Obsesja matki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Serię o Faith McMann dedykuję wszystkim, którzy ciężko pracują nad podniesieniem świadomości społecznej i pogłębieniem zrozumienia problemu handlu żywym towarem i którzy niestrudzenie walczą o pomoc ofiarom tego procederu. Organizacje takie jak Polaris Project opowiadają się za zaostrzeniem prawa federalnego oraz stanowego, prowadzą również infolinię National Human Trafficking Resource Center. Truckers Against Traffi­cking (TAT) szkoli kierowców ciężarówek, aby potrafili rozpoznawać i zgłaszać zaobserwowane przypadki stręczycielstwa. Wszyscy możemy pomóc. Jeśli cokolwiek zauważycie, nie bądźcie obojętni.

Więcej informacji o handlu ludźmi znajduje się pod adresem: www.traffickingresourcecenter.org

1

Syn Faith dobę temu powrócił do świata.

Hudson żył.

Ocalił życie koledze.

Był bohaterem.

Mimo to nie świętowano. Jego ojciec zginął, a dziesięcioletniej siostrzyczki wciąż nie odnaleziono.

Tata i brat Faith również zostali bohaterami. Wiele dni spędzili w lesie w hrabstwie Mendocino, przetrwali pomimo fatalnej pogody i sprowadzili jej syna do domu.

W nocy wszyscy przechodzili badania w szpitalu. Colton był zdrowy, Russell cierpiał z powodu odwodnienia i wyczerpania, a Hudson nie miał czucia w palcach. Na szczęście nie uległy odmrożeniu. Kiedy wypisano ich ze szpitala, pojechali do domu rodziców Faith i poszli spać.

Następny dzień wypełniały uściski, pogaduszki i ogólna radość. Chłopca porządnie nakarmiono, ale milczał i wydawał się oszołomiony, wciąż jeszcze starał się otrząsnąć.

Była siódma wieczór, Faith przygotowywała go do spania. Miał tylko położyć głowę na poduszce i zasnąć, ale jakby z tym walczył. Widziała wyczerpanie w jego przymrużonych oczach. Oczach, które przez ostatnie dwa miesiące widziały zbyt wiele przerażających rzeczy. Pragnęła mocno go przytulić, przepędzić strach i dezorientację, które musiał odczuwać.

Pochyliła się i pocałowała go w czoło.

– Mamo?

– Tak?

– Nie powiedziałaś mi o tacie.

– A co chcesz wiedzieć? – Usiadła na skraju łóżka, odsunęła kosmyki włosów z jego małej twarzy i czekała.

– Bardzo krwawił?

Serce podeszło jej do gardła. Nie chciała myśleć o hand­larzach żywym towarem, którzy zabili jej męża. Nie mogła myśleć o Craigu, nie widząc ostrza noża, którym poderżnięto mu gardło. Nie musiała zamykać oczu, aby widzieć całą tę krew, która wypłynęła wraz z życiem z jego ciała.

Hudson nie mrugał.

– Cierpiał?

– Nie – odparła cicho. – Nie cierpiał. Beth próbowała uratować nas oboje, ale twój tata już nie żył. Odszedł szybko i teraz spogląda na nas z góry.

– Skąd wiesz?

– Po prostu wiem. Zawsze czuję jego bliskość. Towarzyszył mi, gdy szukałam ciebie i Lary, zachęcał, żebym nie ustawała w wysiłkach. Bardzo was kochał.

– Tęsknię za nim.

– Ja też.

Hudson wskazał na bliznę, która biegła od jej ucha na podbródek i szyję.

– To oni ci to zrobili?

Pokiwała głową.

– Bolało?

– Nie – odparła od razu.

Hudson zaczerpnął powietrza, po czym wyznał:

– Widziałem, jak zabito dwie osoby.

– Och, synku. – Nie miała pojęcia, przez co przeszedł, bo polecono jej nie naciskać, nie zasypywać go pytaniami. Czuła się jednak, jakby balansowała na granicy szaleństwa. Jak ci ludzie mogli zrobić coś takiego jej synowi? Zawsze był dobrym dzieckiem, a oni bez zastanowienia odebrali mu niewinność.

– To nic, mamo. Dziadek też widział takie straszne rzeczy na wojnie.

– Może i tak – przyznała – ale nie miał dziewięciu lat. Odważny z ciebie chłopiec. Jesteśmy bardzo dumni, że przetrwałeś i pomogłeś przy tym koledze. Wczoraj w szpitalu lekarz powiedział mi, że Joey wyzdrowieje, a pomoc społeczna znalazła mu już rodzinę zastępczą.

– A co z jego stopą? – zapytał Hudson. – Ostatniego dnia w lesie nie mógł chodzić.

