Historia Polski

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


© Copyright by Aleksandra Niemczyk and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012

© Copyright for Nie wszystko „odeszło w mrok” by Czesław Brzoza and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012

ISBN 978-83-242-1587-4

Opracowano na podstawie wydania:

Stanisław Mackiewicz (Cat), Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r., Wydawnictwo Puls, Londyn 1992.

Wykorzystano rysunki Bronisława Fedyszyna, publikowane w latach 30. XX w. w piśmie „Mucha”. W książce zachowano styl Autora, uwspółcześniając jedynie pisownię i ortografię. Podkreślenia w tekście są oryginalne. Przypisy numerowane pochodzą od redakcji niniejszego wydania.

Opracowanie redakcyjne

Jan Sadkiewicz

Projekt okładki i stron tytułowych

Ewa Gray

Basi i Ali z Jańcza Mackiewiczównom

Noc i brzask

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Aby do tego już nie wracać

Parę słów lirycznych: wieczorami spać mi bomby nie dają (dzisiaj jest 25 września 1940 roku i mieszkam w centrum Londynu), chce mi się pracować: od tylu lat przywykłem pisywać artykuły wieczorem i nocą. Praca dziennikarska jest mi dziś niedostępna, spróbuję więc napisać książkę, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że technika pisania książek jest całkiem inna: dziennikarz, siadając do biurka, ma już cały artykuł w głowie, jak umeblowany a jaskrawą elektrycznością oświetlony pokój. Natomiast całej książki nie sposób tak widzieć od razu; raczej widzi się jej kontury, zarysy na ciemnym tle. Trzeba dopiero do tego domu wejść i po kolei światło w pokojach zapalać, po omacku łazić po korytarzach, po ciemku szukać schodów. Stąd nieźli dziennikarze mogą pisywać bardzo złe książki, tak jak dobrzy pisarze książek – bardzo złe artykuły. Jednak mój ideał publicysty–dziennikarza, Bainville, równie świetnie pisywał książki, nadając im cechy dobrego artykułu dziennikarskiego, to jest zwięzłość i przejrzystość. Między innymi napisał on nie na długo przed śmiercią Historię III Republiki1. Chcę go naśladować i napisać Historię niepodległej Polski: 11 listopada 1918 – 17 września 1939. Bainville temat swój potraktował ideologicznie, pisał o ideach, nastrojach, dążeniach społeczeństwa III Republiki, książka jego wyzwolona jest z opowieści faktów, dat, materiału historiograficznego. Niestety, ja z musu muszę być ogólnikowy w tym, co piszę. Przez lata zbierałem pokaźną bibliotekę, był to mój warsztat pracy, przed każdym prawie artykułem wertowałem książki; wyśmiewałem się z dziennikarzy, którzy pisali bez książek. Biblioteka została w Wilnie, liczne biblioteki londyńskie są pozamykane, z konieczności moja niezła pamięć musi być moim jedynym sekretarzem naukowym. W historii politycznej Polski nigdy nie grałem jakiejkolwiek roli, nigdy nie byłem na scenie, ale często siedziałem w pierwszym rzędzie, obserwowałem spektakl dokładnie, a czasami udawało mi się na chwilę zabrnąć za kulisy, zerknąć na to lub owo, dojrzeć szminkowanie i kostiumowanie.

W przedmowie do swojej Historii III Republiki powiada Bainville: „Historia ta jest niekompletna, dopóki niedostępne są akta konwentów masońskich”. Historia niepodległej Polski, a także poprzedzające ją czasy, również zyskałaby dużo na jasności, gdybyśmy wiedzieli wszystko o naszych związkach tajnych.

