3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Paryż 885-886

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Paryż 885-886
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Słowo wstępne

Wikingowie przeciwko Frankom

Wyprawa Zygfryda i Gotfryda w 879 roku, Wielka Armia

Paryż w przededniu oblężenia

Oblężenie Paryża 885–886

Wielka Armia w Burgundii, powrót pod Paryż

Król Odon, pożegnanie wikingów z Paryżem

Dalsze losy Wielkiej Armii

Rollo i księstwo Normandii

Mapy

Fotografie

Tabela starć zbrojnych

Bibliografia

Indeks osób

Indeks geograficzny

Okładka


Zapraszamy na stronę Wydawnictwa

www.bellona.pl

Księgarnia internetowa

www.swiatksiazki.pl

Dołącz do nas na Facebooku

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Ilustracja na okładce: Łukasz Mieszkowski

Redaktor prowadzący: Zofia Gawryś

Redaktor merytoryczny: Dorota Szatańska

Redaktor techniczny: Beata Jankowska

Korekta: Grażyna Ćwietkow-Góralna, Joanna Proczka

Copyright © by Bellona Sp. z o.o., Warszawa 2018

Copyright © by Robert F. Barkowski 2018

Wydawca

Bellona Sp. z o.o.

ul. J. Bema 87

01-233 Warszawa

ISBN 978-83-11-15592-3

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Bratu Maciejowi

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Słowo wstępne

W dniu 24 listopada 885 roku młody mnich Abbo przechadzał się wczesnym rankiem po murach obronnych Paryża, gdy nagle ujrzał na horyzoncie mrożący krew w żyłach widok. Sekwaną nadpływały, owiane straszliwymi legendami, łodzie wikingów niosące na pokładach niezliczone zastępy okrutnych skandynawskich wojowników. Abbo naliczył 700 samych tylko „długich okrętów”, wymieszanych z setkami pomniejszych jednostek. Flota wikingów wysadziła na ląd pod Paryżem około 30 tys. wojowników dowodzonych przez plejadę różnej rangi wodzów, jarlów, nawigatorów, nad którymi główną komendę sprawował „król morski” Zygfryd w towarzystwie jarlów Rollo i Sinrica. Tak Wielka Armia, złożona niemal wyłącznie z duńskich wikingów, dotarła pod Paryż. W mieście znajdowało się zaledwie 200 rycerzy wraz z pocztami, nad którymi czuwał Odon, od 882 roku hrabia Paryża, i biskup paryski Gozlin. Nie mogli liczyć na szybką odsiecz, gdyż cesarz Karol Gruby znajdował się akurat z większością sił zbrojnych na wyprawie wojennej w Italii. Wikingowie zapragnęli zwyczajowego w takich okolicznościach wysokiego trybutu i swobodnego przepływu w górę Sekwany. Paryż leżał bowiem na wyspie pośrodku Sekwany, a dwa mosty łączące wyspę ze stałym lądem przegradzały rzekę nieprzebytą zaporą. Żądania wikingów zostały odrzucone. Następnego dnia rozpętało się piekło oblężenia na taką skalę, jakiej paryżanie do tej pory nie doświadczyli. Paryżem targały nieustanne szturmy, walki na murach i pod bramami, brutalne zmagania o kasztele wieńczące przyczółki mostowe, dziesiątki krwawych potyczek dziennie przy udziale setek machin oblężniczych, do tego niebo zasnute tysiącami frunących w obie strony pocisków. Niespodziewane wypady rycerstwa frankijskiego, przemyślne fortele wikingów, zacięty bój na okrągło – i tak przez cały niemal rok (jedenaście miesięcy)!

Oblężenie Paryża w latach 885–886, widziane oczami mnicha Abbo, stanowiło punkt kulminacyjny trwającego od 879 do 892 roku najazdu wikińskiej Wielkiej Armii na ziemie Franków. Niniejsza publikacja opisuje tło, początki, przebieg, zakończenie i skutki tych wydarzeń w sposób popularnonaukowy, pieczołowicie opracowany na podstawie pisemnych źródeł historycznych i cennych publikacji uznanych historyków. Jednocześnie książka napisana jest stylem i językiem umożliwiającym Czytelnikowi poczucie obcowania z fabułą opisywanych wydarzeń, by tok narracji przekazał mu wiedzę historyczną zrozumiale i zarazem ciekawie, bez umniejszania wartości merytorycznej.

