3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Jak żyć w zgodzie z genami

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Prywatne doświadczenia

Mam wrażenie, że nie jestem człowiekiem agresywnym, chociaż podejrzewam, że może to być złudzenie i inne osoby wcale nie widzą we mnie potulnego baranka. Na szczęście sytuacje, w których zachowywałem się agresywnie – rozumianej jako walka na pięści czy noże – należą do nielicznych i dotyczą w większości okresu młodzieńczego.

Jednak agresja słowna, zwłaszcza w obronie odmiennych przekonań, towarzyszy mi nieustannie. Z tym, że dla mnie nie jest ona agresją, a raczej przeświadczeniem o konieczności obrony własnego zdania. Zdaję sobie sprawę, że podniesiony głos, żywa gestykulacja czy wyrazista mimika nie ułatwiają dojścia do porozumienia, gdyż druga strona może je odbierać jako nadmierną agresję. Trudno jednak powstrzymać się przed impulsywnością, gdy dyskusja dotyczy istoty własnego myślenia.

Ale w obydwu przypadkach, czy to walce na miecze, czy potyczkom słownym, agresji towarzyszą podobne mechanizmy genetyczne. I przejście od wymiany zdań, do wymiany ciosów, jest trudne do okiełzania, gdy maszyneria przykazania twój genom jest najważniejszy zostanie uruchomiona. Pamiętajmy o tym, nim następnym razem rzucimy słowa w gniewie, zaciśniemy pięści do bójki.

Ze zwierząt jedynie muchy i komary wywołują u mnie bezwarunkowy odruch chęci mordu. Pozostałych, w tym pająków, choć nie lubię, to staram się nie zabijać. Natomiast za morderstwa przeżuwanych przeze mnie zwierząt odpowiadają rzeźnicy. A, jeśli do zbrodni zaliczymy zjadanie roślin – to również rolnicy i ogrodnicy. To jedna z zalet życia w zorganizowanej grupie, może nie tak sztywnej hierarchii jak u owadów społecznych, lecz wystarczającej do podziału zadań (i usprawiedliwienia sumienia).

Obserwacje w przyrodzie
Agresja

Może się nam wydawać, że umiejętność prowadzenia wojen (zwana sztuką wojenną, co jest – moim zdaniem – nadużyciem i dlatego nie będę używał tego określenia) jest zdobyczą gatunku ludzkiego. Nic bardziej złudnego, tak naprawdę wykorzystujemy taktyki znane niższym organizmom, w tym mistrzów – mrówek.

Prowadzą one wojny z podobnych powodów jak ludzie. Głównie, by zdobyć terytorium oraz pożywienie. Ale potrafią też wyprawić się na wojnę, aby pojmać jeńców, aby uczynić z nich niewolników, wykonujących za nich niektóre prace. W walce korzystają z taktyk znanych z naszych wojen, jak mięso armatnie – czyli wykorzystanie mało ważnych i nieprzeszkolonych żołnierzy (łatwych do zastąpienia) do działań wstępnych, podczas gdy wyszkolone oddziały oczekują na wynik pierwszego starcia (Pheidologeton).

Również termity to doskonali stratedzy. Termitom hodujących grzyby Macrotermes bellicosus, w wyprawach robotnic poszukujących pokarmu towarzyszą żołnierze należące do kasty minor. Po wykryciu zagrożenia wzywają na pomoc żołnierzy z kasty major. Czynią to w bardzo osobliwy sposób – uderzając głowami o ziemię. Wojownicy termitów potrafią również poświęcić swoje życie w obronie gniazda. Tę taktykę stosują w ciasnych korytarzach termitier, gdy nie widząc szansy zatrzymania wrogów, dokonują samozniszczenia – a z rozerwanego odwłoka wydobywa się toksyczna, lepiąca maź, w której grzęzną atakujący.

Owady potrafią też używać różnego rodzaju broni. Jak broń dalekiego zasięgu – w postaci małych kamyków ciskanych na wroga jest wykorzystywana przez gatunek mrówek z Arizony (Dorymyrmex bicolor) lub broń chemiczna – opryskiwanie przeciwników sprayem (podobnym w działaniu do gazu łzawiącego) przez europejskie i północnoamerykańskie mrówki rudnice (rodzaj Formica).

