Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczneTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczne
Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczne
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczne
Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczne
Audiobook
Czyta Mirella Biel
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sofia Fritzson

Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie

Emil Chłabko

Lust

Jill: Jedna tajemnica i trzy namiętne spotkania 3 - opowiadanie erotyczneTłumaczenie Emil Chłabko

Tytuł oryginału

Jill - En hemlighet, tre passionerade möten 3

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2016, 2020 Sofia Fritzson i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726209723

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Jill wciska przycisk od windy i bierze głęboki, krzepiący oddech. Drzwi się otwierają, a ona wchodzi na miękką wykładzinę, wciska numer piętra i opiera się o ścianę. Odruchowo łapie mocniej kubek z kawą, pewniej chwyta torebkę i ściska pod pachą teczkę z papierami. W teczce jest cel, do którego dąży – mieszkanie, którego zawsze pragnęła i o którym marzyła, to znaczy mieszkanie na ostatnim piętrze. Dziś wieczorem je kupi. Jest już pewna.

Winda nabiera prędkości, a w żołądku pojawia się ścisk. Jill zamyka oczy i koncentruje się na swojej wewnętrznej wizji. Czyste, białe ściany. Lśniący parkiet. Balkon. Widzi samą siebie, jak otwiera drzwi na taras. Cienkie, jasne zasłony powiewają na wietrze, gdy wychodzi na chłodną podłogę z drewna. Przykłada dłonie do solidnej, drewnianej balustrady i spogląda na miasto. Zachód słońca nadaje budynkom nostalgiczną poświatę mimo intensywności życia, które toczy w dole na ulicach. Jill uwielbia puls miasta. Nigdy nie robi się naprawdę cicho, nawet nocą. Stoi tak samotnie w mroku, podczas gdy wiatr rozwiewa włosy, i nagle pragnie mieć kogoś, z kim dzieliłaby to uczucie. Tę radość z powodu mieszkania, które w końcu jest jej. Kogoś, kto otwiera butelkę wina i podaje jej kieliszek z idealnie schłodzonym napojem, który podczas sączenia łaskocze jej wargi. Kogoś, kto odgarnia czarny kosmyk z jej twarzy, kogoś, kto obejmuje ją w talii i zsuwa dłonie na biodra. Kogoś, kto ciasno przyciska swoje mocne ciało i szepcze jej imię, po czym w końcu ją całuje. Kogoś, kto kładzie dłoń na jej łokciu i mówi:

– Jesteśmy.

Jill podnosi wzrok i napotyka parę roziskrzonych, niebieskich oczu. Mruga i mruga, ale obraz nie znika. Oczy są na swoim miejscu, podobnie jak reszta twarzy. To interesująca twarz z kilkudniowym zarostem i blizną, która biegnie jak nacięcie prosto przez jedną z brwi. Włosy są w kolorze ciemnoblond, trochę zbyt długie i niedbałe jak na jej gust, ale i tak palce świerzbią ją z tęsknoty, by przeczesać nimi jasne kosmyki.

Mężczyzna przed nią jest wysoki i wysportowany. Wygląda tak, że nie sposób tego nie zauważyć. Jill jest przyzwyczajona do taksowania ludzi, do zwracania uwagi na szczegóły i zestawiania ich w całość, co jest nieocenione przy łączeniu właściwej osoby i kompetencji z właściwym miejscem pracy. Teraz zgaduje, że mężczyzna wykonuje praktyczny zawód, że pracuje na zewnątrz, gdzie słońce rozjaśnia włosy i nadaje skórze kolor. Jest umięśniony. Obcisły biały T-shirt zdradza więcej, niż zakrywa, a znoszone dżinsy idealnie leżą na jego udach i wąskich biodrach. Nie jej typ, a jednak trudno jej przestać na niego patrzeć.

Mężczyzna przekrzywia głowę i się uśmiecha.

– Bo chyba tu wysiadasz? – Wskazuje w kierunku drzwi windy, które już się zamykają.

