Zespół StalinaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W serii ukazały się:

Christian Ingrao Czarni myśliwi. Brygada Dirlewangera

Christopher R. Browning Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów

Gao Ertai W poszukiwaniu ojczyzny. Wspomnienia z chińskiego obozu pracy

Jael Neeman Byliśmy przyszłością

Božidar Jezernik Naga Wyspa. Gułag Tity

Frank Dikötter Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958–1962

Huszang Asadi Listy do mojego oprawcy. Miłość, rewolucja i irańskie więzienie

Szimon Peres, David Landau Ben Gurion. Żywot polityczny

Christian Ingrao Wierzyć i niszczyć. Intelektualiści w machinie wojennej SS

Julius Margolin Podróż do krainy zeków

Patrick Montague Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady

Calder Walton Imperium tajemnic. Brytyjski wywiad, zimna wojna i upadek imperium

Piotr Osęka My, ludzie z Marca. Autoportret pokolenia ’68

Wendy Lower Furie Hitlera. Niemki na froncie wschodnim

John Dinges Czas Kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech ­kontynentach

Jacques de Saint Victor Niewidoczna siła. Mafia w społeczeństwach demokratycznych

Gary J. Bass Telegram konsula Blooda. Nixon, Kissinger i zapomniane ludobójstwo

Götz Aly Obciążeni. „Eutanazja” w nazistowskich Niemczech

Ben Urwand Kolaboracja. Pakt Hollywoodu z Hitlerem

Dennis E. Showalter Pancerz i krew. Bitwa pod Kurskiem

Gerald Steinacher Zbiegli naziści. Jak hitlerowscy zbrodniarze uciekli przed

sprawiedliwością (wyd. 2)

Frederick Taylor Wypędzanie ducha Hitlera. Okupacja i denazyfikacja Niemiec

Adam Hochschild Pogrzebać kajdany. Wizjonerzy i buntownicy w walce o zniesienie

niewolnictwa

Arthur Allen Fantastyczne laboratorium doktora Weigla. Lwowscy uczeni, tyfus i walka z Niemcami

David I. Kertzer Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie

Frank Dikötter Tragedia wyzwolenia. Historia rewolucji chińskiej 1945–1957

Łukasz Krzyżanowski Dom, którego nie było. Powroty ocalałych do powojennego miasta

Sheila Fitzpatrick

Zespół Stalina

Niebezpieczne lata radzieckiej polityki

Przełożyła Karolina Iwaszkiewicz


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału angielskiego On Stalin’s Team: The Years of Living Dangerously in Soviet Politics

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce: Spotkanie zespołu z przywódcą Kominternu Georgim Dymitrowem, 1934 / RGASPI

Copyright © by Princeton University Press, 2015

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2017

Copyright © for the Polish translation by Karolina Iwaszkiewicz, 2017

Redakcja Adam Pluszka

Konsultacja historyczna dr Tomasz Fiedorek

Korekta Jadwiga Makowiec / d2d.pl, Małgorzata Tabaszewska / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Alicja Listwan / d2d.pl

The translation was kindly supported by the Fund for Central & East European Book Projects, Amsterdam

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-506-7

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wprowadzenie

1 Początki

2 Wielki przełom

3 U władzy

4 Na świeczniku

5 Wielka czystka

6 Wojna

7 Nadzieje

8 Starość

9 Bez Stalina

10 Koniec drogi

Wnioski

Podziękowania

Noty biograficzne

Bibliografia

Przypisy końcowe

Przypisy

Kolofon

Wprowadzenie

Kiedy Stalin grał na zwłokę w sprawach międzynarodowych, dawał czasem do zrozumienia, że musi naradzić się ze swoim Politbiurem1. Nikt w to nie wierzył, dyplomaci słusznie zakładali, iż ostateczna decyzja należy wyłącznie do niego. Nie oznacza to jednak, że Politbiuro nie istniało ani że Stalin się z nim nie konsultował. Przywódcę otaczał zespół współpracowników. Zespół ten – zawsze około dwunastu osób, sami mężczyźni – powstał w latach dwudziestych XX wieku, po śmierci Lenina walczył z opozycją skupioną wokół Lwa Trockiego i Grigorija Zinowjewa i, o dziwo, mimo niesprzyjających okoliczności utrzymał się przez trzy dekady. Przetrwał wielką czystkę, paranoję, w którą Stalin popadł w ostatnich latach życia, i niebezpieczny okres przejściowy po jego śmierci. Trzydzieści lat razem w polityce to dużo, nawet w mniej śmiercionośnym klimacie niż ten, jaki panował w radzieckiej Rosji. Zespół przestał istnieć dopiero w 1957 roku, gdy jeden z jego członków, Nikita Chruszczow, objął przywództwo i pozbył się pozostałych.

