Wyspa pokus

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Susanna Carr
Wyspa pokus

Tłumaczenie: Ewa Pawełek

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Stergios Antoniou, stojąc na przestronnym tarasie rezydencji swojego kuzyna, czuł narastającą wściekłość. Nie zwracał najmniejszej uwagi na rozpościerający się przed nim piękny widok na Parthenon na tle błękitnego, wrześniowego nieba. Jego wzrok śledził w dole z coraz większym napięciem kobietę na przyjęciu w ogrodach rezydencji, które trwało w najlepsze. Jodie Little. Jego przybrana siostra. Jego najgłębszy sekret.

Starając się opanować gwałtowne emocje, przyglądał się dziewczynie, która zręcznie wmieszała się w tłum gości, składający się z przedstawicieli ateńskich wyższych sfer i greckiej arystokracji. Wglądała inaczej. Ścięła włosy i wyprostowała je, ujarzmiając w ten sposób burzę loków, które kiedyś kuszącymi falami opadały jej na plecy. Grzywka i ułożenie krótkiej fryzury okalającej policzki zdradzały wytrawnego stylitę. Złota sukienka w delikatne motywy kwiatowe była dość skromna i nie podkreślała szczególnie figury. Jedynym odstępstwem, na jakie sobie pozwoliła, to ta głęboko czerwona szminka, kontrastująca z delikatnym wyglądem.

Doskonale wiedział, że ten wypracowany image jest fałszywy. To tylko tania maskarada, służąca za podstępne przebranie. Minęło już sporo czasu, od kiedy widział ją po raz ostatni, ale był pewien, że nawet czas nie jest w stanie ujarzmić jej prawdziwej natury.

– Tu jesteś – usłyszał głos matki, która stanęła obok niego. – Dlaczego nie schodzisz na przyjęcie?

Stergios nie odrywał wzroku od Jodie.

– Od jak dawna jest w Grecji? – spytał.

Mairi Antoniou westchnęła ciężko. Oparła dłonie o rzeźbioną balustradę i wzrokiem odszukała swoją przybraną córkę, roztaczającą wokół czar dystyngowanej dziedziczki.

– Zadzwoniła do ojca, żeby powiedzieć, że zatrzymała się w pobliskim hotelu jakieś dwa dni temu. Jeśli jej się wydaje, że zostanie powitana z otwartymi ramionami, to gorzko się rozczaruje.

– Dlaczego w ogóle wróciła?

– Podobno tęskni za ojcem.

Stergios wpatrywał się uważnie. Ta uwodzicielka nie miała pojęcia, co znaczy rodzina. Zniknęła z życia swojego ojca cztery lata temu, a teraz nagle zapragnęła powrotu.

– A twoim zdaniem jaki jest prawdziwy powód?

– Nie wiem – odpowiedziała szczerze. – Gregory nie ma przecież własnych pieniędzy.

– A Jodie odziedziczyła przecież właśnie fortunę po matce – stwierdził rzeczowo. Wzrokiem odszukał przystojnego i eleganckiego mężczyznę, zatopionego w rozmowie, z kieliszkiem wybornego szampana w dłoni.

Gregory Little miał talent do poślubiania zamożnych kobiet. Jego jedynym celem było utrzymywać w poczuciu szczęścia bogatą małżonkę i korzystać z luksusów życia, jakie mu zapewniała. Stergios wiedział, że Gregory nie stanowi dla ich rodziny żadnego zagrożenia, w przeciwieństwie do swojej córki.

– Gregory nie miał pojęcia, że się tu wybiera – zapewniła Mairi. – Rozmawiali przez telefon po śmierci matki, jakiś czas temu, ale jej tu nie zapraszał.

Przybrany ojciec Stergiosa otrzymywał hojne kieszonkowe, jednak bogata córka mogła oznaczać dodatkowe źródło dochodów.

– Wierzysz mu?

– Oczywiście. Jodie przysporzyła mu tylko kłopotów i narobiła wstydu – dodała matka zawistnie. – Ta dziewczyna omal nie podzieliła naszej rodziny. Przed każdym rozkładała nogi.

Stergios poczuł przyspieszone bicie serca na to wspomnienie. Jodie umiała tworzyć ogromne problemy niewielkim wysiłkiem. To mógł być albo bulwersujący komentarz na uroczystym obiedzie, albo szaleństwa w nocnym klubie. Ale nic nie mogło się równać z uwiedzeniem jego kuzyna Dimosa. Gdyby jej się udało, zniszczyłaby jasną i obiecującą przyszłość rodziny Antoniou.

