Rydzyk i przyjaciele. Wielkie żniwo

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział II
Antysemityzm antyzachodni

Wyznawca Tadeusza Rydzyka wierzy, że uczestniczy we wspólnocie, którą spaja wielka miłość. W Radiu Maryja i TV Trwam słucha i ogląda ludzi, którzy modlą się wspólnie, a nieraz też mówią sobie miłe rzeczy. A księża prowadzący brzmią w sposób uduchowiony i z wielką życzliwością wpuszczają na antenę prostych ludzi…

Jednak nikłe pokłady miłości ma w sobie ktoś, kto kocha tylko myślących tak samo jak on. A jeśli nienawidzi wszystkich innych, to jego nienawiść jest znacznie większa od jego miłości. Większa, ważniejsza i bardziej sprawcza. Nasuwa się podejrzenie, że panująca we wspólnocie miłość stanowi tylko funkcję większej nienawiści. Kochajmy się, trzymajmy się razem, żeby tym mocniej oddzielić się od znienawidzonych „innych”.

Radio Maryja to swoisty majstersztyk. Ksiądz Rydzyk stworzył społeczność, która nieustannie karmi się czułymi słówkami, choć opiera na lodowatej wrogości. Bowiem taką wrogość fan Radia Maryja czuje wobec przeciwników rozgłośni. Jakim uczuciem darzy tych, którzy w jego pojęciu są zbyt letni, obojętni, niedoskonali lub niezrozumiali? Pogardą, która bardzo bliska jest wrogości i też prowadzi do całkowitego odrzucenia.

Szczególnie wrył mi się w pamięć jeden telefon od słuchaczki, która w latach 90. dodzwoniła się do Radia Maryja. Kobieta zatelefonowała do studia, aby donieść, że na ulicy ciągle widuje dziewczęta w spódniczkach powyżej kolan. „Czy ja mam się za nie wszystkie modlić?!” – zapytała na koniec. Uderzyło mnie to, ponieważ zgodnie z nakazem Ewangelii chrześcijanin powinien się modlić nawet za swych wrogów. Tymczasem w tym przypadku wystarczyło nosić krótką spódniczkę albo mieć zbyt długie nogi, żeby stać się kimś gorszym od wroga. Duszą, która kilku słów modlitwy też nie jest warta.

Nienawistna propaganda szerzona i podsycana przez media księdza Rydzyka została obszernie opisana przez innych autorów. Wiemy, jak bardzo ten przekaz demoralizuje i rozbija nasze społeczeństwo. Radio Maryja umiejętnie wciąga niektóre Polki i niektórych Polaków do swojej wspólnoty – ale równocześnie niszczy większą polską wspólnotę, tę narodową. Tadeusz Rydzyk znacząco przyczynił się do tego, że wielu polskich katolików nienawidzi polskich niekatolików lub katolików „letnich”. Tadeusz Rydzyk przyczynił się do tego, że słowo „katolik” zaczyna budzić coraz większy wstręt coraz liczniejszych polskich niekatolików. Dzieje się tak z krzywdą dla milionów tych „letnich” polskich katolików, którzy nie są tacy jak Rydzyk.

Zatem znamy aż nazbyt dobrze potoki jadu wylewane na wszystkich, którzy myślą inaczej niż „ojciec dyrektor”. Jednak istnieje aspekt tej propagandy, który znamy słabiej i o którym wielu z nas myśli zbyt rzadko. Chodzi o aspekt geopolityczny.

Jak wiemy, Radio Maryja głosiło nieufność, a nawet sprzeciw wobec NATO. W jakim celu? Co by się stało, gdyby Polska nie weszła do NATO?

Przez dziesięciolecia istniała tylko jedna siła, jedno mocarstwo, które bezpośrednio skorzystałoby na takim obrocie spraw. Tym mocarstwem był Kreml. Polska poza NATO to Polska w rosyjskiej strefie wpływów. Albo na ziemi niczyjej, którą Rosja łatwo mogłaby znów przeobrazić w swoją strefę wpływów. Dopiero od kilku lat Kreml nie jest sam w dążeniu do wyrwania Polski z NATO i ze świata zachodniego – gdyż dopiero od kilku lat sprzymierzeńcem putinowskiej Rosji są totalitarne Chiny.