– Może stracić duży palec przez odmrożenie, ale to zapalenie płuc jest głównym problemem, przez nie nie mógł iść. Przynajmniej przez tydzień pozostanie w szpitalu.

– Cieszę się, że przeżył.

– Ja również – odparła.

Nastąpiła chwila ciszy, nim Hudson wybąkał:

– Rodzice sprzedali go tym ludziom.

Zamknęła na moment oczy, starając się zachować spokój i siłę.

– W kółko powtarzali mi, że mnie nie chcecie. Że dzieci to kłopot, a ja tylko przysparzałem problemów. – Opuścił na chwilę wzrok, lecz zaraz go uniósł. – Ale wiedziałem, że kłamali. Śmiali się, gdy wyzwałem ich od oszustów, wiedziałem, że nigdy byście nas nie oddali.

Złapała go za małe ramiona.

– Nie było dnia ani minuty, byśmy was z tatą nie kochali.

Uściskała go mocno, ucieszyła się, gdy opadł na poduszkę. Naciągnęła mu kołdrę aż pod podbródek. Przez cały dzień był senny, a w tej chwili oczy same mu się zamykały, choć bardzo z tym walczył. Kilka sekund później smacznie spał.

Faith została z nim jeszcze dwadzieścia minut, nie mogła oderwać od niego wzroku. Żył i był w domu.

Wstała dopiero na dźwięk dochodzących z dołu głosów. Jej rodzina wraz z Bestią i Złością – przyjaciółmi, którzy byli z nią od początku poszukiwań dzieci, spotkali się, aby omówić plan odnalezienia Lary. Wszyscy zgromadzili się w salonie. Jana i jej mąż Steve siedzieli na sofie. Colton zajął miejsce przy kamiennym palenisku. Pochylał się, opierając łokcie na kolanach. Tata usiadł w ulubionym fotelu. Bestia przyniósł sobie krzesło z kuchni, pozostawiając jej puste miejsce na kanapie przy Złości.

– Jak się miewa Hudson? – zapytała Jana.

– Chyba dobrze, ale pytał, czy Craig cierpiał – odparła.

W pomieszczeniu zapadła cisza.

– Podczas pobytu w górach widział śmierć dwóch osób – dodała. – Niemniej chce być dzielny jak dziadek.

– Upłynie trochę czasu, ale upora się z problemami – stwierdził Colton. – Dopilnuję tego.

Faith pokiwała głową. Brat jej nie odstępował. Tak wiele poświęcił, a mimo to nie zamierzał odpuścić. Rozejrzała się. Gdyby nie ci ludzie, nie zaszłaby tak daleko. Hudson nie spałby na górze. Zawdzięczała im tak wiele.

– Chcieliśmy porozmawiać o twojej liście – powiedziała pełnym emocji głosem Jana. – Sprawdzaliśmy ze Steve’em nazwiska, które nam dałaś. To trochę przytłaczające. Rozszyfrowanie tego, kto jest kim, zajmie miesiące.

Faith ścisnęło się serce. Siostra była w siódmym miesiącu ciąży i przestała panować nad hormonami. Jana w okamgnieniu mogła przejść od płaczu, przez skrajne zmartwienie do wesołości.

– Co w ogóle zamierzasz zrobić z tą listą? – dociekał Steve.

Faith pomyślała o spisanych nazwiskach. Wszystko zaczęło się kręcić wokół segregatora, który przekazała jej siostra mężczyzny pracującego dla Astera Williamsa, rzekomego przywódcy gangu handlarzy ludźmi z Sacramento.

– Złość, Bestia, Mały Vinnie i ja wykorzystaliśmy wszelkie dostępne narzędzia, aby nadać tym nazwiskom twarze, próbowaliśmy odkryć, co robią ci ludzie – powiedziała Faith. – Ustaliliśmy, że to nie są zwykłe zbiry. Na liście znajdują się nazwiska bardzo wpływowych osób: lekarzy, prawników i biznesmenów. Polityków i bankierów. – Pokręciła głową. – To nie tylko przytłaczające. Trudno zrozumieć, do czego można się posunąć ze zwykłej chciwości.

– Nie miałem czasu rzucić okiem na listę – poinformował Colton. – Czy ci biznesmeni to w głównej mierze klienci?

– Nie – odparł Bestia. – Branża usług seksualnych, przynajmniej tutaj, w Sacramento, najwyraźniej jest zarządzana przez dobrze zorganizowaną grupę, która skupia kilku kluczowych członków.

Faith pokiwała głową.

– Na liście znajdują się nazwiska alfonsów, rekruterów, klientów, a także ludzi takich jak Aster Williams, dzięki którym całe przedsięwzięcie płynnie funkcjonuje.

