Znam twój sekret

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nie mogłam przestać myśleć o tym, co widziałam, i bez ustanku starałam się to zrozumieć. W końcu musiałam zejść na dół do wszystkich, ale na widok Elli poczułam się dość dziwnie. Miałam wrażenie, że przyglądam się pozostałym przez szybę. Nie byłam jedną z nich, lecz obserwatorką, analizującą wszystko, co Ella mówi czy robi.

– A kwiaty… Miałaś bukiet, Ello? – Joy wypytywała o ceremonię ślubu. Nadal ją bolało, że nie została zaproszona.

– To wyjaśnia, dlaczego ni z gruszki, ni z pietruszki chcesz zacząć pracować w rodzinnym biznesie – zauważył Bob, unosząc szklankę jak do toastu. – Wreszcie się wyszumiałeś, nasz Jamie.

– Tak. Pewnie będziecie chcieli kupić dom… – dodała Joy wesoło. Jamie się wprawdzie ożenił, ale źródłem pociechy było dla Joy to, że syn marnotrawny powrócił i koniec z wojażami.

– Prawdopodobnie parę takich też będziecie chcieli, co? – Dan wskazał w kierunku Freddiego i Alfiego, którzy turlali się właśnie po podłodze i darli na siebie.

Jamie się zaśmiał i zauważyłam, że ścisnął kolano Elli. Gest był subtelny, ale może ona już jest w ciąży.

Siedziałam na podłokietniku fotela Dana i czułam się jak widz oglądający rozwój historii miłosnej. Ella cały czas trzymała dłoń na ramieniu Jamiego, a on – na jej kolanie. A jeśli jedno z nich poruszyło się czy o centymetr przesiadło, zaraz na powrót się do siebie zbliżali. Jakby grali w twistera, w którym przynajmniej jedną częścią swojego ciała musieli dotykać drugiej osoby. Co rusz patrzyli sobie w oczy radośnie i pod osłoną oficjalnej rozmowy toczyli własną, prywatną. Pamiętam, że też tak się kiedyś czułam.

Zerknęłam na Dana, ale mnie nie widział. Patrzył na Jamiego i Ellę, potakiwał ich słowom, uśmiechał się, słuchając ich opowieści. Lecz Dan i ja w ogóle się nie dotykaliśmy.

– Ten dom jest taki, uhm, uroczy – powiedziała Ella z lekko pytającą kadencją na ostatnim słowie. – Joy, czy on pochodzi z dziewiętnastego wieku?

– Uhm… Wiesz co, nie jestem pewna. – Joy zawstydziła się, że nie wie – lubiła być autorytetem w każdej kwestii. – Jest oryginalny, choć nieco rozbudowano bryłę – dodała, za wszelką cenę chcąc udzielić informacji. Nagle jej twarz się rozjaśniła, bo coś sobie przypomniała, mogła przekazać jakiś fakt. – O, a marmur jest karraryjski.

– Tak, jest przepiękny – przyznała Ella – wprost wspaniały. Żyłki są niemal białe… Znacznie bardziej subtelne niż w bielszym marmurze Calacatta.

– Znasz się na marmurze! – stwierdził Dan, któremu wyraźnie zaimponowała. A ja cały ten czas zastanawiałam się: „Dlaczego, dlaczego wzięłaś kolczyki Joy?”.

Tymczasem Joy uśmiechała się i kiwała głową, słuchając analizy marmuru w wykonaniu Elli.

– Ella zna się także na architekturze, odwiedzała pałace na całym świecie – rzekł z dumą Jamie.

– O rany, pałace? Zazdroszczę – powiedziałam, a Ella uśmiechnęła się do mnie.

– Interesuje się także fotografią, prawda, kochanie? – dodał Jamie i spojrzał na nią z taką miłością, że widok trochę mnie ubódł. Ja też pragnęłam takiej miłości.

Ella pokiwała głową z entuzjazmem i skrzyżowała nogi. Jej nagie palce u stóp były drobne, zwarte, z paznokciami na kształt srebrnych klejnocików. Nie byłam pewna, czy jestem o nią zazdrosna, czy po prostu chcę nią być, ale mina Violet wskazywała, że moja córka zdecydowanie chce zostać Ellą, gdy dorośnie.

– Mówiliście chyba, że pojechaliście razem do Indii. Jakie to romantyczne… Długo się znaliście? – zapytałam.