Stosunek u nas do masonerii jest dwojaki. Są ludzie, którzy prawie wszystko tłumaczą działaniem masonerii i prawie wszystkich uważają za masonów, są inni, którzy wzruszają ramionami na wyraz „masoneria”, odpowiadając po krakowsku: „jeszczem żywego masona na oczy nie widział”, i twierdzą, że rozmowy o masonerii to bujdy godne kucharek. Pewien pan w roku 1924 napisał artykuł kończący się słowami: „W chwili, kiedy w Grecji chwiał się tron króla Jerzego – panna Niewiarowska występowała w Warszawie nago. Non, Messieurs, il n’y a pas de coïncidences [Nie, Panowie, nie ma zbiegów okoliczności]”. Francuszczyzna ostatniego zdania brzmiała w tym artykule ironicznie i wyniośle, w rzeczywistości autor był przekonany, że pomiędzy abdykacją króla Hellenów a brakiem skromności polskiej diwy operetkowej zachodzi niezbity i nader bliski związek przyczynowy, że i to, i tamto jest rezultatem knowań masonów. Są ludzie obłąkani na punkcie masonerii, dla których zagadką jest, dlaczego dwóch ludzi uważanych za masonów kłóci się albo walczy ze sobą. Tłumaczą to walką lóż. Ludzie o przeroście zmysłu architektonicznego, ludzie lubujący się w jasności organizacyjnej, skłonni są wierzyć, że stosunki polityczne świata są regulowane przez jakąś wszechpotężną organizację, niczym przez wszechmocne ziemskie bóstwo, które przewiduje i kształtuje każde wydarzenie polityczne. Ludzie ci nie zdają sobie sprawy, że każdy czyn, każdy wypadek polityczny mieści w sobie atomy rzeczy wielkich i atomy rzeczy małych, małostkowych, przypadkowych.

Ale równie nie mają racji ci, którzy zaprzeczają istnieniu masonerii i związków tajnych.

Masonem nie byłem nigdy i poza należeniem w czasach studenckich do wielokrotnie zdekonspirowanego w niepodległej Polsce i wielokrotnie już opisywanego „Zetu”, nie brałem udziału w żadnej z tajnych organizacji. Pod tym względem muszę powtórzyć za Bainvillem: moja historia Polski niepodległej będzie niekompletna, albowiem nie będę poza tym rozdziałem powracał do działalności stowarzyszeń tajnych. Skoro jednak już ten temat poruszyłem, czuję się w obowiązku naszkicowania, co wiem, a raczej, czego nie wiem o stowarzyszeniach tajnych.

Wiem najwięcej oczywiście o „Zecie”, to jest o Związku Młodzieży Polskiej – założonym gdzieś przez Miłkowskiego (T.T. Jeża)2 – którego konstrukcja oparta była na strukturze masońskiej. Były w nim trzy stopnie: koledzy, towarzysze i bracia, później stopień towarzyszy został zniesiony. Pozostawał więc „Zet” i „Koła Braterskie”, na których czele stała „Centralizacja”, niemająca prezesa tylko sekretarza. Przez „Zet” przeszło bardzo wielu polityków niepodległej Polski, jego dawnymi członkami byli spośród prezydentów Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski i Władysław Raczkiewicz, ogromną ilość dygnitarzy w Polsce stanowili byli „zetowcy”.

„Zet” dał swego czasu początek Lidze Narodowej; organizacja ta była tajnym kośćcem stronnictwa wszechpolaków, stronnictwa Narodowo-Demokratycznego (endeków), które dziś się nazywa Stronnictwem Narodowym. „Zetowcy”, przechodząc po ukończeniu studiów uniwersyteckich do starszego społeczeństwa, awansowali zwykle do Ligi Narodowej. Co się później z tą Ligą stało, nie wiem, słyszałem, że ją Roman Dmowski w roku 1927 rozwiązał3. Wiem, że Adam Doboszyński, wypuszczony w roku 1938 z więzienia, przygotowywał serię artykułów przeciwko związkom tajnym, celem wykazania, że każdy związek tajny staje się z czasem pożywką, terenem działalności masonerii. Doboszyński jest jednym z ludzi, którzy wszędzie widzą masonerię. Przypomina mi się w tej chwili, że normalna historia Polski, taka, której się uczy uczeń klasy pierwszej, dzieli się na okresy i że pierwszy z tych okresów nazywa się „okresem bajecznym”, gdzie nic nie jest pewne, nic nie jest wyjaśnione. Otóż i moją historię niepodległej Polski poprzedza „dział bajeczny”– te mianowicie kilka słów, szkicujących typ organizacji tajnych w Polsce.