– Nie powinno jej tu być – podsumował szorstko. Dlaczego właśnie teraz przyjechała? – Czy Dimos wie?

Mairi zarumieniła się zakłopotana.

– To ja mu powiedziałam, żeby wpisał ją na listę gości – przyznała niechętnie.

Stergios jeszcze raz prześledził bawiących się gości, ale nie mógł znaleźć swojego kuzyna. To było podejrzane. Dimos zawsze umiał się znaleźć blisko Jodie.

– To, co wydarzyło się między nimi, to już przeszłość – zapewniała matka. – Dimos miał wtedy swój czas buntu i łatwo można było wywrzeć na niego zły wpływ. Nie miał szans z tą zdeterminowaną dziwką.

Jodie zauroczyła Dimosa praktycznie natychmiast, chociaż kuzyn nie był wcale taką niewinną ofiarą. Stergios wiedział, że matka uciekała przed prawdą. Wolała myśleć, że jako jeden z rodziny Antoniou kierował się w życiu ścisłymi zasadami.

– Zbyt wiele czasu zajęło nam zorientowanie się, że jest manipulatorką i oszustką – oświadczyła matka. – Gdy ośmieliła się powiedzieć, że poszedłeś za nią do piwniczki z winami tamtej nocy… No cóż. Oczywiście nikt w to nie uwierzył.

Stergios nie skomentował słów matki. Wszyscy w rodzinie wiedzieli, że nie znosi przebywać w małych, ciemnych pomieszczeniach. Ale tamtej pamiętnej nocy zapomniał o tym właśnie przy Jodie. Miała naprawdę wyjątkowe zdolności.

– Z tobą jej się nie udało, ale Dimos był wówczas całkiem bezbronny – ciągnęła matka. – Jak tylko sobie przypomnę to wszystko, co wyprawiała, to mam ochotę…

– To mi nie wygląda na zwykły zbieg okoliczności, że pojawiła się właśnie teraz, gdy naprawdę potrzebujemy tego sojuszu z rodziną Volakis. Ona szuka zemsty.

Matka prychnęła lekceważąco.

– To nie jest ktoś, kto śledzi finansowe dzienniki i orientuje się w długofalowej strategii inwestycyjnej Antoniou Group. Jodie jest na to za głupia. Przecież nawet wyrzucili ją ze szkoły!

– Nie wyrzucili jej przez brak inteligencji – przypomniał.

– Ona nie chce nas zniszczyć, ale być jedną z nas.

– Czasem wróg może się kryć wśród rodziny i być dla niej zagrożeniem.

Stergios zdecydowanie osunął drażniące wspomnienia. Matka spojrzała na niego uważnie. Postarał się zachować kamienny wyraz twarzy i nie zdradzać emocji, jakie w nim szalały. Poczuł uspakajającą dłoń matki na swoim ramieniu.

– Nie musisz nas chronić przed Jodie – w jej głosie wybrzmiała troska.

Matka nie miała racji. Musi być czujny. Jego zadaniem było zdobyć tyle władzy i tyle bogactwa, by nic już nie mogło im zagrozić. Nie chciał, by ktokolwiek z jego najbliższych zetknął się z ponurym i okrutnym światem, który dobrze poznał.

– Oczywiście, narobi nam problemów, ale radziliśmy sobie z gorszymi przypadkami. Może udawać skromną i niewinną, ale i tak prawda w końcu wyjdzie na jaw.

– Ale jeśli będziemy bezczynnie czekać, zdąży uwieść Dimosa i nie dopuścić do ślubu – przewidywał.

– Dimos na to nie pozwoli. Nie zdradzi nas.

– Wskoczy jej do łóżka przy pierwszej okazji.

– Na pewno nie – oponowała matka. – Ma świadomość, jak ważna jest ta fuzja dla naszej rodziny.

Ale cztery lata temu to nie powstrzymało Dimosa, pomyślał Stergios cierpko. Mairi Antoniou była ślepa, jeśli chodziło o najbliższych. Widziała w nich same najlepsze strony. To do niego należało rozpoznać i zneutralizować wszelkie zagrożenia.

