Nie wszystko jak w bajceTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sharon Kendrick

Nie wszystko jak w bajce

Tłumaczenie: Zbigniew Mach

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: The Sheikh’s Secret Baby

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Sharon Kendrick

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5204-1

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że Jasmine może mieszkać w takim miejscu. Zmarszczył brwi. Tutaj? W maleńkim domku w typowo angielskiej wiejskiej okolicy. Jego szeroka limuzyna ledwie się mieściła na wąskiej, biegnącej przez las drodze. Kobieta, która kochała gwar i zgiełk miasta, chowa się tam, gdzie diabeł mówi dobranoc? Co się stało?

Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Długo czekał na tę chwilę. Od dawna nie mógł – i wcale nawet nie próbował – przestać myśleć o zmysłowym ciele swojej byłej kochanki. Jego idealnych proporcjach. Najbardziej pamiętał jej jedwabistą skórę. Kusząco i delikatnie sterczące piersi. Wciąż czuł na wargach i twarzy smak jej pocałunków.

Podniecenie i poczucie rozpływania się w rozkoszy.

Dlatego zresztą postanowił sprawić jej niespodziankę.

Czemu nie? Wszystko przemawiało za tym, że pomysł był dobry. Oboje uwielbiali seks. Żadna inna kochanka tak go nie podniecała. Nie rozpalała takiego ognia. Od razu wybuchło między nimi gorące i pełne namiętności pożądanie. Tym głębsze, że nie mieli też żadnych nierealistycznych oczekiwań. Marzeń, o których później życie brutalnie kazałoby im zapomnieć. Nie prosili o niemożliwe. Romans dwojga dojrzałych ludzi znających granice, których nie mogą – i nie chcą – przekroczyć.

Krótki powrót do przeszłości nikomu jeszcze nie zaszkodził. Czemu nie zanurzyć się jeszcze raz w prostej zmysłowej rozkoszy? Tym bardziej, że jak nigdy potrzebował teraz chwili lekkiego wytchnienia.

Uśmiech zamarł mu jednak na wargach, gdy sobie uświadomił, że łamie własne zasady. Nigdy nie wracał do przeszłości. Ani do byłych kochanek. Gdy ożywiasz stary romans, kobieta może pomyśleć, że znaczył on coś więcej, niż w rzeczywistości było. A dla Zuhala zawsze znaczył tylko jedno – seks.

Jednak ponieważ i ona była na tyle realistką, by akceptować taki stan rzeczy, może raz los wybaczy mu złamanie jednej z własnych reguł. Tym bardziej, że już wiódł go po drodze, której wcale nie wybrał, a która miała zmienić całą jego przyszłość. W duszy przeklinał i opłakiwał swojego beztroskiego brata Kamala, ale zapewne nic już nie mogło sprawić, by wrócił i zacząć na nowo pisać historię, która nieuchronnie biegła ku zakończeniu.

Teraz jednak myślał tylko o Jasmine Jones i jej delikatnym jak jedwab ciele, które pozwoli mu zapomnieć o wszystkim oprócz pożądania i nieprzepartej chęci zaspokojenia. Była najbardziej czułą i najwspanialszą ze wszystkich jego kochanek.

Nie widzieli się półtora roku. Przez chwilę pomyślał, że może w tym czasie znalazła kogoś, ale natychmiast odrzucił taki scenariusz. Na takie podejrzenia nie pozwalało jego ego.

A jeśli jednak?

Wtedy uprzejmie się wycofa. W końcu jest władcą pustynnego królestwa, a nie barbarzyńcą. Choć przyznawał, że czasem jego kochanka budziła w nim najbardziej prymitywne i brutalne pożądanie. Mimo głębokiego zawodu, że nie może się znów zanurzyć w zmysłową rozkosz, jaką zawsze dawało mu jej ciało, odejdzie, życząc jej szczęścia.

Pchnął niewielką furtkę i wąską ścieżką ruszył w kierunku domku.