Słowa „zespół”[1] (po rosyjsku komanda) używam na określenie grupy otaczających Stalina liderów. Posługiwał się nim jeszcze co najmniej jeden inny badacz2, ale istnieje kilka możliwości. Można mówić o gangu (ros. szajka), jeśli chce się podkreślić, że działania tej grupy i sposób, w jaki sprawowała władzę, miały charakter bezprawny i były bardziej kryminalne niż rządowe3. Można mówić o Politbiurze (to znaczy o wybieranym na zjazdach partyjnych organie wykonawczym Komitetu Centralnego partii[2]), nie jest to jednak całkiem ścisłe – skład Politbiura i skład zespołu, o którym mowa, były bardzo zbliżone, ale ze względu na upodobanie Stalina do nieformalnych grup roboczych – nigdy dokładnie takie same. W dyskursie historycznym pojawia się też pejoratywny termin „frakcja”. Jeśli czytelnik woli „gang” lub inne określenie, może je sobie w myśli podstawić w miejsce słowa „zespół”. Tak czy inaczej, chodzi o zbiorowy byt, którego członkowie mieli rozmaite własne obowiązki, ale regularnie się spotykali i jednoczyła ich lojalność wobec przywódcy oraz, początkowo, wobec siebie nawzajem, i który powstał, by walczyć z innymi grupami ubiegającymi się o władzę po śmierci Lenina, a gdy zwyciężył, zaczął rządzić państwem.

Jak większość drużyn również i ta miała kapitana, którego można także postrzegać jako trenera biorącego udział w grze – Józefa Stalina. Miał on nad pozostałymi wielką władzę. W praktyce dysponował, choć nie zostało to nigdzie zapisane, kluczowym z politycznego punktu widzenia prawem wybierania i odwoływania członków zespołu. Przez kilka pierwszych lat większość najbliższych współpracowników była ze Stalinem i ze sobą nawzajem na ty, a przywódcę przyjęło się traktować jedynie jako pierwszego wśród równych. W rzeczywistości Stalin był jednak kimś więcej i stawało się to coraz bardziej widoczne; w okresie powojennym tylko kilku najstarszych towarzyszy wciąż mówiło do niego po imieniu. Ta drużyna, choć zdefiniowana przez osobę swojego przywódcy – zespół Stalina (stalinskaja komanda) – po jego śmierci zdołała zrobić coś, czego nikt się nie spodziewał, a mianowicie pokierować państwem mimo braku kapitana.

W świecie akademickim, gdzie tego kapitana od dawna traktuje się jako pojedynczy przedmiot biografii politycznej, wprowadzenie pojęcia zespołu może zostać opacznie zrozumiane jako sugestia, że Stalin miał mniejszą władzę, niż przyjęło się twierdzić. Nie taki jest jednak mój cel. Kiedy zbierałam materiały do tej książki, uderzyło mnie, jak wielką Stalin miał przewagę nad swoimi towarzyszami i jak mocną pozycję, nawet gdy okoliczności, na przykład w czerwcu 1941, zdawały się wołać o to, by tę pozycję zakwestionowano. Wszystkie ważniejsze inicjatywy polityczne wychodziły od niego, podczas gdy działania pozostałych członków zespołu (często trudno je precyzyjnie wskazać, ponieważ zwyczajowo wszelką inicjatywę przypisywano Stalinowi) w zasadzie ograniczały się do obszarów ich jednostkowych kompetencji i urzędowych obowiązków w sprawach, które przywódca uważał za drugorzędne. Lecz choć Stalin był niekwestionowanym szefem, w odróżnieniu od Hitlera i Mussoliniego wolał otaczać się grupą wpływowych współpracowników, lojalnych wobec niego i działających razem. Członkowie tej grupy nie walczyli ze Stalinem o władzę, ale nie byli też ludźmi bez znaczenia czy po prostu „świtą” wodza, jak jego sekretarze i tajna policja. Zarządzali ważnymi sektorami, takimi jak wojsko, koleje i przemysł ciężki, nieraz bardzo fachowo. W Politbiurze byli rzecznikami instytucji, którymi kierowali. Spotykali się często, oficjalnie i nieoficjalnie, i omawiali ze sobą i Stalinem najważniejsze sprawy. Stalin nie potrzebował ich zgody, by działać, ale kiedy czuł, że nie popierają jakiejś jego inicjatywy albo odnoszą się do niej obojętnie, niekiedy się wycofywał albo – na przykład gdy chodziło o pozbywanie się przeciwników politycznych – czekał, aż zmienią zdanie.