W pierwszej części publikacji nakreślono przyczyny kolejnych wikińskich najazdów na ziemie Franków, począwszy od początku IX wieku, na które złożyły się wielorakie procesy społeczne i polityczne po obu stronach konfliktu.

Następnie ukazany jest szlak bojowy Wielkiej Armii, która – opuściwszy Danię w 878 roku z zamiarem najechania Anglii – srodze się zawiodła, gdyż po dotarciu do Tamizy okazało się, że ich pobratymcy pod wodzą Guthruma rozlokowali się już tam na dobre. Co gorsza, na nieproszonych gości czekały siły zbrojne bezlitosnego dla wikingów króla Wessexu Alfreda Wielkiego. Nie ma łupów, nie ma ziemi, żadnej sławy – wstyd wracać do Danii… Na nic jednak żale. Dowodzący wikingami Zygfryd i Gotfryd szybko skierowali flotę na rozciągające się za kanałem La Manche ziemie Franków – królestwa zachodnio- i wschodniofrankijskie z przedzielającą je Lotaryngią; pokryte licznymi klasztorami, kościołami i bogatymi miastami, pękające wręcz od nagromadzonych kosztowności: złota, srebra, kamieni szlachetnych, sprzętu liturgicznego i pozostałego dobra. Mnóstwo było tam ludu do brania w niewolę, a iluż biskupów, opatów, mnichów i rycerzy znacznych, obiecujących sowite okupy. Poza tym sukces najazdu zapowiadał chaos targający królestwami Franków: walki wewnętrzne osłabiające ich potencjał organizacyjny i militarny, spory dynastyczne pomiędzy Karolingami, zwady i prywatne wojny między rodami możnowładców, samowola panów feudalnych. Wikingowie wylądowali w 879 roku w Calais i kontynuowali przez kolejne 6 lat systematyczne łupienie, mordowanie, palenie i niszczenie wszystkiego, co stanęło im na drodze. Od Nadrenii po Sekwanę, od Fryzji po wzgórza Lasu Ardeńskiego. Ich zagony pojawiały się wszędzie, niczym macki wielkiej hydry. Wściekłości wikińskiego walca nie oparło się prawie żadne miasto (od Akwizgranu i Kolonii po Rouen), klasztor, kościół, posiadłość feudalna. Nierzadko jednak dostawali też porządne cięgi i przegrywali sromotnie wielkie bitwy, gdy tylko Frankowie pod komendą uzdolnionych dowódców (np. król Ludwik Młodszy, hrabia Henryk z frankijskich Babenbergów[1]) potrafili się zorganizować i rzucić na nich rycerstwo złożone głównie z osławionych ciężkozbrojnych jeźdźców.

