zakątkach naszego kraju (na przykład wkopane w podwórze gospodarstwa wiejskiego). Następnie sprowadzał na miejsce ciągnik, kamerę TV i cyrkowych siłaczy. Przy pomocy takiej ekipy wydobywał macewy na światło dzienne, a siłacze dawali pokaz swojej mocy, dźwigając kamienne nagrobki. Wydźwięk całej akcji nie był w żadnej mierze pochlebny dla Polaków. Daniels przedstawiał się jako były izraelski komandos, który przybył do Polski, aby ratować kamienie nagrobne swego ludu. Wynikało z tego, że Polacy przez dziesięciolecia zaniedbywali te kamienie albo przyzwalali na ich pohańbienie. W wielu przypadkach, niestety, mogło to być prawdą. Dlatego nic dziwnego, że działalność Jonny’ego Danielsa z początku była nagłaśniana przez liberalne media16.

Ale również prawicowy portal wPolityce.pl, związany z PiS i zdecydowanie przeciwny ujawnianiu polskiego antysemityzmu17, chwalił Danielsa i jego ekipę. „Cięższa z macew ważyła aż 250 kilogramów, lżejsza zaledwie 110. To pestka dla strongmanów, którzy na zawodach podrywają z ziemi nawet dwa razy cięższe sztangi!” – w listopadzie 2014 r. podawało wPolityce.pl, cytując tabloid „Super Express”18. Skąd ta sympatia ze strony polskiej prawicy? Być może stąd, że Jonny Daniels szybko zaczął się przedstawiać jako prawicowy nacjonalista z Izraela, który dobrze rozumie prawicowych nacjonalistów z Polski. W pewnym momencie ogłosił, że „90 proc. tego, co uważa się na świecie za polski antysemityzm, to historie bez oparcia w rzeczywistości”19. Występował również jako obrońca pamięci polskich Sprawiedliwych, czyli nie-Żydów, którzy ratowali Żydów przed Zagładą. W tym celu Daniels założył fundację From the Depths (Z głębokości)20. W fundacji znalazł dla siebie miejsce autor wpisów w mediach społecznościowych, Matthew Tyrmand – blisko związany z ultraprawicowym propagandzistą amerykańskim Steve’em Bannonem, przeciwnikiem Unii Europejskiej i NATO.

Jednak szybko się okazało, że oprócz Sprawiedliwych pan Daniels oddaje cześć komuś jeszcze, mianowicie księdzu Tadeuszowi Rydzykowi.

W 2016 r. Jonny Daniels zaczął się pokazywać z księdzem Rydzykiem oraz opowiadać o nim w mediach. Mówił, że:

 odkrył w Rydzyku „otwartego człowieka”21;

 nie znalazł w Rydzyku antysemityzmu22;

 „głęboko pochwala” Rydzyka23;

 podziwia „niesamowitą pracę” Rydzyka24;

 „trzyma z Rydzykiem”25.

W listopadzie 2016 r. Jonathan Daniels zaprosił Tadeusza Rydzyka na szabasową wieczerzę – czego też nie omieszkał upublicznić26.

Dodam, że dla ortodoksyjnego Żyda cotygodniowe sobotnie święto szabasu upamiętnia biblijny odpoczynek i zadowolenie Boga po stworzeniu świata. Szabas to próba odtworzenia rajskiego, doskonałego porządku rzeczywistości. Najwyraźniej pan Daniels postanowił pokazać Żydom i nie-Żydom, że chce ten rajski porządek odtwarzać razem z Rydzykiem. Z twórcą mediów, które bynajmniej nie propagują pokoju, a przez całe lata rozsiewały treści odbierane jako antysemickie.