 

Skład zespołu zmieniał się z upływem lat. Trzech członków (Siergiej Kirow, Walerian Kujbyszew i Grigorij Ordżonikidze, pseud. ­Sergo) zmarło lub zginęło w połowie trzeciej dekady XX wieku, kolejny (Mi­chaił Kalinin) zmarł wkrótce po zakończeniu II wojny światowej. W drugiej połowie lat trzydziestych dołączyły cztery nowe osoby (Andriej Żdanow, Nikita Chruszczow, Gieorgij Malenkow i Ławrientij ­Beria). Podczas wielkiej czystki usunięto kilku pomniejszych graczy, w szczególności Stanisława Kosiora, Własa Czubara i Pawła Postyszewa, którzy działali na Ukrainie[3], a po wojnie, w ramach tak zwanej sprawy leningradzkiej, skazano na śmierć jednego z szybko pnących się w górę nowszych członków (Nikołaja Wozniesienskiego). Trzon grupy się jednak nie zmieniał i to ci ludzie – Wiaczesław Mołotow, ­Łazar Kaganowicz, Anastas Mikojan, Klimient (Klim) Woroszyłow i, do 1952 roku, Andriej Andriejew – wraz z tymi, którzy dołączyli do nich w latach trzydziestych, jako „kolektywne kierownictwo” przejęli władzę po śmierci Stalina.

Zmieniały się także stopień niezależności, jaką członkowie zespołu dysponowali w swoich dziedzinach, i to, na ile czuli się raczej kolektywem niż grupą rywali. Co ciekawe, te dwie rzeczy były ze sobą skorelowane. Na początku lat trzydziestych współpracownicy Stalina cieszyli się dużą swobodą i byli bardzo zgrani, pod koniec dekady w wyniku wielkiej czystki ich niezależność znacząco zmalała, a duch współpracy osłabł, podczas wojny zaś zyskali większą autonomię i znów działali bardziej zespołowo, i mimo niebezpiecznych okoliczności taki stan rzeczy utrzymywał się także po wojnie, aż do śmierci Stalina w 1953 roku. Ten ostatni etap jest szczególnie interesujący, ponieważ przywódca był wówczas niezwykle zmienny i podejrzliwy w stosunku do swoich towarzyszy, a jednocześnie nie radził sobie już z tak dużym obciążeniem pracą jak kiedyś. Wciąż występował z inicjatywami, na które pozostali musieli się godzić – takimi jak kampania antysemicka na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych – ale pod koniec jego życia w sprawach, których nie zastrzegł dla siebie, członkowie zespołu pracowali tyleż z nim, ile obok niego. Kiedy w październiku 1952 roku Stalin chciał się pozbyć Wiaczesława Mołotowa i Anastasa Mikojana, pozostali się sprzeciwili. Dwaj towarzysze, którzy popadli w niełaskę, pojawili się nawet bez zaproszenia na daczy przywódcy, bo pozostali dali im znać o spotkaniu.

Nie wiadomo, jak by się to skończyło, ponieważ w decydującym momencie Stalin zmarł. Krążyły plotki – co w tych okolicznościach nie dziwi – że ktoś pomógł mu umrzeć, ale nikt nie zdołał tego udowodnić. Śmierć przywódcy prawdopodobnie uratowała życie Mołotowowi i ­Mikojanowi, zapewne także szefowi służb bezpieczeństwa Ławrientijowi Berii i innym. Zanim Stalin wydał ostatnie tchnienie, jego towarzysze już wspólnie rządzili krajem. Jak się okazało, całkiem nieźle radzili sobie bez wodza – w gruncie rzeczy zdecydowanie lepiej niż z nim w ostatnich latach jego życia. Wszyscy sądzili, że po śmierci przywódcy zapanuje anarchia; jego współpracownicy też się tego obawiali, ale udało im się przeprowadzić kraj przez okres przejściowy i wdrożyć zdumiewająco szeroko zakrojone i radykalne reformy przy minimalnych, jak na panujące w ZSRR warunki, stratach w ludziach.

