Obsesja matki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Sprawdziłam szafę i łazienkę. Nic, co mogłoby nam pomóc.

Na progu stanął Bestia, blokując przejście.

– Chyba niczego tu nie ma – powiedział. – Moglibyśmy jeszcze dzisiaj odwiedzić kolejny dom czy dwa albo poczekać, aż wróci właściciel, i sprawdzić, co ma do powiedzenia.

– Zostajemy – zadecydowała stanowczo Faith. – W końcu musi wrócić. A jeśli nie będzie chciał gadać lub powie, że o niczym nie wie, zadzwonimy na policję i damy znać…

– Co tu się, kurwa, dzieje?

Bestia gwałtownie się odwrócił.

Zamarła przez ten głos. Pięć słów. Tyle wystarczyło, aby zdała sobie sprawę, że stał przed nimi Mark Silos. Definitywnie to trzeci napastnik. Mężczyzna, który polecił zabić jej męża, stał kilka metrów od niej i trzymał broń. Opuszkami palców dotknęła blizny, wiodąc nimi po twardej skórze od ucha, przez podbródek i szyję.

Facet stał na tyle daleko, że Bestia nie mógł odebrać mu pistoletu, nie ryzykując postrzału w brzuch. Napastnik był wysoki i szczupły, miał zmierzwione ciemne włosy. Pomijając złowrogo patrzące niebieskie oczy, w niczym nie przypominał faceta z fotografii, jaką znalazła w internecie.

– Oboje – polecił – ręce nad głową, żebym je widział.

Faith spojrzała na podłogę, gdzie jeszcze chwilę temu znajdowała się Złość. Nie zauważyła jej, dziewczyna bez wątpienia schowała się pod łóżkiem.

– Natychmiast!

Bestia uniósł ręce i złączył palce. Dostrzegła, że zacisnął zęby, usztywnił ramiona. Jeśli nadarzy się okazja, powali gościa.

Faith również uniosła ręce.

– Ruszajcie – powiedział Silos. – Wychodzić!

Faith poszła za Bestią wąskim korytarzem w kierunku frontu domu.

Silos dźgnął ją mocno lufą w plecy. Próbowała znaleźć wyjście z sytuacji. Nie chciała poddawać się panice, lecz zobaczyła na kanapie Małego Vinniego. Wyglądał na oszołomionego, ale żył. Krew ściekała z jego czoła i kapała z nosa. Najwyraźniej Silos go zaskoczył.

Odwróciła się, gotowa biec do Małego Vinniego, ale właściciel domu chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę kuchni. Zerknęła przez ramię. Przeniosła wzrok z Małego Vinniego na stojącą na stoliku lampę. Gdyby zdołała się uwolnić i ją chwycić, mogłaby się zamachnąć i walnąć napastnika w głowę.

– Na zewnątrz! – powiedział Silos, nim zdołała coś zrobić. Popchnął ją w stronę Bestii i nakazał im skierować się do tylnych drzwi. Dlaczego miałby wyganiać ich z domu, jeśli nie planował ich zastrzelić, a później zająć się najstarszym z nich? Nie było mowy, by tak po prostu wypełniła polecenia. Serce biło jej jak oszalałe, gdy rozejrzała się po pomieszczeniu. Stosy brudnych naczyń piętrzyły się przy zlewie. Na kuchence leżała stara, żeliwna patelnia.

Myśli wymknęły jej się spod kontroli.

Musiała natychmiast coś zrobić. Jeśli zamierzała chwycić patelnię, musiała działać błyskawicznie. Pomyślała o Hudsonie. Jeśli rzuci się w kierunku kuchenki, ktoś może zostać postrzelony. Dopiero odzyskała syna. Nie mogła ryzykować, że go teraz opuści. Frustracja uniemożliwiała jej składne myślenie.

Bestia wolno i z rozmysłem sięgnął do klamki.

– Rzuć broń! – rozbrzmiał za nimi głos Złości.

Silos się odwrócił, gotowy strzelić.

Bestia złapał Faith i przyciągnął do swojej piersi, nim padł z nią na podłogę.

Rozległ się wystrzał.

Ciałem Silosa wstrząsnęło.