Agresja to nie wymysł człowieka, wirusów ani nawet bakterii. Z konieczności wypełnienia innych przykazań po agresję sięgają wszystkie organizmy, nawet niewinne rośliny. Przyjrzymy się kilku spektakularnym manifestacjom agresji (o innych będę wspominał, prezentując poszczególne przykazania).

Wojny pod ziemią

Drzewa brzoskwini nie tolerują towarzystwa lucerny oraz koniczyny, orzech czarny nie znosi sąsiedztwa pomidorów, ziemniaków i jabłoni. Z konkurencyjnymi gatunkami rośliny te walczą za pomocą środków znanych nam z literatury kryminalnej: używają strychniny, cyjanowodoru, a nawet morfiny i nikotyny. To tylko część arsenału dostępnego roślinom, które mogą wytwarzać również inne, agresywne środki, jak fenole (używane przez nas jako środek dezynfekujący), flawonoidy (owadobójcze, grzybobójcze, powodujące również pęknięcia nici DNA), kwasy organiczne, a nawet – wydawałoby się – niewinne związki chemiczne, jak cukry, aminokwasy i białka. Byle tylko przegonić konkurentów od zasobów ukrytych w glebie. To są kosztowne wojny, na ich prowadzenie rośliny przeznaczają jedną trzecią produktów fotosyntezy. Lecz są to wojny konieczne.

I chociaż walka ta toczy się poza naszymi oczami, w gąszczu korzeni, to skutki możemy zaobserwować ponad ziemią, przyglądając się sąsiedztwu pnia drzewa, a nawet liściom rosnących w pobliżu roślin. „Korzenie niektórych gatunków, gdy pojawią się w gęsto zasiedlonym miejscu, wydzielają substancje zmuszające inne osobniki do zamykania aparatów szparkowych” – wyjaśnia prof. Przemysław Wojtaszek z Zakładu Biologii Molekularnej i Komórkowej UAM w Poznaniu. Poprzez ingerencję w wydajnoś? pozyskiwania energii, agresorzy os?abiaj? konkurencj?.

Nie wszystkie ro?liny od razu id? na wojn?. Niekt?re, jak akacja, rzewnia czy eukaliptusy, wybieraj? strategi??niezauwa?ania si??. Mimo?ycia w?bezpo?rednim s?siedztwie, korzenie tych ro?lin poszukuj? miejsca dla siebie, zachowuj?c odpowiedni dystans, nie przeplataj?c si? wzajemnie. Dopiero w?momencie zetkni?cia si? ich korzeni? wojna zostaje wypowiedziana.

ć pozyskiwania energii, agresorzy osłabiają konkurencję.

Nie wszystkie rośliny od razu idą na wojnę. Niektóre, jak akacja, rzewnia czy eukaliptusy, wybierają strategię „niezauważania się”. Mimo życia w bezpośrednim sąsiedztwie, korzenie tych roślin poszukują miejsca dla siebie, zachowując odpowiedni dystans, nie przeplatając się wzajemnie. Dopiero w momencie zetknięcia się ich korzeni – wojna zostaje wypowiedziana.

Bojownik syjamski

Niewielka, aczkolwiek urokliwa rybka akwariowa, zwana bojownikiem wspaniałym lub syjamskim, w realizacji przykazania znajdź terytorium, posuwa się do kuriozalnych zachowań – jak atakowanie własnego odbicia w szkle. No cóż, w naturze nie ma szklanych ścian i rybka nie wie, że to optyczna iluzja. Lecz z powodu tego bezwzględnego nakazu walki o dominację, w akwariach musi pozostawać samotna. Jej agresywność jest wykorzystywana przez mieszkańców Azji, organizujących pokazy walk, na podobieństwo równie okrutnych walk kogutów czy psów.

