Sekretny język kotówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dotyk: komunikacja dotykowa

Nasze koty doskonale wiedzą, że najlepiej i najłatwiej komunikować się ze swoim panem lub panią za pomocą dźwięków. Mają jednak jeszcze jeden sposób komunikacji. Uderzają łbem, ocierają się o nogi, ugniatają łapkami nasze kolana (młode koty robią tak przy sutkach matki, dorosłe mogą ugniatać każde miękkie podłoże), czasami drapią lub gryzą, by pokazać, że dość tej zabawy – słowem: komunikują się za pośrednictwem dotyku. Dotyk jest bardzo ważny, nie tylko w przypadku kociej mamy i jej małych, lecz także dla kotów, które żyją w grupach. Być może nasi czworonożni przyjaciele chcą pokazać nam, ludziom, że akceptują nas w swojej grupie.

Koty, które dobrze się znają i są przyjaciółmi, lubią leżeć blisko siebie, na przykład kiedy śpią. Lubią też wzajemnie się myć. Na powitanie często trącają się głowami (nieważne, czy chodzi o drugiego kota, psa czy człowieka). Ta dotykowa komunikacja składa się z przyjaznych gestów i służy wzmocnieniu więzi społecznych.

Postawa i ruch: komunikacja wzrokowa

Powinniśmy zwracać znacznie większą uwagę na sygnały wizualne, czyli język ciała naszych przyjaciół. Postawa i ruch ciała – całego albo tylko poszczególnych jego części, takich jak ogon, łeb lub pysk, a zwłaszcza uszy, oczy i wąsy – dają wyraźne wskazówki dotyczące aktualnego nastroju lub potrzeb kota. W sytuacjach agresywnych lub defensywnych zwiększenie objętości ciała poprzez nastroszenie sierści oznacza zazwyczaj: „Jestem duży, silny i dominujący, ale równie dobrze może to być blef”. Dlatego przed atakiem kot się prostuje – często robi też koci grzbiet – stroszy sierść i czasami otwiera pysk, żeby zrobić wrażenie jak najgroźniejszego i w ten sposób ewentualnie ochronić się przed atakiem wroga.

Jeśli natomiast Vimsan przykuca, gdy tylko Donna ją minie, oznacza to coś zupełnie innego: wtedy pokazuje, że jest bardzo mała, nieszkodliwa i nie chce rozpocząć walki. Koty często komunikują się za pomocą drobnych gestów, na przykład poprzez sposób poruszania głową, uszami czy oczami. Silniejsze sygnały, takie jak ruchy ciała czy ogona oraz nastroszone futro, są widoczne dla innych z daleka, ale nie utrzymują się tak długo jak na przykład zapach.

Dzięki powolnym ruchom, takim jak zamykanie oczu, ziewanie, mycie się czy nawet wolne odchodzenie, wydają się nieszkodliwe i spokojne. Szybkie ruchy (machanie ogonem, walenie łapami, szybkie bieganie do przeciwnika lub z powrotem) świadczą zazwyczaj o zdenerwowaniu. Wskazują one, że może dojść do poważnej walki.

Szczególnie interesujące są sygnały dawane przez ogon. Pionowo wyciągnięty ogon często oznacza: „Jestem młody, mały i przyjazny”; ogon trzymany wysoko, ale nastroszony jak szczotka, może oznaczać: „Jestem duży i imponujący”; ogon wysoki z małym zagięciem lub zwinięty na górze mówi: „Jestem zadowolony i przyjaźnie nastawiony”.

W przypadku kotów machanie ogonem ma zupełnie inne znaczenie niż u psów. Rzadko ma ono coś wspólnego z radością czy przyjazną ekscytacją. Jest to raczej bezwiedna reakcja na konflikt wewnętrzny. Im mocniejsze machanie, tym silniejszy konflikt. Podczas gdy powolne machanie ogonem często jest tylko oznaką zwiększonej koncentracji, mocniejsze machanie oznacza: „Jestem zdenerwowany”, a jeszcze bardziej energiczne: „Jestem bardzo zdenerwowany, zaraz będzie awantura”.