Radio Maryja sprzeciwiało się też integracji Polski z Unią Europejską. Opowiadało niewiarygodne baśnie o nędzy, która miała nas czekać w UE. Nic z tego się nie sprawdziło. Wręcz przeciwnie: Polska dzięki wejściu do Unii Europejskiej wzbogaciła się w sposób, który zdumiał krajowych i zagranicznych obserwatorów. Lata 2004–2019 to nieprzerwany wzrost gospodarczy. Podczas tego piętnastolecia ośmiokrotnie przekroczyliśmy 4 proc. rocznego wzrostu. Zatem co drugi rok był rokiem szczególnie tłustym. Przeciętne wynagrodzenie miesięczne pod koniec tego okresu przekroczyło półtorakrotnie wysokość przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego na jego początku. Polacy zaczęli latać na wakacje do Egiptu i Portugalii. Ten dobrobyt mógł i powinien być dzielony sprawiedliwiej i solidarniej. Jednak trzeba być wrogiem Polski, żeby zaprzeczać temu gigantycznemu skokowi. Trzeba też pamiętać, że Unia Europejska to nie tylko dobrobyt, lecz także, a może przede wszystkim dobrostan. To cywilizacja, prawo i edukacja, które chronią naszych obywateli, pracowników i przedsiębiorców przed bezprawiem, wyzyskiem, oszustwem, korupcją, przemocą i ciemnotą.

Dlaczego więc Radio Maryja zwalczało tak zajadle wejście Polski do Unii Europejskiej? Czyżby życzyło sobie Polski biednej i zacofanej, gdyż bieda i zacofanie pchają ludzi w objęcia fałszywych kaznodziejów, żerujących na strachu i rozpaczy? Zatem działałoby po prostu we własnym interesie. Ale czy tylko we własnym? Trzeba pamiętać, że Polska biedna, pogrążona w chaosie, korupcji i bezprawiu, stanowiąca dla zachodnich inwestorów bardziej postrach niż cokolwiek innego – to idealne łowisko dla kremlowskich mafijnych oligarchów. Oni nie lubią prawa, gdyż ich siłą są łapówka i karabin maszynowy. Jak również wsparcie rosyjskich służb specjalnych (szczególnie od 31 grudnia 1999 r., kiedy to na Kremlu słabego Borysa Jelcyna zastąpił były funkcjonariusz tych służb Władimir Putin).

Z różnych wątków Rydzykowej propagandy największe oburzenie wzbudzał przez lata wątek antysemicki. Zajmiemy się nim w tym rozdziale. Co jeszcze można powiedzieć na temat antysemityzmu mediów Rydzyka? Wydawałoby się, że już nic. Szerzenie nienawiści do jakiejkolwiek grupy etnicznej czy religijnej jest złem – i tyle. W przypadku Radiu Maryja to zło jest oczywiste. Wśród stałych gości rozgłośni wymieniliśmy Jerzego Roberta Nowaka, który zaprzecza antysemickim pogromom dokonanym przez Polaków. Wspomnieliśmy również Stanisława Michalkiewicza. To publicysta, który w swoich publikacjach snuje opowieści o rzekomych winach Żydów. Jedną z nich spuentował następującym zdaniem: „Oni się potem dziwią, że palą nimi w piecach”5.

Po czymś takim odechciewa się zgłębiać teksty Michalkiewicza. Jednak zmuśmy się do tego. Samo odrzucanie zła to słaba obrona przed złem. Zło trzeba zbadać, żeby się przed nim obronić.

Cytuję więc „felieton” Stanisława Michalkiewicza wygłoszony na antenie Radia Maryja 29 marca 2006 r.: „Tymczasem, gdy my tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu”, „żądania pojawiły się już w połowie lat 90-tych, kiedy Polska ogłosiła, że chce przystąpić do NATO. Środowiska żydowskie, głównie w Ameryce, zażądały wtedy od rządu polskiego łapówki”, „tolerancja, to nic innego, jak przyjęcie żydowskiego punktu widzenia”6.