Pieski preriowe

Nikt nie uważa piesków preriowych za okrutnych morderców. Wiemy, że w grupie potrafią przegonić nawet węża, ale mordercy? A jednak stają się nimi, i to w najcięższej kategorii zbrodni – zabijając dzieci. Niepohamowana agresja nieświszczuków pojawia się, gdy inne samice z grupy wydadzą potomstwo za wcześnie, w kwietniu – czasie, gdy jeszcze trudno o zdobycie pożywienia. „Zabijanych jest wtedy około 39% młodych” – twierdzi amerykański biolog John L. Hoogland z University of Maryland. Kiedy młode rodzą się kilka tygodni później, młodym już nic nie zagraża, a potencjalne morderczynie pomagają w wychowaniu potomstwa. Nieświszczuki są przykładem potęgi przykazania zdobądź jedzenie za wszelką cenę, nawet życia krewniaków.

Mrówki

Lepiej nie wchodzić w mrowisko lub rozkładać pikniku na trasie mrówczych szlaków zaopatrzeniowych. Szybka ucieczka uratuje nas przed utratą życia, chociaż nie od bolesnego pieczenia po ich ukąszeniach. A mniejsze zwierzęta niech tym bardziej uciekają póki mogą przed armią czerwoną. Nie Armią Czerwoną byłego Związku Sowieckiego, a armią czerwonych mrówek ogniowych Solenopsis invicta, pochodzących z Ameryki Południowej. Realizują one przykazanie znajdź terytorium do rozwoju z taką skrupulatnością, że niebawem opanują cały świat (nie bez winy człowieka – dotarły do Ameryki Północnej, Azji i Australii), wycinając w pień inne gatunki, nawet mrówki znane Telimenie.

Szympansy

Do połowy ubiegłego wieku panował mit, że szympansy to wegetarianie, w konarach drzew leniwie obgryzające owoce. Silne, lecz nie agresywne, o ile nie muszą ratować własnego życia. Jednak obserwacje ich zachowań przeprowadzone w terenie – nie tylko przez Jane Goodall, która spędziła wśród nich 30 lat – wykazały, że są nie tylko agresywne wobec innych gatunków, są również okrutne, w sytuacjach niezagrażających ich bytowi.

Co pewien czas samce tworzą grupy patrolowe i rozpoczynają obchód swojego rewiru w poszukiwaniu samotnych grup samic z młodymi lub samotnych samców. A gdy na nią trafią, stają się nie tyle żołnierzami, przeganiającymi intruzów ze swojego terytorium, stają się grupą rabunkową, z najbardziej bestialskimi zachowaniami (co prawda znanymi nam z zachowań ludzkich – i to niemal współcześnie, jak w czasie II wojny światowej czy na terenach dawnej Jugosławii). Zabijanie młodych na oczach matek, masakrowanie zwłok, a na koniec akty kanibalizmu.

Wypady szympansów nie mają na celu zdobycia nowego terytorium, są raczej potwierdzeniem istniejącego status quo. Mogą być również częściowo związane z przykazaniem określ swoje miejsce (wykazując siłę w walce z wrogiem) oraz powielaj się (gwałcenie młodszych samic, gdyż te starsze są zabijane).

Ale szympansie wypady nie ograniczają się jedynie do bliskich im gatunków zwierząt. W Ugandzie celem ich ataków stała się wioska Ruteete. „Zazwyczaj małpy te nie napadają na wioski i nie uprowadzają dzieci. Człowiek jednak rozpoczął z nimi wojnę, szympansy więc kontratakują” – zauważa Doug Cress, sekretarz organizacji ekologicznej Pan African Sanctuaries Alliance. Ofiary tej wojny po stronie człowieka to, jak na razie, 8 zabitych oraz kilkunastu ciężko poranionych.