Znaczenie moczem i ocieranie się: sygnały zapachowe

Niestety, my, ludzie, nie możemy wyczuć wszystkich zapachów, które zostawiają nasze koty. Zwłaszcza zapachy zwane feromonami, które są bardzo ważne w komunikacji między kotami, trwają dłużej niż dźwięki i przekazują informacje, nawet gdy kot już dawno jest gdzie indziej. Sygnały zapachowe są dla kotów niemal jak czasopismo, do którego mogą sięgnąć inni przedstawiciele ich gatunku. Mówią o płci, wieku, stanie zdrowia i gotowości do krycia, a także o tym, jak stary jest ten zapach. Po pewnym czasie sygnały zapachowe słabną, dlatego muszą być stale odnawiane. Sygnały zapachowe obejmują mocz, kał i zadrapania, wyraźne zapachy pozostawia również ocieranie się łbem lub całym ciałem.

Często źle rozumiemy te sygnały. Mamy pretensje o znaczenie moczem i drapanie mebli. Zakładamy, że kot jest złośliwy, i robimy wiele, by go powstrzymać. Czyścimy meble i stosujemy środki, które – jak mamy nadzieję – zniechęcą kota do ich obsikiwania, w najgorszym razie meble usuwamy. Jednak dla kota znaczenie moczem to sposób komunikacji, a drapanie mebli to po prostu pielęgnacja pazurów.

Jeśli Kompis podsikuje jakiś krzak w ogrodzie, informuje w ten sposób wszystkie inne koty, że ogród jest nasz, że to jego terytorium. W miastach, w których wiele kotów mieszka na bardzo ograniczonej przestrzeni, nie wszystkie mają własne terytorium i muszą żyć w jednym miejscu z innymi kotami. Co dziwne, w takiej sytuacji koty potrafią pójść na kompromis i podzielić się na swego rodzaju zmiany: „Przed południem ja robię patrol i zostawiam wszędzie swój zapach, a wy, koty sąsiada, możecie robić to samo po południu, bo wtedy jestem w domu i śpię. Dzięki temu będziemy się rzadko spotykać i rzadko będzie dochodzić między nami do konfliktów”. Potencjalni konkurenci rozumieją to ostrzeżenie; wiedzą, że to ten kot będzie tu królem − młodym, zdrowym i niezwykle silnym. Jeśli inny kot przyjdzie i oznakuje to terytorium, ten pierwszy ponownie oznakuje je już następnego dnia.

Kiedy Turbo ostrzy pazury na swoim ulubionym drzewie drapaku w naszym salonie, nie tylko dba o ich stan, lecz także zostawia swój zapach. Wydziela go przez gruczoły na łapach. Koci współlokatorzy wiedzą, że niedawno tu był. To taki rodzaj kociego Facebooka: „Zalogowałem się, a ten zapach jest moim statusem”.

Rocky i Donna również komunikują się zapachami, kiedy ocierają się o moje łydki, twarz, drzwi kuchenne czy nogę krzesła. Ale oznacza to raczej: „Tu mieszkam, tu czuję się dobrze i chcę zostawić swój zapach, tak żeby mieszkańcy i rzeczy w naszym domu pachniały tak samo jak ja, bo wtedy czuję się bezpiecznie”.

Wskazówka: drapaki rozstawione w odpowiednich miejscach w domu (takich, w których koty czują się komfortowo) zapobiegną drapaniu mebli.

Chociaż nie mogę w pełni wyczuć tych zapachów, zauważyłam, że kiedy nasze koty ocierają o moją twarz swoje czoło lub policzki, wyczuwam delikatny zapach banana. Może to tylko moja wyobraźnia, ale ten zapach mówi mi: „Jesteś moim człowiekiem i dlatego oboje powinniśmy pachnieć tak samo”. Może to jakiś rodzaj wyznania miłości albo sposób na potwierdzenie wspólnoty i przynależności do człowieka.