– Dość długo – odparła Ella, patrząc na Jamiego, nie na mnie.

– O, a czym się zajmujesz? – kontynuowałam niezrażona.

– Jest modelką – powiedział Jamie dumnie.

Słysząc to, Violet wybałuszyła oczy.

– Prezentowałam stroje kąpielowe dla znajomych projektantów, takie tam rzeczy – ale nie jestem modelką z prawdziwego zdarzenia. Chcę się zająć ważnymi sprawami: fotografią, vlogowaniem, blogowaniem, ratowaniem planety i tak dalej.

– Wow! Byłabyś świetną youtuberką! – podsunęła Violet z zachwytem w oczach.

– Może – odparła Ella, jakby mogła zostać, kim tylko zechce. Zazdrościłam jej pewności siebie… A może to była arogancja?

– Ella jest zbyt skromna – stwierdził chełpliwie Jamie. – Miała sesje jako modelka na całym świecie, na wybiegach fashion week, fotografia mody, bielizna. Projektanci i fotograficy ciągle się z nią kontaktują i proszą, by leciała…

– Ojej – rzuciłam. Sądziłam, że wybiegi i sesje zdjęciowe, a do tego jeszcze bielizna, to różne rodzaje modelingu. Modelki chyba na ogół skupiały się na jednym z nich? Nie byłam pewna, a po tym, co widziałam wcześniej, wątpiłam we wszystko, co mówi. Ella bez dwóch zdań mogłaby prezentować cokolwiek. Na niej nawet worek na śmieci wyglądałby jak haute couture, ale może z drugiej strony Jamie przesadzał, wyolbrzymiał atuty swojej nowej żony przed rodziną? Jamie niekiedy tak robił. Wszyscy Taylorowie przejawiali czasem nieco irytującą skłonność do upiększania rzeczywistości, ale Jamie był pod tym względem najgorszy.

– Ella marnuje się w modelingu. To nie wieszak na ubrania – jest taka kreatywna – stwierdził.

– Słodki jesteś – odparła ona, całując go w policzek.

– Ma dwadzieścia pięć tysięcy followersów na Instagramie. – Uśmiechnął się promiennie.

– Robię po prostu to, co wydaje mi się właściwe, z nadzieją, że ludziom się to spodoba.

Trudno mi było ją rozszyfrować. Przyszło mi do głowy, że może jeśli obejrzę jej profil na Instagramie, ustalę, kim jest. Z drugiej strony, Instagram niejednokrotnie tylko mącił obraz – chodziło w nim raczej o to, kim chce się być. Gdy stworzyłam konto na Instagramie dla Taylor’s, założyłam też własny profil. Nie wahałam się wrzucić przypadkowego zdjęcia z rodziną w Pizza Express, wystylizowanego tak, by wyglądało na kolację w Mediolanie.

– Jesteś więc taką influencerką z Instagrama? – zapytałam. – Czy firmy przysyłają ci śliczne rzeczy, żebyś je pokazała na swojej stronie na Instagramie?

– Stronie…? To się nazywa „profil”, Clare. – Zachichotała cicho i spojrzała na Jamiego, który spuścił wzrok. Nie byłam pewna, jak to odczytać. Czy ona się ze mnie nabijała?

– Jak dla mnie to wszystko zbyt zaawansowana technologia – wyznała Joy w geście empatii ze mną.

– Ach, tak. Chodziło mi o profil – potwierdziłam, decydując się wziąć jej słowa za dobrą monetę. – Więc jak to jest, prezentujesz te rzeczy, które otrzymujesz? – zapytałam ponownie, nie dając się zbić z tropu.

– No, no, właśnie tak – zbyła pytanie, nie patrząc w moją stronę. Ewidentnie nie chciała o tym rozmawiać. Za to ja owszem.

– Jak cudownie – powiedziałam z uśmiechem. – Co za wspaniała praca.

Nie odpowiedziała. Miałam nadzieję, że nie byłam przesadnie dociekliwa. Wydawała się pewna siebie, lecz zarazem nie chciała się rozwodzić na temat swojej pracy zawodowej. Przyszło mi na myśl, że może nie odnosi aż takich sukcesów, jakie nakreślił Jamie. To dla niego na pewno ważne, by rodzina zaakceptowała Ellę, ale nie musiał nam jej przecież reklamować. Chociaż chodziło zapewne głównie o to, by przypodobać się Joy – jeśli mama jest zadowolona, to wszyscy są zadowoleni. A w tej chwili niezmienny uśmiech na jej twarzy i dłoń zaciśniętą na szklance z ginem trudno było odczytać.