 

Łosie

Wydaje się, że łoś, z tak obfitym porożem, dostojnie stąpający w mokradłach, nie może być agresywny. A jednak jest inaczej, zwłaszcza w okresie przygotowywania się do realizacji przykazania powielaj się. Pożądanie tak zaślepia jego ocenę rzeczywistości, że atakuje znaki drogowe, słupy telegraficzne, samochody, a nawet – na swoją zgubę – lokomotywy. Jak również ludzi – na Alasce śmierć po ataku łosia jest częstsza niż zabicie przez niedźwiedzie (i to w całych Stanach Zjednoczonych). Atakowanie przedmiotów i ludzi to czę?? rytua?u godowego, kiedy to?o? musi walczy? o?wzgl?dy samicy. Jednak spotkania z?rywalem w?asnego gatunku nie maj? tak tragicznego fina?u. W?wi?kszo?ci przypadk?w ko?cz? si? na demonstracji poro?a czy si?y g?osu. Starcie, a?w?a?ciwie przepychanie przeciwnika poro?em, to ostatni etap walki. Mo?e brak reakcji (ucieczki) ze strony martwych przedmiot?w lub sparali?owanych strachem ludzi (zamarcie w?bezruchu podobno sprawdza si? w?przypadku spotka? z?nied?wiedziami) wywo?uj? u??osia tak? w?ciek?o???

ść rytuału godowego, kiedy to łoś musi walczyć o względy samicy. Jednak spotkania z rywalem własnego gatunku nie mają tak tragicznego finału. W większości przypadków kończą się na demonstracji poroża czy siły głosu. Starcie, a właściwie przepychanie przeciwnika porożem, to ostatni etap walki. Może brak reakcji (ucieczki) ze strony martwych przedmiotów lub sparaliżowanych strachem ludzi (zamarcie w bezruchu podobno sprawdza się w przypadku spotkań z niedźwiedziami) wywołują u łosia taką wściekłość?

Geny agresji

Czy agresja rzeczywiście może być zakodowana w genach?

Naukowcy – jak do tej pory – odnaleźli 15 genów mogących być odpowiedzialnymi za agresję. Jednym z nich jest gen Pet-1 produkujący serotoninę – hormon potrzebny do odczuwania szczęścia, którego brak zwiększa poczucie niezadowolenia i skłonność do przemocy.

Udział serotoniny w przekazywaniu sygnałów nerwowych – stąd przynależność do tzw. grupy transmiterów – zauważono po raz pierwszy w latach 70. ubiegłego wieku u żołnierzy amerykańskich. Hormon ten wpływa nie tylko na poziom agresji, lecz również odpowiada za regulację snu, aktywność seksualną, pobudliwość oraz apetyt. Jego niski poziom – ogólnie mówiąc – źle działa na organizm 5 . I mimo że na poziom serotoniny wpływ ma płeć (20-30% niższy u kobiet), wiek (niski u osób w średnim wieku, wyższy o osób starszych i noworodków), a także dieta, stres czy status społeczny – to głównie uzależniony jest od czynników genetycznych.

Badania Hana Brunnera, przeprowadzone na męskich reprezentantach licznej rodziny, u której zidentyfikowano dolegliwości psychologiczne – w tym „impulsywną agresję”, wykazały, że źródło podobnych zachowań tkwiło w pojedynczej mutacji w rejonie p11-p12 chromosomu X, gdzie znajdowały się geny MAO-A i MAO-B, odpowiedzialne za metabolizm serotoniny, dopaminy i noradrenaliny.

Natomiast w Instytucie Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Planca w Lipsku eksperymentom poddawano szczury wędrowne, chcąc wyjaśnić genetyczne podłoże zachowań. Szczury, których odpowiedniki 99% genów znajdziemy i u człowieka, stały się obiektem trzydziestoletnich badań (30 lat torturowania!). To aż wprost niewiarygodne, aby tak długo poddawać zwierzęta stresom 6 . A jednak, przez 73 pokolenia pozwalano szczurom rozmnażać się, krzyżując te o największej agresywności. Rezultat – po 30 latach wyhodowano osobniki o niespotykanej agresji. Jak dla mnie całkowicie bezcelowy i wyjątkowo okrutny eksperyment naukowy. W tym przypadku super agresywność szczurów była nie tylko rezultatem promowania genów agresji, lecz również zachowań agresywnych przekazywanych przez starsze osobniki. Szkoda szczurów...