W umizgach Danielsa do Rydzyka uczestniczyli politycy PiS, m.in. antyukraiński poseł Jan Dziedziczak, który w 2015 r. ostentacyjnie wyprowadził innych posłów tej partii ze wspólnego posiedzenia parlamentarzystów polskich i ukraińskich. Pretekstem do bojkotu było to, że Ukraińcy nie chcieli zaakceptować PiS-owskiej narracji na temat krwawych starć polsko-ukraińskich na Wołyniu podczas drugiej wojny światowej. Bez wątpienia Wołyń w tamtych latach stanowił miejsce potwornych zbrodni. Jednak wystarczy znać dzieje polsko-ukraińskiego pogranicza, aby wiedzieć, że obarczanie wszystkich Ukraińców lub wyłącznie Ukraińców odpowiedzialnością za masakrę to zniekształcanie prawdy. W mordowaniu Polek i Polaków uczestniczyła przede wszystkim biedna, niewykształcona ludność, podżegana przez najskrajniejszych nacjonalistów ukraińskich, nieraz przy pomocy sowieckich prowokatorów. A rozpętanie rzezi ułatwiało to, że Ukraińcy pamiętali prześladowania ze strony Polaków w latach 20. i 30. Trwała też pamięć o wielowiekowym wyzysku Ukrainy przez Polskę przedrozbiorową. To wszystko wymaga spokojnej oceny, najlepiej dokonanej przez rzetelnych historyków. Czymś zupełnie innym jest głośne, ostentacyjne rozdrapywanie tych ran przez polityków – i to jeszcze po 2014 r., kiedy to nasi ukraińscy sąsiedzi zostali napadnięci przez wspólnego kremlowskiego wroga. Taka „polityka historyczna” z historią ma niewiele wspólnego. To prowokacja o znamionach dywersji. Poseł Dziedziczak, który dokonał takiej prowokacji na wspólnym posiedzeniu parlamentarzystów Polski i Ukrainy jest powiązany z Michałem Dworczykiem (m.in. poprzez Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie”). Dworczyk to działacz PiS z kryminalną przeszłością, wiceminister obrony przy Macierewiczu, obecnie szef kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego, którego działalność została opisana w książce Morawiecki i jego tajemnice27.

Jak widać, Jonny Daniels znalazł w Polsce sojuszników. Ale niektórzy obserwatorzy wyrażali coraz większe zaniepokojenie jego działalnością. Rozmawiałem z nimi w latach 2016–2018. Między innymi spotkałem się z polską teolożką katolicką Zuzanną Radzik, która zajmuje się dialogiem polsko-żydowskim. A także z Anną Chipczyńską, która przewodniczy Gminie Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. Ostatnie z tych spotkań odbyło się na zamkniętym osiedlu na Zachodnim Brzegu, gdzie mieszka Meir Bulka. To izraelski działacz, który ratuje żydowskie groby w Polsce. Miałem przyjemność być jego gościem w 2018 r., gdy odwiedziłem Izrael, aby badać tamtejsze powiązania Antoniego Macierewicza. Bulka twierdzi, że Jonny Daniels ukradł mu pomysł i zrobił cyrk z działalności, którą on, Meir Bulka, uprawiał na poważnie.

Z tych wszystkich rozmów wyłonił się obraz niepokojący, choć chwilami zabawny. Otóż w latach 2014–2018 Jonny Daniels miał działać tak, jakby:

 chciał przekonać Polaków, że stanowi żydowski odpowiednik polskiego stereotypowego wyborcy PiS z jego nacjonalizmem, uwielbieniem dla siły i kultem cmentarzy;

 usiłował zdyskredytować dotychczasowe formy i instytucje dialogu polsko-żydowskiego;

 próbował stosować agresywny lobbing przy pomocy polityków i propagandystów PiS oraz księdza Rydzyka;

 jego działania służyły przede wszystkim celom wizerunkowym, nie merytorycznym.

Między innymi to Jonny Daniels miał stać za pewnym incydentem międzynarodowym. Dowiedziałem się, że w ramach swojej „dyplomacji szabasowej” Daniels zaprosił do Warszawy izraelskiego ministra telekomunikacji Ajjuba Karę na uroczystą wieczerzę z udziałem polskich polityków28. Podczas wieczerzy minister Kara miał nagle podziękować rządowi RP za… dopuszczenie izraelskich numerów do systemu telekomunikacyjnego Polski (co zaoszczędziłoby Izraelczykom płacenia za roaming przy telefonowaniu do krajów UE). Polscy politycy zdębieli, ponieważ nikt w rządzie RP nie podjął takiej decyzji. To tylko lobbysta z ministrem próbowali stworzyć fakt dokonany…

Skąd się wziął Jonny Daniels?

Badanie jego przeszłości to przedzieranie się przez nieprawdopodobieństwa i sprzeczności. Źródłem tych zgrzytów bywał nieraz sam Daniels lub zaprzyjaźnione z nim prawicowe media. W życiorysach czytamy, że Jonny Daniels miał spędzić dzieciństwo w biedzie – jednak z powszechnie dostępnych informacji wynika, że jego ojciec, Marc Daniels, z sukcesem kupował i sprzedawał agencje nieruchomości w Londynie29.