– Ella jest taka utalentowana – ciągle powtarzam, że powinna występować w telewizji, wiecie, w reality show albo czymś – mówił.

– O Boże, bardzo bym tego chciała, to moje marzenie – westchnęła.

– Och nie, byle nie w którymś z tych okropnych programów – wtrąciła Joy. – Zresztą występują tam prawie sami single, a ty jesteś już mężatką, Ello.

– Ech, to tylko praca – powiedziała Ella z lekką irytacją. – A płacą za to takie pieniądze… Niektórzy z uczestników to milionerzy.

– Mama ma rację, mogliby sobie zażyczyć, byś się z kimś związała na ekranie – zauważył Jamie. – Nie przeszkadzałoby mi, gdybyś zarobiła milion, ale jeśli miałabyś być z kimś innym, to nie – zaśmiał się nerwowo.

– Wielkie nieba, o nie – zawtórowała Joy, przerażona wizją udziału synowej w jakimś plugawym seksualnym epizodzie w telewizji. Co na to sąsiedzi?

Ella nie odpowiedziała żadnemu z nich. Muszę przyznać, że zastanawiałam się, jak daleko posunęłaby się dla tego miliona funtów. Wyglądało mi na to, że zrobiła już pierwszy krok w postaci kolczyków.

– Nie mogę się doczekać, by obfotografować to miejsce – zmieniła temat z reality show. Jedną ręką gładziła oparcie sofy, a drugą ramię Jamiego.

– Basen jest oszałamiający – podsunęła Joy. – Mozaika we wszystkich odcieniach błękitu.

– Tak, zauważyłam go. Basen będzie pełnił funkcję tła. – Uśmiechnęła się, a potem nagle wyprostowała. – Jeżeli nie macie nic przeciwko… To znaczy zgadzacie się, prawda, bym robiła tu zdjęcia? – Powiodła wzrokiem od Joy do Boba i z powrotem do Joy. Już w ciągu paru pierwszych godzin znajomości odkryła, kto dzierży władzę.

– Ależ oczywiście, kotku, fotografuj sobie. – Joy się uśmiechnęła, ale byłam pewna, że jej twarz zdradza lekką niepewność. Nie wiedziała, co myśleć o tej młodej kobiecie, nieznajomej, która pojawiła się na naszych wakacjach. Nikt nie zapytał Joy o zgodę i aż do dzisiaj nie zdawała sobie nawet sprawy, że jej syn ma dziewczynę, a co dopiero żonę.

– Macie jakieś zdjęcia ze ślubu? – zapytałam głównie z grzeczności, ale ciekawa byłam sukienki Elli i chciałam zobaczyć wystrojonego Jamiego oraz olśniewającą włoską scenerię.

– Jedno czy dwa – odpowiedziała i zaczęła ich szukać w telefonie, który następnie mi podała.

Wstałam z podłokietnika fotela Dana, by wziąć smartfona, ale Ella go nie puściła. Poklepała podłokietnik sofy, gdzie siedziała, bym tam przycupnęła. Chodziło o manifestację siły czy z jakiejś przyczyny nie chciała mi oddać telefonu?

 

Przysiadłam blisko niej na podłokietniku. Pachniała solą i cytryną, miejscami, w których nigdy nie byłam, nieco kwiatowo i pikantnie, odrobinę jaśminowo. Pachniała tak, jak wyglądała – zmysłowo, egzotycznie, niepowtarzalnie.

Gdy ona przewijała galerię zdjęć, moją uwagę przykuł elegancki zegarek i błysk tego wielkiego brylantu na palcu serdecznym. Ciekawa byłam, jak go zdobyła – Jamie nie dysponował takimi pieniędzmi, więc może się zapożyczył? A może Ella była zamożna? Ale jeśli miała pieniądze, dlaczego miałaby kraść cudzą biżuterię? Starałam się wyrzucić kolczyki z pamięci i skupić wzrok na zdjęciach ich zapierającego dech w piersi ślubu na włoskim klifie. Przyznam, że musiałam przełknąć trochę zazdrości.