Faith obserwowała, jak cofnął się nieznacznie, próbując utrzymać równowagę. Przeciwstawiał się grawitacji, walcząc z bólem, który musiał odczuwać, gdy krew wsiąkała w jego koszulkę. Spojrzał w jej stronę. Na jego czole perlił się pot, wytrzeszczał oczy, jakby właśnie zdał sobie sprawę, że to może być jego koniec.

Nie mógł nic zrobić. Palce straciły czucie, pistolet upadł na podłogę.

Złość rzuciła się po niego.

Silos poleciał na bok, zrzucając przy okazji naczynia z kuchennego stołu. Na posadzce wylądował też nóż.

Zszokowana Faith przyglądała się, jak mężczyzna pada. Nie mógł umrzeć. Miała pytania, a on znał odpowiedzi.

Mark Silos leżał na plecach z szeroko otwartymi oczami.

Dostał w szyję. Faith podczołgała się do niego. Bestia złapał ją za kostkę, by zatrzymać, ale kopnęła go w rękę, przeczołgała się pod stołem i odsunęła z drogi krzesło.

Popatrzyła na Silosa. Z kącika ust płynęła mu krew.

– Gdzie ona jest? – zapytała. – Gdzie jest moja córka?

Spojrzał jej w oczy.

– McMann? – wycharczał, nim zakrztusił się krwią.

Faith złapała go oburącz za koszulkę i potrząsnęła.

– Gdzie Lara? Gdzie jest moja córka? – łkała.

Nie odpowiedział.

Uderzyła go pięścią w ramię.

– Mów!

Cisza była ogłuszająca. Musiał jej to powiedzieć. Zamiast tego zamknął oczy i wykrztusił:

– Nie wiem.

– Gówno prawda. Zabiłeś mojego męża i porwałeś moje dzieci! Gdzie ona jest?

– Nie wiem… nikt nie wie – powiedział, nim uleciało z niego życie.

Głowa opadła w lewo i zwiotczał.

Nikt nie wie. Co to oznaczało?

– Nie waż się umierać! – Położyła dłonie jedna na drugiej na jego piersi i zaczęła uciskać, pragnąc przywrócić go do życia. – Sukinsynie. Powiedz, gdzie ona jest. Co zrobiłeś z Larą?

Poczuła na ramieniu czyjąś dłoń.

Silos nie żył.

Faith spojrzała na Bestię.

– Gdzie jest Lara? – jęknęła. – Gdzie?

Bestia otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie padły żadne słowa.

Co miał na myśli Silos, wyznając, że nikt tego nie wie? Czy Larę gdzieś przetransportowano? Uciekła? Gdzie mogła przebywać?

Rozpacz Faith była paraliżująca. Kiedy się podniosła, smutek przyćmił gniew. Oddychała. Nie przestanie szukać dziecka. Ani teraz, ani nigdy. To był dopiero początek.

4

Następnego dnia, po kilku godzinach snu, Faith, Russell i Hudson pojechali do siedziby FBI w Sacramento. Przy długim, prostokątnym stole usiadła z synem po prawej i z ojcem po lewej stronie. Naprzeciwko nich zajęli miejsca agenci w garniturach i zadawali Hudsonowi pytania.

– Jak się czujesz?

– Co robiłeś od powrotu do domu?

– Czy rozpoznajesz mężczyzn, którzy uprowadzili ciebie i twoją siostrę?

Od pół godziny przebywali w dusznym pomieszczeniu, więc Faith zaczynała się niecierpliwić. Chciała zabrać syna do domu.

Hudson jednak nie wydawał się przestraszony, zirytowany czy znudzony. Zachowywał się normalnie. Wyglądał jak przeciętny chłopiec, którego nie porwali i nie zniewolili handlarze narkotyków, który uciekł i w środku zimy zgubił się w lesie w hrabstwie Mendocino.

– Na początku – odpowiedział na pytanie agenta – kiedy wrzucili mnie i siostrę na tylne siedzenie auta taty, byłem przerażony. Pamiętam, że się trząsłem. Nie mogłem się ruszyć.

Agentka Burnett – wysoka kobieta o ciemnych włosach, z którą Faith spotkała się wcześniej kilkukrotnie – siedziała naprzeciwko Hudsona. Jej twarz złagodniała.