Nie, nie przejęzyczyłem się. Nie chodzi o handel londyńskimi pałacami dla arabskich szejków i rosyjskich oligarchów. Chodzi o kupno i sprzedaż agencji, które takimi posiadłościami handlują… Słyszymy też, że Jonny Daniels po osiągnięciu pełnoletności opuścił Anglię i został izraelskim komandosem. Ale według innej wersji Daniels w armii Izraela wytężał głowę za biurkiem, nie mięśnie na poligonie. Jeden z anglojęzycznych informatorów mówi, że lobbysta Daniels w swoich listach popełnia błędy ortograficzne typowe dla osób niewykształconych. Aczkolwiek kłóciłoby się to nieco ze sprawnością językową PR-owca Danielsa, który bez problemu wygłasza poprawnie skonstruowane przemowy (rzecz jasna, po angielsku). Wiele z nich można znaleźć w internetowym serwisie YouTube.

Skąd Jonny Daniels bierze pieniądze na swoją działalność? Jak zarabia na życie? Między innymi założył PR-owską agencję Jonny Daniels Public Relations. Na jej stronie internetowej (już zlikwidowanej30) pisał o sobie, że:

 urodził się w Londynie w 1986 r.;

 w wieku lat 18 zaciągnął się do izraelskiej jednostki spadochroniarzy;

 doradza rzecznikowi tamtejszej armii;

 po odbyciu służby mimo młodego wieku został starszym doradcą Danny’ego Danona, ówczesnego wiceprzewodniczącego Knesetu, czyli parlamentu Izraela.

W wywiadzie dla pro-PiS-owskiego tygodnika „Sieci” Jonny Daniels tak opisał swoją działalność biznesową: „Mam małą firmę działającą w branży PR. Nie ukrywam, że pracuję m.in. dla LOT, kilku firm budowlanych, a także dla start-upów. Wykorzystując swoje amerykańskie kontakty, pomagam w wejściu na tamtejszy rynek”31. Zatem przyznał, że utrzymuje się m.in. ze zleceń od państwowych Polskich Linii Lotniczych LOT zarządzanych obecnie przez ludzi PiS.

 

Prawą ręką Jonny’ego w jego agencji była Polka, Lena Klaudel, która czynnie pomagała Danielsowi promować Rydzyka. Między innymi uczestniczyła w ich spotkaniach jako tłumaczka. Zatem przyjrzyjmy się również pani Klaudel.

Okazuje się, że chodzi o osobę o znajomościach wśród wpływowych polityków – aczkolwiek odległych od PiS, przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Lena Klaudel zaczęła karierę w latach 2001–2004 w polskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA), w biurze rzecznika prasowego32. Kto pełnił wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji? Krzysztof Janik z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Krzysztof Janik to były członek komunistycznej partii PZPR, który wstąpił do niej w 1968 r. podczas brutalnej antysemickiej nagonki prowadzonej przez partię. Za rządów Janika w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wybuchła tzw. afera starachowicka. Chodziło o wyciek tajnych informacji z ministerstwa do osób podejrzanych o kontakty przestępcze. Na skutek ujawnienia sprawy:

 minister Janik odszedł ze stanowiska w styczniu 2004 r.;

 dwa miesiące później ze stanowiska odeszła rzeczniczka ministra Janika, Alicja Hytrek33;

 trzy miesiące później ze stanowiska odeszła Lena Klaudel, współpracowniczka ministra Janika i rzeczniczki Hytrek (a w późniejszych latach prawa ręka Jonny’ego Danielsa w jego firmie)34.

Jeszcze w 2017 r. Lena Klaudel utrzymywała znajomość z Alicją Hytrek i Krzysztofem Janikiem na Facebooku.

Dodajmy, że we wrześniu 2015 r. prokuratura apelacyjna w Katowicach postawiła Janikowi zarzut przyjęcia 140 tys. zł łapówki od upadłej spółki górniczej EmesMining Service35. Proces w tej sprawie zaczął się pod koniec 2017 r.36

Były minister zasiada też we władzach kilku firm. Między innymi w radzie nadzorczej prywatnej spółki o nazwie Centrala Handlu Zagranicznego Alians Południowo-Wschodni. Jednym z jej udziałowców jest niejaki Serhij Odnoworow (Sergiy Odnovorov)37.