Miauczenie, gruchanie, warczenie i furczenie: komunikacja poprzez dźwięki

Nie wszystkie koty lubią się komunikować dźwiękami. Wiele z nich woli milczeć. Nie należy zapominać, że koty są przede wszystkim drapieżnikami. Instynkt drapieżnika tkwi głęboko nawet w naszych domowych kotach. Dlatego instynktownie starają się ukryć miejsce swojego pobytu i swoje samopoczucie (zwłaszcza gdy są chore lub mają młode), by samemu nie paść ofiarą innego drapieżnika. Ale od czasu do czasu chcą również komunikować się ze sobą za pomocą dźwięków. Nocą koty chętnie przebywają na zewnątrz − i właśnie wtedy, gdy znajdują się w sporej odległości od siebie, dźwięki są sensowną formą komunikacji. Jestem pewna, że większość z nas słyszała nocny koci śpiew.

Koty nauczyły się, że ludzie bardzo dobrze reagują na wydawane przez nie dźwięki. Nie mamy tak czułych nosów jak koty, często patrzymy też w inną stronę i nie zauważamy na przykład, że nasz futrzasty współlokator właśnie się zakradł do pokoju i usiadł przed pustą miską. Kiedy pracujemy, korzystamy z komputera, telefonu komórkowego lub śpimy, głośne dźwięki są najskuteczniejsze. Czworonożni przyjaciele zrozumieli to i się do nas dostosowali. Dlatego też rozwinęły ze „swoimi” ludźmi swego rodzaju język zrozumiały dla obu stron.

Poza tym stwierdziłam, że im więcej rozmawiam z kotem, tym więcej on rozmawia ze mną. Trzeba jednak odpowiedzieć na pytanie, czy wszystkie koty mówią tym samym językiem. Czy potrafią wzajemnie się zrozumieć, komunikując się sygnałami dźwiękowymi? Istnieją sygnały uniwersalne i zrozumiałe dla wszystkich kotów. Ale istnieją również nieznaczne różnice − geograficzne, kulturowe i rasowe. A może wpływ na koty ma język lub dialekt ludzi, w pobliżu których przebywają? Gdy wygłaszam prelekcję na temat kocich dźwięków, po wykładzie często przychodzą do mnie właściciele kotów i mówią: „Mój kot wydaje zupełnie inny dźwięk niż ten, który nam pani puściła. Czy dlatego, że rozmawiam z moim kotem po japońsku?”. Chociaż nie zostało to jeszcze dokładnie zbadane, wielu naukowców uważa, że koty rzeczywiście mogą rozwijać dialekty rodzinne, grupowe lub sąsiedzkie (Bradshaw, 2013; Leyhausen, 2005). Czy koty posługują się dialektami, czy też rozwijają repertuar unikatowych dźwięków, które może zrozumieć tylko jeden człowiek? To ekscytujące pytanie jest kolejnym przedmiotem mojej pracy naukowej.

Przejdźmy jednak do konkretów: chciałabym krótko wyjaśnić ci moją pracę jako fonetyczki, a następnie przybliżyć ci dźwięki kota z perspektywy profesjonalisty.

Czym tak naprawdę zajmuje się fonetyk?

Moim pierwszym zadaniem naukowym jest analiza ludzkiego języka. Robię to od 2000 roku. Brzmi banalnie, ale niezbędna jest do tego znajomość pewnych metod.

Pracę ułatwia mi moja wrodzona ciekawość. Jeśli chcę odkryć jakąś tajemnicę, nie daję się odstraszyć. Nawet jeśli powierzchnia zdaje się przejrzysta i idealna, zawsze trochę ją drapię, by sprawdzić, czy coś się nie kryje pod spodem.

Interesuję się głównie tym, w jaki sposób tworzy się język − jak powstają dźwięki mowy (samogłoski i spółgłoski) w różnych językach i dialektach oraz jak brzmią. Chciałam również wiedzieć, w jaki sposób powstaje długość, głośność i melodia dźwięków mowy, słów, zwrotów i zdań, to znaczy jak powstaje prozodia i jak brzmi ona w językach oraz dialektach. Używam środków naukowych, aby obserwować, jak ludzki głos zmienia się wraz z wiekiem. I tu robi się jeszcze bardziej interesująco: jak uczucia wpływają na język, dlaczego język zmienia się w zależności od tego, z kim rozmawiamy, dlaczego brzmi on inaczej w zależności od tego, czy rozmawiamy z osobą starszą, młodszą, z kimś, kogo kochamy, czy z kimś, kogo nie lubimy, oraz czy rozmowa jest prywatna czy zawodowa.