Podtytuł tej książki brzmi Niebezpieczne lata radzieckiej polityki, bo niebezpieczeństwo jest w tej historii kluczowe. Zespół znalazł się w niebezpieczeństwie na początku lat trzydziestych, kiedy lekkomyślna, przeprowadzana pod wpływem chorych ambicji kolektywizacja rolnic­twa i przyspieszona industrializacja mogły doprowadzić do katastrofy. Wielka czystka pod koniec lat trzydziestych stanowiła drugi okres wysokiego ryzyka, zarówno dla Stalina – ponieważ terror mógł się wymknąć spod kontroli i obrócić przeciwko swojemu inicjatorowi – jak i dla jego towarzyszy: współsprawców, którym jednak wciąż przypominano, że sami mogą się stać ofiarami. Ostatecznie większość najważniejszych członków grupy przetrwała, zarówno fizycznie, jak i politycznie. Stalin okazał się lojalnym mocodawcą, choć jego współpracownicy nie mogli mieć pewności, że tak będzie, skoro ofiarą czystki padali ich krewni i zaufani podwładni. Strach przed przywódcą nie był jedyną rzeczą, która trzymała jego ludzi razem, ale jeśli pominąć pierwsze lata, bez wątpienia ani na chwilę nie znikał4.

Na początku II wojny światowej, w ciągu półtora roku niemal nieprzerwanych porażek i odwrotów, aż do przełomu w zimie 1942–1943, zagrożone były i zespół, i reżim, i kraj. W latach powojennych, które powinny być czasem triumfu, członkowie drużyny znów znaleźli się w niebezpieczeństwie. W okresie przejściowym po śmierci przywódcy jego dawni współpracownicy szybko pozbyli się Berii, ze względu na jego widoczne ambicje i pogardę dla kolektywnego sprawowania władzy, a także ze strachu, ponieważ sądzili, że Beria jest w posiadaniu dokumentów, które mogłyby ich skompromitować. Poza tym skład zespołu pozostał mniej więcej niezmieniony do 1957 roku, kiedy ambicja i samowola Chruszczowa sprawiły, że kilku pozostałych podjęło próbę odsunięcia go od władzy. Nie udało się. Chruszczow pozbył się Mołotowa, Kaganowicza i Malenkowa i zespół się rozpadł. Ale niebezpieczne lata radziecka polityka miała już za sobą. Zamiast aresztować i zabijać przeciwników, teraz po prostu pozbawiano ich wpływów.

Pomysł napisania tej książki powstał na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy udostępniono archiwum Stalina (fond Stalina w RGASPI, spadkobiercy dawnego archiwum Komitetu Centralnego[4]), w tym wielkie ilości korespondencji między przywódcą a jego współpracownikami. Początkowo planowałam zająć się tylko Stalinem i Mołotowem, który przez większość omawianego okresu był wicekapitanem i prawą ręką kapitana, ale potem zdałam sobie sprawę ze znaczenia i rozmiarów zespołu. Zwróciłam na to uwagę, gdy podczas innych archiwalnych poszukiwań natknęłam się na Sergo Ordżonikidzego5, który także należał do grupy i nie tylko sprawnie i z inicjatywą zarządzał przemysłem ciężkim, ale też energicznie reprezentował jego interesy w Politbiurze – co uświadomiło mi, że właśnie w ten sposób Politbiuro musiało działać. Poza tym zawsze miałam wrażenie, że powinna powstać taka książka o wielkiej radzieckiej polityce, która odłożyłaby na bok naukowe modele i skupiła się na jednostkach i relacjach między nimi; poczucie to opierało się na żywych portretach odmalowywanych w naszych rozmowach pod koniec lat sześćdziesiątych przez mojego rosyjskiego przyjaciela i mentora Igora Saca, który poznał większość partyjnych liderów w drugiej dekadzie XX wieku, gdy pracował jako sekretarz jednego z komisarzy ludowych6.