W internecie nazwisko to znajdziemy w wersjach ukraińskich i rosyjskich. Ten sam biznesmen Sergiy/Serhiy Ivanovych Odnovorov (Serhij Iwanowycz Odnoworow) lub Sergey Ivanovich Odnovorov (Siergiej Iwanowicz Odnoworow) występuje jako przedsiębiorca handlowy z Mariupola38. Mariupol to miasto na wschodniej Ukrainie, blisko linii frontu. W 2014 r. zostało przejęte przez putinowskich separatystów. Separatyści później zrejterowali z Mariupola, oddając go siłom ukraińskim. Wyzwolone miasto pełni teraz funkcję stolicy wolnej części okręgu donieckiego.

Tyle o Lenie Klaudel, Krzysztofie Janiku i ich powiązaniach. Wracając do samego Jonny’ego Danielsa, musimy odnotować, że chwalił on nie tylko Rydzyka. Publicznie wychwalał również prorosyjskiego prezydenta USA, Donalda Trumpa, przedstawiając go jako błogosławieństwo dla… Polski39. Chwalił Trumpa, chwalił Rydzyka – i robił wszystko, żeby połączyć te dwa obiekty uwielbienia. Albowiem to właśnie Jonny Daniels pomógł Tadeuszowi Rydzykowi nawiązać bezpośrednie kontakty z przedstawicielami Donalda Trumpa. W 2017 r. do Polski przyleciała grupa amerykańskich protestantów ewangelikalnych. Przewodzili jej dwaj doradcy Donalda Trumpa, Kenneth Blackwell i Ralph Reed. Ten drugi doradzał Trumpowi w kwestiach religijnych, jak również uczestniczył w milionowych wyłudzeniach Jacka Abramoffa (lobbysta związany m.in. z rosyjską firmą energetyczną Naftasib i prorosyjskim kongresmenem Curtem Weldonem). Jonny Daniels postarał się wtedy, żeby przybysze z Ameryki spotkali się z księdzem Rydzykiem40.

Jak bliskie były stosunki Danielsa z prezydentem Trumpem i jego ludźmi?

Według „The Jerusalem Post”:

 Daniels to „Izraelczyk najbliżej Trumpa”;

 to właśnie Daniels miał sprawić, że Trump poparł prawicowego izraelskiego premiera Netanjahu41.

W rozmowie z tą samą gazetą Daniels zachwalał Trumpa izraelskim czytelnikom, opowiadając o jego szacunku dla judaizmu.

Dodajmy, że według magazynu „Forbes” sponsorem Danielsa jest Stewart Rahr, amerykański miliarder i playboy, znany jako „wiecznie opalony kumpel Trumpa”42. To Stewart Rahr sfinansował Danielsowi jego pierwszą wielką akcję w Polsce. Było to w styczniu 2014 r., jeszcze przed ratowaniem macew. Daniels przywiózł wtedy do Oświęcimia 64 deputowanych Knesetu i 30 ocalałych z Holokaustu, aby uczestniczyli w obchodach rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz43.

Co jeszcze wiadomo o kontaktach pomiędzy Danielsem a Trumpem?

Na stronie internetowej agencji Jonny Daniels Public Relations widniało zdjęcie Danielsa z Trumpem. Strony już nie ma, ale na witrynie Proto.pl44 dostępne są zdjęcia przedstawiające Jonny’ego Danielsa i Donalda Trumpa. Spotkanie najwyraźniej odbyło się w gabinecie Trumpa (on siedzi za biurkiem). Na zdjęciach uwieczniono również trzeciego uczestnika spotkania, mianowicie Danny’ego Danona.

Przypomnę: Danon to były wiceprzewodniczący izraelskiego Knesetu i pierwszy protektor Jonny’ego Danielsa. To Danny Danon wprowadził Danielsa do świata polityki. A nawet wielkiej polityki, jeśli uznać, że to Danon zapoznał Danielsa z Trumpem. Wszystko zaś na to wskazuje. Nie tylko zdjęcia, również kolejność zdarzeń. Najpierw bowiem – w latach 2009–2013 – Danny Danon i Jonny Daniels współpracowali w Knesecie. A w 2015 r. Danon został ambasadorem Izraela przy ONZ w Nowym Jorku – zatem w mieście rodzinnym Donalda Trumpa i jego głównym łowisku biznesowym.

Rzućmy zatem okiem na Danny’ego Danona z Jerozolimy i Nowego Jorku, któremu zawdzięczamy światową i polską karierę Jonny’ego Danielsa.