 

Przecież zmieniamy melodię choćby wtedy, gdy wymawiamy takie proste słowo jak „koty” − jako pytanie lub jako stwierdzenie. W stwierdzeniu melodia zazwyczaj spada, podczas gdy w pytaniu zwykle się unosi. Dźwięki docierają również do naszych uszu w bardzo różnych wersjach. Samogłoski są często głośniejsze niż spółgłoski. W słowie „koty” głoska „o” to najsilniejszy dźwięk. Podkreślamy tę samogłoskę o wiele bardziej niż na przykład „k”. A każda spółgłoska w tym wyrazie brzmi inaczej. Sprawdź to, wymawiaj dźwięki jeden po drugim i dokładnie się wsłuchaj!

Różne cechy charakterystyczne można szczegółowo przeanalizować na wykresach przedstawiających akustykę. Na końcu tej książki znajdziesz alfabet fonetyczny, w którym wymieniono wszystkie samogłoski i spółgłoski występujące w moich fonetycznych opisach kocich dźwięków.

Na stronie obok znajduje się trzyczęściowy schemat przedstawiający sposób pracy fonetyków. Górna część to oscylogram, przedstawienie sygnału mikrofonu podczas nagrywania słów „Katzen. Katzen?” („Koty. Koty?”). Na oscylogramie widać, jak głośne i długie są różne głoski.

Na środku widzimy spektrogram – pokazuje on, jak energia dźwięku w każdej głosce jest rozłożona w różnych zakresach częstotliwości. Ponieważ samogłoski są zwykle wymawiane głośniej niż spółgłoski, jest w nich również więcej głośniejszej energii, dlatego są ciemniejsze (czarne). „Z” jest ciemne w górnym zakresie częstotliwości, ale zupełnie białe w dolnym − oznacza to, że nie ma energii na niskich częstotliwościach, za to całą swoją energię wiąże z wysokimi częstotliwościami. W „n” jest odwrotnie: dużo energii na niższych częstotliwościach, ale żadnej w wyższym zakresie częstotliwości.


Czas (s)

Trzy fonetyczne diagramy dla słów „Katzen” (twierdzenie) i „Katzen?” (pytanie): Oscylogram (góra), spektrogram (środek) i progresja melodii (dół).

Na dole pokazano melodię mowy, to znaczy w jaki sposób wysokość głosu wzrasta i spada, kiedy mówimy.

Z pewnością od razu zauważyłeś, że melodia w twierdzeniu i pytaniu jest zupełnie inna.

Ponadto można zauważyć, że te same dźwięki wymawia się inaczej w różnych dialektach i językach. Na przykład dzięki metodzie zwanej artykulografią elektromagnetyczną, będącą medycznym badaniem organów mowy, udało mi się ustalić, jak wymawiane (artykułowane) są samogłoski w różnych szwedzkich dialektach. Dosłownie zaglądałam do ust osoby mówiącej, żeby sprawdzić, w jaki sposób porusza się jej język, dolna szczęka i wargi, gdy wypowiada samogłoski.

Poza tym jak najdokładniej przełożyłam owe samogłoski na transkrypcję fonetyczną. W tym celu użyłam systemu obowiązującego w każdym języku: międzynarodowego alfabetu fonetycznego (patrz tabela ze znakami fonetycznymi na końcu książki). Zapis fonetyczny przedstawia dźwięki w takiej formie, w jakiej są one wymawiane. Regułą jest jeden znak na głoskę. Na przykład słowo „dünn” transkrybuje się jako [dyn]. Pomyślałam, że to, co odnosi się do każdego ludzkiego języka, może działać również w przypadku dźwięków języka kociego. I stwierdziłam, że przeważnie tak właśnie jest.

Jedną z najczęściej stosowanych metod w mojej dziedzinie jest analiza akustyczna. Dzięki komputerowi można dokonać pomiaru i porównania wielu cech języka. Możesz zmierzyć długość lub czas trwania głoski, na przykład „e”, w milisekundach, a także możesz zwizualizować widmo częstotliwościowe sygnału dźwiękowego (głoski lub słowa) w formie spektrogramu, który przedstawiłam powyżej.