Po chwili doszedł do odrapanych drzwi wejściowych, z których całymi płatami odchodziła farba. Może przysłać kogoś, kto zrobi tu porządek, pomyślał. I zastukał kołatką…

Uniosła głowę znad maszyny do szycia i zmrużyła niewyspane, szczypiące oczy. Wczoraj szyła do późna. Otarła je wierzchem dłoni i westchnęła. Kogo tu niesie akurat wtedy, gdy ma rzadką sposobność zarobienia paru groszy? Przez chwilę miała ochotę w ogóle nie otwierać.

Po chwili przyszła jednak refleksja. Jeśli będzie stosować takie uniki, szybko stanie się jednym z tych zawsze smutnych i samotnych ludzi, którzy wpadają w panikę, słysząc pukanie do drzwi. Wzdragają się na każdy odgłos i boją wychylić nosa na świat. Dokonała w swoim życiu radykalnej zmiany, uciekając na wieś od zgiełku i harmideru miasta. Ale nie stała się przecież pustelniczką. Tym bardziej, że miejscowi okazali się ludźmi wyjątkowo przyjaznymi, co pomogło jej złagodzić skutki nagle podjętej decyzji o przeprowadzce.

Pewnie jakiś sąsiad.

Otworzyła skrzypiące drzwi.

Nie!

Z pewnością nie tak wygląda zwykły mieszkaniec angielskiej prowincji.

Stała w progu zaskoczona, nie wierząc własnym oczom.

Szok sprawił, że ugięły się pod nią kolana.

Czuła go w całym ciele i przez chwilę nie mogła się nadziwić, jak bardzo ten silny przypływ emocji przypomina pożądanie. Przyśpieszony puls i pąsowe policzki.

Niemożliwe!

A jednak.

Patrzyła na stojącego w drzwiach mężczyznę. Miała wrażenie, że śni, a przybysz za chwilę rozwieje się jak obłoczek dymu. Ten jednak stał w miejscu jak posąg wykuty z marmuru. Sam jego widok sprawiał, że serce ścisnęła jej długo skrywana tęsknota.

I od dawna tłumione… pragnienie.

Miał pociągłą smagłą twarz o ostrych władczych rysach. Nawet gdyby jego sylwetka nie emanowała dumą, wrodzonym dostojeństwem i godnością, sama twarz świadczyłaby o arystokratycznym pochodzeniu. Dodajmy lśniące kruczoczarne włosy i błyszczące niemal tak samo ciemne oczy. Złotawa karnacja idealnie współgrała z lekko orlim nosem i zmysłowymi ustami, jakich nigdy nie widziała u żadnego mężczyzny. Miał na sobie elegancki, skrojony na miarę garnitur, idealnie wyprasowaną koszulę i jedwabny krawat, co w osobliwy sposób przeczyło temu, kim naprawdę był nieznajomy.

Bo widziała jego zdjęcia w tabloidach ubranego w białawe powłóczyste szaty. Wyglądał jak wyjęty wprost z kart starych baśni i legend. Kolor szat uwypuklał jego smagłą i ciemną cerę. Krył się pod nimi idealnie zbudowany mężczyzna, którego ciało zahartowały dnie i tygodnie spędzane na jeździe konnej po nieprzyjaznych i wymagających od śmiałka bezwzględnego posłuszeństwa wobec sił natury piaszczystych pustyniach jego królestwa.

Mało jest takich miejsc na świecie.

Zuhal Al Haidar – szejk i książę. Drugi syn królewskiej rodziny wywodzącej się ze starożytnej dynastii, rządzącej bogatym w ropę naftową państwem Razrastan. Niedawno odkryto tu także ogromne złoża diamentów. Królestwo słynęło również z hodowli najlepszych na świecie ras koni wyścigowych.

Właśnie temu mężczyźnie oddała ciało i serce, choć… pragnął jedynie tego pierwszego. Musiała robić dobrą minę do złej gry, bo nie miała wyjścia. Powiedzmy inaczej – miała, ale oznaczałoby one odrzucenie jego niespodziewanych zalotów, którym nie mogła się oprzeć. Od czasu, gdy się rozstali, myślała o nim codziennie. Nigdy jednak nie sądziła, że znów go zobaczy, bo przecież brutalnie usunął ją ze swojego życia.