10 lat później, w innym „felietonie” (wyemitowanym przez TV Trwam i dostępnym na portalu RadioMaryja.pl) Michalkiewicz zajął się Trybunałem Konstytucyjnym, którego niezawisłość została wówczas pogwałcona przez partię rządzącą PiS. Oto, co powiedział Stanisław Michalkiewicz:

„Niepodobna wyjaśnić przyczyn zainteresowania Niemiec, lobby żydowskiego i Stanów Zjednoczonych sytuacją Trybunału Konstytucyjnego w naszym nieszczęśliwym kraju. Na przykład za Gierka [Edward Gierek, komunistyczny przywódca PRL w latach 1970–1980 – w całym tekście informacje umieszczone w nawiasach kwadratowych pochodzą od T.P.] nie było u nas Trybunału Konstytucyjnego, a Stany Zjednoczone, Niemcy, nie mówiąc już o Żydach, udzielały Polsce kredytów, podobnie zresztą, jak Związkowi Sowieckiemu, chociaż tam nie było Trybunału Konstytucyjnego jeszcze bardziej niż u nas. Tymczasem teraz słyszymy, że bez Trybunału Konstytucyjnego USA nie będą mogły się z nami przyjaźnić. I dopiero na gruncie teorii spiskowej okazuje, że nie chodzi tu o żaden Trybunał, bo pełni on tylko rolę pałki, której zarówno Niemcy, lobby żydowskie, no i oczywiście – Stany Zjednoczone używają do dyscyplinowania obecnego rządu w Polsce. Gdyby nie było Trybunału Konstytucyjnego, to znalazłyby jakąś inną pałkę, zgodnie z porzekadłem, że kto chce psa uderzyć, ten kij znajdzie. A dlaczego Stany Zjednoczone próbują używać tej pałki do dyscyplinowania aktualnego rządu w Polsce? A dlatego, że po 18 czerwca ubiegłego roku przyjęły od najważniejszych ubeckich dynastii w Polsce, podżyrowaną przez ubeków izraelskich ofertę pomocy w utrzymywaniu w ryzach mniej wartościowego narodu tubylczego w zamian za możliwość kontynuowania okupacji naszego nieszczęśliwego kraju i pasożytowania na zasobach obywateli”7.

Okazuje się zatem, że o antysemityzmie Radia Maryja można jednak powiedzieć coś więcej niż tylko to, że jest on zły. Okazuje się, że chodzi o antysemityzm bardzo szczególny, który uderza nie tylko w Żydów, choć w nich przede wszystkim. Uderza też w Amerykanów, Niemców, NATO… Pośrednio zaś szkodzi również Polkom i Polakom.

Otóż – jak twierdzi Michalkiewicz – nieustannie dręczą nas Żydzi, ale nie są w tym sami. Po Żydach najgorsi są Amerykanie, którzy okupują nasz kraj przy pomocy Izraelczyków (a więc znowu Żydów). Z tego powodu uczestnictwo w NATO się nie opłaca, albowiem Żydzi domagają się od nas haraczu za przynależność do tego sojuszu (a poza tym NATO to Amerykanie, którzy okupują Polskę i pasożytują na niej przy pomocy Żydów). Wartości zachodnie to gwałt na Polsce dokonywany z udziałem Żydów. Praworządność to pałka w rękach Amerykanów, Niemców i raz jeszcze Żydów – pałka, którą te trzy narody biją naród polski. Tolerancja to środek nacisku, za którego pomocą Żydzi zmuszają nas do posłuszeństwa. Gdy byliśmy częścią komunistycznego Wschodu (za Gierka), to szanowano nas bardziej. Postkomunistyczny i postsowiecki Wschód powinien pozostać Wschodem. Nie próbujmy tam szerzyć wartości zachodnich. Gdy wspieramy wartości zachodnie na postsowieckim Wschodzie, wtedy przychodzą Żydzi, by zadać nam cios od tyłu…

 

Zatem „felieton” Stanisława Michalkiewicza mówi nam coś więcej niż to, że Żydzi nas dręczą. O tym Michalkiewicz i jego słuchacze już są stuprocentowo przekonani, nie muszą się w tym utwierdzać. To jest punkt wyjścia całego wywodu, a nie jego puenta. Rzecz jasna, Stanisław Michalkiewicz dobitnie utwierdza słuchaczy w tym, że Żydzi są źli – ale przekonuje ich o czymś innym. Przekonuje ich o tym, że Amerykanie też są źli, NATO jest złe, Zachód jest zły… Słowem, które słuchaczom kojarzy się najgorzej, są Żydzi. Zatem Michalkiewicz wmawia im, że Zachód to Żydzi. I gdy tylko może, przeplata rzeczowniki „Amerykanie” i „NATO” z przymiotnikami „izraelski” i „żydowski”.