– Jodie też jest tego świadoma – zauważył, biorąc matkę pod ramię i prowadząc na przyjęcie. – Wróciła, bo ma tu jeszcze coś do załatwienia. Jest prawdziwym zagrożeniem dla połączenia się rodziny Volakis z Antoniou. Potrzebujemy tego małżeństwa i nie pozwolę, aby Jodie Little to zniszczyła.

Pewne rzeczy się nie zmieniają, pomyślała Jodie i uśmiechnęła się przyjaźnie do jednej z matron rodu Antoniou. Wpatrywali się w nią podejrzliwie, jakby mogła ich zdeprawować samą swoją obecnością. A może ogarniała ją paranoja? Przecież wielu członków rodziny odnosiło się do niej obojętnie, gdy mieszkała w Atenach. Jednak miała wrażenie, że nikt nie jest zadowolony z jej powrotu. Wyglądało, jakby wszyscy byli przekonani, że zaraz popełni jakiś błąd albo wywoła skandal. Zupełnie, jakby się przygotowywali na najgorsze.

No to sobie poczekają, uśmiechnęła się w duchu. Dawna Jodie już nie istniała. Była teraz o wiele mądrzejsza i nauczyła się kontrolować swoje emocje. Tym razem dołoży wszelkich starań, by się dostosować. Będzie jedną z nich.

– Jodie?

W jednej chwili rozpoznała ten głos. Odwróciła się i stanęła na wprost swojego kuzyna, Dimosa Antoniou. Instynktownie zrobiła krok wstecz, choć jednocześnie postanowiła nie okazać słabości. Powitała go więc szerokim uśmiechem, a Dimos objął ją i ucałował w policzki.

– Ile to już lat? – spytał, najwyraźniej mile zaskoczony.

– Owszem – przyznała, nie pozwalając, by jej dotykał nawet chwilę dłużej niż to konieczne. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała. – Dziękuję, że zaprosiłeś mnie do swojej nowej rezydencji. Jest piękna.

– Dostaliśmy ją od rodziców Zoi w prezencie ślubnym.

– Mam nadzieję, że razem z twoją przyszłą żoną będziecie tu bardzo szczęśliwi.

– Żenię się! Wyobrażasz sobie coś podobnego? – spytał z łobuzerskim uśmiechem.

Jodie uśmiechnęła się. Dimos był od niej trzy lata starszy, ale zawsze wydawał jej się bardzo niedojrzały jak na swój wiek.

– A w dodatku jesteś wiceprezesem Antoniou Group! – dodała przekornie.

– Nominacja zostanie ogłoszona dopiero po naszym powrocie z podróży poślubnej.

– Twoja rodzina jest z ciebie bardzo dumna. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze – dodała, a głos na chwilę uwiązł jej w krtani. Dimos zrozumiał zasady bardzo wcześnie, a co więcej, umiał się nimi kierować. Dlatego czekała go niebagatelna nagroda.

Zastanawiała się jak to jest być kochaną i akceptowaną przez rodzinę. Pragnęła tego teraz bardziej niż kiedykolwiek. Przez lata tęskniła za swoimi rodzicami, ale czekała, aż to oni zrobią pierwszy krok. Teraz żałowała swojej bezczynności. Matka zmarła nagle na zawał serca kilka miesięcy temu. Jodie wiedziała więc, że jeśli chce naprawić relacje ze swoim ojcem, to nie ma czasu do stracenia. Tylko on jej został, jej jedyna rodzina. To ona przeprosi i dostosuje się do wymagań. Zastanawiała się tylko, jak wielkich będzie to wymagało poświęceń. Jak wiele będzie musiała ukryć, aby ją zaakceptowano i uznano za godną miłości.

 

– To bardzo miłe z twojej strony, Jodie. Szczególnie po tym, co zaszło między nami.

Jodie starała się opanować nagłe emocje i przyjąć neutralny wyraz twarzy. Nie sądziła, że Dimos będzie wspominał tę noc.

– Nie zachowałem się wówczas tak, jak powinienem – przyznał zakłopotany.

– Nikt z nas – wyszeptała. Oskarżono ją wówczas, że chce złowić młodego Antoniou i zrujnować wszelkie plany jego potencjalnych małżeństw, układane z wszelką dbałością. Po tej pamiętnej nocy zadekretowano, że stanowi szczególne niebezpieczeństwo dla przyszłości rodziny Antoniou.

– Nie wiedziałem, że widziała nas jedna z pokojówek.