– Ale jaki masz cel? – dociekała Jana. – Co planujesz osiągnąć?

Wydawało jej się, że powód jest jasny.

– Nic się nie zmieniło – odparła. – Moim jedynym celem jest odnalezienie Lary. Dotąd jednak trafialiśmy w same ślepe zaułki. Diane Weaver nie żyje. Jej brat i szwagierka zostali zamordowani. Za każdym razem gdy słyszymy o kolejnej osobie, kończy ona martwa… wliczając w to Richarda Price’a. Choć w jego przypadku dopisało mi szczęście, odnalazłam jego siostrę, a ona przekazała mi segregator, który od niego dostała.

– Szukałam informacji – wtrąciła się Złość. – Uprowadzone dzieci często są przenoszone, aby nikt nie mógł ich odnaleźć. Mamy nadzieję, że osoba ukrywająca Larę będzie się bała ją przewieźć, dopóki sprawa nie ucichnie w mediach.

– Co oznacza, że musimy się spieszyć – podkreśliła Faith. – Jeśli ukrywa ją Aster Williams, to mógł umieścić ją u któregoś ze swoich ludzi.

– Zamiast chodzić po ulicach z ulotkami – dodała Złość – doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie obserwować jak najwięcej osób, aby sprawdzić, czy któraś z nich nie doprowadzi nas do Lary.

– Logiczne – orzekł Colton.

– Uważam, że to genialny pomył – stwierdziła Jana. – Może powinniśmy zacząć od pięciu nazwisk i chodzić od drzwi do drzwi? Z pewnością dam radę siedzieć w aucie, by mieć oko na któregoś z tych facetów.

– Po moim trupie – rzucił Steve. – Spójrz na siebie. Jesteś w siódmym miesiącu ciąży, zaraz urodzisz. Ja pomogę w inwigilacji, a ty nadal będziesz obsługiwać linię telefoniczną oraz śledzić wpisy w mediach społecznościowych. – Zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, Steve wskazał na tatę, który zasnął w fotelu. – Spójrzcie na niego. Jest wyczerpany. Nie chcę cię dobijać – powiedział do Faith – ale jak zamierzasz poświęcić czas na obserwację tych facetów, gdy Hudson cię tu potrzebuje? – Wyciągnął rękę w stronę Coltona. – A twój brat ma już bilet na samolot, rano leci, aby spotkać się z żoną i córeczkami.

 

– Odwołałem podróż – wyznał Colton. – Faith mnie potrzebuje i nie mogę wyjechać, dopóki nie odnajdziemy Lary.

Bri, obawiając się o życie dzieci, postanowiła przenieść się na jakiś czas do rodziców na Florydę. Choć Faith wydawało się, że nie może prosić brata, aby pozostawał z dala od rodziny, była wdzięczna, że postanowił z nią zostać.

– Zadzwonię do Bri i powiem, że przylecę, gdy to wszystko się skończy – oświadczył.

– Nie mogę cię o to prosić – powiedziała do brata. – Wystarczająco długo nie widziałeś się z najbliższymi.

– Bri i dzieci zrozumieją – odparł. – Decyzja nie należy do ciebie.

– Jana jest w ciąży – ciągnął Steve – więc nie pomoże za wiele. A co ze Złością?

Wspomniana zmrużyła oczy.

– Co ze mną?

– Stwierdzam to, co oczywiste – oświadczył. – Nie czujesz się za dobrze.

– Kto ci tak powiedział? Mówisz, że nie wyglądam na zdrową?

Jana szturchnęła męża łokciem.

– Nie – szybko się wycofał. – Wcale tak nie mówię.

Złość się zaśmiała.

– Spokojnie. Żartuję. Umieram i źle wyglądam. Dzięki za przypomnienie.

Bestia chrząknął.

Tata chrapał głośno, a do tego wydawał piskliwy gwizd.

Colton znalazł koc i ostrożnie go okrył. Faith pomyślała, że najwyraźniej podczas długiej wędrówki przez las nawiązali nową więź. Obaj byli uparci, nieustannie się droczyli, jednak od powrotu klepali się po plecach i odbywali przyjazne rozmowy.

– Cóż – rzucił Steve – równie dobrze możesz podać mi pięć nazwisk, to zacznę działać. Mogę zapukać do kilku drzwi, udając, że coś sprzedaję, przy okazji zajrzę do środka i przekonam się, czy coś nie wygląda podejrzanie.

– Nie istnieją już domokrążcy, ale chyba nie zaszkodzi spróbować – ocenił ten pomysł Colton.