Cel wywodu był więc oczywisty: słuchacze mieli poczuć złość i pogardę wobec Zachodu. Istniał też cel numer dwa. Otóż echa tego i innych wywodów Michalkiewicza oraz pozostałych antysemitów z Radia Maryja miały trafiać do krajów zachodnich. Po co? Aby tam z kolei wzbudzić negatywne uczucia wobec Polski. I to mediom Rydzyka przez lata się udawało. Między innymi antysemicki felieton Stanisława Michalkiewicza z 2006 r. był cytowany przez najważniejsze gazety świata anglojęzycznego, w tym „The Economist” i „The Guardian”8. Późniejsze wybryki Michalkiewicza z 2016 r. zostały dokładnie odnotowane przez amerykańską Ligę Przeciw Zniesławieniom w jednym z jej raportów, zatytułowanym Radio Maryja: 25 lat antysemityzmu9. W tym samym 2016 r. również Departament Stanu USA podał w jednym ze swoich dokumentów, że Radio Maryja było krytykowane za „nadawanie antysemickich wypowiedzi”10.

Cel numer jeden i cel numer dwa były zbieżne. Chodziło o to, żeby na wszelkie sposoby utrudniać zbliżenie polityczne i kulturowe między Zachodem a Polską. Antysemicka propaganda Rydzykowych mediów przez lata krzywdziła Żydów, czyniąc z nich symbol i synonim zła. Krzywdziła także naszych zachodnich sojuszników, przedstawiając ich jako wspólników w rzekomych żydowskich intrygach. Ale ogromnie szkodziła też Polsce, gdy:

 próbowała obrzydzić Polkom i Polakom Zachód;

 osłabiała sympatię wobec Polski wśród elit zachodnich.

Takie działanie było w oczywisty sposób antypolskie, gdyż związek z Zachodem gwarantuje nam wolność, demokrację, praworządność i rozwój. Zachodni sojusznicy chronią nas przed najgorszymi zagrożeniami ze strony wrogich mocarstw.

Dlaczego piszę „krzywdziła” i „szkodziła”? Dlaczego używam czasu przeszłego?

Otóż w 2016 r. – niedługo po tym, jak Michalkiewicz wygłosił drugi z przytoczonych wyżej antysemickich „felietonów” – stosunek Tadeusza Rydzyka do Żydów nagle się zmienił. Miało to związek z wieloletnią ewolucją polityczną księdza Rydzyka.

Poświęćmy kilka chwil tej ewolucji, gdyż wiele nam to powie o Tadeuszu Rydzyku i jego sojusznikach ze świata polityki.

W latach 2001–2006 Rydzyk popierał jawnie antyzachodnią partię polityczną, jaką była Liga Polskich Rodzin (LPR). Partia ta była przeciwna wejściu Polski do UE i uczestnictwu naszych żołnierzy w zachodnich operacjach wojskowych. Jednak ksiądz Rydzyk to człowiek, który się uczy. W tamtym okresie przekaz jawnie antyzachodni był odrzucany przez większość Polaków. To nie Liga Polskich Rodzin wygrała wybory parlamentarne w 2005 r., tylko Prawo i Sprawiedliwość. A jeśli weszła do rządu, to dlatego, że PiS ją tam zaprosiło jako koalicjanta (aby następnie skutecznie ją niszczyć). Wtedy Rydzyk zaczął wspierać PiS. To partia, która przeważnie (choć nie zawsze) tłumi antysemityzm w swoich szeregach. Pod jej wpływem ksiądz Rydzyk ostrożnie zaczął się dystansować od antysemityzmu. Już w 2006 r. przeprosił tych, którzy mogli się poczuć urażeni pierwszym z przytoczonych wyżej „felietonów” Michalkiewicza11. Również i to odnotowano na Zachodzie – co pokazuje, z jakim zainteresowaniem antysemicka propaganda Radia Maryja spotykała się w krajach zachodnich12. Ale Zachód odnotował też to, co ksiądz Rydzyk ogłosił razem z przeprosinami. Mianowicie zapowiedział, że nie zamierza wyrzucić Michalkiewicza ani powstrzymywać go na przyszłość przed okazywaniem antysemityzmu13.