Zanim Daniels zamienił fotel wiceprzewodniczącego Knesetu na posadę w ambasadzie przy ONZ, w 2015 r. Danny Danon przez kilka miesięcy zajmował stanowisko ministra nauki, technologii i badań kosmicznych w rządzie Izraela. Danon był też wiceministrem obrony w latach 2013–2014. Trafił do rządu z ramienia prawicowej partii Likud, której jest działaczem. Do tej samej partii należy również premier Binjamin Netanjahu. A jednak to właśnie premier Netanjahu w 2014 r. wyrzucił Danona z ministerstwa obrony. Dlaczego? Dlatego, że Danny Danon oskarżył premiera o lekceważenie „arabskiego zagrożenia”. Poszło o tunele kopane przez palestyńskich bojowników kontrolujących zamkniętą Strefę Gazy i prowadzące na terytorium izraelskie. Według Danona premier Netanjahu – powszechnie znany z wrogości wobec Arabów – rzekomo nie zajął się niebezpieczeństwem, jak należy45.

Wcześniej, jako wiceprzewodniczący Knesetu, Danny Danon udzielił prowokacyjnego wywiadu arabskiej telewizji Al-Dżazira, w którym odmówił Palestyńczykom prawa do własnego państwa46.

Zatem mamy do czynienia z kimś, komu trwający od dziesięcioleci konflikt izraelsko-palestyński nie wystarcza. Danon próbuje ten konflikt zaostrzyć.

Należy odnotować, że bliskim sojusznikiem Danny’ego Danona, protektora Jonny’ego Danielsa jest Ze’ew Elkin, minister szkół wyższych i zasobów wodnych. Danon i Elkin byli postrzegani jako przywódcy najbardziej prawicowej frakcji w rządzącej partii Likud. W 2013 r. razem weszli do jej władz, co powszechnie uznano za atak na fortecę wodza Binjamina Netanjahu – ultraprawicowego, ale nieco mniej radykalnego niż młode wilki47. W tym samym czasie Danon i Elkin wspólnie torpedowali negocjacje pokojowe z Palestyńczykami48. Gdy Danny Danon został mianowany ambasadorem Izraela przy ONZ, spotkało się to ze zrozumiałą krytyką. Podstawową misją ONZ jest zapobieganie wojnom i rozwiązywanie sporów drogą pokojową. Zatem powierzenie takiego stanowiska wojowniczemu jastrzębiowi sprawiało wrażenie międzynarodowej prowokacji (aczkolwiek znawcy izraelskiej polityki twierdzą, że premier Netanjahu wysłał Danona do Nowego Jorku przede wszystkim po to, żeby usunąć ze sceny politycznej groźnego rywala zdobywającego sympatię prawicowych wyborców). Minister Ze’ew Elkin wystąpił wtedy z gorącą obroną Danny’ego Danona. „Słyszę powtarzające się drwiny” – wołał. – „Czy on się nadaje? Na ile mówi po angielsku? Gdyby był lewakiem, wszyscy byliby zadowoleni. A przecież to dopuszczalne: wysłać do ONZ prawicowca, który zawalczy o interesy Izraela”49.

Dla nas najistotniejsze jest to, że urodzony w Związku Sowieckim minister Ze’ew Elkin to jeden z głównych przyjaciół Kremla w Izraelu. Elkin wybitnie przyczynił się do zbliżenia między Putinem a Netanjahu.

Ze’ev Elkin między innymi:

 towarzyszył Netanjahu podczas jego wizyt w Rosji (latał tam również sam);

 uczestniczył w rozmowach Netanjahu z Putinem;

 osobiście je tłumaczył;

 potem nagłaśniał je w mediach, zachwalając porozumienie z Moskwą;

 wychwalał Putina jako przyjaciela Izraela (twierdził, że „Putin rozumie Izrael lepiej” niż rosyjscy dyplomaci)50.

Podsumujmy:

 prokremlowski Donald Trump;

 wojowniczy jastrząb Danny Danon związany z prokremlowskim Ze’ewem Elkinem;

 autor wpisów w mediach społecznościowych Matthew Tyrmand związany z antyeuropejskim i anty-NATO-wskim Steve’em Bannonem;

 wreszcie Lena Klaudel powiązana z aferalnym postkomunistą Janikiem, który robi biznesy z wschodnioukraińskim przedsiębiorcą Odnoworowem.

Tak wygląda otoczenie polityczne i biznesowe Jonny’ego Danielsa, który pomagał Tadeuszowi Rydzykowi tuszować jego antysemityzm.

Kończąc ten wątek, wypada spytać, jak ten niezwykły „zwrot ku Żydom” przyjęła publiczność mediów Rydzyka, która przez lata cieszyła się antysemickim wydźwiękiem ich treści.