Musi o tym pamiętać! Że jej nie chciał. Wyrzucił z życia jak przeczytaną gazetę.

Co go sprowadza?

Nie była jednak kobietą naiwną. Już nie. Kiedyś rzeczywiście mogła sprawiać takie wrażenie, ale nie dziś. Od czasu ich rozstania dojrzała i zmądrzała. Musiała. Nauczyła się, że czasem musisz się zatrzymać i pomyśleć, co jest dla ciebie dobre w dłuższej perspektywie, a nie o tym, co rzeczywiście chciałabyś robić. Zamiast więc trzasnąć mu drzwiami przed nosem, uśmiechnęła się równie sztucznym, co miłym uśmiechem.

– Mój Boże! Zuhal… Co za niespodzianka! – odezwała się dziwnie spokojnym głosem.

Zmarszczył brwi. Z trudem ukrywał irytację, która zastąpiła radosne oczekiwanie na spotkanie. Nie takiego powitania się spodziewał. Winna przecież w uniesieniu rzucić mu się w ramiona. Nawet jeśli z racji dumy musi odegrać swoją gierkę kobiety, która nie ma zamiaru się poddawać, wciąż miał nadzieję, że dojrzy w jej oczach owo mroczne pożądanie, jakie świetnie pamiętał z przeszłości. Lub lekkie rozchylenie zmysłowych różowych warg nieświadomie zapraszających go do zatracenia się w kochaniu.

Ale w jej oczach dostrzegł tylko nieufność. I coś, czego przedtem nie znał. Tak jak nie znał stojącej przed nim kobiety. Pamiętał ją jako królową mody. Zawsze elegancko i pięknie ubraną, nawet jeśli z powodu pieniędzy był to strój skromny. Miała świetny gust i własny niepowtarzalny styl. Dlatego zwrócił na nią uwagę. Dzięki tym cechom została sprzedawczynią w eleganckim butiku należącym do słynnego londyńskiego Granchester Hotel.

 

Pamiętał jej opadające warkoczem na plecy blond włosy o odcieniu złocistego miodu. Jej sposób ubierania się, dzięki któremu, nawet mając na sobie dżinsy i zwykły sweterek, sprawiała wrażenie kobiety z klasą. Wiedzącą, że nie to, co nosimy, definiuje nasz styl, ale jak to nosimy.

Mówił sobie jednak, że ubiór nie ma znaczenia, bo był pewien, że wkrótce zobaczy ją bez niego. Liczyło się tylko jego dzikie pożądanie tej kobiety, które już burzyło mu krew żyłach. Ironia losu polegała na tym, że musiał opierać się władzy, jaką sprawowała nad jego zmysłami, nawet gdy jego ciało jej pragnęło.

Ściszył głos do aksamitnego szeptu, jak to czynił w przeszłości. Dwoje ludzi, którzy byli – i wkrótce znów będą – kochankami.

– Witaj, Jasmine.

Wciąż jednak patrzyła na niego nieufnie. Bez uśmiechu. Nie otworzyła szeroko drzwi, zapraszając go do środka. I w swoje ramiona. Żadnego uniesienia po półtorarocznej przerwie. Zamiast tego tylko z niedowierzaniem kiwnęła głową.

– Jak mnie znalazłeś?

Uniósł brwi. Nie tak lodowato witały się z nim jego byłe kochanki. Jej śmiałe pytanie ocierało się niemal o zwykłą bezczelność. Naprawdę miała zamiar przepytywać go jak prostego domokrążcę? Nie widzi nic zdrożnego w tym, że każe przyszłemu królowi Razrastanu stać w progu, zamiast zaprosić do wewnątrz?

– Nie powinniśmy porozmawiać w domu? – w jego głosie usłyszała dobrze jej znany ton nagany, który zwykle kazał poddanym stawać na baczność.