Cóż, w 2006 r. daleko jeszcze było do 2016 r., kiedy to Rydzyk zaczął się fotografować z osobami w jarmułkach. Ta zmiana wymagała kolejnych 10 lat dojrzewania u boku PiS. Wiązała się z postawą partii nie tylko wobec Żydów, ale także wobec Zachodu. Dziś trudno w to uwierzyć, ale PiS nie zawsze było jednoznacznie wrogie wobec wspólnoty zachodniej. Przed 2015 r. partia prezentowała osobliwą mieszankę polskiego sarmackiego populizmu i „kowbojskiej” proamerykańskości. „Kowbojskiej”, czyli wąsko rozumianej: PiS-owska sympatia wobec Ameryki dotyczyła najbardziej prawicowych i konserwatywnych sił w USA – znaczących w tym kraju, ale często opozycyjnych wobec głównego nurtu amerykańskiej polityki. Ówczesną postawę PiS można streścić takimi słowami: „Tak, bądźmy w NATO, bo Amerykanie to wojowniczy naród. Tylko oni pomogą nam, gdyby doszło do wojny. Bądźmy nawet w tej miękkiej, pacyfistycznej UE, bo z sąsiadami trzeba jakoś żyć, szczególnie gdy dają kasę. Ale niech dają jej jak najwięcej. A my pokazujmy Francuzom i Niemcom, że jesteśmy od nich inni, szczególnie od Niemców. Niech Niemcy zapłacą za kolację, Francuzi ją ugotują, a my na stole zatańczymy mazura wśród talerzy! Co do kwestii zasadniczych, to oczywiście godzimy się na zachodni kapitalizm, bo komunizm się nie sprawdził. Ale raz na jakiś czas trzeba wsadzić do więzienia kilku bogaczy. Prosty Polak musi czuć, że państwo ogranicza swawolę możnych. Tolerancja? To nie tylko zachodnia wartość, to przede wszystkim polska tradycja! Tradycja obejmująca Żydów, których ściskamy mocno, serdecznie, po staropolsku! A jeśli przy tym pęknie jakaś kość, to tylko u lewicowej żydokomuny. Albo u tych niewdzięczników, co oskarżają Polaków o współudział w Holokauście. Nie u tych Żydów, co pamiętają o wiekach naszego bliskiego polsko-żydowskiego sąsiedztwa… Nasza tolerancja mogłaby dotyczyć nawet gejów, gdyby się nie afiszowali. Powinni zachowywać się tradycyjnie i po polsku”.

Czy odwrócenie się od Ligi Polskich Rodzin, przeproszenie Żydów za Michalkiewicza i postawienie na PiS oznaczało, że ksiądz Rydzyk poszedł na kompromis? Czy stępił swoje antyzachodnie ostrze? Niekoniecznie. Raczej wypadałoby powiedzieć, że Rydzyk odrzucił antyzachodni scyzoryk i wziął do ręki antyzachodni skalpel. Zaczął ciąć w sposób pozornie mniej inwazyjny, a jednak bardziej efektywny.

Porównajmy bowiem postawę PiS oraz Ligi Polskich Rodzin z jednej strony, a z drugiej strony plany, jakie Kreml najprawdopodobniej miał wobec Polski w latach 2004–2020. Wynik takiego porównania okazuje się zaskakujący.

Postawa prezentowana przez Ligę Polskich Rodzin, jawna niezgoda na UE, odpowiadała kremlowskiemu planowi B dla Polski. Tym planem B – skromniejszym, a zarazem trudniejszym do przeprowadzenia – był polexit, czyli wyrwanie Polski z Unii Europejskiej. Najpewniej to nie on stanowił preferencję władców Kremla. Oni zapewne preferowali łatwiejszy i korzystniejszy plan A, czyli rozsadzanie UE od środka przy pomocy Polski.