Buzujące hormony

Dlaczego rekin żarłacz tępogłowy jest tak „zły”? Ponieważ ten gatunek ma najwyższy poziom testosteronu, odpowiedzialnego za agresywność zwierząt. Za agresywnymi zachowaniami stoi wysoki poziom adrenaliny, noradrenaliny oraz wspomnianego testosteronu – przy niskim poziomie serotoniny. To najprostsze wyjaśnienie, odwołujące się do wpływu genów na naszą duszę. Najprostsze.. i nie do końca prawdziwe.

Przyjrzyjmy się, z jakim skomplikowanym procesem chemicznym mamy do czynienia w przypadku agresji:

–lutropina (hormon luteinizjujący LH) – reguluje pracę komórek śródmiąższowych jąder, a poprzez to wpływa na produkuję testosteronu;

–adrenalina – występująca również u roślin, umożliwia błyskawiczne reakcje w sytuacjach stresowych (przyśpieszone bicie serca, zwiększenie ciśnienia toczonej krwi, rozszerzenie źrenic oraz oskrzeli);

–noradrenalina – powoduje skurcz naczyń krwionośnych (skóry, mięśni, a również nerek i wątroby);

–sterydy nadnerczowe (steroidy) – kortykosteroidy wzmagają produkcję adrenaliny; mineralokortykoidy, w tym aldosteron regulujące przepływ krwi; androgeny produkujące m.in. testosteron;

–testosteron – w sferze duchowej odpowiada za skłonność do ryzyka, impulsywność, agresję.

***

Już ten szybki przegląd hormonów odpowiedzialnych za agresję, wskazuje z jak złożonym współdziałaniem mamy do czynienia. Mimo że wszystkie wymienione hormony mają udział w agresji, to regulują równocześnie wiele innych, czasem bardzo odległych od agresji, zachowań. Aby to udowodnić, zajmijmy się tylko jednym, lecz najbardziej znanym i spektakularnym w efektach hormonem – testosteronem.

Testosteron

Bez testosteronu nie ma mowy o realizacji wymogów przykazania powielaj się. To, że zbyt wielka chęć powielania się objawia się innymi, ubocznymi skutkami, widocznie ma na ewolucję mniejszy wpływ. Gdyż często są one również pożądane. Poziom testosteronu odpowiada m.in. za waleczność (i w boju, i na arenie sportowej), zwiększoną skłonność do ryzyka (co jednak może się opłacić w takim stopniu, że pozwoli zdobyć profity niedostępne rozważnym). Na dodatek, jak przyjrzymy się problemom ludzi z mniejszym poziomem testosteronu, to można zacząć wątpić, czy testosteron jest taki zły. Takie osoby mają problem z otyłością, podwyższonym ciśnieniem krwi, dwukrotnie częściej popadają w depresję...

Od wieków znane są sposoby uczynienia z agresywnego zwierzęcia lub człowieka potulnej istoty, zdobywającej nawet dodatkowe umiejętności. Lecz jest to sposób inwazyjny, bolesny zarówno fizycznie, jak i psychicznie. To kastracja, na przykład przez zmiażdżenie jąder. Popularna w średniowieczu, a do dzisiaj stosowana wobec byków. W przypadku ludzi bodźcem do wykonywania podobnych zabiegów nie była jednak próba ujarzmienia agresji, a chęć usłyszenia anielskich śpiewów – powstrzymanie przemiany chłopca w mężczyznę i zmiany barwy głosu.

I chociaż pozbawienie samców źródła testosteronu zmniejsza ich agresywność, to nie likwiduje jej całkowicie, możemy obserwować powrót agresywnych zachowań po sztucznym dodaniu tego hormonu (przez wstrzyknięcie do krwiobiegu). Gdyż, nawet tak proste uczucie jak agresja, nie jest wynikiem działania jedynie wspomnianych 15 genów. To istny labirynt zależności i dopiero od niedawna zaczynamy sobie zdawać sprawę, że zmiana jednego z warunków, może nigdy nas nie wyprowadzić z niego, kierując na inne, niepożądane ścieżki. A w pogmatwaniu ścieżek, utrudniających nam zrozumienie pełnej roli – oraz wyprodukowanie odpowiednich środków leczniczych, ogromny udział mają neuroprzekaźniki.