Jill budzi się z zamyślenia. Mimo chaotycznych wewnętrznych uczuć albo może dzięki nim ton jej głosu jest chłodny, gdy otwiera usta.

– Tak. Dziękuję.

Jill uwalnia rękę z jego uścisku z większą siłą niż potrzeba, licząc, że on rozumie ten stanowczy gest, po czym powstrzymuje drzwi przed zamknięciem i pospiesznie wychodzi.

On stoi tam nadal? Wychodzi? A jeśli tak, z kim przyszedł się spotkać? Chociaż w karku aż kłuje ją od chęci, by się odwrócić, opiera się impulsowi, kiwa Ninni w recepcji i idzie dalej do swojego narożnego pokoju. Otwierając drzwi, rzuca spojrzenie w tył i widzi, jak stoi oparty o ladę recepcji z głową tuż przy jasnowłosej głowie Ninni. Może to jej ostatni chłopak?

Podnoszą wzrok, jakby wyczuwali jej spojrzenie, a Jill wchodzi pospiesznie do gabinetu, głośno zamyka za sobą drzwi i się o nie opiera. Podczas gdy serce odzyskuje normalny rytm, chłonie wzrokiem znajome, stylowe wnętrze. Podłogę pokrywa miękki, szarobłękitny dywan, a duże panoramiczne okno obramowują ciężkie zasłony. Brak rzeczy osobistych jest w pełni zamierzony. W gabinecie nie ma żadnych fotografii uśmiechniętych dzieci, żadnych obrazów ani szczegółów, które zdradzałyby coś na temat jej osobowości. Pewnie, że mogłaby je mieć, ale lubi poczucie chłodnej neutralności, które ją otacza, kiedy tylko przekracza próg biura.

Mechanicznie odkłada torebkę, kawę i teczkę na wypolerowane biurko i odwiesza kurtkę. Włącza komputer, jednocześnie przeglądając kalendarz, który jak zawsze leży otwarty pośrodku czystego blatu. Kalendarz cyfrowy, który jest podpięty do sieci, spełnia swoją funkcję w pracy, ale prywatne notatki Jill skrupulatnie wprowadza do tradycyjnego terminarza notesowego. Dzisiejsza data, pierwszy kwietnia, jest otoczona kółkiem.

Popija kawę i wzdryga się, gdy przenikliwy dźwięk telefonu niespodziewanie przeszywa ciszę. Zanim sygnał zdąży odezwać się po raz drugi, przykłada słuchawkę do ucha.

– Jill Sandén.

– To ja – mówi Jonna. – Wiedziałaś, że oczy Emilii zmieniają kolor?

– To podchwytliwe pytanie?

– Nasz kochany braciszek chce, żeby zaproszenia na uroczystość zaręczynową pasowały do jej oczu, a to wyzwanie. Kwiaty właśnie ogarniam. A ty?

Jill włącza głośnik telefonu i wstaje.

– Lokal zarezerwowany, firma cateringowa wynajęta, więc wszystko pod kontrolą. – Podchodzi do okna i spogląda na miasto poniżej. – Chciałabym, żeby wybrali inne miejsce niż zapocona siłownia. Dlaczego muszą mieć imprezę właśnie tam?

Jonna się śmieje.

– Dwoje ludzi, którzy na siebie lecieli, odkąd byli nastolatkami, spotykają się na siłowni. Jest głośna muzyka, oni są spoceni i półnadzy i jedno prowadzi do drugiego. Siłownia to sexy miejsce, powinnaś pójść tam na podryw.

Jill zdejmuje jeden z butów na wysokim obcasie i bezwiednie masuje stopę. Eleganckie, lecz niewygodne buty to jedyna słabość, na jaką sobie pozwala.

– Przestałam już randkować – odpowiada siostrze.

– Super, to możesz w końcu poznać kogoś, kto rzeczywiście jest fajny i interesujący, nie tylko kogoś, kto jest praktyczny ze względu na pracę.

Jill marszczy brwi.

– Spotykam przecież chyba fajnych i interesujących facetów. – Może nie w ostatnim czasie, ale jest pewna, że kiedyś spotykała.