Rzecz jasna, gdy tylko jeszcze było to możliwe, Kreml pragnął zapobiec wejściu Polski do Unii Europejskiej. Żadne mocarstwo nie godzi się dobrowolnie z pomniejszeniem swojej strefy wpływów. Nie godzi się też na to, żeby obce imperium zagarnęło część ziemi niczyjej, która leży między strefami wpływów. Kiedy jednak Polska weszła już do UE, władcy Kremla przyjęli do wiadomości, że ewentualne wyrwanie naszego kraju z tej wspólnoty będzie trudne. Polki i Polacy byli nastawieni do Unii Europejskiej entuzjastycznie. Ale i to Kreml mógł wykorzystać przeciwko UE, którą kremlowscy władcy chcą rozbić jeszcze bardziej, niż pragną odzyskać Polskę. Polki i Polacy są przekonani, że weszli do rajskiej unijnej krainy, w której spełniają się zachcianki? – spytałby kremlowski analityk. – To niech mają tych zachcianek jak najwięcej, niech żądają, niech tupią nogami! Skoro są przekonani, że nagle dopuszczono ich do klubu wielkich tego świata, to niech poczują się wielcy, niech zaczną walić pięścią w stół! Niech zaczną rozsadzać UE od środka. Niech pokażą, że w Unii Europejskiej chodzi tylko o pieniądze, a pod piękną i fałszywą przykrywką niemożliwej solidarności wciąż hula interes narodowy. Właściwie pokierowani Polacy odrzucą europejskie standardy, zgodnie z którymi każdy naród ogranicza swój zbiorowy egoizm, zwalcza uprzedzenia i potępia ciemne karty swej historii. Tym bardziej że to ostatnie Polakom sprawia szczególne trudności. Ich kraj był przecież jednym z głównych miejsc Holokaustu i innych hitlerowskich zbrodni. Ich dziadkowie byli ofiarami, świadkami i współsprawcami najpotworniejszych okrucieństw. Dziedzictwo takiej potrójnej traumy może doprowadzić do szaleństwa. My na Kremlu pomożemy rozhuśtać ten obłęd przy pomocy naszych narzędzi politycznych, medialnych i internetowych. Będziemy podsycać apetyty, lęki i urazy tego narodu, jego rozdwojenie i rozchwianie. Będziemy podszeptywać Polakom, że są niewinnymi ofiarami zdradzieckiego Zachodu. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to wmówimy im, że Berlin i Bruksela są z nami w zmowie. Nasza propaganda będzie przedstawiać Polaków jako sprostytuowanych niewolników USA i UE, śmiesznych błaznów opętanych paranoją lub manią wielkości, nawet zdeklarowanych hitlerowców. Niech się kręcą na tej karuzeli, niech szaleją i nie zdrowieją. Im gorzej się poczują, tym więcej będą żądać, tym częściej będą odmawiać i zaprzeczać swoim partnerom. Tym skuteczniej będą rozsiewać chaos i nieprzewidywalność. A wtedy Unia Europejska zobaczy, że nie leczy swoich członków ani nie wychowuje. Kraje UE dostrzegą słabość Unii i przestaną wierzyć w jej ideę, zatem wrócą do egoizmów narodowych. Te egoizmy, pozornie racjonalne, to dobra pożywka dla ziaren nacjonalistycznego szaleństwa, które rozsiewamy. Za czas niedługi, gdy dojrzeją trujące chwasty rosnące z tych ziaren, Unia zacznie się rozpadać. Wtedy będzie można ciąć skalpelem i scyzorykiem równocześnie. Wtedy Polska, rozszarpując Unię Europejską od środka, sama z niej wypadnie” – tak kremlowski analityk sobie by odpowiedział.

Wygląda na to, że nasz kraj, a przede wszystkim nasz rząd realizuje właśnie ten scenariusz. Polska PiS stała się idealnym dywersantem Kremla w Unii Europejskiej. Okazała się cenniejsza wewnątrz niż na zewnątrz.

Intrygujące jest to, że już 2, 3 lata po wejściu Polski do UE ksiądz Rydzyk zaczął wspierać tę partię, która w nowej sytuacji najbardziej odpowiadała planom Kremla. Czy Rydzyk poparł wtedy PiS tylko dlatego, że w tym samym czasie partia wygrała wybory, przejęła budżet państwa i stała się potencjalnym sponsorem? A może na ten zwrot miała wpływ również antyzachodnia orientacja geopolityczna Tadeusza Rydzyka? Gdyby tak było, znaczyłoby to, że Rydzyk realizuje strategiczne cele w sposób nie tylko konsekwentny, ale też bardzo przemyślny.

Można się zastanawiać, w jakim stopniu zwrot Rydzyka od LPR do PiS odbył się pod wpływem jednego z najwyrazistszych przyjaciół Radia Maryja, czyli Antoniego Macierewicza. To polityk, który przez dziesięciolecia prowadził działalność korzystną dla Rosji i otaczał się ludźmi powiązanymi z Rosją14. A równocześnie używał retoryki antyrosyjskiej i proamerykańskiej (w wyżej opisanej „kowbojskiej” postaci). W 2001 r. również Macierewicz flirtował z jawnie antyzachodnią Ligą Polskich Rodzin, a nawet wszedł z jej listy wyborczej do Sejmu. Jednak krótko potem opuścił LPR. A w 2005 r. związał się z PiS, aby w końcu zostać wiceprezesem tej partii.