Uśmiechnęła się, ale widział, że jest to uśmiech wymuszony. Poczuł zakłopotanie, szybko jednak odzyskał panowanie nad sobą. Czy nie rozstali się w zgodzie? Lub przynajmniej na tyle zgodnie, na ile potrafi to mężczyzna kończący bardzo zadowalający go związek? Chociaż, jak pamiętał, różniła się od innych kochanek. Jako jedyna odmówiła przyjęcia pamiątki w postaci cennej biżuterii, którą zwykł darować im na rozstanie. Ku jego zaskoczeniu – i irytacji – odesłała mu wisior z diamentów i szmaragdów wraz z dołączonym liścikiem, że nie może przyjąć tak drogiego prezentu.

– Przykro mi, Zuhal, ale nie mogę cię zaprosić. To nie jest dobra pora… Gdybyś mnie uprzedził…

Nagle zrozumiał. Na pozór zaakceptowała ich rozstanie z godnością. Żadnych błagań czy napadów złości. Nie uroniła nawet jednej łzy. Przynajmniej nie w jego obecności. Ale nie była z kamienia. Była najbardziej seksowną kobietą, jaką spotkał, a pod jego okiem wprawnego kochanka dosłownie zakwitła. Rozbudził jej ciało i zmysły. Pokazał radość uprawiania seksu. Jak mógł oczekiwać, że wróci do celibatu?

Dlaczego jednak nie zastąpiła go kimś bardziej odpowiednim, kogo stać na więcej niż ten zapuszczony domek? Kto wziąłby z nią ślub. Może rzeczywiście winien ją uprzedzić. Ale od kiedy to szejk Zuhal Al Haidar dzwoni, zapowiadając swoją wizytę?!

Udawał opanowanego, ale nie mógł ukryć nagłego ukłucia zazdrości.

– Masz kogoś?

– Oczywiście, że nie! – Na jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia.

Odetchnął z ulgą. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że nieświadomie wstrzymywał oddech. Jak szybko zazdrość zmienia się w poczucie triumfu, a potem gorące, niecierpliwe wyczekiwanie na… coś więcej!

– To dobrze – uśmiechnął się. – Pamiętam, że rozstaliśmy się bez kłótni. Dziwię się więc, że nie chcesz mnie wpuścić. Przecież dziś byli kochankowie zostają przyjaciółmi. Nie miło powspominać dawne czasy?

Czuła, że jej ciało zaczyna ogarniać paraliż. Zerknęła za drzwi i dostrzegła zaparkowaną na drodze limuzynę. Gdzieś pewnie czają się też ochroniarze, pomyślała.

Mimo rosnącego lęku i ucisku w sercu starała się zachować pogodny wyraz twarzy. Dotąd była pewna, że dokonała właściwego wyboru. Jednak teraz, patrząc na jego sylwetkę i doskonale wyrzeźbione rysy, miała poczucie, że zalewa ją fala zwątpienia.

Co robić?

Jeśli go nie wpuści, pogłębi tylko jego podejrzenia. Pobudzi ciekawość, bo nie nawykł, by mu odmawiano. Czemu więc go nie zaprosić i nie dowiedzieć się, po co przyjechał, a następnie szybko pożegnać? Poczuła lekki wyrzut sumienia. Otworzyła drzwi szerzej. W tym momencie dostrzegł na jej palcu złoty pierścionek.

– Mówiłaś, że nikogo nie masz – odezwał się, zamykając za sobą skrzypiące drzwi.

– Bo nie mam.

– To skąd pierścionek? Wróciłaś do męża?

– Oczywiście, że nie. Wiesz, że zanim się spotkaliśmy, byłam już po rozwodzie.

Właściwie to nie ma prawa pytać o moje prywatne sprawy, pomyślała. Szybko powinna mu więc pokazać granice. Tyle że Zuhal nie stosował się do reguł zwykłych ludzi. Zresztą, czy rzeczywiście miała je jasno nakreślone? Poczuła kolejne bolesne ukłucie sumienia. Patrzył na nią aż nazbyt dobrze jej znanym wzrokiem mówiącym tylko jedno: pragnę twojego ciała. Z goryczą przypomniała sobie, że zawsze chodziło mu tylko właśnie o ciało. Nie proponował wspólnej przyszłości. Brał, nie dając nic w zamian. Teraz musiała się bronić przed powtórką z historii.

