Święta po polskuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt okłdki i stron tytułowych

Fahrenheit 451

Materiał graficzny wykorzystany w publikacji pochodzi z wolnych zasobów Internetu i ma charakter ilustracyjny, dlatego nie został podpisany

Redakcja i korekta

Katarzyna Litwińczuk

Dyrektor projektów wydawniczych

Maciej Marchewicz

ISBN 9788380794917

Copyright © Sławomir Koper 2019

Copyright © for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydawca

Fronda PL, Sp. z o.o. ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

Tel. 22 836 54 44, 877 37 35

Faks 22 877 37 34

e-mail: kontakt@wydawnictwofronda.pl

www.wydawnictwofronda.pl www.facebook.com/FrondaWydawnictwo www.twitter.com/Wyd_Fronda

Konwersja

Monika Lipiec

Spis treści

Od Autora

Część I. Najpiękniejsze ze świąt

Rozdział 1. Tradycja i współczesność Bożego Narodzenia

Słońce Niezwyciężone

Słowiańskie Gody

Wigilijne toasty i polowania

Podobieństwa i różnice

Karp a sprawa polska

Choinka

Pasterka

Dzień pierwszy i dzień drugi

Rozdział 2. Z dziejów polskich kolęd i pastorałek

Pieśni powagi i radości

Historia zapisana w pieśniach

Kolędy naszych czasów

Rozdział 3. Jasełka i szopki

Dawniej i dzisiaj

Krakowskie szopki

Szopka Zielonego Balonika

Rozdział 4. Trudne daty z dziejów Polski

Pechowa data koronacji

Prawda i legenda o obronie Jasnej Góry

Boże Narodzenie 1918 roku w Poznaniu

Zbrodnia po pasterce

Przypisy do części I.

Część II. Wielki Post i Wielkanoc

Rozdział 1. Środa Popielcowa

Czas postu

Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz

Rozdział 2. Tragiczna miłość zdrajcy

Rodzina Potockich

Fatalny romans

Zbrodnia w Popielec

Rozdział 3. Niedziela Palmowa

Jedno z najstarszych świąt

Chrystus Palmowy

Polskie palmy

Pucheroki w Bibicach

Rozdział 4. Tragiczny dzień w dziejach Polski

Śmierć w Krakowie

Przegrany plebiscyt

Największy błąd Marszałka

Rozdział 5. Czas Wielkanocy

Najstarsze chrześcijańskie święto

Wielki Tydzień

Wielkopiątkowi biczownicy

Wielka Sobota Stanisława Wokulskiego

Dzień pierwszy Wielkanocy

Święconka i świńskie łby

Baby wielkanocne i pisanki

Tajemnice wielkanocnego koszyka

Niedzielne obżarstwo

Chrzan i krzyżoki

Śmigus-dyngus

Rozdział 6. Ważne daty z dziejów Polski

Chrzest księcia Polan

Korona dla Chrobrego

Wilno powraca do Polski na Wielkanoc

Brawurowa ucieczka z Auschwitz

Przypisy do części II.

Część III. Od wiosny do jesieni

Rozdział 1. Boże Ciało

Święto Ciała i Krwi Pańskiej

Polska specyfika

Ludowe dodatki

Rozdział 2. Krwawe daty z dziejów kraju

Z dziejów polskiej tolerancji i nietolerancji

Boże Ciało w Łodzi w 1905 roku

Akcja Werwolf

Rozdział 3. Dzień początku lata

Słowiańska kupała

Kwiat paproci i dziewicze wianki

Noc świętojańska

Rozdział 4. Sobótka i polityka

Dzień triumfu polańskiego księcia

Rozpacz Zygmunta Augusta

Początek końca epoki propagandy sukcesu

Rozdział 5. Sierpniowe święto

Ludowe tradycje

Odpust w Kalwarii Zebrzydowskiej

 

Najsłynniejsza polska pielgrzymka

Pielgrzymi i hipisi

Rozdział 6. Krwawe daty historii Polski

Powstańczy samosąd

Krwawa środa

Osiemnasta najważniejsza bitwa w dziejach świata

Warszawska tragedia

Rozdział 7. Najsmutniejsze dni roku

Dzień Wszystkich Świętych

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Nie tylko Dziady

Rozdział 8. Znani i nieznani bohaterowie

Orlęta Lwowskie

Grób Nieznanego Żołnierza

Przypisy do części III.