W spektrogramie na przykład widzimy, że w przypadku „e” energia głoski jest rozłożona zupełnie inaczej na różnych częstotliwościach niż w „a” i że „m” ma najwięcej energii w zakresie niskich częstotliwości, podczas gdy „s” ma najwięcej energii w zakresie wysokich częstotliwości. Długość dźwięku, czyli częstotliwości dźwięku podstawowego, którą odbieramy jako melodię mowy, również można analizować za pomocą metod akustycznych. Możemy dokładnie zmierzyć, jakiej wysokości dźwięki wydobywa z siebie mówca, czy fraza lub zdanie ma jednostajną melodię albo czy melodia wzrasta, spada czy może jedno i drugie. Analizy akustyczne są obiektywne, co oznacza, że ich wynik jest zawsze taki sam niezależnie od tego, kto wykonuje pomiary (o ile ten ktoś ma podstawowe wykształcenie fonetyczne).

Jednak odbiór dźwięku przez ludzkie ucho zależy od tego, kto go słyszy − i dlatego jest subiektywny. Na nasz słuch wpływa i determinuje go wiele czynników, takich jak choćby wiek, doświadczenie czy ubytek słuchu. Dlatego wielu naukowców w mojej dziedzinie prowadzi tak zwane eksperymenty percepcji lub eksperymenty słuchowe. Polegają one na tym, że kilkoro uczestników słyszy i ocenia te same głoski, słowa i zdania – wymawiane przez mówców posługujących się tymi samymi lub różnymi dialektami i wypowiadających na przykład słowo A i słowo B. Czy słowa te wymawia się w tym samym dialekcie z tą samą intonacją/tą samą melodią? Ile lat ma mówca? Czy głoska 1 i głoska 2 są takie same czy może różne? Następnie wyniki wszystkich uczestników są ze sobą zestawiane, a wyciągnięta średnia pokazuje, jak dane przykłady językowe zostały ocenione.

Fonetycy zajmują się również kategoriami w systemach językowych, opisują liczbę oraz rodzaj samogłosek, spółgłosek, schematów melodycznych i innych cech, które składają się na dialekt lub język. W tej części fonetyki – zwanej fonologią – bada się zasady łączenia różnych dźwięków mowy i sylab w języku. Dla przykładu, język niemiecki pozwala na kombinacje spółgłosek na początku słowa, takich jak w Sprache (niem. „język”), co jest niedozwolone w wielu innych językach (choćby japońskim czy fińskim).

Wiedza ta jest również warunkiem koniecznym do nauczenia komputerów ludzkiej mowy (synteza mowy) lub jej rozpoznawania. W dziedzinie technologii mowy fonetycy współpracują z inżynierami i technikami w celu opracowania języka syntetycznego, który może być stosowany na przykład w samochodowych systemach nawigacyjnych.

Wszystkie te aspekty są częścią fonetyki. Poznałam je podczas studiów i metody, których się nauczyłam, zastosowałam w kilku projektach badawczych. Jednak sporo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że większość metod fonetycznych mogę zastosować również w odniesieniu do kociej mowy. Uszami naukowca zaczęłam słyszeć specyficzne dźwięki wydawane przez mojego kocura Vincenta. Nagrywałam je, a im bardziej się w nie wsłuchiwałam, im więcej różnych odgłosów potrafiłam wychwycić, tym więcej pytań przychodziło mi do głowy. Odpowiedzieć na nie mogłam jedynie za pomocą metod stosowanych w fonetyce.

Nie wszystkie miauczenia są takie same – odgłosy kotów z naukowego punktu widzenia

Czego chce Turbo, kiedy wyjątkowo śmiesznie miauczy? Dlaczego zawsze zdystansowany, niemalże bojaźliwy Rocky zaczyna zabawnie gadać, gdy przez okno widzi ptaka w ogrodzie? Dlaczego koty mruczą i co to dokładnie oznacza? Czy te dźwięki w ogóle mają jakieś znaczenie? Kiedy i dlaczego koty używają dźwięków do komunikowania się z ludźmi? Dlaczego my (kot i człowiek) tak dobrze się rozumiemy? A może tylko nam się wydaje, że potrafimy się komunikować z naszymi zwierzętami?