– No, chyba że mieszkańcy będą uzbrojeni i niebezpieczni – powiedział Bestia. – W takim wypadku lepiej, jeśli zostaniecie w samochodzie i do obserwacji użyjecie lornetki.

– Jak twoja noga? – zapytała Steve’a Faith. – Jana mówiła, że masz ją oszczędzać przez dwa tygodnie.

– W razie potrzeby mam kule. Nic mi się nie stanie.

– Możemy jedynie prowadzić poszukiwania – oznajmił Bestia, patrząc na Faith. – Ale powinniśmy zacząć sprawdzać tych gości, aby przynajmniej wykreślić kilka nazwisk z listy. Albo, co lepsze, odnaleźć Larę i sprowadzić ją do domu.

– Złość wspomniała wcześniej, że przekazałaś kopię listy detektywowi Yuhaszowi – przypomniał sobie Colton. – Co miał na jej temat do powiedzenia?

– Wciąż dochodzi do siebie w szpitalu. Nie wiem, czy miał okazję na nią spojrzeć, ale obiecał, że zachowa wszystko w tajemnicy, póki ponownie nie stanie na nogi.

– Dlaczego policja nie może złożyć wizyty tym facetom? – zapytała Jana.

– Policja nie ma ani tylu ludzi, ani czasu – odparła Faith. – Poza tym musieliby poinformować osobę o celu wizyty.

– A jeśli Aster Williams odkryje, co mamy – dodała Złość – każdy handlarz żywym towarem przebywający w odległości stu kilometrów stąd weźmie nogi za pas.

– I zabiorze ze sobą Larę – dodała Faith, a z obawy i gniewu ponownie poczuła ucisk w gardle. Te dwa uczucia prześladowały ją od tak dawna, że nie pamiętała już, jak to jest być normalną, wiodącą przeciętne życie osobą.

– Faith ma rację – stwierdziła Złość. – To kolejny powód, dla którego ludzi z tej listy należy śledzić z daleka.

– To dobry plan jak każdy inny – wyznał Colton. – Mnie również podaj kilka nazwisk. Zacznę z samego rana.

2

Patrick wszedł do chińskiej restauracji w Granite Bay, rozejrzał się pospiesznie, a następnie skierował się na zaplecze. Nie zamienił słowa z właścicielką – drobną kobietą o prostych, czarnych włosach i zgarbionej sylwetce – która wyszła zza kasy i poprowadziła go wąskim korytarzem. Aster rzadko zapraszał go w miejsca publiczne, ale zadzwonił kilka godzin temu i nakazał przyjazd przed zamknięciem lokalu.

Kobieta powykrzywianymi artretyzmem palcami otworzyła drzwi i zaprosiła go gestem do środka.

Przy wielkim, okrągłym stole siedział Aster i trzech mężczyzn, których Patrick nigdy wcześniej nie widział. Pośrodku znajdowała się obrotowa taca z jedzeniem. Aster był zbyt zajęty wpychaniem sobie do ust różowych kawałków surowej ośmiornicy – kłopot mu sprawiało zapanowanie nad mackami – żeby zawracać sobie głowę przywitaniem nowo przybyłego czy przedstawieniem mu pozostałych osób.

Patrick zawsze tracił apetyt, oglądając szefa przy posiłku.

Aster przełknął, upił łyk sake i wskazał podwładnemu puste miejsce obok siebie.

Patrick pomyślał, że szef chce porozmawiać o czymś ważnym.

I niczym dobrym.

Nie dość, że odnaleziono Hudsona McManna, to chłopak żył i miał się dobrze, a teraz najpewniej spał smacznie w ciepłym łóżku.

Patrick usiadł po cichu i czekał, gdy Aster wycierał usta serwetką. Ominął zieloną plamę na górnej wardze, ale nikt nie zwrócił mu na to uwagi.

Szef wskazał dużego mężczyznę siedzącego naprzeciwko Patricka.

– Poznaj Hansela.

Patrick podniósł się z krzesła, aby pochylić się nad stołem i wyciągnąć rękę, ale facet go zignorował, nawet na niego nie spojrzał.

– Jest mizofobem – rzucił z chichotem Aster. – Nie lubi ludzkich bakterii.

Nieporuszony Patrick opadł na miejsce.

– A gdybym przyszedł z psem, jego łapę by uścisnął?

Nikt się nie zaśmiał.

– Tak – stwierdził Aster. – Jestem pewny, że z ochotą uściskałby łapę twojego psa.

Zapadło niezręczne milczenie.

Hansel miał pokiereszowaną twarz. Gruba blizna biegła ukośnie przez jego górną wargę, przez co mężczyzna wyglądał, jakby nieustannie się krzywił. Obrazu dopełniały kulfoniasty nos i brodawka nad prawym okiem. Patrick wykoncypował, że pozostałe siedzące przy stole zbiry to jego ochrona, ponieważ obaj byli młodzi, dobrze zbudowani i mieli poważne miny.