Zakończenie

Ważniejsza bibliografia

Od autora

Nie ukrywam, że zawsze interesowałem się symboliką i dziejami polskich świąt, ale robiłem to w sposób inny niż większość historyków. Badacze bowiem na ogół koncentrują się na obrzędowości, ewentualnie opisach tradycji ludowych, rzadko wiążąc te tematy ze sobą. Natomiast mnie pasjonowało pochodzenie najważniejszych polskich świąt, a także zachodzące przez stulecia przemiany w ich celebrowaniu. Pojawiały się nowe elementy obrzędowości, inne z kolei zanikały, zdarzało się również, że z pewnych względów niektóre obchody zostały przesunięte na zupełnie inne terminy. Do tego zawsze fascynowało mnie przenikanie tradycji ludowej o pogańskim charakterze do świąt kościelnych, a przy okazji pojawianie się nowych zwyczajów, czasami o bardzo nieodległym rodowodzie. Przecież karp jako król polskiego stołu wigilijnego – choć obecny w naszym menu od dawna – tak naprawdę na stałe zagościł masowo w jadłospisie świątecznym dopiero w PRL-u, a dzisiaj nikt już nie wyobraża sobie bez niego Bożego Narodzenia.

Z drugiej strony zawsze dziwiło mnie, że tak dużo pisało się o tradycjach świątecznych, a nigdy nie pojawiła się książka, która opisywałaby wydarzenia historyczne, jakie miały miejsce właśnie w tych konkretnych dniach. Przecież w ponadtysiącletnich dziejach naszego kraju nie brakowało chwil świątecznej chwały, ale także spraw trudnych, a czasami wręcz wstydliwych, które przez historyków bywały skrzętnie pomijane. Ja jednak nigdy nie obawiałem się pisania prawdy, dlatego ta książka ma właśnie taki, a nie inny kształt.

Nie ukrywam zresztą, że pozycja ta powstawała bardzo długo, zacząłem ją bowiem pisać ponad dwa lata temu. Otrzymałem wówczas zamówienie od jednego z większych wydawnictw w kraju, książka miała pierwotnie nosić tytuł Historia polskich świąt i mieć zupełnie inny charakter, niż ostatecznie otrzymała. W połowie pracy zorientowałem się jednak, że powstaje zupełnie inna pozycja – właśnie Święta po polsku – i stąd wynikła zwłoka w pracy nad nią. Gdy przedstawiłem wydawnictwu mniej więcej połowę tekstu, nie ukrywano zaskoczenia, co wydało mi się raczej dziwne. Przecież powszechnie znane są moje zainteresowania i trudno było się spodziewać, że napiszę typową książkę do czytania pod choinką. Dlatego też obecnie pozycję tę wydaje inne wydawnictwo, a książka utrzymała charakter, jaki jej nadałem.

Mimo wszystko jest to być może najbardziej nietypowa pozycja mojego autorstwa. Lecz czy pisarz powinien zamykać się w granicach jednej czy dwóch konwencji? Jeżeli bowiem czuje się prawdziwym historykiem i autorem, na pewno nie może się ograniczać. Dlatego opisałem polskie święta w taki sposób, jakiego w naszej literaturze jeszcze nie było.

Sławomir Koper

Część I. Najpiękniejsze ze świąt


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1 Tradycja i współczesność Bożego Narodzenia
Słońce Niezwyciężone

Zapewne niewiele osób zdaje sobie sprawę, że data dzienna Bożego Narodzenia została przyjęta przez Kościół dopiero 300 lat po śmierci Chrystusa. Ewangeliści nie podali bowiem dnia, w którym Jezus się narodził (data roczna także jest sporna), zatem początkowo obchodzono Boże Narodzenie w różnych terminach (6 stycznia, 19 kwietnia, 20 maja, 17 listopada). Inna sprawa, że pierwsi chrześcijanie znacznie większą rolę przykładali do męczeńskiej śmierci i zmartwychwstania Zbawiciela niż do jego narodzin.

25 grudnia był natomiast uważany za dzień urodzin Mitry, indoirańskiego bóstwa słońca, którego kult w II wieku naszej ery rozpowszechnił się w basenie Morza Śródziemnego. Rzymianie przejawiali synkretyzm religijny, adaptowali lokalne kulty do swoich potrzeb, w efekcie wschodnia religia stopiła się z kultem Apollona i Heliosa. Dzięki temu powstało nowe bóstwo – Słońce Niezwyciężone (Sol Invictus), a jego czcicielami stali się niebawem rzymscy władcy.