– Czy ci, którzy was porwali, rozmawiali ze sobą? Słyszałeś jakieś imiona?

– Tylko jedno.

Faith spojrzała na syna i wstrzymała oddech, jak zresztą wszyscy w pomieszczeniu.

– Patrick – odparł.

– Czy padło nazwisko tego Patricka?

Hudson pokręcił głową.

– Tylko imię. Jeden z porywaczy martwił się, że Patrick o coś się wkurzy. Tylko tyle pamiętam.

Patrick. Nie pierwszy raz słyszała to imię. Cecelia – kobieta pracująca w hotelu w San Francisco – wyznała, że pracowała dla Patricka. Bez nazwiska. Tylko imię. Faith nie opowiedziała FBI ani detektywowi Yuhaszowi o tym, co stało się tamtej nocy. W samoobronie zabiła człowieka. Nawet gdyby mogła wyznać im prawdę, nie wyszłoby z tego nic dobrego. Cecelia nie żyła.

– To bardzo pomocne – powiedziała agentka Burnett. – Daj nam znać, jeśli coś sobie przypomnisz, dobrze?

Pokiwał głową.

– Bałeś się, prawda?

Znów przytaknął.

– Nie ma w tym nic dziwnego. Zdarza się nam wszystkim.

– Później już się nie bałem, bo zacząłem udawać, że wszystko, co się dzieje, to tylko gra na konsoli.

– Możesz wyjaśnić, co przez to rozumiesz, Hudsonie?

Ożywił się nieco.

– Bez względu na to, w co gram na Xboksie, pojawia się trudniejszy poziom. Czasami wydaje mi się, że nigdy go nie przejdę, ale jeśli będę grał wystarczająco długo, znajdzie się sposób, żeby pokonać przeszkody i iść dalej. – Patrzył na swoje splecione palce. – Tak właśnie zrobiłem, gdy wrzucono mnie do metalowej skrzyni razem z innymi chłopakami, kiedy zabrano nas w góry i kiedy zgubiliśmy się z Joeyem w lesie.

Faith przyglądała się dziecku z rosnącym niepokojem. Zdecydowanie tłumił emocje, nie mówił jej o wszystkich złych rzeczach, które widział.

– Jeśli się pani nie podda – ciągnął, skupiony na agentce – jeśli będzie pani próbować, wymyśli pani, co dalej zrobić.

– Jasne – odparła. – Jesteś bardzo mądrym chłopcem.

Tak, jest mądry, pomyślała Faith. I bystry, i odważny, i taki, jak mówią mu bliscy już przeszło dwa dni. Patrzyła na Hudsona zahipnotyzowana małym zadartym nosem i brązowymi włosami, które urosły już za uszy. Zbyt wiele się działo, by przejmować się jego fryzurą. Wszystko zdawało się jej nowe – obserwowanie go, jego bliskość.

Opowiedział agentom o dniu napaści na ich rodzinę. O tym, jak wrzucono go z siostrą na tylne siedzenia auta taty i pod groźbą śmierci polecono zachować ciszę. Przyznał, że po godzinie jazdy samochód się zatrzymał.

– Wtedy was rozdzielono?

Pokiwał głową, patrząc w blat.

– Lara kopała i krzyczała. Chciałem jej pomóc, ale było ich zbyt wielu. Nie mogłem z nimi walczyć. Nie chciałem, żeby zabrano ode mnie siostrę.

 

– Wiesz, gdzie byliście lub dokąd ją zabrano?

Pokręcił głową.

– Dokąd dalej pojechaliście? – dopytywała agentka.

– Zasnąłem. Pod koniec dnia przesadzili mnie z auta taty do innego, po czym wrzucili do metalowej puszki, gdzie byli też inni chłopcy.

Agenci szybko doszli do wniosku, że to kontener transportowy. Niestety składowano je w wielu miejscach.

Hudson opowiedział o towarzyszach niedoli, o tym, że niektórzy więzieni byli przez lata. Wielu chłopców było dręczycielami gorszymi niż porywacze.

– Pamiętasz, co stało się po tym, gdy wypuszczono cię z kontenera?

Wzruszył ramionami.