Tak dotarli w listopadzie 885 roku pod Paryż, rozpoczynając tytułowe oblężenie, co jest tematem trzeciego, najobszerniejszego rozdziału książki. Opis oblężenia oparłem na wspomnianej powyżej relacji świadka wydarzeń, mnicha Abbo. Właśnie dlatego, że spisana przez naocznego obserwatora, owa relacja Abbo pt. Abbonis Bella Parisiacae urbis jest bardzo ważnym dokumentem historycznym, kopalnią wiedzy na temat przebiegu samego oblężenia, związanych z nim postaci, rodzajów broni, taktyki i technik militarnych. Słów kilka o samym autorze i jego dziele. Abbo, z przydomkiem Koślawy (łac. Cernuus), był mnichem benedyktyńskim w klasztorze Saint-Germain-des-Prés (wówczas poza Paryżem, na lewym brzegu Sekwany), dostąpił z czasem zaszczytu zarządzania tamtejszym szpitalem dla pielgrzymów. W trakcie oblężenia miał około 16–18 lat. Dzieło opisujące walki o Paryż zaczął tworzyć najwcześniej po 29 lutego 888 roku (kiedy Odo został królem, tytułem określanym przez Abbo), zakończył zaś najpóźniej przed 1 stycznia 898 roku (śmierć Odo, o czym nie wspomniano w dziele). Znamy dwie intencje, dla których Abbo przystąpił do pisania, ponieważ wymienia je osobiście w dedykacji dzieła poświęconej swemu bratu Gozlinowi[2]: potrzeba doskonalenia się (causa exercitacionis) w tworzeniu poezji i zamiar uwiecznienia na piśmie trwałego przykładu na przyszłość dla wszystkich broniących swych miast przed zagrożeniem. Ostatecznie powstał epos (tutaj poemat epicki), którego tylko dwie pierwsze księgi dotyczą walk o Paryż, uzupełnione o pozostałe zmagania Franków z wikingami[3]. Księga pierwsza poświęcona jest niemal wyłącznie wydarzeniom pod Paryżem 885–886, natomiast księga druga, pomimo podtytułu Orditur secundus bellorum Parisiacae polis codicellus, zawiera już niewiele informacji o samym mieście, a jedynie strzępki historii królestwa zachodniofrankijskiego. W księdze drugiej opis walk o Paryż kontynuowany jest do wersu 490. Na historyka zajmującego się eposem Abbo czeka dodatkowa trudność: język i styl autora. Abbo, niekryjący szczególnego zamiłowania do pojęć i doznań niebywałych, szczególnych, odległych i okrytych całunem nieznanego, stworzył wiele zagadek, trudnych do rozszyfrowania już dla samych językoznawców. Dla przykładu: zamiast użyć określeń obiegowych, wybierał często najbardziej odległe znaczenie danego słowa. Między innymi z tych względów istniejące na chwilę obecną pięć przekładów oryginału (1 duński, 3 francuskie, 1 angielski) nie zadowalają w pełni krytyków i wymagają pewnych korekt. Wyjątek stanowi tu tłumaczenie szóste (niemieckie), lecz nie obejmuje ono całości oryginału[4]. Dzieło Abbo nadal stanowi wyzwanie dla historyków i filologów. I na koniec jeszcze jedna uwaga. W eposie autor nie krył uwielbienia i podziwu dla dowodzących obroną Paryża hrabiego Odona, biskupa Gozlina i jego bratanka opata Ebolusa, upiększając tekst elementami panegiryku. Oblężenie zakończyło się… no właśnie, trudno jednoznacznie wskazać na wygranych i przegranych. Wikingowie nie zdobyli Paryża, ale dzięki ustępliwej (według wielu ówczesnych pisarzy wręcz graniczącej z tchórzostwem) postawie cesarza Karola Grubego otrzymali niebotyczny okup i prawo ominięcia Paryża, czyli pożeglowania w górę Sekwany w celu złupienia Burgundii. Tyle że paryżanie pod wodzą Odona nie zaakceptowali decyzji cesarza i ukarali srogo wikingów powracających z grabieżczych najazdów. A zatem na tę chwilę zarówno miasto, jego obrońcy, jak i Odo zaliczyć się mogli do zwycięzców. Paryż urósł do roli przyszłej stolicy państwa, zaś Odo dostąpił królewskiego zaszczytu, stając się protoplastą dynastii Kapetyngów. Wikingowie obłowili się, lecz za cenę ogromnych strat w sprzęcie, ludziach i urażonej dumy. Mimo to wśród nich znajdował się jeden zwycięzca, o czym będzie w opisie przedostatniego rozdziału.

 

W kolejnych trzech rozdziałach zawarłem przeplatające się nawzajem dalsze losy Wielkiej Armii i Odona. Bohaterstwo Odona wykazane w obronie Paryża usilnie przyczyniło się do uzyskania przez niego korony królewskiej. Nadal jednak uwijał się zbrojnie w pogoni za poszczególnymi kontyngentami Wielkiej Armii, która pod koniec przygód na ziemi Franków zawitała do Bretanii. Tam przegrali z kretesem bitwę przeciwko rycerstwu bretońskiemu i opuścili ostatecznie kontynent w 892 roku, kierując flotę do punktu wyjściowego z 879 roku – wschodniej Anglii u ujścia Tamizy.

Wspomniany już rozdział przedostatni poświęcony został wikińskiemu zwycięzcy spod Paryża: Rollo. Ów waleczny i charyzmatyczny jarl powrócił na początku X wieku na ziemie zachodniofrankijskie, by po dramatycznych bojach w 911 roku uzyskać od króla Karola Prostaka nadanie lenne w postaci ziem wokół Rouen nad dolną Sekwaną – zalążka księstwa Normandii.

W końcowym rozdziale następuje podsumowanie wydarzeń opisanych wcześniej w publikacji, a całość zamyka obszerna tabela przedstawiająca chronologicznie najazdy wikińskie na ziemie Franków. Tak się przedstawia w skrócie zawartość książki.