Czy w ogóle istnieje coś takiego jak koci język, a jeśli tak, to pod jakimi względami jest on podobny do naszego, ludzkiego? Czy to możliwe, że będziemy mogli zrozumieć dźwięki wydawane przez nasze koty, jeśli nie będziemy szukać w nich słów, gramatyki czy samogłosek i spółgłosek, lecz kierować się uniwersalnymi cechami, takimi jak długość dźwięku, jego wysokość, siła czy melodia?

W 2010 roku na konferencji fonetycznej w Lund uczestniczyłam w wykładzie na temat kociego mruczenia wygłoszonym przez mojego kolegę, dr. Roberta Eklunda. Otworzył mi on oczy (i uszy) na fakt, że sama również mogę zastosować swoją wiedzę fonetyczną i językową, a także doświadczenia i metody badawcze do analizy kociego języka. I mogę się skupić nie tylko na mruczeniu, lecz na wszystkich kocich dźwiękach! Po powrocie do domu natychmiast zaczęłam podsłuchiwać koty − moje i inne. Stawiałam mikrofon i nagrywałam, co się dało, by potem w spokoju analizować cechy wszystkich dźwięków.

Od tego czasu nagrywam koty niemal codziennie. Moje pierwsze duże odkrycia dotyczyły tego, że zakres dźwięków wydawanych przez koty jest ogromny, że zwierzęta te wykorzystują bardzo różne dźwięki, by komunikować się z nami i z przedstawicielami swojego gatunku, i że podstawowa częstotliwość ich języka (który odbieramy jako melodię językową) może bardzo szybko wzrosnąć z 25 Hz (liczba drgań na sekundę) do 1100 Hz.

Wszystkie dźwięki (mowy) – zarówno u kotów, jak i u ludzi – powstają, kiedy strumień powietrza uderza w przeszkodę w krtani, w gardle czy ustach. Może się tak zdarzyć na przykład podczas wytwarzania samogłoski w krtani, kiedy przy wydechu nabrane powietrze napotyka na przeszkodę w postaci skurczonych strun głosowych, lecz także na przeszkodę na podniebieniu tuż za zębami, kiedy tworzymy tam językiem „t” lub „s”, lub pomiędzy dolną wargą a zębami, gdy wypowiadamy „f”. Fakt, że „s” albo „i” brzmi jaśniej niż „h” czy „o”, również jest związany z artykulacją. Wielkość i kształt jamy ustnej określa barwę (lub rezonans) dźwięku (mowy).

Koty mają mniejsze, ale podobne do naszych aparaty mowy, złożone z krtani, języka, podniebienia, warg i szczęk. Gdy nimi poruszają, wydają dźwięki tak jak my. W związku z tym artykułowane przez nie odgłosy również można badać metodami fonetyki.

Dlaczego koty potrzebują tylu dźwięków i dlaczego tak bardzo zmieniają swój głos? Co tak naprawdę oznaczają kocie sygnały akustyczne (tj. głoski)? I co może zrozumieć z tego językoznawczyni, która nie jest ani zoolożką, ani behawiorystką?