Wszystko poszło w sposób zaskakująco gładki. Obyło się bez głośnych incydentów. Kilku żydożerczych malkontentów napisało w internecie, że ksiądz Rydzyk przywdział jarmułkę. Ale to nie pozbawiło go wyznawców.

Zmianę kursu przełknęli też stali goście Radia Maryja. Sprawę z pewnością ułatwiło to, że jeden z najgłośniejszych antysemitów w Rydzykowych mediach, mianowicie Jerzy Robert Nowak, stał się w nich znacznie rzadszym gościem już wcześniej, w roku 2014. Przyczyną zapewne nie był antysemityzm Nowaka, tylko zupełnie inne powody, o których napiszemy więcej w jednym z następnych rozdziałów.

Co mogło ułatwić księdzu Rydzykowi ten „filosemicki” zwrot? Zapewne to, że jego media miały wygodny przedmiot nienawiści, którym mogły zastąpić Żydów. Mianowicie przyłączyły się do światowej nagonki na osoby LGBT.

Rozdział IV
Homofobia z Kremla rodem

Nagonka ta zasługuje na szersze omówienie. Kampania, która dotarła do wielu krajów, w każdym z nich wykorzystuje miejscową homofobię. Jednak w każdym z tych krajów pojawiają się też identyczne lub bardzo podobne idee, hasła, fałszywe wiadomości i pseudonaukowe „badania”, które straszą heteroseksualną większość rzekomym zagrożeniem ze strony homoseksualnej mniejszości.

Skąd taka zgodność? Otóż lokalni przywódcy nagonki kontaktują się ze swoimi odpowiednikami w innych krajach. Działania prowadzone w różnych państwach są koordynowane przy wsparciu putinowskiej Rosji, która jest jednym z głównych inspiratorów globalnej akcji. To dzięki wsparciu Kremla – jego portali, jego farm trolli, jego pieniędzy zasilających ultraprawicowe organizacje „eksperckie” na całym świecie – tendencje homofobiczne nasiliły się w wielu miejscach, nieraz bardzo odległych od Rosji. Wszystko to zostało udokumentowane przez belgijskiego badacza Neila Dattę, jak również przez Klementynę Suchanow w książce To jest wojna51.

Moskiewscy inicjatorzy kampanii nazwali tę nagonkę „walką z propagandą homoseksualizmu” albo „walką z gender”. Słowo gender pochodzi z języka angielskiego, gdzie oznacza „rodzaj” albo „płeć”. Chodzi o płeć w znaczeniu nie tylko biologicznym i cielesnym, ale też społecznym, kulturowym i psychicznym. To istotne rozróżnienie, ponieważ są ludzie, u których płeć cielesna nie zgadza się z płcią psychiczną czy też odczuwaną. Jednak ultrakonserwatywni ideolodzy wspierani przez Kreml twierdzą, że pojęcie gender nie ma prawa istnieć. Zakładają, że każdy ma obowiązek poczuwać się do swojej płci cielesnej. A co, jeśli się nie poczuwa? To jest osobnikiem chorym i potencjalnie niebezpiecznym…

 

W Polsce znamy tę kampanię pod podobnymi nazwami. Nasi prawicowcy określali ją niemal identycznie jak kremlowscy. W ich ustach była to „walka z ideologią gender” i „walka z promocją homoseksualizmu”, wreszcie „walka z ideologią LGBT”.

U nas nagonka wybuchła w 2013 r. Czyli dokładnie wtedy, gdy w Rosji osiągnęła swoje apogeum. Tam grunt przygotowywano dłużej – co najmniej od 2006 r. Zatem przez siedem lat. Zwieńczeniem kampanii był zakaz publicznego okazywania swojej orientacji seksualnej w kontekście pozytywnym, wprowadzony przez reżim Putina w czerwcu 2013 r. Pretekst stanowiła „ochrona małoletnich”. Według kremlowskich ideologów nawet sama informacja o istnieniu homoseksualizmu mogłaby zagrozić zdrowiu rosyjskich dzieci… Dlatego obecność tych informacji w przestrzeni publicznej postanowiono drastycznie ograniczyć. Teraz nawet stwierdzenie takie jak: „Jestem homoseksualistą i czuję się z tym normalnie!” może zostać ukarane przez władze Rosji grzywną lub aresztem.