Pierwszym znanym cesarzem, który został wyznawcą bóstwa, był Kommodus (przedstawiony w filmie Gladiator), a kult Słońca Niezwyciężonego zyskał takie znaczenie, że w 274 roku cesarz Aurelian oficjalnie ustanowił święto narodzin bóstwa na dzień 25 grudnia i rzymskim obyczajem zarządził, by właśnie tego dnia odbywały się igrzyska dla ludu. Oczywiście znacznie podniosło to atrakcyjność święta wśród mieszkańców imperium.

Kult ten stał się szczególnie silny w szeregach armii, a jego gorliwym wyznawcą przez długie lata był także Konstantyn Wielki. To właśnie na jego polecenie w 321 roku wprowadzono Dzień Słońca, czyli dzisiejszą niedzielę. Pozostałości cesarskiego ustawodawstwa są do dzisiaj obecne w wielu językach europejskich (niemieckie Sonntag, angielskie Sunday).

Mitraizm i chrześcijaństwo rywalizowały ze sobą o wpływy na terenie imperium rzymskiego, jednak z upływem czasu zwycięstwo zaczęło się przechylać na stronę wyznawców Jezusa. Dlatego też władze kościelne wykorzystały fakt, że 25 grudnia od wielu lat był uważany za dzień świąteczny, i ogłosiły go datą narodzin Chrystusa. Oficjalnie włączono ten dzień do kalendarza liturgicznego, a konkurencja ze strony czcicieli Słońca Niezwyciężonego stosunkowo szybko zniknęła, szczególnie że za panowania cesarza Teodozjusza (392 rok) chrześcijaństwo stało się religią państwową.

Słowiańskie Gody

Z bardzo różnych powodów o wierzeniach i zwyczajach naszych przodków wiemy znacznie mniej niż o kultach antycznych. W efekcie skazani jesteśmy wyłącznie na przekazy kronikarzy chrześcijańskich (niechętnych pogańskim obyczajom) oraz na badania etnograficzne i archeologiczne. Na szczęście wiele dawnych obrzędów zachowało się przez stulecia, a niektóre przetrwały do dnia dzisiejszego, dzięki czemu możemy wnioskować o obyczajach dawnych Słowian.

Jednym z najważniejszych świąt naszych przodków był dzień przesilenia zimowego. Po najdłuższej nocy w roku ponownie przybywało dnia, co stanowiło jasny sygnał, że rozpoczynał się nowy rok wegetacyjny, gdyż Słońce odzyskiwało władzę nad światem. A zatem był to czas Godów – okres radości i beztroski.

Wprawdzie pojawiają się teorie, że Nowy Rok Słowianie świętowali wiosną, ale nie wydaje się to prawdą. Słowo „gody” oznaczało bowiem dosłownie rok i właśnie pod tą nazwą do dzisiaj funkcjonuje w różnych językach (rosyjskie – god, chorwackie – godine, serbskie i bułgarskie – godina). Zresztą „gody” – jako określenie przełomu grudnia i stycznia – przez długi czas utrzymywało się w języku polskim, zanikło ostatecznie dopiero za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Święto trwało od kilku do kilkunastu dni, w tym czasie rezygnowano z wszelkiej pracy fizycznej i poświęcano się bujnemu życiu towarzyskiemu. Wspólnie ucztowano, obdarowywano się prezentami, śpiewano tradycyjne pieśni. W niektórych regionach kraju (głównie na Śląsku) istniał zwyczaj dekorowania suszonymi owocami ostatniego snopa zżętego żyta, który następnie przechowywano do kolejnego siewu. Rozpoczynano go garścią nasion właśnie z tego snopa, co miało symbolizować ciągłość wegetacji roślin.

Na innych terenach kultywowano z kolei zwyczaj dekorowania gałęzi świerku, jodły lub sosny, którą zawieszano u powały domostwa. Z czasem gałąź (zwaną podłaźniczką, a także połaźnikiem lub podłaźnikiem) oraz snop stawiany w kącie zastąpiła niemiecka choinka, którą początkowo też zresztą zawieszano pod sufitem. Do dzisiaj przetrwał natomiast słowiański obyczaj wkładania źdźbeł słomy lub siana pod obrus, co miało zapewnić urodzaj w przyszłym roku.