– To sama ceremonia – powiedziała, dotykając ekranu palcami z długimi, pomalowanymi na kolor skóry paznokciami. Wyświetlili się państwo młodzi: ona w długiej, jedwabnej, pudroworóżowej sukni z obfitym trenem, przylegającej do jej szczupłego ciała i pełnych piersi; Jamie w garniturze od znanego projektanta, z koszulą rozpiętą pod szyją; wokół kilkoro ludzi, zapewne świadków. Oni jednak byli bez znaczenia – państwo młodzi wyglądali jak gwiazdy filmowe, błyskali idealnymi zębami w uśmiechu na tle muśniętej słońcem skóry, a za nimi widniało migoczące w promieniach słońca Wybrzeże Amalfitańskie. Wyglądali tak młodo, radośnie, seksownie i bogato. Mogłam sobie tylko wyobrażać, jak będą żyć – zupełnie inaczej niż my.

Choć Jamie twierdził, że chce podjąć pracę w rodzinnej firmie, nie wyobrażałam sobie żadnego z nich na etacie od dziewiątej do siedemnastej w słotnym Manchesterze. Jamie nigdy nie zagrzał miejsca na żadnej posadzie ani w domu, a Ella nie wyglądała mi na osobę, której pisane jest godzenie pracy z życiem rodzinnym w nowym domu na podmiejskim osiedlu. Nie – zupełnie się od nas różnili. Wyobraziłam sobie czarno-białe zdjęcia z ich Instagrama, przedstawiające okazałą kamienicę z drewnianymi okiennicami w Paryżu albo Mediolanie. W takim stylowym europejskim gniazdku miłosnym spłodziliby urodziwe, dwujęzyczne dzieci, ona nigdy by się nie roztyła, a on nigdy nią nie znużył.

– Cudowne – mruknęłam, próbując w myślach pogodzić wizję tej pięknej panny młodej z kobietą, którą raptem kilka godzin temu widziałam, gdy kradła kolczyki z pokoju teściowej.

– Wydrukuję kilka z tych zdjęć – powiedziała Ella – żeby rodzina mogła sobie oprawić.

– Świetnie. – Uśmiechnęłam się i wróciłam na podłokietnik fotela. Chciałabym, by Dan odstąpił mi siedzenie i pokazał wszystkim, że kocha mnie tak samo jak Jamie Ellę. Nic z tego.

– To jak, jesteś gotów na pracę z prawdziwego zdarzenia? – zapytał Jamiego.

– Jestem gotów od urodzenia – odparł Jamie, prężąc pierś. Najwyraźniej nie chciał pozwolić, by starszy lew w dżungli przyćmiewał jego wigor.

– Dobrze. Mam nadzieję, że wiesz, na co się piszesz – dodał Dan. Bez wątpienia był zadowolony, że Jamie nareszcie musi spróbować sił w prawdziwym życiu. Mógł jednak trochę zamaskować satysfakcję.

– Jeśli zastanawiasz się, czy wiem, że muszę ci pokazać, jak się zabrać za robotę, brachu, to owszem, jak najbardziej – rzucił Jamie z szelmowskim uśmiechem.

– Zobaczymy – odparł Dan z poważną miną.

Nigdy wcześniej nie byłam świadkiem takiego zachowania między Danem a Jamiem. Bracia od zawsze rywalizowali otwarcie, lecz z sympatią, teraz jednak w rozmowę wkradła się ostrzejsza nuta. Jamie chciał teraz imponować swojej nowej żonie, więc nie odpowiadała mu już rola młodszego braciszka.

– W sumie Ella i ja wiele rozmawialiśmy o firmie – rzekł. Czyżby rzeczywiście planował działalność w rodzinnym interesie? Myślałam, że to czcze gadanie, zresztą moim zdaniem nie było szans, by to się udało. Poza tym Dan musiałby pilnować młodszego brata, co bardzo by go stresowało. – Ella ma dla nas kilka świetnych pomysłów.

Obejrzałam się na nią szybko. Niemożliwe, by interesowała ją nasza firemka od nieruchomości – Ella na pewno ostrzy sobie ząbki na coś większego. A jej fotografia, modeling, reality show w telewizji?