Jak dzisiaj, po latach, przedstawia się geopolityczny aspekt tego związku? Cóż, można powiedzieć, że kremlowski scenariusz wchodzi w fazę finalną. Skalpel właśnie zaczyna się spotykać ze scyzorykiem. Wspierane przez Rydzyka PiS coraz agresywniej rozbija Unię Europejską od wewnątrz, a równocześnie budzi w swoich wyborcach pragnienie wyjścia z UE. Partia przyjęła wizję świata „ojca dyrektora” – wizję, która jest w sposób jawny antyzachodnia. Lider Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, nie chce pamiętać o swoich dawnych słowach. Niegdyś ostrzegał Polskę przed prokremlowskimi ciągotami radykalnej prawicy i Targowicą Radia Maryja – obecnie każe tańczyć swemu rządowi na urodzinach rozgłośni. Niegdyś ostrzegał Polaków przed Kremlem – dziś szczuje ich na Zachód. Po 2015 r. PiS niemal całkowicie zrezygnowało ze swojej antyrosyjskiej retoryki. Partia przerzuciła się na retorykę antyeuropejską, antyniemiecką, antyukraińską, antyislamską, antyfeministyczną i homofobiczną. Zatem zgodną z propagandą, którą Kreml szerzy w internecie w krajach zachodnich.

 

Tadeusz Rydzyk i jego ludzie, którzy pojawili się na listach wyborczych PiS, zapewne mieli swój udział w tej zmianie. Ale czynnikiem decydującym było to, że w 2014 r. wybuchła afera taśmowa, która pomogła PiS obalić rządy prozachodniej Platformy Obywatelskiej. Afera stanowiła operację kremlowskich służb specjalnych. Udowodnił to m.in. Grzegorz Rzeczkowski w książce Obcym alfabetem15. O rosyjskich korzeniach afery taśmowej musi wiedzieć Jarosław Kaczyński. Mógł je znać już w 2014 r. Albowiem właśnie w 2014 r. blisko związani z kierownictwem PiS funkcjonariusze wrocławskiego oddziału Centralnego Biura Antykorupcyjnego przyglądali się bliżej jednemu z polskich współorganizatorów afery, Markowi Falencie. Musieli zauważyć, że Falenta importuje rosyjski węgiel do Polski. Musieli zauważyć, że Rosjanie okazali Falencie szczególną przychylność, dając mu ten węgiel na kredyt. Musieli zauważyć, że Falentę na warszawskie salony biznesowe wprowadził przedsiębiorca z Wrocławia, Tomasz Misiak, stały bywalec podsłuchowej restauracji Sowa & Przyjaciele, do której zapraszał znajomych na poufne rozmowy. Misiak w putinowskiej Rosji miał wspólników i wielomilionowych kontrahentów. Należąca do Misiaka firma Work Service działała we wszystkich 5 tys. sklepów kremlowskiego oligarchy Michaiła Fridmana. Dodajmy, że rosyjskie zaplecze afery mogło być znane Mateuszowi Morawieckiemu, który wtedy właśnie zdobywał zaufanie Kaczyńskiego. Tak się bowiem składa, że:

 ten sam oligarcha Michaił Fridman to serdeczny przyjaciel innego mafijnego oligarchy, Olega Bojki, który poprzez firmę pożyczkową Vivus opłacał polskiego lobbystę Igora Jankego, autora książki Twierdza, w pochlebny sposób opowiadającej o Kornelu i Mateuszu Morawieckich;

 Misiak był dobrym znajomym Morawieckiego i zapoznał go z Markiem Falentą. Zapewne więc Jarosław Kaczyński dość szybko zrozumiał, że może liczyć na pomoc putinowskiej Rosji. Nie mógł też przeoczyć, że Kreml to jeden z nielicznych sojuszników, jacy mu pozostali w zmieniającym się świecie. Archaiczny konserwatyzm sarmackiego lidera PiS w Unii Europejskiej stawał się muzealnym przeżytkiem. Kto walczył o to, żeby takie przeżytki odzyskały dawną siłę? Rosyjski dyktator Władimir Putin, który przybrał ultrakonserwatywne oblicze i zaczął wspierać innych ultrakonserwatystów na Zachodzie, aby siać tam zamęt. Wobec tego Kaczyński schował do szafy swoją dawną antyrosyjską retorykę. Najwyraźniej pogodził się z tym, że będzie jednym z harcowników Putina. Żądza władzy przeważyła nad świadomością zagrożeń geopolitycznych.