Jodie spojrzała na niego z niedowierzaniem. A więc za to ją przepraszał? Że ich przyłapano? Że im przerwano? Kusiło ją, by skomentować to zgryźliwie, ale miała się przecież zachowywać odpowiednio. Ryzyko było zbyt wielkie.

– Nie mogłem uwierzyć, że pokojówka powiedziała wszystko Stergiosowi – kontynuował z gorzkim żalem. – Co ona sobie myślała?

Jodie trzymała język na wodzy. Pokojówka wiedziała doskonale, jakie były intencje Dimosa. Jedyne, czego żałowała, to że nie zobaczyła ich wcześniej. Dla niej Dimos był tylko kuzynem, którego sympatia miała jej pomóc odnaleźć się w nowej rodzinie. W żadnym razie nie brała go pod uwagę jako kochanka.

– Wiem, że teraz na to za późno, ale powinienem wówczas stanąć w twojej obronie. Nie miałem pojęcia, że zostaniesz ukarana tak surowo.

A więc Dimos wcale się nie zmienił. Wciąż był tak samo beztroski i niedojrzały. Chciała mu powiedzieć, że mylił się co do niej. Nigdy do niczego go nie zachęcała. Mogła mu też powiedzieć, że nigdy nie jest za późno, by naprawić stare błędy. Mógł ją ochronić przed wykluczeniem z rodziny. Ale to by się mu nie przysłużyło. A jeśli czegokolwiek się nauczyła po tamtej pamiętnej nocy, to że mężczyźni nie rozumieli znaczenia takich słów jak honor, szacunek czy opieka. Zdobywali, brali, co mogli, i to byle szybko, aby zdążyć uciec i nie zostać przyłapanym.

– Jak długo zamierzasz zostać w Grecji? – spytał Dimos, uznając najwyraźniej niewygodny temat za zakończony.

Jodie odnalazła wzrokiem ojca stojącego w otoczeniu mężczyzn z rodziny Antoniou. Najpierw chciała poprosić go o wybaczenie za swoje zachowanie, ale nie wiedziała, czy będzie chciał z nią rozmawiać.

– Nie jestem pewna – odpowiedziała z wahaniem. – Nie mam zbytnio konkretnych planów.

– Musisz przyjść na moje wesele! – zaprosił ją entuzjastycznie.

– Nie chciałabym przeszkadzać – zaczęła zaskoczona.

– Przeszkadzać? Nie ma mowy. Jesteśmy przecież rodziną.

Pragnęła z całej duszy, aby to była prawda. Tak bardzo chciała się czuć częścią tej rodziny. Zawsze była poza nią, była dla nich ciężarem. Przyzwyczaiła się i nawet była z tego zadowolona, ale wszystko zmieniło się po śmierci matki. Zrozumiała, jak bardzo potrzebuje czuć się kochaną i akceptowaną przez najbliższych.

– Musisz się zgodzić – nalegał Dimos.

– Na co Jodie musi się zgodzić?

Zamarła, słysząc ten głęboki, szorstki głos. Stergios Antoniou. Był tuż za nią. Zalały ją emocje i wspomnienia.

– Zaprosiłem ją na moje wesele – odpowiedział Dimos z nutą przekory.

– Nie sądzę, by było jeszcze miejsce – stwierdził Stergios.

– Zrobimy miejsce – obiecał Dimos Jodie. – Wesele będzie na małej wyspie, która należy do rodziny Zoi. Faktycznie to maleńka wyspa, ale nie aż tak, aby nie przyjąć jeszcze jednego gościa.

Jodie była coraz bardziej przerażona obrotem sytuacji.

– Nie chciałabym sprawiać kłopotu – zapewniła pośpiesznie.

– Nie ma o czym mówić. Zresztą zaraz spytam Zoi.

Jodie bezradnie patrzyła, jak Dimos odwraca się i podąża prosto w stronę swojej narzeczonej. Stergios wpatrywał się w nią zimno i niechętnie. Widziała, że ocenia ją bardzo surowo.

– Nie wiem, co próbujesz osiągnąć…

– Nie wprosiłam się na ten ślub. Dimos sam zaproponował. Słyszałeś przecież, że próbowałam się z tego wykręcić.

– Może Dimos nie zrozumiał, co chciałaś powiedzieć. Zawsze miałaś problem z mówieniem „nie” przystojnemu mężczyźnie.