– Wynająłem Hansela i jego ludzi – zaczął Aster – aby zajęli się Faith McMann, członkami jej rodziny i każdym, kogo kiedykolwiek nazwała przyjacielem.

Patrick musiał się postarać, by nie zazgrzytać zębami. Po raz kolejny szef dawał do zrozumienia, że on i jego ludzie nie wykonali należycie swojej pracy, więc musiał znaleźć kogoś, kto raz na zawsze rozprawi się z tą McMann.

– Jak zamierzają zrobić to, czego nie zdołali dokonać twoi ludzie? FBI praktycznie mieszka z tą rodziną.

Aster się roześmiał.

– Powiedz mu, Hansel.

Mężczyzna wzruszył ramionami.

– Będziemy ją śledzić, po czym ją unieszkodliwimy.

– Pojawią się świadkowie – stwierdził Patrick. – Zostaniesz zabrany na przesłuchanie, a pół godziny później policja zapuka do drzwi Astera, by odprowadzić go do aresztu.

– Pojedziemy nieoznakowanym samochodem, strzelimy jej w głowę i odjedziemy – wyznał siedzący obok Hansela tonem sugerującym, że ma Patricka za idiotę.

– A co z resztą rodziny? – zapytał Patrick, wkurzony, że szef doprowadził do takiej sytuacji.

– Bum! – dodał kolejny gość, gestykulując, aby podkreślić to słowo. – Wysadzimy ich przeklęty dom. Jednocześ­nie wyeliminujemy wszystkich i przekażemy stanowczą wiadomość. – Uśmiechnął się. – Może wysadzimy też domy sąsiadów. Tak dla jaj – dodał.

Hansel i Aster wyglądali na jednakowo rozbawionych.

Jeśli szef zatrudnił tych typów do pozbycia się McMann, dlaczego zaprosił go na to spotkanie? Czego chciał? Pogratulować mu i poklepać go po plecach?

– Będziesz ich łącznikiem – powiedział Aster, jakby potrafił czytać mu w myślach. – Jeśli Hansel lub jego ludzie będą czegoś potrzebować, dadzą ci znać i zajmiesz się tym dla nich. Cokolwiek to będzie. Rozumiesz?

– Jasne – odparł.

Aster pstryknął.

– Jak mówią na tego wielkoluda? Wiesz, tego, który od początku towarzyszy McMann?

– Bestia – odparł.

Aster dopił sake i zapytał:

– Zechcesz mi przypomnieć, dlaczego on wciąż żyje?

– Z tego, co ostatnio słyszałem, Peter przekonywał cię, byś zostawił jego i jego ojca w spokoju. Najwyraźniej to łowcy nagród.

– No i?

– No i postanowiłeś nie zaprzątać sobie nimi głowy w nadziei, że ucichnie całe to zamieszanie.

– A jakie były twoje przemyślenia w tej sprawie? – dociekał szef.

Patrick nie rozumiał tego przesłuchania. Co próbował udowodnić Aster? Że był samcem alfa? Patrick nie chciał jednak się przed nim kulić.

– Mówiłem ci, że Peter to kretyn i że natychmiast powinno się ich wyeliminować.

– Hmm… – Aster ponownie otarł usta, wciąż nie usuwając z twarzy zielonej plamy. – Daj Hanselowi swój prywatny numer. I przekaż adres Bestii i jego ojca, żeby mógł się ich pozbyć – polecił i zwrócił się do Hansela. – Zacznij od tego wielkoluda, później wykończ tę wścibską sąsiadkę McMann. Chcę, by ta suka wiedziała, że po nią idę.

Patrick dopiero teraz zauważył, że Aster był zdesperowany. Coś się działo. Zatrudnił ludzi z zewnątrz tylko raz – gdy dostał telefon od jednego z przełożonych z Los Angeles. Aster nie lubił, gdy wtykali nos w jego interesy. Był terytorialny. Wiedział też jednak, że jeśli nie postąpi zgodnie z sugestiami i nie załatwi odpowiednio sprawy, wyjdzie na słabeusza. A wszyscy wiedzieli, co spotyka takie osoby. Są rzucane na pożarcie.

Patrick przyglądał się, jak Aster bezmyślnie wpycha jedzenie do ust. Nie był sobą. Miał pomiętą koszulę i nieogoloną twarz.

Tak. Ludzie z Los Angeles dyszeli mu w kark. Co zrobią Asterowi Williamsowi, gdy dotrze do nich, że nie radzi sobie z nauczycielką z podstawówki?