– Cudnie – powiedziała Joy. Uśmiech zastygł jej na twarzy i na pewno nie mówiła szczerze. Joy i Bob tak naprawdę nigdy się nie wycofają. Najprawdopodobniej ich zdaniem nawet synowie się nie odnajdą, gdy oni przejdą na emeryturę, a co dopiero jakaś nowa synowa, którą ledwo znają.

– Pomysłów? – powtórzył Dan, nie siląc się nawet na to, by ukryć wątpliwości. – Okej, posłuchajmy, Ello. – Mówił z żartobliwym błyskiem w oku, jakby się przekomarzał. Czy to dlatego, że Ella go rozbawiła, czy może zafascynowała? Nie potrafiłam rozstrzygnąć, on jednak nachylił się, by wysłuchać, co ma do powiedzenia.

Ella, która głaskała właśnie Jamiego po uchu, podniosła oczy.

– Cóż, Jamie opowiadał mi dużo o Taylor’s i wydaje mi się, że przydałoby się nieco rozwinąć aspekt marketingowy. – Wyprostowała się nieco, jakby Dan prowadził z nią rozmowę kwalifikacyjną, a ona chciała mu zaimponować i pokazać, że mówi poważnie. – Rzecz w tym, że potrzebna wam nowa strona internetowa, musicie być na Instagramie i we wszystkich mediach społecznościowych… W dzisiejszych czasach interaktywność to podstawa, trzeba zadawać pytania… Na przykład „Patrzcie na nowiutki apartament na najwyższym piętrze, który sprzedajemy. Kto zgadnie, który architekt go projektował…?”.

– Apartament na najwyższym piętrze? – odezwałam się z uśmiechem i rozejrzałam po pokoju, szukając innych min pełnych niedowierzania, lecz wszyscy patrzyli na Ellę.

– Clare, wybiłaś mnie z rytmu – stwierdziła, dość ostentacyjnie obejmując głowę ramionami.

– Przepraszam – wymamrotałam, a potem się przymknęłam, podczas gdy pozostali uprzejmie czekali na ciąg dalszy. Nawet chłopcy siedzieli cicho, choć to wynikało raczej z tego, że wciągnęła ich jakaś gra na iPadzie.

Tymczasem Violet, wstrzymując oddech, czekała, co powie jej nowa bohaterka.

– Mówiłaś o architekcie i apartamencie… – podsunęła Elli.

– To znaczy… Tak, zgadza się, dzięki, Vee.

Zjeżyłam się lekko. Na imię miała Violet. A może byłam małostkowa?

– No więc… – ciągnęła. – Jeśli chodzi o apartament, nawiązałabym współpracę z producentem farb, urządziłabym promocję z próbkami farb – coś w stylu „W jakiej kolorystyce Ty byś urządził mieszkanie, gdybyś miał w nim zamieszkać? Opowiedz nam i wygraj roczny zapas farby”. Rozumiecie? – Rozejrzała się, kiwając głową dla wzmocnienia przekazu. – Zadaje się pytania followersom, a jeśli chcą dostać jakieś gówienka za darmo, muszą udzielić odpowiedzi.

Violet spojrzała na mnie z ukosa i uśmiechnęła się lekko, gdy padło słowo „gówienko”. Ja się nie wzdrygnęłam, ale Joy owszem.

– Taylor’s opiera się na staroświeckich wartościach, Ello, więc nie odnajduje się na Instagramie czy Twitterze – stwierdziła.

– Ale faktycznie musimy ogarnąć media społecznościowe – powiedział Dan. Byłam tego samego zdania. Dan i Jamie będą musieli unowocześnić przedsiębiorstwo, by móc konkurować z największymi i najlepszymi graczami. A najskuteczniejszym orężem mogły się okazać media społecznościowe.

Ella spojrzała na mojego męża.

– Masz stuprocentową rację. – Uśmiechnęła się do Dana i wymienili spojrzenie, od którego żołądek opadł mi do kolan.

– Tak, musimy to ogarnąć – zawtórowałam, bo chciałam im przerwać, wedrzeć się między nich. – Zajmę się tym, gdy… – zaczęłam, lecz mnie zagłuszyła.

– Tak samo robię z moimi followersami – wchodzę z nimi w interakcję, pytając, które bikini powinnam włożyć, który biustonosz leży najlepiej. – Musnęła dłonią piersi. Dan słuchał z uwagą. – Pytam, co ich zdaniem powinnam wybrać na imprezę czy na randkę… Oczywiście, tak było, zanim poznałam Jamiego. – Nagle się jej o nim przypomniało i ścisnęła go za kolano, co chyba mu wystarczyło, bo uśmiechnął się do niej czule.