Wracając do „Zetu”, później nastąpił rozłam między „Zetem” a Narodową Demokracją. Pierwsza fala „zetowców”, która do Ligi Narodowej nie poszła, przypada na rok 1908. W fali tej znajdowali się Stanisław Stroński i Edward Dubanowicz, którzy założyli później tygodnik „Rzeczpospolita” (stąd tytuł pisma wydawanego od roku 1919 w Warszawie przez Strońskiego). „Zetowcy” po zerwaniu z narodowymi demokratami nadal kierowali Młodzieżą Narodową i w pewnych środowiskach szli razem z endekami. Niewątpliwie najwybitniejszą wśród „zetowców” osobistością w okresie poprzedzającym samą wojnę był Kazimierz Wyszyński, mądry i kryształowej uczciwości człowiek. W czasie wielkiej wojny poszczególne środowiska „Zetu”, nie zrywając organizacyjnych węzłów między sobą i utrzymując organizacyjną jedność Młodzieży Narodowej, głosiły jednak hasła polityczne diametralnie różne. Oto środowisko „Zetu” warszawskiego było niepodległościowe i entuzjastycznie nastrojone do Józefa Piłsudskiego; środowisko krakowskie, pod wpływem Zygmunta Rusinka, wręcz odwrotnie, było antylegionowe, raczej endeckie; środowisko petersburskie – raczej niepodległościowe; moskiewskie, kijowskie – raczej endeckie.

W roku 1918 „Zet” postanowił stworzyć organizację polityczną wśród starszego społeczeństwa. Zdaje się, że powstała wówczas kontynuacja konspiracyjna „Zetu”4, która dała początek organizacjom w rodzaju Straży Kresowej, Związku Obrony Kresów Zachodnich, Rad Ludowych oraz Związku Naprawy Rzeczypospolitej. Związek Naprawy montowali dawni „zetowcy” na spółkę z notorycznymi masonami, których się później jednak ze Związku Naprawy pozbyli. Od tej chwili do dawnych „zetowców” przylgnęła nazwa „naprawiaczy”. Będę o nich musiał mówić w dalszych rozdziałach tej książki, jednak bez tej zawziętości, z którą ich zwalczałem w niepodległej Polsce.

„Zet” i Liga Narodowa były to konspiracje o ideologii nacjonalistycznej i jakkolwiek posiadające formy zapożyczone od masonerii, nastawione antymasońsko. O masonerii wiem niewiele. Sądzę, że zawleczona była do Wilna i do Królestwa Polskiego przez masonerię rosyjską, powstałą i rozkwitłą w Rosji na gruncie instytucji niezależnej adwokatury. Jestem prawie pewny, że taki Tadeusz Wróblewski, wybitny adwokat wileński, był masonem związanym z masonerią rosyjską, która w Rosji utworzyła stronnictwo konstytucyjnych demokratów (kadetów5). Za czasów niepodległej Polski masoni wileńscy używani byli przez Piłsudskiego do utrzymywania kontaktów z masonami kowieńsko-litewskimi – wobec braku stosunków dyplomatycznych była to jedyna droga porozumienia z Litwinami – toteż litewscy chrześcijańscy demokraci zarzucali ciągle tautininkom6 wpływy masońskie i konszachty z Polakami. Masoni w Wilnie mieli lożę im. Tomasza Zana, do której przedpokojem była półjawna organizacja „44-ech”, oraz lożę drugiego stopnia, ściśle zakonspirowaną, pod nazwą „Gorliwy Litwin”.

 

Jeśli chodzi o pozawileńskie stosunki masońskie, należy przypuszczać, że już w roku 1910 istnieje w Krakowie i Warszawie jakaś masoneria, sympatyzująca z hasłami niepodległościowymi, że już wtedy należą do niej dr Rafał Radziwiłłowicz, Andrzej Strug i inni, skoro Michał Sokolnicki wspomina o niej w swoich pamiętnikach, jak również o tym, że mu Piłsudski do niej należeć zabronił. Później dużo u nas mówiono o walce dwóch obrządków – romańskiego i szkockiego – twierdzono, że w obrządku romańskim pozostali wrogowie Piłsudskiego, a w szkockim – jego przyjaciele. Są to rzeczy zbyt zakonspirowane, by o nich można było pisać poważniej, nie potykając się co chwila i nie ośmieszając we własnych i w czytelników oczach całkowitą niewiedzą.

Pewniejsze są wiadomości, że masoneria rozwielmożniła się u nas za pośrednictwem Włochów, że poselstwo włoskie w Warszawie w latach 1920–1922 było tu czynne. Wtedy weszło do masonerii mnóstwo oficerów, za wiedzą Piłsudskiego, których Piłsudski w roku 1927 z masonerii odwołał i którym do lóż należeć zakazał. Do jakiego rodzaju masonerii należał przywódca teozofów, generał Karaszewicz-Tokarzewski, który nawet odprawiał jakieś obrządki pseudoreligijne, nie wiem. Ludzie niewtajemniczeni, jak ja, będą zawsze masonerię odczuwali od strony intrygi politycznej pomieszanej z groteską.

Piłsudczycy mieli swoją organizację tajną, która wyrosła na gruncie POW (Polska Organizacja Wojskowa, szkoląca młodzież na przyszłych żołnierzy polskich za czasów okupacji niemiecko-austriackiej). Wewnątrz tej POW powstał ZW, czyli Związek Wolności, organizacja półtajna o nastawieniu politycznym, a wewnątrz tego ZW – organizacja tajna „A” (od wyrazu „analfabeci”). Po aresztowaniu dnia 22 lipca 1917 roku Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego przez Niemców, z inicjatywy Bogusława Miedzińskiego został stworzony „Konwent”, który działał w imieniu Piłsudskiego. „Konwent” ten był czynny także i w niepodległej Polsce, lecz w roku 1927 został przez Piłsudskiego rozwiązany. Oczywiście, poza tymi związkami tajnymi, które wymieniłem, działało w Polsce bardzo dużo mafii i mafijek zarówno na prawicy, jak lewicy społeczeństwa. Przeciętny wiek takiej mafii wynosił zaledwie kilka lat. W tak przeurzędniczonym społeczeństwie jak Polska niektóre mafie miały po prostu na celu wzajemne popieranie się na posadach. Mafijność stała się chorobą. Znam dwie epoki specjalnego jej rozkwitu. Przed zamachem 1926 roku mnożyło się w Polsce od organizacji tajnych typu kagulardów7 francuskich. Były to różne PPP (Pogotowie Patriotów Polskich), Rycerze Białego Orła, Zakony Faszystów i inne. Wszystkie te organizacje głosiły, że mają na celu niedopuszczenie do zamachu Piłsudskiego. Kiedy dnia 13 maja 1926 roku na ulicach warszawskich strzelały karabiny maszynowe, widziałem szefa jednej z tych organizacji, jak nerwowo kroczył w hallu hotelu Bristol od jednej ściany do drugiej i z powrotem. Po zamachu majowym zaczęły się konspiracje w samym obozie piłsudczyków. Sądzę, że jedną z poważniejszych była konspiracja ambitnych oficerów II Oddziału Sztabu Generalnego8, uniezależniona od szefów II Oddziału, założona prawdopodobnie przez sekretarza premiera Kazimierza Bartla, porucznika Zaćwilichowskiego9.

Raz jeszcze powtórzę, że konspiracje i związki tajne odegrały w Polsce wielką rolę, ale nie będę im mógł więcej miejsca poświęcić z powodu braku danych. Nie można w pracy takiej, jak ta, którą zamierzam napisać, opierać się na przypuszczeniach, domysłach i podejrzeniach.

Przypisy

1 Jacques Bainville, La Troisième République 1870–1935, Paris 1935.

2 Związek Młodzieży Polskiej „Zet” – tajna organizacja w polskich skupiskach akademickich trzech zaborów (1887–1920), podporządkowana Lidze Polskiej, od 1893 Lidze Narodowej. „Zet” został założony przez Zygmunta Balickiego, T.T. Jeż był założycielem Ligi Polskiej (1887).

3 Liga Narodowa powstała w 1893 z przekształcenia Ligi Polskiej, działała do 1928.

4 Kontynuacją „Zetu” był Związek Patriotyczny.

5 Konstytucyjni demokraci (kadeci) – właśc. Partia Wolności Ludu lub Partia Konstytucyjno-Demokratyczna; liberalne ugrupowanie działające w Rosji w latach 1905–1917, opowiadające się za powołaniem monarchii parlamentarnej.

6 Tautinincy – popularna nazwa partii Związek Litewskich Narodowców.

7 Kagulard – członek nacjonalistycznej, tajnej organizacji militarystycznej, działającej we Francji w latach 1936–1941.

8 Oddział II Sztabu Głównego (Generalnego) Wojska Polskiego – komórka organizacyjna zajmująca się wywiadem i kontrwywiadem.

9 Stanisław Zaćwilichowski był m.in. założycielem Zakonu Nieznanego Żołnierza, tajnej organizacji zrzeszającej oficerów i urzędników, starającej się wpływać na politykę państwa.

Rosja

Trzy są szkoły, czy też trzy atmosfery, które się spotkały w niepodległej Polsce: (1) historyczna szkoła krakowska, (2) ruch narodowy, reprezentowany przez najwybitniejszego swego przywódcę, Dmowskiego, (3) socjalizm.

Socjalizm podzielić należy na socjalizm dzielnicy austriackiej i zaboru rosyjskiego. Pierwszy rozkwitł na gruncie rozwoju konstytucyjnego, wyborów do gmin i parlamentu, i jego historia łączy się z ogólną historią socjalizmu europejskiego, jest tej historii pododdziałem. Na zabór rosyjski wpływał o wiele oryginalniejszy socjalizm rosyjski, wyzwolony spod oddziaływania życia praktycznego, bo w swej ojczyźnie odsunięty od jakiejkolwiek pracy w państwie, a więc pozostający całkowicie w dziedzinie teorii czy też czynów antypaństwowych.

Aby zrozumieć ten wpływ, trzeba podmalować tło. Powiem tu coś niecoś o Rosji.

Dwoistość władzy i społeczeństwa

Wyraz „społeczeństwo” należy rozumieć w pojęciu rosyjsko-przedrewolucyjnym. Kiedy się w tym pojęciu mówi „społeczeństwo”, nie ma się na myśli ani chłopa–analfabety, ani członka artieli [kooperatyw, kooperacji], tragarza na dworcu petersburskim. „Społeczeństwem” było w Rosji zbiorowisko ludzi wykształconych, które w sposób filozoficzny zastanawiało się nad stosunkiem do państwa. Kiedy urzędnik przychodził do biura i spełniał rozkazy swego przełożonego – nie był „społeczeństwem”; ten sam urzędnik, kiedy wracał z biura i przy wódeczce i zakąskach rozmawiał ze znajomymi – był „społeczeństwem”.

Aleksander II (1855–1881) zreformował Rosję. Dał wolność i uwłaszczył włościan, dał sądownictwo jawne, oparte na wspaniałej procedurze, która stworzyła z sądu rosyjskiego wzór instytucji praworządno-liberalnej, o wiele wyżej stojącej niż sądownictwo w wielu państwach demokratyczno-konstytucyjnych, wreszcie wprowadził szeroki samorząd miejski i wiejski (ziemstwa).

Podobno Aleksander II osobiście był przeciwnikiem tych reform.

– Gdyby tak było – słusznie wykrzykuje Makłakow – byłoby to największą pochwałą samodzierżawia jako instytucji. Wynikałoby z tego, że samodzierżawie musiało dać te reformy, których wymagała epoka, i że dało je w sposób wspaniały.

Istotnie, wyzwolenie Murzynów w Stanach Zjednoczonych nastąpiło dopiero po krwawej i ciężkiej wojnie domowej w roku 1865. W kilkanaście lat później konstytucyjny cesarz brazylijski, Dom Pedro, który przeprowadził oswobodzenie Murzynów w swoim kraju, musi abdykować i niezadowoleni właściciele niewolników wprowadzają republikę1. Rosja była krajem o wiele bardziej gospodarczo zacofanym aniżeli Stany Zjednoczone, o wiele bardziej na pańszczyźnie chłopów gospodarczo opartym aniżeli Stany Zjednoczone na niewolnictwie Murzynów, a jednak Aleksander II bez żadnych wstrząsów przeprowadza tę wielką, rewolucyjną reformę społeczną.

Witte, mąż stanu dużej skali, wskazywał na te wielkie dyktatorskie możliwości samodzierżawia, wskazywał, że absolutyzm monarchiczny stanowi jedyny ustrój dla kraju gospodarczo zacofanego, wymagającego wielkich reform. Istotnie, Aleksander II, podobnie jak cesarz Mutsuhito, który wprowadził Japonię na drogę reform i europejskiej modernizacji, podobnie zresztą jak Piotr Wielki, będą przykładami potwierdzającymi tę tezę.

Reformy Aleksandra II nie powstrzymały rosyjskiego ruchu rewolucyjnego, który odpowiadał na nie bombami. Genialnie ujął ten ruch Dostojewski w powieści Biesy. Istotnie, jakiemuś cudzoziemskiemu historykowi, zdającemu sobie sprawę z wielkości reform dokonywanych przez Aleksandra II, z tego, że ciemną, zacofaną, analfabetyczną, pijaną Rosję podciągał ku wyżynom dobrego ustroju europejskiego, dobrych praw, że wśród stosunków prawie średniowiecznych wykluwało się społeczeństwo na wzór zachodnioeuropejskich społeczeństw liberalnych, że stopniowo ograniczał swoją władzę – ci rewolucjoniści, miotający w niego bomby, wydają się być jakimiś epileptykami. Ale oto rewolucja dokonuje szeregu zamachów na cesarza i wreszcie zabija go dnia 1 marca 1881 roku.

Morderstwo to zostało potępione przez społeczeństwo rosyjskie i reakcja, która przychodzi za czasów Aleksandra III, jest poniekąd przez to społeczeństwo akceptowana. Aleksander III, człowiek o wiele mniej inteligentny od ojca, ale o dużym poczuciu odpowiedzialności, nabożny, prawy, szlachetny, słowianofil i antyeuropejczyk, ściągnął cugle, osadził konia, tak właśnie jak go sportretował książę Trubecki na pomniku w Petersburgu. Ciężki cesarz, na ciężkim rosyjskim bitiugu o skurtyzowanym na sposób europejski ogonie.

Po trzynastu latach reakcji, po wytępieniu rewolucji środkami policyjnymi, Aleksander III umiera – na tron wstępuje Mikołaj II.

Rosja znów potrzebuje reform. Siła samodzierżawia jest zabezpieczona przez lata reakcji, siła ta powinna być znowu obrócona na reformy.

Nie rozumie tego Mikołaj II. Trzyma się za poły polityki ojcowskiej. Nie ma jednak prawości, lojalności, szlachetności ojca, nie ma jego siły charakteru, jego daru dobierania sobie ludzi. Gdyby Aleksander III żył za czasów Mikołaja II, wkroczyłby na pewno, aczkolwiek z niechęcią, na drogę reform. Mikołaj II jest słaby i uparty; jego słabość nadaje jego uporowi charakter konwulsyjny.

W tym czasie nielegalne organizacje studenckie uniwersytetu moskiewskiego wysyłają na jakiś ogólnoakademicki zjazd w Paryżu swego przedstawiciela. Wybierają jakiegoś rozczochranego socjalistę, rewolucjonistę, nihilistę. Ten przekrada się przez granicę z fałszywym paszportem, jedzie na Zachód, marząc o poznaniu Francji wolności, równości i braterstwa. Są to jednak czasy sojuszu rosyjsko-francuskiego: na dworcu w Paryżu spotykają rosyjskiego wysłannika studenci francuscy hymnem Boże Caria chrani. Prowadzą go później na obiad do ministra oświaty, na obiad do prezydenta Republiki, który mu podaje rękę i mówi kilka miłych słów o potędze państwa rosyjskiego. Nasz nihilista słyszy ciągle: Rosja, Rosja, Rosja. Zaczyna być dumny ze swej ojczyzny, zaczyna stawać na baczność, kiedy grają hymn cesarski.

Wraca do Rosji. Tutaj czekają go podwójne represje.

Organizacja studencka stawia go pod sąd koleżeński za honorowanie za granicą cesarskiego hymnu.

Policja rosyjska wsadza go do więzienia za nielegalny udział w zjeździe zagranicznym.

Facet wiesza się w więzieniu.

Oto jest mała historyjka o stosunkach władzy i społeczeństwa rosyjskiego za czasów Mikołaja II.

 

Społeczeństwo czeka na reformy. Młody cesarz, przyjmując delegację ziemstw, nazywa myśl o konstytucji bezmyślnymi mrzonkami.

Społeczeństwo, odtrącone przez władze, nieznajdujące Aleksandra II, rzuca się w kierunku bezprzytomnie antypaństwowym. Wszystko, co walczy z państwem, jest mu sojusznikiem. Przychodzi wojna rosyjsko-japońska. Pisarze rosyjscy gloryfikują żołnierza japońskiego, potępiają wojnę, kwiat inteligencji rosyjskiej wysyła emisariuszy do Paryża, by przeszkodzić zaciągnięciu pożyczki wojennej we Francji.

Wojna jest przegrana – cesarz, pod wpływem wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza, podpisuje manifest o konstytucji. Rewolucja grzmi w Rosji. Władza wisi na włosku, ale żołnierz, kozak i policjant tym razem jeszcze nie zawiodą. Władza zwycięży i zatriumfuje.

I oto, po tym triumfie, władza wyciągnie rękę do społeczeństwa.

Pierwsza Duma rosyjska była rewolucyjna, kadeci, którzy z natury rzeczy stanowią lewe centrum i którzy w tej Dumie byli frakcją najsilniejszą, głoszą hasła rewolucyjne. Duma ta zostaje rozwiązana, zbiera się druga Duma. Kadeci tracą w niej dużo mandatów na rzecz lewicy. Rewolucja na ulicy jest zupełnie pokonana. I oto staje się rzecz nadzwyczajna. Cesarz wyciąga rękę do społeczeństwa. Generał Trepow, pogromca rewolucji, wsławiony rozkazem: „Nabojów nie żałować!”, wydanym do żołnierzy podczas zaburzeń ulicznych, wraz ze Stołypinem potrafi namówić cesarza, by powołał rząd z kadetami jako ministrami. Kadeci tę rękę odtrącają. Żądają, by cesarz zrzekł się tytułu samodzierżcy. Przypomina mi to gest hrabiego Chamborda, który nie przyjął korony, ponieważ żądał białego sztandaru zamiast trójkolorowego. Mikołaj II w początkach swego panowania burzy możność współpracy ze społeczeństwem, teraz znów społeczeństwo, w sposób równie nieinteligentny, odtrąca możność współpracy z władzą.

Rosja, jak ten student, o którym opowiadałem powyżej, skończyła samobójstwem, rewolucją bolszewicką.

Na tle tej niemożności dojścia do porozumienia władzy i społeczeństwa należy zrozumieć, jak głęboko antypaństwowy charakter miał socjalizm rosyjski. W Rosji mieliśmy trzy partie socjalistyczne: mienszewików, bolszewików i eserów2 – wszystkie nienawidziły państwa. Doktryny socjalistyczne interesowały liderów, rekrut partyjny, młodzieniec–student, panna czy niezbyt liczny zresztą robotnik, żmudnie agitowany przez inteligentów, szedł do tych stronnictw dlatego, że widział w nich najgwałtowniejszy wyraz nienawiści i negacji państwa. Atmosfera dokoła tego ruchu socjalistycznego nie była bynajmniej atmosferą zagadnień gospodarczych, lecz po prostu atmosferą walki z państwem. Socjalista, tołstojowiec3 czy fanatyczny sekciarz religijny gotowi byli iść razem przeciw państwu, którym solidarnie pogardzali, pomimo iż diametralnie różniły ich teorie, programy i formy myślenia. Negacja państwa zresztą tkwiła zawsze głęboko w duszy rosyjskiej. Nawet Dostojewski, ten apologetyk carosławia, zadawał sobie pytanie, czy wydałby policji spiskowców na życie cara, i sam odpowiadał sobie anarchicznym i bezmyślnym: nie!

Socjalizm rosyjski wpływał z oddali na myśl polską. Na wiecach akademickich w auli Kopernika, w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, wołał student Leszczyński: „Jedyny człowiek na świecie, który sprawę polską rozumiał, był to towarzysz Czchenkeli”. Ten Czchenkeli był Gruzinem, socjalistycznym posłem kaukaskim do Dumy rosyjskiej.

I rzecz dziwna: rewolucja w Rosji wydała Lenina, który upaństwowił wszystko w Rosji, do duszy ludzkiej włącznie, i wydała Piłsudskiego, wielkiego państwowca polskiego.