Zresztą już pewnie był mężem jakiejś księżniczki. Często przecież mówił wprost, że pewnego dnia tak się stanie.

Musi się go pozbyć jak najszybciej.

– Noszę pierścionek jako środek „odstraszający” i przypomnienie. Nie dlatego zresztą, że mężczyźni pchają się do mnie drzwiami i oknami – dodała, uprzedzając jego pytanie. – Po prostu w przeszłości dokonywałam złych wyborów partnerów. Potrzebuję więcej czasu dla siebie i mojej kariery.

– Jakiej? Dlaczego przestałaś pracować w butiku? Za mała pensja?

Wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru wtajemniczać go we wciąż kiełkujące, ale już całkiem realne plany założenia własnej firmy projektującej miękkie elementy wyposażenia wnętrz i ubranka dla dzieci. Nie jego sprawa.

– Daj spokój. Dotąd nie powiedziałeś, po co przyjechałeś – ucięła szybko, zmieniając temat.

Zupełnie zaskoczony Zuhal nagle uświadomił sobie, że może przeceniał siłę swojego wpływu na nią. Możliwe, że wcale nie była aż tak na zabój w nim zakochana, jak myślał w swoim narcyzmie. Po prostu – przespała się z nim, w ogóle o tym nie myśląc. I tyle. Jej uległa i nieżądająca niczego postawa działała jak balsam na jego rozedrgane zmysły. Pamiętał, jak zawsze bardzo pragnęła go zobaczyć. Teraz jednak jej widoczny brak zainteresowania paradoksalnie wzbudzał w nim wyjątkową chęć zwierzenia się jej.

Podszedł do okna i wyjrzał na mały ogródek.

– Wiesz, że Kamal zniknął? Sądzimy, że nie żyje.

– Jak to…? Nie żyje…? – Z trudem wydobywała z siebie słowa. – Nie wiedziałam. Nigdy go nie spotkałam, ale pamiętam, że było was tylko dwóch…

– Trzymaliśmy wszystko w tajemnicy tak długo, jak to było możliwe. Teraz jednak wie cała opinia publiczna. Nie słyszałaś?

– Nie. Rzadko czytam gazety i oglądam telewizję. Na świecie dzieje się tyle zła. Co się stało?

Miał nadzieję, że obejmie go, pocieszy i uśmierzy ból. Tego właśnie pragnął ponad wszystko. Poczuć ciepło jej ciała mówiące, że brat żyje, a nie kona gdzieś na bezlitosnej dla wędrowców pustyni. Ale nie wykonała żadnego ruchu. Stała w drugim końcu pokoiku. W jej jasnozielonych oczach malowało się przygnębienie. Język ciała pozostawał jednak nieugięty, jakby nie wiedziała jak się zachować.

Szybko doszedł do siebie i zaczął mówić w sposób swobodny, jak nigdy przedtem. Niepostrzeżenie jego głos nabrał twardego tonu prawdziwego syna pustyni.

– Choć Kamal był królem Razrastanu ze wszystkimi wynikającymi z tej roli obowiązkami, nigdy nie pozbył się młodzieńczej beztroski. Był typem szalonego śmiałka szukającego adrenaliny. Trenował najbardziej niebezpieczne sporty. Ojciec próbował go stopować, ale matka przeciwnie – zachęcała. Zdobył licencję pilota. Jeździł na nartach po najtrudniejszych trasach świata. Nurkował i uprawiał górską wspinaczkę. Wszędzie był pierwszy. Koronacja nieuchronnie osłabiła te hobby, ale i tak często rankiem dosiadał swojego ukochanego wierzchowca i gnał po pustyni. Mówił, że wtedy najlepiej mu się myśli. Sam zresztą mam to po nim. Tak stało się też pewnego feralnego ranka. Nie wrócił do zachodu słońca. Mówią, że jeśli wpadniesz w burzę piaskową, trzeba cudu, byś wyszedł z niej żywy. Jakby szatan rozpętał wszystkie swe siły do walki z człowiekiem. Piasek wciska się we wszystkie pory skóry. Tamuje oddech. Nigdy nie znaleziono ani jego, ani konia. Pustynia szybo zasypuje ciała ofiar tonami piasku.