Kiedy przyszła kelnerka, Patrick poprosił o kartkę i długopis. Zapisał swój numer i podsunął papier Hanselowi. Z rozbawieniem patrzył, jak wielki mężczyzna wyjął małą buteleczkę odkażacza i umył ręce, po tym jak sięgnął po notkę i schował ją do kieszeni płaszcza.

– Coś jeszcze, szefie? – Aster lubił być tak nazywany w towarzystwie ludzi, których nie znał za dobrze. Mawiał, że to oznaka szacunku. Nie było powodu, by go teraz wkurzać.

Aster wskazał na jedzenie.

– Zamierzasz coś zjeść?

– Nie jestem głodny.

– Zostań – polecił. – Wypij sake i zjedz coś jak inni. Później możesz iść.

3

Minął kolejny dzień.

Hudson był w domu. Spał na górze. Faith zdawała sobie sprawę, że powinna przepełniać ją radość, ale zamiast tego czuła się niespokojna, gdyż adrenalina wciąż przepływała przez jej organizm. Możliwość ponownego spotkania z synem, tulenia go była tak surrealistyczna, że ekscytacja nie odpuszczała. Rozmowa z nim i obserwowanie go przeszło czterdzieści osiem godzin sprawiło, że znów poczuła się żywa. A mimo to pragnęła jedynie go ukryć, aby kontynuować poszukiwania Lary.

Miała pracę do wykonania, a kończył jej się czas.

Dopóki nie znajdzie córki, świat nie wróci na właściwe tory. Nie mogła myśleć ani się skupić.

Może to, co czuła, nie było sprawiedliwe wobec Hudsona, ale potrzebowała obojga swoich dzieci w domu, aby żyć dalej.

Hudson stawał się coraz bardziej milczący. Wczoraj zjadł trzy porcje lazanii i cały opakowanie lodów z kawałkami czekolady. Posiedział z rodziną, obejrzał ulubione seriale i poszedł spać.

Dziś zachowywał się tak samo. Zjadł obfite posiłki, pooglądał telewizję, pograł na konsoli. Początkowo Faith martwiła się, że zbyt szybko przeszedł do normalności. Przyjrzała mu się dokładnie i odkryła coś innego. Widziała to w jego oczach, słyszała w płytkim oddechu. Czuła w napięciu jego ciała, gdy go tuliła. Wcale nie wrócił do normalności. Po prostu jadł, spał, wykonywał niezbędne czynności, co stanowiło taktykę przetrwania, którą sama znała aż za dobrze.

Najwyraźniej jej syn walczył z własnymi demonami.

Potrzebował pomocy, więc wzięła telefon i zadzwoniła do terapeutki Kirsten Reich, aby umówić spotkanie na jutrzejsze popołudnie.

Dziś wieczór miała jeszcze sprawy do załatwienia. Tata nie chciał, by wychodziła z domu, ale jej nie zatrzymywał. Oboje wiedzieli, co należy zrobić.

 

Na końcu podjazdu stali dwaj agenci FBI oraz bus stacji telewizyjnej, więc postanowiła skorzystać z tylnych drzwi. Pod jej nieobecność Hudsonem miał zająć się tata. Zostawiła syna w dobrych rękach.

Po jej wyjściu ojciec zamknął drzwi i obserwował ją przez okno, gdy przemierzała podwórze. Zza warsztatu dostrzegła czekającego w samochodzie Bestię. Mały Vinnie siedział w fotelu pasażera, Złość na tylnej kanapie.

Faith usiadła obok niej.

Milczeli, aż dojechali na Auburn-Folsom, gdzie Bestia wyłożył plan działania: pojadą do Foresthill, gdzie mieszka Mark Silos, jeden z dwudziestki najlepszych ludzi Richarda Price’a i jego bezpośredni podwładny, dlatego zdecydowali się zacząć od niego. Podróż z Granite Bay miała zająć około czterdziestu pięciu minut.

Według siostry Richarda – Robyn, to właśnie jego ludzie przyszli do domu Faith i zabili Craiga.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Mały Vinnie i Bestia wejdą do domu pierwsi, następnie zwiążą mężczyznę, a Faith i Złość poszukają Lary lub wskazówek, które zdołają doprowadzić ich do miejsca jej pobytu.

A jeśli jej nie znajdą?

Pozostawią go związanego i zakneblowanego. Dopóki mężczyzna nie zobaczy twarzy Faith, nie będzie zakładał, że ich wizyta związana jest z czymś innym niż zwykły napad z bronią w ręku.

Złość była w nastroju do rozmowy. Opowiedziała o swoim niedawnym śnie, w którym Miranda – nastolatka, którą przetrzymywano na farmie i która ostatnia widziała żywą Larę – wróciła, ale była bardzo smutna, ponieważ nie miała gdzie się podziać.