Z początku badanie kociej artykulacji wcale nie było takie proste. Gdy kot akurat chce coś „powiedzieć”, zawsze musisz przy nim być. Pamiętaj: kot nie odzywa się na rozkaz. Ani na prośbę. Eksperymenty laboratoryjne nie wchodzą zatem w rachubę. Po pierwsze, nie chcemy stawiać kota w nienaturalnej sytuacji. Po drugie, wyniki byłyby nieobiektywne ze względu na „złe” warunki badań − brak zdjęć rentgenowskich, brak artykulografii elektromagnetycznej, przy zastosowaniu której do języka przykleja się niewielkie cewki, by zbadać ruchy aparatu mowy. Nie stosuje się też żadnych innych tak zwanych metod inwazyjnych, które mogłyby mieć wpływ na zwierzęta. Nigdy nie wbiję małych igiełek (elektrod) w mięśnie narządów, których kot używa do wydawania dźwięków, nie wsadzę mu w pysk sondy, która rejestruje na wideo ruchy języka lub strun głosowych, ani nie będę trzymać kota przez kilka minut w tunelu do robienia rezonansu magnetycznego, w którym panuje hałas. Istnieje pogląd mówiący, że alternatywą mogłyby być ultradźwięki. Nawet jeśli niektórzy miłośnicy zwierząt, weterynarze i naukowcy uważają to za wykonalne, pozostaje pytanie: jak przekonać kota, by mruczał, miauczał lub gruchał, gdy ogoli się mu sierść, posmaruje szyję jakimś żelem, a do krtani lub pod pysk dociśnie twardą głowicę? Osobiście uważam, że to niemożliwe. Dlatego preferuję nagrania wideo rejestrujące ruch jamy ustnej – przynajmniej do czasu, aż pojawi się metoda odpowiednia do badania danego gatunku.

Na razie bardzo pomocne są filmy i nagrania audio. Wystarczy tylko być obecnym, gdy kot chce coś powiedzieć, i umieścić mikrofon na tyle blisko jego pyska, by dźwięk był słyszalny, a tym samym nadawał się do analizy naukowej. Koty zazwyczaj nie mówią zbyt głośno. Co więcej, szybko zauważają, że przygotowujesz eksperyment, i stają się poirytowane. Będą się wyrywać, chować i natychmiast zamilkną. Znacznie łatwiej byłoby przeprowadzić badania, gdyby można było po prostu włączyć mikrofon i grzecznie poprosić kota, by się wypowiedział − trzy razy miauknął, dwa razy pięknie zagruchał, może jeszcze fuknął, a na koniec dokładnie powiedział nam, co miał na myśli. Ponieważ jednak jest to niemożliwe, wybrałam inną strategię: przygotowuję „teren badania” − ustawiam kamerę, mikrofon oraz smakołyki. I mam nadzieję, że koty, których działania chcę nagrać, odbiorą to środowisko jako zupełnie normalne i zaczną się wyrażać naturalnie, gdy akurat jest czas karmienia, gdy chcą wejść do domu lub z niego wyjść, gdy chcą nawiązać kontakt z człowiekiem, przytulić się albo pobawić. Staram się wtedy pozostać w tle, nie próbuję wpływać na ich zachowanie czy ekspresję.

 

Następnie kilkakrotnie odsłuchuję zarejestrowane w ten sposób nagrania moimi „uszami naukowca”. Opisuję dźwięki fonetycznymi terminami i przekładam je na transkrypcję fonetyczną.

Potem nadchodzi kolej analizy akustycznej. Badam rozkład częstotliwości energii artykulacyjnej głosek w spektrogramach, mierzę czas trwania (długość) i częstotliwość melodii (wysokość), intensywność (siłę) i inne cechy. Dzięki wynikom mogę sklasyfikować każdy dźwięk. Do jakiego typu należy? Jak wygląda jego schemat melodyczny? Który kot wydał taki dźwięk (płeć, wiek, rasa)?

Dopiero wtedy mogę zacząć szukać możliwych odpowiedzi na niektóre pytania. Czy koty w sytuacji stresowej miauczą inaczej niż koty zrelaksowane? Czy wszystkie wydają takie same dźwięki w tej samej sytuacji? Jaka jest zmienność w obrębie (pod)kategorii dźwięków? Na te pytania można odpowiedzieć przy zastosowaniu metod fonetycznych. W dalszej części książki chciałabym przedstawić projekt, w którym badam melodię w komunikacji między kotami i ludźmi (patrz rozdział „Badania i projekty”).

W kolejnych rozdziałach szczegółowo opiszę najczęstsze dźwięki wydawane przez koty. Podam charakterystykę każdego typu dźwięku i jego podkategorii fonetycznych, a także pokażę sytuacje typowe dla danych odgłosów. Ponadto omówię mowę ciała, artykulację i transkrypcję w zapisie fonetycznym, jak również głos i melodię. Dla każdego typu dźwięku podam również konkretne przykłady (z dźwiękami wydawanymi przez koty − moje lub obce).


To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?