Książkę napisałem na podstawie pisemnych źródeł historycznych i publikacji naukowych wymienionych w załączonej bibliografii. Większość dzisiejszej wiedzy dotyczącej epoki wikingów, w tym opisywanego w niniejszej publikacji okresu najazdu Wielkiej Armii na ziemie Franków w latach 879––892, pochodzi z tekstów napisanych przez naocznych świadków wydarzeń, bliskich potomków wikingów i historyków średniowiecznych[5]. Tak jak każdy tekst, również te są naznaczone poglądami ich autorów oraz czasem, w którym powstawały. A ponieważ w większości źródeł opisane są grabieżcze najazdy wikingów, więc i treść ich jest odpowiednio zabarwiona przez ich autorów – niemal bez wyjątku pisarzy chrześcijańskich, z punktu widzenia ofiar tychże najazdów. Z kolei skandynawscy pisarze i historycy w średniowieczu starali się ukazać wikingów w jak najlepszym świetle. Drugim, odrębnym działem zawierającym informacje o wikingach jest literatura staronordycka powstała na terenie Skandynawii dopiero w XII wieku. Składają się na nią poetyckie i prozaiczne pieśni skaldów (Edda) o bogach i bohaterach oraz epiczne sagi o bohaterach, władcach, królach. Spisane na podstawie przekazów ustnych, stanowią mieszaninę fikcji z prawdziwymi wydarzeniami i postaciami historycznymi – dlatego traktowane są przez historyków ze szczególną ostrożnością, i nie można ich bezwiednie wykorzystywać jako wyłącznych materiałów źródłowych. Pierwszymi sagami były spisywane od około 1150 roku tzw. sagi królewskie (Konungasögur) zawierające historyczne wydarzenia towarzyszące władcom Norwegii, Danii i Szwecji. Wśród nich na wielkie uznanie zasługuje Heimskringla (o królach norweskich), której autorem jest islandzki poeta i historyk Snorri Sturluson. Na drugim planie istnieją powstałe dopiero od XIII wieku sagi rodzinne Íslendingasögur. Najmłodsze z nich to spisane w większości w XIV wieku sagi mityczno-heroiczne Fornaldarsögur przepełnione wyłącznie fantastycznymi bajkami i heroicznymi mitami. Współczesny badacz dziejów podejmujący się opisania wydarzeń z epoki wikingów staje ponadto przed dwiema innymi trudnościami: zmierzenie się z obiegowym wizerunkiem epoki wikingów stworzonym przez media i z wikińskim mitomaństwem. Medialny oddźwięk, nakręcający spiralę masowego zainteresowania epoką wikingów poprzez literaturę prozaiczną i filmy, nie zawsze idzie w parze z zachowaniem obiektywnego spojrzenia i chętnie żongluje faktami historycznymi w celu stworzenia fikcji ahistorycznej. Tak i w przypadku ogromnie popularnego serialu Wikingowie (2013 rok, 4 sezony, prod. Michael Hirst dla kanału telewizyjnego History), o czym należy nadmienić, gdyż scenariusz dotyczy wielu wydarzeń będących tematem niniejszej publikacji, a szczególnie oblężenia Paryża. Serial pod wieloma względami prezentuje się wyśmienicie, ot, chociażby sceny batalistyczne czy dramaturgia, przy wykorzystaniu tła historycznego z wieloma elementami fikcyjnymi. Sam twórca serii, Michael Hirst, przyznał: „Bazujący twardo na historycznych faktach film oglądałoby paruset, no może kilka tysięcy widzów. Ale my chcemy dotrzeć do milionów widzów”[6]. Tyle że film miesza fakty historyczne i postacie rozrzucone na przestrzeni całego IX wieku, które nie mają ze sobą najmniejszego powiązania – i na to trzeba zwrócić uwagę. Historyczny Ragnar najechał Paryż w 845 roku (pierwszy historyczny atak na miasto, drugim było splądrowanie go w 856 roku), zaś niniejsza książka opisuje przebieg trzeciego pobytu wikingów pod Paryżem, tj. oblężenie, do którego doszło w latach 885–886; na tyle zgadzają się fakty. Natomiast Rollo i hrabia Odo z filmu nie mogli być pod Paryżem w 845 roku, gdyż są postaciami historycznymi z tytułowego oblężenia w 885 roku. Nota bene Rollo nie był bratem Ragnara. Scena z fortelem Ragnara – jako trupa wniesiono go do paryskiej katedry, po czym raptem ożył i zabił biskupa – odbyła się tak naprawdę w 859 roku, na dodatek w dalekiej Italii, w mieście Luna, a pomysłowym wikingiem był Hasting, prawdopodobnie jeden z synów Ragnara (wydarzenie to opisuję szczegółowo w książce). Wspominam o tym jedynie po to, by zapobiec ewentualnym irytacjom. Autor książek popularnonaukowych musi po prostu uważać, by nie ulec bezwiednie informacjom emitowanym przez medialne przekazy o charakterze rozrywkowym, gdyż łatwo wtedy o błędne przedstawienie faktów, zdarzeń i postaci historycznych.