Kiedy w latach dziewięćdziesiątych otwarto archiwa radzieckiego rządu i Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (archiwum tajnej policji pozostało zamknięte), udostępniono bogate zbiory dokumentów większości przywódców – Stalina, Mołotowa, Kaganowicza, ­Mikojana, Malenkowa, Woroszyłowa, Ordżonikidzego, Kalinina, Kirowa, Andriejewa i Wozniesienskiego. Część dokumentów Chruszczowa pozostała niedostępna ze względu na jego osobliwy status zdetronizowanego wodza, archiwa Berii są natomiast niedostępne do dziś. Pisząc tę książkę, korzystałam także z wielu opublikowanych materiałów źródłowych i biografii Stalina. Autor jednej z tych biografii, ­Simon ­Sebag Montefiore7, podziela moje zainteresowanie środowiskiem, w jakim żył przywódca ZSRR, choć nie zespołem, w którym grał. Dobre prace naukowe o „wewnętrznym kręgu” radzieckiej władzy napisali też Oleg Chlewniuk, dysponujący niezrównaną wiedzą na temat źródeł, i jego angielski współpracownik Yoram Gorlizki8, a Stephen ­Wheatcroft opublikował ważną analizę ilościową dotyczącą najbliższych współpracowników Stalina9.

Trudno się dziwić, że Stalin w dużej mierze skupił na sobie uwagę opinii publicznej, a nawet uwagę badaczy – wielcy dyktatorzy zawsze wywołują szczególną fascynację. Istnieją jednak również inne przyczyny tego stanu rzeczy. W drużynie i poza nią przyjęło się podkreślać zasługi Stalina i nikogo innego. W latach trzydziestych radziecka prasa pisała wprawdzie często z uwielbieniem nie tylko o przywódcy, wodzu (wożdʹ), ale także o przywódcach (wożdi), czyli o zespole, po wojnie jednak – gdy publiczne wystąpienia najbliższych współpracowników Stalina zostały w zasadzie ograniczone do stania u jego boku na trybunie podczas pochodów pierwszomajowych i tym podobnych – przestała. Osobiste stosunki w drużynie gwałtownie się pogorszyły w tamtym okresie. Koleżeńskie więzi z początku lat trzydziestych w latach pięćdziesiątych już prawie nie istniały – w pewnej mierze dlatego, że Stalin podsycał w swoich ludziach wzajemną podejrzliwość i niechęć – a podjęte przez nich po jego śmierci próby odbudowania bliższych relacji towarzyskich i rodzinnych raczej się nie powiodły i nie przyniosły trwałych efektów.

Po roku 1953, czyli po egzekucji Berii, roku 1956, gdy potępiono Stalina, i roku 1957, gdy Chruszczow pozbył się większości pozostałych jako „grupy antypartyjnej”, przypominanie, że członkowie drużyny przez długi czas pracowali razem – także z Berią i ze Stalinem – nie leżało w niczyim interesie. Skompromitowany Beria stał się kozłem ofiarnym, na którego zrzucono wszystkie winy, a jego dawni towarzysze na wyprzódki wypierali się, jakoby kiedykolwiek pozostawali z nim w koleżeńskich relacjach, o przyjacielskich nie wspominając. W 1956 roku, gdy rozpoczęła się destalinizacja, ludzie Stalina próbowali odciąć się od tego, co uznano za zbrodnie, i wskazywali palcem na kolegów. Spisywane później przez ocalałych członków drużyny oraz ich krewnych i byłych współpracowników wspomnienia są bardzo stronnicze i skupiają się na tym z przywódców, który według autora działał słusznie. Osią takich tekstów są zwykle Stalin i jego stosunki z głównym bohaterem, pozostałe postaci odgrywają role drugorzędne i przedstawiane są zwykle w niekorzystnym świetle. Sami członkowie zespołu przyznawali się do rozmiarów dawnej współpracy – choć mimochodem i często niechętnie – ich dzieci jednak niemal zupełnie pomijały ten wątek. Trudno się dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że wszystkie te teksty powstały po przykrym ostatecznym rozpadzie drużyny w 1957 roku, kiedy Mołotow, Malenkow i Kaganowicz poszli w jedną stronę – ale osobno, by uniknąć podejrzeń o spisek – Chruszczow zaś, a za nim Mikojan i sponiewierany Woroszyłow, w drugą.