Serotonina

Jednym z nich jest, wspominana już, serotonina. Wiemy, że jej poziom wpływa na stan emocjonalny. Jej niski poziom w przodomózgowiu (ośrodku kontrolującym agresję) wzmaga agresję lub wyrachowane, egoistyczne postawy, ludzie stają się oziębli, trudno im wyzwolić w sobie uczucia – zarówno miłości, jak i strachu. Podobna postawa charakteryzuje psychopatów, dla których agresja nie jest stanem spontanicznego odruchu, a potrafi być zaplanowanym „na zimno” działaniem, często sposobem wypełnienia pustki emocjonalnej. I nie mam na myśli jedynie psychopatycznym morderców, lecz również osoby skłonne do udziału w ekstremalnych przedsięwzięciach. Jak również karierowiczów, dla których kłamstwa, manipulowanie ludźmi, częste zmiany partnerów seksualnych, przychodzą o wiele łatwiej (i są trudniej wykrywalne jako zamierzone działanie) niż u ludzi z normalnym poziomem serotoniny. Przyczyną podobnych zachowań może być mutacja genu w chromosomie X, odpowiedzialnego za wydzielanie tego chemicznego neuroprzekaźnika.

Cena agresji

Kwas 5-hydroksyindolooctowy (5-HIAA), obecny w płynie mózgowym, należy do głównych produktów metabolizmu serotoniny. Gdy jesteśmy głodni, stajemy się agresywni z powodu obniżonego poziomu serotoniny. To zrozumiała zależność, gdyż agresja jest niezbędna, aby rozpocząć polowanie lub choćby wstać z kanapy i podejść do lodówki. Tylko że osoby, które dokonały zabójstwa na tle seksualnym, a nawet próbowały popełnić samobójstwo, też mają bardzo niski poziom 5-HIAA. Tak więc, agresję uzasadnioną od patologicznej, dzieli niewielki krok.

***

Notatka na marginesie: Kolor ostrzegawczy

Lęk przed czerwienią odziedziczyliśmy po przodkach z niższych gałęzi ewolucji. To czerwień ognia, często kolor trujących (skórą lub jadem) zwierząt. Także kolor naszej krwi.

Chcąc dotrzeć do źródeł naszej wrażliwości na czerwień, trzeba odwrócić tok myślenia. Jadowite zwierzęta nie stroszą się czerwienią, by nas odstraszyć – czerwień jest kolorem wytwarzanych przez nie toksyn. I dopiero inne zwierzęta nauczyły się kojarzyć czerwień z niebezpieczeństwem oraz bólem. Człowiek przeniósł ten kolor również na znaki ostrzegawcze, kolorystykę tatuaży wojennych, seksowne stroje kobiet. Przy okazji tego ostatniego, najbardziej popularnym kolorem kostiumów kąpielowych jest kolor czerwony – a jak wiemy pożądanie często bywa igraniem z zagrożeniem.

***

Ten kłębek zależności trudno rozplątać. Zwłaszcza, że jeden wariant genu kodującego receptor 5-HT2A, może wywoływać inne emocje, gdy osoby znajdowały się wcześniej pod wpływam chronicznego stresu, a odmienne, gdy go nie doświadczyły. Również płeć potrafi „wywrócić” te zależności. Krótka wersja genu transportującego serotoninę, w połączeniu z chronicznym stresem – u kobiet wywołuje depresję, a u mężczyzn przeciwdziała depresji. Odwrotne relacje u obu płci występują natomiast przy dłuższej wersji genu... W badaniach przeprowadzonych na Duke University Medical Center przez Beverly Brummetta wzięto pod uwagę jedynie trzy zmienne: wariant genu, wcześniejszy uraz stresowy oraz płeć – aby objawy, przejawiające się depresją lub jej brakiem, mogły tak się różnić.