Natomiast bardzo groźne okazało się wykorzystanie mieszaniny skandynawskich i ogólnie nordyckich mitów przez twórców i propagatorów ideologii nazizmu w Niemczech. Inspiracją dla stworzonej przez kompozytora Ryszarda Wagnera w latach 1853–1874 monumentalnej opery Pierścień Nibelunga były źródła tkwiące we wczesnogermańskiej mitologii i staronordyckich sagach. W dziele Wagnera (niezaprzeczalnie wartościowym pod względem artystycznym), dramatycznym i muzykalnym odtworzeniu mitów, interpretowanych w fascynującym, a zarazem nieprzejrzystym świetle filozofii romantycznej, mity te zyskały w szerokiej masie narodu niemieckiego nowe, religijne znaczenie (Zygfryd, tragiczny germański bohater) – jako patetyczna i doniosła manifestacja niemieckiego ducha. Promowane przez bawarskiego króla pokazy opery w Bayreuth stały się szybko uświęconym narodowym rytuałem o kolosalnym wymiarze. Gdy pod koniec XIX wieku wagnerowską mistykę stopiono z koncepcją nadczłowieka w elitarnej filozofii Friedricha Wilhelma Nietzschego oraz imperialnymi ambicjami i rasistowskimi poglądami o niemieckiej wyższości, nie trzeba było dużo czasu, by niektórzy Niemcy zaczęli się uważać za naród panów, a wikingów – za własnych rasowych przodków i wzór do naśladowania dla ujarzmienia ludów „niższych” w krajach sąsiednich. W niecałe dwadzieścia lat po katastrofalnej klęsce Niemców w I wojnie światowej idee te zostały przekształcone przez Adolfa Hitlera i jego zwolenników w programową ideologię partii nazistowskiej. Po zdobyciu władzy w 1933 roku niemieccy narodowi socjaliści wydali walkę kulturze „dekadenckiej” w celu zastąpienia jej wersją „aryjską” – opartą na dziedzictwie wikingów, staronordyckich mitach i niemieckiej kulturze „ludowej”[7]. Po II wojnie światowej nazistowska wersja entuzjazmu dla epoki wikingów naturalną koleją rzeczy odeszła w niebyt. Zastąpiono ją normalnym spojrzeniem na ten popularny temat. Nigdy jednak nie wiadomo, czy zaszczepiona przez nazistów trucizna nie trafi na podatny grunt.

Dzieje wikingów – w niniejszej publikacji obracające się wokół przygód Wielkiej Armii, oblężenia Paryża i czynów takich bohaterów, jak Gotfryd, biskup Gozlin, Rollo czy król Odon – są fascynującym tematem. A zatem, drogi Czytelniku, zapraszam do lektury.

Vetralla/Rzym 18.10.2017

Robert F. Barkowski

1 Babenbergów frankijskich (zwanych również Popponami) nie należy mylić z bawarskimi Babenbergami.

2 Proszę nie mylić z obrońcą Paryża – biskupem Gozlinem, aczkolwiek historycy na podstawie zbieżności imion wyciągają wniosek, że rodzina Abbo była spokrewniona z Rorgonidami – nazwa rodu od hrabiego Maine i Rennes Rorgona I (770–840), dziadka biskupa Gozlina.

3 Księga III jest pomyślana przez poetę jako podręcznik dla duchownych i nie zawiera żadnych opisów historycznych wydarzeń.

4 Tłumaczenie najwyższej wartości i jakości ze wszystkich dostępnych, niestety ograniczone. (A. Pauels, Abbo von Saint-Germain-des-Prés- Bella Parisiacae urbis, Buch I) jedynie do I księgi eposu Abbo.

5 Dla przykładu: Abbo i Regino, opat klasztoru w Prüm (bezpośredni obserwatorzy); Dudo von Saint-Quentin (normański potomek i historyk); Saxo Grammaticus, Adam z Bremy (historycy).