– No, faktycznie, bardzo fajnych. Jeśli „fajny” oznacza, że wolałabyś się rzucić w przepaść, niż jeszcze kiedykolwiek się z nim spotkać.

Słychać pukanie do drzwi, ale Jonna mówi dalej.

– Musisz się trochę zabawić, tak naprawdę, bez obliczeń i wykresów.

Drzwi się otwierają, a Jill biegnie do biurka i desperacko próbuje sięgnąć do telefonu i wyciszyć głos siostry, który rozlega się echem po całym pokoju.

– Potrzebujesz kogoś, kto cię wyrucha. Mocno i solidnie, i najlepiej właśnie teraz.

Jill w panice maca po stole, przewraca kubek z kawą na kalendarz, strąca teczkę na podłogę i wreszcie sięga do wyłącznika na telefonie.

Cisza, która nagle zalega w pomieszczeniu, wydaje jej się nie do zniesienia, i chociaż palą ją policzki, podnosi wzrok i przybiera profesjonalny wyraz twarzy. Jasnoniebieskie oczy z błyskiem rozbawienia napotykają jej spojrzenie.

– Czy to polecenie służbowe? – pyta mężczyzna z windy i się uśmiecha.

Serce galopuje, a ona ma sucho w ustach.

– Mogę ci w czymś pomóc? – Przesuwa po nim wzrok, szukając rozsądnego powodu, dla którego ten mężczyzna, którego imienia nawet nie zna, przebywa w jej gabinecie. – Szukasz pracy?

Sprawdza w pamięci stanowiska, na które ostatnio ogłaszała rekrutację. A może idzie do któregoś z pozostałych pracowników, którzy przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne?

– Nie, nie pracy. Odwiedziłem kuzynkę – mówi.

– Aha. – Jill rozkłada ręce, i dopiero teraz zauważa, że nadal trzyma w dłoni but, więc szybko go wkłada.

– Ninni – wyjaśnia mężczyzna.

Aha, Ninni jest jego kuzynką. Ulga, jaką nagle odczuwa, jest spowodowana wyłącznie tym, że zagadka się wyjaśniła. Zastanawiała się, co tu robił, i właśnie to powiedział.

– Ładne gniazdko. – Trąca stopą jeden z wydruków, które leżą porozrzucane na podłodze.

Jill kuca i zaczyna je zbierać. Mężczyzna przyłącza się do niej, po czym przygląda się kartce, którą podniósł. Ona próbuje mu ją odebrać, ale on nie puszcza. Zaskoczona, unosi ku niemu twarz i mruga, gdy zdaje sobie sprawę, jak on jest blisko. Pachnie świeżością i latem, tak jak trawa i ciepło słońca, i może trochę lody. Jill ma ochotę przysunąć się jeszcze bliżej, ale się powstrzymuje.

– To twoje? – Mężczyzna skinieniem głowy wskazuje zdjęcie mieszkania.

– Już niedługo.

– Masz dobry gust.

Jest tak blisko. Te oczy uparcie trzymają jej spojrzenie bez odrywania wzroku, a kształtne wargi wydają się stworzone do długich, namiętnych pocałunków. Ta myśl sprawia, że Jill bezwiednie oblizuje usta. Mężczyzna powoli wyciąga rękę, a ona w oszołomieniu wyobraża sobie, jak kładzie jej dłoń na szyi i przyciąga ją do siebie. Przyciska te wargi do jej warg i tłumi ustami jej zdziwione sapnięcie. Może niemal poczuć jego twarde ciało przyciśnięte do swojego. Jak szorstkie palce rozpinają jej bluzkę, podciągają spódnicę i wyruszają na eskapadę po jej stęsknionej skórze. Jego klatka piersiowa pod jej dłońmi jest żylasta i umięśniona, gdy wkrada się pod prosty, biały T-shirt. A kiedy rozpina jego dżinsy…

 

– … wyjść i coś zjeść? – Jego palec wskazujący przesuwa się lekko po jej policzku.

– Co? – pyta Jill i próbuje zebrać myśli.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?