– Rany, brzmi świetnie – skwitował Dan, spijając słowa z jej ust jak życiodajny nektar. Rozpoznałam jego spojrzenie, bo kiedyś patrzył tak na mnie, lecz w szaleństwie małżeństwa i rodzicielstwa o tym zapomniałam. Kobiety nie potrafiły się oprzeć mojemu mężowi. – Prawdopodobnie nie będzie nas stać, by zatrudnić w Taylor’s i ciebie, i Jamiego, więc weźmiemy tylko ciebie, Ello – zaśmiał się.

Ella wprost pokraśniała.

– Mamy już konto na Instagramie – wtrąciłam obronnie. – Nie śledzi nas tyle osób co ciebie, ale nie jest źle. I zadaję pytania… Inicjuję interakcje – dodałam niczym głos wołający na pustyni. – Po prostu nie mam czasu, by robić to codziennie – prowadzę konta w mediach społecznościowych w dni wolne.

– No, widziałam wasze profile. I, uhm, nie obraź się, Clare, ale… no cóż, wolne dni? To nie jest coś, co firma powinna robić na pół etatu w przerwach od prania i gotowania.

Zaczerwieniłam się lekko, słysząc to.

– Tak się składa, że mam pracę – jestem pielęgniarką – broniłam się. – Pracuję na pełen etat i mam długie zmiany. Nie dam rady zainwestować w stronę więcej czasu niż teraz. – Starałam się zachować spokój i nie zdradzić tonem głosu, jak mnie zirytowały i dotknęły jej uwagi.

– Otóż to, masz inne zajęcia… Zdaje mi się, że i tak masz ich całą masę – powiedziała tonem, który uznałam za nieco protekcjonalny. – Nie, Clare, bardzo się starasz, o rany… W dodatku równolegle z pracą pielęgniarki? Tyle łóżek trzeba pościelić… Na pewno jesteś wykończona. Ale mówię poważnie, stronę należy prowadzić profesjonalnie, to nie może być jedynie hobby. Bez urazy, Clare.

Bez urazy? Obraziłam się ogromnie, ale ugryzłam się w język i nic nie powiedziałam.

– Wyrafinowana, bardziej interaktywna… Taylor’s musi przyciągać większych klientów – kontynuowała. – I klientów, którzy chcą kupić większe budynki… Piękne budynki.

– W zasadzie się zgadzam, Ello – powiedziałam, wciąż przycupnięta na podłokietniku fotela, na którym siedział Dan. – Ale jesteśmy niedużą firmą, potrzebujemy kogoś, lecz nie stać nas na to, by tej osobie płacić – tłumaczyłam. Czekałam, aż Dan potwierdzi moje słowa – w końcu powtarzałam jedynie to, co sam zawsze mówił.

– Nie stać was na wynagrodzenie dla tej osoby, bo wasze media społecznościowe są tak kiepskie, że przyciągacie za mało klientów – westchnęła, jak gdyby powtarzała mi to tyle razy, że już ją to znudziło.

– No, ale nie mamy zbyt dużej liczby obserwujących, bo większość naszych klientów nie korzysta z Instagrama. Prawdopodobnie nie wiedzą nawet, co to w ogóle jest – dodałam. Wiedziałam, że powinnam umilknąć i dać spokój, ale jej krytyka dotknęła mnie do żywego. Rozejrzałam się, licząc, że ktoś potwierdzi to, co właśnie powiedziałam, lecz i tym razem nikt się nie odezwał. Dan natomiast wpatrywał się w Ellę tak intensywnie, że chyba w ogóle mnie nie usłyszał.

– Och, Clare – powiedziała, jakbym wygłosiła właśnie czysty absurd. – Skoro większość naszych klientów nie wie, co to Instagram, może warto byłoby zacząć szukać nowych?

– Przepraszam, ale… – zaczęłam.

– Wysłuchaj Elli po prostu – wtrącił Jamie i nikt nie zaoponował. Obrzuciłam swoją rodzinę spojrzeniem, starając się oszacować ich reakcję. Dan był zauroczony, Joy przywdziała minę zupełnie bez wyrazu, a Bob wydawał się po prostu zagubiony.