6 Zaczerpnięte z artykułu: Tom Gilbert, Vikings Come Ashore in a New Light, „The New York Times”, z 22 lutego 2013.

7 Friedrich w. Haack, Wotans Wiederkehr. Blut-, Boden- und Rasse-Religion.

Wikingowie przeciwko Frankom

Na początek warto pokrótce zaprezentować uzbrojenie i opisać aspekty sztuki wojennej.

W przededniu wybuchu trwających ponad sto lat wojen pomiędzy Frankami a wikingami frankijskie siły zbrojne stały na najwyższym poziomie rozwoju militarnego ówczesnej Europy, zarówno pod względem technicznym, jak i arkanów sztuki wojennej. Po części wynikało to z dziedzictwa przejętego po Rzymianach przez władców dynastii Merowingów, kontynuowanego i rozwijanego przez Karolingów. Karol Wielki stworzył jazdę pancerną, dumę i główną siłę uderzeniową armii frankijskiej. Rozległe imperium pozwalało na mobilizację wielkich armii, zaś rozwój gospodarczy – na zapewnienie uzbrojenia najlepszej jakości. Pod sprawnymi rządami władcy lokalni hrabiowie i biskupi oraz pozostali możnowładcy szybko i skutecznie organizowali wokół siebie liczne oddziały konnicy, lekkiej i ciężkozbrojnej, złożone przeważnie z wasalnych poddanych – rycerzy, zawodowych wojowników, drużyny przybocznej i rycerstwa służebnego (nieposiadającego własnej ziemi). Do tego dochodziły, w zależności od potrzeby i rodzaju planowanej operacji, oddziały milicji, np. w celu obsadzenia murów obronnych. U wikingów organizacja sił zbrojnych była prosta: słynny z poprzednich czynów przywódca, członek bogatego i znaczącego rodu lub wręcz przedstawiciel rodu dynastycznego organizował wokół siebie większe lub mniejsze bandy awanturników i prowadził ich na wyprawę grabieżczą. Broń i uzbrojenie ochronne każdy musiał zapewnić sobie sam. Sukces pierwszych najazdów spowodował lawinowe narastanie dwóch procesów: 1) Dzięki bogatym łupom w wikińskich oddziałach bardzo szybko każdy, najzwyklejszy nawet wojownik, był świetnie uzbrojony w miecz, włócznię, topór, okrągłą tarczę, hełm z nosalem i kolczugę; 2) Powodzenia wypraw zachęcały kolejnych śmiałków, więc niebawem większość męskiej populacji Skandynawii przebywała czasowo lub na stałe na tzw. wikingowaniu, czyli rozboju.

 