Rodzimą proweniencję ma również turoń, a jego pierwowzorem był zapewne tur [wymarły przodek bydła domowego – red.]. Świąteczna maszkara, obchodząc domostwa wraz innymi uczestnikami zabawy, zwykle padała na progu i należało ją ocucić alkoholem, co symbolizowało odradzanie się życia. Jednak tradycja pojenia turonia wódką (gorzałką) mogła się pojawić dopiero w XVII wieku, gdy trunek ten rozpowszechnił się w Europie. W czasach przedchrześcijańskich nie znano jeszcze procesu jego destylacji, zatem maszkarę częstowano zapewne piwem lub syconym miodem. Wino – jako trunek importowany i zbyt drogi – nie wchodziło raczej w rachubę.

Pogańskie pochodzenie ma także gwiazda betlejemska używana przez dzisiejszych kolędników. Zapewne ewoluowała z dawnego symbolu odradzającego się słońca, nabierając z czasem chrześcijańskiej treści.

Natomiast dość nietypowym elementem obrzędowości słowiańskich Godów było powiązanie święta ze wspomnieniem o zmarłych. Właśnie stąd pochodzi zwyczaj utrzymywania ognia w paleniskach domowych przez cały dzień oraz rozniecania ognisk na dworze. Wierzono, że dusze bliskich zmarłych mogą się dzięki temu ogrzać, zostawiano też dla nich wolne miejsce przy stole. Z czasem przyjęło to formę dodatkowego nakrycia dla niespodziewanego gościa – wędrowca, który nie zdążył na Wigilię do własnego domu…

Wigilijne toasty i polowania

Określenie „wigilia”, czyli dosłownie „czuwanie”, oznacza w Kościele katolickim rozpoczęcie święta o zmierzchu dnia poprzedniego. Jest to bezpośrednie przeniesienie tradycji żydowskiej, według której dzień rozpoczynał się o zachodzie słońca. Jednak w przypadku Bożego Narodzenia początek wigilii połączono z pojawieniem się na niebie pierwszych gwiazd, co było nawiązaniem do gwiazdy betlejemskiej informującej mędrców ze Wschodu o miejscu narodzin Mesjasza.

Polska Wigilia jest wyjątkowym świętem, nie ma swoich odpowiedników w większości krajów katolickiej Europy. Nad Wisłą powszechną tradycją jest post, podczas gdy na przykład Francuzi jadają tego dnia drób, szczególnie indyka, natomiast Niemcy – sałatkę z ziemniaków z parówkami. Jednak pewne odstępstwa zdarzają się nawet w naszym kraju: gdy na Kielecczyźnie Wigilia wypadała w niedzielę (dzień ten znosi post), przesuwano ją na sobotę, a święta trwały trzy dni.

Niezwykle obecnie popularne w firmach i korporacjach przedświąteczne imprezy przy śledziku miały swój pierwowzór w środowisku dziennikarskim Warszawy przełomu XIX i XX stulecia. Obyczajem ówczesnych publicystów były bowiem spotkania w lokalach, gdzie raczono się postnymi potrawami (szczególnie rybami na zimno) i wznoszono liczne toasty. Imprezy zaczynały się rankiem, z reguły jednak znacznie się przeciągały, co dla żonatych żurnalistów wiązało się z pewnymi problemami na gruncie rodzinnym. Z tego powodu zaczęto je organizować dzień przed Wigilią, co okazało się jeszcze gorszym pomysłem. Biesiadnicy – wiedząc bowiem, że nie są związani terminami – dawali folgę krasomówstwu i upodobaniu do trunków. Po północy spożywano już wyłącznie ryby, a uczestnicy śledziowej libacji najczęściej pojawiali się w domach w stanie znacznie gorszym niż poprzednio. W efekcie zwyczaj ten zanikł, a w zamian zaczęto urządzać spotkania w okresie Wielkiego Tygodnia, gdy czasu na odzyskanie formy było trochę więcej. Coś z tego przeniknęło jednak do nazewnictwa, gdyż libacje urządzane przed Wielkanocą określano jako „rybki”, a nie – jak obecnie – „jajeczka”…

 

Gdy stołeczni żurnaliści raczyli się alkoholem i wysłuchiwali wzajemnych toastów, ziemianie we wczesnych godzinach Wigilii oddawali się polowaniom. Do dobrego tonu należało bowiem zaopatrzyć spiżarnie domowe w świeże mięso, poza tym udane polowanie miało zapewnić szczęście w kolejnym roku.