Kiedy otwarto archiwa i opublikowano wspomnienia, okazało się, iż w przypadku Stalina życie zawodowe i prywatne były ze sobą splecione dużo mocniej niż zwykle u przywódców politycznych. Stalin spotykał się towarzysko głównie z najbliższymi współpracownikami, w ich kremlowskich mieszkaniach lub na swojej daczy, zarówno na początku istnienia drużyny, gdy wielu jej członków, podobnie jak on, miało małe dzieci, jak i po samobójstwie swojej drugiej żony, Nadieżdy, w 1932 roku, kiedy jego życie prywatne skupiło się wokół daczy, a najbliższe otoczenie stanowili krewni jego zmarłych żon oraz ludzie z zespołu. Po śmierci Nadii Stalin był samotny, jeszcze bardziej – gdy wielka czystka rozbiła tę zastępczą rodzinę. Została mu córka, ale relacje między nimi popsuły się podczas wojny, kiedy Swietłana dorosła i wyszła za mąż. Po wojnie towarzystwo zespołu stało się dla przywódcy jeszcze ważniejsze; uczestnicy wymuszonych spotkań na daczy sugestywnie opisywali okropne całonocne imprezy – wówczas, w przeciwieństwie do lat trzydziestych, już bez żon i dzieci – które stanowiły dla drużyny ogromne obciążenie.

 

Dawniej nasz obraz Stalina i jego współpracowników opierał się głównie na tym, co pisał Trocki, który uważał Gruzina za drugorzędną miernotę, a jego zespół za w zasadzie niewartą wzmianki grupę polityków trzeciego sortu, drwił z Mołotowa i nie przepuszczał żadnej okazji, by ośmieszyć i poniżyć pozostałych. Ponieważ jednak pod koniec 1927 roku Trocki został wygnany z Moskwy, a dwa lata później ze Związku Radzieckiego, znał członków drużyny tylko na bardzo początkowym etapie ich karier albo nie znał ich wcale. Niewątpliwie mylił się co do Stalina, który – cokolwiek by o nim mówić – nie był ani miernotą, ani jedynie wytworem partyjnej machiny. Jeśli chodzi o jego towarzyszy, Trocki miał rację co do tego, że nie byli kosmopolitycznymi intelektualistami, tak jak on sam czy, dajmy na to, Lenin. Ale zdecydowanie nie byli też – jak zakładał i jak zakładało wielu po nim – nieodróżnialnymi od siebie mężczyznami bez twarzy.

Najbliższy współpracownik Stalina, Mołotow przezywany „kamiennym zadkiem”, wyróżniał się niezwykłą pracowitością. Nikt nigdy nie nazwał go charyzmatycznym, ale jeśli wziąć pod uwagę wytrwałość, którą się przez trzydzieści lat wykazywał, nie sposób nie poczuć czegoś w rodzaju podziwu dla samej jego wytrzymałości – nie tylko jeśli chodzi o obciążenie pracą, ale także o złe traktowanie – i prawie niezachwianego uporu, z jakim odmawiał okazywania skruchy. Ordżonikidze z kolei był charyzmatyczny, porywczy i bardzo lubiany przez kolegów. Odpowiadał za przemysł ciężki na najintensywniejszym etapie industrializacji i wykonał fenomenalną pracę, walcząc zawzięcie o „swoje” fabryki i „swoich” ludzi. Beria, kolejny Gruzin, to najtrudniejszy przypadek, ponieważ po tym, jak drużyna się go w 1953 roku pozbyła, zaczęto zwalać na niego wszystkie winy i skończył z etykietką całkowicie zdemoralizowanego gwałciciela i prześladowcy. Zobaczyć go oczyma jego syna jako męża pięknej i niezwykle wykształconej naukowczyni, który cenił sobie towarzystwo intelektualistów, to spory szok. Z Kirowem problem jest odwrotny – wczesna śmierć zrobiła z niego męczennika, którego wszyscy zapamiętali jako miłego człowieka i najlepszego przyjaciela. Pyzaty Malenkow sprawiał wrażenie typowego aparatczyka – kto by pomyślał, że odsunięty od władzy, poświęci się biologii (specjalności swojego syna) i zostanie współautorem monografii o grawitacji? Andriejew, eksrobotnik, jeżdżąc robić czystki w obwodach, słuchał Beethovena na przenośnym gramofonie. Kaganowicz, despota z kompleksem niższości wobec intelektualistów, słynął z odwagi, a jego protegowany Chruszczow pod maską „prostego wieśniaka” skrywał przenikliwość i stanowczość.