Słuchała z przerażeniem i troską w oczach.

– I co teraz? Tak bardzo ci współczuję – wyszeptała.

– W myśl prawa przez siedem lat nie można uznać go za zmarłego. W tym czasie jednak kraj musi mieć króla. Dlatego zgodziłem się rządzić podczas jego nieobecności. Oznacza to, że jeśli nie wróci w tym czasie, będę sprawował obowiązki króla jako szejk-regent, bo jestem jedynym żyjącym dziedzicem tronu.

Na słowo „dziedzic” znów poczuła lęk w sercu. Po plecach spłynęły jej kropelki potu.

Wie?

To po to przyjechał, pomyślała przerażona.

Nie! Oczywiście, że nie. Gdyby miał jakiekolwiek podejrzenia w kwestii tego, co stało się w tym czasie w jej życiu, nie stałby z tym ponurym wyrazem twarzy, mówiąc o swojej nowej roli władcy. Dobrze, że przestała czytać gazety i oglądać telewizyjne wiadomości.

– A twoja żona? Szczęśliwa, że jest małżonką władcy?

– Nie mam żony… – Popatrzył na nią kompletnie zaskoczony.

– Sądziłam, że zaraz po naszym rozstaniu zacząłeś się spotykać z księżniczką z sąsiedniego królestwa. Miała chyba na imię… Zara…

Zmrużył oczy i spojrzał na nią przeciągle.

– Nie. Była ostatnią z długiego szeregu księżniczek, z którymi próbowano mnie wyswatać. Nie pasowaliśmy do siebie. Poza tym wtedy nie było to jeszcze nic pilnego. Teraz oczywiście jest inaczej. Rządzę królestwem i muszę mieć obok siebie żonę.

– Ach tak… – Jej serce zabiło nieoczekiwaną nadzieją. Szybko się jednak opanowała. Nie czas na mrzonki, pomyślała. – Ale wciąż nie wiem, po co przyjechałeś? – zapytała ostrożnym głosem.

Podniósł dłonie do góry, jak człowiek gotów w końcu się poddać.

– W przyszłym miesiącu moje życie zmieni się nie do poznania. Zostanę oficjalnie szejkiem-regentem. Mieszkańcy Razrastanu wciąż jednak są pogrążeni w smutku i niepewni przyszłości. Kraj potrzebuje stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Wszystkie oczy patrzą na mnie. Ale tym razem nie mogę przebierać, lecz szybko ożenić się z kimś odpowiednim. Z kobietą, w której żyłach płynie królewska krew. Niestety, nie z rozwiedzioną angielską dziewczyną… gdybyś żywiła taką nadzieję…

– Nie żywię – odparła wściekła nie tyle na niego, co na siebie, że w ogóle przez chwilę pozwoliła sobie na taką naiwność.

Czy nie nauczyła się niczego, będąc cichą kochanką, którą można porzucić jak zbędny przedmiot?

– I po to przyjechałeś? By pogadać o swoim małżeństwie? Czego oczekujesz? Porady?

– Nie. Chcę ciebie, piękna Jasmine. – Podszedł do niej i niespodzianie wziął ją w ramiona. Jego ciemne oczy błyszczały pożądaniem. I bólem. I czymś jeszcze. – Jestem tu, bo czuję się pusty i pragnę cię. Tylko ty możesz ukoić moją tęsknotę.