Bestia odchrząknął.

– Nie musisz być chamski – skarciła go Złość.

– Dlaczego nie wyrzucisz tego z siebie? – zagadnął.

Złość skrzyżowała ręce na piersi.

– Nie mam pojęcia, o co ci chodzi.

– Nie teraz – upomniał Mały Vinnie. – Zachowujecie się przeważnie jak małe dzieci. To męczące.

– Dokładnie wiesz, co ona robi – rzucił Bestia do taty. – To jej sposób podpuszczenia nas, byśmy wyruszyli na poszukiwanie Mirandy i sprowadzili ją do domu.

– To nie jest taki zły pomysł – orzekł Mały Vinnie.

– To był tylko sen – wyznała Złość. – Litości, robisz z igły widły.

Faith wpatrywała się przez szybę w czarne jak smoła niebo.

– A co z Sandi? – zapytała Złość.

Faith zastanawiała się, o kogo chodzi, bo nigdy wcześ­niej nie słyszała jej imienia.

– Co z nią? – dociekał Bestia.

– Przeczytałeś jej list?

– Nie musiałem. Dziewczyna otrzymała uczciwą szansę na zadośćuczynienie.

– Jesteś najbardziej upartym człowiekiem na świecie. Doprowadzasz mnie do szału.

– Kim jest Sandi? – zagadnęła Faith, niezdolna zdusić ciekawości.

– Sandi Cameron jako osiemnastolatka zabiła mi żonę i córkę – odparł Bestia. – Napisanie „LOL, do zobaczyska” było dla niej ważniejsze niż dwa życia, które wtedy odebrała.

– Przykro mi. Nie powinnam pytać.

– W porządku – odpowiedziała jej Złość. – Sandi ma teraz dwadzieścia trzy, może dwadzieścia cztery lata, a Bestia nie zamierza czytać listu, bo nie interesuje go, co chciała mu przekazać. Nie jestem pewna, czy dziewczyna zasługuje na jego uwagę, ale myślę, że powinien się przekonać. I wtedy może, ale tylko może, znajdzie siłę, by jej wybaczyć.

Złość położyła dłoń na jego ramieniu.

Faith dostrzegła, jak się spiął.

– Nie chcę o tym rozmawiać – wyznał.

– Nigdy o niczym nie chcesz rozmawiać.

– Nieprawda. Wczoraj przez godzinę słuchałem, jak nawijałaś o wdzięczności. A dzień wcześniej o życiu chwilą.

– To wszystko dobre i ważne tematy – podsumowała.

Faith mimowolnie się uśmiechnęła.

– A skoro już o tym mowa – ciągnęła Złość – przebaczenie komuś nie oznacza akceptacji tego, co zrobił. Może jednak pomóc ci uwolnić się od gniewu i nauczyć ponownie ufać ludziom. Jak mam umrzeć w spokoju, jeśli muszę zostawić za sobą samotną, rozwścieczoną skorupę mężczyzny?

Bestia zjechał z autostrady nieco za szybko, ucinając tym rozmowę o przebaczaniu i śmierci.

Faith mocno się przytrzymała.

Mały Vinnie i Bestia wytyczyli mapę okolicy. Wiedzieli, co robią, więc nie pytała mężczyzny, dlaczego skręcił w prawo zamiast w lewo i zjechał stromym podjazdem. Zatrzymał się przed zrujnowanym parterowym domem. Okna zabito sklejką. Spomiędzy popękanych, nierówno ułożonych płyt chodnikowych wyrastała wysoka trawa.

Złość nałożyła na głowę czarną czapkę z daszkiem. Wzięła pistolet, otworzyła drzwi i wysiadła. Faith poszła w jej ślady.

Mały Vinnie i Bestia szli przed nimi.

Początkowo Faith wydawało się, że zajrzą do opuszczonego budynku, ale jej towarzysze minęli go i weszli pomiędzy drzewa. Księżyc nie rzucał poświaty, chmury przysłaniały światło gwiazd. Kobiety przemierzyły podjazd i mokry, usiany młodymi dębami trawnik. Jedynymi towarzyszącymi im dźwiękami było pohukiwanie sowy i szelest liści, gdy silniej powiał wiatr. Chociaż Bestia i Mały Vinnie byli ogromni, Faith ledwie ich przed sobą widziała. Co jakiś czas słyszała jednak trzeszczenie gałązek, gdy posuwali się naprzód.