Żony i dzieci członków zespołu stanowiły część ich życia i interakcji, dlatego także znalazły się w mojej opowieści. Więzi Stalina z jego własną rodziną były słabe. Pierwsza żona zmarła, druga popełniła samobójstwo; z Jakowem, synem z pierwszego małżeństwa, Stalin nigdy nie był blisko, drugi syn, Wasilij (Wasia), okazał się darmozjadem, a Swietłana, ulubienica ojca, w 1967 roku miała zrobić coś, co wydawało się nie do pomyślenia, jeśli chodzi o dziecko przywódcy – uciec na Zachód. Połowa członków zespołu była dla niej „wujkami”. Wraz z bratem dorastała na Kremlu z ich dziećmi, w tym z pięcioma hałaśliwymi synami Mikojanów. Ukochaną żonę Mołotowa, Polinę Żemczużynę, wyemancypowaną, silną kobietę, która położyła fundamenty pod radziecki przemysł kosmetyczny, aresztowano za syjonizm i zesłano na osiem lat, podczas gdy jej mąż nadal pracował w Politbiurze. Syn Berii i syn Żdanowa, zachęceni przez rodziców, zostali intelektualistami, podobnie jak wiele innych dzieci Kremla – prawie wszystkie zgodnie z życzeniem ojców trzymały się z dala od polityki i większość z nich skończyła studia. Przedstawiciele pokolenia córki Stalina, wojennego i powojennego, zakochali się w Ameryce; część z nich, w tym Swietłana, studiowała historię na Uniwersytecie Moskiewskim. Większość dzieci członków zespołu pozostała w bliskich relacjach z rodzicami, a w późniejszych latach podtrzymywała pamięć o nich; córka przywódcy stanowi godny uwagi wyjątek.

Kiedy maluje się portret grupowy, zwłaszcza taki, który uwzględnia kontekst towarzyski i rodzinny, właściwie nie da się nie uczłowieczyć modeli – Stalina także. Niektórzy mogą uznać to uczłowieczanie za nieakceptowalne, ponieważ odwraca ono uwagę od zasadniczego zła, jakie reprezentowali sobą opisywani ludzie. Ale gdybym przychyliła się do tego zastrzeżenia, musiałabym postawić Stalina i jego towarzyszy poza historią i zgromadzić ich niczym w getcie w specjalnym sektorze „czystego zła”, które nie podlega badaniu. Arendt, pisząc o zbrodniarzach nazistowskich, stwierdza, że zło jest banalne10. Znaczy to, inaczej mówiąc, iż popełniają je ludzie, którzy gdy przyjrzeć im się z bliska, okazują się mieć naturalne rozmiary. Dopóki wyobrażamy sobie, że są więksi i nadludzcy, nie potrafimy spojrzeć na świat z ich perspektywy i w związku z tym bardzo trudno nam zrozumieć, dlaczego zachowywali się tak, a nie inaczej. Oczywiście przyjmowanie perspektywy zbrodniarzy grozi tym, że zaczniemy usprawiedliwiać ich działania. Ale ryzyko przeciwne – że nie zrozumiemy, co się wydarzyło, ponieważ nie dowiemy się, jak aktorzy wydarzeń postrzegali swoje poczynania – jest dla historyka nawet groźniejsze.

Moje doświadczenie nie potwierdza zresztą poglądu, że jeśli prowadzi się badania dotyczące jakiejś osoby, to zaczyna się ją bardziej lubić. Bez wątpienia pewne rzeczy stają się znajome – obojętny, beznamiętny wyraz twarzy Mołotowa, gdy mu dokuczano, i jego bezruch, zakłócany tylko bębnieniem w blat palcami; nieokiełznana energia i cięty język Berii połączone z lizusowską postawą wobec przywódcy; wybuchowość Ordżonikidzego; właściwa Mikojanowi zdolność do unikania problemów i robienia swojego. Jeśli chodzi o Stalina, to z obecnych badań – poczynając od tych przeprowadzonych przez radzieckiego historyka Dmitrija Wołkogonowa podczas pierestrojki[5] – wynika, że był on o wiele mądrzejszy i bardziej oczytany, niż sądzono w latach osiemdziesiątych i wcześniej. Urok osobisty radzieckiego przywódcy nie ustępował jego okrucieństwu. Członkowie drużyny bali się go, ale także podziwiali go i szanowali, przekonani – słusznie – że ich kapitan należy do innej ligi niż oni, zwłaszcza jeśli chodzi o odwagę i przebiegłość. Choć z zewnątrz, oczywiście, ta odwaga wyglądała na obojętność wobec zabijania ludzi, a przebiegłość, często naznaczona sadystycznym rysem, przejawiała się w sprawnym wprowadzaniu ich w błąd. Cwany skurwiel – taka była moja najczęstsza prywatna myśl, kiedy czytałam jego dokumenty.