Najgorszym skutkiem rosyjskiej „walki z propagandą homoseksualizmu” był wzrost brutalnej przestępczości wobec osób LGBT. Dochodziło nie tylko do pobić, ale także do tortur i morderstw. W 2013 r. liczne rosyjskie i rosyjskojęzyczne media opisały sposób, w jaki trzej rosyjscy „patrioci” z Wołgogradu „świętowali” Dzień Zwycięstwa (9 maja). Mianowicie zamordowali homoseksualistę. Najpierw oderżnęli mu narządy płciowe, a potem rozłupali głowę kamieniem52.

20 dni później, 29 maja 2013 r., został zamordowany wiceszef kamczackiego lotniska, gej Oleg Serdiuk. W rosyjskich mediach czytamy, że sąsiedzi najpierw go skopali, potem zakłuli nożem. Martwego Serdiuka wsadzili do jego samochodu i podpalili53.

W późniejszych latach wzrost liczby aktów przemocy przyniosła również polska, katolicka „walka z LGBT”. 17 lutego 2021 r. w Warszawie został dźgnięty nożem w plecy homoseksualista, który spacerował w pobliżu stacji metra Wierzbno. Naraził się tym, że trzymał partnera za rękę. Kim był sprawca? Mężczyzną, który przypadkowo przechodził obok i miał nóż pod ręką. Jak nożownik uzasadnił swój atak? Po putinowsku: „Nie trzymajcie się za ręce, nie przy dzieciach!” – tak krzyczał do gejów. W odpowiedzi usłyszał, że w trzymaniu się za ręce nie ma nic złego. Wtedy zadał cios nożem jednemu z zakochanych54.

Ale w ramach „polskiej walki z LGBT” atakowano nie tylko homoseksualistów. Każdy, kto ich bronił, był narażony na napaść jako nosiciel „ideologii LGBT”. We Wrocławiu działacz i wykładowca Przemysław Witkowski został ciężko pobity, gdy wyraził dezaprobatę dla homofobicznych haseł nabazgranych na murze.

W tej polskiej nagonce szczególnie się odznaczył jeden z ulubionych arcybiskupów Radia Maryja, mianowicie Marek Jędraszewski, obecnie metropolita krakowski, który wielokrotnie i publicznie nazywał „gender” i LGBT zarazą55.

Skąd Jędraszewski wziął to określenie? O ile wiadomo, arcybiskup użył go publicznie po raz pierwszy w 2015 r. Próbował wtedy usprawiedliwiać swój hejt powoływaniem się na… wiersz antykomunistycznego poety sprzed 75 lat, Józefa Andrzeja Szczepańskiego. Poeta nie wypowiadał się na temat homoseksualizmu, ale nazwał komunizm „czerwoną zarazą”. A to miało się arcybiskupowi skojarzyć z zarazą tęczową…

Jednak pod ręką były znacznie prostsze i świeższe źródła natchnienia. I to nie poetyckiego, tylko teologicznego – zatem bliższego sferze działalności arcybiskupa Jędraszewskiego.

Otóż w lipcu 2007 r. w rosyjskim Sankt Petersburgu odbyła się konferencja pt. „Homoseksualizm – zaraza XXI wieku”. Wystąpił na niej wpływowy duchowny moskiewskiej Cerkwi zdominowanej przez ludzi Putina, mianowicie protojerej Aleksandr Grigoriew, i powiedział, że prawosławie nie uznaje kompromisów z homoseksualizmem, który szerzy „choroby nerwowe”56.

Czy Jędraszewski uległ wschodniej inspiracji? Cóż, sam przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w latach 2004–2014, arcybiskup Józef Michalik, zrobił to w sposób zupełnie jawny. Nie zasłaniał się przy tym poezją.

W 2012 r. Michalik spotkał się z najwyższym zwierzchnikiem moskiewskiej Cerkwi, patriarchą Cyrylem (zwolennik i sojusznik Putina, podejrzewany o to, że w przeszłości współpracował z sowieckimi służbami specjalnymi KGB57). Obaj duchowni rozmawiali o wspólnej obronie „tradycyjnych wartości”.

Efektem tego spotkania była konferencja „Przyszłość chrześcijaństwa w Europie”, która odbyła się w Warszawie rok później. Dokładnie rzecz biorąc, 29 listopada 2013 r., czyli równo pół roku po strasznej śmierci Olega Serdiuka.

Świat już wiedział, że w Rosji morduje się gejów z błogosławieństwem moskiewskiej Cerkwi prawosławnej, skorumpowanej przez władców Kremla. Jednak polski arcybiskup katolicki Józef Michalik nie miał nic przeciwko goszczeniu kolejnego przedstawiciela tej organizacji. Tym razem był nim metropolita wołokołamski Hilarion, który odpowiada za kontakty swej Cerkwi z innymi organizacjami religijnymi. Ten sam Hilarion, który kilka lat później polecił swemu zastępcy Filaretowi przyjąć mistyczkę Vassulę Ryden, pierwszą sponsorkę Radia Maryja (co zostało opisane w tomie pierwszym książki Rydzyk i przyjaciele).