Jodie zadrżała z oburzenia. Miała ochotę wylać mu zawartość kieliszka prosto w tę bezczelną twarz. Stergios zawsze budził w niej najgorsze instynkty. Musiała jak najszybciej pozbyć się jego towarzystwa, bo inaczej nie uniknie sceny. A to nie pomoże jej w zdobyciu akceptacji i przychylności ojca.

– Chyba pomyliłeś mnie z kobietami, z którymi się zwykle zadajesz – stwierdziła dumnie, odwracając się na pięcie.

– Już uciekasz? – zadrwił.

– Nie uciekam. To akurat twój popisowy numer – odpowiedziała zjadliwie.

Mimo że starał się nie okazać emocji, widziała, że dotknęła go tą uwagą.

– Wiesz, jak wywołać poważne problemy, a potem znikasz bez śladu i inni muszą się zająć naprawianiem szkód. Po tamtej nocy wszystkie nasze ambitne plany fuzji upadły głównie dlatego, że Dimos nagle nie chciał się już żenić. Zabrało mi lata odbudowanie zaufania z rodziną Volakis, co przypieczętuje ten ślub.

– Zostałam wygnana. Co niby mogłam zrobić? – spytała, stając w swojej obronie.

– Wygnana? – zakpił. – Nie dramatyzuj.

Czy on zawsze był taki bezlitosny? – zastanawiała się. Musiała przyznać, że na początku, gdy weszła do rodziny Antoniou, mogła liczyć na jego wsparcie i zaufanie. Ale po jakimś czasie zaczął się od niej oddalać. Im dłużej z nią przebywał, im lepiej ją poznawał, tym bardziej rosła jego niechęć. Gdy kończyła osiemnaście lat, nie było go na urodzinowym przyjęciu, bo pracował nad ważnym projektem za granicą. A gdy wrócił kilka miesięcy później, zrozumiała, że w ogóle nie może na nią patrzeć.

– Skoro zostałaś wygnana, to czemu tak bardzo zależy ci na powrocie do rodziny? – spytał podejrzliwie. – Nie jesteś kimś, kto łatwo wybacza.

– Jestem tutaj, żeby naprawić relacje z moim ojcem – zaznaczyła.

– I to wszystko?

Chciała troski i miłości. Chciała stać się priorytetem dla własnego ojca. Jako nastolatka próbowała to osiągnąć, ale niewłaściwymi metodami. Spojrzała na Stergiosa i w jednej chwili zrozumiała jego pytanie.

– Och… myślisz, że przyjechałam, by odegrać się za to, jak mnie potraktowaliście? Aby przeszkodzić fuzji, na której tak bardzo ci zależy? Chyba cię rozczaruję, ale zapewniam, że to nie jest warte mojego czasu.

– A jednak wróciłaś dokładnie w tym momencie, gdy Dimos i Zoi mają się pobrać.

– Przepraszam, ale nie dostaję rodzinnego newslettera. Nie miałam pojęcia kto, z kim i kiedy się żeni – odparła z przesłodzonym uśmiechem.

Chciała odejść, ale Stergios chwycił ją za ramię w ostatnim momencie.

– Nie ufam ci – wyszeptał jej wprost do ucha.

– Nie zależy mi na tym – stwierdziła niechętnie, próbując się uwolnić, ale chwycił ją jeszcze mocniej.

– Trzymaj się z dala od Dimosa – nakazał groźnie.

– Z przyjemnością. Puść mnie – zażądała. – Dimos mnie nie interesuje. To nie ja go wtedy uwiodłam. Nie zależy mi na nim i nigdy nie zależało.

– Dlaczego miałbym ci wierzyć? Tyle razy już nas okłamałaś.

Jej gniew nieco opadł. Faktycznie, w przeszłości zdarzało jej się kłamać, ale była to głupia i instynktowna próba ochrony Stergiosa tamtej pamiętnej nocy. Poświęciła się dla niego, a on tego ani nie widział, ani nie doceniał. Poczuła się zraniona. Potraktował ją szczególnie niesprawiedliwie.

– Gdybym chciała uwieść Dimosa, nie byłbyś w stanie temu zapobiec – rzuciła wyzywająco.

– Ostrzegam cię, Jodie – zniżył ton, który przybrał groźne nuty.