Wielu czytelników zapewne uważa, że przy pisaniu o tak wielkim złoczyńcy właściwe jest tylko nieustanne oburzenie. Ja jednak jestem zdania, iż praca historyka różni się od pracy oskarżyciela czy, dajmy na to, obrońcy. Głównym zadaniem historyka jest zrozumieć, a to co innego. Nie chcę przez to powiedzieć, że da się bez problemu zająć obiektywne stanowisko; niezależnie od tego, jak bardzo się staramy, wszyscy mamy jakieś uprzedzenia i z góry powzięte przekonania – „­widoku znikąd”11 namalować się po prostu nie da. Czytając prace innych badaczy, albo zaczynam wierzyć autorom (na podstawie sposobu, w jaki traktują źródła i przedstawiają dowody), albo tracę do nich zaufanie; w tym drugim przypadku zwykle przerywam lekturę. Mam nadzieję, że moi czytelnicy mi zaufają – ale jeśli tak się nie stanie, zawsze mogą skorzystać z tej drugiej opcji.

Wciąż jednak pozostaje pytanie, skąd patrzę, skoro nie mogę patrzeć znikąd. Historycy społeczni zajmujący się Związkiem Radzieckim – w tym ja sama w jednej z wcześniejszych prac, Stalin’s Peasants [Chłopi Stalina] – zasadniczo przyjmują perspektywę ofiar. Ale w historii politycznej ten punkt widzenia się nie sprawdza; chłopi z tamtej książki wygłaszali kategoryczne opinie o Stalinie, ale nie mieli okazji przyjrzeć się mu z bliska i nie dysponowali zbyt wieloma wiarygodnymi informacjami. W niniejszej pracy, badając radzieckiego przywódcę – który, czy mi się to podoba, czy nie, jest centralną postacią tej opowieści – przyglądam się mu z wnętrza jego zespołu. To perspektywa inna niż zwykle i myślę, że dostarcza ona nowych spostrzeżeń. Członkowie drużyny wodza wiedzieli o nim najwięcej, bo mieli bez porównania lepszy dostęp do informacji niż ktokolwiek inny i mnóstwo okazji do obserwowania. Co więcej, jako że byli jednocześnie towarzyszami broni Stalina i jego potencjalnymi ofiarami, postrzegali go w sposób złożony, a później, gdy ich kapitana w 1956 roku potępiono, musieli sobie jakoś z tą złożonością poradzić. Mam również, przyznaję, prywatny powód, dla którego lubię tę perspektywę. Radziecki przywódca zawsze się bał, że do jego najbliższego otoczenia wkradnie się szpieg. W tej książce takim szpiegiem jestem ja.

Wypada wspomnieć o źródłach. Archiwum Politbiura jest stosunkowo małe, po części ze względu na niechęć tej instytucji do protokołowania obrad (początkowo – w latach dwudziestych – owa niechęć wynikała z tego, że nie dało się powstrzymać krajowych i zagranicznych przecieków). Korespondencja Stalina z członkami zespołu stanowi kopalnię informacji na temat większości okresu przedwojennego; po wojnie prywatna korespondencja ustała, ale coraz dłuższe nieobecności przywódcy w Moskwie zaowocowały dużą ilością listów i telegramów, które wymieniał z Politbiurem jako całością. Radziecka historia jest pełna mitów, które wrosły zarówno w sowietologiczny, jak i w rosyjski folklor. Podchodzę do nich sceptycznie, ale mam świadomość, że mity czasem okazują się prawdziwe. Jeśli chodzi o lata pięćdziesiąte, korzystam z innego rodzaju folkloru, a mianowicie z listów obywateli do przywódców; te głosy składają się na coś w rodzaju greckiego chóru, który komentuje okres przejściowy i jego następstwa.