Co więcej, podczas konferencji z udziałem Hilariona arcybiskup Michalik wygłosił przemówienie, w którym powielał propagandę głoszoną przez Cerkiew Putina.

Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej” tak podsumował to wydarzenie: „W jakich obszarach Kościół i Cerkiew zamierzają współpracować? W pewnym stopniu nakreśla to tekst wykładu, który abp Michalik wygłosi na konferencji dziś, oraz opublikowany wczoraj w KAI [Katolicka Agencja Informacyjna] wywiad z metropolitą Hilarionem. Abp Michalik chce przeciwdziałać laicyzacji europejskiej kultury (…). Wskazuje na niebezpieczeństwa «zakwestionowania pojęcia prawdy i dobra», które znajduje ucieleśnienie w ideologii gender. «Ideologia gender tu właśnie znajduje oparcie dla umotywowania swojego destrukcyjnego programu i agresywnego ataku na tradycyjne powszechnie uznane wartości». Wskazuje na upadek instytucji małżeństwa, „ekspresowe rozwody”, zalegalizowanie związków jednopłciowych (…). Podobnym językiem metropolita Hilarion wzywa do «obrony religijnej tożsamości kontynentu europejskiego» (…)”58.

Bratanie się z putinowską Cerkwią i powielanie jej propagandy przyniosło skutki. W latach 2012–2013 katoliccy intelektualiści (np. Krzysztof Zanussi) chwalili ekumeniczny przełom. Cieszyli się, że rosyjscy prawosławni i polscy katolicy będą wspólnie bronić „tradycyjnych wartości”… I tak się stało. W 2013 r. rozpoczęła się w Polsce katolicka nagonka na „gender” według moskiewskich wzorów. Nagonka ta trwa do dziś – tyle że „gender” przemianowano na LGBT.

Tym samym putinowskim tropem ruszył również Tadeusz Rydzyk. I to szybko, bo również w 2013 r. Już w marcu ksiądz Rydzyk otworzył międzynarodowe sympozjum „Rewolucja genderowa”. Organizatorem była Wyższa Szkoła Społeczna i Medialna, czyli uczelnia Rydzyka.

Podczas inauguracji „ojciec dyrektor” wygłosił mowę, w której oznajmił: „Dziś uczelnie są zatrute, także w Polsce (…), na jak wielu uczelniach wyższych w Polsce są studia genderowe. Co to znaczy? Zatruwana jest młodzież. A przy okazji przygotowywani są propagandyści. To przypomina czas komunizmu (…). To się teraz przeobraziło. Już nie mówią «Proletariusze wszystkich miast łączcie się!». Teraz jest rewolucja genderowa. Marksizm się przepoczwarza. Ludzie tego nie widzą, także ludzie nauki”.

Cztery miesiące później, w lipcu 2013 r., „Gazeta Wyborcza” pisała tak: „Już na początku 2013 r. (…) o. Rydzyk wskazał nowego wroga. To gender, czyli społeczno-kulturowa tożsamość płciowa. Według definicji Światowej Organizacji Zdrowia to «stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet». Ale według ojca dyrektora gender to nowa «ideologia», która ma podstępnie zniszczyć tradycyjny model rodziny i Kościół, propagując edukację seksualną dzieci, rozwiązłość, «homoterroryzm» i «związki dewiacyjne». To, co się dzieje w Polsce, wypływa właśnie z tzw. rewolucji genderowej. – Lewicowa rewolucja idzie przez cały świat i zrobi więcej krzywdy niż komunizm, jeżeli się na to zgodzimy – ostrzega ojciec dyrektor”59.

Przypomnijmy, że totalitarny komunizm wymordował dziesiątki milionów ludzi.

Czy ksiądz Rydzyk sugeruje, że geje mogą doprowadzić do masowej zagłady heteroseksualistów? Czy raczej chce powiedzieć, że śmierć milionów osób była czymś mniej złym niż zaakceptowanie dwóch oczywistości? Przecież to, że niektórzy z nas są homoseksualistami, stanowi oczywistość. Podobnie jak to, że wszyscy ludzie, zatem również homoseksualiści, mają prawo do szacunku i szczęścia.