A co w takim razie z „kowbojską” proamerykańskością PiS, do której wyborcy bardzo się przyzwyczaili? Partii byłoby trudno nagle ją porzucić, skoro przez lata głosiła, że tylko wojowniczy Waszyngton, w przeciwieństwie do pacyfistycznej Brukseli, gwarantuje nam bezpieczeństwo. Cóż, pod tym względem Kreml na jakiś czas wybawił Kaczyńskiego z kłopotu (aczkolwiek wyświadczenie mu przysługi nie było w tym przypadku główną intencją władców Rosji). Jak wiemy, w 2016 r. kremlowskie służby specjalne poprzez manipulacje w sieci pomogły wygrać wybory prezydenckie w USA prorosyjskiemu kandydatowi, którym był przedsiębiorca-celebryta Donald Trump. To rozwiązało wiele problemów Putina, ale też Kaczyńskiego. Od 2016 r. PiS mógł przedstawiać swoje poparcie dla Trumpa jako kontynuację „kowbojskiej” proamerykańskości. To, że Trump popierał Kreml i sprzeciwiał się samej idei NATO, do wyborców PiS przez długi czas nie docierało. Nie docierało więc do nich również i to, że poparcie dla Trumpa nie ma nic wspólnego z proamerykańskością, nawet „kowbojską”. Przecież nikt od dawna nie osłabił Stanów Zjednoczonych tak jak Donald Trump.

I tu wracamy do księdza Rydzyka oraz antysemityzmu jego mediów, albowiem poparcie PiS dla Trumpa spowodowało, że w 2016 r. Tadeusz Rydzyk spróbował zamieść swoją antysemicką propagandę pod dywan. Zahaczając o USA, kremlowska karuzela nagle przewiozła wyznawców Rydzyka z pozycji „pogromców Żydów” na miejsce „przyjaciół izraelskich nacjonalistów”.

Jak wiadomo, Donald Trump nieraz okazywał sympatię wobec amerykańskiej i międzynarodowej diaspory żydowskiej. Jeszcze bardziej ostentacyjnie robił to wobec państwa Izrael i nacjonalistycznego prezydenta tego kraju, Binjamina Netanjahu. Skąd ten filosemityzm? Rzecz jasna, nie tylko stąd, że zięć Trumpa, Jared Kushner, jest Żydem. Przede wszystkim dlatego, że prezydent Trump zabiegał o poparcie wyborcze ze strony amerykańskich konserwatywnych Żydów. A także starał się zachować głosy protestantów ewangelikalnych. Spora część przedstawicieli tego nurtu wyznaniowego stoi murem za Izraelem. Z przyczyn teologicznych: wielu ewangelikałów wierzy, że im więcej Żydów żyje w Ziemi Obiecanej, tym bardziej zbliża się powtórne przyjście Chrystusa… Tymczasem echa antysemityzmu Rydzykowych mediów regularnie docierały do Waszyngtonu i Nowego Jorku, nie mówiąc już o Tel Awiwie i Jerozolimie. Żydowscy i ewangelikalni wyborcy oraz lobbyści, jak również izraelscy sojusznicy Trumpa naciskali na jego administrację. Skoro rząd Polski tak was kocha, to zróbcie coś z tym księdzem i jego radiem… Przedstawiciele Trumpa nie byli głusi na te wezwania i ze swej strony naciskali na PiS w sprawie księdza Rydzyka.

Wobec tego Radio Maryja musiało znacznie złagodzić swój antysemicki przekaz. Ksiądz Rydzyk bardzo potrzebował żydowskiego przyjaciela, z którym mógłby się publicznie pokazać. Bardzo potrzebował żydowskiego przyjaciela, który byłby akceptowalny zarówno dla żydowskiej prawicy Binjamina Netanjahu, jak i dla polskiej prawicy Jarosława Kaczyńskiego. Musiałby to być żydowski nacjonalista, który równocześnie mówi dobrze o polskich katolikach…