Przewaga Franków nad wikingami, aż do zakończenia epoki najazdów, polegała na posiadaniu naprawdę świetnie wyszkolonej i wyposażonej jazdy pancernej. Po pierwsze, jeźdźcy w kolczugach byli w stanie przełamać każdą, nawet najdokładniej sczepioną ścianę tarcz. Po drugie, lekkozbrojna jazda mogła szybko dopaść plądrujące okolicę i obciążone łupami oddziały wikingów. Lokalny możnowładca był w stanie wystawić do kilkuset opancerzonych jeźdźców, zdyscyplinowanych, odważnych, zaprawionych w boju i manewrach taktycznych. Z taką siłą wikingowie woleli unikać kontaktu. Ci z kolei mogli liczyć na siłę, odwagę i zwinność pojedynczego wojownika, ale początkowo ustępowali Frankom pod względem technicznym, szczególnie jeżeli chodzi o jakość uzbrojenia. Ich topory okazały się wprawdzie świetne, mimo to pożądali frankijskich mieczy. Począwszy od VIII wieku frankijscy kowale byli w stanie, poprzez skomplikowany proces chłodzenia bogatego w fosfor żelaza, stworzyć głownię o jakości zbliżonej do nowoczesnej stali szlachetnej. Miecz całkowitej długości około 90–100 cm (80–90 cm stanowiła głownia, reszta to rękojeść z głowicą), o elastycznej, a zarazem twardej głowni nadawał się doskonale do cięcia i efektywnej walki wręcz. Nic dziwnego, że frankijskie głownie szybko stały się przebojem importowym na wikińskim rynku, zanim jeszcze doszło do otwartych konfliktów zbrojnych. Skandynawscy kupcy masowo sprowadzali do ojczyzny frankijskie uzbrojenie i broń z rynków w Nadrenii, dopóki Karol Łysy nie zabronił ostatecznie procederu wywozu broni do krajów sąsiednich. Ale było już za późno, poza tym przemyt funkcjonował w najlepsze i mnóstwo sprzętu zdobywano na wyprawach wojennych. Skandynawscy zbrojmistrze stworzyli własny, specyficzny dla wikińskiej sztuki rodzaj ozdobnych głowic i rękojeści. Stąd większość wydobytych dzisiaj przez archeologów wikińskich mieczy ma frankijską głownię z rękojeścią i głowicą skandynawskiej produkcji. Obecnie w literaturze fachowej miecze te, produkowane w Nadrenii, nazywa się „mieczami karolińskimi”. Odkrycia archeologiczne lub inne, przypadkowe, wydobyły na światło dzienne dużą liczbę mieczy karolińskich na terenie Skandynawii lub w miejscach stałych obozów, np. we Fryzji, dłuższy czas nazywano je „wikińskimi”. Dopiero badania wykazały, że oprócz sposobu ich oprawiania według lokalnych, wikińskich upodobań nie mają one ze skandynawską produkcją nic wspólnego, więc przestarzała nazwa „miecze wikińskie” okazała się nieadekwatna. Zresztą miecze karolińskie docierały nie tylko do rąk wikingów (różnymi drogami), lecz również do Słowian w Europie środkowo-wschodniej, a nawet na Bliski Wschód. W Nadrenii działało wiele manufaktur kowalskich i płatnerskich, o czym świadczą napisy i znaki producentów na głowniach mieczy. Najbardziej chyba rozpoznawalnym wśród odnajdywanych mieczy jest napis producenta, najwyraźniej słynnego wówczas kowala, +VLFBERH+T (transkrypcja: Ulfberht) – do tej pory znaleziono ich około 40 sztuk[8]; mniej rozpowszechnionymi są INGELRII czy LEUTFRIT. I tak, pośród wielu mieczy karolińskich z okresu IX–X wieku, znalezionych tylko na obszarze dorzeczy Ren – Moza – Skalda, dziewięciu z nich bez wątpienia używali wikingowie, na co wskazują charakterystyczne dla nich sposoby oprawiania. Podsumowując, na polu walki Frankowie i wikingowie masakrowali się nawzajem przy użyciu mieczy tej samej produkcji i jakości. Oprócz opisanego miecza długiego wikingowie byli dodatkowo uzbrojeni w rodzaj długiego, jednosiecznego noża o szerokiej głowni zwanego „saks” (w językach: staro-wysoko-niemieckim – sahs, szwedzkim – sax, norweskim i duńskim – saks, fińskim – sakset). Występowanie tej broni notowano najwcześniej w Skandynawii od IV wieku, skąd rozpowszechniła się kolejno w strefie Bałtyku, nad dolną Łabą i obszarach monarchii Merowingów. O ile na ziemiach Franków wyszła z powszechnego użycia już na początku IX wieku, o tyle w Skandynawii używano jej dalej do końca XI wieku. Zarówno Frankowie, jak i wikingowie używali z powodzeniem oszczepów, włóczni (ok. 2,5 m długości). Specjalnością wikingów stały się topory bojowe jako broń podstawowa, a te najcenniejsze pokryte były nierzadko bogatymi ornamentami ze złota i srebra – zwykły, niemajętny wojownik pozbawiony był być może środków na zaopatrzenie się w miecz, ale zawsze dysponował ciężkim toporem na długim stylisku. Do uzbrojenia ochronnego należała drewniana tarcza, wówczas okrągła, wzmocniona metalowym umbem pośrodku. Oprócz tego w obu wojskach używano z powodzeniem łuku. Standardowym wyposażeniem w obu armiach była kolczuga, która od około 850 roku nie była dla wikingów już żadnym rarytasem, tak jak jeszcze przed końcem VIII wieku. Wśród wikingów i Franków popularny był hełm stożkowy z nosalem, Frankowie oprócz tego używali również, wywodzącego się z epoki antycznej, hełmu otwartego o dzwonie otoczonym szerokim rondem (kapalin).