„Na Podolu lasów było mało – wspominał pisarz Antoni Kuśniewicz – toteż przeważnie polowano na polach, w kotłach. Zwykle na łagodnym zboczu. Spod małego grabowego lasku ku niskim łąkom na dole. Myśliwych ustawiano plecami do zagajnika (…) od dołu, od potoku w łąkach posuwała się powoli nagonka”1.

Polowanie nie mogło się obyć bez tradycyjnej przekąski. Oczywiście zachowywano post, zatem jedzono śledzie z razowym chlebem, pieczone ziemniaki, barszcz i kapustę z grzybami. Towarzyszyła temu wódka na rozgrzewkę, co miało podkreślić męski charakter spotkania.

Podobieństwa i różnice

Tradycji wigilijnych w naszym kraju zachowało się tak wiele, że można by o nich napisać oddzielną książkę. W poszczególnych regionach obowiązywał odmienny jadłospis, inaczej też świętowano ten najpiękniejszy dla większości wieczór w roku. Właściwie wspólna była tylko zasada postu, dzielenia się opłatkiem oraz składania sobie życzeń.

Liczba potraw wigilijnych również była bardzo zróżnicowana – wahała się od pięciu do dwunastu, chociaż najczęściej serwowano nieparzystą ich liczbę (dziewięć lub jedenaście). Na Śląsku nie wyobrażano sobie wigilijnego stołu bez moczki [piernik i suszone owoce moczone w ciemnym piwie – red.] i makówki [rodzaj deseru – red.], natomiast we wschodnich regionach kraju – bez kutii. Bardzo popularne były pierogi z kapustą i grzybami, chociaż na Podlasiu tradycją był farsz z soczewicy. Niemal w całym kraju chętnie przyrządzano kompot z suszonych owoców, a często podawano też opartą na nich zupę. Obecnie wydawać by się mogło, że nie ma polskiej Wigilii bez tradycyjnego barszczu z uszkami, jednak równie popularne były postny żur na zakwasie czy zupa rybna. Dopiero migracje ludności po II wojnie światowej oraz rozwój współczesnych środków masowego przekazu spowodowały pewne ujednolicenie wigilijnego jadłospisu. Do dzisiaj znajdą się jednak zwolennicy postnej kapusty z grochem czy też fasoli z suszonymi śliwkami.

Wigilia była dniem, gdy częściowo zanikały podziały klasowe, a ziemianie okazywali poddanym szacunek. Dlatego też dzielono się z nimi opłatkiem, zanim uczyniono to z rodziną czy z zaproszonymi gośćmi.

„(…) Ojciec brał talerz, na którym leżały opłatki – wspominała Maria Dąbrowska – i wszyscy szliśmy do kuchni. Na wielkim stole były porozstawiane miski, na nich piętrzyły się jabłka, orzechy, pierniki. Musiała być porcja dla każdego i z dworskiej kuchni, i z czeladnej. Wszyscy się cisnęli, by przełamać się opłatkiem. Potem dostawali ogromny kielich wódki, a ojciec do nich przepijał. Przychodzili też włodarze, stelmach i ogrodnik, ale ci tylko opłatkiem się dzielili i życzenia składali”2.

Podobnie działo się w arystokratycznych pałacach, tym bardziej że często usługiwały tam całe rodziny. Lojalność podwładnych miała kluczowe znaczenie, arystokraci doskonale wiedzieli, że bez tego ich majątki nie będą mogły sprawnie funkcjonować.

„W wigilię Bożego Narodzenia – opowiadała Anna z Branickich Wolska – rodzice szli zawsze z nami do garderoby, gdzie stał ogromny stół urządzony dla całej służby. Tam siedział kucharz w białej czapie, gospodyni, wszyscy kuchcikowie i ogrodnicy, wszystkie dziewczęta służące i furmani. Tam łamaliśmy się opłatkiem. Do każdego podchodziło się osobno, bo to wszystko byli ludzie bardzo nam bliscy. Dla nas oni stanowili nasz dom. Ja zawsze uważałam, że to jest ich dom, tak samo jak i mój. To byli ludzie, którzy często przez parę pokoleń pracowali w Wilanowie”3.