Poślizgnęła się na nierównej ziemi. Nie chciała skręcić kostki. Trudno było utrzymać szybkie tempo i jednocześnie patrzeć pod nogi. Kiedy dogoniła grupę, Bestia, Mały Vinnie i Złość kucali przy końcu pola, gdzie krzaki i drzewa stykały się z chodnikiem. Po drugiej stronie wąskiej ulicy znajdował się dom o żółtej wyblakłej fasadzie, podobny do tego, obok którego niedawno przeszli.

Faith wpatrywała się w budynek, skupiając wzrok na oknie frontowym. Jej serce przyspieszyło. Mimowolnie zrodziła się w niej nadzieja, że we wnętrzu może znajdować się Lara.

Bestia spojrzał na Złość.

– Wejdę tam z tatą. Dajcie nam pięć minut, nim dołączycie.

– Okej – odparła dziewczyna, nim odwróciła się do Faith i powiedziała: – Damy im dwie.

Z miejsca, w którym stała, zobaczyła, jak Bestia uderzył dużą dłonią w drzwi. Policzyła do dziesięciu, mając nadzieję, że to ją uspokoi. Czuła się pobudzona, miała ochotę wykopać drzwi.

Kiedy nikt nie otworzył, Bestia i jego tata zniknęli z boku domu.

Faith miała wielką ochotę przejść przez ulicę, by sprawdzić, co się dzieje, ale cierpliwie pozostała na miejscu.

Bestia pojawił się minutę później, machając do nich latarką.

W domu nie było nikogo.

Faith sięgnęła do klamki, gdy Bestia otworzył drzwi od środka. Weszła i zakrztusiła się, po czym natychmiast zakryła nos i usta. Śmierdziało tu moczem, zgniłymi jajami i płynami do czyszczenia.

Dom był na tyle mały, że z miejsca, gdzie stała, widziała większość pomieszczeń. Kuchnia znajdowała się na prawo, salon na lewo. Skierowała się tam. Ściany pokrywała boazeria, podłogę – puszysty dywan z lat siedemdziesiątych. Pod ścianą stała zniszczona, brązowa kanapa, a przed nią ława z drewna i szkła, pokryta popiołem i różnymi szklanymi fajkami.

– Laboratorium do produkcji mety – oznajmił wychodzący z kuchni Mały Vinnie. – Niewielkie, ale funkcjonalne.

Na przeciwległej ścianie wisiały półki, choć nie było na nich żadnych książek. Znajdowały się na nich bibeloty i czarno-białe, pokryte cienką warstwą kurzu fotografie. Pod nimi stały trzy szafki. Zamknięte. Otwierała szuflady, modląc się, aby Lara nigdy nie znalazła się w tej śmierdzącej norze.

Tłumiąc emocje, podeszła do szafy na ubrania przy drzwiach frontowych. Półki u góry były puste. Sprawdziła kieszenie trzech wiszących kurtek. Jej uwagę zwrócił rękaw starszej. Metalowy guzik na mankiecie zmatowiał. Po bliższej inspekcji stwierdziła, że był bardzo podobny do tego, który znalazła na trawie w miejscu, gdzie feralnego dnia stał samochód Craiga.

Drżącymi rękami chwyciła drugi rękaw.

Brakowało guzika. Uświadomiła sobie, że Mark Silos był trzecim napastnikiem w jej domu, człowiekiem, którego twarzy nie widziała. Mężczyzną, który wydał na nich wyrok śmierci i kazał uprowadzić dzieci.

Z dziko bijącym sercem spojrzała przez okno na podjazd. Pusto.

– Będę obserwował front, a wy nadal tu szukajcie – powiedział Mały Vinnie.

Skinęła głową i ruszyła korytarzem. W pierwszym pokoju zastała biurko i krzesło. Ze ścian odklejała się na rogach kwiecista tapeta. Na przesuwnych drzwiach szafy widniały lustra. Z duszą na ramieniu przesunęła jedne z nich.

W środku znalazła stosy brudnych ubrań. Smród był potworny.

Kiedy szła długim, wąskim korytarzem, w jej umyśle pojawiły się obrazy zawierające wszystkie okropne szczegóły z dnia, kiedy Lara została uprowadzona, aż do chwili gdy zginął jej mąż. Córka została związana i za­kneblowana, a następnie posadzona na kanapie obok brata. Zamiast strachu w jej oczach malowała się determinacja.

Faith weszła do małej pralni i z nową siłą otwierała szuflady i szafki. Nic nie znalazła. Wyszła przez drzwi prowadzące na zasłane śmieciami i starymi oponami boczne podwórze. Jaki człowiek ma śmiałość odebrać dziecko matce? Zaciskając pięści, wróciła do budynku, gdzie Złość na czworakach wypatrywała czegoś pod łóżkiem w kolejnym pokoju. Dziewczyna uniosła głowę i powiedziała: