Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczneTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczne
Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczne
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczne
Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczne
Audiobook
Czyta Mirella Biel
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sofia Fritzson

Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczne

Emil Chłabko

Lust

Ogniste spojrzenia 1: Jonna - opowiadanie erotyczneTranslacja Emil Chłabko tytuł oryginału Jonna - Två drömmar, flera glödheta blickar 1Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2016, 2020 Sofia Fritzson i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209709

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Jonna. Dwa sny i kilka rozpalonych spojrzeń

Słońce praży z bezchmurnego nieba i parzy jej piegowate ramiona. Jonna podnosi się od bratków, które właśnie posadziła w dużej, kamiennej donicy przed sklepem. Strząsa kręcone, rude włosy z twarzy, pot płynie jej po karku, a bawełniana koszulka lepi się do ciała. Wiosnę zastąpiła fala upałów, a powietrze jest gęste jak zawiesisty syrop.

Bierze bidon, który trzyma w cieniu, i pije dużymi łykami lenią wodę, rozglądając się po sklepie ogrodniczym. Długie rzędy tryskających kolorami kwiatów wypełniają ją tym samym uczuciem szczęścia, radości i dumy jak wtedy, gdy jako nastolatka weszła tu do swojej pierwszej pracy sezonowej. Chociaż ona jest teraz właścicielką tego miejsca, to się nie zmieniło – miłość do kwiatów, roślin i sadzonek jest nadal równie wielka.

Samotny mężczyzna przechadza się po alejkach. Jest ubrany w szorty i T-shirt i kiedy się pochyla, żeby przyjrzeć się z bliska jednej roślinie, Jonna nie może się powstrzymać, by nie podziwiać jego pupy. Bardzo ładny egzemplarz. W sam raz do ściśnięcia. Kręci głową i pije jeszcze więcej wody. Może jest lekko przegrzana. Albo też zależy to od faktu, że jest piątkowe popołudnie, a jej kręci się w głowie i bolą ją plecy. Nie może się doczekać, aż przyjdzie do domu i zmyje z siebie pod prysznicem pot i ziemię.

Mężczyzna zmierza teraz do niej, a ona przedramieniem ociera z czoła pot i mocą myśli próbuje sprawić, by ułożyły się jej faliste loki. To nie działa, ale nigdy nie przestanie próbować. Gdy klient staje przed nią, Jonna niechcący połyka ostatni łyk wody do złej dziurki.

– Alex! – chrypi między kaszlnięciami. – Nie poznałam cię. – Boże, fantazjowała właśnie o uszczypnięciu swojego sąsiada w tyłek? – Coś nie tak z bukietem, który wczoraj kupiłeś? – pyta. Alex odwiedził w tym tygodniu sklep kilka razy, ale to zdecydowanie pierwszy raz, kiedy przypadkiem mu się przyjrzała. Alex się śmieje.

– Wszystko z nim w porządku, ale stanowczo myślę, że jesteś zawiedziona, że nie wyglądam jak wtedy, kiedy się snuję po ogrodzie – mówi i mruga do niej.

Obrazy, o które bynajmniej nie prosiła, przemykają w głowie jeden za drugim, bo faktycznie zauważyła, że Alex zdaje się robić dyscyplinę sportową z wkładania na siebie jak najmniej ubrań. Chce jak zwykle odpowiedzieć żartem, ale zamiast tego chrząka i siłą wypiera obrazy.

– W czym mogę ci pomóc?

– Masz tu trochę ziemi. – Podnosi dłoń i zanim ona zdąża zareagować, przesuwa koniuszkami palców po jej policzku.

Oddech więźnie w gardle, a ona nie zdobywa się na odpowiedź. Końce jego palców są szorstkie po obrabianiu drewna i używaniu narzędzi przez lata, ale mimo to poruszają się leciutko i delikatnie po jej skórze. Jonna chce powiedzieć coś swobodnego, co rozładuje napięcie, które się między nich zakradło, ale kiedy Alex uśmiecha się szeroko i wbija w nią swoje zielone oczy, słowa znikają. Jego oczy są zielone jak trawa w lecie, obramowane gęstymi, ciemnymi rzęsami, których mogłaby pozazdrościć kobieta. Gdyby taka kobieta dbała o coś takiego, a nie wkładała ręce w ziemię i je tam zostawiała. Tak czy inaczej, są to ładne oczy. Chociaż naprawdę nie powinna uważać swojego sąsiada za ładnego. Pewnie, żartują i droczą się ze sobą, ale to przecież Alex. Jest rówieśnikiem jej młodszego brata i właściwie zabroniony na wszelkie możliwe sposoby. A teraz całkowicie jej umknęło, co powiedział. Wysila się, żeby słuchać, i słyszy koniec zdania.

– I teraz potrzebuję bukietu kwiatów.

Przygląda mu się dokładniej i elementy układanki trafiają błyskawicznie na swoje miejsce. Mężczyzna, który przychodzi do kwiaciarni późnym piątkowym popołudniem, spotka się oczywiście z kobietą. Ma namiętną randkę i potrzebuje teraz kwiatów, a kto może mu w tym najlepiej pomóc, jeśli nie wierna sąsiadka, która przypadkiem jest też florystką?

– O czym myślałeś? – pyta, a uśmiech jest tylko leciutko sztywny ze zdziwienia.

– O czymś bardzo kolorowym.

Wchodzi przed nim.

– Myślisz o jakichś konkretnych kwiatach?

– Podobają mi się tamte – mówiąc, staje obok niej i wskazuje szybę.

Podąża wzrokiem za palcem Alexa i próbuje nie myśleć o tym, że on dobrze pachnie mydłem i wygląda bardzo czysto i schludnie, podczas gdy jej obcięte, znoszone dżinsowe szorty są poplamione ziemią. Koszula w kolorze khaki, którą niedbale zawiązała w talii, jest wygnieciona, a biały podkoszulek mokry od potu. Zamiast tego skupia się na ładnych, pomarańczowo-czerwonych różach Circus, które pokazuje Alex.

– Są bardzo ładne – potwierdza Jonna. – Może razem z kilkoma czerwonymi goździkami i pomarańczową gerberą? I włożymy pomiędzy trochę gipsówki.

– Nie mam pojęcia, co właśnie powiedziałaś, ale zdaję się na ciebie.

Alex uśmiecha się znowu, a jej spojrzenie spoczywa na jego ustach. Ma piękne usta. Zwykle kilkudniowy zarost jest zgolony. Włosy prezentują się w tym samym wyrazistym odcieniu, co spulchniona ziemia. Tego rodzaju miękka, chłodna ziemia, która przesypuje się między palcami, gdy Jonna wsiewa nowe nasiona. Zastanawia się, jak by to było przeczesywać palcami te włosy. Nie ma lepszego uczucia niż to, kiedy zima się kończy, a ona w końcu może znowu zanurzyć koniuszki palców w zagonie warzywnym, ale teraz rozważa, czy włosy Alexa nie będą konkurować z tym uczuciem.

Boże drogi, co się z nią dzisiaj dzieje? Musi być odwodniona. Zmusza się do skoncentrowania na obowiązkach w ramach pracy. Tak wydaje się najbezpieczniej. Trzyma przed nim bukiet.

– Ładnie – oznajmia Alex.

– Mam nadzieję, że będzie się jej podobał.

Na mgnienie oka Alex marszczy czoło, ale potem znowu uśmiecha się swobodnie.

– Na pewno będzie. Ma dobry gust.

Kto? Pytanie jest na końcu języka, ale wciska je z powrotem, pakuje bukiet w papier i zabiera się do rolki z taśmą klejącą.

– Słuchaj, Jonna, chcę cię prosić o przysługę. – Alex pochyla się nad ladą.

Chwyta jego wzrok i zaplątuje palce w taśmę.

– Tak wystarczy – mówi i bierze od niej szczelnie zapakowany bukiet.

Jonna zgniata kawałek taśmy w kulkę.

– Potrzebuję rady eksperta – ciągnie Alex.

– Ach. – Wyciąga wnioski z jego poufnego głosu. – Od kobiety?

Alex się uśmiecha.

– Od ciebie.

Może prawie poczuć rój motyli, które trzepoczą jej w brzuchu.

– Jak może widziałaś, właśnie rozbieram z tyłu zewnętrzną część werandy i jak zbuduję nową, chcę coś posadzić dookoła. Może zaszłabyś wieczorem i na to zerknęła? Zobaczyć, co się według ciebie nadaje?

– Wieczorem? – Zakłada mentalną owadobójczą sieć na motyle i wskazuje bukiet. – Myślałam, że idziesz na randkę.

– Nie, będę w domu. – Uśmiecha się i kilka zmarszczek pojawia się wokół oczu. Są zaskakująco seksowne, a ona wpatruje się w nie w zafascynowaniu.

– Do zobaczenia później – żegna się Alex, bierze bukiet pod pachę i odchodzi.

Gdy Jonna wraca do domu, zauważa, jak opustoszała i cicha jest ciemnożółta willa. Żadne buty nie leżą rzucone w przedpokoju. Żadne kurtki, czapki z daszkiem, opaski ani plecaki nie zagracają podłogi. Dzieci zawsze spędzają lato u swojego taty i chociaż mieszkają u niej przez większą część roku, za każdym razem, gdy wyjeżdżają, robi się równie pusto.

Jonna łapie swoje własne spojrzenie w lustrze w przedpokoju i postanawia iść prosto pod prysznic. Gdy się wytarła i doszła do wniosku, że jej włosy to beznadziejna sprawa – loki kręcą się we wszystkie strony i odmawiają okiełznania – włożyła bawełnianą sukienkę i poszła do kuchni.

Przez okno widzi, że Alex stoi z tyłu swojego domu i jest w trakcie rozbierania starej werandy. Ubrany w szorty robocze, poplamiony T-shirt i rękawice, rąbie deski i je odnosi. Jonna zostaje przy oknie w kuchni i żeby mieć wymówkę, że nadal tam stoi, wyciąga foremki do muffinów i zaczyna roztapiać masło.

Obserwuje, jak mięśnie jego ramion poruszają się, gdy pracuje. Po kilku rundach z deskami wyciera pot z czoła i ściąga z siebie T-shirt. Jonna patrzy i patrzy. I patrzy. Na gładką, opaloną skórę, która lśni od potu, odznaczające się mięśnie, płaski brzuch i…

Nadal szybko miesza składniki. Mechanicznie i bez zastanowienia. Naprawdę nie powinna tu stać i przyglądać się swojemu sąsiadowi. Jest kolegą jej młodszego brata, a ona matką nastoletnich dzieci. Wprawdzie miała tylko siedemnaście lat, gdy urodziła się córka, i dziewiętnaście, gdy urodziła syna, to Alex jest jednak o kilka lat młodszy niż ona, a poza tym ma przecież kogoś do adorowania. Gdy ktoś kładzie jej dłoń na ramię, instynktownie chwyta chochlę i się odwraca. Jimmy wycofuje się i podnosi ręce.

– To tylko ja. Wołałem, ale nie słyszałaś.

– Przepraszam. – Odkłada chochlę i wyciera dłonie o ręcznik. – Jestem zajęta.

– Widzę. – Jimmy wygląda przez okno na sąsiednią posesję, gdzie Alex usuwa kolejne deski. – Zajęta gapieniem się na sąsiada.

 

Jonna kładzie kuchenny ręcznik na misce z masą.

– Co byś chciał? Gdzie są dzieci?

– Roznosiły dom, więc musiałem je wyprowadzić. Są w ogrodzie, chciały sprawdzić, co robi Alex.

Jonna odwraca wzrok z powrotem do okna i je widzi. Czteroletniego Joela w czerwonej czapce z Zygzakiem McQueenem na głowie i jego młodsze siostry toczące się za nim na pulchnych nóżkach. Alex patrzy znad desek, kuca przed Joelem i coś mówi. Potem podnosi chłopca w powietrze i odwraca go do góry nogami. Czapka spada, podczas gdy Joel piszczy ze śmiechu, a dziewczynki klaszczą w dłonie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?