– Trochę.

– Kiedy cię z niego przenieśli – dociekał Jensen – widziałeś jakieś twarze?

Pokręcił głową.

– Zasłonili nam oczy. Słyszałem silnik, droga była wyboista, więc wiedzieliśmy, że znajdujemy się w samochodzie. – Zamilkł na dłuższą chwilę. – Ale nie widziałem ich twarzy. – Spojrzał na Faith. – Nie miałem szansy uciec.

– W porządku – powiedziała do syna. – Wszystko zrobiłeś, jak należy.

– Pamiętasz, jakim samochodem jechaliście?

– Nie.

– A kiedy byliście w górach – wtrącił się Jensen – widziałeś ich twarze, prawda?

– Tak – odpowiedział. – Każdego dnia. Widziałem również tych, którzy porwali nas z domu.

– Dobrze – odparł agent. – Mamy jeszcze kilka pytań, a potem chcielibyśmy pokazać ci zdjęcia, by sprawdzić, czy kogoś rozpoznasz, okej?

Skinął głową.

– Do czego byłeś zmuszany w lesie?

– Przykuli nas do stołu. Każdy miał swoją część blatu, przy której musiał przycinać konopie. – Spojrzał na matkę i dodał: – Było lepiej, niż gdy trzymano nas w ciemnej puszce bez jedzenia i picia.

Posłała mu kojący uśmiech, który mocno kontrastował z szalejącymi w niej emocjami. Wierciła się na krześle, gdy syn opowiadał o chłopcu, który najprawdopodobniej umarł w kontenerze, i kolejnym, który został zastrzelony kilka minut po tym, jak uciekł z chaty w lesie. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, gdy mówił o tym, jak porywacze regularnie ich bili i ledwie dawali cokolwiek do jedzenia. Ton jego głosu pozostawał spokojny. W końcu przyznał, że to nie gry na konsoli pozwoliły mu przejść przez las, ale wojenne historie dziadka o przetrwaniu. Gdyby znalazł źródło wody i pożywienia, zyskałby pewność, że przeżyje.

I miał rację.

Z nowym przyjacielem Joeyem nie tylko walczyli z porywaczami, ale też przetrwali na mrozie, aż znaleźli ich ojciec i brat Faith.

– Dziękujemy, Hudsonie. Bardzo pomogłeś.

– Czy znajdziecie moją siostrę?

– Taki mamy zamiar – odparł Jensen.

– Pokażemy ci teraz zdjęcia – wtrąciła się agentka Burnett. – Będę pokazywała po sześć. Daj znać, gdy kogoś rozpoznasz.

Hudson znów pokiwał głową.

Faith zerknęła na ojca. Spojrzeniem przekazał, że wszystko będzie dobrze.

Agent Jensen otworzył teczkę i zaczął wyjmować fotografie przedstawiające mężczyzn i nieliczne kobiety. Niektóre zrobiono z odległości, inne z bliska.

Faith zadrżała, gdy zobaczyła Diane Weaver. Trudno było nie zauważyć jej wychudłej twarzy i potarganych włosów. Przez grymas wydawała się starsza, choć to okrucieństwa w jej oczach Faith miała nigdy nie zapomnieć.

Kiedy Hudson stwierdził, że nikogo nie poznaje, pokazali mu kolejne sześć fotografii w dwóch rzędach.

Faith rozpoznała dwóch mężczyzn z segregatora. Odda go, kiedy znajdzie Larę, ale na razie postanowiła sobie zatrzymać. Jeśli o liście nazwisk dowiedziałaby się niewłaściwa osoba, mogłoby to wywrzeć presję na samego dyrektora FBI lub być może popchnąć okolicznych szefów gangu do zlikwidowania Faith.

Tak czy inaczej, teraz nie zamierzała nic ujawniać.

W nieokreślonej przyszłości wykona telefon na policję i przekaże segregator.

Wiedziała, co pomyślałaby większość zwykłych ludzi o nieujawnianiu nazwisk władzom. Ale to nie było takie proste. Nie chodziło o to, że nie ufała organom ścigania. Po prostu ich cele się różniły. Oni chcieli łapać przestępców. Ona pragnęła odnaleźć córkę.

Tylko detektyw Yuhasz o wszystkim wiedział. Wciąż przebywał w szpitalu, dochodził do siebie po postrzale, dzięki czemu miała nieco swobody. A czas uciekał.

Hudson wpatrywał się w zdjęcia przez dłuższą chwilę, po czym pokręcił głową.

Pojawiło się sześć kolejnych fotografii. Wskazał środkową w dolnym rzędzie. Zrobił to bez wahania.

Mężczyzna miał ciemne włosy, a jego oczy… Faith aż sapnęła.

Agentka Burnett skierowała na nią uwagę.

– Coś się stało?

– Nic – skłamała. – Niedobrze mi na widok twarzy tych ludzi, bo wiem, co zrobili.

Agentka nie uwierzyła w to wyjaśnienie, ale nie naciskała Faith, która widziała tę twarz zeszłego wieczoru. Choć Mark Silos zmienił fryzurę i stracił na wadze, odkąd zrobiono to zdjęcie, dostrzegła te same przeszywające niebieskie oczy mężczyzny, którego śmierć oglądała na podłodze jego kuchni.

Myśl o wczorajszym dniu przywiodła kolejną o tym, jak miewał się Mały Vinnie. Mocno oberwał w głowę. Bestia, Złość i Mały Vinnie zrobili, co w ich mocy, żeby morderstwo w domu na Foresthill wyglądało jak skutek kiepskiej transakcji pomiędzy dilerami. Po wszystkim podrzucili Faith wystarczająco daleko od domu rodziców, aby mogła wejść do niego niezauważona.

Ile minie czasu, zanim ktoś odnajdzie ciało? Rana postrzałowa z pewnością kogoś zaalarmuje, choć Bestia zapewniał, że w tych rejonach często słychać taki huk.

Hudson wskazał na zdjęcie i spojrzał na Faith.

– To ten, który rozkazywał pozostałym dwóm.

Matka pokiwała głową. Hudson wiedział to, do czego ona doszła wczoraj – że Mark Silos był trzecim napastnikiem w ich domu. Nie miał jednak pojęcia, że to właśnie on polecił zabić ją i jego tatę.

Przyglądając się zdjęciu, stwierdziła, że mężczyzna miał przeciętnie wyglądającą twarz. Oblicze mordercy. Trupa.

5

Faith usiadła w gabinecie terapeutki.

Tata był w poczekalni. Miał zabrać Hudsona do domu, kiedy Kirsten Reich skończy z nim rozmawiać, ale teraz kobieta przyjmowała jego matkę.

Psychoterapeutka – blondynka o atletycznej budowie – zajęła miejsce w fotelu naprzeciwko Faith i zapytała:

– Jak miewa się pani rodzina?

Zaskoczona Faith chciała jedynie posłuchać o synu, dowiedzieć się, co z nim będzie, więc wiercąc się na miejscu, uniosła brwi, jakby nie zrozumiała.

– Jak miewają się pani rodzice? – spróbowała raz jeszcze Kirsten.

Matkę Faith napadło trzech mężczyzn. Gdyby im nie uciekła i nie zamknęła się w pokoju, i gdyby nie zjawili się Bestia i Złość, z pewnością już by nie żyła.

– Mama niebawem zostanie wypisana ze szpitala – odparła, próbując zapanować nad frustracją. – Jest twarda. Tak samo tata. Jest jak Króliczek Energizera. Nic go nie powstrzyma.

– Cieszę się. – Zapisała coś, po czym zapytała: – Minęło wiele czasu, odkąd rozmawiałam z Janą. Urodziła już?

– Nie, jeszcze nie. – Takie pogaduchy sprawiały, że miała wrażenie, jakby grała w grę, która polegała na sprawdzeniu, kto pęknie pierwszy. – Choć wygląda, jakby miała w sobie całą rodzinę. – Postukała stopą o podłogę, starając się przypomnieć sobie termin porodu siostry. Nic nie przyszło jej do głowy. Zerknęła na złożone na kolanach dłonie.

Coraz częściej bawiła się obrączką, obracając ją na palcu. Stała się luźna. Będzie musiała zanieść ją do jubilera, aby ją dopasował.

Kiedy uniosła wzrok, zauważyła, że terapeutka się w nią wpatruje.

– Jej mąż też ma się dobrze – dodała Faith, zanim Kirsten zadała kolejne pytanie. – Jestem pewna, że niedługo wróci do pracy.

– A co z pani bratem?

Faith zacisnęła usta. Czy zapyta również o jej bratanice, kuzynostwo i resztę rodziny?

– Colton odwołał podróż na Florydę do żony i córek, aby być z nami, gdybyśmy dowiedzieli się czegoś o Larze. No i widziała pani Hudsona. – Pstryknęła, kończąc to, co miała za przesłuchanie zamiast rozmowy. – Może powie mi pani wreszcie, jak poszło.

– To zajmie trochę czasu – odparła Kirsten. Zdjęła z nosa okulary w czarnych oprawkach i wytarła szkła chusteczką. – Ale biorąc pod uwagę okoliczności, powiedziałabym, że ma się całkiem dobrze.

Faith czekała na coś więcej, gdy jednak cisza się przedłużała, westchnęła ciężko.

– Może powinna pani mi powiedzieć, co chodzi pani po głowie.

– O nie – odparła Faith. – Niektórych myśli lepiej nie werbalizować.

– Nalegam.

Faith cały dzień była w paskudnym nastroju. Spotkanie z agentami FBI nie pomogło.

– Okej. – Usiadła prosto. – Myślę o tym, dlaczego płacę osiemdziesiąt dolarów za godzinę tylko po to, by powiedziała pani, że mój syn ma się całkiem dobrze. Poważnie? Moje dziewięcioletnie dziecko przeszło przez straszliwą mękę, było przetrzymywane w niewoli niemal dwa miesiące, po czym wróciło do domu i dowiedziało się, że jego ojciec nie żyje. Ledwie uroniło łzę czy okazało jakiekolwiek emocje. Najwyraźniej Hudson dusi to wszystko w sobie, a pani powiedziała mi tylko jedno zdanie. – Opuściła ręce na kolana i ponownie zaczęła bawić się obrączką.

Czas płynął, cisza gryzła jak jakaś zżerająca ciało bakteria, aż Faith uniosła głowę i spojrzała Kirsten w oczy.

– Ma się lepiej niż pani – rzekła terapeutka. – To mogę pani powiedzieć.

Faith przez moment wpatrywała się w kobietę i prawie się uśmiechnęła. Z jakiegoś powodu lubiła ją, bo ta nie bała się wypowiadać swoich myśli.

– Może powie mi pani, jak idą poszukiwania córki? – zagadnęła Kirsten.

Faith pochyliła się do stołu, wzięła szklankę z wodą i piła sporymi łykami. Kiedy skończyła, powiedziała:

– Ostatnie dni były bardziej szalone. Nie rozmawiałam z detektywem Yuhaszem, więc nie…

– Mówię o pani prywatnym śledztwie.

Faith upiła kolejny łyk zimnej wody. Kirsten nie mogła wiedzieć, co wczoraj porabiała.

– Hudson jest już w domu – odparła, stawiając szklankę na stole. – Nie mogę biegać i szukać Lary, gdy syn mnie potrzebuje. Mogę jedynie żywić nadzieję, że detektyw Yuhasz niebawem wznowi działania i zaangażuje swoich ludzi do wzmożonej pracy nad tą sprawą.

– Hmm…

– Co to oznacza? Nie wierzy mi pani?

– Tego nie powiedziałam. Ale oglądam wiadomości i przed pani przyjazdem widziałam informację o dilerze, którego znaleziono martwego w jego własnym domu. Zastanawiam się więc, czy pewna nauczycielka i jej przyjaciele nie złożyli mu wizyty, która poszła okropnie źle.

Całkowicie zaskoczona Faith wstała i sięgnęła po płaszcz. Choć nie chciała myśleć o własnej lekkomyślności, nie uważała Marka Silosa i innych jego pokroju za ludzi. Wczoraj na warcie miał stać Mały Vinnie. Silos nie powinien był ich tak zaskoczyć. Jednak tak właśnie się stało, wskutek czego Złość nie miała wyjścia, musiała go zastrzelić. Nie oznaczało to jednak, że Faith będzie chodzić i opowiadać ludziom takim jak Kirsten Reich o tym, co zaszło. Według niej nic się nie zmieniło. Lara wciąż była zaginiona, więc matka musiała ją odnaleźć.