Ella uśmiechnęła się do Jamiego z wdzięcznością i zwróciła do mnie:

– Słuchaj, Clare, to nie twoja wina, że media społecznościowe nie działają najlepiej, ale taka firma jak Taylor’s wymaga… młodszej, świeższej perspektywy. Potrzebne nam są nowe pomysły, szybsze inicjatywy – mówiła łagodnie, jak gdyby tłumaczyła coś zawiłego dziecku. – Nie chciałabyś chyba zostać w tyle? – Ton jej głosu sprawiał wrażenie, jakby nie chodziło jej tylko o wagę mediów społecznościowych.

Jamie kiwał głową zgodnie, a Ella odrzuciła włosy do tyłu. Zrobiłam, co w mojej mocy, by pomóc w rodzinnym biznesie, ale może cały mój wysiłek okazał się niewystarczający? Ani Dan, ani Bob, ani Joy nie brali mnie w obronę. Może zgodnie sądzili, że Ella ma słuszność – uważali, że potrzebują kogoś młodszego, ze świeżymi pomysłami, kogoś takiego jak Ella. Może Ella miała rację, a ja niepotrzebnie brałam to do siebie – niewykluczone. Ella starała się pomóc, a kimże ja byłam, by rozstrzygać, co się sprawdzi, a co nie? To ona była ekspertką.

– Okej. – Uśmiechnęłam się i wstałam z fotela Dana. – Podejrzewam, że wszyscy mamy ochotę na beztroskie wakacje bez myślenia o pracy, więc może ograniczymy się do rozmów o kremach do opalania i ginie? – zapytałam. – A skoro o tym mowa, kto ma ochotę na kolejnego drinka?

– Co za wspaniały pomysł – rzekła Joy z wyraźną ulgą w głosie. Ella zerknęła na Jamiego, który położył jej uspokajająco dłoń na ramieniu.

 

Towarzystwo chciało jeszcze po drinku, a gdy przyrządzałam i podawałam koktajle, starałam się nie dać po sobie poznać, jakie właśnie na oczach wszystkich spuszczono mi cięgi. Miałam nadzieję, że to jedynie problemy z adaptacją, które rodzą się, gdy ludzie się poznają i uczą rozumieć siebie nawzajem. Miałam nadzieję, że sytuacja z kolczykami Joy, której byłam świadkiem, ma proste wyjaśnienie. Może gdy lepiej poznam Ellę, będziemy wracać myślami do tego pierwszego spotkania i się z niego śmiać? Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, a nawet że będziemy jak siostry. Nie miałam własnej rodziny, dlatego rodzina Taylorów była mi tak droga.

Po śmierci mojego ojca wszelki pozór życia rodzinnego przepadł. Gdy zginął, byłam już dość duża, by go pamiętać, i wiedziałam, że gdyby żył dłużej, miałabym bogatsze życie. Nawet gdy byłam mała, opowiadał mi historie i dzielił się pomysłami, których w tak młodym wieku być może nie umiałam w pełni pojąć, później jednak doceniłam jego lekcje życia. Jedna z moich ulubionych opowieści mówiła o motylu. „Opowiedz mi o motylu, tato”, prosiłam. On się wówczas uśmiechał i mówił, że trzepot skrzydeł motyla w Nowym Meksyku może ostatecznie doprowadzić do huraganu w Chinach. Zachwycała mnie ta idea. Mieliśmy taką grę, że sami snuliśmy teorie, co mogłoby się wydarzyć w różnych miejscach świata. Teraz wiem, że kryło się tu coś więcej. Tata mnie także uczył – pokazywał, że mam brać odpowiedzialność za to, co robię, i uświadamiać sobie skutki moich poczynań. „W życiu chodzi o konsekwencje, Clare. Wszystko, co zrobisz, wywrze jakiś wpływ na kogoś w jakimś miejscu, tak samo jak ten motyl”, powiadał. Wówczas nie rozumiałam, co chciał mi przekazać, ale gdy podrosłam, pojęłam, o co chodziło. A minionego lata, po tym wszystkim, co się wydarzyło, jeszcze mocniej zdałam sobie sprawę z konsekwencji naszych decyzji i tego, że najlżejsze drgnienie motylich skrzydeł może wywołać niewyobrażalne rezultaty.