Dlaczego to powiedziała? Dlaczego go prowokowała. Powinna zachowywać się rozważnie, a jednak nie była w stanie się powstrzymać.

– Mogę go mieć w swoim łóżku, ot tak – zapewniła lekko, strzelając palcami. – Na pewno nie zdecyduję się już na zimną ścianę w piwnicy z winami.

Obydwoje wpatrywali się w siebie z wyzwaniem, złapani w pułapkę niewygodnych wspomnień. Jodie w jednej chwili przypomniała sobie jego dotyk. Jego pocałunki…

Nie mogła o tym myśleć. Ani teraz, ani nigdy.

– Mogłam w każdej chwili zadzwonić do Dimosa, a on przybiegłby bez wahania – oświadczyła pośpiesznie.

– A więc wiesz, jaką masz nad nim władzę. – Spojrzał na nią z odrazą.

Teraz wiedziała. Ale wtedy, gdy miała osiemnaście lat, nie miała o tym pojęcia.

– Wiem, jaką władzę mam nad mężczyznami – przyznała wyniośle. – A Dimos jest bardziej wrażliwy niż większość.

– Jak myślisz, dlaczego?

Oczywiście był przekonany, że to ona ponosi całą winę.

– Nie zachęcałam go, ale jeśli jeszcze raz ośmielisz się mi grozić…

– Teraz ty mi grozisz? – spytał i przybrał pozę, jakby gotował się na bitwę.

– Nie muszę. Ale pamiętaj, jestem tutaj, aby spędzić czas z moim ojcem i pojednać się z rodziną. Jeśli będziesz próbował mi w tym przeszkodzić, zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie dopuścić do ślubu i fuzji Antoniou-Volakis.

Stergios zbladł.

– Zawsze niszczyłaś wszystko wokół siebie. Ale nie dopuszczę, żebyś zniszczyła naszą rodzinę.

– Nie obchodzi mnie twoja rodzina. Zależy mi wyłącznie na moim ojcu.

– Lepiej, żebyś wyjechała i już nigdy tu nie wracała.

Jodie nagle pożałowała, że zdradziła mu swoje plany. Mógł jej naprawdę zaszkodzić. Powinna była lepiej przemyśleć swoją strategię i wybrać inne miejsce na spotkanie z ojcem. Zawsze była zbyt impulsywna, zbyt niecierpliwa. A teraz bała się, że znów zostanie odrzucona. Nie mogła jednak okazać słabości, aby Stergios nie wykorzystał tego przeciwko niej.

– Mam prawo tu być – stwierdziła z uporem.

– A ja mam prawo, a także obowiązek, chronić moją rodzinę. Bez względu na koszty.

Zawsze o tym wiedziała. Była to jedna z cech jego charakteru, którą podziwiała. W przeszłości bolało, że ta ochrona nie dotyczyła jej.

– Dimos twierdzi, że jestem członkiem rodziny.

– Dla mnie nigdy nie będziesz częścią naszej rodziny.

Te słowa zwaliłyby ją z nóg, gdyby usłyszała je w wieku piętnastu lat, ale teraz nie przejęła się nimi wcale.

– To ci wiele ułatwia, prawda? Przecież – jej głos zadrżał – ten wspaniały i cnotliwy Stergios Antoniou musi być godzien zaufania i zachowywać się bez zarzutu. Dyscyplina i doskonałość to jego cel. Nigdy przecież nie uprawiałby seksu z dziewicą, gdyby nie miał zamiaru jej poślubić. Czy zachowałby się w ten sposób wobec swojej osiemnastoletniej siostry? A potem odwrócił się i odszedł bez słowa? Rzucając ją na pożarcie lwom?

Jego kamienny wyraz twarzy zmienił się w jednej chwili. W oczach zobaczyła nienawiść. Czy dlatego, że przypomniała mu o tym momencie słabości? Czy też kryło się za tym coś więcej? Być może nienawidził jej, bo pokazywała mu, jakiego rodzaju człowiekiem był naprawdę?

– Ale ja znam prawdziwego Stergiosa Antoniou – wyznała, zdeterminowana skończyć, co rozpoczęła. – Zrozumiałam to tamtej nocy, cztery lata temu. Jesteś dokładnie takim samym mężczyzną, jak każdy inny, z którym miałam do czynienia. Możesz mi grozić, ile tylko chcesz, mój drogi przyrodni bracie. Będę robić to, co uznam za właściwe i dobre dla mnie.