Powinna rzucić mu w twarz, że nie jest kawałkiem drewna, które się wyrzuca, a potem podnosi zależnie od kaprysu. Dlaczego tego nie robi? Dlaczego jego męski dotyk odbiera jej resztki silnej woli? Wie przecież, że „tęsknota” znaczy dla niego seks, a ona przez króciutką, szaloną chwilę, miała nadzieję, że on mówi o własnym sercu. Pozwoliła mu więc unieść palcem swój podbródek dokładnie w chwili, gdy jego usta przywarły do jej ust. Gdy tylko ich wargi się spotkały, poczuła jego bliskość tak głęboko, że zapomniała o wszystkim.

Nie powinna pozwalać jego dłoniom błądzić pod swoim robionym na drutach swetrem i obejmować piersi dobrze znanym zmysłowym dotykiem. Jego palce już jednak dotykały jej nabrzmiałych sutków. Delikatnie je ściskały. Pieściły.

Tymczasem druga dłoń wsunęła się pod jej dżinsy i zaczęła pieścić nagą jedwabistą skórę. Mimowolnie wciągnęła brzuch, dając mu więcej miejsca. Przyciągnął ją mocniej do siebie. Czuła jego twardą męskość… Instynktownie lekko rozsunęła nogi…

Jednak w tej samej chwili doszło do niej, po co przyjechał. I myśl ta podziałała na nią jak lodowato zimna woda. Wróciło poczucie lęku. Wzięła głęboki oddech i spojrzała mu prosto w oczy.

– Przyjechałeś tylko dlatego, że chcesz seksu ze mną, Zuhal? – spytała cierpkim głosem.

 

Jej pytanie zaskoczyło go, ale gdy wzruszył ramionami, zrozumiała, że jej lęk nie był bezpodstawny.

– Chcesz fizycznego relaksu? Rozładowania napięcia? Łatwego i prostego seksu, zanim wrócisz do domu w poszukiwaniu odpowiedniej żony?

Na jego twarzy przez chwilę dostrzegła wyraz zawstydzenia, który szybko jednak ustąpił buntowniczemu nastawieniu.

– A czego oczekiwałaś? Że konserwatywnym mieszkańcom Razrastanu przedstawię zagraniczną rozwódkę jako przyszłą żonę?

Jego oczy płonęły.

– Obie wiedzieliśmy, że nasz związek nie ma żadnej przyszłości. Tak jak oboje nagle poczuliśmy, że jesteśmy stworzeni do tego, by uprawiać seks i nawzajem się pożądać. Między nami wciąż iskrzy, Jasmine. Nic się nie zmieniło. Gdy cię dotykam, całe twoje ciało ożywa pragnieniem. Przyciąga moje jak magnes. Czemu to marnować? Nie dać sobie tego, czego pragniemy? Kochać się? Znów zanurzać w szaleństwo rozkoszy?

Słuchała tych aroganckich słów w osłupieniu. Czy takie podejście nie usprawiedliwia właśnie twardych decyzji, jakie musiała podjąć? Chciała powiedzieć, jak bardzo się myli, nazywając prosty seks kochaniem… gdy nagle dochodzący do nich z drugiego pokoju odgłos sprawił, że zapomniała o wszystkim.

Znała go aż za dobrze...

Odsunęła się od Zuhala, mając nadzieję, że Darius tylko na chwilę zakwilił przez jakiś piękny i radosny sen. I zaraz znów głęboko zaśnie.

Kwilenie jednak stawało się coraz głośniejsze. Za chwilę zmieniło się w płacz, a końcu w donośny krzyk. Twarz szejka znieruchomiała.

– Co to jest? – spytał wyraźnie zaniepokojony i zdenerwowany.

Gra dobiegła końca. Nie ma sensu odwracać jego uwagi i udawać, że chodzi o dziecko koleżanki, którym chwilowo się opiekuje. Nie może dłużej niczego ukrywać. Nie tylko dlatego, że i tak szybko wyszłoby na jaw, że kłamie. Nie. Musi powiedzieć prawdę. Czy nie tego – choćby tylko podświadomie – zawsze pragnęła?

– Co to jest, Jasmine? – powtórzył już wyraźnie groźnym głosem.

Powoli uniosła głowę i popatrzyła mu w oczy.

– To mój, a raczej nasz syn. Darius.