– Potrzebuje pani pomocy – stwierdziła terapeutka, wyrywając Faith z zamyślenia. – Działa z panią dwoje czy troje przyjaciół.

Faith nie miała powodu, by złościć się na kobietę, ale nie potrafiła nad sobą zapanować. Już drugi raz zastanawiała się, po co tu w ogóle przyszła. Kiedy zapięła płaszcz i próbowała zawiązać pasek, spojrzała na torebkę.

– Proszę posłuchać – zagadnęła spokojnym głosem Kirsten. – Wieczorem spotykam się z przyjaciółmi. Proszę przyprowadzić swoich. Na poważnie porozmawiamy o tym, co możemy zrobić jako drużyna, żeby zmienić tę sytuację.

– Dlaczego chcielibyście mi pomóc?

– Ponieważ nie jest pani jedyną, która potrzebuje pomocy. Setki dzieci zmuszane są przez handlarzy żywym towarem do świadczenia usług seksualnych. Od lat robimy z przyjaciółmi wszystko, co możemy, aby zwiększyć świadomość tego zjawiska w naszej społeczności. Choć zazwyczaj nie pomagamy jednostkom, stwierdziliśmy, że warto wesprzeć pani misję. Do tej pory wykonała pani kawał świetnej roboty, angażując w tę trudną sytuację media. Zauważyliśmy jednak, że może pani zrobić niewiele więcej. Pani rodzice są starszymi ludźmi. Przed chwilą sama pani powiedziała, że mama wciąż przebywa w szpitalu. Jana jest w ciąży, a pani nowa przyjaciółka jest chora.

Faith nie wiedziała, co powiedzieć. Terapeutka nie pierwszy raz sugerowała, że chce pomóc, ale Faith wcześ­niej nie traktowała tego poważnie. Spojrzała na grube skórzane paski torebki, które zwisały z krawędzi kanapy. Zamiast porwać torebkę i pospiesznie wyjść, została, zastanawiając się nad słowami Kirsten. Bez względu na to, ile razy czytała posiadaną listę, dochodziła do tego samego wniosku – potrzebowała więcej czasu. W każdej upływającej minucie Larę mógł ktoś krzywdzić lub przenosić gdzieś, gdzie matka jej nie znajdzie. Faith kończyły się możliwości. To było oczywiste. Zegar tykał nieubłaganie.

 

A Kirsten miała rację. Faith potrzebowała pomocy.

– Co pani sugeruje? – zapytała.

– Chcę pomóc pani odnaleźć córkę.

Faith skrzyżowała ręce na piersi.

– A jak zamierza pani tego dokonać?

– Od lat śledzimy poczynania jednego z najgorszych przestępców. Ilekroć to możliwe, wychodzimy na ulice rozmawiać z ludźmi, zapisywać nazwiska. To czasochłonne, idzie powoli, ale udało nam się usunąć kilka osób z miasta.

– Handlarzy ludźmi? – dociekała Faith.

– Tak. Głównie rekruterów, kilku alfonsów, osoby zaangażowane w ten biznes.

To przyciągnęło uwagę Faith.

– Niestety nie musieliśmy daleko szukać, a wyeliminowanie ich wcale nie jest takie proste. Problem zawsze polega na tym, co zrobić, gdy już ich namierzymy. – Wzruszyła ramionami. – Bez dowodu na jakiekolwiek wykroczenie policja nie zamknie tych gości na długo, jeśli w ogóle.

– Co więc pani sugeruje?

– O to właśnie chodzi w tym spotkaniu – odparła. – Musimy porozmawiać, żeby opracować plan, jak pozamykać tych facetów.

– Mamy listę – wyznała.

– Tak sądziłam.

– Ale musi pani wiedzieć, że moim ostatecznym celem jest odnalezienie Lary.

– Rozumiem. – Kirsten zapisała adres, wyrwała kartkę z notatnika i podała ją Faith. – Sala gimnastyczna w liceum Mesa Verde. Dwudziesta druga. Nie pożałuje pani.