Jak z powyższego wykazu wynika, z wyjątkiem ciężkich wikińskich toporów bojowych wyposażenie było niemal jednakowe dla obu stron konfliktu. Wikingowie byli zdolnymi uczniami. Ze zdumiewającą szybkością przejmowali od Franków techniki militarne. Jeżeli jeszcze w IX wieku wikingowie nie opanowali walki konnej na sposób i jakość frankijskiej jazdy pancernej, to już pod koniec X wieku konnica normańska należała do czołówki chrześcijańskiego świata, by podczas pierwszej krucjaty w XI wieku stanowić kwiat rycerstwa. Podczas oblężenia Paryża stosowali całe spektrum sprzętu oblężniczego, nieustępującego pod żadnym względem machinom stosowanym przez obrońców na murach miasta. W niektórych militarnych aspektach przewyższali Franków. Godny uwagi jest wikiński system rozpoznania i zwiadu. Najczęściej byli z góry uprzedzeni o frankijskich poczynaniach, szybko reagowali na zachodzące na ziemiach Franków zmiany polityczne i potrafili natychmiast dostosować strategię do danej sytuacji. Doskonale wiedzieli, kiedy i w jakim mieście lub opactwie odbywa się targ lub uroczystość kościelna, gwarantujące przybycie większej liczby ludności i nagromadzenie dobrobytu – wtedy opłacało się dokonywać najazdu. Zgrupowania sił zbrojnych operowały elastycznie, większe armie dzieliły się błyskawicznie na mniejsze, samodzielnie operujące kontyngenty, by w razie potrzeby ponownie złączyć się w jedną armię.

W poprzednim rozdziale wspomniano, że postępowanie wikingów na najeżdżanych przez nich terenach spotkało się ze zdecydowaną krytyką ówczesnych frankijskich autorów, piszących z własnego punktu widzenia: mordy, okrucieństwo, bezwzględność, dzikość, barbarzyństwo – tak widziano nieproszonych przybyszy ze Skandynawii. Z kolei skandynawscy pisarze średniowieczni, gdy zaczęli spisywać dzieje ich narodów, starali się ukazać swoich przodków w jak najbardziej korzystnym świetle. Z drugiej strony, oceniając obiektywnie ze współczesnego punktu widzenia, zachowanie wikingów nie odstępowało zbytnio od poczynań Franków. Karol Wielki również bez zmrużenia oka nakazał egzekucję 4,5 tys. saskich wojowników po zwycięskiej bitwie pod Verdun w 782 roku. Ciekawe światło na wikińskie najazdy rzucają frankijskie roczniki Annales Bertiniani obejmujące lata 830–882. Pośród wielu opisów wikińskich grabieży, bestialstwa i łupiestwa nie ma ani jednej wzmianki o gwałtach na kobietach. Co nie oznacza, że do takich przypadków dochodziło. Tyle że te same roczniki dwukrotnie wspominają o gwałtach na kobietach dokonanych przez frankijskich rycerzy, do tego raz na zakonnicach. Bywało nawet, że frankijskie damy wysokiego urodzenia szukały w wikińskich obozach schronienia przed swoimi zbyt impulsywnymi mężami.

Ujmując rzecz lapidarnie: przez cały okres najazdów na ziemie Franków wikingowie zdobywali łupy, i po to przede wszystkim wyruszali na wyprawy. Majątek Franków, w dużej mierze ruchomy, w postaci np. skarbów kościelnych, kosztowności klasy feudalnej czy nagromadzonych po miastach oszczędnościach kupców i handlarzy, to nie wszystko. Na okrągło zdzierali z Franków złoto, srebro i monety jako okupy, wymuszenia, pieniądze za „ochronę” itd. Sumy te dochodziły niejednokrotnie do kilku, parokrotnie nawet do kilkunastu tysięcy kilogramów (nieufni wikingowie mierzyli okup, przeliczając go wagowo, a nie jego wartość nominalną). Stąd bardzo szybko stać ich było na zakupienie osobistego sprzętu wojennego. W celu zobrazowania tematu w tabeli porównano średnie ceny broni i uzbrojenia z innymi towarami handlowymi w IX wieku na ziemiach Franków. Gwoli przypomnienia: po reformie monetarnej Karola Wielkiego z lat 793/794 z niecałego pół kilograma (dokładnie 406,5 grama) czystego srebra bito 240 monet (fenigi, denary).


Wartość (srebro w gramach) Broń, uzbrojenie, ekwipunek Pozostałe towary handlowe
3 1 nóż 30 kurczaków lub 1 kg zboża
5 1 sprzączka do pasa
10 1 lejce
15 1 owca
30 1 świnia
51 1 włócznia
126 1 strzemię lub 1 krótki miecz 42 kg zboża
137 1 tarcza + 1 włócznia 1 krowa
204/306 1 niewolnica / 1 niewolnik
410 1 hełm 3 woły
478 1 miecz z pochwą 1 koń
820 1 kolczuga 1 niewolnica + 2 niewolników lub 28 świń